02.07.08, 21:34
Witam.
Podziwiam Was - serio - za umiejętności afirmacji, oczyszczania się
itp., za siłę wiary, która Wam pomaga nastawiać się na to co
pozytywne. No i za konsekwencję smile
Ja próbuję wygrzebać się ze swoich bagienek, niedawno np odkryłam
coś z czego nie zdawałam sobie sprawy - a myślałam że moja
wyobraźnia jest uboga - w każdej niemal chwili, albo baardzo często
wyobrażam sobie tysiące najgorszych możliwych wydarzeń. To jakby
dzieje się niemal automatycznie i często jest bardzo mało realne,
ale zazwyczaj są to b złe wydarzenia ciężkich kalibrów. Ponieważ
niedawno jakoś to wykryłam, zaczęłam starać się "odcinać" te myśli.
Chyba nawet właśnie wpadłam na to, co mogło na to wpłynąć /poza
innymi sprawami/ - w dzieciństwie miałam uczyć się w pokoju, gdzie
był telewizor - mój tata zasypiał przy 997, a ja patrzyłam na
zdjęcia z miejsc zbrodni itp.
Ostatnio staram się unikać smutnych filmów, bo jakoś się nimi
przejmuję, ale wszyscy wkoło mówią, że cierpienie jest dobre i
szlachetne, wręcz niejako jestem przymuszana, do współ-oglądania
tragedii. Problem w tym, że oni się jakoś nie przejmują - a ja mam z
tym problem.
Podobnie jest z "podejściem" życiowym - kiedy stwierdzam, że już nie
chcę dalej być nieszczęśliwą osobą, tłukącą głową w mur, nie chcę
doszukiwać się, że inni mają gorzej, tylko ja chcę mieć wreszcie
lepiej, oraz, że wkurzają mnie takie pseudopocieszenia "co Cię nie
zabije to wzmocni", "widocznie tak miało być" /czyli pełna
rezygnacja/, czy też pochwały na temat spalania się, starcia, bo
potem powstajemy jak Feniks. Moje protesty, są postrzegane
negatywnie, jako ucieczka i wygodnictwo, a wydaje mi się, że już
dosyć dużo "przeszłam" i na prawdę chcę żeby wreszcie było lepiej.
Możliwe, że - bo ja wiem - jeszcze nie umiem tego tak jak Wy, bo
sytuacja jest no..hm...wiecie jaka. Inni twierdzą, że to takie
piękne, ale ja zaczynam mieć dosyć, chociaż też jestem pewnie
wychowana na takich "zasadach".
Ostatnio dosyć energicznie wydobyłam się z doła i starałam się
czegoś - no powiedzmy dokonać - zaczęłam się dzielić moimi planami
ze znajomymi, przyjaciółmi - oni bardzo starali się "sprowadzić
mnie" na bardzo twardą ziemię. Z resztą zauważyłam, że to jakaś
reguła - odrobina energii, optymizmu i inni zalewają Cię mazią
swoich lęków, "wybijają" nadzieję, wskazują tylko to co może się nie
udać, zamiast poprzeć nawet w najbardziej "szalonym" planie. Nie
umiem sobie z tym radzić, było mi przykro. Przestałam kontaktować
się z - właściwie większością, ale ile można żyć w zupełym odcięciu
i samotności? Nie chcę tego.
To chyba jeden z problemów który wychodzi w tym przydługim liście -
moja podatność na to, co zewnętrzne - od filmów, po ludzi.
Czy poza afirmacją macie na to jakieś pomysły?
Obserwuj wątek
    • jedenkruczek Re: Witam. 02.07.08, 23:03
      No cóż musisz odnaleźć siłę w sobie, poczuć się duchem, który
      rezyduje w sercu - afirmacje:"jestem czystym duchem" z ręką na sercu.
      I musisz zdobyć tą pewność, że masz rację, podziwiać i respektować
      wielkich mistrzów Abrahama, Mahometa, Sokratesa, Lao-Tse, Mojżesza i
      innych. Przeczytaj "Obronę Sokratesa", jaka bije ok Niego pewność
      swojej racji i obojętność na opinię tłumu. Ale Oni nie byli sami,
      mieli swoją małą, ale zwartą i zjednoczoną społeczność. Nie daj się
      osamotnić bo to jest taktyka negatywności, która poprzez kilka
      skandali z fałszywimi "guru" i sektami zniechęciła ludzi do
      poszukiwań swojej prawdziwej społeczności. Ludzie wydają się
      zamknięci na poszukiwanie, więc wydaje im się, że przeczytają kilka
      książek i dadzą radę w starciu z negatywnym światem...
      Szukaj, szukaj, a znajdziesz.
      • i33 Re: Witam. 03.07.08, 03:02
        stacja z napisem "koniec smutów"
        i chociażby maszyna nie chciała bieg wsteczny--
        cifniecia sie do swojej prawdziwej natury
        Boga w sobie -czyli jestem Duszą-
        cudowną wspaniała niepowtarzalną,
        ale i tez integralną częścia
        Niewypowiedzianego-którego najtrafniejszym
        imieniem jest- MIŁOŚĆ
        POCHODZE JESTEM I DĄŻĘ DO MIŁOŚCI!!!!!!!!
        czyż to nie cudowne!!!!

        pozdrawiam
    • marian770 Re: Witam. 04.07.08, 12:59
      te oznaki buntu oznaczają że zaczynasz w końcu się budzić w
      pozytywnym rozwoju samej siebie. u mnie z długiej listy przyjaciół
      została jedna, wszystkie poprzednie przyjaźnie były asymetryczne -
      chieli tylko ciągnąc w zamian nic nie dając
      • i33 Re: Witam. 04.07.08, 23:06
        tak myśle o tych niby przyjaciołach-
        na świeżzo odczuwamy to jako zdrade, zranienie, zawiedzenie,
        oszustwo....itp-boli-ale po jakimś czasie?
        ja sie np teraz zastanawiam [bo dostałam kopniaki iluzji dobrych
        przyjaciół sąsiadów ]---gdzie ja popełniłam bład, jakie cechy ich
        leża i we mnie--a które ja negowałam,
        co miałam zrozumie; czy jestem zbyt łatwowierna,
        czy nie dałam jakiegoś sygnału, przyzwolenia--co mogło--dać osobie
        wrażenie przyzwolenia na wykorzystanie, oplucie-itp--no i ...
        stety czy niestety znajduje!
        czyli jest jednak--sami stwarzamy swoja rzeczywistość
        chociaż salomonowym wyrokiem patrzac--100% kat i 100% -ofiara
        niby nie ma watpliwości-a przyczyna rodzi skutek,podobne przyciąga
        podobne..............
        no i karmiczne powiązania
        ja przepraszam za ich nie przepraszam
        gruba krecha czy rozliczenie?

