Dodaj do ulubionych

gdy w grę wchodzi kasa...

04.09.08, 21:25
Studiuję. Pracuję. Mieszkam z rodzicami, babcią i trojgiem rodzeństwa. Rzecz
tyczy się płacenia za rachunki. Przedwczoraj doznałem szoku - zauważyłem że
mamy 6 niezapłaconych rachunków (jeden nawet z marca!) na łączną kwotę 1855 zł.
Wielokrotnie poruszałem w domu temat, żeby każdy z pracujących (rodzice,
babcia ja i moja siostra) odkładał ze 3 stówy na domowe rachunki, ale babcia
się wypięła (pomimo 1500 zł emerytury, płaci jedynie dwa "najtańsze"), siostra
i mama wydają na ciuchy i swoje sprawy (jak to baby), ja większość wypłaty
wpłacam na swoje konto, a rachunkami zajmuje się ojciec, który nawet kremu do
golenia sobie nie kupi. To co zobaczyłem przedwczoraj to konsekwencje braku
współdziałania, rozrzutności matki, obojętności siostry i braku reakcji ojca
(właściwie to matka jest głową rodziny).
Po raz kolejny w tym roku wydałem całą swoją wypłatę na te rachunki żeby było
na bieżąco, ale czuję się z jednej strony spokojny, z drugiej wykorzystywany.
Z jednej strony czuję się zobowiązany spłacić "dług" skoro kiedyś to rodzicie
na mnie łożyli, no i jeszcze mieszkam z nimi, z drugiej strony - czy nie mogę
zapewnić sobie jakiegoś startu w przyszłości z moimi oszczędnościami? Kasa
nigdy nie była dla mnie ważna dlatego tak łatwo pożyczam, także w pracy. A
może nie zauważam że innym odpowiada tak jak jest...?
Nawet nie czekam na odpowiedzi...chciałem się wygadać...dzięki...
Obserwuj wątek
    • yoma Re: gdy w grę wchodzi kasa... 04.09.08, 21:32
      Bardziej ci się opłaca wynająć samodzielną chałupę...
      • Gość: mariannos Re: gdy w grę wchodzi kasa... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.09.08, 22:50
        Dlatego mieszkam z rodzicami w dużym domu, żeby było taniej dla mnie, a
        jednocześnie żeby wspomóc rodziców nie tylko finansowo ale fizycznie. Ale mam
        wrażenie że zaczynam być traktowany jako sponsor, a nie współmieszkaniec. Być
        może te wydarzenia przyspieszą wynajęcie choć małego kąta...
        • yoma Re: gdy w grę wchodzi kasa... 04.09.08, 22:55
          No właśnie, wychodzi na to, że taniej ci nie jest, a poza tym wytrzymujesz z
          taką dużą rodziną? Powodzenia w przejściu na swoje :)
          • Gość: das spiel ist aus ja dwadziescia lat IP: *.adsl.alicedsl.de 07.09.08, 15:39
            sponsorowalem swoja tesciowa
            a tesciowa ze swojej renty
            sponsorowala swoja dorosla corke
            ktora pod pretekstem opieki nad
            matka
            opiekowala sie sama soba
            i swoimi marzeniami
            a jak jej matka odmowila
            finansowania jej chorych fantazji
            to przy pomocy tz zyczliwych
            i jej osobiscie
            o malo co nie popelnila samobojstwa

            mojej matce nie udzielilem nawet
            tysiecznej czesci tej pomocy
            choc nigdy w zyciu nie prosila mnie o jakaskolwiek
            pomoc
    • 0skar Re: gdy w grę wchodzi kasa... 05.09.08, 07:44
      > Z jednej strony czuję się zobowiązany spłacić "dług" skoro kiedyś
      to rodzicie
      > na mnie łożyli,

      Błąd. Dług ten spłacisz wychowując własne dzieci.
      • yoma Re: gdy w grę wchodzi kasa... 05.09.08, 14:33
        Przestańcie, zaraz polubu się włączy :)
      • Gość: A1 Re: gdy w grę wchodzi kasa... IP: *.chello.pl 08.09.08, 08:16
        > Błąd. Dług ten spłacisz wychowując własne dzieci.

