jaga_22
24.11.15, 12:55
Wicepremier i minister rozwoju Mateusz Morawiecki przedstawił w "Rzeczpospolitej" własną interpretację programu gospodarczego Prawa i Sprawiedliwości. Obiecane w kampanii wyborczej ustawy - zasiłki na dzieci, wyższa kwota wolna od podatku PIT, niższy wiek emerytalny - zostaną szybko przygotowane, ale w życie będą wprowadzane, w miarę jak budżet państwa będzie je w stanie sfinansować. A kiedy będzie, to dopiero zobaczymy.
Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej
Benefity będą ograniczone - np. wolna kwota od podatku zostanie podniesiona tylko biedniejszym podatnikom. Wicepremier nie wypowiedział się, od kiedy będą wprowadzone zasiłki na dzieci i jakie będą szczegóły obniżenia wieku emerytalnego. Stwierdził tylko, że jest zwolennikiem "fazowania" tych pomysłów.
Z wygłoszonego przed paru dniami expose Beaty Szydło wynikało, że obietnice wyborcze traktuje śmiertelnie poważnie i zostaną one zrealizowane w ciągu 100 dni.
W wywiadzie Mateusz Morawiecki kilkakrotnie powtarza, że najważniejsza dla niego jest równowaga gospodarcza - zmniejszenie zadłużenia zagranicznego naszej gospodarki i oparcie rozwoju na polskich oszczędnościach i kapitale. To coś zupełnie innego niż dotychczas twierdzili politycy PiS, którzy ani słowem się nie zająknęli o potrzebie zwiększania stopy oszczędności. Przeciwnie, w kampanii zarówno prezydenckiej, jak i parlamentarnej obiecywali wyższą konsumpcję. Twierdzili, że Polaków na nią już stać, że czas oszczędzania minął.
Morawiecki sceptycznie odnosi się do pomysłów gigantycznego programu inwestycyjnego, obiecywanego między innymi przez ministra finansów Pawła Szałamachę. "Nie każdy wzrost PKB jest dobry" - mówi. "Jeżeli opiera się na zwiększeniu nierównowagi, w tym długu zagranicznego, to ma krótkie nogi". Wicepremier przyznaje też, że w ostatnich latach Polska rosła całkiem szybko i że pomysły na dogonienie światowej czołówki jednym skokiem - jak to udało się Korei czy Tajwanowi - dziś są nierealne.
Chwali polskie firmy za to, że skutecznie stosują strategię imitacji, czyli przyswajają wzorce zagraniczne, co jest tańsze niż ponowne wymyślanie tego, co już inni wymyślili.
Pytany o to, czy NBP zostanie zmuszony do finansowania rządowych programów, odpowiada, że rząd będzie w pełni respektował niezależność banku centralnego.
To jest zupełnie inny język niż ten, który od tygodni słyszymy z ust polityków PiS. Mnie ten język znacznie bardziej się podoba, ale pozostaję w nieświadomości, który program rządu jest ważny i który będzie realizowany.
Czy Morawiecki narzuci innym ministrom odpowiedzialnym za sprawy gospodarcze swoje zdanie i zmusi np. Krzysztofa Tchórzewskiego, starego druha prezesa Kaczyńskiego, by zamknął nierentowne kopalnie węgla, a pozostałe sprzedał? Czy uzna, że budowa drugiego gazoportu jest niepotrzebna i bezpieczeństwo energetyczne można zapewnić Polsce w inny, tańszy sposób? Czy przekona prezesa, że bez stabilizacji finansów publicznych rozwój gospodarczy będzie zagrożony, a bez likwidacji przywilejów emerytalnych stabilizacji nie będzie? Czy wyperswaduje kolegom z PiS skok na Radę Polityki Pieniężnej, do którego dojść może już w styczniu 2016 r.?
Pytań jest więcej. Czy Jarosław Kaczyński bawi się w dobrego i złego policjanta, w tej drugiej roli obsadzając prezydenta, panią premier, wicepremiera Glińskiego i straszny tercet Macierewicz-Ziobro-Kamiński, a Morawieckiego w roli dobrego? A może Kaczyński tradycyjnie nie interesuje się polityką gospodarczą, lecz intuicja podpowiada mu, że ci, którzy obiecują w gospodarce cuda, to hochsztaplerzy, więc stawia na profesjonalistę? Ale jak zareagują wyborcy na wycofanie się z części obietnic, które przesądziły o skali zwycięstwa PiS?
Read more: wyborcza.biz/biznes/1,100897,19234890,morawiecki-uniewaznia-program-pis.html#ixzz3sPPZduum