knidyjka
21.10.05, 11:47
wczoraj weszłam do pustej apteki ,w której były cztery osoby personelu w tym
dwóch stażystów.
Po chwili weszła hałaśliwie zachowująca się kobieta-przedstawiciel handlowy
jakieś firmy farmaceutycznej.
Zapytała czy- jakiś tam -lek dotarł i jak się sprzedaje?
Panie sprzedające wzruszyły ramionami.
Wtedy pani przedstawiciel oznajmiła ,iż przyniosła małe prezenty aby lek się
lepiej sprzedawał.
Wśród personelu nastąpiło ożywienie ,powstawali ze stołków,pani zaczęła
wyjmować z paczek: torebki,długopisy,parasolki,zegarki,portfele...
Wyszłam ,bo nikt się moją obecnością nie krępował; pomyślałam sobie,
iż wiem jaka będzie odpowiedż aptekarza na pytanie klienta, "a co pan/i
magister poleca"?