Moda na "solidarność".

03.04.08, 19:49
Pojawiła się ostatnio swoista moda na "solidarność". Solidarni z Ukrainą, Rospudą, Tybetem...
Przeciętny Kowalski naprawdę nie miał pojęcia o co tak dokładnie w tej aferze z Doliną Rospudy chodzi. Kowalski nie interesuje się ekologią, ma ją głęboko w de. Nie segreguje odpadów, bo mu się nie chce. Ale przyczepił sobe swego czasu zieloną wstążeczkę do marynarki, bo to było modne, bo kto za Rospudą ten przeciw Kaczorom.
Teraz mamy modę na Tybet. Pomarańczowe wstążeczki rozdawane na ulicach i krzyki "Solidarność z Tybetem!". Kowalski nosi wstążeczkę i ma spokojne sumienie, bo przecież "walczy" o prawa człowieka. Oczywiście nie działa w żadnej organizacji, bo po co, nie wspomaga jej finansowo, bo po co. On ma wstążeczkę. W domu słysząc krzyki bitej przez męża sąsiadki czy jej dzieci podgłośni telewizor, ale sumienie ma czyste, bo przecież walczy o prawa człowieka! O wyższe wartości niż zdrowie jakichś obsmarkanych dzieciaków i ich matki.
Jaki jest sens takiego postępowania? Wstążeczkowo-naklejkowej solidarności z Tybetem? Jest na świecie tyle miejsc gdzie łamie się prawa człowieka! Choćby taki Sudan. Białoruś tuż obok. Można pomóc studentom białoruskim, można działać w mediach-jeśli ktoś rzeczywiście chce walczyć.
Czy ta pokazowa pomoc stanie się kiedyś realną pomocą? Cały świat współczuje Tybetańczykom i myśli jak to okazać, a jednocześnie szykuje się do wielkiej fety w Chinach. Wielki obrońca praw człowieka pojedzie na olimpiadę, będzie spał w chińskim hotelu, jadł chińskie żarcie, przyczyni się do splendoru jaki na Chiny spłynie...I zrobi to z czystym sumieniem-ubierze pomarańczową koszulkę.
    • Gość: Michał To nie żadna solidarność IP: *.chello.pl 04.04.08, 11:54
      Takie manifestacje to tylko samooszukiwanie się.
Pełna wersja