        • abasia471 Re: Witam. 05.07.08, 03:20
          Przeczytałam uważnie wasze posty i chciałabym odnieść się do nich.
          Po pierwsze, to nie zgadzam się z negatywizmem waszych ocen. Ludzie
          naprawdę są bardzo różni. Czasami nas zawodzą, bo nie dorastają do
          sytuacji, czasami nas bezmyślnie ranią, bo są ograniczeni i
          pozbawieni empatii, ale nie można zakładać, że jest to świadome,
          celowe działanie, mające wyłącznie na celu dokuczenie nam. Na
          miejscu Mariana raczej bym się martwiła rozwojem, którego
          konsekwencją jest eliminacja przyjaciół. Prawdziwy rozwój wiąże się
          z wolnością od negatywnych ocen, otwartością na akceptację siebie i
          bliźnich, pomimo wad, ułomności i ograniczeń, umiejętnością
          wybaczania. Wiem, że trudna to sztuka, bo sama się zmagam z
          nawykiem oceniania, nieufności, małostkowych żalów. Na nic zdadzą
          się najlepsze nawet afirmacje, gdy nasza dusza będzie podtruwana
          złością, zgorzknieniem, pretensjami do całego świata. Jedenkruczek
          trochę kręci z tym tłumem stojącym za Sokratesem, bo środowisko, w
          którym żyjemy może nas wzmacniać, ale za swoje wybory, przekonania,
          odpowiadamy sami. Jeżeli ktoś chce szukać oparcia w społeczności
          zamiast w sobie i myśleć tak jak inni, to jest świetnym materiałem
          dla sekty. Ci, którzy czytają książki i sami szukają odpowiedzi dla
          siebie, są na dobrej drodze, bo do swoich prawd trzeba dojść
          samemu. Czarnowidztwo bywa nawykowe, więc jak z każdym
          przyzwyczajeniem, które psuje nam komfort życia, należy walczyć.
          Iinka widzi w swoim postępowaniu nadmierne skupianie się na
          trudnych sprawach, więc jest szansa, że coś z tym zrobi. Człowiek
          najdokładniej widzi to, czemu się najdłużej przygląda, więc jeżeli
          nie chcemy poddać się marazmowi i płakać nad ohydą świata, musimy
          unikać koncentrowania się na ciemnych stronach ludzkiego życia. Nie
          oznacza to jednak, że powinniśmy udawać, że zło nie istnieje, że
          wystarczy tylko pozytywne myślenie a wszystko świetnie się ułoży.
          Iinka ma pretensje do przyjaciół, że zamiast ją wspierać,
          sprowadzają ją na ziemię. Trochę się im nie dziwię, bo czytając jej
          post miałam wrażenie, że ona wpada z jednej skrajności w drugą. Z
          czarnowidztwa płynnie przechodzi w życzeniowe myślenie i próbuje
          zaczarować rzeczywistość. Pisze, że chce mieć wreszcie lepiej, że
          wkurzają ją pseudo pocieszenia, że już tyle przeszła, że należy jej
          się poprawa losu, tak jakby wystarczyło się zbuntować, żeby los się
          diametralnie odmienił. Tak dobrze to nie ma, bo gdyby bunt wszystko
          załatwiał, to wszyscy byliby szczęśliwi. Nikt nie lubi cierpieć, no
          może poza masochistami. Moim zdaniem najistotniejsze jest to, jak
          radzimy sobie ze swoim losem, takim, jaki on jest, a nie to czy
          będziemy go bardziej, czy mniej negować.
          • i33 Re: Witam. 05.07.08, 14:45
            exactly---usuwanie negetywizmów wszelkich, pozytywizmowanie sie na
            wszelki sposób,,,ja nie wyczuwam tak pesymistycznego nastawinia--ani
            sama nie chce utrzymywaćc żalów na fali-niech odpłyną..
            jasne że podstawa każdego pójścia do przodu jest wybaczenie-bez tego
            zawsze jak bumerang bedzie wracać ból czy to krzywdzacego czy
            skrzywdzonego
            ale nie dziwie sie np Ince-że p[opada w skrajności--nie każdemu tak
            gładko idzie wzrastanie, są tacy którycch i tak ciagnie w dół--praca
            ich nad sobą jest ciezsza trudniejsza,,są skoki.......
            nie każdemu tak to ujme--idzie liniowo
            każdy w tył zwrot lub nawet długi postój boli--wiec ja sie nie
            dziwie--tylko wsparcia trzeba--dobrego słowa

            da rade, ze wszystkim sobie poradzi!

            a propos--naszego rozwoju---np--wg tabeli gematrycznej--[pow
            numerologicznych powiązań]---zobaczmy jak przedstawiają sie nasze
            wykresy imion używanych--np moje-iza, izabela--cykl upadkowy---------
            -jak dużo imion polskich kończy sie na -a
            ano dużo---może stad ten pesymizm i nirówny lot dzikiego orła
            smile!
          • marian770 Re: Witam. 08.07.08, 16:50
            Ależ nie wyciągaj tak daleko idących wniosków z dwóch zdań smile

            po pierwsze, ja nie eliminuje przyjaciól - to oni sami się
            eliminuja.Poprostu są osoby które chciałaby tylko ciągnąć i dostawać
            nic nie dając w zamian. A gdy przerwiesz ten ciąg to się wzburzają,
            obrażają i... urywają kontakt. Natomiast ja zacząłem dostrzegać
            wartość samego siebie, być bardziej asertywnym ( w końcu mówię NIE !
            jesli tak naprawdę czegoś nie chce ). Oczywiście zaraz powiesz że w
            takim razie nie byli moimi przyjaciółmi. Ano właśnie!

            Po drugie, gdy podnosisz swoje wibracje, z pewnymi osobami poprostu
            już jakby nie ma oczym rozmawiać, jak masz inne wartości w życiu ,
            oni mają inne, spotkania nie mają już takiej fajnej aury i klimatu
            i .. kontakt się urywa

            >Czarnowidztwo bywa nawykowe, więc jak z każdym
            > przyzwyczajeniem, które psuje nam komfort życia, należy walczyć.

            nie walcz. pewne cechy trzeba zaakceptować a wtedy same znikną.
            walka wzmaga jeszcze bardziej daną cechę.

            >Tak dobrze to nie ma, bo gdyby bunt wszystko załatwiał, to wszyscy
            byliby szczęśliwi

            A kto napisał że bunt wszystko załatwia.
            Od buntu się zaczyna, to jest pierwszy krok ku zmianie na lepsze, (
            a czasami na gorsze, ale jak się dowiemy że inaczej że donalismy
            złego wyboru ? ). zaczynasz dostrzegać przyczynę aktualnej sytuacji.
            mówisz nie! chce to zmienić, chce coś z tym zrobić. i to już jest
            pierwszy krok ku temu aby być szcześliwszym

            >Moim zdaniem najistotniejsze jest to, jak
            > radzimy sobie ze swoim losem, takim, jaki on jest, a nie to czy
            > będziemy go bardziej, czy mniej negować.

            a więc jak radzić sobie w życiu ? może jakieś wskazówki ?
            • i33 Re: Witam. 08.07.08, 18:24
              spokojnie panowie panie!
              ja sie zastanawiam--skoro inaczej patrzymy na te same sprawy--może
              mamy inne doświadczenia i lekcje do odrobienia---po prostu!

              czasem taki jeden z druga są tak czelni--że troche trzeba po..kumkać
              zanim sie człek uspokoi i pomyśli--a niech im tam--życie to woda z
              oliwą przecież
              lepsze konkretne "nie" od kombinowania wokół znajomości
              niezyczliwego "dzień dobry" i kłamliwego "co u ciebie słychac"?
              MARIAN--masz piekne imie--gematrycznie--same 11-tki
              z BASIA--jest gorzej...ha ha [ja na drugie basia mam]!

              pozdrawiam serdecznie niezależnie od opinii,pozycji...

              • marian770 Re: Witam. 08.07.08, 20:36
                poprostu punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia. to wszystko.

                i33 - Marian to pseudonim uzywany zresztą tylko na tym forum.
                swego czasu też pasjonowała mnie numerologia, ale to tylko
                niewielki wycinek z wielkiego tortu metod rozwijanis samego siebie.
                rok temu pasjonowało mnie wróżenie. wróżyłem na każda okazje.
                sprawdzało sie. do czasu... aż nie przegrałem kupe kasy na
                giełdzie. wink
    • iinka Re: Witam. 07.07.08, 12:13
      Witam.
      Dzięki za odzew. Ja odcięłam się od znajomych na dłuższy czas, ale
      samodzielne zmagania w końcu doprowadziły do zastanowienia, czy nie
      lepiej jednak nie być zupełnie oddzielnie, zdałam też sobie sprawę,
      że ja lubię być wśród ludzi - chociaż to dosyć złożony problem. Bo
      jak już jestem to mam wrażenie, ze nie pasuję, milczę, pomagam, może
      że czuję się niepewnie, albo to problem z własną wartościowością.
      Kiedy się przyzwyczajam i czuję dobrze, zaczynam się odzywać,
      działać, czasem nawet jestem prawie "prowodyrem". A potem - nie wiem
      czemu zaczynam się jakoś bardziej dystansować, odsuwać, szukam
      potwierdzeń, że nie pasuję, aż kończy się wszystko.
      Ostatnio postanowiłam powrócić do znajomych i przyjaciół, byłam
      dobrze /jak mi się wydaje/ nastawiona i niestety, nie da się tego
      zreanimować. Mam wielokrotnie wrażenie, że ja się muszę starać,
      poświęcać swój czas, wspierać, wysłuchiwać, a niestety, jestem
      traktowana, jakby to była moja powinność.
      Za to kiedy się buntuję i jestem niezadowolona, bo ktoś przegina /to
      chyba jednak we mnie tkwi poczucie, że można mnie tak traktować/
      wtedy znajomi są zdziwieni, bo przecież jestem taka spokojna, godzę
      się na wiele, aż nagle bunt?
      Zastanawia mnie, czy nie zasugerowałam się czymś co kiedyś
      powiedział mi ktoś. To było powiedziane w złości i zazdrości, że nie
      siedzę w domu, tylko mam /miałam/ mnóstwo przyjaciół i z nimi
      spędzam dużo czasu. Ta osoba powiedziała, że zobaczę, że zostanę
      sama, moi przyjaciele mnie opuszczą, będą mieli prace, rodziny, a ja
      zostanę sama.
      Tak w sumie się stało.
      Staram się nie mieć, żalu, ale smutno mi, że w trudnych chwilach
      życiowych zostaję sama. Kiedy inni mają doła dzwonią do mnie, kiedy
      im zależy, mogą coś zrobić. Czy to dla tego, że nigdy nie odmawiam
      innym swojego czasu i pomocy? Może powinnam zacząć?
      Sama nie wiem.
      Powtarzałam afirmacje dotyczące własnej wartościowości, ale jakoś
      słabo i co do mojej konsekwencji i co do przekonania samej siebie.
      Może ja się nie liczę już z tym, co mówię, może dla siebie nie
      jestem żadnym autorytetem?
      A Wy jak sobie radzicie?
      • motyvvacja Re: Witam. 07.07.08, 14:36
        Kochana iineczko
        Czlowiek sie zmienia,a z nim towarzystwo ktorym sie otoczyl.Inni sie
        nie zmieniaja jak rowniez ich towarzystwo sie nie zmienia.Jesli sa
        zmiany w tobe to i beda one odbijaly twoje zycie(twoje
        wybory).Ludzie to zobacza i.... odejda,lub ty ich zostawisz,lub
        sytuacje zyciowe ich od ciebie ''oderwa''smile

