mjot1
15.05.08, 19:28
I owszem bywało, że opuszczał nas na dni kilka, że oddalał się
gdzieś sobie tylko znanymi szlaki, lecz przecie zawsze wracał.
Zawsze stateczny, otoczenie traktował z rezerwą, godnością i
opanowaniem, ceniąc sobie wielce spokój, samą swą obecnością
wprowadzał swoisty ład i dyscyplinował całą społeczność naszą.
Tym razem raczył opuścić nas w sobotę późnym wieczorem i jak
dotychczas nie dał znaku życia...
Hm... Trwa to już nazbyt długo... Czyżby Go coś zeżarło?
Najniższe ukłony!
Zaniepokojony i smętny M.J.