        nieprawda... co najwyżej ktos będzie miał
        dług wzg. niego...
        • Gość: chomsterek Re: gdy w grę wchodzi kasa... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.09.08, 12:06
          Nie rozumiem, dlaczego ludzie traktuja rodzicielstwo jako pozyczke z
          odroczona splata...
    • lumpior Re: gdy w grę wchodzi kasa... 06.09.08, 11:14
      ale babcia
      > się wypięła (pomimo 1500 zł emerytury, płaci jedynie
      dwa "najtańsze"),>>>>>Babcia jest biedna,bo moze finansuje Rydzyka?
      • Gość: mariannos Re: gdy w grę wchodzi kasa... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.08, 05:48
        hehe sprawdziłem - częściej ogląda masońską TVN Meteo :P
    • matylda1001 Re: gdy w grę wchodzi kasa... 06.09.08, 17:04
      Nie przesadzasz Ty czasem z tą niegospodarnością mamy? Utrzymanie 7-
      osobowej rodziny sporo kosztuje i nie chodzi tylko o rachunki.
      ----------------------------------------------------------
      Nie cierpię wegetarian bo zżerają pokarm mojemu pokarmowi!
      • Gość: mariannos Re: gdy w grę wchodzi kasa... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.08, 05:46
        Odkąd żyję, w domu zawsze były narzekania na brak kasy, ale odkąd zacząłem
        zarabiać myślałem że nie tylko odciążę domowy budżet ale i do niego dołożę.
        Tymczasem nic się nie zmieniło. Dlatego wnioskuję że problem tkwi w
        niegospodarności.
        Oprócz rachunków są 2 kredyty i spłata karty kredytowej i nie wiem co jeszcze -
        wszystko z inicjatywy matki. Ojciec gdy nie ma matki narzeka na nią, ale nie
        umie się jej postawić.
        Chciałbym ze wszystkimi w domu o tym pogadać i przekazać jak ja widzę całą
        sytuację, ale już widzę ten obrazek - monolog matki i milczenie ojca i argumenty
        typu "jesteś przewrażliwiony", "to mój dom" itp. I obawiam się że choćbym miał
        dobre intencje i jakiś plan załatwienia problemów, zostanie "status quo"...
        • Gość: ff wyprowadz sie IP: *.acn.waw.pl 07.09.08, 14:03
          Wyprowadz sie. Nawet jesli do wynajmiesz z kims chate na spolke to i tak
          bedziesz mial lepiej bo sytuacja chociaz bedzie jasna i klarowna. Z rodzina
          nejlepiej na zdjeciu.
          • Gość: Babcia Podpucha? IP: *.as.kn.pl 07.09.08, 14:13
            Nie ma takich dobrych synów w praktyce. Moi nawet drobnych napraw mi
            nie robią (nie mają czasu podobno)> Wnuczki owszem, podrzucali, ale
            jak podrosły tez nie mają czasu. Czy Ty jesteś prawdziwy? Chyba
            jednak kosmita
          • Gość: ein Re: wyprowadz sie IP: 89.78.87.* 07.09.08, 14:14
            Dokładnie. Wyprowadź się. Co u siebie, to u siebie. "Spłacanie długu" wobec
            rodziców to nietylko dawanie im kasy, to również (przede wszystkim!) pomoc
            właśnie w codziennych sprawach, czy w przyszłości w opiece nad nimi. A do tego
            nie musisz z nimi mieszkać. Rób swoje i nie oglądaj się na innych!

            Powodzenia :)
          • Gość: aa Re: wyprowadz sie IP: *.retsat1.com.pl 07.09.08, 22:13
            Znam takich co się wyprowadzili,nawet wyjechali za granicę, a mama normalnie
            sytuowana, wykształcona,od syna i synowej woła pieniędzy.Jest niegospodarna,nie
            płaci rachunków i wmawia dzieciom, że jest chora, biedna,nie może pracować,
            wymaga pomocy, a teraz sobie wstawia implanty zębowe (na tej biedzie zęby
            zjadła). Zwyczajnie, niektóre matki, żerują na swoich dzieciach,na ich poczuciu
            obowiązku. Jaki jest na to sposób?
            • a.nancy Re: wyprowadz sie 09.09.08, 00:20
              > wymaga pomocy, a teraz sobie wstawia implanty zębowe

              implanty zebowe to przyklad rozrzutnosci?
              • Gość: chomsterek Re: wyprowadz sie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.09.08, 12:09
                Biednych nie stac na implanty :) Co najwyzej na najtansza proteze,
                sponsorowana przez panstwo.
        • todeskult Wobec powyższego rozwiązanie jest jedno: 07.09.08, 17:16
          Wobec powyższego rozwiązanie jest jedno: wyprowadź się, wynajmij kawalerkę.
          Skoro opłacasz większość rachunków to będzie też cię stać na samodzielne
          utrzymanie mieszkania. Jak masz dziewczynę to może wspólnie wynajmiecie jakieś
          2-pokojowe lokum?
        • Gość: ania marianos mieszkamy z tymi samymi ludzmi :) IP: *.ac.tuniv.szczecin.pl 08.09.08, 07:47
          mam tak samo identycznie
    • Gość: Ziom Re: gdy w grę wchodzi kasa... IP: 217.116.101.* 07.09.08, 14:34
      Niewyobrażalne jest to, jak czasami niektórzy dają sobie w kaszę dmuchać i dają
      się robić w ch...a.
      Pierwsze, co zrób, to wyprowadź się. Gdziekolwiek, do znajomych,
      dziewczyny (chociaż z tym bym uważał).
      Drugie, to ustal sobie dzień, w którym skończy się finansowanie tego cyrku, w
      którym mieszkasz (sory, za szczerość).
      Ekipa cyrku nagle zobaczy, że komornik puka do drzwi i pójdzie po rozum do
      głowy. Wtedy przyjdą do Ciebie po mamonę. A Ty powiesz, że nie masz, bo ciężko
      Ci się żyje samemu (choć na koncie będziesz miał już odłożoną okrągłą sumkę z
      oszczędności, bo pewnie będziesz je miał, skoro masz pojęcie o kasie).
      Domyślam się, że nie masz prawa własności części domu (w księdze wieczystej),
      więc utrzymujesz nie swoją nieruchomość i nic z tego nie masz. To nie jest
      wynajem. Przy wynajmie mógłbyś wracać do domu o 3 nad ranem z dwiema pannami i
      dobrze się z nimi bawić do 9 tej rano by potem grzecznie je wyprawić skąd
      przybyły. Teraz takie akcje nie wchodzą w grę. Pomyśl nad tym. Młody jesteś. Ja
      pomyślałem i nie żałuję.
      Pewnie ktoś tu wspomni o spadku... sory, ale babcia kipnie przy tej lub
      następnej zimie (pewnie dlatego tak ogląda tvn meteo, co by zima za sroga nie
      była), a rodzina będzie żyła dalej, czyli nie dostaniesz tak szybko spadku. To
      kolejny argument, by wziąć sprawy w swoje ręce.

