tygrys2000
02.03.09, 12:29
W ostatnim czasie znów rozglądałem się za pokojem do wynajęcia i
znów napotkałem dość charakterystyczny, ogólny schemat dotyczący
mentalności polskiej, czyli jak się najmniej napracować, a
najwięcej kasy nachapać:
"Nowopaństwo Właściciele" wynajmujący pokoje w "swoich" domach,
czesto bedacymi komunałkami.
Ludzie, chcący sobie tanim kosztem dorobić do swoich pensji, lub po
prostu zarabiać kase za nic.
To nowa grupa Polaków, którzy w sposób całkowicie nieprofesjonalny
i nieprzygotowany, (niezgodny z prawem?) próbują brylować w szarej
strefie wynajmu lokali.
Student ma tylko płacić (za wynajem jednego pokoju, np. za 800zł
z "opłatami" - spłaca takim państwu WSZYSTKIE opłaty związane z
utrzymaniem i prowadzeniem ich mieszkania. Drugi i trzeci student
mieszkający razem w drugim pokoju "pracują" tymczasem na miesięczną
pensyjkę takiego "obiboka". Np. 500+500+"opłaty"=1100zł na czysto.
Łącznie więc trzech studentów w trzypokojowym mieszkaniu
Jaśniepaństwa funduje takim współczesnym "biznesmenom" dodatkowy
zastrzyk finansowy w wysokości ok. 2000 zł.
Po odliczeniu REALNYCH opłat zwiazanych z uzytkowaniem lokalu przez
3 dodatkowe osoby wychodzi ok. 1700 zł.
Poza tym 2-3 miesiące wakacyjne - istny raj, bo w domu nie ma
tych "chłopaczysków", a kaska za "trzymanie pokoi" musi
płynąć. "Trzy studenty" placą łącznie 300zl miesiecznie.
W zamian?
Student ma raczej tylko obowiązki, a nie prawa, bo:
Ma się zachowywać tak, jakby go nie było.
Z wielkiej łaski korzystanie z kuchni i łazienki.
Lodówka - jedna półka do podziału...
Pranie - chmmm...
Kąpiel - no, tak nie za często...
Od 22 do 8 musi być cichutko jak w kościele, a w pozostalych
godzinach także najlepiej bez żadnych dźwięków.
Znajomi - trzeba to wcześniej zgłosić w "recepcji".
Pokój nie staje się w momencie opłat moim prywatnym terenem, bo
właściciel może w każdej chwili wejść i zrobić coś koniecznego
(zmiana żarówki, sprawdzenie, czy okno jest zamknięte, w najgorszym
razie Pani właścicielka ma tam swoją trzecię szafę i "raz na jakiś
czas" chce coś z niej wyjąć).
Czasem, jednak najgorsze jest niewerbalne dawanie do zrozumienia,
że lepiej jakbyś siedzial 24/h na uczelni - po prostu brak swobody.
Co z tego wynika.
Uważam, że:
1. Jeśli ktoś chce wynajmować miesznie, powinien być na to
przygotowany, a nie liczyć na to, że jak ktoś obcy wprowadzi się do
mieszkania, to dalej bedzie tak jak bylo, ale bedzie leciec
dodatkowa kaska.
2. Osoby chcace wynajmowac mieszkanie powinny rozliczac sie z
fiskusem.
3. Powinno istniec prawa dot. cen wynajmu dla osob studiujacych (w
zaleznosci od metrażu, okolicy, wyposazenia domu) - takie oplaty
powinno ustalac miasto lub gmina, oraz ceny wynajmu wolne od
podatku.
Np. max. cena wynajmu pokoju wolna od podatku 12m/2 w srodmiesciu
Warszawy, w bloku 40-letnim, lokal ostatni remont w 2000r., powinna
byc 200 zł + opłaty. To byłaby kwota wolna od opodatkowania.
Natomiast, jesli ktos chcialby ten pokoj wynajmowac za 800 zl +
oplaty, to powinien byc na to duzy podatek.
4. Przejrzyscie, oficjalnie, z kontrolami. Jak ktos chce zarabiac
kase za łaskawe udostępnienie swojego mieszkania, z własnej,
nieprzymuszonej woli, to tego, ktory placi za usluge powinno
chronic prawo.