wikul
12.11.20, 13:08
...Wyobraźcie sobie taką sytuację. Wyobraźcie sobie, że zaprosiłem do domu, jak na wigilię, gościa. Nieznanego gościa, dla którego dostawia się dodatkowy talerz. Nakryłem białym obrusem stół, ustawiłem piękną zastawę, bukiet kwiatów, przygotowałem najlepsze znane mi potrawy i czekam kto przyjdzie.
No i przyszedł gość. Podpity, opluty, brudny, puszczający bąki i żrący łapami. Rozwalił się w moim domu, zżarł wszystko, beknął i wychodził brudząc podłogę i śmierdząc. To bym jeszcze zniósł. W końcu pomagamy bezdomnym, biednym, którzy nie koniecznie potrafią się zachować, ale gość, wychodząc najpierw mi naubliżał od gorszego sortu, wykształciuchów, łże-elity, oderwanych od koryta, i tak dalej, i tak dalej. Gdy już był na ganku, zanucił sobie pod nosem: „Andrzej Duda, Andrzej Duda” i na koniec chciał mi jeszcze podać rękę. .
studioopinii.pl/archiwa/201304..