      Powodzenia :)

      • Gość: Babcia Re: gdy w grę wchodzi kasa... IP: *.as.kn.pl 07.09.08, 15:34
        Czy to ty, mój synku? Poznaję ten tok rozumowania.
        Swoje ode mnie wziąłeś i w nogi(no, może jeszcze
        spadek przyjmiesz łaskawie, ale tu czeka cię
        niespodzianka, hehe).
        • Gość: Babcia-bis Re: gdy w grę wchodzi kasa... IP: 83.30.31.* 07.09.08, 19:12
          Dokładnie, cały mój majątek zapisałam Ojcu Świętemu Tadeuszowi na poszukiwania wód świętych geotermalnych.
      • Gość: mariannos Re: gdy w grę wchodzi kasa... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.08, 00:57

        "(pewnie dlatego tak ogląda tvn meteo, co by zima za sroga nie była)" hahaha ;D
        rozbawiłeś mnie tym postem ;)

        masz rację - to może wyglądać że się "sfrajerowałem", ale ja bardziej chciałem
        udowodnić sobie i innym domownikom że jak się chce (zapłacić) to można. Wątpię
        jednak czy oni to pojęli... Rachunki zapłacone - to spokój, ale w jaki sposób i
        czyim kosztem, o tym już się nie pamięta...
        • Gość: chomsterek Re: gdy w grę wchodzi kasa... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.09.08, 12:11
          Obawiam sie, ze jedyne, co do nich dotarlo, to fakt iz na rachunki
          mozna w dalszym ciagu gwizdac... Zawsze znajdzie sie jeden ofiarny,
          ktory pokryje dlug :(
    • beatrycze123 Re: gdy w grę wchodzi kasa... 07.09.08, 15:31
      A ja nie rozumiem wypowiadających się tu forumowiczów.Sama od dawna mieszkam
      oddzielnie (studia w innym mieście), ale jak widzę niezapłacone rachunki w domu
      (co zdarza się często), to biorę i płacę. Jak pożyczam samochód od mamy to
      tankuję do pełna, bo mama na paliwo nie ma. Moi bracia też się czasem dorzucają.
      Co, mam pozwolić, żeby mamie odcieli prąd? Choćby była krańcowo niegospodarna (a
      wcale tak nie jest), to w końcu moja mama. Ma bardzo kiepską pracę i nigdy nie
      będzie jej stać na utrzymanie rodzinnego domu, liczę się z tym, ze do końca
      życia będę jej pomagać. I nie widzę w tym nic dziwnego.
      Co to za myślenie- "nie musisz nic spłacać rodzicom, myśl tylko o sobie"? Być
      może kiedyś podjęli złe decyzje, dla mnie najbardziej idiotyczną decyzją, jaką
      może zrobić kobieta, jest rezygnacja z pracy na rzecz wychowania dzieci. Ale
      zapewne gro forumowiczów uznaje takie postępowanie za najlepsze (kult Matki
      Polki), równocześnie nie zgadzając się z tym, żeby tej poświęcającej się matce w
      przyszłości pomóc. To jest chore...
      • Gość: olka Re: gdy w grę wchodzi kasa... IP: 217.97.247.* 07.09.08, 18:12
        Tak, ale u Ciebie jest inna sytuacja. Autor przecież napisał, że matka jest
        niegospodarna, a reszta rodziny ma rachunki gdzieś. Czyli mają za co zapłacić,
        ale nie chcą.
      • Gość: Chomsterek Re: gdy w grę wchodzi kasa... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.09.08, 12:17
        Chore jest utrwalanie obecnego stanu rzeczy. Co innego, gdy w domu
        panuje bieda, a co innego, gdy rodzina trwoni pieniadze i zdaje sie
        absolutnie nie przejmowac faktem niezaplaconych rachunkow.
        Moi tesciowie sa niezamozni, ale rachunki placa zawsze w 1.
        kolejnosci. Wola sobie odmowic przyjemnosci, niz generowac dlugi. Z
        reszta, mimo malych dochodow, zyja na tyle oszczednie, ze nie musza
        do nikogo wyciagac rak po pieniadze. Da sie? Ano, da. Trzeba jedynie
        chciec.
    • Gość: aqua Re: gdy w grę wchodzi kasa... IP: *.chello.pl 07.09.08, 15:33
      Tak długo, jak sie nie zmienisz, żadne z proponowanych ci rozwiązań nie będzie
      skuteczne. Co z tego, że sie wyprowadzisz, będziesz bulić za wynajmowany lokal,
      jak cię rodzinka dopadnie i poprosi o pomoc, a ty nie będziesz umiał im odmówić?
      Przeczytaj sobie książkę "Sztuka mówienia NIE", której autorami są Henry Cloud i
      John Townsend. Szczerze ci ją polecam.
      • kotdachowy Re: gdy w grę wchodzi kasa... 07.09.08, 16:11
        SLuchaj - pomaac mozesz jak kogos nei stac. Ich stac, ale maja to w du--ie. Idz
        na swoje, albo poszukaj pokoju na poczatek. Jak przyjdzie czas, ze nie beda
        dawali sobie rady finansowo to wowczas ich wspomozesz. Jezeli fizycznie nie
        radza sobie a maja kase to moga kogos wynajac 'do pomocy przy ciezkich pracach'.
        Zawijaj sie czym predzej - moja rada.
        • Gość: xxxx Re: gdy w grę wchodzi kasa... IP: 80.54.174.* 07.09.08, 16:24
          a ja uwazam ,ze trzeba porozmawiać z wszystkimi domownikami i
          podzielić koszty utzymania na wszystkie osoby pracujące , światło
          płacą wszyscy ,na życie mama niech powie ile musisz dać 200 zł-400
          zł,a co Ciebie obchodza kredyty rodziców ,niech sami spłacają.Ja mam
          syna co ma 23 lata studiuje nie pracuje ,bo nie chce iść do
          pracy ,bo mówi że ma jeszcze czas ,ale kiedy pójdzie do pracy to
          bedzie musiał dołożyc się do życia chociażby dla zasady i
          obowiązku.Tylko szczera rozmowa z rodziną rozwiaze Twój problem.A
          dwa to jest niespotykana historia zeby rodzice tak wykorzystywali
          własne rodzone dzieci.
          • Gość: e-migrant Re: gdy w grę wchodzi kasa... IP: *.197.158.213.umts.dynamic.eranet.pl 07.09.08, 18:02
            Rozmowa tylko w teorii może pomóc. W praktyce jest nikła szansa, że
            siostra, mama i babcia będą chciały z własnej woli pogorszyć swoją
            sytuację na rzecz Ciebie (który wedle starszyzny nie ma prawa
            moralizować) i Twojego taty (który siedzi pod pantoflem). Jeśli
            rozmowa miałaby teraz pomóc, to już dawno problemu by nie było.
            Możesz próbować lecz nie liczyłbym na więcej niż zszargane nerwy.
            Jedyna opcja to wyprowadzka i brak pomocy finansowej (pomóc fizyczne
            zawsze możesz) dopóki się nie przekonasz że Twoje pieniądze są
            wydawane w słusznym celu. Pamiętaj że robisz to także dla ich dobra -
            brak gospodarności odbije się na nich prędzej czy później.
          • Gość: Aga Re: gdy w grę wchodzi kasa... IP: *.mofnet.gov.pl 08.09.08, 10:48
            ja marzyłam o studiach, ale mama nie interesowała się tym ani mną,
            kiedy kończyłam liceum byłam wyzywana od darmozjadów, (dlatego ze
            mama zmieniła religię(kiedys byla katoliczka), a ja nie bardzo
            chcialam podporzadkowac sie temu-kazdy glosi ze jego religia jest
            jedyna sluszna i prawdziwa-więc byłam złem najgorszym-zresztą sama
            odkąd pamiętam zarabiałam w wakacje na jakiś ciuch do szkoły i moje
            potrzeby - jakoś zbytnio nie interesowała się mną - ja byłam do
            wykorzystywania, narzekania na mnie i bicia-czułam się jak niewolnik
            który nie może mieć własnego zdania i poglądów - nienawidzę za to
            tej swojej wrażliwej natury i tego że nie umiałam się skutecznie
            sprzeciwić, a jedynie płakałam skulona marząc o tym,żeby dla niej
            coś znaczyć... - :-( - ale wracając do tematu, to nie wyobrażam
            sobie czegoś takiego u mnie w domu, żebym powiedziala że nie chce
            pracować, bo chcę studiowac.. studia skończyłam zaoczne - wyjechałam
            do innego miasta,zarobiłam sobie-w sumie wszystko co mam zawdzięczam
            tylko sobie - matce zawdzięczam życie i skrzywienie psychiczne -
            Podsumowując - sprawiedliwości w życiu nie ma, a kiedy pokazujesz że
            jesteś wrazliwa to jestes kopana przez wszystkich dookoła... Tak, to
            mój żal, ale nic na to nie poradzę.. jakoś zyję - ale w szczęście
            rodzinne nie wierzę... A to że ma się matkę, ojca - to nic nie
            znaczy - ludzie są różni - rodzice potrafią zgotować piekło swoim
            dzieciom - a dzieci są później dorosłymi kalekami emocjonalnymi...
            • speev Re: gdy w grę wchodzi kasa... 08.09.08, 11:21
              I te kaleki emocjonalne zatrudniają się w resorcie finansów, żeby się opyerdalać
              w internecie zamiast uczciwie pracować. DO ROBOTY!
              • Gość: kala Re: gdy w grę wchodzi kasa... IP: *.adsl.inetia.pl 08.09.08, 13:48
                a takie świnie jak Ty kopią ludzi na forum, bo w realu się boją
              • Gość: Slotna Re: gdy w grę wchodzi kasa... IP: 78.152.194.* 09.09.08, 16:58
                :DDDDDDD
          • Gość: hehe Re: gdy w grę wchodzi kasa... IP: *.oss.wroc.pl 09.09.08, 10:16
            spotykana i sa jeszcze gorsze
      • Gość: mariannos Re: gdy w grę wchodzi kasa... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.08, 01:04
        w sumie też nie jestem bez winy - ich błędem jest niegospodarność - moim
        uległość. słowo NIE najtrudniej przechodzi mi przez gardło...
    • ideefiks Re: gdy w grę wchodzi kasa... 07.09.08, 17:53
      Wyprowadź się jak najszybciej na tzw. "swoje" a oni niech sobie robią co chcą.

      Nie masz, naiwniaku, ŻADNYCH długów wdzięczności wobec rodziców - pamiętaj, że
      to nie ty się na ten świat prosiłeś, tylko oni cię na niego sprowadzili. Więc
      to, że na ciebie do pewnego momentu "łożyli" to był tylko i wyłącznie ich psi
      obowiązek - nikomu łaski nie robili, a już na pewno nie tobie. Nic im nie jesteś
      winien i najwyższa pora żebyś to zrozumiał.

      A co do startu w "dorosłą przyszłość" to jest właśnie psi obowiązek rodziców a
      nie twój. Skoro - jak rozumiem - nie potrafili ci ego zapewnić i sam się teraz
      musisz bujać ze swoim "startem" to tym bardzie ci się dziwię, że ubzdurałeś
      sobie, że jesteś rodzicom cokolwiek winny...

      A zapłacenie za rodzinkę tych zaległych rachunków to już frajerstwo najwyższej
      klasy. Ucz ich tak dalej...
    • nessie-jp Re: gdy w grę wchodzi kasa... 07.09.08, 18:38
      A przepraszam, dlaczego zakładasz, że masz obowiązek zapłacić te rachunki?
      Zapłać za prąd i wodę, reszta
    • prawdziwy.optymista Re: gdy w grę wchodzi kasa... 07.09.08, 19:01
      Kochany, kasa zawsze potrafi wszystko zniszczyć. Nawet małżeństwa. Jedyna rada
      to wynajmij sobie mieszkanie. Studiujesz i mieszkasz z mamą? Stary, zaczynasz
      mieć podobne zachowania do swego ojca. Uciekaj jak najszybciej możesz.

      -------------------------

      Czytam i popieram: kierowcatira.blox.pl
    • Gość: ukochana córeczka Re: gdy w grę wchodzi kasa... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.08, 19:20
      mariannos pisze: > Po raz kolejny w tym roku wydałem całą swoją
      wypłatę na te rachunki żeby było na bieżąco, ale czuję się z jednej
      strony spokojny, z drugiej wykorzystywany.>
      To normalne odczucia w tej sytuacji. I zgodne z faktami. Nie każdy
      potrafi spokojnie mieszkać, wiedząc, że w każdej chwili do drzwi
      może zapukać komornik albo ekipa, która wyłączy prąd. Ale... Każdego
      można wykorzystać tylko tyle, na ile pozwoli. Odpowiedz sam sobie,
      dlaczego tolerujesz właśnie tyle. Dlaczego nie stać Cię na dojrzałą
      decyzję o wyprowadzeniu się z domu. A ew. pomoc rodzicom to inny
      temat.
    • Gość: Enon Re: gdy w grę wchodzi kasa... IP: *.chello.pl 07.09.08, 20:39
      Twoja opowieść przypomniała mi moją byłą żonę, która uważała, że zarobione przez
      nią pieniądze są wyłącznie jej, zaś moje... także jej.
      Pozbyłem się tego garba i jest OK.
      Oczywiście takie proste w odniesieniu do własnych rodziców i babci to nie jest.
      Moja rada: wyprowadź się. Jak rodzince odetną gaz, energię elektryczną, telefon,
      telewizję kablową....za niezapłacone rachunki to może się obudzą.
    • Gość: eee... To ja Re: gdy w grę wchodzi kasa... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.08, 21:15
      Powinieneś się dokładać do wspólnej puli. Jeśli takiej nie ma to sytuacja jest
      niezdrowa. Ktoś czegoś w odpowiednim momencie nie ustalił. Wyprowadź się i nie
      ze względu na kasę nawet ale dla samego siebie i dla dobra rodziny. Twoje
      pretensje nawet nie wypowiedziane odbiją się na wszystkich. Będziesz je
      kumulował aż wybuchną. Albo zostajesz z pełną świadomością tego jaki jest układ,
      albo wynajmuj cokolwiek techniką dowolną (sam, z kumplem, z dziewczyną). Jeśli
      zostajesz to coś musi Ci odpowiadać. Pójście "na swoje" jest bardzo ważne dla
      Ciebie samego. Rodzicom możesz nadal pomagać ale w miarę możliwości. A dług
      spłacisz wychowując swoich własnych "wierzycieli".
    • Gość: Gość:) Re: gdy w grę wchodzi kasa... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.09.08, 21:58
      mam takie probelmy całe życie z teściami. Mimo tego że od lat mieszkamy z mężem
      sami to stale musimy się dokładać do teściów, którzy przecież są we dwoje i nie
      dają rady (1 renta, 1 emerytura i prace dorywcze..)

      Wkurza mnie to że mają po 60-65 lat i ciągle narzekają, mieszkają w wynajetym
      mieszkaniu i dorobili mebli z czasów Gierka. Moja wina? Dlaczego za czyjaś
      niezaradność mam ja płacić?

      • Gość: K. Re: gdy w grę wchodzi kasa... IP: *.chello.pl 07.09.08, 22:25
        Też to znam niestety. Moja mama się ostatnio tak zadłużyła, że do drzwi zapukał
        listonosz z pogróżkami od komornika w liście poleconym. Ja oczywiście o całej
        sprawie nie wiedziałam, bo mama mimo wielokrotnych propozycji z mojej strony, że
        się dołoże do rachunków, nie uznała za stosowne powiedzieć mi o jakichś długach.
        W domu rodziców pomieszkuję czasami, ogólnie dużo jeżdzę.

        Powiecie: wyprowadź się na swoję. Ok, mieszkanie wynajmujemy z mężem za granicą,
        u mamy jestem zameldowana - taki polski obowiązek (sic!). List z pogróżkami był
        wysłany na MOJE NAZWISKO!

        Poszłam i zapłaciłam 2000pln, w tym 1200pln kosztów sądowych (AAARGHH...).
        Korona mi z głowy nie spadła. Teraz co miesiąc jest batalia, żeby mama wpłacała
        na konto raty na spłatę pozostałej części długu. Ustaliłyśmy: Jeśli Ty zapłacisz
        określoną kwotę, to ja dorzucę drugie tyle na spłatę długu. Póki co działa.
    • Gość: czterdziestolatka Re: gdy w grę wchodzi kasa... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.08, 22:48
      Realia są takie,że rodzice dzis 60ciokilkuletni w większości
      mają bardzo małe emerytury i jeśli dzieciom udaje się zarobić i
      szanuja rodziców to poprostu dokładaja im do tych głodowych emerytur.

      Tak jest u mnie w rodzinie.
      Starsi zasuwali po 40 lat a teraz nie mają za co kupić węgla na zimę.
      Kupuja najtańsze produkty spożywcze a w ich lodówce często odbija
      się echo:(
      Smutne to ale prawdziwe.
      Dokładamy z rodzeństwem ile możemy..
      Wku..ająca polska rzeczywistość:((
      Wku..ająca dlatego,że ja też musze myśleć o przyszłości..i jakimś
      odkładaniu które w takiej sytuacji nie ma szans zaistnieć:(
      • Gość: mariannos Re: gdy w grę wchodzi kasa... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.08, 01:20
        więc właśnie! Wyobraź sobie sytuację moich rodziców na emeryturze skoro już
        teraz mają problemy z kasą. Powiedzmy że się wyprowadzę
        (P.S. na razie nie kroi się bym założył własną rodzinę), później młodsze
        rodzeństwo, babci nie będzie - i co? Jak sami utrzymają dom z 6 pokojami i
        ogrodem? Będę wynajmował, a potem znowu wrócę bo dom stoi pusty, a oni z
        głodowymi emeryturami? Łatwo niektórym mówić - wyprowadź się, odetnij pępowinę,
        nie finansuj, skoro ich sytuacja ciąży nade mną i nie potrafię myśleć o swoich
        przyjemnościach, bo zaraz usłyszę narzekania ojca. BTW, jakby nie było - moja
        matka mieszka w domu swojej matki, a matka ojca co jakiś czas przesyła część
        swojej emerytury... jak to wygląda skoro dobiegają 60-tki??!!
        • Gość: czterdziestolatka życiowe decyzje... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.08, 02:02
          No rozumiem twoje rozterki:).
          Przychodzi taki moment w życiu,że trzeba się zastanowić
          co dalej..
          co dalej z dużym domem i jego utrzymaniem...co z rodzicami z głodowymi
          emeryturami..itp.

          Może powinniście zasiąść do wspólnej powaznej rozmowy?
          u mnie się udało.
          pogadały dzieci ze starymi..:)
          policzyliśmy wszytsko.
          decyzja o sprzedaniu domu co prawda jeszcze nie zapadła (rodzice zostali w nim sami)
          ale my dzieci -będziemy dom utrzymywać.
          W przeciwnym razie rodzice musieliby sprzedać dom i wynieść się
          do tańszego lokum.
          Sęk w tym ..że ciężko by to znieśli.
          No i co mamy robić??

          wypiąć sie na własnych starych tak jak niektórzy powyżej??



        • Gość: ania Marianos oddałes czesc swojego zycia IP: *.ac.tuniv.szczecin.pl 08.09.08, 07:56
          Gdy moja mama zmarła. zamieszkałam z ojcem w duzym 150 metrowym domu z ogrodem.
          Ja i moj maz placimy wszystkie rachunki łacznie z jedzeniem. Dom ciagle wymaga
          napraw a kapitalny przed nami.
          Moj ojciec ma 2000 emerytury i od kiedy zamieszkalismy z nim totalnie olał
          wydatki domowe i wydaje kase na co mu sie podoba.
          Na moja prosbe by choc 3 stowy odkładal na przyszly remont lub czarna godzine
          mowi : mi juz remont nie jest potrzebny. Przesadzasz i lub nic nie mowi. Ja nic
          nie odkladam i wkurza mnie podejscie starego, a poniewaz ma 70 lat to co mu moge
          zrobic ???? Musze z nim mieszkac. Najgorsze jest to ze jestem w sytuacji
          patowej, bo dom nie jest moj, wkladam kase w remonty itp a do spadku
          kandyduje moj brat i czeka mnie ewentualna splata 1/2 czyli okolo 300 tys. W
          sumie to chcialabym kupic sobie mieszkano i nie myslec o ojcu i domu. Ale moj
          brat nie zamieszka z ojcem i jestem udupiona.
          A w remont musze wlozyc ponad 100 tys ( dom z lat 70'tych budowany metoda
          gospodarcza czyli sznurek plastelina i piasek) Smutno mi :)))

          • bubster wyprowadź się 08.09.08, 13:39
            bo co innego Ci zostało?
          • Gość: moi Re: Marianos oddałes czesc swojego zycia IP: 81.210.61.* 08.09.08, 19:38
            dlaczego musisz mieszkać z ojcem? A jeżeli musisz to na każdy grosz
            włożony w dom bierz rachunek na swoje imię i nazwisko - przyda się
            przy podziale spadku.
        • Gość: kaśka miałam tak samo... IP: *.chello.pl 08.09.08, 10:19
          w wieku 19 lat wyszlam z domu z jednym plecakiem, studiowałam,
          zaczynalam pracę, kupiłam mieszkanie (na kredyt) wychowywalam
          dziecko w ciaglym poczuciu winy względem rodziców - ja jadę z córkę
          nad morze, o nie itp. Goniłam do nich, żeby im pomóc prawie w każdy
          weekend.

          Tak jak ty, w wieku 20-tu lat zastanawialam sie obsesyjnie za co
          utrzymam rodziców jak będą niedołężni, gdzie będą mieszkać,
          zmienialam mieszkanie nie dlatego, zeby mojej rodzinie było dobrze,
          ale żeby oni mieli dodatkowy pokój w którym mogą sie zatrzymać.
          Oni zawsze biedni, pokłuceni - wydawałao mi się, że uda mi sie ich
          pogodzić, wyprostować sprawy finansowe ... i chyba uszczęśliwić...

          W pewnym momencie pęklam - najpierw zachorowala moja córka, później
          ja. Z konieczności musialam sie od nich odsunąć, zdystansować...

          Spojrzałam na nich (a przede wszystkim na siebie) inaczej.
          Zrozumialam, że nie przezyję za nich ich wlasnego zycia - pomagajac
          im wyrządzam im krzywdę, a przede wszystkim sobie i własnej
          rodzinie. Nie da się żyć cudzym zyciem, na daw domy - któryś zasze
          będzie kulał.

          Nie miej więc wyrzutów i nie zastanawiaj sie na zapas co będzie jak
          przejda na emeryturę i co zrobią z domem - np, sprzedadzą i
          przeprowadzą sie do kaaleki jak ich nie będzie na to stać :)))

          Rozwiazan jest bez liku. To ich zycie i ich decyzje, ty możesz im
          rdziadzić, ale nic ponadto.
          Zajmij sie swoim zycie, swoimi planami - może jakiś ekstra wyjazd,
          staż, samochód ci się marzy????
          Zajęcie się sobą jest paradoksalnie wcale nie takie łatwe :))))
        • bubster to zmienią na mniejszy 08.09.08, 13:36
          po co im 6 pokoi?

          nie masz długu wobec rodziców
          oni się na Ciebie zdecydowali i ich obowiązkiem było o Ciebie dbac i
          Cię utrzymywać

          wyprowadź się
          płacąc za ich zachcianki nie nauczysz ich gospodarności

          jak Ty chcesz kiedyś rodzinę założyć?
          która normalna dziewczyna zgodzi się na to, żeby ze wspólnej kasy
          (po ślubie) dokładać do kogoś, kto pieniądze ma ale je trwoni?
        • Gość: AAArgh Re: gdy w grę wchodzi kasa... IP: *.mobile.playmobile.pl 08.09.08, 19:50
          Jak kogos nie stac na utrzymanie domu to powinien sie z niego wyprowadzic. Smutne, ale prawdziwe. Po co malzenstwu 6 pokoi?
        • Gość: chomsterek Re: gdy w grę wchodzi kasa... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.09.08, 12:04

          Problem ewidentnie lezy w gospodarowaniu pieniedzmi, nie ich braku.
          Zauwaz ze Ty - syn - czujesz sie odpowiedzialny za placenie
          rachunkow, podczas gdy reszta rodziny, mimo posiadania srodkow
          finansowych, generuje jedynie dlugi. Dla mnie to niepojete.

    • Gość: Jolka Re: gdy w grę wchodzi kasa... IP: *.dyn.optonline.net 08.09.08, 01:54
      Nie moge tego zrozumiec,ze rodzice oczekuja od dzieci pomocy. W
      mojej rodzinie to rodzice pomagaja dzieciom,pracujemy i dajemy aby
      im bylo lzej. Dla mnie to tylko przyjemnosc gdy daje. Nie sa to male
      kwoty,dodam ,ze pracuje na to bardzo ciezko i nie spodziewam sie nic
      w zamian.
      • Gość: czterdziestolatka Re: gdy w grę wchodzi kasa... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.08, 02:08
        Droga Jolu.
        Szczerze ci powiem,że mnie mierzi jak słyszę jak to niektórzy
        moi znajomi korzystają z pomocy finansiowej swoich ciężko pracujących
        rodziców:).
        Ja rozumiem,że jak ktoś ma dużo to oczywiście niech się dzieli.
        Ale dlaczego np.Ty zamiast teraz sprawiać sobie przyjemności z ciężko zarobionej
        kasy,wciskasz ją dzieciom??:)
        przeciez to one są młode i prężne(mam nadzieję).
        Ty już się w życiu natyrałaś jak sądzę.
        Teraz powinnaś jezdzic na wycieczki i kupować sobie perfumy Diora
        a nie nadal wydawać na dzieci!



    • Gość: jada Re: gdy w grę wchodzi kasa... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.08, 08:09
      jeśli jesteś taki doby to płać,nikt ci nawet nie podziękuje,jeszcze
      się obrazi jak nie zapłacisz kiedy nie bedziesz miał!A czy kto pyta
      z cze3go utrzymujesz się i czy nie masz innych potrzeb?
    • Gość: A1 Re: obawiam się że konfabulujesz IP: *.chello.pl 08.09.08, 08:19
      > Studiuję. Pracuję. Mieszkam z rodzicami, babcią i trojgiem rodzeństwa. Rzecz
      > tyczy się płacenia za rachunki....

      pytanko: a tak 5 lat temu też wszystkich utrzymywałeś;
      mama na ciuchy a tata sobie kremu nie kupował?
      jak to się stało że tak nagle wszyscy na twoim
      utrzymaniu są?

    • naprawdetrzezwy Nie czekasz na odpowiedź? Szkoda... 08.09.08, 10:07
      Bo jest proste rozwiązanie, ale skoro masz to w sempiternie, to ja też.
    • martica coz, ofiara losu jestes... 08.09.08, 10:09
      dajesz sie 'dymac' czlowieku; wyprowadz sie i wynajmnij cos ze
      znajomymi i wyniesie Cie to mniej (jak widac calkiem niezle zarabiasz
      jesli Cie stac na utrzymywanie calej rodziny). Niestety, jak wiadomo
      z rodzina sie najlepiej wychodzi na zdjeciach. Chyba ze Ci to
      odpowiada...

      • kotbert A propos wyprowadzenia się 08.09.08, 10:46
        Pamiętaj, że nawet jeśli się wyprowadzisz, coby już nie finansować
        rodzinki, a nie wymeldujesz się z mieszkania, to jeśli rodzinka
        narobi jakichś długów, obciążą one też Ciebie - gdyż dotyczyć będą
        wszystkich osób pełnoletnich i zameldowanych w mieszkaniu w momencie
        powstania długu.
    • elza66 ............. 08.09.08, 10:19
      PISZECIE O SWOICH STARYCH JAK O OBCYCH LUDZIACH.
      mUSIELI WAM ZGOTOWAć SłABE DZIECIńSTWO..
      NO Cóż..NIE KAżDY POWIENIEN ZOSTAć RODZICEM.
      • Gość: Rabarbar Re: ............. IP: *.centertel.pl 08.09.08, 11:05
        Myślę sobie, że wiele zależy od tego jak wyglądają wasze relacje...

        Czasem dom to piekło, obcy, samotni ludzie stłoczeni na x metrach
        kwadratowych. Skoncentrowani na swoich potrzebach, żyjący
        wyobrażeniami o tym jak powinno być, marzeniami, które nigdy się nie
        spełnią. Obojętni na to co się dzieje z ich najbliższymi.
        Do tego zawodzi komunikacja. Ludzie nie potrafią słuchać, mają w
        głowie tylko swoją mantrę. Czyli mniej więcej tak:
        1. Jestem nieszczęśliwy (-a) (bo oni - dzieci/partner/starzy -
        spieprzyli mi życie);
        2. Nie ma żadnej drogi wyjścia z tej sytuacji;
        3. Więc łapię cokolwiek, choćby na koszt najbliższych, przecież to
        oni są winni sytuacji w jakiej jestem;
        4. A jakby coś to się wydrę, że nikt mnie nie docenia, albo że ...
        cokolwiek. I jakoś to się kręci.
        albo
        1. Co za nieszczęście mnie spotkało, że mam Was;
        2. Poświęcam się a wy tego nie widzicie;
        3. Nienawidzę Was za to...;
        4. ...więc drę się z byle powodu.

        Ciągłe awantury (intensywność dopasowana do temperamentu i stopnia
        ucywilizowania osobników) przeplatane ciężkim milczeniem.

        Dobrze to pokazuje film "Wszystko albo nic" Micke'a Leigha.

        Jak tu się porozumieć w sprawie rachunków?
        Prosta sprawa urasta do rangi wielkiego przedsięwzięcia...

        Wtedy lepiej uciekaj. Pomagaj z zewnątrz, rób detoksykację, żeby
        Twoja przyszła rodzina była inna :-)

        Na marginesie. Dziękuję Opatrzności za moją drużynę :-)


    • jan_telecki Re: gdy w grę wchodzi kasa... 08.09.08, 10:51
      jesli masz dwadziescia kilka lat i zarabiasz na siebie to najwyższy
      czas rozpocząć wlasne dorosłe osobne zycie. powinienes sie
      wyprowadzic nie tylko ze wzgledu na pieniadze ale i na wlasny
      psychiczny rozwoj. wynajmij mieszkanie chocby na spolke z kumplem,
      podrywaj dziewczyny i zyj wlasnym zyciem.
    • Gość: Rabarbar Przeczytaj i pomyśl jak to jest u Ciebie IP: *.centertel.pl 08.09.08, 11:06
      Wiele zależy od tego jak wyglądają wasze wzajemne relacje...

      Czasem dom to piekło, obcy, samotni ludzie stłoczeni na x metrach
      kwadratowych. Skoncentrowani na swoich potrzebach, żyjący
      wyobrażeniami o tym jak powinno być, marzeniami, które nigdy się nie
      spełnią. Obojętni na to co się dzieje z ich najbliższymi.
      Do tego zawodzi komunikacja. Ludzie nie potrafią słuchać, mają w
      głowie tylko swoją mantrę. Czyli mniej więcej tak:
      1. Jestem nieszczęśliwy (-a) (bo oni - dzieci/partner/starzy -
      spieprzyli mi życie);
      2. Nie ma żadnej drogi wyjścia z tej sytuacji;
      3. Więc łapię cokolwiek, choćby na koszt najbliższych, przecież to
      oni są winni sytuacji w jakiej jestem;
      4. A jakby coś to się wydrę, że nikt mnie nie docenia, albo że ...
      cokolwiek. I jakoś to się kręci.
      albo
      1. Co za nieszczęście mnie spotkało, że mam Was;
      2. Poświęcam się a wy tego nie widzicie;
      3. Nienawidzę Was za to...;
      4. ...więc drę się z byle powodu.

      Ciągłe awantury (intensywność dopasowana do temperamentu i stopnia
      ucywilizowania osobników) przeplatane ciężkim milczeniem.

      Dobrze to pokazuje film "Wszystko albo nic" Micke'a Leigha.

      Jak tu się porozumieć w sprawie rachunków?
      Prosta sprawa urasta do rangi wielkiego przedsięwzięcia...

      Wtedy lepiej uciekaj. Pomagaj z zewnątrz, rób detoksykację, żeby
      Twoja przyszła rodzina była inna :-)

      Na marginesie. Dziękuję Opatrzności za moją drużynę :-)


    • joungflower Re: gdy w grę wchodzi kasa... 08.09.08, 12:08
      Jesli zdecydujesz sie mieszkac z nimi nadal i płacić rachunki, bierz
      imienne pokwitowanie na siebie,że to ty płaciłeś,może się przydać.
      Praktycznie za wszystko da się tak zapłacić, wiem, bo w rodzinie mam
      ciotkę, która rozeszła się z mężem, formalnie on nadl był
      zameldowany w mieszkaniu, a rachunki przychodziły na nich oboje,
      wiec potem miala podkładkę do sądu, ze to ona je płaciła, kiedy on
      się wyniósł i miał w nosie utrzymywanie domu i dzieci. Tobie tez tak
      radzę się zabezpieczyć,licho nie spi.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka