warszawianka82
09.07.08, 22:58
dzisiaj na ulicach Warszawy na własnej skórze doświadczyłam jak ludzie
potrafią być nieczuli i nie potrafią bądż nie chcą udzielić pomocy , przykre
ale prawdziwe :( ok połudna jechałam w stronę centrum - autobusem , źle się
poczułam, miałam okropne bóle głowy, nie mogłam oddychać , a do tego na
przemian drgawki , wysiadłam z autobusu . Udałam się do kwiaciarni która była
najbliżej przystanku z prośbą o pomoc i skorzystanie z toalety, Pani
rozłożyła ręce i powiedziała : proszę iść do baru bądź do sklepu obok gdyż Ona
ma toaletę w domu i nie może mnie wpuścić :( tłumaczyłam jej że nie mam siły i
zaraz zemdlęję ale Ona nic, wyszłam . na szczęcie w sklepie obok 2 miłe
dziewczyny nie odmówiły pomocy :) i chwała im za to. ale to nie koniec mojej
historii. gdy trochę lepiej się poczułam wsiadłam w kolejny autobus no i znowu
.... sytuacja się powtarza.... zaczynam słabnąć ,nie mogę złapać oddechu.
wysiadłam na Placu Szembeka. zobaczyłam światełko - APTEKA tam napewno doradzą
co "łyknąć " aby wszystko przeszło. niestety zanim wystałam w kolejce swoje to
znowu zrobiło mi się niedobrze,gdy doszłam do okienka ostatnimi siłami
POPROSIŁAM PANIĄ MAGISTER FARMACJI o szklankę wody i możliwość skorzystania z
toalety. usłyszałam nonszalanckim głosem MY NIKOGO NIE WPUSZCZAMY PROSZĘ IŚĆ
NA BAZAR SZEMBEKA TAK JEST PUBLICZNA TOALETA !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! zgroza ,
poczułam się bezradna i bezsilna , MAM 26 lat , uczę się ,pracuję nie wyglądam
na jakiegoś "pijanego zataczającego się lumpa" i nie rozumiem tego jak osoba
w podobnym wieku do mnie -OSOBA WYKSZTAŁCONA która na co dzień ma doczyniena z
chorymi, która sprzedaje leki i doradza innym jak się leczyć nie potrafiła lub
nie chciała udzielić pomocy!!!!!!!!!!!!! chyba coś jest nie tak !!!!!!!!!!!!!
wybiegłam z apteki bo zbierało mi się na wymioty , resztką sił weszłam do
następnego punktu- fotograf, stałam przed facetem-ok 55 lat prosiłam o pomoc a
on się patrzył jak na wariatkę i pytał się o co mi chodzi i żebym sobie poszła
do apteki jak mi coś jest , stałam u niego przez 5 minut , nie mogłam złapać
tchu, dusiłam się, a człowiek poprostu stał i się patrzył!!!!!!!!!!!!!! zero
reakcji !!!!!!!!ostatkiem sił wyszłam od niego , pomyślałam nie wchodzę
nigdzie mam to gdzieś !!!jak zemdleję na środku ulicy albo " zwymiotuję komuś
na buty" to może ktoś zareaguje i wezwie jakąś pomoc. nie mając już sił
ukucnęłam na chodniku , po 3-4 minutach podeszła do mnie starsza kobieta - ok
75-80 lat, zaczęła się wypytywać: co mi jest , czy się dobrze czuję itd. po
minucie znalazła się koło niej bardzo miła Pani z zakładu fryzjerskiego - nie
pytając, odrazu udzieliła mi pomocy,
od momentu kiedy poprosiłam o pomoc pierwszej osoby do momentu kiedy tej
pomocy mi udzielono minęło ok. 50 minut,
Fryzjerka zadzwoniła po karetkę .
u mnie skończyło się na zastrzykach ale dla innych liczą się minuty ,
sekundy. ciekawe co by powiedziała taka pani " FARMACEUTKA " , Kwiaciarka czy
pan fotograf jeżeli komuś stała by się najgorsza krzywda lub jej-jemu nikt
nie chciał udzielić pomocy!!!!!!!!!!!!!!!!!
ludzie gonią za pieniędzmi są zabiegani, nie patrzą na innych , a czasami tak
niewiele potrzeba!!!!!!!!!!!
JESTEM WDZIąCZNA WSZYSTKIM PANIOM Z SALONU FRYZJERSKIEGO NA PLACU SZEMBEKA 4
za okazaną troskę i współczucie i DWOM MŁODYM DZIEWCZYNOM ze sklepu z
artykułam dla zwierząt na ul .Płowickiej, SWOJą POSTAWą POKAZAłY MI żE NIE
WSZYSCY Są TACY NIECZULI JAK CO PO NIEKTóRZY.
stanowcze NIE mówię Młodej APTEKARCE NA ROGU UL.SZEMBEKA Z GROCHOWSKA!!!!!!
dodam jeszcze że mój Ojciec po którego zadzwoniłam w międzyczasie udał się do
APTEKI aby "podziękować " za udzielenie pomocy, kobieta się wszystkiego
wyparła , stwierdziła że nikt o pomoc jej nie prosił ,że żadnej młodej osoby
nie było i że to napewno musiało być w innej aptece . tylko fakt jest taki ŻE
na rogu SZEMBEKA I GROCHOWSKIEJ jest tylko jedna APTEKA. KTÓRą ODRADZAM ze
względu na obsługę !!!!
tak sobie myślę że sama tam zajrzę aby jej zwrócić uwagę - ale czy to coś
zmieni????
to nie jest grzech niesienie pomocy a tym bardziej wstyd więc nie rozumiem
takich zachowań, zostałam wychowana tak aby pomagać innym. już parę razy
zdarzyło mi się zatrzymałać i spytać się CZY NIC CI/PANI/PANU nie jest??? nie
uważam tego za bohaterstwo , to są zwykłe ludzkie odruchy , tylko szkoda że
inni czasami ich nie mają .
mam nadzieję że jeżeli ktoś -kto to będzie czytał zastanowi się i pewnego dnia
nie przejdzie obojętnie obok potrzebującej pomocy osoby