Dodaj do ulubionych

Co sądzicie o konsumpcyjnym stylu życia?

IP: 195.116.99.* 16.11.03, 20:28
Czy wogóle zastanawiacie się nad tym co chcecie osiągnąć, kim chcecie być,
czy wasze działania są ukierunkowane przez dominujące tendencje?
Czy nie szkoda Wam życia na osiąganie "sukcesu", czyli robienia kariery,
bezustannego dokształcania, wyścigu z konkurentami, pracy x 1000, pięcia po
szczeblach, zdobywania uznania u pracodawców? Czy szczęście w życiu, Waszym
zdaniem, mierzy się zarobionymi pieniędzmi liczbą zakupionych produktów?
Czy nie przeszkadza Wam, że nasza cywilizacja bogaci się na krzywdzie innych
społeczeństw, że nowoczesne produkty, tworzone tak, by po 5 minutach się
zepsuły, wytwarzane są bez szacunku dla przyrody, kosztem miliardów ton
śmieci? Czy nie czujecie wszechobecnego, postępującego zniewolenia, coraz
większych możliwości inwigilacji, manipulacji (moda, reklama, marketing,
tendencje, massmedia). Czy nie męczy was natłok informacji (zbyt intensywny
dla istoty ludzkiej - "technostres", "przesycenie").
Czy zdajecie sobie sprawę, że żyjąc w dużym mieście NIE JESTEŚCIE W STANIE
MYŚLEŚ SAMODZIELNIE?
Czy odczuwacie wypaczenie międzyludzkich relacji, wzajemne wykorzystywanie,
traktowanie jak towar?
Czy nie przeszkadza wam ciągłe obniżanie się poziomu kultury, a raczej już
rozrywki? Czy nie drażni was nadprodukcja kultury, zwiększająca się rzesza dj-
ów o żadnych umiejętnościach muzycznych i żenującym poziomie intelektualnym,
że o gwiazdach pop-u i filmach z hollywood nie wspomnę?
Czy jesteście w stanie, idąc za postulatami filozofii postmodernizmu,
zapomnieć o moralności, przyjmować każdą wygodną religię (na marginesie- nie
jestem wierzący), nawet jeśli jest "elementami buddyzmu zen połączonymi z
ćwiczeniami aerobowymi, astrologią i fegshui"?
Obserwuj wątek
    • Gość: jot-23 Re: Co sądzicie o konsumpcyjnym stylu życia? IP: *.nyc.rr.com 16.11.03, 21:25
      otworzeyles mi oczy! to koszmar...musimy, jakos spoleczenstwo, natychmiast
      wrocic spowrotem do Zlotego Wieku!....ktory byl...eee...
      • Gość: KETIW! PSYCHOLOG Z CIEBIE NIETĘGI IP: 195.116.99.* 16.11.03, 21:34
        NIE WIEM CZY POD WPŁYWEM ŚWIEŻO PRZECZYTANEGO WSTĘPU DO PSYCHOANALIZY FREUDA,
        CZY WSKUTEK SILNEJ POTRZEBY ZABŁYŚNIĘCIA IŚLE PORAŻAJĄCYM INTELIGECJĄ
        SARKAZMEM, NAKREŚLIŁEŚ MOJE INTENCJE. NIESTETY BŁĘDNIE. NIKOGO DO NICZEGO NIE
        NAMAWIAM. PYTAM O OPINIE, BO MNIE INTERESUJĄ. UWAŻASZ, ŻE GŁUPIE I NUDNE, UWAGI
        NIE WARTE? CHYBA WIESZ JAKA NA TO RADA?
      • Gość: KETIW1 PSYCHOLOG Z CIEBIE NIETĘGI IP: 195.116.99.* 16.11.03, 21:34
        NIE WIEM CZY POD WPŁYWEM ŚWIEŻO PRZECZYTANEGO WSTĘPU DO PSYCHOANALIZY FREUDA,
        CZY WSKUTEK SILNEJ POTRZEBY ZABŁYŚNIĘCIA IŚLE PORAŻAJĄCYM INTELIGECJĄ
        SARKAZMEM, NAKREŚLIŁEŚ MOJE INTENCJE. NIESTETY BŁĘDNIE. NIKOGO DO NICZEGO NIE
        NAMAWIAM. PYTAM O OPINIE, BO MNIE INTERESUJĄ. UWAŻASZ, ŻE GŁUPIE I NUDNE, UWAGI
        NIE WARTE? CHYBA WIESZ JAKA NA TO RADA?
    • Gość: Mar mnie bardzo odpowiada... IP: *.skorosze.2a.pl 16.11.03, 21:28
      konsumpcyjny styl zycia. Nażreć się napić, zaruchać, wyspać - no i oczywiście
      komfortowo i elegancko. Pracuję tylko po to, żeby mieć pieniądze na
      przyjemności - samochód, żarcie, kosmetyki itp...
    • Gość: Triss Merigold Re: Co sądzicie o konsumpcyjnym stylu życia? IP: *.acn.waw.pl 16.11.03, 21:36
      Funkcjonuję na marginesie konsumpcji; mody, kulty, fascynacje są mi raczej
      obojętne. Szum informacyjny odrzucam, gadżetomania mnie nie dopadła i na tyle
      na ile to jest możliwe myślę samodzielnie.
    • Gość: Ścierwo Re: Co sądzicie o konsumpcyjnym stylu życia? IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 16.11.03, 21:44
      Nie podoba mi się świat, w którym żyję.

      Myślę podobnie do założyciela wątku.

    • Gość: KETIW1 Re: Co sądzicie o konsumpcyjnym stylu życia? IP: 195.116.99.* 16.11.03, 22:35
      Co złego jest w konsumpcjonizmie?

      --------------------------------------------------------------------------------

      "Rodzaj ludzki jest nienasycony w swej chciwości" - Arystoteles
      Konsumenckie społeczeństwo nie jest w stanie dać nam obiecanego spełnienia
      poprzez dostarczenie dóbr materialnych, ponieważ pragnienia człowieka są
      niemożliwe do zaspokojenia; potrzeby człowieka są określane przez
      społeczeństwo, a prawdziwe źródło osobistego szczęścia leży gdzie indziej.
      Faktycznie siła społecznych relacji oraz sposób i jakość spędzania wolnego
      czasu - obie te rzeczy są podstawowymi determinantami szczęścia w życiu - jawią
      się zarówno, jak i zanikające jak i równocześnie coraz droższe w klasie
      konsumentów. Wydaje się, że konsumenckie społeczeństwo próbuje nas ulepszyć
      poprzez zwiększanie naszych dochodów. Alan Durig - "Ile oznacza jakość?"

      Jakim interesującym cyklem jest nasze życie! Przeciętny obywatel "pierwszego
      świata" kultywuje zamiłowanie, czy wręcz obsesję na punkcie dóbr materialnych.
      Ale poprzestanie na tym byłoby dużym niepowodzeniem. Typowy konsument żyje pod
      presją ciągłego pragnienia zdobywanie coraz to nowych przedmiotów, wyższych
      form technologii i to stawia go w dość kłopotliwej sytuacji. Przede wszystkim,
      pomijając kwestię duchowej pustki, która jest nieodłączną częścią stylu życia
      naszych nieświadomych przyjaciół, muszą oni pracować przez większość czasu, aby
      sprostać temu, czemu tak naprawdę sprostać nie można.

      Być może największą ironią w tym całym cyklu "praca - konsumpcja - praca" jest
      to, że ludźmi, którzy naprawdę czerpią z tego korzyści są tylko "ludzie na
      szczycie"; w rzeczywistości jest tak, że konsumenci przez całe życie są
      zniewoleni przez tych kilka osób. Ale nie to jest tą ironiczną częścią -
      najbardziej ironiczne jest to, że nie potrzebujemy większości tego, co za
      wszelką cenę usiłują nam wcisnąć korporacje, zaspakajają one nasze rzekome
      potrzeby sztucznie stworzone właśnie przez tę elitę ludzi, którzy są na
      szczycie. Więc jak naprawdę działa ten mechanizm? Pewne osoby (zazwyczaj jest
      ich niewiele) sztucznie zapoczątkowuje zapotrzebowanie na dany produkt, inni
      pracują dla nich, by zarobić pieniądze na kupienie tego właśnie produktu,
      następnie kupują go, czują pustkę, pragną czegoś innego i tak powstaje błędne
      koło. Taki stan umysłu jest niczym innym jak dobrowolnym zniewoleniem i może
      być określony tylko jako niepoczytalność!

      Co inicjuje i napędza konsumpcjonizm?
      Konsumpcjonizm - czyli przekonanie, że im więcej tym lepiej, i że dobra
      materialne są w stanie ulepszyć nasze życie - nie ma korzeni w żadnych
      rzeczywistych ludzkich potrzebach, dlatego też musiał zostać sztucznie
      stworzony przez społeczeństwo. Jeszcze pięćdziesiąt lat temu niepohamowany
      konsumpcjonizm był charakterystyczny tylko dla najbogatszych klas społecznych,
      ale rozprzestrzenił się z niesłychaną szybkością porywając średnie, a nawet
      niższe klasy uprzywilejowanych narodów.

      Społeczeństwo wpaja każdemu z nas zawiść o to, co fizyczne, atrakcyjne. Dlatego
      też szybko powstaje u nas pewnego rodzaju obsesja na punkcie tych obiektów - ta
      odmienna uwaga zastępuje racjonalność i instynkt. Profesor Uniwersytetu w
      Harvardzie Juliet B. Schor tłumaczy w swojej książce "Przepracowana Ameryka": -
      "Satysfakcja czerpana z konsumpcji zazwyczaj bywa krótkotrwała. Dla wielu może
      stać się rodzajem nałogu. Tak jak ludzie uzależnieni od narkotyków wykazują
      coraz większą na nie tolerancję tak konsumenci potrzebują coraz większych
      dawek, aby osiągnąć określony punkt zniewolenia."

      To wszystko byłoby proste, w oczach ludzi zarządzających korporacjami, gdyby
      konsument mógł kupić pewien określony produkt i zaspokoić swoje pragnienia.
      Plany, co do dalszych zysków mogłyby na dobrą sprawę zostać wyrzucone przez
      okno a mechanizm, na który tak bardzo liczyły elity zostałby zniszczony na
      zawsze. Oczywistą odpowiedzią na takie zagrożenie jest stwarzanie coraz
      większych spostrzeganych przez nas potrzeb - tu właśnie pojawia się reklama.

      Gdyby ktoś powiedział: "Reklama jest jednym wielkim spiskiem korporacji mającym
      na celu kontrolowanie umysłów" mógłbyś wziąć go za bredzącego lunatyka, który
      odkrył "jeszcze jeden" spisek. Korporacje płacą ogromne pieniądze agencjom
      reklamowym, które szkolą profesjonalistów, którzy później mają nabrać nas tak,
      byśmy kupili wszystkie bezwartościowe śmieci. Oni wiedzą, że seks się
      sprzedaje, że migające reklamy działają, i że ludzie ślepą podąża za tymi
      trendami. Ile reklam telewizyjnych na przykład przedstawia nam logiczne i
      przekonywujące dowody na to, że powinniśmy kupić produkt A? Reklamy telewizyjne
      nigdy nie będą odwoływać się do twojego rozsądku. Agencje reklamowe wiedzą, że
      łatwiej jest przekonać ludzi żeby kupili dany produkt, którego prawdopodobnie
      nie potrzebują, ani nawet nie chcą, jeśli się ich oszuka a nie, jeśli
      przedstawi się mu racjonalne argumenty. Alan During z Worldwatch Institute
      twierdzi: - "Tworzenie potrzeb jest ogromnym globalnym przedsięwzięciem. Przez
      ostatnie cztery dekady reklama jest jednym z najszybciej na świecie
      rozwijających się działów gospodarki. W Stanach Zjednoczonych wydatki na ten
      cel wzrosły z 198$ na osobę w 1950 roku do 495$ w 1990. W międzyczasie globalne
      wydatki na reklamę wzrosły z mniej więcej 39 miliardów $ w 1950 do 247
      miliardów w 1988 i rosną szybciej niż wydajność gospodarki."

      "[w 1920 roku] po raz pierwszy zaczęto używać reklamy jako psychologicznej
      broni przeciwko konsumentowi. Odkryto skuteczność reklam wywołujących strach.
      Bez listeryny, Postum czy Buicka konsument(ka) zostanie starą panną, padnie
      ofiarą jakiejś straszliwej choroby lub zostanie pominięta przy dawaniu awansów.
      Reklama wytworzyła silne powiązanie pomiędzy produktem, a czyjąś osobowością. W
      końcu zaczęła obiecywać wszystko - od poczucia własnej wartości do pozycji,
      przyjaźni czy miłości."

      Co więc napędza konsumpcjonizm? On napędza się sam! Jak zauważył ekonomista
      John Kenneth Galbraith, przemysł, by maksymalizować zyski musi "tworzyć
      pragnienia, które muszą zostać zaspokojone". Mentalność, której nam potrzeba,
      by żyć w ten sposób, by gromadzić więcej, więcej i więcej - to uzależnienie.
      Ponadto, wpędza nas w to błędne koło, czujemy się zmuszeni by nadążać za ciągle
      rosnącym popędem do gromadzenia przedmiotów, tak samo jak do tego by nie
      pozostawać za innymi w zdobywaniu najnowszych technologii i wynalazków.

      Co takiego niewłaściwego jest w konsumpcjonzimie?
      Jak to się zaczyna? Powodów jest wiele, można je jednak podzielić na trzy
      główne kategorie:

      1. Jednostka
      Mentalność konsumentów sprawia, że stajemy się pionkami korporacji - stajemy
      się zależni od (z reguły złych) instytucji, które sprawiają, że czujemy
      się "szczęśliwi". Jakie absurdalne jest to, że tak wielu ludzi, którzy wiedzą o
      tym, że korporacje są amoralne (są amoralne w przeciwieństwie do niemoralne,
      ponieważ w przypadku korporacji zaślepionych osiąganiem jak największych zysków
      nie można mówić o jakiejkolwiek moralności), mimo to wpycha swoje ciężko
      zarobione pieniądze do kieszeni tej panującej klasy za każdym razem, gdy
      wybiera się na zakupy dla rozrywki. Za każdym razem, kiedy podświadomie
      pozwalamy się zniewolić bezsensownym reklamom telewizyjnym czy tablicom z
      plakatami reklamowymi, na których widnieją kobiety w bikini, rezygnujemy z
      naszej świadomości na rzecz biznesu.

      Ktoś powie na to: "Dajcie spokój, ludzie zawsze byli chciwi, to nic nowego".
      Nic bardziej błędnego. Alan During pisze: - "Pomiędzy rokiem 1967 a 1990
      procent Amerykanów uczęszczających do collage'u, którzy uważają, że
      najważniejsza jest "bardzo dobra pozycja finansowa" wzrósł z 44 do 74 procent.
      Procent osób uważających, że najważniejsze jest odnalezienie prawdziwego sensu
      życia i właściwej filozofii spadł z 83 do 43." Konsumenci wiec narażeni są na
      to, że zostaną napiętnowani przez społeczeństwo ja
      • Gość: mag Re: Co sądzicie o konsumpcyjnym stylu życia? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 16.11.03, 23:15
        uwieeelbiam filozofie za to, ze potrafi dorobić teorie nawet do kulistości
        kulki i nawac to kulimizmem....
        to wszystko piękne jest w teorii - oderwac sie od pedu codziennosci, czerpac z
        zycia wiecej niz goniacy za kariera.. tylko, ze jak zaczynamy czerpac to czasu
        na prace brakuje co konczy sie brakiem pracy wogole. przykre acz prawdziwe.
        • Gość: KETIW1 Re: Co sądzicie o konsumpcyjnym stylu życia? IP: 195.116.99.* 16.11.03, 23:29
          UWIELBIAM POSTAWY PRAGMATYCZNE ZA TO, ŻE POTRAFIĄ USPRAWIEDLIWIĆ, JEŚLI
          SUMIENIE GRYZIE I ROBIĆ TO CO ZŁE, MIMO ŚWIADOMOŚCI I NAZWAĆ TO WSZYSTKO
          ROZSĄDKIEM LUB MÓWIĆ "BO INACZEJ PRZECIEŻ SIĘ NIE DA, BO SAM NIC NIE ZMIENIE
          ITP. ITD". JAK WIDAĆ NAWET REZYGNACJĘ Z WŁASNEGO SZCZĘŚCIA DA SIĘ
          USPRAWIEDLIWIĆ.
          DALSZYCH SUKCESÓW W TWÓRCZYM MYŚLENIU ŻYCZY "BEZTROSKI IDEALISTA"
          • Gość: camel Re: Co sądzicie o konsumpcyjnym stylu życia? IP: *.medienzentrum.zub / 195.170.108.* 17.11.03, 10:46
            ta..a sprobuj teraz przezyc bez pieniedzy..
            no way.. nie ma takiej mozliwosci.
            Chociaz zaczynam sie zastanawiac, czy przepadkiem Niemcy,ktorzy zaczeli
            nagminnie korzystac z pomocy socjalnej nie sa sa sprytniejsi niz nam sie wydaje.
            100% pokryte koszty meiszkania, wystarczajaca kasa na zycie. Kurde..

            camel
      • Gość: Ścierwo poprosze o ciag dalszy (nt/) IP: 80.51.245.* 17.11.03, 10:20
    • Gość: deszczwtwarz Re: Na tak postawione pytanie odpowiadam, że... IP: *.lanet.wroc.pl 17.11.03, 00:10
      bardzo mi odpowiada. Lubie konsumować,a jeżeli ktoś twierdzi,że nie to kłamie.
      Juz miałem równie mądrze się do treści Twojego posta ustosunkować,ale chuć
      wzięła górę i poszedłem konsumować ku radości mojej żony. :-)))
    • Gość: camel MASZ NIESTETY RACJE IP: *.medienzentrum.zub / 195.170.108.* 17.11.03, 10:43
      Mnie to juz meczy..i to bardzo.
      Tym bardziej, ze jako osoba z doswiadczeniem w rekalmie, wiem jakie techniki sa
      wykorzystywane, zeby wcisnac ludziom to czego nie potrzebuja. Coz, sam uleglem
      temu i w mieszkaniu 2 pokojowmy mam 4 komputery, 2 TV, 2 odtwarzacze DVD, 2
      magnetowidy. Monitor 19 calowy z ktorym nei mam pojecia co zrobic. i kupe
      innych rzeczy. A co gorsza jak sie tak zastanawiam to:
      korzystamy max z 2 komputerow.
      filmow na DVD nie ogladamy juz wogole
      wideo...juz lepiej nic nie mowic.
      Uzaleznienie od TV, akurat w moim przypadku nie,bo ogladam moze 2 godziny
      dziennie i to z przerwami. Raczej internet. I wieci eco marze o tym zeby wrocic
      do czysow bez internetu, TV i wideo.

      Dlatego niedlugo zamierzamy kupic dom w RPA i wyniec sie z tego halasu.

      camel
      • Gość: P.S.J. Re: MASZ NIESTETY RACJE IP: *.itpp.pl 17.11.03, 11:22
        Albo masz słabą psychikę, albo... no sam nie wiem. Jeśli nie masz co zrobić z
        monitorem, DVD czy innym badziewem, sprzedaj to (uda ci się, myślę, nawet w
        parę dni), a zarobione w ten sposób pieniądze przeznacz na książki, obrazy,
        wyjazd w góry... cokolwiek na co masz W TEJ CHWILI ochotę (no dobra, nie na
        flaszkę i nie na damy lekkiej konduity :)).I ty będziesz szczęśliwszy, i ten,
        co o DVD marzy, a od ciebie taniej kupi.
    • Gość: P.S.J. Re: Co sądzicie o konsumpcyjnym stylu życia? IP: *.itpp.pl 17.11.03, 11:19
      > Czy nie szkoda Wam życia na osiąganie "sukcesu", czyli robienia kariery,
      > bezustannego dokształcania, wyścigu z konkurentami, pracy x 1000, pięcia po
      > szczeblach, zdobywania uznania u pracodawców? Czy szczęście w życiu, Waszym
      > zdaniem, mierzy się zarobionymi pieniędzmi liczbą zakupionych produktów?

      Owszem, szkoda. gdyby płacono mi za działalność taką, na jaką mam ochotę, (np.
      pisanie, albo filozofia, albo... well, sam wpisz, co lubisz robić) z pewnością
      oddałbym się temu zajęciu. Niestety, by zarobić na utrzymanie, musze wykonywać
      pracę zupełnie mnie nie satysfakcjonującą. Szczęście w życiu NIE mierzy się
      pieniędzmi, ale bez nich można być bardzo nieszczęśliwym, np. nie mając
      mieszkania. W kupowaniu produktów nie ma nic złego, było to czynione od czasów
      prehistorycznych niemalże, w dodatku mechanizm popyt-podaż reguluje ceny owych
      produktów na rozsądnym poziomie. Fakt, mechanizmy reklamy zafałszowują nieco
      ceny dyktowane podażą-popytem, napędzając sztucznie ten ostatni.

      > Czy nie przeszkadza Wam, że nasza cywilizacja bogaci się na krzywdzie innych
      > społeczeństw

      Nie. W chwili obecnej nie ma zunifikowanej "cywilizacji zachodu",
      korzystającej z sobie tylko znanych dóbr czy umiejętności. Co więcej, w każdym
      społeczeństwie są dziś jednostki niemal omnipotentne, które wykorzystując
      innych bogacą się i "uciskają". Myślisz, że jak 90 % zabawek jest robionych w
      Chinach w warunkach niemal gułagu, to nie ma bogatych Chińczyków, którzy mogą
      sobie pozwolić na wszystko?

      > że nowoczesne produkty, tworzone tak, by po 5 minutach się
      > zepsuły, wytwarzane są bez szacunku dla przyrody, kosztem miliardów ton
      > śmieci?

      Śmieci nie, ot, widać, koszta produkcji. Parę wieków temu Anglicy dla hodowli
      owiec wycięli prawie wszystkie lasy na swej wyspie, i nikt nie narzekał wtedy
      na brak szacunku dla przyrodu - ergo, kiedyś wcale nie było lepiej. Fakt, że
      obecna produkcja to buble, (gdzie te meble, co starczały na sto, ba, dwieście
      lat intensywnego użytkowania?), co MNIE osobiście przeszkadza. Z drugiej
      strony, przeciętny człowiek może sobie pozwolić na więcej, niż 100 lat temu.

      > Czy nie czujecie wszechobecnego, postępującego zniewolenia, coraz
      > większych możliwości inwigilacji, manipulacji (moda, reklama, marketing,
      > tendencje, massmedia). Czy nie męczy was natłok informacji (zbyt intensywny
      > dla istoty ludzkiej - "technostres", "przesycenie").
      > Czy zdajecie sobie sprawę, że żyjąc w dużym mieście NIE JESTEŚCIE W STANIE
      > MYŚLEŚ SAMODZIELNIE?

      Przesadzasz. Głupi nawet na wsi nie będzie myślał samodzielnie (za niego
      zrobią to cwańsi sąsiedzi, proboszcz, sołtys...) Natłok informacji JEST
      problemem, ale od tego mamy mózgi, by opracować sobie sprawną strategię
      filtracji. Massmedia nie są przekleństwem, reklama towarzyszy nam od czasu
      gospodarki pieniężnej, jak nie wymiennej (a targowanie się to nie reklama?),
      moda także jako żywo co najmniej od średniowiecza jest obecna.

      > Czy nie przeszkadza wam ciągłe obniżanie się poziomu kultury, a raczej już
      > rozrywki? Czy nie drażni was nadprodukcja kultury, zwiększająca się rzesza
      dj-
      > ów o żadnych umiejętnościach muzycznych i żenującym poziomie intelektualnym,
      > że o gwiazdach pop-u i filmach z hollywood nie wspomnę?

      Taka kultura, jak jej twórcy. Widać po schyłkowej twórczości artystycznej
      końca XIX i początku XX wieku (zmianieryzowanej zresztą okrótnie) przyszedł
      czas na "Mroczne Wieki" sztuki. Jak to już co najmniej w naszej cywilizacji
      było z 4 -5 razy. Lekko licząc.
      • Gość: ketiw1 mylisz się IP: 195.116.99.* 17.11.03, 14:16
        wierzysz w większość rzeczy które słyszyszs, a które tworzone są na użytek
        naszych systemów, mimo, iż jesteś inteligentnym człowiekiem. odpowiem ci pewnym
        artykułem. ustosunkuj się jeśli masz ochotę:


        Co złego jest w konsumpcjonizmie?

        --------------------------------------------------------------------------------

        "Rodzaj ludzki jest nienasycony w swej chciwości" - Arystoteles
        Konsumenckie społeczeństwo nie jest w stanie dać nam obiecanego spełnienia
        poprzez dostarczenie dóbr materialnych, ponieważ pragnienia człowieka są
        niemożliwe do zaspokojenia; potrzeby człowieka są określane przez
        społeczeństwo, a prawdziwe źródło osobistego szczęścia leży gdzie indziej.
        Faktycznie siła społecznych relacji oraz sposób i jakość spędzania wolnego
        czasu - obie te rzeczy są podstawowymi determinantami szczęścia w życiu - jawią
        się zarówno, jak i zanikające jak i równocześnie coraz droższe w klasie
        konsumentów. Wydaje się, że konsumenckie społeczeństwo próbuje nas ulepszyć
        poprzez zwiększanie naszych dochodów. Alan Durig - "Ile oznacza jakość?"

        Jakim interesującym cyklem jest nasze życie! Przeciętny obywatel "pierwszego
        świata" kultywuje zamiłowanie, czy wręcz obsesję na punkcie dóbr materialnych.
        Ale poprzestanie na tym byłoby dużym niepowodzeniem. Typowy konsument żyje pod
        presją ciągłego pragnienia zdobywanie coraz to nowych przedmiotów, wyższych
        form technologii i to stawia go w dość kłopotliwej sytuacji. Przede wszystkim,
        pomijając kwestię duchowej pustki, która jest nieodłączną częścią stylu życia
        naszych nieświadomych przyjaciół, muszą oni pracować przez większość czasu, aby
        sprostać temu, czemu tak naprawdę sprostać nie można.

        Być może największą ironią w tym całym cyklu "praca - konsumpcja - praca" jest
        to, że ludźmi, którzy naprawdę czerpią z tego korzyści są tylko "ludzie na
        szczycie"; w rzeczywistości jest tak, że konsumenci przez całe życie są
        zniewoleni przez tych kilka osób. Ale nie to jest tą ironiczną częścią -
        najbardziej ironiczne jest to, że nie potrzebujemy większości tego, co za
        wszelką cenę usiłują nam wcisnąć korporacje, zaspakajają one nasze rzekome
        potrzeby sztucznie stworzone właśnie przez tę elitę ludzi, którzy są na
        szczycie. Więc jak naprawdę działa ten mechanizm? Pewne osoby (zazwyczaj jest
        ich niewiele) sztucznie zapoczątkowuje zapotrzebowanie na dany produkt, inni
        pracują dla nich, by zarobić pieniądze na kupienie tego właśnie produktu,
        następnie kupują go, czują pustkę, pragną czegoś innego i tak powstaje błędne
        koło. Taki stan umysłu jest niczym innym jak dobrowolnym zniewoleniem i może
        być określony tylko jako niepoczytalność!

        Co inicjuje i napędza konsumpcjonizm?
        Konsumpcjonizm - czyli przekonanie, że im więcej tym lepiej, i że dobra
        materialne są w stanie ulepszyć nasze życie - nie ma korzeni w żadnych
        rzeczywistych ludzkich potrzebach, dlatego też musiał zostać sztucznie
        stworzony przez społeczeństwo. Jeszcze pięćdziesiąt lat temu niepohamowany
        konsumpcjonizm był charakterystyczny tylko dla najbogatszych klas społecznych,
        ale rozprzestrzenił się z niesłychaną szybkością porywając średnie, a nawet
        niższe klasy uprzywilejowanych narodów.

        Społeczeństwo wpaja każdemu z nas zawiść o to, co fizyczne, atrakcyjne. Dlatego
        też szybko powstaje u nas pewnego rodzaju obsesja na punkcie tych obiektów - ta
        odmienna uwaga zastępuje racjonalność i instynkt. Profesor Uniwersytetu w
        Harvardzie Juliet B. Schor tłumaczy w swojej książce "Przepracowana Ameryka": -
        "Satysfakcja czerpana z konsumpcji zazwyczaj bywa krótkotrwała. Dla wielu może
        stać się rodzajem nałogu. Tak jak ludzie uzależnieni od narkotyków wykazują
        coraz większą na nie tolerancję tak konsumenci potrzebują coraz większych
        dawek, aby osiągnąć określony punkt zniewolenia."

        To wszystko byłoby proste, w oczach ludzi zarządzających korporacjami, gdyby
        konsument mógł kupić pewien określony produkt i zaspokoić swoje pragnienia.
        Plany, co do dalszych zysków mogłyby na dobrą sprawę zostać wyrzucone przez
        okno a mechanizm, na który tak bardzo liczyły elity zostałby zniszczony na
        zawsze. Oczywistą odpowiedzią na takie zagrożenie jest stwarzanie coraz
        większych spostrzeganych przez nas potrzeb - tu właśnie pojawia się reklama.

        Gdyby ktoś powiedział: "Reklama jest jednym wielkim spiskiem korporacji mającym
        na celu kontrolowanie umysłów" mógłbyś wziąć go za bredzącego lunatyka, który
        odkrył "jeszcze jeden" spisek. Korporacje płacą ogromne pieniądze agencjom
        reklamowym, które szkolą profesjonalistów, którzy później mają nabrać nas tak,
        byśmy kupili wszystkie bezwartościowe śmieci. Oni wiedzą, że seks się
        sprzedaje, że migające reklamy działają, i że ludzie ślepą podąża za tymi
        trendami. Ile reklam telewizyjnych na przykład przedstawia nam logiczne i
        przekonywujące dowody na to, że powinniśmy kupić produkt A? Reklamy telewizyjne
        nigdy nie będą odwoływać się do twojego rozsądku. Agencje reklamowe wiedzą, że
        łatwiej jest przekonać ludzi żeby kupili dany produkt, którego prawdopodobnie
        nie potrzebują, ani nawet nie chcą, jeśli się ich oszuka a nie, jeśli
        przedstawi się mu racjonalne argumenty. Alan During z Worldwatch Institute
        twierdzi: - "Tworzenie potrzeb jest ogromnym globalnym przedsięwzięciem. Przez
        ostatnie cztery dekady reklama jest jednym z najszybciej na świecie
        rozwijających się działów gospodarki. W Stanach Zjednoczonych wydatki na ten
        cel wzrosły z 198$ na osobę w 1950 roku do 495$ w 1990. W międzyczasie globalne
        wydatki na reklamę wzrosły z mniej więcej 39 miliardów $ w 1950 do 247
        miliardów w 1988 i rosną szybciej niż wydajność gospodarki."

        "[w 1920 roku] po raz pierwszy zaczęto używać reklamy jako psychologicznej
        broni przeciwko konsumentowi. Odkryto skuteczność reklam wywołujących strach.
        Bez listeryny, Postum czy Buicka konsument(ka) zostanie starą panną, padnie
        ofiarą jakiejś straszliwej choroby lub zostanie pominięta przy dawaniu awansów.
        Reklama wytworzyła silne powiązanie pomiędzy produktem, a czyjąś osobowością. W
        końcu zaczęła obiecywać wszystko - od poczucia własnej wartości do pozycji,
        przyjaźni czy miłości."

        Co więc napędza konsumpcjonizm? On napędza się sam! Jak zauważył ekonomista
        John Kenneth Galbraith, przemysł, by maksymalizować zyski musi "tworzyć
        pragnienia, które muszą zostać zaspokojone". Mentalność, której nam potrzeba,
        by żyć w ten sposób, by gromadzić więcej, więcej i więcej - to uzależnienie.
        Ponadto, wpędza nas w to błędne koło, czujemy się zmuszeni by nadążać za ciągle
        rosnącym popędem do gromadzenia przedmiotów, tak samo jak do tego by nie
        pozostawać za innymi w zdobywaniu najnowszych technologii i wynalazków.

        Co takiego niewłaściwego jest w konsumpcjonzimie?
        Jak to się zaczyna? Powodów jest wiele, można je jednak podzielić na trzy
        główne kategorie:

        1. Jednostka
        Mentalność konsumentów sprawia, że stajemy się pionkami korporacji - stajemy
        się zależni od (z reguły złych) instytucji, które sprawiają, że czujemy
        się "szczęśliwi". Jakie absurdalne jest to, że tak wielu ludzi, którzy wiedzą o
        tym, że korporacje są amoralne (są amoralne w przeciwieństwie do niemoralne,
        ponieważ w przypadku korporacji zaślepionych osiąganiem jak największych zysków
        nie można mówić o jakiejkolwiek moralności), mimo to wpycha swoje ciężko
        zarobione pieniądze do kieszeni tej panującej klasy za każdym razem, gdy
        wybiera się na zakupy dla rozrywki. Za każdym razem, kiedy podświadomie
        pozwalamy się zniewolić bezsensownym reklamom telewizyjnym czy tablicom z
        plakatami reklamowymi, na których widnieją kobiety w bikini, rezygnujemy z
        naszej świadomości na rzecz biznesu.

        Ktoś powie na to: "Dajcie spokój, ludzie zawsze byli chciwi, to nic nowego".
        Nic bardziej błędnego. Alan During pisze: - "Pomiędzy rokiem 1967 a 1990
        procent Amerykanów uczęszczających do collage'u, którzy uważają, że
        najważniejsza jest "bardzo dobra pozycja finansowa" wzrósł z 44 do 74 procent.
        Pr
        • Gość: ketiw1 Re: mylisz się- ciąg dalszy IP: 195.116.99.* 17.11.03, 14:22
          Konsumenci wiec narażeni są na to, że zostaną napiętnowani przez społeczeństwo
          jako osoby, które nie mają wystarczająco dużo pieniędzy by zrobić to czy tamto."

          Oczywiście kwestia środowiska znaczy dla tych ludzi bardzo niewiele, czy wręcz
          nic. Żyją oni w kompletnej opozycji do naturalnej równowagi - jak możemy
          oczekiwać od nich, że będą szanowali życie w zgodzie z naturą?

          2. Wspólnota
          Wspólnota wydaje się być naturalną dla ludzi strukturą społeczną - jasne jest,
          że nie czujemy się najlepiej żyjąc jak pustelnicy z dala od innych ludzi. Aby
          mógł istnieć rząd, który pozwoli na w pełni wolne społeczeństwo - musi on
          respektować naturalny porządek, a małe komuny są nieodzowne. Znaczenie
          jedności, poczucia szczególnej więzi, które istniało we wspólnotach zostało
          zniszczone przez konsumencką mentalność. During twierdzi: "Tak jak więzi
          rodzinne, tak również zaniknęła gospodarka komunalna - została zniszczona pod
          ślepym naporem gospodarki pieniężnej. Zakupy, centra handlowe, autostrady
          i "komiksowość" zastąpiły nam dawne małe sklepiki, lokalne restauracje, teatry
          w sąsiedztwie - te rzeczy, które pomagały kształtować własną indywidualność i
          poczucie solidarności. Tradycyjne społeczności są wszystkim, ale te tradycje
          wygasają w niektórych nacjach. W Stanach Zjednoczonych zanik lokalnej
          gospodarki posunął się o wiele dalej, wiele dzielnic to nic więcej poza
          miejscami do spania, a sąsiedzi dzielą ze sobą tylko wypożyczalnie video i
          markety."

          Brytyjscy naukowcy Carl Gardner i Julie Shepard dodają: "Centra miast, niegdyś
          naturalne skupiska ludzi, którzy żyli i pracowali w nich zatraciły swoją
          indywidualność i wszelkie powiązania ze swoją, tylko dla nich charakterystyczną
          przeszłością. Teraz są to tylko bardzo wierna kopie kilkudziesięciu innych
          miejsc rozsianych po całym kraju. Po za godzinami, w których czynne są sklepy…
          wiele centrów miast i miasteczek, w rezultacie swej ))monokulturowości((
          zamienia się w zamknięte, jałowe i pozbawione życia przestrzenie."

          Konsumpcjonizm, ponieważ kładzie taki nacisk na dochody jednostki, wywołuje
          zażartą rywalizację. Jakakolwiek współpraca postrzegana jest jako przyczyna
          słabości w tym świecie rządzącym się prawem "człowiek człowiekowi wilkiem". To
          przekonanie oparte jest na ignorowaniu faktu, że wszystkie pomyślnie i bujnie
          rozwijające się społeczności - na przykład tubylcze plemiona - z konieczności
          funkcjonowały w oparciu o zasady współpracy i współposiadania.

          Generalnie, jakiekolwiek poczucie szczęścia spowodowane posiadaniem czegoś
          wynika nie z samej natury tegoż przedmiotu, ale ze statusu, jaki zapewnia bycie
          jego właścicielem. To znaczy, że ludzie są skupieni nie tyle na przedmiotach,
          które posiadają, ale na tym fascynującym uczuciu, że dzięki nim są lepsi niż
          inni. Badania psychologiczne przeprowadzone w społecznościach
          charakteryzujących się dużym zróżnicowaniem poziomu życia, takich jak
          społeczeństwa Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Izraela, Brazylii czy
          Indii wykazały, że ci, których dochody plasują ich na szczycie czują się
          znacznie szczęśliwsi niż ci sytuowani gorzej, a klasa średnia ma tendencje do
          tego, by czuć się szczęśliwsza niż klasa niższa, ale tylko w kwestiach
          społecznych. Francuski filozof Jacques Rousseau pisze: - "Udowodniłbym, że
          gdyby ktoś widział garstkę potężnych i bogatych ludzi pławiących się w
          dobrobycie i zbytkach podczas, gdy masy uginają się pod brzemieniem ubóstwa i
          cierpień, to działoby się tak dlatego, że ci pierwsi przywiązują wagę do
          rzeczy, które zapewniają im rozrywkę tylko w takim stopniu w jakim robią to ci,
          którzy są tego pozbawieni; i ponieważ bez zmian ich położenia przestaliby być
          szczęśliwi gdyby inni ludzie nagle przestali cierpieć".

          Wyższa klasa w Brazylii na przykład twierdzi, że jest mniej więcej tak samo
          szczęśliwa jak wyższe klasy w Stanach Zjednoczonych, pomimo znacznej różnicy w
          ich przychodach. Różnice w poziomi "szczęścia" w danych społeczeństwach
          przypuszczalnie istnieją, dlatego, że wyższa klasa sama stawia się ponad
          niższymi i czuje się lepsza. Oczywiście ta różnica w poczuciu "szczęścia"
          będzie istniała tak długo jak długo klasa średnia będzie dążyła do tego samego
          celu, co klasa wyższa - zarobienia tak dużo jak to tylko możliwe - ponieważ
          klasa średnia nie odnosi aż takich sukcesów w jego realizacji jak klasa wyższa.
          Gdyby klasa średnia przestała dążyć do tak bezwartościowego celu z pewnością
          zaczęłaby postrzegać swoje życie jako o wiele bardziej szczęśliwe i pełniejsze
          niż płytkie i puste życie bogatych.

          Konsumpcjonizm dzieli społeczeństwa na klasy i prowadzi do bezlitosnej walko o
          jak największe przychody. Żadna egalitarna wspólnota nie może zaistnieć w tym
          świecie gdzie dominuje bezmyślna rywalizacja. Wszechobecny materializm
          przekazywany z pokolenia na pokolenie w uprzywilejowanych nacjach oddziela nas
          od wartości wspólnoty, ponieważ komercyjny sposób myślenia stawia na pierwszym
          miejscu przedmioty i wytwory najnowszej technologii. I znowu, co nie jest żadną
          niespodzianką, społeczeństwo opętane ideą gromadzenia pieniędzy nie przywiązuje
          najmniejszej wagi do duch wspólnoty czy ochrony naszej Matki Ziemi.

          3. Nasz Dom, Ziemia
          Jest to rzecz dość spora, choć bardzo prawdopodobna, że szeroko
          rozprzestrzeniony konsumpcjonizm jest jednym z czynników najbardziej
          niszczących równowagę na Ziemi. Na niezliczonych poziomach proces wytwarzania
          nie potrzebnych dóbr konsumenckich jest odpowiedzialny za ciągłe niszczenie
          integralności, piękna i stałości tej planety.

          By wyprodukować jakiś zbyteczny produkt, powiedzmy dodatkową parę spodni dla
          nadającego za modą klienta Ziemia musi cierpieć. Bawełna musi być uprawiana na
          polach, których istnienie okupione jest wycinaniem i spaleniem lasów.
          Przetworzenie bawełny wymaga odpowiedzialnych urządzeń a do transportowania jej
          statkiem do fabryki jest potrzebne paliwo. Student Cornell w tak czarujący
          sposób określił swój materializm: "Moi rodzice są zadowoleni ze swojego stylu
          życia. Ale mi to nie wystarcza." Absolwenci liceów przebadani pomiędzy 1976 a
          1990 rokiem wykazywali coraz mniejsze zainteresowanie "poszukiwaniem celu w
          życiu" i zwiększającą się chęć zdobywania przedmiotów, które oferuje
          konsumenckie społeczeństwo. Liczba studentów, którzy uznali "posiadanie jak
          największej ilości pieniędzy" za "niezwykle ważne" wzrosła z mniej niż połowy w
          1977 roku do niemal dwóch trzecich w 1986. Posiadanie pieniędzy stało się celem
          numerem jedne dla absolwentów liceów.

          Dla każdej spostrzegawczej osoby było to jasne od lat. Wystarczy tylko zwrócić
          uwagę na absurdalne sumy, które młodzież i coraz częściej dzieci wydają na
          markowe ubrania i inne artykuły. Dosłownie setki dolarów są marnowane na te
          stworzone przez korporacje wyznaczniki statusu - tylko po to by zaszufladkować
          konsumenta jako zwolennika jakiejś korporacji, (która prawdopodobnie
          wielokrotnie złamała przepisy dotyczące ochrony środowiska, praw człowieka).

          W Stanach Zjednoczonych nie ma żadnych przepisów, które mogłyby wpłynąć na
          zahamowanie gwałtownego wzrostu wartości konsumpcji. Inne kraje świata również
          zostały wciągnięte w wir masowej konsumpcji próbując dorównać Stanom
          Zjednoczonym, od efektów aż robi się niedobrze. Niemiecki reklamy na przykład
          zachęcają ludzi do "Kupienia Marlboro", "Spróbowania Westów". W chwili, gdy to
          czytasz McDonald's nieustannie rozwija się i zaczyna wprowadzać swój fast food
          do krajów Trzeciego świata, Japonia pomimo swej dawniejszej niechęci szybko
          stała się Mekką materializmu i konsumpcji. Pewien zdegustowany japoński student
          zauważył: "Japońscy ludzie są bardzo dobrze sytuowani materialnie, ale jeśli
          chodzi o ich wnętrze… Nigdy nie mamy czasu na to by odnaleźć siebie czy to,
          czego rzeczywiście powinniśmy szukać w życiu." W niektórych kręgach społecznych
          Japonii sushi pakowane w złotą folię czy ubranka dla psów wy
          • Gość: ketiw1 Re: mylisz się- część III IP: 195.116.99.* 17.11.03, 14:30
            wykonane z futer norek wywoływały falę entuzjazmu, w innych z pewnością
            wzbudziły niesmak i obrzydzenie.

            Dla tych, którzy wybrali konsumencki styl życia, życie jest
            zdradliwym "wyścigiem szczurów", pogonią za pieniędzmi i przedmiotami, by w
            końcu osiągnąć wysoką pozycję społeczną. Jednostka, która wybiera konsumencki
            styl życia zostaje na zawsze skazana na niewolnicze uzależnienie od pracy. Jej
            dni będą pasmem nieustających stresów i niepokoju. Niepowtarzalne jednostki
            staną się niczym więcej niż producentami dóbr konsumenckich czy osobami
            świadczącymi usługi. Pozwalamy innym czerpać zyski z naszego cierpienia, nudy
            czy nieszczęścia. Po długim, wyczerpującym dniu pracy, zbyt wyczerpany
            produkowaniem dla systemu konsument sadowi się przed telewizorem, być może
            zapychając się obiadem z mikrofalówki! Ten dzień został stracony - nie było w
            nim czasu na relaksem spacerowanie i podziwianie natury, cieszenie się
            posiłkiem, siedzeniem pod drzewem i czytanie, odwiedzanie rodziny czy
            przyjaciół, czy te z oddanie się jakiejkolwiek innej prostej przyjemności,
            która może dać nam życie. Dlaczego decydujemy się na to szaleństwo? Jeden
            bankier z Wall Street powiedział o tym szczerze: - "zarabianie pieniędzy ma
            taką wartość, jaką sami mu nadamy".

            Szybciej, szybciej, więcej, więcej! To stało się mottem życiowym cywilizacyjnej
            osoby. Psycholog Robert Levine z Uniwersytetu Stanowego w Kalifornii badał
            tempo codziennego życia w sześciu krajach. Mierzył wszystko od szybkości
            chodzenia po ulicach miast po szybkość mówienia urzędników pocztowych, chcąc w
            ten sposób udowodnić, że tempo życia rośnie wraz z postępującą industrializacją
            i orientacją na konsumpcję w danym państwie. Rzecz jasna japońscy mieszkańcy
            miast robili wszystko najszybciej. Zaraz za nimi znaleźli się Amerykanie,
            Anglicy, dalej mieszkańcy Tajwanu i Włoch, na końcu zaś Indonezji. Badania
            profesora Levine'a pokazały to, z czego wielu doskonale zdawało sobie sprawę:
            im zamożniejszy kraj tempo życia w nim większe.

            Więcej niż dwie trzecie amerykańskiej populacji stwierdza, że "cieszyłoby się
            gdyby przywiązywano mniejszą uwagę do pieniędzy". Jednak zachowanie tych ludzi
            jest w dużej mierze niezgodne z pragnieniem, by mieć mniej materialistycznie
            zorientowane życie. Wielu pracuje tak intensywnie, że po pewnym czasie praca
            staję się torturą, a robią to tyko po to, by potem móc "robić zakupy do
            upadłego". Prawdopodobnie powodem tej sprzeczności jest to, że ludziom tym
            wpojono pewien sposób myślenia, przekonanie, że aby być "szczęśliwym" trzeba
            zarabiać ogromne sumy bezużytecznych pieniędzy. Woleliby raczej żyć prościej,
            ale nie potrafią zakwestionować przekonań, które pierwotnie postawiły ich w tak
            niefortunnej sytuacji. To po prostu zbyt wielki problem. Prawdopodobnie skończą
            oni jako robotnicy w fabrykach, które zbudowano tam gdzie kiedyś rosły lasy,
            jakkolwiek zbyt szybko mkniemy po drodze "postępu" by przejmować się tym. Te
            fabryki wymagają ogromnej ilości "surowców" do produkcji i z pewnością
            zanieczyszczają otaczający ekosystem ogromnymi ilościami odpadków. Do produkcji
            spodni potrzebne są chemiczne barwniki i prawdopodobnie inne sztuczne
            składniki. Spodnie muszą zostać statkiem dostarczone do magazynu, który
            najprawdopodniej jest częścią centrum handlowego - instytucji samej w sobie
            złej (czy wiedziałeś, że w Stanach jest więcej wielkich centrów handlowych i
            supermarketów niż szkół?). Ktoś musi być w tym sklepie żeby sprzedawać spodnie
            naszemu nadążającemu za modą przyjacielowi; ta osoba cierpi z powodu
            faktycznego, trwającego cale życie zniewolenia przez te harówkę.

            Co najważniejsze, ta osoba, która dostała wreszcie swoją parę spodni (której
            nie potrzebowała) jest o jeszcze jeden krok dalej w szacunku dla natury. Dalej
            obwarowuje się wartościami tego zepsutego społeczeństwa i co za tym idzie
            odrzuca wszelkie wartości Matki Natury. To po prostu niemożliwe kochać i czcić
            Naturę i życie, równocześnie planując swoje życie, tak by zapewnić sobie
            optymalne warunki do maksymalnej konsumpcji. Obsesja na punkcie dóbr
            materialnych to policzek dla życia w zgodzie z naturą - to coś więcej niż tylko
            duchowe ubóstwo.

            Każdego roku Amerykanie wyrzucają 2,7 miliarda baterii, 183 miliony żyletek,
            140 milionów metrów sześciennych folii, w którą pakowane są np. orzeszki, 350
            milionów pojemników po farbach spray'u. Pewna fabryka w Maryland produkuje
            kasety video - są zaprojektowane tak by wyrzucić je po 5 - 10 odtworzeniach. Od
            kiedy wybór danego produktu w dużej mierze uzależniony jest od reklamy, ludzie
            przywiązują coraz mniejszą uwagę do jego wartości. Półki sklepowe zapełnione są
            tanimi, kiepskimi produktami celowo wykonywanymi tak, by albo szybko wymagały
            naprawy, albo zastąpienia nowymi. Takie produkty zapełniają nasze wysypiska
            śmieci po brzegi. Tylko sami Amerykanie rocznie wyrzucają 7,5 miliona
            telewizorów. W tym kraju również wyrzuca się 280 milionów gumowych opon
            rocznie, tylko jedna czwarta z nich jest ponownie przetwarzana. Takie
            przetworzone opony mogą być wykorzystywane do produkcji wielu użytecznych
            rzeczy, takich jak na przykład wegańskie buty. Tylko niewielka ilość tego, co
            wyrzucamy ulega biodegradacji.

            Plastikowe opakowania, aluminiowe i wiele nadających się do ponownego
            przetworzenia produktów metalowych zaśmieca naszą ziemię, kiedyś nieskalaną
            przez człowieka. Nowocześni zindustrializowani ludzie są tak ślepi, że nie
            widzą, że ścieżka, która obrali wiedzie ich prosto do samozniszczenia.
            Zanieczyszczamy nasze domy i zatruwamy nasze ciała nazywając to postępem. Jako
            gatunek gwałtownie cofnęliśmy się do stanu zaburzonej równowagi i całościowej
            destrukcji i w dodatku pociągamy za sobą każdą roślinę i zwierzę. Kultury
            oparte na mrożonkach, serialach komediowych, lekkich drinkach, modnych
            dodatkach, przejażdżkach dla rozrywki i "jedzeniu" z Mcdonald'sa chce być
            uważana za rozsądną i sensowną. "Wolność wyboru" to słowa tak często powtarzane
            w konsumenckim społeczeństwie, jednak jest kilku, którzy zadają sobie pytanie
            czy naprawdę dano im jakiś wybór, czy też zostali na siłę nakarmieni śmieciami
            produkowanymi przez korporacje. Jakie społeczeństwo pozwala sobą manipulować,
            kontrolować swoje umysły (w końcu daje się wziąć podstępem), ślepo słucha
            reklam? Takie, które zboczyło z drogi i brak mu perspektyw. Prawdopodobnie to
            ten sam typ społeczeństwa, który jest tak owładnięty obsesją na punkcie
            zupełnie nieistotnych przedmiotów, że skończy sam skazując się na zniszczenie.
            Możemy zadać sobie następujące pytanie: - "Jaki byłby świat gdybyśmy zdołali
            pozbyć się konsumpcjonizmu?". Nie spędzalibyśmy większości dni uwięzieni w
            pracy. Cała ta żałosna struktura zniknęłaby - nie z dnia na dzień, ale wtedy,
            gdy ludzie przestaliby przejmować się zdobywaniem dóbr materialnych, nie byłoby
            już wtedy miejsca na kapitalizm. Nie czulibyśmy już, że to jacy jesteśmy jest
            kwestią drugoplanową w stosunku do tego ile posiadamy. Stosunki w rodzinach i
            wspólnotach poprawiłyby się ogromnie, tak jak poprawiłby się nasz stosunek do
            samych siebie. Nasze umysłu nie byłyby zaprzątnięte myślami o pieniądzach i
            chciwości, a zamiast tego byłoby pełne spokoju i błogości; nasz związki z
            Naturą niemal na pewno stałyby się o wiele silniejsze.

            W naszym nowo odnalezionym czasie, który wcześniej trwoniliśmy w jakiejś pracy,
            moglibyśmy zająć się tym, co jest ważne dla każdego z nas: przyjaciółmi,
            rodziną, ochotniczą pracą, podróżowaniem, czytaniem, ćwiczeniami, pisaniem,
            rozmyślaniem, odpoczywaniem, czymkolwiek. Najważniejsze jest to, że w tym
            czasie moglibyśmy robić to, co sprawia, że naprawdę czujemy się szczęśliwi, a
            nie to, czego nas nauczono, czemu powinniśmy być szczęśliwi. Jeśli oglądanie
            telewizji, jedzenie fast food'u naprawdę sprawia, że czujemy się szczęśliwi to
            dziwne jest to, że w dzisiejszym społeczeństwo jest tak wielu ludzie
            • Gość: ketiw1 Re: mylisz się- część IV, ostatnia IP: 195.116.99.* 17.11.03, 14:34
              cierpiących i niespełnionych.

              Sami musimy kontrolować swoje życie. Nigdy więcej szarlataństwa i oszustw
              korporacji. Trzeba również zauważyć, że błędem byłoby obwiniać tylko
              konsumpcjonizm za to, że naszą planetę zapełniły multikorporacje - musimy brać
              odpowiedzialność za swoje nawyki konsumpcyjne i zmienić je, musimy zadać sobie
              pytanie: "Czy naprawdę potrzebujemy tych wszystkich rzeczy, które próbuje się
              nam wcisnąć?" Podczas, gdy korporacje mogą próbować oszukiwać nas tak, byśmy
              akceptowali ich sztucznie stworzone "potrzeby". Ostateczny wybór, czy będziemy
              walczyć, czy też poddamy się temu obłędowi, należy do nas.


              • Gość: P.S.J. Błędy i wypaczenia a la USA IP: *.itpp.pl 18.11.03, 09:55
                Artykuł niezmiernie przypomina mi publikacje z lewicujących środowisk
                uniwersyteckich USA, że o publikacjach ATTAC'u (tak się to pisze?) nie wspomnę.
                Ale nie zgadzam się,i zgodzić nie mogę, z kilkoma zasadniczymi tezami tego
                tekstu (postaram się streścić):

                a) widzę tu tendencję do "personifikacji" owych złych_potwornych_amoralnych
                korporacji. Ale korporacja nie jest jakąś tajną organizacją, współczesną
                masonerią dążącą do realizacji sobie tylko znanych planów. Korporacja to po
                prostu zbiór firm zajmujących się różnymi segmentami rynku, zunifikowanych pod
                jednym kierownictwem, w celu uzyskania jak największych dochodów. A zbieranie
                dóbr materialnych, bogacenie się - to popędy towarzyszące WSZYSTKIM kulturom i
                WSZYSTKIM ludziom od ZAWSZE. Jeśli nie wierzysz, popatrz na znaleziska
                archeologiczne, chociażby na groby kultur pierwotnych - nawet wtedy ludzie
                otaczali się przedmiotami zbytku jako wyznacznikiem władzy, zaradności, siły
                czy rozsądku...

                Co za tym idzie, korporacje nie mogą oszukiwać, mataczyć czy manipulować. Tak
                samo, jak nie może tego zrobić dajmy na to: kopalnia, platforma wiertnicza,
                sklepik warzywny Pana Zbysia. (Owszem, dyrektor kopalni czy Pan Zbyś oszukiwac
                jak najbardziej mogą, ale to nie czyni z warzywniaka czy szybu kopalnianego
                złej istoty, prawda?)
                b) nie wierzę i nie przekonują mnie łzawe teorie o cierpiącej Matce Ziemi czy
                innej Uciemiężonej Naturze. Nie wierzę w tzw. "teorię Gai", Ziemia to po
                prostu skomplikowany ekosystem planetarny, inny, co nie znaczy lepszy, od
                setek innych planet w kosmosie - nawet tych pozbawionych życia (jak na razie
                nie wiemy, czy to reguła, czy po prostu jedna z możliwości). Żadne inne
                stworzenie poza człowiekiem nie ma tak zachowawczego i ogólnego spojrzenia na
                ekosystem planetarny - po prostu zabiera sobie siłą z lokalnego ekosystemu to,
                co jest jej potrzebne. Czy należałoby potępiać goryle z Kongo za to, że
                zjadają bezbronne banany, a niejeden bananowiec pewnie przez nie usechł? Nie
                wydaje mi się. A człowieka piętnuje się za to, że korzysta z tych dóbr
                materialnych (zasobów ziemi), które potrafi wydobyc i przetworzyć do jakiejś
                użytecznej formy.

                c) odmawianie człowiekowi możliwości JAKIEJKOLWIEK realizacji jego pragnień,
                która nie godzi w życie czy zdrowie drugiego człowieka, jest niemoralne i
                zakrawa na totalitaryzm. Jak więc można postulować zabronienie ludziom
                realizowania się nawet w tak prymitywny sposób jak konsumpcja?
                • Gość: ketiw1 PSJ _ DO CIEBIE IP: *.shl.pl / *.shl.pl 20.11.03, 14:08
                  a) korporacje to przedewszystkim ludzie, a oni (wspólnie) maja swoje interesy.
                  Nie znasz przypadków nacisków, manipulacji, wypracowywania monopolu przez
                  korporacje? To jak się trochę pointeresujesz, to poznasz. Nie powinniśmy się
                  chyba spierać o słówka - zła korporacja czy źli ludzie kierujący korporacją. To
                  dla naszych rozważań bez znaczenia. Na marginesie: czy nie słyszłeś nigdy by
                  ktoś mówił zła dobra,(nie) rzetelna,(nie) uczciwa firma?

                  b)jedno małe ale - goryle nie zakłócają równowagi w przyrodzie. My od pewnego
                  czasu robimy to nagminie, w coraz wielkiej skali i to stanowi zagrożenie dla
                  naszych potomków. (chyba, że większość naukowców pracujących nad tym
                  zagadnieniem celowo wprowadza nas w błąd). To fakt szeroko znany i tylko od
                  naszej mentalności (bo po mnie to choćby i potop, lub nie) zależy, czy to dla
                  nas problem.

                  c)nikt niczego nie zabraniał i nie odmawiał (popraw mnie jeśli się mylę), tylko
                  najwyżej namawiał lub pytał. po drugie nasz zachodni konsumpcjonizm (nie myl z
                  konsumpcją) powoduje wiele krzywd (jestem tego zdania, choć nie jestem fanem
                  teorii spisku) i niesprawiedliwości tego świata i ogranicza wolność wielu
                  jednostek (choć zawsze w takich kwestiach można powiedzieć: przesada)


                  pozdrawiam i dziękuję za kulturalną i wnikliwą wypowiedź
                  • Gość: P.S.J. Re: PSJ _ DO CIEBIE IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.11.03, 20:23
                    szybko a konkretnie:

                    ad a) Otóż korporacje to nie tylko źli prezesi czy inne dyrektory knujące złe
                    plany, ale przede wszystkim całe rzesze niżej wykwalifikowanych pracowników,
                    od sprzątaczek po prawników. Jeśli zabronimy działania korporacjom, to
                    uderzymy głównie w tych, którzy dla niej pracują, i praca ta jest ich głównym
                    źródłem utrzymania. Poza tym nie ma jasnych granic, gdzie kończy się "firma
                    prywatna" a zaczyna "korporacja".

                    ad b) nie chce mi się wierzyć, żeby wszystkie stworzenia poza człowiekiem nie
                    były w mniejszym czy większym stopniu "szkodliwe" dla swego ekosystemu.
                    Wszystko zależy od proporcji, a te ekosystem sam reguluje. Poza tym nie ma
                    czegos takiego, jak "martwa ziemia" - co najwyżej ekosystem przekształca się
                    może w mniej urokliwy (dla LUDZKICH oczu), ale zapewniający istnienie równie
                    licznym, choć INNYM formom życia. Nawet w okolicach Czarnobyla przyroda żyje i
                    się rozwija. W tej sytuacji tak, po mnie choćby potop. Zwłaszcza, że na Ziemi
                    było co najmniej parę potopów, i to bez ingerencji człowieka.

                    ad c) jestem przeciwny tezie, że to "ZACHODNI" konsumpcjonizm jest źródłem zła
                    tego świata. Możesz nie popierać takiej postawy, ale zapewniam cię, że
                    konsupcjonizm nie jest ani wynalazkiem kultury zachodu (europejsko-
                    amerykańskiej), ani zjawiskiem endemicznym dla naszego kręgu kulturowego. W
                    Afryce masz lokalnych satrapów - kacyków korzystających z życia pełnymi
                    garściami, w Azji masz niewyobrażalne fortuny oligarchów (zwłaszcza rosyjskich
                    i chińskich) otaczających się luksusem i przepychem wzorowanym(w przypadku
                    tych drugich) na czasach Cesarzy i czasach potęgi światowej Państwa Środka.
                    • Gość: ketiw1 Re: PSJ _ DO CIEBIE IP: 195.116.99.* 20.11.03, 21:25
                      nie zmienia to faktu, że korporację są kierowane przez garstkę możnych i mogą
                      czynić zło, a to próbowałeś zanegować. Różnica pomiędzy działaniem firmy a
                      korporacji polega w tym momencie tylko na skali działań i dostępnych środkach.
                      To, że głównym celem tych organizacji jest zysk, kłóci się nieraz z
                      humanitaryzmem, sprawiedliwością (czy tzw. czystą grą), troską o prawa
                      słabszych. Nie sądzisz? (Nie twierdzę, że nie ma wyjątków).

                      b) Wiesz, środowisko po czarnobylu, to chyba jednak nie najlepszy ekosystem z
                      ludzkiego punktu widzenia (chyba nie masz ochoty się przeprowadzić)? Czy alarmy
                      ekologów np. o katastrofalnych skutkach wycinania puszczy amazońskiej to tylko
                      bezpodstawna histeria? Dość ryzykowna teoria.

                      c)to, że konsumpcjonizm nie jest wynalazkiem zachodu nie zmienia faktu, że jest
                      on u nas bardziej wszechobecny i rozbuchany niż u którejkolwiek z pozostałych
                      cywilizacji. Staje się religią i potęguje się, rośnie do mało rozsądnych
                      rozmiarów. A co stanie się, gdy nie będziemy w stanie już więcej wchłonąć?
                      Załamanie gospodarki, czy kolejna wojna "mająca na celu zniszczenie
                      terrorystów", napędzi koniunkturę? To błędne koło. Niemcy już mają problem z
                      wchłonięciem wszystkiego co wyprodukują - przecież nie można co 2 tygodnie
                      zmieniać samochodu - żyją na stercie śmieci i martwią się tym.
    • wielki_czarownik Co sądzę? 17.11.03, 15:17
      Gość portalu: KETIW1 napisał(a):

      > Czy wogóle zastanawiacie się nad tym co chcecie osiągnąć, kim chcecie być,
      > czy wasze działania są ukierunkowane przez dominujące tendencje?

      Chcę być bogaty.

      > Czy nie szkoda Wam życia na osiąganie "sukcesu", czyli robienia kariery,
      > bezustannego dokształcania, wyścigu z konkurentami, pracy x 1000, pięcia po
      > szczeblach, zdobywania uznania u pracodawców?

      Nie. A co mam według Ciebie robić w życiu?

      Czy szczęście w życiu, Waszym
      > zdaniem, mierzy się zarobionymi pieniędzmi liczbą zakupionych produktów?

      Tak. A czym ma być szczęście? Wieczór z kumplami przy dobrym trunku w miłej atmosferze to nie jest szczęście? Jazda drogim samochodem to nie szczęście

      > Czy nie przeszkadza Wam, że nasza cywilizacja bogaci się na krzywdzie innych
      > społeczeństw,

      Nie.

      że nowoczesne produkty, tworzone tak, by po 5 minutach się
      > zepsuły,

      Tak

      wytwarzane są bez szacunku dla przyrody, kosztem miliardów ton
      > śmieci?

      Nie

      Czy nie czujecie wszechobecnego, postępującego zniewolenia, coraz
      > większych możliwości inwigilacji, manipulacji (moda, reklama, marketing,
      > tendencje, massmedia).

      Nie

      Czy nie męczy was natłok informacji (zbyt intensywny
      > dla istoty ludzkiej - "technostres", "przesycenie").

      Nie

      > Czy zdajecie sobie sprawę, że żyjąc w dużym mieście NIE JESTEŚCIE W STANIE
      > MYŚLEŚ SAMODZIELNIE?

      Naprawdę? A czemu?

      > Czy odczuwacie wypaczenie międzyludzkich relacji, wzajemne wykorzystywanie,
      > traktowanie jak towar?

      I co z tego?

      > Czy nie przeszkadza wam ciągłe obniżanie się poziomu kultury, a raczej już
      > rozrywki? Czy nie drażni was nadprodukcja kultury, zwiększająca się rzesza dj-
      > ów o żadnych umiejętnościach muzycznych i żenującym poziomie intelektualnym,
      > że o gwiazdach pop-u i filmach z hollywood nie wspomnę?

      Nie.

      > Czy jesteście w stanie, idąc za postulatami filozofii postmodernizmu,
      > zapomnieć o moralności, przyjmować każdą wygodną religię (na marginesie- nie
      > jestem wierzący), nawet jeśli jest "elementami buddyzmu zen połączonymi z
      > ćwiczeniami aerobowymi, astrologią i fegshui"?

      Jestem totalnym ateistą.
      • Gość: ketiw1 Re: Co sądzę? IP: 195.116.99.* 17.11.03, 15:38
        a ja ci powiem, że jesteś bezmyślnym, totalnie nieczułym ignorantem, który
        będzie nieszczęśliwy. Poczekaj, aż będziesz stary - nie będzie przy tobie
        nikogo, bo jak mowisz nie przeszkadza ci tereaz, że traktujesz ludzi jak towar -
        będziesz przeterminowany i pójdziesz na przemiał. Stwierdzisz, że nic w życiu
        ważnego nie zrobiłeś, kasę wydałeś i nie masz nic, przestraszysz się swojej
        moralności (a właściwie jej braku), bo zobaczysz, że twoje życie, które było
        wszystkim co miałeś, spędziłeś jak świnia przy żłobie. Nie pozostaniesz w
        pamięci ludzi, bo nigdy nic tak naprawdę nie będziesz znaczył. Jestem ciekawy,
        czy twoi "kupmle" są tylko do drinków, czy też do pomocy, gdy powinie ci się
        noga. Co zrobisz gdy nagle zbiedniejesz? Co ci pozostanie? Myślisz, że to
        niemożliwe? Czas pokaże.
        Myślisz, że jesteś inteligentny? To co mówisz dowodzi, że twój rozwój zatrzymał
        się na poziomie piętnastolatka (dosłownie). Twierdzisz, że drinki i samochód to
        szczęście? Otóż nie, to przyjemność - nie rozumiesz najprostszych pojęć,
        którymi operujesz. Szczęście jest długotrwałe i niezależne od zmiennych
        czynników zewnętrznych. Szczęście jest w tobie, nie na zewnątrz.
        Myślisz, że jesteś męski? A ja twierdzę, że jesteś pedalskim lalusiem-gogusiem,
        szpanerkiem, bezmyślnym eunuszkiem.
        Ktoś będzie miał mi za złe impertynencję? Trudno, są granice tolerancji, a
        ostre słowa pomagają czasem z takiech kluchy zrobić faceta, choć w ten
        przypadek jest chyba beznadziejny.
        • Gość: Co za impertynent Re: Co sądzę? IP: *.int.warszawa.sint.pl 17.11.03, 15:52
          Gość portalu: ketiw1 napisał(a):

          > a ja ci powiem, że jesteś bezmyślnym, totalnie nieczułym ignorantem, który
          > będzie nieszczęśliwy. Poczekaj, aż będziesz stary - nie będzie przy tobie
          > nikogo, bo jak mowisz nie przeszkadza ci tereaz, że traktujesz ludzi jak
          towar
          > -
          > będziesz przeterminowany i pójdziesz na przemiał.

          Tak wlasnie ma byc. Albo zgarnie sie teraz wiecej, albo inni zgarna, wtedy jest
          mozliwa taka przyszlosc jak szkicujesz : "Jak sie teraz nachapiesz, taka
          bedziesz mial emeryture"

          Stwierdzisz, że nic w życiu
          > ważnego nie zrobiłeś, kasę wydałeś i nie masz nic, przestraszysz się swojej
          > moralności (a właściwie jej braku), bo zobaczysz, że twoje życie, które było
          > wszystkim co miałeś, spędziłeś jak świnia przy żłobie.

          Moim zdaniem, to swinia przy zlobie jest zwierzeciem, a ja dzieki moim dobrom i
          pieniadzom, ktore moge kupowac i kupowac, jestem czlowiekiem.

          > Myślisz, że jesteś inteligentny? To co mówisz dowodzi, że twój rozwój
          zatrzymał
          >
          > się na poziomie piętnastolatka (dosłownie). Twierdzisz, że drinki i samochód
          to
          >
          > szczęście?

          Jesli rozum "woelkiego Czarownika" zatrzymal sie na wieku 15 latka , to cale
          szczescie ze w erze demokracji i tolerancji oraz kapitalizmu, bo Twoj zatrzymal
          sie na podobnym wieku, ale we wspolnocie pierwotnej.

          > Otóż nie, to przyjemność - nie rozumiesz najprostszych pojęć,
          > którymi operujesz. Szczęście jest długotrwałe i niezależne od zmiennych
          > czynników zewnętrznych

          Szczesciem jest moja przyjemnosc i jest we mnie ta przyjemnosc.

          > Myślisz, że jesteś męski? A ja twierdzę, że jesteś pedalskim lalusiem-
          gogusiem,
          >
          > szpanerkiem, bezmyślnym eunuszkiem.

          Chodzilo Ci o stosunek do Twojej wypowiedzi, czy do Twojego tylka?

          > Ktoś będzie miał mi za złe impertynencję?

          Tak, bo nie trzyma sie ona calosci Twojego wywodu, ale rozumiem, ze jestes
          zwyklym krzykaczem, wiec ze zrozumieniem oddaje Twoj los pod rece dobrego
          psychologa
          • Gość: ketiw1 Re: Co sądzę? IP: 195.116.99.* 17.11.03, 16:10
            a ja ci powiem, że jesteś głupszy od świni, bo świnia je, ponieważ nie ma nic
            innego do roboty, ty natomiast żeby się nażreć, musisz się najpierw sharować i
            wleźć w dupe swemu szefowi. Świnia nie myśli i ty też,bo robisz tak jak
            większość społeczeństwa - wszyscy u żłoba, to ja też. Co do twoich
            kontrargumentów to są żałośnie naiwne:Tak wlasnie ma byc. Albo zgarnie sie
            teraz wiecej, albo inni zgarna, wtedy jest
            >
            > mozliwa taka przyszlosc jak szkicujesz : "Jak sie teraz nachapiesz, taka
            > bedziesz mial emeryture"
            a co samotność to ci doskwierać nie będzie?. A jak stracisz oszczędności jakimś
            zrządzeniem losu (kradzież, wojna, kryzys, choroba) to ci nikt nie pomoże i
            życie w plecy.
            Jesli rozum "woelkiego Czarownika" zatrzymal sie na wieku 15 latka , to cale
            > szczescie ze w erze demokracji i tolerancji oraz kapitalizmu, bo Twoj
            zatrzymal
            >
            > sie na podobnym wieku, ale we wspolnocie pierwotnej.

            - tu żadnego argumentu nie widać, tylko wątpliwa teza - ja staram się moje
            zdanie popierać argumentami i zdaniem innych, czaropwnik mówi tylko - tak, nie,
            co to kogo obchodzi - litości godna indolencja intelektualna.

            "Szczesciem jest moja przyjemnosc i jest we mnie ta przyjemnosc"-
            Takie złote myśli to adresuj do petentów miejskiego szaletu nie do mnie
            buahahaha
            "Chodzilo Ci o stosunek do Twojej wypowiedzi, czy do Twojego tylka?"- chodziło
            mi o podejście do życia, inteligencji wulgaryzmem przedszkolnym nie zastąpisz
            • Gość: az szkoda pisac Re: Co sądzę? IP: *.int.warszawa.sint.pl 17.11.03, 16:31
              Gość portalu: ketiw1 napisał(a):

              > wleźć w dupe swemu szefowi

              Sam sobie jestem szefem.

              > a co samotność to ci doskwierać nie będzie?

              Za zgromadzona kase, kupie sobie jakas "cizie" nie martw sie o mnie.

              > A jak stracisz oszczędności jakimś
              > zrządzeniem losu (kradzież, wojna, kryzys, choroba)

              Moim zadaniem jest ja tak zabezpieczyc, zeby nie stracic. A jak strace, to mam
              nadzieje, ze jakos nadrobie (wreszcie starosc to nie wyrok). Jesli chodzi o
              chorobe, to przeciez nic sie nie stanie, jak bede umieral, bede mogl sobie
              powiedziec : wszystko co chcialem, mialem.

              > litości godna indolencja intelektualna.
              > inteligencji wulgaryzmem przedszkolnym nie zastąpisz

              I na tym nalezy skonczyc ta dyskusje, lepszej puenty do Twojego tematu nikt nie
              wymysli (mam nadzieje). Sam sobie odpowiedziales na zadany temat. Wiec po co ta
              klotnia??
              • Gość: ketiw1 Re: Co sądzę? IP: 195.116.99.* 17.11.03, 16:59
                > Sam sobie jestem szefem.
                więc włazisz kontrachentom
                Jesteś typowym przykładem konformisty, a więc człowieka, który nie myśli
                samodzielnie, bo jest z jakiegoś powodu za cienki - jeśli uważasz, że to
                nieprawda umotywuj. Z zakupioną cizią na starość będziesz pewnie bardzo
                szczęśliwy, zwłaszcza, kiedy zrozumiesz, że brzydzi się twoim starym,
                pomarszczonym cielskiem, ciekawe, czy zapiszesz jej swe "bogactwa" - jeśli tak
                to ciekawe, czy nie będziesz robił pod siebie ze strachu, że cię wykończy.
                Ciekawe, czy kiedyś nie zabraknie ci miłości, współczucia i prawdziwego
                zainteresowania. Ciekawe co zrobisz i kto się tobą zainteresuje naprawdę - a to
                da się wyczuć, gdy np swoim drogim samochodem przydzwonisz w drzewo.
                Co do zabezpieczenia twych "bogactw" to mówisz bzdury - jeszcze się taki nie
                znalazł, co by się zabezpieczył przed wszelkimi możliwymi zrządzeniami losu.
                Dlaczego odpowiadasz tylko na niektóre z moich pytań?
                Jesteś pewien, że będziesz mógł powiedzieć "wszystko co chcialem, mialem"? A mi
                się wydaje, że nie. Nie od dziś tęgie umysły twierdzą, że ucieczka w hedonizm
                nie prowadzi na dłuższą metę do szczęścia.
                Mówisz o najważniejszych problemach życiowych, choć nic tak naprawdę nie wiesz,
                nic nie czytałeś na temat konsumpcjonizmu,l poddajesz się ogólnej
                fali:przyjemnie, szybko, bez refleksji, ale ja twierdzę, że ci się ten fastfood
                wrzodami odwdzięczy na żołądku i duszy.

        • wielki_czarownik Hehehe!! Żałosny człowieczku. 17.11.03, 18:09
          Gość portalu: ketiw1 napisał(a):

          > a ja ci powiem, że jesteś bezmyślnym, totalnie nieczułym ignorantem, który
          > będzie nieszczęśliwy.

          A czemu?

          Poczekaj, aż będziesz stary - nie będzie przy tobie
          > nikogo, bo jak mowisz nie przeszkadza ci tereaz, że traktujesz ludzi jak towar
          > -
          > będziesz przeterminowany i pójdziesz na przemiał.

          Możliwe. Ale bardziej prawdopodobne, że będę zamożnym staruchem, który razem ze swoimi równie zamożnymi (i starymi) kumplami będzie jechał swoim Mecrem na sexturystykę do Rosji.

          Stwierdzisz, że nic w życiu
          > ważnego nie zrobiłeś, kasę wydałeś i nie masz nic, przestraszysz się swojej
          > moralności (a właściwie jej braku), bo zobaczysz, że twoje życie, które było
          > wszystkim co miałeś, spędziłeś jak świnia przy żłobie.

          Czy to źle? Kasa jest po to, by ją wydawać a życie po to by się nażreć.

          Nie pozostaniesz w
          > pamięci ludzi, bo nigdy nic tak naprawdę nie będziesz znaczył.

          I co z tego? Zależy ci na ludzkiej pamięci? Kompleksy jakieś?

          Jestem ciekawy,
          > czy twoi "kupmle" są tylko do drinków, czy też do pomocy, gdy powinie ci się
          > noga.

          Wszyscy się razem wspieramy w dojściu do bogactwa - jeden ciągnie drugiego, bo dzięki temu ten drugi pociągnie jego. Dlatego jesteśmy silni i nikt nam nie podskoczy.

          Co zrobisz gdy nagle zbiedniejesz? Co ci pozostanie? Myślisz, że to
          > niemożliwe? Czas pokaże.

          Możliwe. Ale jak zbiednieję to zacznę się dorabiać od nowa.

          > Myślisz, że jesteś inteligentny?

          Testy inteligencji wskazują, że tak.

          To co mówisz dowodzi, że twój rozwój zatrzymał
          >
          > się na poziomie piętnastolatka (dosłownie). Twierdzisz, że drinki i samochód to
          >
          > szczęście?

          A nie?

          Otóż nie, to przyjemność - nie rozumiesz najprostszych pojęć,
          > którymi operujesz. Szczęście jest długotrwałe i niezależne od zmiennych
          > czynników zewnętrznych. Szczęście jest w tobie, nie na zewnątrz.

          Bardzo ciekawe podejście. Ja preferuję jednak koncepcję Arystypa z Cyreny (435?366 p.n.e.) - twórcy hedonizmu. Dla niego szczęście jest tożsame z przyjemnością.

          > Myślisz, że jesteś męski? A ja twierdzę, że jesteś pedalskim lalusiem-gogusiem,
          >
          > szpanerkiem, bezmyślnym eunuszkiem.

          Ale skąd ten atak? Czy ja ci coś zrobiłem? Czemu się tak plujesz? Boisz się, że ktoś wyśmieje twe poglądy i dlatego reagujesz prewencyjną agresją? Zachowujesz się jak zwierze.

          > Ktoś będzie miał mi za złe impertynencję? Trudno, są granice tolerancji, a
          > ostre słowa pomagają czasem z takiech kluchy zrobić faceta, choć w ten
          > przypadek jest chyba beznadziejny.

          Nie ostre słowa a argumenty, a tych ci brakuje. Pozostaje tylko agresja pokazująca jaką jesteś niepewną siebie intelektualną miernotą.
          • Gość: ketiw1 Ja wam podskoczę IP: 195.116.99.* 17.11.03, 21:23
            wielki_czarownik napisał:


            > A czemu?
            Bo wyświechtany slogan "pieniądze szczęścia nie dają" ma 100% pokrycie w
            rzeczywistości, nie wierzysz, zobaczysz.
            >

            >
            > Możliwe. Ale bardziej prawdopodobne, że będę zamożnym staruchem, który razem
            ze
            > swoimi równie zamożnymi (i starymi) kumplami będzie jechał swoim Mecrem na sex
            > turystykę do Rosji.
            Nie to nie jest bardziej prawdopodobne, a nawet jeśli, to nie zazdroszczę tym
            co muszą zawsze płacić za kobietę. I tak będziesz sam, nawet jeśli będziesz
            miał na dziwki o wątp[liwym zdrowiu z byłego bloku wschodniego.
            >

            .
            >
            > Czy to źle? Kasa jest po to, by ją wydawać a życie po to by się nażreć.
            Czy to pewnik? moje życie służy innym celom, a zwierze które ma podobne cele do
            Ciebie już wymieniłem.

            >
            > I co z tego? Zależy ci na ludzkiej pamięci? Kompleksy jakieś?

            Po śmierci nie ma kompleksów. Tak zależy mi na ludzkiej pamięci, bo tylko ta po
            nas zostaje, a ja chcę coć zostawić.

            > Wszyscy się razem wspieramy w dojściu do bogactwa - jeden ciągnie drugiego,
            bo
            > dzięki temu ten drugi pociągnie jego. Dlatego jesteśmy silni i nikt nam nie
            pod
            > skoczy.
            Jeśli jedyne co was łączy, to lojalność w obliczu pragnienia bogactwa, to co
            zrobicie, gdy powstanie konflikt interesów. Ja wam podskoczę, bo jestem
            silniejszy.
            >

            > > Myślisz, że jesteś inteligentny?
            >
            > Testy inteligencji wskazują, że tak.
            Wątpie, nie wypowiadasz się jak inteligentna osoba.
            > To co mówisz dowodzi, że twój rozwój zatrzymał
            > >
            > > się na poziomie piętnastolatka (dosłownie). Twierdzisz, że drinki i samoch
            > ód to
            > >
            > > szczęście?
            >
            > A nie? Nie.

            > Bardzo ciekawe podejście. Ja preferuję jednak koncepcję Arystypa z Cyreny
            (435?
            > 366 p.n.e.) - twórcy hedonizmu. Dla niego szczęście jest tożsame z
            przyjemności
            > ą. Naszczęście mędrzec się mylił - dowód to przyczyna upadku cesarstwa
            rzymskiego - hedonizm, a po za tym linijka z encyklopedii nie robi na mnie
            wrażenia

            > Ale skąd ten atak? Czy ja ci coś zrobiłem? Czemu się tak plujesz? Boisz się,
            że
            > ktoś wyśmieje twe poglądy i dlatego reagujesz prewencyjną agresją? Zachowujesz
            > się jak zwierze.
            Zachowuje się jak człowiek nie mogący pojąć twego zezwierzeńcenia. Brak uczuć,
            który deklarujesz, jest cechą zwierząt, a nie mój atak. Jesteś babą, bo lubisz
            szpanować i dogadzać sobie, nie jesteś twardy - założę się.

            > Nie ostre słowa a argumenty, a tych ci brakuje. Pozostaje tylko agresja
            pokazuj
            > ąca jaką jesteś niepewną siebie intelektualną miernotą.
            To już zupełnie bez pokrycia, nie brak mi argumentów, odpowiem nim na każdy
            twój - próbuj. To twoje wypowiedzi brzmią "no i co?" "czy to źle" itd. A
            agresja wymierzona w przejawy bezmyślności nie jest niczym złym według mnie.
            Może jedyne co mam sobie do zarzucenia w tej rozmowie to to, że nie jestem
            wierny zasadzie "nie znęcaj się nad słabszymi".
            • wielki_czarownik Re: Ja wam podskoczę 17.11.03, 23:05
              Gość portalu: ketiw1 napisał(a):


              > Bo wyświechtany slogan "pieniądze szczęścia nie dają" ma 100% pokrycie w
              > rzeczywistości, nie wierzysz, zobaczysz.

              Nie wierzę.


              > Nie to nie jest bardziej prawdopodobne,

              Czemu? Znasz mnie? Znasz moje możliwości? Wiesz kim jestem? Może już tak jeżdżę?

              a nawet jeśli, to nie zazdroszczę tym
              > co muszą zawsze płacić za kobietę.

              A kto mówi, że zawsze?

              I tak będziesz sam, nawet jeśli będziesz
              > miał na dziwki o wątp[liwym zdrowiu z byłego bloku wschodniego.

              I co z tego, że będę sam? Może ja nie potrzebuję towarzystwa?


              > Czy to pewnik?

              Pewnik.

              > moje życie służy innym celom,

              Żyj sobie jak chcesz - ja twojego życia nie oceniam.

              a zwierze które ma podobne cele do
              >
              > Ciebie już wymieniłem.

              A człowiek to nie zwierzę?

              >
              > Po śmierci nie ma kompleksów. Tak zależy mi na ludzkiej pamięci, bo tylko ta ponas zostaje, a ja chcę coć zostawić.

              Ja chcę pozostawić duży spadek.


              > Jeśli jedyne co was łączy, to lojalność w obliczu pragnienia bogactwa, to co
              > zrobicie, gdy powstanie konflikt interesów.

              Nie powstanie, bo działamy w różnych sferach życia społecznego.

              Ja wam podskoczę, bo jestem
              > silniejszy.

              Tak? A w jaki sposób? W czym jesteś silniejszy? Fizycznie? Materialnie? A może masz więcej kumpli?

              > Wątpie, nie wypowiadasz się jak inteligentna osoba.

              Wątpię więc jestem.

              > Naszczęście mędrzec się mylił - dowód to przyczyna upadku cesarstwa
              > rzymskiego - hedonizm,

              Widać, że masz bardzo małą wiedzę z zakresu historii starożytnej.
              1. On był Grekiem.
              2. Rzym upadł z zupełnie innych powodów - załamanie gospodarki spowodowane brakiem niewolników oraz niewydolność administracji w zarządzaniu tak olbrzymim terytorium połączone z naciskami ludów północnych spowodowały upadek cesarstwa.

              > a po za tym linijka z encyklopedii nie robi na mnie
              > wrażenia

              To nie z encyklopedii.


              > Zachowuje się jak człowiek nie mogący pojąć twego zezwierzeńcenia.

              Każdy jest zwierzęciem. Inteligentnym, ale nadal.

              Brak uczuć,
              > który deklarujesz, jest cechą zwierząt, a nie mój atak.

              Brak uczuć? Ja KOCHAM pieniądze.

              > Jesteś babą, bo lubisz
              > szpanować i dogadzać sobie, nie jesteś twardy - założę się.

              Cóż za przewrotna konstrukcja logiczna - zamiłowanie do zbytku oznaką słabości. Goering też lubił zbytki. Nie był twardy? Wiesz jakie medale? Między innymi "Pour le Merit" - najwyższe pruskie odznaczenie wojskowe. Niby mięczakom dają takie medale? Zestrzelił kilkanaście samolotó wroga. Umarł z godnością. Cienias? Lubię zbytki - nie przeczę. A czy jestem twardy? Nie wiem - to niech ocenią ci, co mnie znają.


              > To już zupełnie bez pokrycia, nie brak mi argumentów, odpowiem nim na każdy
              > twój - próbuj.

              Próbuję.

              > To twoje wypowiedzi brzmią "no i co?" "czy to źle" itd.

              Oczywiście - zadaję pytania na które nie potrafisz udzielić chłodnych, nie nacechowanych emocjami obiektywnych odpowiedzi.

              > A
              > agresja wymierzona w przejawy bezmyślności nie jest niczym złym według mnie.

              Bezmyślności? Czy ja - człowiek pragnący zapewnić sobie bezpieczne życie jestem bezmyślny? Ja wykorzystujący ten świat do swych celów? A może bezmyślny jest ten, kto porywa się z motyką na słońce krzycząc "nienawidzę tego świata"? Ciekawe jak skończysz z takim podejściem. Może będziesz squatersem?

              > Może jedyne co mam sobie do zarzucenia w tej rozmowie to to, że nie jestem
              > wierny zasadzie "nie znęcaj się nad słabszymi".

              A w czym jestem słabszy?

              Dziwne, że człowiek tak miłujący wolność i indywidualizm chce narzucić innym swą wolę.
              • Gość: ketiw1 Re: Ja wam podskoczę IP: *.shl.pl 18.11.03, 15:03
                pierdolisz bzdury i zgrywasz się na "boga sprawnie poruszającego się po naszym
                systemie i wykorzystującego go do własnych potrzeb", a w tym systemie znaczysz
                tyle co nic, jesteś mrówką, którą można zdepnąć, której większość nie zauważy.
                Czemu uwazam żeś bezmyślny? bo opierasz swe życie na pieniądzach, a to bardzo
                niestały fundament. Oczywiście zaraz odpowiesz, że twój niesamowity spryt i
                super inteligencja już dawno doprowadziły do założenia extra bezpiecznych lokat
                w szwajcarskich bankach, ale tak naprawdę jedno jest pewne - pieniądze mozna w
                miarę łatwo w kapitaliźmie zarobić i można jeszcze szybciej je stracić, a ty mi
                w dodatku na potentata nie wyglądasz (miałbyś inne rozrywki niż gazeta forum i
                kłótnie z lewakami mego pokroju). Jeśli więc fundament twego życia stanowią
                pieniądze, to kiepski i bezmyślny z ciebie budowniczy, mój krezusie.
                Co do twej wiedzy na temat upadku cesarstwa, to to co wymieniłeś to tylko jedne
                z przyczyn, których istnienia nie negowałem. Nikt z historyków nie poddaje w
                wątpliwość faktu, że hedonizm, beztroska, poswięcenie się przyjemnościom i
                upadek moralności miały ogromny wpływ na upadek imperium.
                A ja nie neguję, że twój nieomylny autorytet był grekiem, tylko mówię, że jego
                teorie nie służą najlepiej i dowód podałem.
                Co do twej siły to mój multimilionerze nieskromnie postąpiłeś, żeś się do
                Goeringa porównał. Ty lubisz tylko zbytki i samolotów żadnych nie
                zestrzeliwujesz.
                W czym jestem silniejszy? Mam silniejsze fundamenty, na których oparłem swoje
                życie. Są nimi między innymi przyjaźń - totalnie bezinteresowna, i nieustanna
                chęć utwardzania swego charakteru. Może nieskromnie, ale coż - wyobrażasz sobie
                siebie na półrocznej wycieczce survivalowej w północnej szwecji w środku zimy,
                przy egipskich ciemnościach, 40-sto stopniowym mrozie, bez środka transportu?
                Ja dałem radę (jeśli chcesz mozesz to miedzy bajki włożyć - nie dbam o to).
                Jestem pewien, że jestem silniejszy fizycznie (nawet jeśli wzorem innych
                dorobkiewiczów karnet na siłownie posiadasz i sterydy od swego lekarza),
                odporniejszy na cierpienie,duchowo - mam mniej słabych punktów, bo nie darzę
                uczuciem przedmiotów, jestem bardziej niezależny, a i choć to dla mnie sprawa
                mało istotna - do biedaków nie należę (to jednak żadna miara siły). Podskoczę
                wam, a jestem pewien, że inaczej byś ze mną rozmawiał, gdybyśmy patrzyli sobie
                w oczy. Twój styl życia rozmiękcza charakter - to pewne i żadne bzdury o
                pruskich medalach wpływu na to nie mają.
                Nie znajduję przyjemności w rozmowie z tobą, ani nie jest ona dla mnie
                wyzwaniem, ani satysfakcji nie dostarcza, ani nie ciekawi. Pisz sobie do mnie,
                ja cię zlewam, bo choćbym ci to matematycznie udowodnił, że głupio robisz, to
                byś nie uwierzył, bo twoi koledzy inaczej uważają, a oni się nie mylą, "no bo
                juzek, to juz prawie okularnika ma na raty". Moim zdaniem jesteś jakimś małym,
                drobnomieszczańskim bubkiem, z jako takim wykształceniem, któremu za ciepło w
                dupe było zawsze i wydaje mu się, że jest kowalem swego losu. Śpij spokojnie
                dorobkiewiczu, a życie da ci popalić - tego jestem pewien.
                • wielki_czarownik Jesteś głupcem. 18.11.03, 16:44
                  Gość portalu: ketiw1 napisał(a):

                  > pierdolisz bzdury

                  Gdzie brakuje argumentów pojawia się agresja.

                  i zgrywasz się na "boga sprawnie poruszającego się po naszym
                  > systemie i wykorzystującego go do własnych potrzeb"

                  Nie uważam się za boga a za użytkownika.

                  , a w tym systemie znaczysz
                  > tyle co nic, jesteś mrówką, którą można zdepnąć, której większość nie zauważy.

                  Owszem, ale do czasu. Bogaci znaczą więcej.

                  > Czemu uwazam żeś bezmyślny? bo opierasz swe życie na pieniądzach, a to bardzo
                  > niestały fundament.

                  A czy na tym świecie jest coś stałego?

                  Oczywiście zaraz odpowiesz, że twój niesamowity spryt i
                  > super inteligencja już dawno doprowadziły do założenia extra bezpiecznych lokat
                  >
                  > w szwajcarskich bankach, ale tak naprawdę jedno jest pewne - pieniądze mozna w
                  > miarę łatwo w kapitaliźmie zarobić i można jeszcze szybciej je stracić,

                  Tak samo jak miłość, przyjaźń, honor.

                  a ty mi
                  >
                  > w dodatku na potentata nie wyglądasz (miałbyś inne rozrywki niż gazeta forum i
                  > kłótnie z lewakami mego pokroju).

                  Na razie się dorabiam i nie narzekam. Na pewno żyję lepiej niż 90% ludzi w moim wieku.

                  Jeśli więc fundament twego życia stanowią
                  > pieniądze, to kiepski i bezmyślny z ciebie budowniczy, mój krezusie.

                  A czemu?

                  > Co do twej wiedzy na temat upadku cesarstwa, to to co wymieniłeś to tylko jedne
                  >
                  > z przyczyn, których istnienia nie negowałem. Nikt z historyków nie poddaje w
                  > wątpliwość faktu, że hedonizm, beztroska, poswięcenie się przyjemnościom i
                  > upadek moralności miały ogromny wpływ na upadek imperium.

                  A to ciekawe. Możesz podać jakieś źródło?

                  > A ja nie neguję, że twój nieomylny autorytet był grekiem, tylko mówię, że jego
                  > teorie nie służą najlepiej i dowód podałem.

                  To ma być dowód?

                  > Co do twej siły to mój multimilionerze nieskromnie postąpiłeś, żeś się do
                  > Goeringa porównał. Ty lubisz tylko zbytki i samolotów żadnych nie
                  > zestrzeliwujesz.

                  Skąd wiesz kim jestem? Może jestem bokserem? Może kierowcą rajdowym, może...

                  > W czym jestem silniejszy? Mam silniejsze fundamenty, na których oparłem swoje
                  > życie. Są nimi między innymi przyjaźń - totalnie bezinteresowna, i nieustanna
                  > chęć utwardzania swego charakteru.

                  Bzdura!! Jesteś niezmiernie naiwnym idealistą. Przyjaźń, miłość - rzeczy maksymalnie ulotne i nietrwałe. Jakież to ja widziałem miłości i przyjaźnie do grobowej deski które się rozpadały miczym domki z kart. HEHEHE!! Pamiętaj jedyne na co możesz liczyć to ty sam, twój portfel i ktoś z kim masz wspólne interesy.

                  Może nieskromnie, ale coż - wyobrażasz sobie
                  >
                  > siebie na półrocznej wycieczce survivalowej w północnej szwecji w środku zimy,
                  > przy egipskich ciemnościach, 40-sto stopniowym mrozie, bez środka transportu?

                  Nie. Po co miałbym się tam wybierać?

                  > Ja dałem radę (jeśli chcesz mozesz to miedzy bajki włożyć - nie dbam o to).
                  > Jestem pewien, że jestem silniejszy fizycznie (nawet jeśli wzorem innych
                  > dorobkiewiczów karnet na siłownie posiadasz i sterydy od swego lekarza),

                  Jesteś pewien... Może masz rację a może nie. Na pewno nie jesteś silniejszy od takiego kawałka metalu który mam w domu (legalnie).

                  > odporniejszy na cierpienie,duchowo - mam mniej słabych punktów, bo nie darzę
                  > uczuciem przedmiotów, jestem bardziej niezależny, a i choć to dla mnie sprawa
                  > mało istotna - do biedaków nie należę (to jednak żadna miara siły).

                  Odporniejszy na cierpienie? To czemu tak wyjesz nad tym złym światem?

                  Podskoczę
                  > wam, a jestem pewien, że inaczej byś ze mną rozmawiał, gdybyśmy patrzyli sobie
                  > w oczy.

                  Masz rację, bo mógłbym ci dmuchnąć w twarz dymem z cygara.

                  Twój styl życia rozmiękcza charakter - to pewne i żadne bzdury o
                  > pruskich medalach wpływu na to nie mają.

                  Nie mają? A Aleksander Wielki też był miękki? On uwielbiał luksus, przepych i zbytek. Zaś ty zapewne śpisz na desce w nieogrzewanej szopie, bo musisz być twardy.

                  > Nie znajduję przyjemności w rozmowie z tobą, ani nie jest ona dla mnie
                  > wyzwaniem, ani satysfakcji nie dostarcza, ani nie ciekawi.

                  Więc czemu piszesz?

                  Pisz sobie do mnie,
                  > ja cię zlewam, bo choćbym ci to matematycznie udowodnił, że głupio robisz, to
                  > byś nie uwierzył, bo twoi koledzy inaczej uważają, a oni się nie mylą, "no bo
                  > juzek, to juz prawie okularnika ma na raty".

                  Jak na razie nic nie udowodniłeś, a jedynie usiłujesz w sposób chamski narzucić swą wizję szczęścia.

                  Moim zdaniem jesteś jakimś małym,
                  > drobnomieszczańskim bubkiem, z jako takim wykształceniem, któremu za ciepło w
                  > dupe było zawsze i wydaje mu się, że jest kowalem swego losu. Śpij spokojnie
                  > dorobkiewiczu, a życie da ci popalić - tego jestem pewien.

                  1. Nie jestem drobnomieszczaninem. Urodziłem się i mieszkam w dużym mieście.
                  2. Wciąż się kształcę.
                  3. Życie już mi nie raz dawało popalić.

                  Ta wypowiedź jest koronnym dowodem na brak jakichkolwiek argumentów z twej strony. Zamiast odpowiadać na mój wątek prawisz monologi składające się z wyzwisk przemieszanych z potworną naiwnością, idealizmem i głupotą.
                  • Gość: ketiw1 jeszcze raz, mała babo-jago IP: 195.116.99.* 19.11.03, 11:31
                    > Owszem, ale do czasu. Bogaci znaczą więcej.
                    od kogo? dla kogo? chcesz zostać prezydentem, czy wystarczy ci rola
                    przedstawiciela jednej z tysięcy małych firm. Jest jeszcze coś takiego jak
                    szacunek społeczny, autorytet, dokonania, zasługi - zupełnie niezależne od
                    bogactwa.
                    >Tak samo jak miłość, przyjaźń, honor.> Bzdura!! Jesteś niezmiernie naiwnym
                    idealistą. Przyjaźń, miłość - rzeczy maksym
                    > alnie ulotne i nietrwałe. Jakież to ja widziałem miłości i przyjaźnie do
                    grobow
                    > ej deski które się rozpadały miczym domki z kart. HEHEHE!! Pamiętaj jedyne na
                    c
                    > o możesz liczyć to ty sam, twój portfel i ktoś z kim masz wspólne interesy.
                    >
                    to nie bzdura, po prostu zależy z kim przestajesz. W twoim świecie rzeczywiście
                    wszystko jest za kasę - nawet przyjaźń i miłość, jeśli jej nie ma, nie ma
                    przyjaźni i miłości. Na marginesie często badasz się na obecność wirusa HIV?
                    > Skąd wiesz kim jestem? Może jestem bokserem? Może kierowcą rajdowym, może...
                    jesteś? to kiedy masz czas na zarabianie? a może żyjesz z boksu? hehehehe
                    Na razie się dorabiam i nie narzekam. Na pewno żyję lepiej niż 90% ludzi w moim
                    > wieku.
                    i gorzej niż 90% procent ludzi w krajach wysokorozwiniętych. Zastanów się jaki
                    jest poziom, który by cię usatysfakcjonował, bo najbogatszy i tak nie bedziesz.
                    Chyba, że bawi cię rola syzyfa.
                    > Jeśli więc fundament twego życia stanowią
                    > > pieniądze, to kiepski i bezmyślny z ciebie budowniczy, mój krezusie.
                    >
                    > A czemu?
                    A temu, że prawdziwa przyjaźń (w istnienie której wątpisz)jest bardziej trwała
                    od kasy. Jej się nie rozmienia na drobne i nie podlega dewaluacji.Tylko, że na
                    to trzeba dać więcej niż kasę, a tego musiałbyś się nauczyć dopiero.
                    > A to ciekawe. Możesz podać jakieś źródło?
                    Uczyłem się o tym z podręcznika do liceum. Nie wierzysz - sprawdź.
                    > Nie. Po co miałbym się tam wybierać?
                    >
                    Żeby sprawdzić swoją wytrzymałość i odporność psychofizyczną, a także, by
                    wypróbować przyjaźnie - w twoim przypadku nie ma czego sprawdzać. Tak jak
                    powiedziałeś wy podobne rzeczy sprawdzacie jadąc na panie lekkich obyczajów
                    (sexturystyka - jak spróbujesz wszystkiego z kobietą, to skusisz się wzorem
                    bogatych belgów i szwabów na chłopca?)
                    > Jesteś pewien... Może masz rację a może nie. Na pewno nie jesteś silniejszy
                    od
                    > takiego kawałka metalu który mam w domu (legalnie).
                    >
                    Tylko ja może lepiej się posługuje takimi kawałkami jakich ty w katalogu nawet
                    nie widziałeś.
                    > Odporniejszy na cierpienie? To czemu tak wyjesz nad tym złym światem?
                    Ja wyję? Choć raz powiedziałem świat jest zły? Trochę rzetelności królu
                    midasie. Ja krytykuję konsumpcjonizm, nie świat. Bogactwo i konsumpcja to
                    ciągle domena mniejszej części ludzkości. Po za tym ludzie to nie cały świat.
                    jestem odporniejszy, bo się nie poddaje tendencjom i fascynuije mnie nasz
                    piękny świat.
                    > Masz rację, bo mógłbym ci dmuchnąć w twarz dymem z cygara.
                    po kilku sekundach jadłbyś swoje cygaro.
                    > Nie mają? A Aleksander Wielki też był miękki? On uwielbiał luksus, przepych i
                    z
                    > bytek. Zaś ty zapewne śpisz na desce w nieogrzewanej szopie, bo musisz być
                    twar
                    > dy.
                    Proszę cię..... nie porównój się do wielkich tego świata, Aleksander wielki był
                    w pierwszej kolejności wojownikiem, a potem bogaczem. A ty jesteś TYLKO
                    dorobkiewiczem.
                    > Więc czemu piszesz?
                    >
                    Bo to mój zawód i to lubię. Po za tym kusi mnie, lubię się pokłócić, chociaż
                    mnie leczysz. Nie mogłem oprzeć się pokusie i tym razem mimo deklaracji.
                    > Jak na razie nic nie udowodniłeś, a jedynie usiłujesz w sposób chamski
                    narzucić
                    > swą wizję szczęścia
                    nikomu nie narzucam, do niczego nie przkonuję, oceniam, krytykuję i kpię z
                    ciebie i mam do tego święte prawo. Nie mam zamiaru niczego udowadniać, bo tego
                    się nie da przedstwaić za pomocą wykresu.
                    > 1. Nie jestem drobnomieszczaninem. Urodziłem się i mieszkam w dużym mieście.
                    > 2. Wciąż się kształcę.
                    > 3. Życie już mi nie raz dawało popalić.
                    ad1 masz drobnomieszczańską mentalność i obraz świata, więc jesteś, niezależnie
                    w jakiej to "metropolji" brylujesz wśród możnych tego świata - buahahaha
                    ad2to wspaniale,
                    ad3 widać niedostatecznie
                    > Ta wypowiedź jest koronnym dowodem na brak jakichkolwiek argumentów z twej
                    stro
                    > ny. Zamiast odpowiadać na mój wątek prawisz monologi składające się z wyzwisk
                    p
                    > rzemieszanych z potworną naiwnością, idealizmem i głupotą.
                    Ty natomiast reprezentujesz tworzenie ideologi na użytek własny. Ideologii
                    skrajnie pragmatycznej,jednocześnie ryzykownej, pozbawionej odrobiny nawet
                    dobrej woli, kpiącej ze wszystkiego, co jej przeczy, negujacej prawie wszystkie
                    wypracowane przez tysiąclecia wartości. Skoro ty widziałeś, ze przyjaźń jest
                    niestała, to znaczy, że tak jest, skoro dla ciebie nie mają znaczenia
                    cierpienia 2/3 ludzkości, to znaczy, że to nieważne, skoro nie przejmujesz się
                    dewastacją ziemi, to znaczy, że to nie problem. Gdyby wszyscy myśleli jak ty,
                    cofnęlibyśmy się do epoki kiamienia łupanego, albo wogóle by nas nie było.
                    Żyjesz tylko dlatego, że twoi przodkowie nie wyznawali zasady "bo po nas to
                    choćby i potop". mimo to refleksji żadnych - tak wygodniej, ale czy mądrze? -
                    odpowiedz sobie sam. Póki co jesteś chwastem.
                    • wielki_czarownik Re: jeszcze raz, mała babo-jago 19.11.03, 11:49
                      Gość portalu: ketiw1 napisał(a):

                      > od kogo? dla kogo?

                      Jak myślisz kto jest ważniejszy? Gates czy prezydent Słowacji? Ty, czy jakiś sułtan mający S50000000000 na koncie?

                      chcesz zostać prezydentem, czy wystarczy ci rola
                      > przedstawiciela jednej z tysięcy małych firm.

                      Chcę zostać kimś.

                      Jest jeszcze coś takiego jak
                      > szacunek społeczny, autorytet, dokonania, zasługi - zupełnie niezależne od
                      > bogactwa.

                      Dla mnie to bez znaczenia.

                      > >
                      > to nie bzdura, po prostu zależy z kim przestajesz. W twoim świecie rzeczywiście
                      >
                      > wszystko jest za kasę - nawet przyjaźń i miłość, jeśli jej nie ma, nie ma
                      > przyjaźni i miłości.

                      Owszem. W moim świecie tak jest i nie chcę go zmieniać. Tu jest mi dobrze. Tu się dobrze czuję. Nigdy tego nie zrozumiesz. Tak samo ja nigdy nie zrozumię twoich poglądów. Ale nie mam zamiaru cię do niczego przekonywać. Żyj jak ci się podoba - bądź szczęśliwy. Bo nie jesteś w stanie pojąć, że nie ma jednej, uniwersalnej recepty na szczęście. Każdy ma inny wzór szczęścia.

                      > Na marginesie często badasz się na obecność wirusa HIV?

                      A czo cię to obchodzi?


                      > jesteś? to kiedy masz czas na zarabianie?

                      Zarabiam, ale tak żeby się nienarobić.

                      > a może żyjesz z boksu? hehehehe

                      Może...


                      > i gorzej niż 90% procent ludzi w krajach wysokorozwiniętych.

                      Nie powiedziałbym.

                      > Zastanów się jaki
                      > jest poziom, który by cię usatysfakcjonował, bo najbogatszy i tak nie bedziesz.

                      Czemu nie? Rockefeller zaczynał od czyszczenia butów. Gates zaczynał od małej firmy w garażu, Connery był grabarzem (jeśli dobrze pamiętam). Mnie usatysfakcjonuje 10 samochodów (w tym Roll-Royce), pałac i miliard dolców na koncie. Jeśli będzę myślał tak jak ty to nigdy nie będę bogaty.

                      >
                      > Chyba, że bawi cię rola syzyfa.

                      Czemu syzyfa?


                      > A temu, że prawdziwa przyjaźń (w istnienie której wątpisz)jest bardziej trwała
                      > od kasy.

                      Wątpię. Ponadto nie każdy potrzebuje prawdziwej przyjaźni.

                      > Jej się nie rozmienia na drobne i nie podlega dewaluacji.Tylko, że na
                      > to trzeba dać więcej niż kasę, a tego musiałbyś się nauczyć dopiero.

                      Możliwe. Ale po co?

                      > Uczyłem się o tym z podręcznika do liceum. Nie wierzysz - sprawdź.

                      No cóż podręcznik do liceum to rzeczywiście "bardzo naukowe" źródło.


                      > Żeby sprawdzić swoją wytrzymałość i odporność psychofizyczną, a także, by
                      > wypróbować przyjaźnie - w twoim przypadku nie ma czego sprawdzać.

                      Nie bawi mnie to.

                      Tak jak
                      > powiedziałeś wy podobne rzeczy sprawdzacie jadąc na panie lekkich obyczajów
                      > (sexturystyka - jak spróbujesz wszystkiego z kobietą, to skusisz się wzorem
                      > bogatych belgów i szwabów na chłopca?)

                      Powiedziałem "może już jeżdżę".


                      > >
                      > Tylko ja może lepiej się posługuje takimi kawałkami jakich ty w katalogu nawet
                      > nie widziałeś.

                      Tak? A jakimi to? Protezami?

                      > Ja wyję? Choć raz powiedziałem świat jest zły?

                      Cały czas piszesz, że jest zły i chcesz od niego uciec.

                      Trochę rzetelności królu
                      > midasie. Ja krytykuję konsumpcjonizm, nie świat. Bogactwo i konsumpcja to
                      > ciągle domena mniejszej części ludzkości.

                      Mniejszej ale lepszej.

                      > Po za tym ludzie to nie cały świat.
                      > jestem odporniejszy, bo się nie poddaje tendencjom i fascynuije mnie nasz
                      > piękny świat.

                      I co z tego?

                      > po kilku sekundach jadłbyś swoje cygaro.

                      Po kilku sekundach miałbyś sprawę w sądzie i do końca życia byś spłacał odszkodowanie. A wtedy nici z domku w Szwecji.


                      > Proszę cię..... nie porównój się do wielkich tego świata, Aleksander wielki był
                      >
                      > w pierwszej kolejności wojownikiem, a potem bogaczem. A ty jesteś TYLKO
                      > dorobkiewiczem.

                      A mam iść na jakąś wojnę?? A jak z tą twardością? Śpisz na desce?


                      > Bo to mój zawód i to lubię. Po za tym kusi mnie, lubię się pokłócić, chociaż
                      > mnie leczysz. Nie mogłem oprzeć się pokusie i tym razem mimo deklaracji.

                      Więc jesteś słabym mięczakiem.


                      > nikomu nie narzucam, do niczego nie przkonuję, oceniam, krytykuję i kpię z
                      > ciebie i mam do tego święte prawo. Nie mam zamiaru niczego udowadniać, bo tego
                      > się nie da przedstwaić za pomocą wykresu.

                      A po co wykres? Wystarczą argumenty.


                      > ad1 masz drobnomieszczańską mentalność i obraz świata, więc jesteś, niezależnie
                      >
                      > w jakiej to "metropolji" brylujesz wśród możnych tego świata - buahahaha

                      Tak? A niby czemu?

                      > ad2to wspaniale,

                      Dziękuję.

                      > ad3 widać niedostatecznie

                      Widać pieniądze mnie bronią.


                      > Ty natomiast reprezentujesz tworzenie ideologi na użytek własny.

                      Nie wytworzenie a przystosowanie.

                      Ideologii
                      > skrajnie pragmatycznej,jednocześnie ryzykownej, pozbawionej odrobiny nawet
                      > dobrej woli, kpiącej ze wszystkiego, co jej przeczy, negujacej prawie wszystkie
                      >
                      > wypracowane przez tysiąclecia wartości.

                      Tak.

                      Skoro ty widziałeś, ze przyjaźń jest
                      > niestała, to znaczy, że tak jest, skoro dla ciebie nie mają znaczenia
                      > cierpienia 2/3 ludzkości, to znaczy, że to nieważne, skoro nie przejmujesz się
                      > dewastacją ziemi, to znaczy, że to nie problem.

                      To nie MÓJ problem.

                      Gdyby wszyscy myśleli jak ty,
                      > cofnęlibyśmy się do epoki kiamienia łupanego, albo wogóle by nas nie było.

                      Możliwe.

                      > Żyjesz tylko dlatego, że twoi przodkowie nie wyznawali zasady "bo po nas to
                      > choćby i potop". mimo to refleksji żadnych - tak wygodniej, ale czy mądrze? -
                      > odpowiedz sobie sam. Póki co jesteś chwastem.

                      Masz rację - po mnie choćby potop.
                      • Gość: ketiw1 Uwaga!!!! IP: 195.116.99.* 19.11.03, 12:09
                        Zprezentowałem tu króciutki wyciąg z naszej korespondencji z ostatnich dwóch
                        listów. Proszę przyjrzeć się wypowiedziom krezusa, wielkiego czarownika i
                        stwierdzić, czy tak wypowiada się człowiek inteligentny.

                        > Chcę zostać kimś
                        szacunek społeczny, autorytet, dokonania, zasługi - > Dla mnie to bez znaczenia
                        > A czo cię to obchodzi?
                        >
                        > Zarabiam, ale tak żeby się nienarobić.> > Mnie usatysfakcjo
                        > nuje 10 samochodów (w tym Roll-Royce), pałac i miliard dolców na koncie.
                        Jeśli
                        > będzę myślał tak jak ty to nigdy nie będę bogaty.
                        >
                        JA: trzeba dać więcej niż kasę, a tego musiałbyś się nauczyć dopiero.
                        >
                        > ON: Możliwe. Ale po co?

                        JA: Bogactwo i konsumpcja to
                        > > ciągle domena mniejszej części ludzkości.
                        >
                        > ON: Mniejszej ale lepszej.
                        > Widać pieniądze mnie bronią.

                        JA: Jesteś reprezentantem Ideologii
                        > > skrajnie pragmatycznej,jednocześnie ryzykownej, pozbawionej odrobiny nawet
                        > dobrej woli, kpiącej ze wszystkiego, co jej przeczy, negujacej prawie wszy
                        > stkie wypracowane przez tysiąclecia wartości.
                        >
                        > ON: Tak.
                        cierpienia 2/3 ludzkości dewastacją ziemi,TO nie mój problem, Masz rację - po
                        mnie choćby potop.
                        >
                        JA: Gdyby wszyscy myśleli jak ty,
                        > > cofnęlibyśmy się do epoki kiamienia łupanego, albo wogóle by nas nie było.
                        >
                        >
                        > Możliwe.
                        >



                        • Gość: ketiw1 Re: Uwaga!!!! IP: 195.116.99.* 19.11.03, 12:20
                          A jak doprowadziłbyś mnie do sądu? a gdybym powiedział, że mnie sprowokowałeś?
                          Taki jesteś wszechmocny? a ja twierdzę, że mówiłbyś :proszę nie bij. Nie
                          rozśmieszaj mnie - sprawę i dożywotnie odszkodowanie - bzdury - dostałbyś w
                          buzie i tyle byś mnie widział.
                          Jak zamierzasz zarobić na pałac, miliard baksów, 10 aut (w tym rolls royca) nie
                          napracowując się zbytnio - hahahahahaha - a ja jestem naiwny - buahahahahaha,
                          TERAZ JESTEM PEWIEN _ JESTEŚ JAKIMŚ GÓWNIARZEM< KTÓREMU WODA SODOWA DO GŁOWY
                          UDERZYŁA< ŚCIEMNIASZ< KONFABULUJESZ< MARZYSZ I nic nie znaczysz, choćbyś bardzo
                          chciał. Nigdy nie bedziesz miał dużo kasy, będziesz zwykłym przedstawicielem
                          klasy średniej. Marzenia ściętej głowy. Dlaczego nie jesteś szczery, a może
                          jesteś zbyt popularny, by powiedzieć coś więcej o sobie?
                          No powiedz jaki to masz sposób na zostanie bilem gaitsem, czy sułtanem,
                          szejkiem naftowym? I jeszcze się nie narobisz - GENIUSZ!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                          LUDZIE< POZNAŁEM GENIUSZA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                          • wielki_czarownik Re: Uwaga!!!! 19.11.03, 16:22
                            Gość portalu: ketiw1 napisał(a):

                            > A jak doprowadziłbyś mnie do sądu? a gdybym powiedział, że mnie sprowokowałeś?

                            I co z tego?

                            > Taki jesteś wszechmocny?

                            Nie jestem wszechmocny.

                            > a ja twierdzę, że mówiłbyś :proszę nie bij.

                            Naprawdę? Tak nawiasem mówiąc, to fakt uciekania się do przemocy świadczy tylko o tym jaką jesteś niesamowicie zakompleksioną miernotą intelektualną - troglodytą, który swe racje udowadnia pięściami. A tak a propo twoje pięści przeciwko mojemu kawałkowi stali. Kto wygra?

                            Nie
                            > rozśmieszaj mnie - sprawę i dożywotnie odszkodowanie - bzdury - dostałbyś w
                            > buzie i tyle byś mnie widział.

                            Jesteś pewien?

                            > Jak zamierzasz zarobić na pałac, miliard baksów, 10 aut (w tym rolls royca) nie
                            >
                            > napracowując się zbytnio - hahahahahaha - a ja jestem naiwny - buahahahahaha,
                            > TERAZ JESTEM PEWIEN _ JESTEŚ JAKIMŚ GÓWNIARZEM< KTÓREMU WODA SODOWA DO GŁOWY
                            >
                            > UDERZYŁA< ŚCIEMNIASZ< KONFABULUJESZ< MARZYSZ I nic nie znaczysz, choćb
                            > yś bardzo
                            > chciał.

                            I tu się mylisz. Miliard dolarów to dużo. Ale taki mam cel. A nawet jeżeli zrealizuję ten cel w 1/1000 to już będę niezwykle szczęśliwy. Życie mnie nauczyło stawiać poprzeczkę maksymalnie wysoko - potrzebuję 100 złotych to staram się zarobić 1000. Bo wtedy wystarczy, że uda mi się zrealizować tylko 1/10 planu i już osiągam sukces. A jeśli z góry nastawiam się na zarobienie 100 złotych, to wystarczy jedno niepowodzenie i plan leży.

                            Nigdy nie bedziesz miał dużo kasy, będziesz zwykłym przedstawicielem
                            > klasy średniej.

                            Jesteś jasnowidzem?

                            Marzenia ściętej głowy. Dlaczego nie jesteś szczery, a może
                            > jesteś zbyt popularny, by powiedzieć coś więcej o sobie?

                            A czy to spowiedź?

                            > No powiedz jaki to masz sposób na zostanie bilem gaitsem, czy sułtanem,
                            > szejkiem naftowym? I jeszcze się nie narobisz - GENIUSZ!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                            > LUDZIE< POZNAŁEM GENIUSZA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

                            Nie geniusz. Po prostu człowiek który wie czego chce.
                            • Gość: ketiw1 Re: Uwaga!!!! IP: *.shl.pl / *.shl.pl 20.11.03, 13:51
                              przestan z tym kawałkiem stali bo to nawet smieszne być przestaje. Po pierwsze
                              byłbyś w moich oczach tchórzem, po drugie wyobraź sobie, że ja się bawię od
                              lat wielu takimi zabawkami, którymi byś się sam przez miesiąc nie nauczył
                              posługiwać. Co do troglodyty to najpierw zarzucasz mi, że staje się nim bo
                              rozważam hipotetyczną możliwość pozbawienia cię ząbków, a w chwilę po tem po
                              raz n-ty próbujesz zrobić na mnie wrażenie jakimiś "metaforami" na temat broni.
                              troszkę konsekwencji panie szejku naftowy.
                              Twoje słowa na temat miliardów dolarów, rolls royców i pałaców, oraz olbrzymiej
                              władzy jaka cię czeka w przyszłości, a także o tym, że zdobedziesz to bez
                              zbytniego wysiłku pozostawię bez komentarza, bo to się do komentowania nie
                              nadaje (chyba, że w gabinecie lekarskim).

                              PS> TO, że chcesz znaczy że możesz? zazdroszczę, też bym chciał....
                              • wielki_czarownik Re: Uwaga!!!! 20.11.03, 17:12
                                Gość portalu: ketiw1 napisał(a):

                                > przestan z tym kawałkiem stali bo to nawet smieszne być przestaje. Po pierwsze
                                > byłbyś w moich oczach tchórzem,

                                I kto to mówi? Ten, co pisał, że mnie uderzy i ucieknie? Na tym polega ta twoja odwaga? Uciekać od konsekwencji?

                                po drugie wyobraź sobie, że ja się bawię od
                                > lat wielu takimi zabawkami, którymi byś się sam przez miesiąc nie nauczył
                                > posługiwać.

                                Jesteś pewien?

                                Co do troglodyty to najpierw zarzucasz mi, że staje się nim bo
                                > rozważam hipotetyczną możliwość pozbawienia cię ząbków, a w chwilę po tem po
                                > raz n-ty próbujesz zrobić na mnie wrażenie jakimiś "metaforami" na temat broni.

                                Nie staram się zrobić wrażenia. Po prostu mówię, że jestem w stanie się obronić.

                                >
                                > troszkę konsekwencji panie szejku naftowy.
                                > Twoje słowa na temat miliardów dolarów, rolls royców i pałaców, oraz olbrzymiej
                                >
                                > władzy jaka cię czeka w przyszłości, a także o tym, że zdobedziesz to bez
                                > zbytniego wysiłku pozostawię bez komentarza, bo to się do komentowania nie
                                > nadaje (chyba, że w gabinecie lekarskim).

                                Tak? A powiedz mi kto się więcej w życiu narobi. Gates czy polski górnik? A kto więcej zarobi?

                                >
                                > PS> TO, że chcesz znaczy że możesz? zazdroszczę, też bym chciał....

                                Tak - chcieć to 90% sukcesu. Reszta to tylko formalność.
                                • Gość: ketiw1 Re: Uwaga!!!! IP: 195.116.99.* 20.11.03, 21:37

                                  > I kto to mówi? Ten, co pisał, że mnie uderzy i ucieknie? Na tym polega ta
                                  twoja
                                  > odwaga? Uciekać od konsekwencji?
                                  A czemu chciałeś na mnie dmuchać dymem z cygara, a potem grozić pistolecikiem,
                                  czy ciągać po sądach. Konsekwencją dmuchania są ząbki na podłodze,a potem nie
                                  ma na co czekać, tylko pójść w swoją stronę
                                  > Jesteś pewien?
                                  Najzupełniej
                                  > Nie staram się zrobić wrażenia. Po prostu mówię, że jestem w stanie się
                                  obronić
                                  Nie jesteś
                                  > Tak? A powiedz mi kto się więcej w życiu narobi. Gates czy polski górnik? A
                                  kto
                                  > więcej zarobi?
                                  Gates pracuje bardzo ciężko, nie ma odpoczynku w domu, ani nigdzie, jego dzień
                                  pracy trwa 24 godziny. Być może górnik zresztą zmęczy się bardziej (fizycznie).
                                  Ale po co ta mowa? To Gatesa, to ci brakuje paru pomysłów, kilku stopni IQ i
                                  jeszcze kilku rzeczy. Prosiłem - nie porównuj się. Mów o sobie.

                                  > Tak - chcieć to 90% sukcesu. Reszta to tylko formalność.
                                  To zrób coś dla mnie. zechcij stworzyć nową planetę Ziemię dla mnie, byśmy nie
                                  musieli oddychać tym samym powietrzem. Ja wypełnię formalności.



                                  • wielki_czarownik Re: Uwaga!!!! 20.11.03, 23:35
                                    Gość portalu: ketiw1 napisał(a):


                                    > A czemu chciałeś na mnie dmuchać dymem z cygara,

                                    A jaki przepis tego zabrania?

                                    > a potem grozić pistolecikiem,

                                    Nie grozić - bronić się jeśli trzeba.
                                    >
                                    > czy ciągać po sądach.

                                    Bo tak postępuje cywilizowany człowiek - nie bije się ale oddaje sprawę w ręce sądu.

                                    Konsekwencją dmuchania są ząbki na podłodze,a potem nie
                                    > ma na co czekać, tylko pójść w swoją stronę

                                    Czyli jesteś tchórzem - boisz się stawić czoła konsekwencjom swych czynów.

                                    > Najzupełniej

                                    Dziwne. Nawet nie wiesz kim jestem.

                                    > Nie jesteś

                                    Skąd ta pewność?


                                    > Gates pracuje bardzo ciężko, nie ma odpoczynku w domu, ani nigdzie, jego dzień
                                    > pracy trwa 24 godziny. Być może górnik zresztą zmęczy się bardziej (fizycznie).

                                    Za to Gates po 20 latach może przejść na emeryturę i żyć jak król. A górnik?

                                    >
                                    > Ale po co ta mowa? To Gatesa, to ci brakuje paru pomysłów,

                                    Pomysły mam.

                                    > kilku stopni IQ

                                    Mam wyższe od Gatesa.

                                    i
                                    > jeszcze kilku rzeczy. Prosiłem - nie porównuj się. Mów o sobie.

                                    Cały czas mówię o sobie. Znam swoje możliwości. Widzę czego już dokonałem i wyciągam wnioski na przyszłość.


                                    > To zrób coś dla mnie. zechcij stworzyć nową planetę Ziemię dla mnie, byśmy nie
                                    >
                                    > musieli oddychać tym samym powietrzem. Ja wypełnię formalności.

                                    Niemożliwe. Zasady prawa międzynarodowego zabraniają zawłaszczania ciał niebieskich :P

                                    >
                                    >
                                    >
                                    • Gość: ketiw1 Re: Uwaga!!!! IP: 195.116.99.* 21.11.03, 11:27
                                      Zostanie na miejscu nie byłoby odwagą, tylko głupotą. Gdybym sobie poszedł
                                      konsekwencje byłyby inne - czyli żadne, więc czemu nie miałbym z tego
                                      skorzystać? Ciąganie po sądach zostawiam tym, którzy nie potrafią pogodzić się
                                      z zasadą, że silniejszego się nie prowokuje.
                                      Myślisz, że Gates może przejść na emeryturę? Rozmawiamy o teorii czy praktyce?
                                      Przecież on jest uzależniony.
                                      Nie rozśmieszaj mnie swymi dokonaniami, pomysłami i IQ. Tak każdy może
                                      powiedzieć, ale póki nie dogonisz Gatesa są to dla większości mrzonki, fantazje
                                      i żałosne podrygi. Nie porównój się - nie dorośniesz mu nawet do kostek (jak
                                      chodzi o kasę). Pogódź się z tym. Na okularnika - może zarobisz. pałac bzdura.
                                      To tak jakby żur powiedział: jutro wygram w totolotka - kto w to uwierzy? A
                                      tych co w totolotka wygrali więcej jest niż Gatesów. Masz manię wielkości.

                                      > Niemożliwe. Zasady prawa międzynarodowego zabraniają zawłaszczania ciał
                                      niebies
                                      > kich :P
                                      To zechciej zmienić najpierw zasady prawa miedzynarodowego. Chyba jesteś w
                                      stanie - prawda?
                                      • wielki_czarownik Re: Uwaga!!!! 21.11.03, 12:52
                                        Gość portalu: ketiw1 napisał(a):

                                        > Zostanie na miejscu nie byłoby odwagą, tylko głupotą. Gdybym sobie poszedł
                                        > konsekwencje byłyby inne - czyli żadne, więc czemu nie miałbym z tego
                                        > skorzystać?

                                        Boś tchórz.

                                        Ciąganie po sądach zostawiam tym, którzy nie potrafią pogodzić się
                                        > z zasadą, że silniejszego się nie prowokuje.

                                        Czyl dla ciebie siłą = siła fizyczna? Mieszkasz w jaskini?

                                        > Myślisz, że Gates może przejść na emeryturę? Rozmawiamy o teorii czy praktyce?
                                        > Przecież on jest uzależniony.

                                        Ja nie jestem uzależniony - to moja przewaga.

                                        > Nie rozśmieszaj mnie swymi dokonaniami, pomysłami i IQ. Tak każdy może
                                        > powiedzieć, ale póki nie dogonisz Gatesa są to dla większości mrzonki, fantazje
                                        >
                                        > i żałosne podrygi.

                                        Gdyby każdy tak myślał świat stałby w miejscu.

                                        Nie porównój się - nie dorośniesz mu nawet do kostek (jak
                                        > chodzi o kasę).

                                        Skąd wiesz?

                                        > Pogódź się z tym. Na okularnika - może zarobisz. pałac bzdura.

                                        Widzisz? Gdybym się nastawiał na Fabię to kupiłbym malucha. Gdybym nastawiał się na E-Klasse to kupiłbym Fabię. Skoro nastawiam się na Rollsa to kupię E-Klasse.

                                        > To tak jakby żur powiedział: jutro wygram w totolotka - kto w to uwierzy? A
                                        > tych co w totolotka wygrali więcej jest niż Gatesów. Masz manię wielkości.

                                        Nie sądzę.


                                        > To zechciej zmienić najpierw zasady prawa miedzynarodowego. Chyba jesteś w
                                        > stanie - prawda?

                                        Oczywiście, że człowiek jest w stanie to zmienić. Tylko po co?
                                    • Gość: ketiw1 Re: Uwaga!!!! IP: 195.116.99.* 21.11.03, 11:31
                                      > A jaki przepis tego zabrania?
                                      A ja się synku nie zawsze ślepo kieruję literą prawa. Nieraz nie robię tego, na
                                      co prawo mi zezwala - bo wiem, że nie powinienem, nieraz robię to, na co prawo
                                      nie pozwala, analogicznie. Robocikom bezmyślnym zostawiam życie w zgodzie z
                                      przepisami, cyferkami, modami i trendami.
                                      • wielki_czarownik Re: Uwaga!!!! 21.11.03, 12:55
                                        Gość portalu: ketiw1 napisał(a):


                                        > A ja się synku nie zawsze ślepo kieruję literą prawa. Nieraz nie robię tego, na
                                        >
                                        > co prawo mi zezwala - bo wiem, że nie powinienem, nieraz robię to, na co prawo
                                        > nie pozwala,

                                        Czyli jesteś bandytą.

                                        analogicznie. Robocikom bezmyślnym zostawiam życie w zgodzie z
                                        > przepisami, cyferkami, modami i trendami.
                                        • Gość: ketiw1 Re: Uwaga!!!! IP: 195.116.99.* 21.11.03, 14:22
                                          jak go zwał tak go zwał. nie przeszkadza mi to określenie, a niewinnych nie
                                          napadam i nie biję.
                                          • wielki_czarownik Re: Uwaga!!!! 21.11.03, 19:06
                                            Cóż. Fałszerze kard bankomatowych też nikogo nie napadają i nie biją. Złodzieje samochodów też nie.
                                            • Gość: ketiw1 Re: Uwaga!!!! IP: 195.116.99.* 21.11.03, 21:08
                                              tak.... typowy ze mnie bandyta
                        • Gość: juz nie moge.. TAK! Tak wypowiadaja sie inteligentni ludzie IP: *.int.warszawa.sint.pl 19.11.03, 12:21
                          Sam lepiej bym tego nie napisal.

                          Poza tym, to kazdy zawsze w historii zachowywal sie "po nas chocby potop".
                          • Gość: ketiw1 Tak wypowiadaja sie inteligentni inaczej ludzie IP: 195.116.99.* 19.11.03, 12:27
                            pewnie że byś tego lepiej nie napisał, bo jeszcześ bardziej ograniczony.
                            Tak np. Król mieszko I się tak zachowywał, albo Jan III Sobieski. Robił
                            wszystko żeby sobie dogodzić i nie obchodziła go przyszłość narodu. Albo
                            Ghandi. Gratuluję przemyślenia tematu i chylę czoła przed intelektem i wiedzą.

                            PS Jak nie możesz już to skorzystaj z toalety
                            • wielki_czarownik Ty historyczny analfabeto 19.11.03, 16:23
                              Popatrz na politykę dynastyczną Sobieskiego - to jest kwintesencja słó "po mnie choćby potop".
                              • Gość: ketiw1 Re: Ty językowy analfabeto IP: *.shl.pl / *.shl.pl 20.11.03, 13:41
                                Wiesz co to jest "dynastia" magnacie? Mi się wydawało, że polityka dynastyczna
                                to działania mające na celu umocnienie pozycji swojego rodu. Jak Sobieski
                                urządziłby swych potomków, gdyby zgotował im potop? Czy to byłaby polityka
                                dynastyczna czy antydynastyczna? Dlaczego bierzesz się za potęgi nie potrafiąc
                                mnożyć? Jak chcesz się spierać na temat historii, to najpierw poćwicz język, w
                                którym chcesz to robić. Tymczasem odsyłam do książek synku.
                                • wielki_czarownik HEHEHEHEHE!! 20.11.03, 17:14
                                  Sobieski dbał tylko o swój interes. O Polsce nie myślał. Dla niego ważne było tylko zagwarantowanie bytu swym potomkom - nic więcej.
                                  • Gość: ketiw1 Re: HEHEHEHEHE!! IP: 195.116.99.* 20.11.03, 18:14
                                    wielki_czarownik napisał:

                                    > Sobieski dbał tylko o swój interes. O Polsce nie myślał. Dla niego ważne było
                                    t
                                    > ylko zagwarantowanie bytu swym potomkom - nic więcej.
                                    >


                                    A jak się ma zagwarantowanie bytu swym potomkom do idei "po mnie to choćby i
                                    potop"? Proszę o odpowiedź na temat geniuszu. Czekam
                                    • wielki_czarownik Re: HEHEHEHEHE!! 20.11.03, 20:11
                                      W ten sposób, że taka krótkowzroczna polityka dynastyczna (byle mój syn) to nic innego jak zmodyfikowana wersja "po mnie choćby potop".
                                      • Gość: ketiw1 Re: HEHEHEHEHE!! IP: 195.116.99.* 20.11.03, 21:06
                                        O Boże. Żałosne próby wyjęcia z zaułka myślowego. "zmodyfikowana"?
                                        zmodyfikowany kwadrat to koło, a zmodyfikowane dobro to zło, zmodyfikowane
                                        bogactwo to bieda, zmodyf......... - przestań stary. Nie umiesz się przyznać do
                                        porażki?
                                      • Gość: ketiw1 Re: HEHEHEHEHE!! IP: 195.116.99.* 20.11.03, 21:06
                                        O Boże. Żałosne próby wyjścia z zaułka myślowego. "zmodyfikowana"?
                                        zmodyfikowany kwadrat to koło, a zmodyfikowane dobro to zło, zmodyfikowane
                                        bogactwo to bieda, zmodyf......... - przestań stary. Nie umiesz się przyznać do
                                        porażki?
                                        • wielki_czarownik Re: HEHEHEHEHE!! 20.11.03, 21:16
                                          Czy choć raz możesz napisać coś z sensem a nie tylko personalnie atakować? Poczytaj trochę o Sobieskim. Jego polityka zagraniczna była przejawem skrajnej durnoty a polityka dynastyczna to szkoda nawet mówić. To było typowe podejście "a po mnie choćby potop". Bo jak można nazwać wzmocnienie pozycji Austrii w imię poparcia swych planów dynastycznych (z których i tak nic wyjść nie mogło - wolna elekcja). Właśnie dzięki temu królowi Austria potem miał siłę dokonać rozbiorów. Dzięki niemu razem z Turcją nie pobiliśmy Rosji. A po co to? By królisko się nażarło i zapewniło bogactwo rodzinie - dokładnie taka sama strategia jaką ja robię.
                                          • Gość: ketiw1 Re: HEHEHEHEHE!! IP: 195.116.99.* 21.11.03, 11:13
                                            Raz typowe podejście (apchp), raz zmodifikowane, dobrze odpuszczam ci.
                                            >dokładnie taka sama strategia jaką ja r
                                            > obię.
                                            Z tą różnicą, że ty nie myślisz o nikim, oprócz siebie, a tym bardziej o
                                            potomkach. Sobieski może popełniał błędy, ale nie był takim prymitywem.
                                            Powiedziałeś, że każdy w historii zachowywał się jak ty. Bzdura. ok Sobieski
                                            to - powiedzmy - przykład sporny. A Ghandi dajmy na to? A taki np Sokrates? A
                                            cała rzesza mądrych i patrzących w przyszłość władców? A działacze społeczni,
                                            karani nieraz śmiercią za swe starania?
                                            • wielki_czarownik Re: HEHEHEHEHE!! 21.11.03, 12:53
                                              Gość portalu: ketiw1 napisał(a):


                                              > Z tą różnicą, że ty nie myślisz o nikim, oprócz siebie, a tym bardziej o
                                              > potomkach.

                                              No właśnie.

                                              > Sobieski może popełniał błędy, ale nie był takim prymitywem.

                                              Nie? Poczytaj o nim.

                                              > Powiedziałeś, że każdy w historii zachowywał się jak ty. Bzdura. ok Sobieski
                                              > to - powiedzmy - przykład sporny. A Ghandi dajmy na to? A taki np Sokrates?

                                              Wymieniłeś 2 ludzi na kilkadziesiąt (kilkaset) milardów którzy istnieli.

                                              A
                                              > cała rzesza mądrych i patrzących w przyszłość władców? A działacze społeczni,
                                              > karani nieraz śmiercią za swe starania?

                                              Ilu ich było?
                                              • Gość: ketiw1 Re: HEHEHEHEHE!! IP: 195.116.99.* 21.11.03, 21:13
                                                > Wymieniłeś 2 ludzi na kilkadziesiąt (kilkaset) milardów którzy istnieli.
                                                a wolałbyś pewnie żebym kilkaset miliardów wymienił. Podałem przykłady.
                                                > Ilu ich było?
                                                życia by ci nie starczyło na wymienienie ich wszystkich

                                                • wielki_czarownik Re: HEHEHEHEHE!! 22.11.03, 16:29
                                                  Z tym, że ci ludzie to mizerny odsetek z całości.
                                                  • Gość: ketiw1 Re: HEHEHEHEHE!! IP: 195.116.99.* 23.11.03, 20:44
                                                    a skąd wiesz?
                                                  • wielki_czarownik Re: HEHEHEHEHE!! 23.11.03, 20:56
                                                    Gdyby było inaczej świat byłby inny.
                                                  • Gość: ketiw1 Re: HEHEHEHEHE!! IP: 195.116.99.* 24.11.03, 12:53
                                                    fascynujące.......... cóż za błyskotliwa i wyczerpująca odpowiedź. A może byś
                                                    ją rozwinął?
                                                  • wielki_czarownik Re: HEHEHEHEHE!! 24.11.03, 14:50
                                                    Gdyby takich "wielkich zbawców ludzkości" było odpowiednio dużo to na świecie nie byłoby konspumpcjonizmu. Ale konsumpcjonizm jest i wygrywa, co jest dowodem na znikomą skuteczność i liczebność lewactwa.
                                                  • Gość: ketiw1 Re: HEHEHEHEHE!! IP: 195.116.99.* 25.11.03, 17:06
                                                    bzdura. Malo który z wielkich ludzi walczyl o świat bez konsumpcjonizmu.
                                                    walczyli o inne sprawy i często wygrywali. Chodzi tylko o to, że nie chcieli
                                                    wszystkiego dla siebie, ale walczyli o przyszłość dla innych, oddawali życie,
                                                    czas, zdrowie, kase itp. I do końca świata będą uważani za wielkich, podczas
                                                    gdy ty będziesz malym, zapomnianym, marnym, niewiele znaczącym, żałosnym
                                                    dusigroszem. Wiesz kto to jest człowiek mały, a kto wielki? Chyba nie powiesz
                                                    mi, że i to się mierzy kasą? Historia przyjęła inne priorytety.
                                                    Mali, to ci co dbają o własną dupę i nie potrafią zdobyć się na szlachetne
                                                    postępowanie. I to nijak ma się do lewactwa, bo i prawicowi bohaterowie mieli
                                                    podobne wartości - poświęcali się dla innych.
                                                    Jedno jest pewne - marniutka i malutka z Ciebie kreatura wymoczku.
                                                  • wielki_czarownik Re: HEHEHEHEHE!! 25.11.03, 20:50
                                                    Gość portalu: ketiw1 napisał(a):

                                                    > bzdura. Malo który z wielkich ludzi walczyl o świat bez konsumpcjonizmu.
                                                    > walczyli o inne sprawy i często wygrywali.

                                                    A jeszcze częściej przegrywali.

                                                    Chodzi tylko o to, że nie chcieli
                                                    > wszystkiego dla siebie, ale walczyli o przyszłość dla innych, oddawali życie,
                                                    > czas, zdrowie, kase itp.

                                                    Ich wybór.

                                                    I do końca świata będą uważani za wielkich, podczas
                                                    > gdy ty będziesz malym, zapomnianym, marnym, niewiele znaczącym, żałosnym
                                                    > dusigroszem.

                                                    I co z tego? Ale co się nażrę to moje.

                                                    Wiesz kto to jest człowiek mały, a kto wielki? Chyba nie powiesz
                                                    > mi, że i to się mierzy kasą? Historia przyjęła inne priorytety.

                                                    Która historia? Gospodarcza też?

                                                    > Mali, to ci co dbają o własną dupę i nie potrafią zdobyć się na szlachetne
                                                    > postępowanie.

                                                    Racja.

                                                    I to nijak ma się do lewactwa, bo i prawicowi bohaterowie mieli
                                                    > podobne wartości - poświęcali się dla innych.
                                                    > Jedno jest pewne - marniutka i malutka z Ciebie kreatura wymoczku.

                                                    W twoim mniemaniu owszem.
                          • Gość: ketiw1 Re: TAK! Tak wypowiadaja sie inteligentni ludzie IP: 195.116.99.* 19.11.03, 12:30
                            Coś mi się wydaje, że już nie mogę i wielki czarownik to jedna i ta sama osoba.
                            • Gość: wielki czarownik Porównaj IP. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.03, 16:24
                              • Gość: co za roznica Re: Porównaj IP. IP: *.int.warszawa.sint.pl 19.11.03, 16:37
                                Uwazaj, bo w domu mam takie samo IP, wiec kazdy, kto sie nie zgadza z
                                agresywnym Ketiw1 w dyskusji moze byc przez niego uznana za "ta sama osobe".

                                Jesli Ketiw1 czuje potrzebe misji dziejowej i pobluzgania na oponentow, to moze
                                lepiej pozostawic go w przeswiadczeniu o swojej slusznosci. Przeciez nie
                                zalozyl tematu, zeby zweryfikowac swoje zalozenie, czy obronic je. On zalozyl,
                                zeby szukac "spiskowej teorii dziejow" i pietnowac glupkow w jego mniemaniu.

                                Dyskutuje sie z opinia, a nie z uzytkownikiem. Jesli tak bardzo potrzebuje
                                weryfikowac kto co pisze, to nie zalezy mu na opinii tylko pyskowce.

                                Ja juz TU nie napisze. EOT
                                • Gość: ketiw1 Re: Porównaj IP. IP: *.shl.pl / *.shl.pl 20.11.03, 14:15
                                  w dziwnie dogodnym dla czarownika momencie pojawił się ten niemy dotąd
                                  sprzymierzeniec. mi się coś nie wydaje, żeby IP miało jakieś znaczenie (ja np
                                  piszę z dwóch).
                                  Cieszy mnie jednak twoje ostatnie zdanie. :)


                                  PS. w jednym rację przyznam zupełnie szczerze - moje uwagi na temat czy to
                                  czarownik czy nie były zupełnie niepotrzebne
          • Gość: P.S.J. Nie wierze... IP: *.itpp.pl 18.11.03, 10:02
            Eech, w_c, mnie też wkurzają natchniono-lewackie tezy ketiwa1, ale z drugiej
            strony, znajac twoje wypowiedzi w innych postach, wydawalo mi sie, ze jestes
            inteligentnym (nie mylic z cwanym) typem. A tu takie rozczarowanie... Naprawde
            nigdy nie miales smutnego wrazenia, ze wobec osob, ktore cos tam przelomowego
            w naszej historii zrobily, i wobec tych, ktorzy teraz cos robia, a zapamietani
            i wychwalani beda za kilka- dziesiat/set lat, znaczysz tyle co nic? Ze tak
            naprawde juz twoje wnuki (zakladajac, ze bedziesz je mial) nie beda pamietac,
            kim byles, tak bardzo bezbarwna postacia jestes przez to dosc prymitywne
            podejscie do zycia?
            • Gość: Doki Re: Nie wierze... IP: *.56-136-217.adsl.skynet.be 18.11.03, 10:56
              W dziejach ludzkosci przez te planete przewinelo sie ok 80 miliardow ludzi. Ilu
              potrafisz wymienic z nazwiska (czyli: ilu pamietasz?): 200? 300? gora 500? To
              tyle, jesli chodzi o pozostawanie w pamieci. Podreczniki i encyklopedie
              wymieniaja tez w najlepszym wypadku tak z 1000 tych "wielkich"- czytaj: wartych
              zapamietania.
              Odznaczyc sie w dziejach swiata to zuchwaly zamiar i statystyka jest przeciwko
              Tobie...
              • Gość: P.S.J. Re: Nie wierze... IP: *.itpp.pl 18.11.03, 12:04
                Z tzw. kultury ogólnej pamiętam z 6- nazwisk "od ręki", gdyby ktoś pomagał mi
                pytaniami naprowadzającymi na kategorie ludzi (np.filozofowie, duchowni)
                liczba ta wzrosłaby do 80-100 osób.
                Ale...! Jako uczący się szermierki historycznej znam kilka nazwisk związanych
                z tą dziedziną, jako pianista (amator) znam około 50 KOLEJNYCH nazwisk
                związanych z historią muzyki... jako osoba interesująca się historią
                starożytnego Rzymu ze 30 nazwisk osób historycznych z tego okresu...
                Jak widać, ważne, by zapisać się w pamięci ludzi, którzy idą w twoje ślady,
                nawet po wiekach.
                • Gość: Doki Re: Nie wierze... IP: *.56-136-217.adsl.skynet.be 18.11.03, 12:22
                  Dobry argument. Ale i tu na kazdego, ktorego pamietasz, przypadaja dziesiatki,
                  jesli nie setki bezimiennych.

                  Nie wiem po co ktos ma mnie pamietac. Bylem, nie ma mnie. Zycie jest zbyt
                  efemeryczne, zeby brac je na powaznie. Skoro tak, niech przynajmniej bedzie
                  przyjemne... A jesli PRZY OKAZJI uda sie zrobic cos wartego zapamietania- to tym
                  lepiej. Natomiast zycie z poczuciem misji nie jest fajne.
                  • Gość: ketiw1 Re: Nie wierze... IP: *.shl.pl 18.11.03, 15:09
                    Fajne to mogą być rysunki manga na gumie balonowej, a nie życie, po za tym co
                    to za bzdury o życiu z poczuciem misji - sprawdziłeś? A tak koniec końców panie
                    geniuszu to nie trzeba mieć poczucia misji, żeby nie być konformistą i
                    otępiałym konsumentem.
            • wielki_czarownik Re: Nie wierze... 19.11.03, 16:41
              Gość portalu: P.S.J. napisał(a):

              > Eech, w_c, mnie też wkurzają natchniono-lewackie tezy ketiwa1, ale z drugiej
              > strony, znajac twoje wypowiedzi w innych postach, wydawalo mi sie, ze jestes
              > inteligentnym (nie mylic z cwanym) typem.

              Dzięki :)

              >A tu takie rozczarowanie...

              Hmm... Szkoda :(

              Naprawde
              > nigdy nie miales smutnego wrazenia, ze wobec osob, ktore cos tam przelomowego
              > w naszej historii zrobily, i wobec tych, ktorzy teraz cos robia, a zapamietani
              > i wychwalani beda za kilka- dziesiat/set lat, znaczysz tyle co nic?

              Miałem. Ale nie przeszkadza mi to. Nie mam aspiracji być kimś wielkim. Ja chcę po prostu przeżyć to moje życie w sposób możliwie najwygodniejszy i najprzyjemniejszy.

              Ze tak
              > naprawde juz twoje wnuki (zakladajac, ze bedziesz je mial) nie beda pamietac,
              > kim byles, tak bardzo bezbarwna postacia jestes przez to dosc prymitywne
              > podejscie do zycia?

              Nie - naprawdę nie zależy mi na tym. Cóż mnie obchodzi co się stanie po mojej śmierci? NIC! Jestem szczery - w życiu zależy mi tylko na wygodzie, luksusie i przyjemności. Nie mam żadnych wyższych celów. Nie chcę być tym co cierpi za "milijony" ani żadnym romantycznym bohaterem walczącym ze złem tego świata. Chcę się po prostu nażreć, napić, dobrze zabawić i spędzić życie w luksusie.
              • Gość: P.S.J. Re: Nie wierze... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.03, 20:21
                Bah! Ja też kompletnie nie identyfikuję się z etosem romantyczno-natchnionym
                (mniej identyfikuję się tylko z lewacko-walczącym), ale od czasu do czasu
                ogarnia mnie przemożne pragnienie pozostawienia po sobie chociaż jednej, ale
                za to wybitnej rzeczy - w dowolnej dziedzinie, byle takiej, na jakiej się znam
                i umiem to robić. Niezależnie, czy owoc mojego życia będzie podręcznikiem
                akademickim, czy poradnikiem w stylu "Manewry jachtem dla młodych
                chłopców" :), ważne, żeby ktoś skorzystał z moich doświadczeń (ergo - mojego
                życia) i uznał, że jest to dla niego pewien autorytet, czy też, może lepiej,
                coś cennego.

                Taka filozofia życiowa w skrócie. :)
                • Gość: Doki Re: Nie wierze... IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 19.11.03, 21:43
                  > ważne, żeby ktoś skorzystał z moich doświadczeń (ergo - mojego
                  > życia) i uznał, że jest to dla niego pewien autorytet, czy też, może lepiej,
                  > coś cennego.

                  Wychowaj dzieci. Czy moze byc wazniejsze zadanie w zyciu?
                  • Gość: P.S.J. Re: Nie wierze... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.11.03, 20:24
                    Mogę nie lubić dzieci, prawda? Nie obudziły się we mnie (jeszcze?) instynkty
                    paternalistyczne. W takim razie wolę podzielić się dokonaniami i
                    doświadczeniami ze wszystkimi.
    • Gość: Doki zeby byc, trzeba wpierw miec IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 17.11.03, 17:30
      ketiw1, rozumiem Twoj mlodzienczy dylemat, wielu nastolatkow go ma.
      Rozstrzygniesz go tak, jak zechcesz. KIEDYS wypada z tego wyrosnac.
      Od konsumpcji nie ma rozsadnej drogi ucieczki, choc sa drogi dla wybranych, np
      klasztor.
      • Gość: ketiw1 Re: zeby byc, wystarczy chcieć IP: 195.116.99.* 17.11.03, 17:48
        owszem są drogi ucieczki, choć może potrzeba odrobiny sprytu i silnej woli.
        Jednak wielu zgorzkniałych starców poddaje się i każdą mowę na ten temat
        kwituje wyświechtanymi zdaniami o młodzieńczym idealiźmie. Niestety już z tego
        nie wyrośniesz.
        Można moim zdaniem żyć świadomie, skromnie, przy szukaniu pracy nie kierować
        się głównie spodziewanymi zarobkami i możliwościami rozwoju, nie poddawać się
        tendecji gromadzenia rzeczy, nie traktować innych jak towar, mieć dobre
        stosunki z ludźmi, wsłuchiwać się w swoje dobre pragnienia, podejmować trud,
        pomagać, starać się myśleć samodzielnie, nie wierzyć ślepo mediom, słuchać
        mądrych ludzi, którzy coś widzieli, nie porzucać marzeń z młodości, starać się
        nie ograniczać do podanej na telewizyjnym tależu przetrawionej 1000 krotnie
        kupie g.wna itd.
        nie jestem jak sugerujesz nastolatkiem, w dodatku żyję tak jak chcę żyć, więc
        nie jest to utopia. Pozdrawiam
        • Gość: jedno pytanie Re: zeby byc, wystarczy chcieć IP: *.int.warszawa.sint.pl 17.11.03, 17:56
          Gość portalu: ketiw1 napisał(a):

          >w dodatku żyję tak jak chcę żyć

          Wiec czemu dezawuujesz zycie innych w konsumpcjonizmie?
          Oni tez zyja jak chca.
          Mysla tak jak chca, czuja tak jak chca, jedza tak jak chca, kupuja tak jak
          chca.

          > Można moim zdaniem żyć świadomie

          Inni teza zyja swiadomie, i raczej mnie sie wydaje, ze Ty wpadles w jakas
          nieswiadomosc napisana przez "konsumpcjofoba"

        • fan_gazety Fan_ gazety do ketiw1 17.11.03, 19:39
          Twoje dylematy są mi bliskie, ale... przpraszam za wścibskość, jednak zapytać
          muszę. Najwyżej nie dostanę odpowiedzi. Masz rodzinę, albo bliskie osoby,
          które utrzymujesz? Jeśli tak, to ciekawe jest dla mnie, jak taka postawa "pod
          prąd" (podkreślam - bliska mi) jest oceniana przez najbliższych. Masz
          poparcie? No bo tak - dzieci coś jeść muszą, żona zwykle zarabia mniej, więc
          to na głównie na mężczyzn spada konieczność zarabiania forsy. Jak sobie z tym
          radzić, izolując się od konsumpcjonizmu? Jak się żyje samotnie - proszę
          bardzo. Chyba sam bym tego spróbował :-) w Mongolii np. Ale mam dwójkę dzieci
          i żonę i chcę im zapewnić normalne życie.
          Pozdrawiam
          • Gość: ketiw1 do fana gazety IP: 195.116.99.* 17.11.03, 21:26
            odpowiem Ci, ale prawdopodobnie nie zdążę szybciej niż jutro, pozdrawiam
        • Gość: Doki a jesli ja nie che chciec? IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 17.11.03, 20:31
          > choć może potrzeba odrobiny sprytu i silnej woli

          Moj drogi, sprytu i silnej woli to trzeba, zeby zapewnic sobie tak znienawidzony
          przez Ciebie komfort materialny. Eskapizm to latwizna.

          > kwituje wyświechtanymi zdaniami o młodzieńczym idealiźmie

          A jak ma kwitowac? Problem stary jak swiat. Mlodziencom wydaje sie, ze przed
          chwila odkryli nowy sposob na zycie, radykalnie lepszy od istniejacych. Co
          bystrzejsi wkrotce dostrzegaja jak bardzo sie myla. Niektorzy nie sa bystrzy.

          > Można moim zdaniem żyć świadomie

          Mozna, i nie zalezy to od poziomu dochodow.

          > skromnie,

          Mozna, ale po co?

          > przy szukaniu pracy nie kierować
          > się głównie spodziewanymi zarobkami i możliwościami rozwoju,

          Slucham? To czym w takim razie mam sie kierowac? Przypominam, ze praca zawodowa
          sluzy zdobyciu srodkow do zycia.

          > nie poddawać się tendecji gromadzenia rzeczy

          Tu sie zgodze. Gromadzenie rzeczy powoduje balagan na strychu. Trzeba regularnie
          wyrzucac stare graty i wymieniac na nowe. Ale na to potrzebna jest kaska...

          > nie traktować innych jak towar, mieć dobre stosunki z ludźmi, wsłuchiwać się w
          swoje dobre pragnienia,

          I Twoim zdaniem dobrobyt to utrudnia lub uniemozliwia? Tos rzeczywiscie jeszcze
          dzieciuch, niezaleznie od tego ile masz lat. Moim pragnieniem bylo np zbudowac
          dom i to pragnienie sie spelnilo. Wiesz jak? Bo "podjalem trud" i zarobilem.

          > w dodatku żyję tak jak chcę żyć, więc
          > nie jest to utopia

          No to super. Nie kaz mi tylko zyc tak samo jak Ty, bo ja tego nie chce. Wiecej,
          uwazam, ze moje zycie MOGLOBY byc jeszcze wiecej warte, gdybym pieniadze po
          prostu MIAL, zamiast je zarabiac. To podniosloby moj konsumpcjonizm na wyzszy,
          lepszy poziom- lepsze roczniki wina, wygodniejsze auto, ciekawsze wakacje...

          Moich marzen wystarczy mi na reszte zycia.
    • fan_gazety Re: Co sądzicie o konsumpcyjnym stylu życia? 17.11.03, 19:08
      Trochę szkoda, że teak dużo pytań na raz... Odczucia na temat poruszany przez
      Ciebie mam strasznie pomieszane. Uwielbiam wolność wyboru. Ma ją teraz
      znacznie, znacznie większą, niż przed 1991... To wartość niebywale dla mnie
      ważna. A z drugiej strony... konsumpcjonizm prowadzi do... braku wyboru.
      Dlaczego? No, weźmy ketchup na przykład. Masz w sklepie jeden - nie ma
      problemu, bo nie ma wyboru. Masz trzy - też nie ma problemu, jest nawet miło,
      bo możesz wybrać. Kupujesz po kolei, albo naraz te trzy i wybierasz najlepszy.
      Z pięcioma też sobie poradzisz. Ale z 15-stoma już nie... Co więc robisz w
      takiej sytuacji? Losujesz, a to już jest brak wyboru. Ja mam ten problem
      zawsze, kiedy mam kupić coś dla mnie nowego. Parówki na przykład. Koszmar...

      No idrugi przykład absurdów, do których prowadzi konkurencja i konsumpcjonizm.
      W Londynie 200 lata temy poruszano się powozami konnymi z szybkością 10-
      15km/godz. Dziś - prędkość poruszania się nie wzrosł, a ma nawet tendencję
      malejącą. A jak "ładnie" wzrosło zużycie energii...

      Mam dużo dystansu do konsumpcjonizmu. Bardzo dużo. Żałuję że Polska i
      cywilizacja zachodnia rozwija się właśnie tak. Ale wierzę, że wyboru innego
      nie ma - nie ma wyboru i dlatego trzeba znależć pozytwne wyjścia. Wszak wolny
      rynek daje wolność wyboru... Sam wyjechałem 15 la temu z dużego miasta i nie
      żałuję. Własne myśli lepiej na wsi słychać.
      A o kulturze to może kiedy indziej. Po co smęcić?
      Pozdrawiam
      • Gość: ketiw1 Z prądem rzeki tylko śmieci płyną IP: *.shl.pl 18.11.03, 15:25
        Choć każdy z nas prawie przekonany jest o swej wyjatkowości i wielkiej
        wartości, to socjologowie zakładają, że jednostki twórcze w każdym
        społeczeństwie stanowią około 10%. Dla porównania około 50% to naśladownicy, a
        25% (wiem - trudno aż uwierzyć) to patologia. Twórcze jednostki to nie ci,
        którzy przodują w dominujących procesach, lecz ci którzy się wyłamują i starają
        myśleć samodzielnie, działać niekonwencjonalnie. Widzę, że nie jesteś
        człowiekiem pokroju Wielkiego Czarownika, któremu wydaje się, że wybór
        konsumpcyjnego stylu życia, to odkrycie ameryki i panaceum na wszelkie
        cierpienia i nieszczęścia tego świata. Nie chcę cię pouczać (bo być może to ty
        mnie powinieneś), tylko przedstawić swój punkt widzenia i swój sposób na życie.
        Uważam po pierwsze, ze bardzo duzo daje życie w zgodzie z naturą. Ja jestem
        niedaleki kupienia domu w Szwecji i zamieszkania (tak jak połowa szwedów) w
        ogromnych lasach, nieopodal jednego z tysięcy krystalicznie czystych jezior.
        Dlaczego Szwecja? Bo to społeczeństwo (przynajmniej na prowincji) choć bardzo
        zamozne, jest jednocześnie niezwykle skromne i mAło konsumpcyjnie nastawione.
        Tryb życia jaki wiodą Szwedzi bardzo mi odpowiada - surowy, pełen szacunku dla
        natury, wolniutkie obroty, dobrosąsiedzkie stosunki, łapanie rybek, polowania,
        silne wspólnty lokalne, w dodatku opiekuńcze i w miarę sprawiedliwe państwo,
        które nie zrzuca bezlitośnie nieprzystosowanych ze skały. Jeśli dodam jeszcze
        że ludzie są niezwykle mili (ewenement w skali europy), to chyba zrozumiesz.
        jak chodzi o pracę - to mam zamiar odejść od swego zawodu i być przewwodnikiem
        po północy, a także zająć się rzemiosłem. Więcej nie zdradzę. Pozdrawiam
        • jot-23 Re: Z prądem rzeki tylko śmieci płyną 18.11.03, 17:23
          Gość portalu: ketiw1 napisał(a):

          > Ja jestem
          > niedaleki kupienia domu w Szwecji i zamieszkania (tak jak połowa szwedów) w
          > ogromnych lasach, nieopodal jednego z tysięcy krystalicznie czystych jezior.

          hihi, hehe...

          czyli robisz to co robia miliony ludzi na calym swiecie, najpierw "tluka
          kase", potem szukaja spokojnego zakatka, gdzie, najczesciej mogliby wyrugowac
          jakiegos "lokalnego" przy pomocy swojej uprzywilejowanej pozycji finansowej.

          wszystko po to aby sie "wyciszyc" i zyc zgodnie z natura...hehe... zdradze ci
          ze ja np, tez podazylem szlakiem tysiecy zydowskich prawnikow z nowego
          jorku... tabory szly na polnoc.... kupilim sobie 150-letnia chatynke w gorach
          w stanie vermont... gdzie ludzie zyja spokojnie z pracy swoich rak, hoduja
          konie... gdzie 40% drog nie ma asfaltu...
          • Gość: ketiw1 Re: Z prądem rzeki tylko śmieci płyną IP: 195.116.99.* 20.11.03, 18:22
            kasy "tłuc' nie zamierzam, jak już to jeszcze trochę dorobię w normalnej
            robocie - parę godzin dziennie, a rugować nikogo też nie będę, zwłłaszcza, że w
            Szwecji dużo pustych domów stoi
        • fan_gazety Re: Z prądem rzeki tylko śmieci płyną 19.11.03, 08:13
          Gość portalu: ketiw1 napisał(a):

          > Choć każdy z nas prawie przekonany jest o swej wyjatkowości i wielkiej
          > wartości, to socjologowie zakładają, że jednostki twórcze w każdym
          > społeczeństwie stanowią około 10%. Dla porównania około 50% to naśladownicy,
          a
          >
          > 25% (wiem - trudno aż uwierzyć) to patologia.
          Znam takie i podobne oceny. Maja one jednak wadę. Dotyczą "niemierzalnego" (no,
          bo co znaczy "jednostka twórcza"? Sceptyczny jestem... W dodatku - te oceny są
          uproszczeniem aż do bólu, bo ... każde zjawisko ma swoją zmienność, a zjawiska
          społeczne w szczególności. Wszystko się zmienia w czasie, w zależności od
          warunków życia na przykład.

          > Twórcze jednostki to nie ci,
          > którzy przodują w dominujących procesach, lecz ci którzy się wyłamują i
          starają
          >
          > myśleć samodzielnie, działać niekonwencjonalnie.Widzę, że nie jesteś
          > człowiekiem pokroju Wielkiego Czarownika, któremu wydaje się, że wybór
          > konsumpcyjnego stylu życia, to odkrycie ameryki i panaceum na wszelkie
          > cierpienia i nieszczęścia tego świata.

          Nie chcę się przyrównywać do innych. Wolę skupiac skupiać się na postawach,
          opiniach, działaniach. Konsumpcjonizm jako "religia" jest mi kompletnie obcy.
          Niezaleznie od tego, czy jego "wyznawcą" jest W_C czy ktokolwiek inny. Choć
          konsumować oczywiście czasami lubię, bo to konieczne, a niekiedy baaaardzo
          przyjemne. Przyjemność z posiadania czegoś nie jest mi obca. Natomiast jestem
          przekonany, że konsumpcjonozm jako model życia jest... jak to powiedzieć,
          smutny chyba, jeśli pomyślimy, że człowiek jako istota o tak wielkich
          możliwościach twórczych, ogranicza swoje życie do konsumowania. Poza tym
          konsumpcjonizm chyba nie ma przyszłości, jeśli chodzi o globalne możliości
          Ziemi... Obliczono parę lat temu, że gdyby wszyscy ludzie (Azjaci, Afrykanie
          itd.) konsumowali tyle energii i materii ile ludzie Zachodu, to trzeba by było
          jeszcze, o ile pamiętam trzech takich planet, jak nasza.

          > Nie chcę cię pouczać (bo być może to ty
          > mnie powinieneś), tylko przedstawić swój punkt widzenia i swój sposób na
          życie.
          > Uważam po pierwsze, ze bardzo duzo daje życie w zgodzie z naturą.

          Hmmm, nie chcę się czepiać, ale dla różnych ludzi "natura" oznacza całkiem co
          innego. Podejrzewam, że obaj rozumiemy to tak samo, ale możesz wyjaśnić to
          pojęcie?


          > Ja jestem
          > niedaleki kupienia domu w Szwecji i zamieszkania (tak jak połowa szwedów) w
          > ogromnych lasach, nieopodal jednego z tysięcy krystalicznie czystych jezior.

          Marzy mi się podobie, zresztą już namiastkę tego mam. Mieszkam na wsi, z dala
          od dużych miast, i wiem że tu mieszka się po prostu zdrowiej, bo spokojniej i
          czyściej. Natomiast nie wyobrażam sobie wyjazdu gdzies na kompletne odludzie,
          bo... mam dwoje dzieci, które dopiero rosną i MUSZĄ mieć jako takie możliości
          wyboru. Do tego potrzebne są pieniądze, które gdzieś trzeba zarabiać. W dodatku
          jestem naukowcem, i uwielbiam gdy "coś się dzieje" - jakieś spotkania,
          dyskusje, konferencje, spory. Tego wszystkiego na odludziu bym nie miał. Znam
          troszkę losy rodziny Szwajcarów, którzy wynieśli się ze swojego kraju i żyją od
          wielu już lat na Suwalszczyźnie (niedaleko J. Hańcza), właśnie "w zgodzie z
          naturą", hodując owce i kozy i robiąc sery (na eksport głównie) w warunkach
          domowych. Początki były dla nich ciężkie a i dziś, gdy od czasu do czasu widzę
          ich dzieci (już chyba ósemka) to mi po prostu ich szkoda. Brudne, pewnie nie za
          dobrze kształcone, bo w maleńkich szkołach z tym bywa różnie. Osobiście nie
          podjłąłbym takiego ryzyka "wtłaczania" dzieci w swój model życia. Dlatego
          pytałem Ciebie, czy masz swoją rodzinę, bo to jest wg mnie sedno sprawy w
          wyborze stylu życia. Zapytam więc raz jeszcze - masz?

          > Dlaczego Szwecja? Bo to społeczeństwo (przynajmniej na prowincji) choć bardzo
          > zamozne, jest jednocześnie niezwykle skromne i mAło konsumpcyjnie nastawione.
          > Tryb życia jaki wiodą Szwedzi bardzo mi odpowiada - surowy, pełen szacunku
          dla
          > natury, wolniutkie obroty, dobrosąsiedzkie stosunki, łapanie rybek,
          polowania,
          > silne wspólnty lokalne, w dodatku opiekuńcze i w miarę sprawiedliwe państwo,
          > które nie zrzuca bezlitośnie nieprzystosowanych ze skały. Jeśli dodam jeszcze
          > że ludzie są niezwykle mili (ewenement w skali europy), to chyba zrozumiesz.
          > jak chodzi o pracę - to mam zamiar odejść od swego zawodu i być
          przewwodnikiem
          > po północy, a także zająć się rzemiosłem. Więcej nie zdradzę. Pozdrawiam

          Nie chcę burzyć tego dobrego obrazu, ale ... znasz to z autopsji, czy od
          innych? Bo ja znam ludzi, którzy na temat relacji miedzyludzkich w Szwecji mają
          zgoła odmienne zdanie.
          Pozdrawiam
        • Gość: Doki Re: Z prądem rzeki tylko śmieci płyną IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 19.11.03, 09:05
          > Choć każdy z nas prawie przekonany jest o swej wyjatkowości i wielkiej
          > wartości

          Mow za siebie.

          > Ja jestem
          > niedaleki kupienia domu w Szwecji i zamieszkania (tak jak połowa szwedów) w
          > ogromnych lasach, nieopodal jednego z tysięcy krystalicznie czystych jezior.

          No i wyszlo szydlo z worka! To ma byc ten sprzeciw wobec konsumpcjonizmu, a
          jednoczesnie propagowanie konsumpcjonizmu elitarnego, i to jako sposobu na zycie
          dla wszystkich?
          Po pierwsze, gdybys, ketiw1, mniej przepisywal cudze artykuly, a wiecej czytal
          starszych rzeczy, wiedzialbys, ze podobne tezy propagowal juz dawno temu niejaki
          J.J. Rousseau. I co? I nic. Swiat toczy sie dalej.
          Po drugie, polowa Szwedow to raptem pare milionow ludzi, pikus przy populacji
          nawet dwoch wojewodztw w Polsce.
          Po trzecie, nie sadze, zeby az polowa Szwedow chciala wyniesc sie na pustkowie,
          a chocby tak, to jak to sie ma do dobrosasiedzkich stosunkow i poczucia
          wspolnoty? Nie mowie juz o tym, ze moje zdanie o Szwedach jest inne od Twojego,
          no ale to kwestia osobistych doswiadczen.
          Po czwarte wreszcie: czy to jest sposob na zycie dla wszystkich? Oczywiscie,
          nie, bo nie ma tylu enklaw niestazonej przyrody, zeby wszystkich pomiescic, nie
          wszyscy sa tez w stanie wyzyc. Wspolczesna cywilizacja jest napedzana
          konsumpcja, bo dziala ekonomia skali. Demontaz konsumpcji to eksterminacja tej
          znaczacej czesci ludzkosci, ktora od tej konsumpcji zalezy. Mozesz glosic takie
          tezy, ale patrz na konsekwencje. To dzieki konsumpcji jest powszechnie dostepna
          chociazby energia elektryczna i wszystkie technologie, ktore powoduja, ze nie
          tylko zdrowi maja szanse przezyc. Wrzuc ich do ogromnego lasu nad krystalicznie
          czystym jeziorem, bez dostepu do lekow, zywnosci, telefonu, samochodu, ktorego
          nie trzeba odkopywac spod sniegu itp, itd, a zgina marnie. Nie dlatego, ze sa
          leniwi albo sa mieczakami, ale dlatego, ze sa np slabi, starzy albo chorzy. Nie
          mowie juz o ludziach, ktorzy swiadomie beda lamac zasady i przyjda Cie
          obrabowac. Twoja wizja staje sie nagle bardzo elitarna i to samo w sobie moze
          nie jest zle, ale powtarzam, patrz na konsekwencje.

          Mysle, ze jednak nie do konca przemyslales swoj poglad. Mieszasz pragnienia z
          rzeczywistoscia i traktujesz rowno. A tak dobrze nie ma. Rzeczywistosc jest jaka
          jest i dopasowanie sie do niej to nie konformizm tylko wola przetrwania.

          Zycze powodzenia na dalekiej polnocy.
          • Gość: ketiw1 spokojnie Doki!!! IP: *.shl.pl / *.shl.pl 20.11.03, 13:34
            Jakiś ty mądry, aż się flaki przewracają. Konsumpcjonizm i piętnowane przeze
            mnie postawy polegają na NADMIERNYM przywiązaniu do zdobywania dóbr
            materialnych nie kwestionuję zaś na KUPNA DOMU CZY KORZYSTANIA Z
            ELEKTRYCZNOŚCI. Czemu tak bardzo chcesz pouczać, choć nie masz racji i nawet
            nie bardzo rozumiesz co mówię?
            Po drugie to, że nie sądzisz, że połowa Szwedów miała ochotę wynieść się na
            pustkowie, nie zmienia faktu że tak jest.
            Po trzecie co to za bzdura z tymi chorymi i słabymi nad jeziorem i telefonem
            pod śniegiem? To twoja wizja. Ja nikogo na Szwecję nie namawiam, po drugie sam
            mam zamiar także korzystać z wielu dóbr techniki. W dodatku uważam, że mozna
            żyć w Polsce i w tysiącu innych miejsc, nie będąc wyrachowanym materialistą i
            nieświadomym swego niewolnictwa członkiem globalnego kieratu kariery.
            Po czwarte Twój zarzut przepisywania cudzych artykułów jest bezpodstawny. A
            lektury, to pozwól, że będę dobierał sobie sam.
            Po piąte nie jestem idealistą ani marzycielem - NIE SPŁYCAJ MOJEJ WYPOWIEDZI.
            To, że ty zrozumiałeś to tak a nie inaczej, nie znaczy, że ja miałem to na
            myśli, ani nawet, że to powiedziałem. JA PIĘTNUJĘ KONSUMPCJONIZM (NIE MYL Z
            KONSUMPCJĄ GENIUSZU), TEORIE NEW AGE, BEZWARTOŚCIOWĄ KULTURĘ MASOWĄ i POSTULATY
            FILOZOFII POSTMODERNIZMU. Krytykuję (i będę to robić) wszelkie postawy
            polegające na wyzyskiwaniu, bałwochwalczym uwielbieniu dla bogactwa,
            bezrozumnym oddaniu się we władanie komercji itp.) Konsumpcji nie piętnuję, bo
            samemu zdarza mi się konsumować(zdziwiony?), a do hipokrytów nie należę.
            Kupno domu to jeszcze nie konsumpcjonizm (ani konsupcjonizm egalitarny - jak to
            byłeś łaskaw ślicznie nazwać) ale zaspokajanie PODSTAWOWYCH POTRZEB prawie
            każdej istoty ludzkiej.
            > > Choć każdy z nas prawie przekonany jest o swej wyjatkowości i wielkiej
            > > wartości
            > > Mow za siebie.

            Ty prawdopodobnie uważasz się za zero i dlatego zdecydowałeś się mnie beztrosko
            objechać jak jakiegoś gówniarza, nie zapoznawszy się dokładnie z moimi listami
            i nie zadawszy mi żadnego pytania.
            Proponuję więcej pokory, uwagi i rzetelności w komentowaniu cudzych wypowiedzi.
            Mimo wszystko pozdrawiam i życzę powodzenia w klimacie umiarkowanym (aczkolwiek
            kapryśnym).
            • Gość: ketiw1 Do PSJ i innych IP: *.shl.pl / *.shl.pl 20.11.03, 14:32
              JEDNO mnie wkurwia i jest nielepsze wcale od bluzgania, które czasem praktykuję
              (a wy krytykujecie). Chodzi mi o przypisywanie pewnych cech, intencji itp.
              Wyjaśnijmy sobie - NIE JESTEM WALCZĄCYM LEWAKIEM, ANARCHISTĄ, KOMUNISTĄ,
              TROCKISTĄ, IDEALISTĄ, BEZTROSKIM MARZYCIELEM, NAIWNYM MŁODZIEŃCEM. Po prostu
              krytykuję postawy podobne do prezentowanych przez Wielkiego(?) Czarownika i
              inne polegające na bezmyślności, nieczułości i chciwości. Może to nie ma sensu,
              ale ja to lubię i robic bedę. Nie zamierzam nikogo natomiast NAKŁANIAĆ DO
              NICZEGO, ZMUSZAĆ,WSKAZYWAĆ JEDYNĄ SŁUSZNĄ DROGĘ,

              To tyle gwoli wyjaśnienia i zapobieżenia nieporozumieniom na przyszłość.
              Dziękuję.

              PS> przepraszam urażonych za częsty brak powściągliwości z mojej strony (to mój
              moze nie najlepszy styl) zapewniam, że nie idzie on w parze z agresją fizyczną,
              zlymi życzeniami i laleczkami VOODOO :)
              • Gość: Jakub Re: Do ketvi IP: *.lublin.mm.pl 20.11.03, 19:43
                Piszesz z sensem i po ludzku. Jezeli chce się żyć z ludźmi, to trzeba żyć dla
                ludzi. Egoizm, zachłanność najczęściej skutkuje emocjonalnym odrzuceniem i
                samotnością, A to jest przykre. Zwłaszcza na starość. Bogactwo tego nie umili.
                Kto nie miał w życiu trudnych chwil wymagajacych wyrzeczeń, ten nie potrafi
                zrozumieć radości akceptacji i przyjaźni bliskiego człowieka , a nawet
                zwierzęcia np. psa.
    • Gość: mb Re: Co sądzicie o konsumpcyjnym stylu życia? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 21.11.03, 13:11
      Zgadzam się z ogolnym stwierdzeniem ze „konsumpcjonizm jest zly” Bezmyslne
      kupowanie, pogon za coraz to nowymi przedmiotami jako wyznacznikami statusu,
      zapracowywanie się niemalze na smierc tylko po to by moc przyszpanowac jest
      chore.
      Ale.. no wlasnie. Wolny wybor jest dany tylko nielicznym. Czy wyobrazasz sobie,
      ze te tysiace osob pracujacych po12-14 godz. dziennie robia to z powodu swojego
      chorego konsumpcjonizmu? Większość z nich tyra, bo jak przestanie to straci
      prace. Jak straci prace to w koncu umrze z glodu (chyba ze bedzie zyc z zasilku
      na ktory pracuja przeciez inni) No dobrze, powiesz, mogliby np. wyprowadzic
      się na wies, robic figurki z drewna, urzadzic dom dla letnikow... Ile osob
      może sobie na to pozwolic? Ile figurek można sprzedac? Zreszta, żeby sprzedac
      jakakolwiek musza być przeciez konsumpcjonisci, którzy te figurke kupia ( bo
      badzmy szczerzy, nie jest nam ona niezbedna do przezycia).
      Poza tym, latwiej jest być kontestujacym studentem niż matka odrzucajaca
      konsumpcjonizm.
      Dam ci przykład: Lalka Barbie zawsze była dla mnie synonimem kiczu, idealnym
      przykladem jak pieniadze sa wyciagane od ludzi poprzez manipulowanie dziecmi.
      Obiecalam sobie, ze nigdy jej nie kupie. I co? Jedna, piata, dziesiata
      kolezanka miala Barbie i moja coreczka była nieszczesliwa. Moglam jej zrobic
      lalke z galgankow ale chyba rozumiesz, ze to nie to samo?
      Zlamalam się. Pomyslalam sobie, ze chyba nie mam prawa unieszczesliwiac dziecka
      w imie moich pogladow. Bo jeśli już zdecydowalam się mieszkac w miescie a nie w
      dzungli Amazonki to to odbiera mi wolnosc ale daje wzgledne poczucie
      bezpieczenstwa (zaatakuje mnie może nie tygrys ale sfrustrowany sasiadJ)
      Zakladajac rodzine, zrzekamy się wolnosci Odpowiedzialnosc za innych wyznacza
      nasze dzialanie. Mogę zamieszkac z dziecmi w lesie, ale gdzie będą chodzily do
      szkoly, kto będzie ich leczyl ...czy mam prawo decydowac o ich losie az do
      tego stopnia by narzucic im styl zycia tak rozny od stylu zycia innych ludzi?
      Mogę tylko probowac je uczyc wrazliwosci na potrzeby innych, sprobowac zapewnic
      jakis rozwoj duchowy itd.


      Co to znaczy nie być konsumpcjonistom, twoim zdaniem? Nie pracowac czy po
      prostu olac mody, gadzety? Kto jest już konsumpcjonista a kto jeszcze nie. Czy
      dwie pary spodni to już konsumpcjonizm? Można przeciez zyc z jedna. Miliony
      ludzi na swiecie zyja.
      Bieda na swiecie, to kolejny temat ktory poruszasz w tym kontekscie.Jest
      straszna i moim zdaniem spoleczenstwa zachodnie maja moralny obowiazek aby
      pomagac w rozwoju krajow biednych ale, ale.. to przeciez znowu prowadzi do
      rozwoju konsumpcjonizmu, tylko, ze tym razem w tych krajach, w których go nie
      było ze względu na biede. Zreszta z checia otrzymywania tej pomocy tez jest
      roznie, o czym się możemy przekonac w Iraku (tak, tak wiem –atak mocarstwa na
      bezbronnych ludzi itd.to temat na inna dyskusje).
      Zreszta aby pomagac trzeba mieć za co. Aby mieć za co, trzeba konsumowac, bo
      jeśli przestaniemy to zaraz krach na gieldzie, zapasc gospodarcza, miliony
      ludzi bez pracy itd. itp

      Poruszyles bardzo trudny temat bo zwiazany z natura czlowieka. Dlaczego
      czlowiek nie jest już malpa? Bo chcial mieć coraz wiecej jedzenia, ubrania,
      poczucia bezpieczenstwa ..


      Nie zgadzam się z twoja definicja szczescia. Stan ciagly. Slyszales
      kiedykolwiek o kims kto jest szczesliwy w sposób ciagly? Znam czlowieka, który
      rzucil zycie w miescie, kupil na Mazurach kilka koni i zyje z organizowania
      jazd letnikom itd. Myslisz, ze on jest ciagle szczesliwy? Ze jak wstaje w nocy
      do chorego konia to mowi „Och jak dobrze” czy raczej „kurwa, po co mi to było”
      Moze miec momenty szczescia, moze ma poczucie dobrego zycia w zgodzie ze swoimi
      marzeniami, ale czy jest ciagle szczesliwy?

      Nasunelo mi się jeszcze jedno pytanie? Pisales, ze konsumpcjonisci chca się
      tylko nazrec jak swinia u chlewa. A nawet jeśli tak, to czy to oznacza, ze sa
      gorsi? Czy smierdzacy brudem i tanim winem facet pod sklepem jest ode mnie
      gorszy? Dlaczego? Z punktu widzenia przetrwania gatunku pewnie wprost
      przeciwnie.
      A może sa po prostu ludzie, którzy sa bardziej w srodku (duchowo) i tacy co sa
      bardziej na zewnatrz - lubia zjesc, napic się, przejechac dobrym samochodem i
      to im do szczescia wystarcza. Czy sa gorsi? Pewnie po prostu inni. A pewnie i
      szczesliwsi, bo nie odczuwaja bolu swiata.

      Pozdrawiam i nie daj się wciagnac w ordynarne pyskowki, bo wtedy wszystko to co
      napisales duzo traci
      MB
      • Gość: ketiw1 Re: Co sądzicie o konsumpcyjnym stylu życia? IP: 195.116.99.* 21.11.03, 21:51
        Ależ ja sobie doskonale zdaję sprawę z tego, że pracować trzeba i że nie ma
        ucieczki od tego schematu, o którym mówisz. Tyle, że widzisz - są ludzie
        zachwyceni robieniem kariery, kupowaniem, obrastaniem w luksusy, pięciu się po
        szczeblach. Dla nich pieniądz to Bóg, szczęście, miłość - wszystko. A to
        przecież niezbyt ludzkie. Dzisiejszy kapitalizm stara się nas zunifikować.
        Każdy nastolatek powinien uwielbiać imprezy techno (i pokrewne), mieć
        nowoczesną komórkę, oglądać big brothera. Młode dziewczynki o miłości i seksie
        dowiadują się z Bravo itp. Wszyscy panowie w krawatach i białych kołnierzykach
        mają mieć podobne marzenia - dom poza miastem, wakacje na Majorce, drogi
        samochód, dobrze sytuowani znajomi.
        Czy nie widzisz, że ludzie wariują, wiara w Boga wiąże się z większym nieraz
        niesmakiem otoczenia niż np. wiara w produkty m-way-a (znam osoby które sobie
        przez tą firmę życie marnują). W telewizji oglądają taką kupę zmielonego gówna
        i rzygowin, 5 godzin dziennie, że lwią część ich mózgu zajmuje właśnie to -
        gówno i rzygowiny - bezwartościowe obrazy, informacje, kupa śmieci. Tego się
        nie da wymazać, to w nas siedzi. Wchłaniamy w siebie reklamę, anonse,
        wypowiedzi podobnie jak my skażonych ludzi - jaką szanse ma przebić się przez
        to wszystko nasz zdrowy rozsądek? w jakim stopniu jesteśmy w stanie robić to co
        powinniśmy, to co chcemy, to co robić warto, by być naprawdę szczęśliwymi? Czy
        siedząc po szyję w basenie możemy pozostać susi?
        Ja świata zmienić nie chcę. Mówię jednak, że nie podoba mi się krzywda jednych
        (zapracowanych, mimo woli, dostających grosze) i ogromne samozadowolenie
        drugich wychwalających kapitalizm. Nie podoba mi się postępujące odmóżdżenie,
        zidiocenie, znieczulenie i zniewolenie.
        Co do szczęścia - wiadomo, że nie będziemy przez 24 godziny/dobę zadowoleni.
        Szczęście jednak jest moim zdaniem niezależne od krótkotrwałych smutków,
        problemów, przyjemności i cierpień. Szczęście jest zadowoleniem z życia, z
        wyboru drogi życiowej, z pozostawania w zgodzie z samym sobą, jest odporne na
        przeciwności losu, jest w nas, a nie na zewnątrz. Czy ojciec Kolbe nie mógł być
        szczęśliwy decydując się na śmierć i cierpienie? Ciekawe czy się zgodzisz. :)
        Co do konsumpcjonistów, to wątpie czy są szczęśliwsi - jak się pielęgnuje
        ciało, zaniedbując ducha, to w obliczu śmierci duch chyba nie czuje się
        spełniony? pewnie wielu nigdy się nad tym nie zastanawia, ale moim zdaniem
        hedonizm prowadzi tylko do przyjemności, a moja definicja szczęścia mówi, że to
        ma się nijak do prawdziwego szczęścia. Wiem, że wielu hedonistów przyznaje się
        na starość do pustki duchowej, do uczucia zmarnowania życia.
        Pijak to nie kosumpcjonista, tylko nałogowiec uzależniony od alkocholu, a nie
        od samego aktu - zarabianie-kupowanie.Czy konsumpcjoniści są gorsi? Nie wiem.
        Myślę, że żyją gorzej, choć czasem wygodniej. Myślę, że ich życie jest w jakimś
        stopniu gorsze, choć pełne przyjemności. Po za tym ich nie lubię, ledwo
        toleruję.
        Co do twojej postawy, to byłbym właśnie szczęśliwy, gdyby moje ględzenie tutaj
        sprowokowało kogoś do podobnych wniosków. Myślę, że nie należysz do armii
        robotów z przyklejonym do ust uśmiechem.
        Dziękuję za bardzo kulturalny, wnikliwy i inteligentny list. Masz moim zdaniem
        ogromnie wiele racji i jest mi miło, że ktoś wypowiedział się tu tak
        konstruktywnie i mądrze.


        • pran Re: Co sądzicie o konsumpcyjnym stylu życia? 22.11.03, 01:31
          ketiw masz racje zgadzam sie z toba prawie calkowicie- ta homofobia mi
          nieodpowiada, ale na miłość boską nie bądź kaznodzieją bo tylko ludzi do
          szczytnych idej zniechęcasz. włącz na luz i obierz inna mniej nachalna,
          impertynencka strategie przekonywania ludzi do zastanowienia sie nad tym
          swiatem i soba.
          • Gość: alkoHolik Re: Co sądzicie o konsumpcyjnym stylu życia? IP: *.proxy.aol.com 24.11.03, 04:14

            Pijak to nie kosumpcjonista, tylko nałogowiec uzależniony od
            alkocholu, a nie
            od samego aktu - zarabianie-kupowanie
            ketiw1 - cos ty w szkole robil ze popelniasz takie bledy
            piles alkoHol?
        • Gość: blaster Re: Co sądzicie o konsumpcyjnym stylu życia? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.11.03, 07:12
          Najsmutniejsze jest to że prawie każdy wie że taki bezrozumny i konsumpcyjny
          sposób trawienia życia jest pusty.
          Tak jak to trafnie stwierdziłeś,od schematu nie ma ucieczki,wielu ludzi rozumie
          to w taki sposób - "cokolwiek bym nie robił w życiu,czy sprawiałbym ból i
          cierpienie innym to i tak koniec będzie taki sam"
          wiesz co mnie najbardziej przeraża w tym new age`owskim stylu życia/bycia ?
          Kult pieniądza i całkowite jemu oddanie.
          Prawdą jest jeszcze to że ten komercjalny styl życia jest początkowo łatwiejszy
          wszystko jest przesycone kłamstwem i obłudą,bo zgodnie z tą ideologią (czy
          raczej jej brakiem) należy kłamac,oszukiwac i wyzyskiwać prymitywniejsze
          jednostki aby zaspokoić swoje "marzenia" wykreowane przez telewizje i reklamy.

          wmówiono ludzią że nauka odpowiedziała na odwieczne pytania,żyjemy po to aby się
          reprodukować,wiemy że na 100% życie to przypadek - zupa mezzozoiczna nic ponad
          to,już niedługo dzieki genetyce będziemy nieśmiertelni a juz teraz można się
          zamrozić,kwestia PIENIĘDZY.
          Ja wiem ! że jesteśmy czymś o wiele więcej niż tylko automatami do konsupcji,
          a życie to nie tylko proces który można wytłumaczyć naukowo .....

          w głębi duszy wszystcy wiemy jacy powinniśmy być,tylko dajemy się omamić
          przez hmmm pyche ??


        • Gość: mb Re: Co sądzicie o konsumpcyjnym stylu życia? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 27.11.03, 11:25
          Przekonales mnie, zgadzam się z twoja definicja szczescia. Jest to stan ciagly,
          bardzo trudny do osiagniecia, bo wymagajacy zawarcia kompromisow ze swiatem
          zewnetrzym a jeszcze wiekszych z samym soba i – co najwazniejsze- pelnej
          wewnetrznej zgody na te kompromisy. Może być przeplatany momentami
          niezadowolenia, zlosci, ale – ze względu na ta wewnetrzna zgode – ciagle trwa.
          Innymi slowy, jest to pogodzenie się z zyciem takim jakie ono jest,
          zaakceptowanie (nie bez walki) jego minusow, jest to spokoj wewnetrzny. Ojciec
          Kolbe mogl byc w calym tym nieszczesciu szczesliwy. Chociaz nie wiem czy
          szczesliwy, czy pogodzony z losem. Czy to aby na pewno to samo?
          Pewnie Ameryki tu nie odkrylam, pewnie zaraz ktos mi cos tam zarzuci
          (upraszczanie, medrkowanie) ale tak naprawde pisze to bardziej dla siebie (żeby
          samej lepiej zrozumiec).

          Jakby naturalnie można by przejsc do stwierdzenia, ze konsumpcjonista się jest
          (jeśli glebia nam nie jest potrzebna i produkty nam wystarczaja)nawet bedac
          biednym bo chodzi tu o stan umyslu, albo się nie jest nawet jeśli kupuje się
          wiecej niż biedny sasiad, bo znowu chodzi tu o stan umyslu (kupuje, bo z
          praktycznego punktu widzenia jest mi to potrzebne, ale nie kupuje coraz to
          nowego modelu itd. za kazdym razem, kiedy zmieni się moda, kupowanie nie jest
          celem samym w sobie a tylko koniecznoscia).

          Czy to co napisalam ma twoim zdaniem sens? Bo ze smutkiem mysle, ze czasami
          zauwazam u siebie postawy konsumpcyjne. Kupuje czasem dla samej przyjemnosci
          kupienia czegos co mi sie podoba mimo,iz nie jest mi naprawde potrzebne.Malo
          tego, nawet nie chce mi sie kajac z tego powodu.
          Czy mozna BYWAC konsumpcjonista?
          Czy to w ogole ma sens?

          Pozdrawiam MB
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka