maminsynek

IP: *.teleton.pl 17.10.03, 19:04
Bardzo prosze o pomoc, nie wiem juz poprostu co mam robic. Byc moze Ktos byl
juz w podobnej sytuacji i moze mi pomoc.
Opisze w skrocie moj problem. Maz opuscil mnie 1,5 roku po slubie (mielismy
juz polroczne dziecko). Wlasciwie od samego poczatku naszym malzenstwem
rzadzila tesciowa (matka meza), a maz jak w jakims amoku nieustannie sluchal
sie matki. Zawsze twierdzil, ze niby mnie kocha, ale wystarczylo, ze matka
miala odmienne zdanie (zle)o mnie, to moj maz tez zachowywal sie podobnie, we
wszystkim sluchal matki. Od poczatku w naszym malzenstwie sie nie ukladalo,
maz ponad rok po slubie mial jeszcze wspolne konto z matka (ja oczywiscie do
niczego nie bylam upowazniona), codziennie dzwonili do siebie co najmniej
kilka razy informujac co w danej chwili kazde robi, maz musial byc na kazde
zawolanie matki (zreszta musial to za duzo powiedziane, zdawaloby sie, ze
wrecz jest szczesliwy, kiedy robi to co kaze mu matka), ja niewiele sie w tym
wszystkim liczylam, zawsze mieli z matka jakies tajemnice, na moj widok
natychmiast zawsze zmieniali temat itd.
Kiedy zaszlam w ciaze, myslalam, ze nareszcie wszystko sie zmieni, ze to ja
zaczne byc dla mojego meza najwazniejsza osoba (podobno bardzo kocha dzieci),
jednak narodziny corki niewiele zmienily, wrecz konflikt tylko sie nasilil,
poniewaz ja oczekiwalam pomocy i wsparcia ze strony meza, ale nic takiego sie
nie stalo, nadal najwazniejsza byla matka. Doprowadzilo to do tego, ze maz po
prostu zostawil mnie z dzieckiem i wrocil do matki (wyszedl rano do pracy,
juz nie wrocil a po tygodniu pojawil sie po rzeczy). Dodam jeszcze ze matka
jest jeszcze dosc mloda i sprawna kobieta i co gorsze powrot syna bardzo ja
ucieszyl. W seperacji jestesmy juz ponad 3 lata, maz nie ma zadnej kobiety,
ja tez jestem sama z dzieckiem. Czasami chcialabym mezowi wszystko wybaczyc
(tym bardziej, ze kiedy przychodzi w odwiedziny do corki, niekiedy powtarza,
ze wciaz mnie kocha i chcialby byc razem), jednak kiedy w koncu powiedzialam
zeby w takim razie wrocil, to odmowil, twierdzac ze moze za miesiac albo dwa,
bo nie moze tak od razu zostawic matki...
Nie wiem juz, czy jest jakas szansa, zeby maz sie zmienil, czy juz na zawsze
pozostanie maminsynkiem. Czay jesli tak, to czy powinnam skladac o rozwod z
winy meza (dodam, ze maz w opinii publicznej jest dobrym czlowiekiem, nie
naduzywa alkogolu, nie bije itd.). Dodam, ze maz ma juz ponad 35 lat. Prosze
o rade, moze jakas kobieta boryka sie z podobnym problemem. Bardzo prosze
rowniez, jesli jest to mozliwe, o pomoc psychologiczna i prawna. Dziekuje.
    • Gość: ZiZi Dobre na forum KOBIETA IP: *.dialsprint.net 18.10.03, 00:37
      ten twoj facet jest bez jaj i tyle

      powodzenia !
    • jo210 Re: maminsynek 18.10.03, 02:27
      rozstania sa zawsze bolesne i trudne, ale...
      po co Ci facet ktory woli matke od Ciebie i corki?
      Chcesz wysluchiwac od tesciowej (i meza) na kazdym kroku jak zle wychowujesz
      dziecko, jak zle wszystko robisz itd?
      A potem kiedy tesciowa bedzie potrzebowala opieki i pomocy chcesz byc sluzaca
      dla takiej osoby?
      • Gość: hmm Re: maminsynek IP: *.energis.pl 18.10.03, 02:47
        rozumiem, ze strasznie Ci trudno podjac taka ostateczna decyzje.. koncu z
        jakiegos powodu sie z nim zwiazalas, nie mogl byc taki najgorszy, zawsze sie
        pamieta bardziej te dobre momenty, wbrew pozorom... poza tym zawsze mamy
        nadzieje ,ze sie zmieni, zawsze chcemy dac szanse....ja to rozumiem, doskonale.
        potrzebujemy duzo czasu, by podjac ostateczna decyzje.

        jam ysle, ze w ktoryms momencie poczujesz, ze jestes gotowa. nic na sile, nie
        pospieszaj sie, daj sobie przestrzen- w koncu zobacz, jaka strasznie to trudna
        sytuacja dla Ciebie! kochana.

        a teraz zestawienie- z domu wyszedl do pracy i po tygodniu po rzeczy..a jak
        mowisz, zem oze wrocic, facetowi, ktory zostaiwl Cie zm alutkim dizekciem gdy
        najbardziej go potrzebowalas, to mowi, ze nie teraz, bo mamy zostawic nie
        moze...

        moim zdaniem on niedorosl, dominujaca mama nie dala mu sznasy. i przez
        wyrozumialosc podtrzymujesz w nim ten stan, poniewaz on mu jest naturalny, i
        jesli mu jest wygodnie, to po co mialby cos zmieniac?

        nie wierze, ze on do Ciebie wroci ot tak. musialby przejsc wlasna
        transformacje, dojrzec dorosnac, a na aziem u dobrze- to ni popycha ludzi do
        zadnych zmian ani przemyslen ani pracy nad soba.
        to nie twoja odpowiedzialnosc by nad soba pacowal, nie pomozesz mu w tym
        inaczej, jak chyba tylko bedac stanowacza.

        jesli ni hcce z toba mieszkac i brac odpowiedizalnosci za dziecko izwiazek w
        pelni- to to nie jest malzenstwo, masz prawo do wolnosci, niech sie rozwiedzi-
        i ot on Cie pozucil ,wiec z jego winy.

        a jak bedzie naprawde gotow wrocic, to moze rzadanie rozwodu go otrzezwi i
        wtedy zawalczy o Ciebie. jelsi nawet wtedy nie zawalczy, to znaczy,zen ie masz
        na co liczyc. jesli ma 35 lat, to przyzwyczajenia do zycia zmamusia sa bardzo
        silne i juz mozna smialo powiedziec, ze patologiczne.

        dlatego pomysl o sobie i o swoim szczesliu. nie sadze, bys mogla liczyc na
        niego, jak na razie zawiodl Cie wtedy, gdy najbardizej potrzebowalas, i nic sie
        do ej pory nie zmienilo.

        przemysl sobie, co Cie czyni nieszczelsiwa- czy iweczne oczekianie, zycie w
        cialgej zludnej nadizei i przy kazdej wizycie jej rozbudzanie, potem zawod, nie
        jest trudniejsze niz raz a dobrze sie rozstac na porzadnie, co zaboli mocniej
        ale krotko i przyniesie ulge? mozesz ulozyc sobie jeszcze zycie, jestes mloda i
        w tej chwili masa samotnych matek znajduje dojrzalych partnerow. dlatego szkoda
        czekac na Godota.

        jezeli maz zechce sie wziac za siebie, to i tak musi najpier uporac sie ze
        soba, zanim bedize umial tworzyc zwiazek z Toba. spokojnie mozesz ten okres
        przeczeka sama i smaodzielna, i zyjaca sowim zyciem, a jesli sie kiedys pojawi
        w nim na nowo inaczej niz jako tatus dizecku, i zechce na nowo Cie zodbyc, i
        zdobyc Twoje zaufanie, i napracowac sie na to, to mozesz wtedy rozwazyc, czy
        dac mu drua szanse.

        na razie on te szanse odrzuca. u mamy dziecko po nocach nie placze, nie trzeba
        spzatac zabawek ,odpowiadac na sot tysiecy pytan, byc zawsze uwaznym i
        przeorganizowac calego zycia dla dziecka. u mamy samemmu jes sie dizckiem.
        niektorzy to tak lubia, ze nie chca dorosnac.

        ale Ty jestes dorosla. czy potrzeujesz patnera, ktory traktuje Cie jak duze,
        rozkapryszone dziecko ( to krytykowanie)...

        duzo sily, odwagi i wiary w siebie, Dzielna Kobieto!


        • Gość: Venus Re: maminsynek IP: *.vs.shawcable.net 18.10.03, 03:21
          Kobieto nogi za pas i zwiewaj od takiego gdzie pieprz rosnie..
          widac ze to chory uklad.
          venus
          • Gość: Ewa Re: maminsynek IP: *.teleton.pl 19.10.03, 09:56
            Bzradzo Ci wspolczuje, ja tez bylam w podobnej sytuacji, tez porzucil mnie maz
            i wrocil do mamusi i jeszcze wszyscy mowili, ze to moja wina... Na szczescie
            sie z tego otrzasnelam i teraz jestem szczesliwa.
    • Gość: AdamM Droga matko, IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 19.10.03, 15:13
      Piszesz:

      Czy jesli tak, to czy powinnam skladac o rozwod z
      winy meza (dodam, ze maz w opinii publicznej jest dobrym czlowiekiem, nie
      naduzywa alkogolu, nie bije itd.).

      I to jest zalosne, co piszesz, gdyż zrobić to powinnaś już dawno. Kopnąc go w
      dupę najmocniej jak się da w sensie prawnym. Mam tu na mysli rozwód, alimenty,
      etc. To ty tu wychowujesz dziecko i Tobie nalezy się pomoc. Na co czekasz?
      Kazdy sędzia przyzna ci racje i da alimenty. Kazdy miesiac to kilkaset albo i
      wiecej zlotych do tylu dla Ciebie. Chyba, ze on Ci daje pieniadze bez
      koniecznosci proszenia go o to. Albo, ze nie jestes taka niewinna jak twoj list
      sugeruje. Ale ja odpowiadam tylko na podstawie danych z Twojego listu.
      Proponuje ci anglosaskie podejscie - nie ma zmiluj się - alimenty i bez
      zbednych dyskusji.

      A.



    • Gość: Ethlinn Re: maminsynek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.10.03, 18:43
      Zgadzam sie ze wszystkim co powyżej... Im na później to odłożysz - tym gorzej
      dla Ciebie. A tak ułożysz sobie życie z jakimś super gościem, z którym i Ty i
      Twoje dziecko będziecie szcześliwi. Im prędzej tym lepiej. On sie nie zmieni.
    • Gość: samotna matka Re: maminsynek IP: *.teleton.pl 20.10.03, 19:05
      Bardzo dziekuje Wam za rady. Bardzo mi pomogliscie, choc przyznam, ze jeszcze
      nie w pelni jestem gotowa do podjecia ostatecznych dzialan (mimo uplywu tak
      dlugiego czasu).
      To wszystko prawda, co opisalam w liscie, tyle tylko, ze chyba wciaz go kocham
      i sie ludze, ze sie zmieni.. Najgorsze jest to, ze musze go widziec co tydzien
      lub dwa (jak przychodzi w odwiedziny do dziecka), moze inaczej byloby latwiej...
      Prosze piszcie jeszcze!
      • Gość: Doc Re: maminsynek IP: *.ipt.aol.com 20.10.03, 20:38
        Napisze to jako facet. Ten gosc to burek i reki bym mu nie podal. Doc
        • venus22 Re: maminsynek 20.10.03, 20:46
          No wiadomo jak go poznawalas to sie przedstawial z najlepszej, nie z
          najgorszej strony.
          Wiadomo ze bys za niego nie wyszla jak by tak bylo od razu.
          Wiec tesknisz za tym co bylo lub co by moglo byc.
          Do tego jest dziecko.
          Ale musisz zaczac miec WLASNE zycie.
          Wtedy przestanie cie to meczyc jak bedziesz go widywac co tydzien.
          A dwa, przykro mi ale on sie nie zmieni.
          Na to by trzeba bylo oddac do terapii
          1.mamusie
          2.synka,

          Pomysl o sobie.. bez niego, co bys chciala w zyciu??

          Venus

          • Gość: nata-lia Re: maminsynek IP: *.broker.com.pl 20.10.03, 23:22
            Moja koleżanka miała identyczny problem. Odeszła. Teraz jest spokojniejsza i
            szczęśliwsza. Nikt nie wtrąca sie jej teraz w wychowanie dziecka. Jest matką i
            teraz odczuwa to najpełniej. Dostaje alimenty od "ręki". Smieszne, że on
            nigdzie nie pracuje (i nie pracował podczas trwania małzeństwa), więc mamusia
            opłaca jego zobowiazania.
      • Gość: AdamM Podejdź do sprawy IP: *.konin.cvx.ppp.tpnet.pl 20.10.03, 23:21
        bardziej na chlodno. Przeciez odpowiadasz za siebie i za dziecko. Kiedyś, u
        kresu zycia, bedziesz musiala sobie powiedziec, czy zylas wlasciwie. Musisz
        chodzic bardziej twardo po ziemi i kocahc nie wyobrazenia a realnych ludzi.
        Niestety jak znam zycie to tu pewnie jescze dwie sprawy wchodzą w gre -
        niemoznosc (trudnosc) znalezienia innego partnera oraz strach o zostanie
        zupelnie samą. Pewnie w gre wchodzi tez sprawa pieniedzy. Nic to jednak.
        Powinnas zacząc zyc sama i poszukac sobie madrego faceta, z ktorym bys miala
        nastepne dzieci (jesli zechcecie).

        A.
        • Gość: CHOCHLIK Re: Podejdź do sprawy IP: *.lublin.mm.pl 21.10.03, 08:19
          Pokochaj siebie. Popatrz na siebie z zewnątrz i postaraj sie zaspokoić
          potrzeby tego swojego ja, które kochasz i którego szczęścia pragniesz,
          Uśmiechnij się do siebie, czas mija. Jutro bedzie lepiej. Ten osobnik, którego
          widujesz czasami to jest poprostu zero, czyli nikt.
    • Gość: Ela Re: maminsynek IP: *.lu.mofnet.gov.pl / *.mofnet.gov.pl 21.10.03, 09:25
      Wspolczuje Ci ogromnie, ale rzeczywiscie musisz dzialac i to szybko, tacy
      ludzie nie zmieniaja sie ot tak, a szkoda zycia.
    • Gość: Margaretka Re: maminsynek IP: *.lu.mofnet.gov.pl / *.mofnet.gov.pl 22.10.03, 14:14
      Osobiście wyznaję zasadę "nie bój się życia i czerp z niego co się da pełnymi
      garściami". Jest ono za krótkie ażeby rozczulać się nad niepowodzeniami i
      nieszczęściami - tymi poważnymi jak i mało znaczącymi. Owszem jest to tragedią
      kobiety, kiedy ukochany mężczyzna (przecież wychodząc za mąż musiał być tym
      ukochanym)zostawia Cię i to w dodatku z maleńkim dzieckiem, a już
      niewybaczalnym jest, że robi to dla matki, ale takie jest życie i nie mamy na
      to wpływu. Możesz mieć jednak wpływ na to co w tej chwili zrobisz - czy
      będziesz czekać (prawdopodobnie w nieskończoność) czy też weźmiesz się za swoje
      życie tak "ostro" i uporządkujesz je. Myślę, że należysz do osób lubiących ład
      i porządek. Zrób to chociaż ze względu na dziecko. Kobieto bo się wykończysz!
      Pamiętaj o tym bo masz dla kogo żyć. Dzieci są naszym największym dobrem. Życzę
      Ci wszystkiego dobrego.
      Margaretka
      • ela1001 Re: maminsynek 24.10.03, 13:09
        Czasami życie samo przynosi rozwiązanie. W moim przypadku była to niestety
        śmierć teściowej.Zmarła na Alzheimera.
        Przykro mi o tym pisać ale w tamtym momencie poczułam ulgę bynajmniej nie z
        powodu konieczności opieki .
        Mój mąż był całkowicie podporządkowany matce- nawet wtedy gdy jako osoba chora
        plotła totalne bzdury jej opinie stanowiły dla niego wyrocznię.Totalny rodzinny
        kult jednostki. Miałam serdecznie dosyć - złożyłam pozew o rozwód, który
        wycofałam po rozprawie pojednawczej. Zrozumiałam, że mąż mnie kocha ale
        niestety nie potrafi uwolnić się od wpływu matki.
        Starałam się nabrać do tego wszystkiego dystansu.
        W Twoim przypadku jest to sprawa poważniejsza. Twój mąż wynóśł się do mamusi.
        Jest chyba oczywiste , że nie możesz oczekiwać, że wróci jak jego matka
        odejdzie z tego świata po czym wszystko się ułoży. Facet nie dojrzał do
        małżeństwa. Jeżeli kochasz swojego męża spróbuj się zastanowić co go trzyma
        przy matce.Nie namawiam Cię do rozwodu.
        A może przejdziecie się razem do psychologa do poradni małżeńskiej?
        Może osoba postronna będzie w stanie mu skutecznie uświadomić konsekwencje jego
        postępowania. Podobno na niektórych facetów to działa. Jeżeli i to nie pomoże -
        składaj pozew.

    • Gość: Teresa Re: maminsynek IP: *.lu.mofnet.gov.pl / *.mofnet.gov.pl 05.11.03, 14:09
      Dziewczyno, sprobuj o nim zapomniec i to jak najszybciej...
Pełna wersja