        Bardzo trudne jest budowanie nowego Ja w starym towarzystwiesmile,a
        zmieniac stare towarzystwo to przeciez nic innego jak zmienic
        czlowiekasmile
        Zmienic sie da-ale na nowszy modelsmileKazdy sam musi sie zmienic,nie
        nam dane jest naginanc kogos na sile(do naszych upodoban)

        Pozatym popatrz masz porblem z powiedzeniam NIE.A przeciez dobry
        przyjaciel (kochajacy) zaakceptowal by ciebie taka jaka jestes.
        MAsz prawo mowic NIe,masz prawo lubic to co ty lubisz,a inni jesli
        tego nie zrozumieja to ich problem ,nie twoj.
        Ty i twoja dzialka znajduje sie w zrozumieniu problemu: Dlaczego nie
        potrafie powiedziec NIe.
        A gdy jusz to zrobie (czuje niesmak? strach ze strace kogos z
        towarzystwa?,strach przed samotnoscia? Oh tak w duzej mierze,albo
        czuje sie nie do zaakceptowania?)
        Poczucie wartosci to skladnia-nie jest to jedna
        rzecz,asertywnosc,akceptacja,milosc do siebie,uwarznosc-to sa jego
        skladniki zeby ugotowac wartosciwy obiadeksmile,a zaczyna sie od
        wybaczenia-zreguly samemu sobiesmile Smieszne co?smile
        To nasz swiat-wewnetrzny swiat-nikt nam tam nie posprzata,poniewaz
        nikt tam nie wejdzie.To twoja rola zyciowa,smietniczka szczoteczka i
        poukladac trzeba co nie co,wymiesc i wyrzucicsmile

        Ps: Nie sugeruj sie tym co ludzie ci mowia-To sa ich strachy-nie
        twoje.Nie daj sobie wtlaczac cudzych strachow na lachysmile

        Pozdrawiam
        • agnitum Re: Witam. 07.07.08, 14:43
          <cytat>Kocham siebie z wzajemnością smile</cytat>

          Cóż za zmiana wink (puszczam oko)

          Agnitum
          • motyvvacja Re: Witam. 07.07.08, 20:57
            Agnitus wszystko ma swoj czas( do przerobienia) o_-
    • iinka Re: Witam. 08.07.08, 16:53
      Bardzo dziękuję za mądre słowa.
      To prawda, że mam problem z powiedzeniem nie. Dawniej nie miałam, a
      wręcz za często i szybko mówiłam nie i paliłam wszystkie mosty.
      Dawniej to co jest moim "zawodem" było moją pasją, nie zastanawiałam
      się nad niczym, tylko realizowałam swoje pomysły, potem /może przez
      pewną przykrą historię/ zupełnie straciłam chęć i już w ogóle się
      tym nie zajmuję. Jakoś wkradło się we mnie poczucie, że nie mam nic
      do powiedzenia ludziom, że inni zrobią to lepiej, bardziej
      nowatorsko, pomysłowo i tak jest w kilku dziedzinach tak zwanej
      twórczości. Stałam się wobec siebie tak krytyczna, że "duszę" w
      zarodku każdy swój pomysł. Wiem, że to wzór z domu który przejęłam
      po wyprowadzeniu się. Zadziwiające, jak łatwo to przejęłam, a jak
      teraz trudno z tego wyjść. W ogóle znalazłam pewien moment "życiowy"
      po którym tak bardzo się zmieniłam i zastanawiam się nad nim.
      Pozdrawiam
      • motyvvacja Re: Witam. 08.07.08, 21:06
        iineczko wycisz wszystkie glosy i sluchaj tylko swojego.Badz sobie
        wierna i nie BOJ sie byc wiernej sobie ..BO co?bo strace kogos kto
        chce zebym zrobila tak jak ON CHCE?Albo kolezanke ktora tylko chce
        zeby ja po tylku calowac?i mowic mile slowa? A Co sie stanie gdy
        (wypre sie siebie?,zdradze?,zbagatelizuje?). Oprucz tego ze zgubie
        kreatywnosc, to nic oprucz tego ze przestane byc dla siebie
        wazna,przestane w siebie wierzyc i zaczne kopiowac innych.Pozatym
        nie zawsze nasze kopie innych sa udanesmile
        Zostane People Pleaser-czyli tym co innych zadawala.Taka rola
        zyciowasmileBeda mnie wykorzystywac a ja bede sie wsciekac i swoja
        zlosc wyladowywac albo zewnatrz albo na zewnatrz.Takie tego skutki.
        Poprostu nie warto

        Pozdrawiam
        • iinka Re: Witam. 08.07.08, 22:44
          smile prawda, jestem pocieszaczem i wspieraczem, a jak komuś lepiej to
          dostaję kopa. A potem znowu ktoś ma problem i do mnie dzwoni.
          Ostatnio powiedziałam "nie".
          Nawet śniło mi się ostatnio, że chcę odjechać pociagiem, ale jest ze
          mną ktoś i przez tę osobę nie jadę, bo przyszła za późno, potem
          czekamy znowu na pociąg /to jakaś dla mnie ważna wędrówka/ i kiedy
          zjawia się pociąg, znowu przez tę osobę nie moge jechać, bo ja
          jestem gotowa, ale ta osoba znowu gdzieś się zapodziewa, mimo, że ją
          prosiłam, żeby tym razem przypilnowała wyjazdu i posiedziała ze mną
          na miejscu. Nie zaczęłam kopiować może innych, ale wyparłam się
          siebie poniekąd, chociaż też nie pracuję zajmując się tym czym bym
          nie chciała /bo nie pracuję wcale/, a do mojego zawodu który
          kochałam trudno wrócić, bo muszę nauczyć się nie myśleć nad tym, czy
          ja mam coś ważnego do powiedzenia /bo zawsze dojdę do tego, że nie -
          to tak jak z przeklętym pytaniem "po co?", może doprowadzić do
          zamienienia się w kamień, bo po co cokolwiek? albo zupełnej blokady/
          Dzięki za słowa pocieszenia i wsparcia.
          Muszę tylko pewnie się poczuć, może nawet wyjątkowo?? wink
          Hm, to trzeba sobie afirmować...może znajdę jeszcze jakiś
          przekonujący sposób.
          Pozdrawiam!
          • motyvvacja Re: Witam. 09.07.08, 00:38
            iinka

            Droga do srodka-do domu wcale nie jest latwa,ludzie sie tego ucza
            przez cale zycie,po to tu jestesmysmile Jedni Prubuja rozwiazywac cudze
            problemy tylko po to by nie ruszyc swoich,inni sa potwornymi
            katrolerami poniewaz sami sie nie potrafia kontrolowac - inni robia
            wszystko by uprzyjemnic zycie innym-poniewaz i tu : SAMI NIE
            POTRAFIA UPRZYJEMNIC GO SOBIE. Zawsze wszystkiego sie lapiemy byle
            tylko nie zajrzec sobie do srodkasmile

            Tu zaczynaja sie rozne swirki , uzaleznienie od innego czlowieka:
            Wszyscy patrzymy na zewnatrz,nikt wewnatrz.Wierzymy ze to ta druga
            osoba nas uszczesliwi,nie rozumiemy tego ze szczesciem mozna sie
            jedynie dzielic bo jest ono czyms co kazdy ma niezliczone iloscismile


            Pozdrawiamsmile
            • motyvvacja Re: Witam. 09.07.08, 00:44
              dlatego by dojsc do szczescia trzeba odejmowac to co nie jest nasze
              (to co nie jest toba),zabawa jest fajowa,bo to co zostanie okazuje
              sie tym samym co kazdy z nas masmile

              smieszne jest to ze najpierw trzeba cos zbudowac-by okazalo sie ze
              rozbiurka cie czekasmile

              No ale praca kazdego czeka.
              Ja ci zycze duzo zapalu na tej drodze,sama na niej jestem,i zycze
              kazdemu duzo motyvvacjismile by osiagnac cel.Jedyny cel najwarzniejszy
              w zyciusmile
            • i33 Re: Witam. 09.07.08, 09:34
              i do tego boimy sie--zmierzyć ze świrkiem i zobaczyć jaki on
              naprawde świrniety...czyjeś świrki są na wierzchu-wiadomo -widać-
              problem z zewnątrz-a tu na wierzchu--tak sie bynajmniej nam wydaje..

              myślimy tez że nie jesteśmy warci bycia szczęśliwym--bo może
              jesteśmy be,,,bo może coś ktoś zrobił nam w dzieciństwie i zrzucił
              wine na nas---bo tabu--tabu wtedy chroni winowajce-a dokopuje
              dziecku..........bo tabu jest ważniejsze!

              bo taka kultura--że trzeba sie poświacać dla innych-bo w tej
              kulturze nadal-człowiek szczęśliwy-to niegrzeczny szkodliwy element-
              bo jak on ma to znaczy że innym odbiera-
              a nie-POTRAFI SIE DZIELIĆ
              smutek i cierpienie--jest uświecone
              oddawanie sie jest uświecone
              bo jak cie upadlaja to kiedyś bedziesz wywyższony....

              zastanawiam sie dlaczego w niektórych jezykach nie ma
              pojęcia "piekło"?

              pozdrawiam was dziewczynki
    • iinka Re: Witam. 11.07.08, 00:54
      Ja dosyć długo już rozmyślam nad swoimi świrkami i ostatnio mam
      wrażenie, że zaczęłam wiedzieć już jaka jestem, co z czego się
      bierze i co jest moją "ciemną stroną". Wiadomo osamotnienie "pomaga"
      zaglądnąć w swoje zakamarki i przeszłość, ale poza bólem ponownym i
      świadomością nie wiem, czy wiele to zmienia. Przeszłości nie
      zmienię, choćbym ją "mieliła" po stokroć. A "mielę" zbyt często
      niestety. Nie wiem czy unikam zaglądnięcia do wewnątrz siebie, bo
      raczej robię to zbyt często.
      Nie wiem jak miałabym uszczęśliwić siebie. Co to oznacza? Owszem
      uszczęśliwiam innych jeśli mogę, a co do siebie? Mam jakieś
      marzenia, ale napewno to źle, bo Wy zdaje się, nazywacie to
      uzależnieniem. Ja się zastanawiam. Bo rzeczywiście, kochać kogoś,
      lubić coś, to uzależnienie, ale czy trzeba żyć jak kamień, skoro
      kamieniem nie jesteśmy?
      Co sobie blokuję, to działanie, ewentualnie pozwalam na to innym.
      Myślenia nad swoją mizerią mi nie brak, zdecydowanie. Nawet czasem
      mam wrażenie, że przestałam żyć, tylko myślę i wegetuję w
      zawieszeniu. Możliwe, że jestem zależna od ludzi, bo jakoś zaczynam
      mieć dość bycia sobie jednostką obok innych, która może "przysunąć
      się" do ludzi, kiedy jest potrzebna im, a potem może wrócić do
      siebie. Samotność była dla mnie przykra i jestem teraz sama, chociaż
      zawsze tak się czułam. Czy powinnam tak zostać, żeby za karę przed
      tym strachem zafundować go sobie w pełnym wymiarze?
      Nie chcę już takiego stanu, a z drugiej strony, mówi się że to
      tchórzostwo, jeśli się czegoś nie chce. Im trudniejszego tym większe
      tchórzostwo. No i teraz nie wiem, bo czuję rozdwojenie - chciałabym
      być z ludźmi, a robię tak, żeby tylko z nimi nie być. To tak, jakbym
      chciała napić się wody i zawsze wybierała sobie dziurawy kubek.
      Możliwe, że sama wymierzam sobie karę, albo sama uważam to za
      tchórzostwo? Zawsze jakoś tak robię, jak mi zależy, to zawsze psuję,
      jak kocham, to staję się dla kochanej osoby przykra i odpycham jak
      tylko mogę.
      Dobra kończę, bo powinnam to sobie zapisywać w moim zeszycie, a nie
      robić tu analiz.
      Przepraszam za nadmiar i spadam
      Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję smile
      Ps.: My w ogóle jesteśmy narodem martyrologiczno męczeńskim i nie
      rozumiemy, że może być ok.
      • i33 Re: Witam. 11.07.08, 08:52
        nrod martynologiczny już wymiera-cześć mu i chwała za walke o Polske
        i za wytrwałosc w cierpieniu..
        ja bynajmniej jednak ni chce przenosic nienawiści "zaległej" jeszcze
        i kontynuowanej do Nimców,Żydów i innych nacji
        WYBACZAM narodowo,WYBACZAM prywatnie
        nie może byc inaczej--jesli w jakimś wcieleniu bedac żołnierzem
        zabijałam,bedac Zydem nosiłam bokobrode,wywijałam meczeta,paliłam
        kadzidła na ołtarzu,a może nawet nosiłam-em menes,latałam ze
        spłaszczoną czaszka za lamą...ech
        najpiekniej było na wulkanicznej wyspie[LOL I NIE LOL]
        a może i miedzuyplanetarny NOL....
        WSZYSCY JESTEŚMY ZDOLNI DO ZŁEGO I DOBREGO
        wszyscy możemy być wszystkim
        z pozoru inni a tacy sami
        co tu sobie wytykać czy komuś?
        jeśli jesteśmy tacy sami
        i do tego samego zdolni
        jsli do kupy to wziążc i dobre i złe-
        czy da sie cokolwiek odróżznići
        podział rodzi ból---nawet podział w sobie
        skoro jestesmy boscy--to czemu temu zaprzeczać?!
        niech tak bedzie

        afirmuje--i rózne świrki wychodza --powoli ale coś dzieje to pewne
        życze Inko-tobie też abyś w końcu dokopała sie do swego ELDORADO
        TRZYMAJ SIE
    • mskaiq Re: Witam. 11.07.08, 11:20
      Osamotnienie pomaga promowac negatywnosc, bol. Im trudniesza
      przeszlosc, im wiecej w niej cierpienia tym wieksza potrzeba
      wybaczenia, tylko w taki sposb mozesz sie pozbyc przeszlosci ktora
      sprawia bol.
      Osamotnienie oznacze utrate milosci, bez niej jest bardzo trudno,
      wymienia ja strach, zlosc, zal.
      Piszesz ze chcesz byc z ludzmi, to milosc, zal powoduje ze z nimi
      nie jestes.
      Kiedy kochasz kogos to obok milosci czesto pojawia sie strach, wtedy
      jestesmy zazdrosni, nieufni. Kiedy odpychamy to boimy sie, to taka
      podswiadoma obrona przed miloscia.
      W zyciu mieustannie spotykasz negatywne i pozytywne emocje, czesto
      sie przeplataja i stad ta dwoistosc uczuc.
      Jesli wybierasz milosc to bron ja przed strachem, zloscia, zalem bo
      wtedy ja tracisz i wtedy Twoje rownowaga jest zachwiana.
      Serdeczne pozdrowienia.
    • iinka Re: Witam. 11.07.08, 17:13
      Mądre słowa smile
      Mimo że dzieckiem nie jestem, ostatnio oglądałam sobie film - 5
      część Harrego Pottera. Nie wiem, czy lubicie, czy nie, ale ja zawsze
      staram się znaleźć coś co mi "się przyda" w każdym filmie, książce
      itp. Jeśli widzieliście, to będziecie wiedzieć o czym piszę - w tej
      części bohater właśnie przechodzi wewnętrzną walkę, między sobą a
      swoim przeciwnikiem. Dla mnie to taka walka ze sobą osobą poddającą
      się zwątpieniu, beznadziei, a sobą - osobą kochającą, przyjazną itp.
      Ostatnio czuję się jakby to ja tak się wiła, między jednym a drugim.
      Pozdrawiam i na jakiś czas spadam smile
      Ściskam!
    • iinka Re: Witam. 20.07.08, 18:14
      Wróciłam z "wakacji" z rodziną.
      Dawno nie czułam się jakby wykręcono mnie przez magiel i teraz
      właśnie tak było.
      Dochodzę do wniosku, że gdybym odmawiała robienia tego, czego chce
      ktoś ode mnie, zaczęto by mnie szanować. A tak mówię, że nie chcę,
      ale i tak się godzę i jeszcze słyszę przykre słowa. Zastanawiam się
      czy ludzie szanują tych, którzy im odmawiają, bo tamci są dla nich
      niegrzeczni, czy chodzi o to, że mają własne zdanie i tak go strzegą?
      Ja nie narzucam innym własnego zdania, ale chyba powinnam zacząć, bo
      inni wobec mnie nie mają żadnych oporów w tym temacie.
      Niby nie było mnie tydzień, a były to dla mnie "wstrząsające" mną
      wakacje. Chyba odzwyczaiłam się od mojej rodzinkiwink
      Miałam ochotę po prostu wyjechać na drugi kraniec świata.
      Ja nie wiem co się ze mną stało. Dawniej nie miałam problemu ze
      świadomością - czego ja chcę, z mówieniem "nie". Teraz byłam z
      rdziną za granicą. Udało mi się parę razy połazić samej i
      zauważyłam, że fotografuję to co spodobało by się im, a nie mi.
      Wybaczcie że tyle piszę, ale nie mam z kim o tym pogadać, a Wy -
      myślę, że mnie zrozumiecie. Co prawda ten wstrząs był chyba dobry,
      bo zobaczyłam jaką mam rodzinę i rzeczywiście zachciało się wyrwać.
      Powinno mi to pomóc w mobilizacjismile
      Pozdrawiam
      • motyvvacja Re: Witam. 21.07.08, 00:35
        ''Badzcie jednostka ktora porusza sie we wspolnym ciele''.To wcale
        nie jest latwo byc asertywnym.Droga srodka jest trudna.Umysl
        uwielbia krancowosc.Dlatego potzrebna jest swiadomosc na codzien

        Ja sie ucze kazdego dnia
        Pozdrawiam
        • iinka Re: Witam. 21.07.08, 20:27
          Asertywność wynika z pewności siebie, jak mi się wydaje. A
          nad "środkiem" już się zastanawiałam i próbowałam ... a może właśnie
          nadal próbuję go stosować - stąd to moje "rozmemłanie"?
          Skrajności...ja nie wiem czy są takie złe, chociaż bardzo starałam
          się ich wyprzeć, bo myślałam że średniość jest dobra. A teraz nie
          wiem, czy nie lepiej było skrajnie.
          A asertywność i pewność siebie to przydatne rzeczy.
          • motyvvacja Re: Witam. 21.07.08, 23:18
            zycze ci powodzenia iineczka
            pewnosci i wiary w siebie kazdy z nas cale zycie sie uczy smile
            ''sky is the limit''
            • iinka Re: Witam. 22.07.08, 00:50
              big_grin będę się starać.
              Biorę się za siebie i swoje życie.
              Pozdrawiam i ściskam
              smile
    • iinka Re: Witam. 23.07.08, 00:54
      Jednak podstawowa sprawa to przekonanie o własnej
      wartościowości /dodatniejsmile/
      Chociaż to zastanawiające, czy łatwiej nam wybaczyć kiedy czujemy
      się śmieciem i tak jesteśmy traktowani /bo chyba tak..powinno być?/
      czy kiedy czujemy, że jesteśmy wartościowi i wtedy wybaczamy jak
      wielki dog wybacza ratlerkowi, że rzuca się i chce obgryźć mu kostki?
      smile
      Chyba zrobię mapę marzeń!
      Pozdrawiam Wszystkich
      • motyvvacja Re: Witam. 23.07.08, 11:34
        Chociaż to zastanawiające, czy łatwiej nam wybaczyć kiedy czujemy
        > się śmieciem i tak jesteśmy traktowani /bo chyba tak..powinno być?/

        Poczucie nizszosci,nie przychodzi z nikad,zregoly nazucone nam jest
        przez rodzicow lub opiekunow(taki worek ktory niesiemy- udowadniajac
        sobie po drodze ze jest nasz,no bo wkoncu glupio troche bybylo niesc
        cos na plechach co nie nalezy do nas?)

        Wybaczyc nalezy rodzica po ogledzinach (worka) i tu ,i z tad,i od
        tej pory-nasze poczucie wartosci zaczyna sie wspinac.Spiralka
        zaczyna sie krecic.
        Czuje sie wartosciowsza-bardziej sie zaczynam szanowac
        bardziej sie zaczynam szanowac bo czuje sie bardziej wartosciowsza

        Nastepne winogronko:

        Czuje sie wartosciowsza-postepuje madrze
        Postepuje madrze bo czuje sie wartosciowsza

        Jazda w gore bez trzymankismile

        Jeden kroczek do przodu wystarczy zeby nabrac silsmile

        czy kiedy czujemy, że jesteśmy wartościowi i wtedy wybaczamy jak
        > wielki dog wybacza ratlerkowi, że rzuca się i chce obgryźć mu
        kostki?
        > smile


        Wybaczenie nigdy nie odbywa sie z pozycji ''piedestalu''nie jest to
        wtedy wybaczenie,wybaczenie ma sens gdy jest z serca..Czy matka tak
        wybacza synowi?,czy ojciec tak przyjal syna marnotrawnego?.nope
        Milosc wybacza- milosc jest rowniez madroscia.Wiec trzeba zajrzec
        swiadomosci w oczy,bo to ona jest zalazkiem milosci w nassmile

        buzka
        • iinka Re: Witam. 23.07.08, 21:00
          Hm, no to nie bardzo rozumiem. Wielki dog wie, jest pewien siebie i
          nie musi niczego udowadniać, a skoro takie wybaczanie jest złe,
          czyli co - z pozycji myszy wybaczamy kotu? Czyli poczucie niższości?
          Wydaje mi się że matka, czy ojciec wybaczają dziecku, bo wiedzą
          więcej, mają świadomość - są takim "dogiem" /przynajmniej powinni/,
          gdyby byli na - jak to nazywasz "pozycji niższej", to ich dziecko
          musiałoby zostać dogiem - wiedzieć więcej i wybaczać.
          Dla mnie w tym zawiera się miłość.
          Chyba jednak rozumiemy to podobnie.
          Eh, skomplikowane to wszystko.
          Bo niby tak, poczucie niższości dostajemy od rodziców, ale podobno
          sami jesteśmy winni temu co dostajemy...czyli błędne koło.
          Przynajmniej jak dla mnie.
          Pozdrawiam
          • motyvvacja Re: Witam. 23.07.08, 21:54


            Ciesze sie innka ze napisalas

            Bardzo warzne jest jak rozumiemy pewnosc siebie
            Byc pewnym siebie nie jest wcale bycie wielkim dogiemsmile
            Tutaj bardzo polecam ksiazke Nathaniel Branden :6 filarow poczucia
            wartosci -the six pillars of sellf-esteem

            To jak rozumiemy slowa jest bardzo- bardzo warzne w przekazach
            Dzieki za przypomnienie iinka
            Pozdrawiam.
            • iinka Re: Witam. 24.07.08, 15:41
              A czy, pewien siebie ratlerek nie czuje się jak wielki dog? wink
              Że nie ma dla niego nic niemożliwego?
              Co do książek o własnej wartości, naczytałam się trochę i próbowałam
              zmian, może jest troszkę lepiej, ale bez "porywów". Chwilowo kupiłam
              książkę "Secret", co było nieco chybionym pomysłem, więc teraz nie
              kupię na razie kolejnej /kasa/.
              Wybaczanie z pozycji ofiary, może szlachetne jest, ale już mi
              wystarczy, dosyć. Ja już nie chcę wybaczać z pozycji ofiary, w ogóle
              mam dosyć wybaczania. Może to rozgoryczenie, ale ostatnio się
              nazbierało i jest trudno krzesać z siebie przyjazne uczucia.
              Prawdopodobnie to kwestia chwilowego nastroju.
              Nie wiem, czy moja teza z poczuciem typu "dog" jest słuszna, ale
              kiedyś czułam się właściwie prawie jak dog i dowiedziałam się, że
              jestem oszukiwana przez 2 osoby. Jedna nie wiedziała, że o tym wiem.
              Zrozumiałam czemu tak nagle zaczęła się ze mną przyjaźnić, wcześniej
              to była normalna znajomość. Widząc się z tą osobą i wiedząc już, o
              co, tak na prawdę chodzi, czułam się bardzo dziwnie. Z jednej strony
              było mi niedobrze, z drugiej ciekawiło mnie czy są jakieś granice,
              to było coś jakby obserwacja, "dokąd" się posunie. Nigdy nie
              odezwałam się na ten temat. Potem wszystko się zmieniło i rzadko
              widuję tą osobę. Minęło kilka lat. Myślałam, że przeszło, ale nie. I
              nie chodzi tu o to, żeby mi specjanie zależało na tej przyjaźni, ale
              o to, że od tamtego momentu ja się zmieniłam. Tak jakby wbił się
              jakiś odłamek. Teraz nawet nie wiem czy bycie "dogiem" coś daje, bo
              nie jesteśmy z kamienia i jak za/boli, to poczujemy.
              Chyba nie powinnam tego wszystkiego pisać, ale co tam. Ile można
              zapisywać swoje myśli w zeszyciku? smile
              Pozdrawiam
              • motyvvacja Re: Witam. 24.07.08, 22:21

                Czolem iinkasmile

                Wybaczanie z pozycji ofiary, może szlachetne jest, ale już mi
                wystarczy, dosyć. Ja już nie chcę wybaczać z pozycji ofiary, w ogóle
                mam dosyć wybaczania

                Nie wiem czy mnie zrozumialas dosc dobrze.Nie pisalam o wybaczaniu z
                pozycji ofiary. W pozycji ofiary nie jestesmy w stanie tak naprawde
                wybaczyc nigdy,jest ofiara musi byc kat.Tak dlugo jak bede mniemala
                ze jestem ofiara -tak dlugo bede obwiniala innych za wszystko. Bog
                nigdy nie stwarzal ofiar .Wszystko co stworzyl jest piekne i pelne
                gracji.Jedynie trzeba teraz troche nad tym popracowacsmile

                Ile ocen siebie i swojego postepowania sa naszymi ocenami?
                a jesli nie sa nasze to oceny ,to i rowniez pseudo poczucie winy nie
                jest nasze.

                Bo tak nas nauczono oceniac siebie i to co robimy,a czy TY sama
                wedlug ciebie samej?Jak myslisz?Jestes okey?
                Bo jezeli tak-to naprawde nie ma to znaczenia jak inni mysla.Ty i
                twoje poczucie siebie jest najwarzniejszesmile

                Pozdrawiam

                Kocham siebie z wzajemnoscia smile
                • iinka Re: Witam. 25.07.08, 01:39
                  Witamsmile

                  Co do tego, że "wszystko co Bóg stworzył, jest piękne i pełne
                  gracji", to, hm nieco bym się spierała. Brzydkich ludzi też stworzył
                  Bóg i takich co jak słoń w składzie porcelany czują się wszędzie,
                  oni mają za to inne zalety i talenty.

                  Piszesz - jak długo będę obwiniała wszystkich innych za wszystko,
                  będę ofiarą. Ok - ja najczęściej obwiniam siebie. To coś zmienia?
                  Czuję się jeszcze gorzej, poniekąd usprawiedliwiam to, co mnie
                  spotyka. Czyli ani tak, ani tak?smile
                  Oczywiście, że myślę, że nie jestem ok - inaczej chyba nie miałabym
                  problemów ze sobą, dołem gigantem itp. Ale kto może powiedzieć że
                  jest ok? Jezus? Albo anioły.
                  Z pewnością duża część mojego poczucia winy została mi wpojona, ale
                  jak się z tego uwolnić? Zauważyłam np że po wyprowadzce z domu
                  zaczęłam być wobec siebie nawet bardziej despotycznie wymagająca,
                  niż rodzina. Czuję, że powielam to, nawet mam tego świadomość, a
                  jednak tak jest. Już się zastanawiam czy nie jest to rodzaj
                  autodestrukcji. Niedawno nawet zdarzył mi się sen, w którym sama
                  siebie /w 2 postaciach/ podtapiałam. Co zabawne i topiąca i tonąca
                  czuły ten sam brak tlenu. Topiąca chciała dotrzeć do granicy
                  wytrzymałości. Ale zakończyło się dobrzesmile
                  Nie wiem już, mam taki mętlik w głowie. I chcę coś zmienić, a wiem,
                  że mogę - i widzę że jest we mnie jakiś opór.
                  Może właśnie to jest to "trzymanie" siebie pod wodą i przytapianie?
                  Oczekuję granicy własnej wytrzymałości? Nie chcę sobie pozwolić na
                  zmiany?
                  Eh.
                  Pozdrawiam i ściskam smile
                  • motyvvacja Re: Witam. 25.07.08, 01:52

                    to trzymanie to brak akceptacjismile

                    pozwol temu co jest na to czym jest,nie mozesz z tym walczyc ,bo jak
                    wiadomo to z czym walczymy w sile ubieramy.A wiec obserwuj i pozwol
                    sobie na odczuwanie swiadome tego co sie w tobie dzieje,zaobserwuj
                    te ciekawe procesy fermentacjismile

                    Badz wyrozumiala do tej despotycznie wymagajacej.Badz wyrozumiala do
                    tej niewyrozumialej..smile

                    To przeciez o to ci chodzilo cale zycie,zeby byli dla ciebie
                    wyrozumiali,zeby nie byli despotyczni..Ty musisz sobie teraz to sama
                    dacsmile

                    nie pisze nic nowego ,sama sobie przypominam..
                    Pozdrawiam cie inneczko i zycze duzo sily na wygranie siebie!

                    Buzka!
    • iinka Re: Witam. 24.07.08, 15:47
      Sorry - bredzę, zamiast zająć się zmianami.
      Pozdrawiam smile
      • i33 Re: Witam. 25.07.08, 09:25
        ---po wyprowadzce też mogą dziłać despoci----pepowina mentalna
        --"powinnas" "musisz"--jesli to czesto słyszeliśmy-----uzaleznienie--
        -spaw od sznura

        w pewnym momencie jak przyszłam do rodziców---pogadać z matka--bo
        było mi smutno--ona zbierała włosy z dywanu[nie wiem jak ona je
        widziała!!!!!!!]
        wyszła-
        • motyvvacja Re: Witam. 25.07.08, 14:21

          hehehe ikuniasmile

          Fajnie jest mentalnym rodzica zrobic na zlosc( tym glosa w naszej
          glowie).Ale po zastanowieniu sie glebszym nad tym procesem to pomaga
          na chwile-pepowina nie zostala zerwana.Nadal jestsmile Robisz na zlosc-
          komus kto jest.

          Jak to budda powiedzial-
          Czy zabiliscie juz ojca swego i matke swojasmile

          Zeby nie bylo komu robic na zlosc i zeby niebylo juz kogo sluchac.
          tylko siebie.


          Pozatym zlosc odczuwamy gdzie?

          w sobiesmile

          Buzka ptaszki
        • iinka Re: Witam. 25.07.08, 14:24
          smile
          Witam.
          Rozumiem, też kiedyś miałam plan co takiego będę robić, żeby na
          przekór rodzinie. Potem jakoś osłabła ta chęć, ale i tak widzę, że
          nawet podświadomie wyłażą mi takie rzeczy. Może dla tego, że zawsze
          czułam się przeciwieństwem mojej rodzinki.
          Ale po wyprowadzce, rzeczywiście wzmożłyam swoje np nie wybaczanie
          sobie błędów, nawet, jeśli nie są moje, tylko ktoś mnie w nie
          wpakował. Itd itp smile
          Pozdrówka /ja uwielbiam wychodzić przed burzą na ulicę, kiedy wicher
          szarpie koronami drzewsmile/
          • i33 Re: Witam. 25.07.08, 18:00
            dziewczyny to nie chodziło o zrobienie na złosć--czy na przekór------
            --tylko na powrót bycie ty dzieckeim które hamowano,ustawiano--miało
            być grzeczne i posłuszne rodzinie,dorosłym
            ----dziecko które nie mogło byc dzieckiem
            no i to że --chciało być wysłuchane--a nie zlekcewżone--bo
            ważniejsze sprżatanie na przykład

            z tym pluciem ---to ..ja tak nie robie zwsze jak sie wkurze

            jesli nam zakazano,uniemożliwiano coś--a miało to być doświadczeniem-
            -albo po prostu tak lubimy---to jest składowa naszgo "ja"---jak z
            tymi włosami---skąd wiedzieć że to mi pasuje czy nie, lubie to czy
            nie,służy mi to czy nie....itd?-jeśli nie pozwolono nam sprawdzić?

            wiec ja sprawdzam--chociaż i niektóre rzeczy są "moje",mojego
            prawdziwego ja a nie urabianego
            czyli krótko--szukanie siebie,a
            co już niepotrzebne samo odpadnie
            • motyvvacja Re: Witam. 25.07.08, 22:30

              Ja rozumie iczka co mialas na mysli,ale ile w tym bedzie naszego
              wlasnego chcenia?.

              Kumam ze robienie tego czego nie moglam zrobic jest uczta dla
              chamowanych emocji.Ale warto sie zapytac CO JA NAPRAWDE LUBIE ROBIC?-
              nie robic to czego mi nie pozwalano (bo mi nie pozwalano).Chodzi mi
              o wydobycie z pokladow naszej indywidualnosci.
            • motyvvacja Re: Witam. 25.07.08, 22:31

              Kumam iczka czyli szukasz inaczej.
              Najpierw szalejesz we wszystkim tym czego nie mialas,a puzniej to co
              lubisz wybierasz...

              Wsumie niezla trasasmile

              Pzodrawiam
              • i33 Re: Witam. 25.07.08, 23:28
                tak....
                ja to troche przesadnie ujęłam
                kontrast pomiedzy tym co ja lubie-artystyczny
                nieład,drewno,naturalność,bujne rośliny,egzotyke,orginalne
                tańce,muzyke organową po ballady heavy metalowe,kanciaste
                serwetki,piń dzrzewa zamiast stołka na ten przykład...a

                wygładzone wydmuchane tradycyjne, segmenciki,kryształy,standartowe
                loczki na maksimum 5 cm--to nie ja--nie lubie banałów,ramek,masowej
                produkcji
                okazało sie!!!!!!dopiero sie okazuje...
                długie włosy u kobiety i pełno drewna nielakierowanego w ddomu to
                naprawde ja--to nie szaleństwo tak mi sie wydaje

                w domu standatt był porządny, dobry, rozsądny-mnie zachwyca, raduje
                INNOŚĆ---dlatego tez marzyłam o podróżach być moze
                to nie przekora to gra w duszy
    • iinka Re: Witam. 26.07.08, 17:42
      A ja to nie wiem, czy jest jakieś JA. Znaczy wiem, że jest, ale
      ukształtowane przez warunki. Czyż nie pociąga nas to, czego nie
      mieliśmy?
      Może to jakieś naturalne dążenie do równowagi? Nie można mieć w domu
      zwierząt - kocham zwierzęta? Chyba że na odwrót - kocham zwierzęta -
      stąd - nie możemy ich mieć w domu? Bo czuję że nie zasługuję, albo
      mi się to wmawia? Ciekawe. Ale wystarczy tego mojego gdybaniasmile
      Wczoraj oglądałam film. "Elizabeth - złoty wiek". Niestety jest to
      druga, a zarazem /jak dla mnie gorsza/ część "Elizabeth".
      Poniekąd "uderzyło" mnie między oczęta, jak zmieniła się jedna z
      moich ulubionych postaci. Ta przemiana strasznie mnie irytowała. A
      potem zaczęłam się nad tym zastanawiać. Oczywiście mogłabym o tym
      pisać i pisać, ale jeśli chodzi o sedno, to zauważyłam pewne
      podobieństwo. Chodzi o pozwolenie sobie na popełnienie błędu.
      Oczywiście skala inna, ale zaczęłam drążyć temat wewnątrz. I chyba
      odpuszczenie sobie winy, zaniechania, czy tego, że ktoś inny
      nas "wpuścił w maliny", a my daliśmy się w nie "wpuścić", pomyłek i
      błędów - to chyba istotna sprawa. Może to jakaś próżność boli, że
      dał się oszukać, że nie wyczuła czegoś? A może to tylko ból, że się
      zaufało. A może chodzi nie tyle o wybaczenie, ale tą właśnie
      akceptację - że tak bywa? Zrozumienie.
      Pozdrawiam
      • t.oja Re: Witam. 28.07.08, 11:52
        Aby miec sile, pewnosc siebie, wlasne zdanie.
        Musisz sie dobrze ukorzenic z Ziemia.
        Pod stopami na ich dokladnym srodku jest czakra,
        Powinna byc ona odblokowana a z niej wychodzic sznury do
        Ziemi. Aby osiagnac to ukorzenienie usiadz wygodnie zamknij oczy
        i skup uwage na tych srodkach, wyobraz sobie jak sie odblokowuja
        jak plynie nimi energia i wyrastaja sznury i wchodza gleboko do
        Ziemi. W zaleznosci od problemow pracuje sie z czakrami i rownowazy
        sie je, np. poszukiwanie sensu zycia, zamkniecie na zmiany w zyciu
        rownowazy sie czakre 1 czyli podstawe z czakra 7 korona.
        Czlowiek to energia wszystkie osrodki energetyczne wraz z biopolem
        musza byc zharmonizowane, kiedy energia wlasciwie przeplywa czlowiek
        realizuje sie w zyciu na kazdym poziomie rowno i bez powstawania
        blokad.
        • iinka Re: Witam. 28.07.08, 13:07
          Hm, ciekawe. Co prawda własne zdanie, to ja mam, ale zaczęły się
          problemy z mówieniem tego innym, po prostu najczęściej zachowuję je
          dla siebie, albo widzę, że i tak nikt nie chce słyszeć czegoś co nie
          jest ich zdaniem.
          Co do ukorzenienia, możliwe, że coś w tym jest, bo nigdzie właściwie
          nie czuję się u siebie. Wszędzie czuję się tylko gościem. Zawsze
          chyba tak było, nawet kiedy mieszkałam z rodziną. Sama idea własnego
          miejsca na ziemi to dla mnie trochę abstrakcja. Może boję się
          utraty, bo obie babcie i wielu krewnych w czasach wojennych musiało
          zostawić swoje domy i wszystko co się z tym wiązało.
          Za to wymyśliłam sobie pewną ideę - że jesteśmy mieszkańcami świata
          i chodzi o to, by w każdym miejscu czuć się dobrze /co też wynika z
          kondycji wewnętrznej, czy kontekstów/.
          Piszesz, że ćwiczenia z równoważeniem czakr może też zamknąć na
          zmiany w życiu, a ja lubię zmiany /oczywiście jakoś wolę pozytywne/.
          Sens życia - gdzieś w głębi wiem, że jest, ale to temat na dłuższe
          rozprawy. Może zbyt głęboko zakopałam to przeświadczenie o sensie,
          albo trochę uważam, że nie dla wszystkich to dostępne /wiem, brzmi
          skomplikowanie/. Gubię się jeszcze w tych swoich przemyśleniach,
          chyba powinnam medytować. Bardzo dziękuję za radę co do czakr,
          spróbuję, chociaż to blokowanie zmian - hm?
          Pozdrawiam smile
          • t.oja Re: Witam. 28.07.08, 13:31
            > Hm, ciekawe. Co prawda własne zdanie, to ja mam,

            Heh nie powiedzialam, ze nie masz swego zdania smile
            do ukorzenienia poprostu dopisalam ze pracuje sie tez z czakrami,
            nadmienilam przyklad z blokadami na zmiany wskazalam co mozna z tym
            zrobic. Wyjasnilam do tego wszystkiego po wielkim skrucie o
            energetyce czlowieka. nie znam afirmacji, nigdy nie korzystalam.
            Kiedys jednak slyszalam ze jesli nie czas na cos to afirmacje nie
            dzialaja, jak jest naprawde nie wiem.smile
            Wychodzac z zalozenia ze wszystko powinno byc zhazmonizowane wiec
            jak zadziala afirmacja jesli blokad jest wiele a odblokujemy tylko
            te ktora odkrylismy i tylko z ta jedna pracujemy, czy wtedy nie
            powstanie inny blok w innym miejscu? Uwazam ze praca z blokami
            energii powinna byc calosciowa i usunieta na kazdym poziomie gdzie
            powstala. To tak w drodze wlasnej dedukcji.smile A jak czujesz sie tu
            na ziemii? czy uwazasz ze tu nie pasujesz?
            • iinka Re: Witam. 28.07.08, 23:59
              Na ziemi smile hm, czuję że pasuję, ale... może to głupie, jakbym była
              obok ludzi i miała się nimi opiekować. A chciałabym też być z nimi,
              chociaż pewnie ja coś robię nie tak /wzór odrzucenia noszę w
              plecaku, albo cuś/.
              Co do odblokowywania, kiedyś próbowałam z czakrami, ale w książce
              opisywano takie pozy, że nie byłam w stanie ich wykonać. Pomijam, że
              kwiatu lotosu nie zrobię, a jak siedzę po turecku, to to jest pseudo-
              po turecku - niestety, kilka operacji na kolano itp i już człowiek
              nie pofika wink
              Tak, że nie wiem jak mam wyrównać czakry itp - widocznie nie dla psa
              kiełbaska. A co do afirmacji - nie wiemy kiedy na co jest czas, ale
              możemy próbować, bo inaczej pozostanie powiedzieć sobie, że nigdy
              nie nastanie dla nas dobry czas i się ewentualnie powiesić.
              Czego bym jednak nie chciałasmile
              Pozdrawiam i dziękuję za informacje na temat zharmonizowania czakr,
              przepływów i pozdrawiam
              • t.oja Re: Witam. 29.07.08, 10:31
                > Na ziemi smile hm, czuję że pasuję, ale... może to głupie, jakbym
                była
                > obok ludzi i miała się nimi opiekować.

                wiec idz za glosem, moze to jest Twoja droga.smile

                > chociaż pewnie ja coś robię nie tak /wzór odrzucenia noszę w
                > plecaku, albo cuś/.

                Plecak zawsze mozna sciagnac, poprostu zamknij oczy i wyobraz sobie
                ze go sciagasz i tyle smile

                > po turecku - niestety, kilka operacji na kolano itp i już człowiek
                > nie pofika wink

                Da sie pofikac w duzo prostszy sposob.
                Pierwszym jest przylozenie srodkow dloni do czakr ktore chcesz
                rownowazyc i mowisz ze rownowazysz i starasz sie odczuc roznice w
                dloniach.
                Drugi to zamykasz oczy i wszystkie czakry naraz rownowazysz,
                najpierw jednak sie wyciszasz relaksujesz a potem mowisz rownowaze
                ze soba wszystkie czakry, tu moga byc odczucia jak nie odrazu to po
                dojsciu do wprawy. Te czynnosc sie wykonuje codziennie aby czakry
                nauczyly sie i zapamietaly co maja robic.smile
                I co mozna pofikac? smile)
                Pozdrawiam cieplo
              • i33 Re: Witam. 29.07.08, 10:46
                Ineczko--myśle że wszyscy którzy doświadczają przykrych rzeczy od
                dzieciństwa--zbierają doświadczenie po coś--nie na darmo--
                w koncu jednak przychodzi kres--dusza i ciało o to wrecz woła--dość!
                dosć doświadczenia[takiego]--materiał zebrany-analiza..
                odkodowanie,nowe kody wybaczenie---TAK MIAŁO BYC
                tak wybrałas uniwerek na ziemi--odrobić,przerobić--zrobić z tym
                wszystkim porzadek W KOŃCU
                można tez powiedzieć --wyszłaś z zródła miłości---tu doznałaś
                oddielenia od niej--by odnalezć te miłość na powrót
                wielu z nas zapomniało po co tu jesteśmy...jesli ktos upora sie ze
                swoim życiem i odnajdzie to światło---mimo woli jest tym światłem
                dla innych
                doświadczenie równa sie tonie przeczytanych ksiąg---bogactwo które
                pozwala rozumieć, czuć innych --ilu takich wokół--którym tylko
                spojrzeć w oczy i powiedzieć "ROZUMIEM CIE"--I JUŻ LŻEJ!
                jak zdobedziesz dyplom to co?-bedziesz trzymać go w szufladzie?
                pozdrawiam serdecznie
                • i33 Re: Witam. 29.07.08, 11:05
                  i...ZACZNIJ W KONCU PODZIWIAĆ SIEBIE!!!
                  czym sie różnisz od innych w swoim żródle,potrzebach, możliwościach--
                  -na poziomie duchowym?
                  przecież niczym1
                  czyż nie umniejszamy STWÓRCY--UMNIEJSZAJĄC SWOJE PIĘKNO?

                  twoja podświadomość nauczyła sie błednych tekstów,wzorców--a teraz
                  broni ich--wpedzjać w zwątpienie,broni sie przed odarciem z tego co
                  ma--wytłumacz jej że to co robisz to dobre
                  ukochaj swoje dziecko
                  mówie to do CIEBIE I DO SIEBIE jednoczesnie!
                  • t.oja Re: Witam. 29.07.08, 17:45
                    i33 napisała:

                    Witaj.

                    > i...ZACZNIJ W KONCU PODZIWIAĆ SIEBIE!!!

                    Dlaczego uwazasz ze inka sie nie podziwia? ja nie odebralam takiego
                    odczucia.

                    > czym sie różnisz od innych w swoim żródle,potrzebach,
                    możliwościach--
                    > -na poziomie duchowym?
                    > przecież niczym1

                    Kazdy sie rozni od siebie. Potrzebami, mozliwosciami, rowniez na
                    poziomie duchowym, ta roznica wlasnie jest powodem odbioru
                    inki jako opiekunki, czyli to moze byc wyzszy poziom rozwoju
                    duchowego i powodem nierozumienia jej przez tych z nizszego poziomu.
                    Natomiast wszyscy jestesmy czastka Boga i dzieki temu kazdy jest
                    piekny i wyjatkowy. to moze byc blokada czakra gardla odpowiadajaca
                    za relacje.
                    Pozdrawiam

                    > twoja podświadomość nauczyła sie błednych tekstów,wzorców--a teraz
                    > broni ich--wpedzjać w zwątpienie,broni sie przed odarciem z tego
                    co
                    > ma--wytłumacz jej że to co robisz to dobre
                    > ukochaj swoje dziecko
                    > mówie to do CIEBIE I DO SIEBIE jednoczesnie!

                    Mysle ze po kilku slowach trudno jest stwierdzic czy sa wzorce, kody.
                    Aby postawic diagnoze potrzebne jest badanie, potem ustalenie
                    uzdrawiania. Kazdy czlowiek wynosi z domu wzorce, kiedy wkracza w
                    dorosle zycie wprowadza w wzorce z domu wlasne lub calkowicie je
                    zmienia, to nie sa kody, te glownie sa w mozgu, tworzymy je kiedy
                    nasze myslenie jest niepozytywne - to sa kody ba nawet byty ktore
                    potem biora nad nami gore.Takie utworzone kokony mozna odciac i
                    zmienic kody jesli jest tego potrzeba, czesto wystarczy sobie tylko
                    uswiadomic ze to jest i z tym walczyc.
                    • i33 Re: Witam. 29.07.08, 19:55
                      nie różnimy sie niczym jesli idzie o żródło i dązenia--
                      planetarnie myśle
                      indywidualności też
                      o żródło mi chodzi!

                      jeśli idzie o podziw--patrz pierwsza wypowiedz..
                      pozdrawiam
    • iinka Re: Witam. 29.07.08, 22:03
      No, no smile aż się poryczałam nieco - ostatnio tak mam, jak tylko
      słyszę, czy czytam coś pozytywnego, co chyba dotyka czegoś bolącego
      we mnie. Nigdy wcześniej tak nie miałam, zawsze byłam twardziel. A
      teraz wystarczy zdanie typu "bycie światłem dla innych", albo
      zobaczenie w telewizji jak mówią kobiecie siedzącej przed lustrem -
      powiedz sobie że jesteś wspaniała i ryczę jako ten bóbr. Kiedyś przy
      najsmutnieszych filmach nie uroniłam łzy, a teraz film Juno,
      kończący się słowami o prawdziwej miłości początkuje pół dnia łez.
      Ewidentnie samoakceptacja, czy pozytywne odczucia do siebie to
      element do reperacji.
      Czemu ja się tak rozmemłałam?
      Co do czakr smile pocieszające, że da się to zrobić. Co do przykładania
      dłoni, to jak rozumiem na przemian? Bo to konkretne punkty i chyba
      obie dłonie na raz, to "za szeroko"?
      Bardzo Wam dziękuję, że się odzywacie smile i niesiecie nadzieję, oraz
      to, że czuję duchowe wsparcie - co bardzo cenię smile
      Ps.: Zabawne, bo wczoraj w nocy krzesałam z siebie tyle
      optymizmu /kumpel wpadł w doła i zebrało mu się na zwierzenia/ więc
      pocieszałam, wskazywałam plusy, myśląc jednocześnie, że mamy bardzo
      podobne samopoczucie.
      Jeszcze raz Wam bardzo dziękuję i pozdrawiam smile
      • t.oja Re: Witam. 31.07.08, 18:48
        > No, no smile aż się poryczałam nieco - ostatnio tak mam, jak tylko
        > słyszę, czy czytam coś pozytywnego, co chyba dotyka czegoś
        bolącego
        > we mnie.

        hehe ja rycze nawet na kraskowkach i dobrze mi z tym smile
        To cecha wrazliwcow, nic powaznego.

        Co do przykładania
        > dłoni, to jak rozumiem na przemian? Bo to konkretne punkty i chyba
        > obie dłonie na raz, to "za szeroko"?

        O nie, nie, to jednoczesnie jedna reka na podstawe i druga na korone.
        Tylko tak je obie zrownowazysz.smile

        Pozdrawiam cieplo
        • iinka Re: Witam. 31.07.08, 21:10
          Co do płaczu, to ja nie wiem. Wydaje mi się że można również bardzo
          przeżywać, ale tego nie okazywać na zewnątrz.
          A podstawa to co? Bo korona to czubek głowy jak rozumiem.
          Pozdawiam
          • t.oja Re: Witam. 01.08.08, 22:27
            > A podstawa to co? Bo korona to czubek głowy jak rozumiem.

            dokladnie tak, korona to okolice ciemienia, podstawa smile
            miesci sie miedzy nogami idzie od korony srodkiem kregoslupa do
            podstawy i jest miedzy odbytem a ....smile
            pozdrawiam
            • i33 Re: Witam. 01.08.08, 23:33
              ...a...właściwym osobie narządem rozrodczym zewnętrznym?!

              toś mnie zintrygowała --czemuż to wykropkowałaś?

              • t.oja Re: Witam. 02.08.08, 00:07
                Dlaczego wykropkowalam, Bo narzad rozrodczy ma kobieta a czesto
                wiele osob uzywa nazwy narzadu meskiego, ja poszlam moze i na skruty
                ale bardziej mialam na mysli oba narzady a kropki to uwazam daly.
                uwzgledniajac tak samo obie plcie.
                Jesli sie myle to przepraszam.smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka