Dodaj do ulubionych

Opowiastki z morałem

05.09.06, 11:19
Dawno, dawno temu stary Indianin przekazał swojemu wnukowi życiową prawdę.
- Wewnątrz każdego człowieka trwa walka, bardzo podobna do walki dwóch
wilków. Jeden wilk reprezentuje sobą zło - zawiść, zazdrość, egoizm, ambicje,
kłamstwo. Drugi wilk reprezentuje dobro - pokój, miłość, nadzieję,
uprzejmość, dobroć, wierność.
Mały Indianin, poruszony słowami dziada zamyślił się, a potem zapytał:
- A który wilk w końcu zwycięża ?
Przez twarz starego człowieka przemknął ledwie zauważalny uśmiech:
- Zawsze zwycięża ten wilk, którego karmisz.
Obserwuj wątek
    • ewa553 Re: Opowiastki z morałem 05.09.06, 16:57
      wiele lat temu, w pewnym szczepie zyl Indianin znany z tego, ze dobrze
      przepowiadal pogode. Ktoregos dnia przychodza do niego inni Indianie z
      rezerwatu i pytaja, jaka czeka ich zima? Na co maja sie przygotowac?
      Madry Indianin zamyslil sie, obiecal dac odpowiedz nastepnego dnia. Po czym
      chylkiem udal sie do budki telefonicznej i zadzwonil do Waszyngtonu do biuira
      meteorologicznego. Tam jednak nie wiedzieli jaka zima przyjdzie. Wiec Indianin
      poradzil swoim ludziom, aby zaczeli zbierac drzewo na opal. Po dwu tygodniach
      przychodza ludzie i pytaja go, czy dalej maja zbierac drzewo. Indianin znowu
      zadzwonil do Waszyngtonu i dowiedzial sie, ze zima chyba bedzie mrozna. Wiec
      znowu w rezerwacie zaczeto zbierac drzewo. Historia powtorzyla sie jeszcze raz.
      Poczym biuro meteorologiczne w Waszyngtonie wydalo komunikat: czeka nas zima
      stulecia: Indianie zbieraja drzewo jak cholera!
      • ira.mak Re: Opowiastki z morałem 05.09.06, 19:24
        Skakał wróbelek po drodze,szukał jakiegoś pożywienia bo mu głód
        doskwierał-szczęśliwie śię złożyło że jechał chłop wozem zaprzężonym w konia- i
        koń zrobił kupę prosto na wróbelka!Wróbelek szczęśliwy,skacze,przebiera,tyle
        jedzonka na raz już dawno nie widział....Był tak zaabsorbowanyże nie zauważył
        kota który go złapał i zjadł!-Morał z tego taki ;NIE KAZDY WRÓG CO NA CIEBIE
        NAS..... NIE KAZDY PRZYJACIEL CO CIĘ Z G.....WYCIĄGA -A JAK SIEDZISZ W G.....TO
        NIE ŚWIERGOL!
        • grenka1 Re: Opowiastki z morałem 05.09.06, 20:02
          To o wróbelku to jest super !!!
    • gunnera Re: Opowiastki z morałem 06.09.06, 07:36
      Za pieniądze...
      - możesz kupić dom ale nie rodzinę...
      - możesz kupić zegar ale nie czas...
      - możesz kupić łóżko ale nie sen...
      - możesz kupić książkę ale nie wiedzę...
      - możesz kupić lekarstwa ale nie zdrowie...
      - mozesz kupić stanowisko ale nie uznanie...
      - możesz kupić krew ale nie życie...
      - możesz kupić seks ale nie miłość...
      • ewa553 Re: Opowiastki z morałem 06.09.06, 10:00
        czyli lepiej byc bogatym i szczesliwym, niz biednym i nieszczesliwymsmile))))
        • gunnera Re: Opowiastki z morałem 06.09.06, 10:22
          Kto jest bardziej szczęśliwy?
          Ten kto ma dziesięć milionów, czy ten, kto ma dziesięcioro dzieci?
          Jednak ten, kto ma dziesięcioro dzieci... on juz nie chce mieć więcej...
          • ira.mak Re: Opowiastki z morałem 06.09.06, 11:49
            tylko tej 10-tce trzeba dać jeść,a jak nie ma na to pieniążków to raczej trudno
            być szczęśliwym.Czyli recepty na szczęście nie ma,dla każdego szczęście ma inną
            twarz....
    • gunnera Re: Opowiastki z morałem 06.09.06, 21:06
      Raz kotek był chory
      I leżał w łóżeczku
      I przyszedł Pan Doktor
      - Posuń się, koteczku...

      ***

      Raz kotek był chory
      I leżał w łóżeczku
      I przyszedł Pan Doktor
      - Jak się masz koteczku?
      Źle bardzo i rączka mnie boli i nóżka...
      Popatrzył Pan Doktor:
      - A wynoś się z łóżka!
      I morał z tej bajki wyraźnym się staje:
      Nie każdy się kotek do łóżka nadaje!
    • gunnera Re: Opowiastki z morałem 07.09.06, 10:04
      "Mój przyjaciel otworzył szufladkę w komodzie swojej żony i wyjął z niej mały
      pakiecik owinięty w bibułkę.
      To - powiedział - nie jest zwykłe zawiniątko - to jest Jej bielizna osobista.
      Wyrzucił opakowanie ukrywające zawartość i przyjrzał się jedwabnej, wykończonej
      koronką bieliźnie.
      - Kupiłem to Jej, kiedy pierwszy raz pojechaliśmy do Nowego Jorku 9-10 lat
      temu, nigdy jej nie założyła, czekała z tym na jakaś specjalną okazję! Wiec
      dobrze - dzisiaj zdarzyła się ta odpowiednia okazja.
      Zbliżył się do łóżka i ułożył bieliznę przy jej głowie, obok innych rzeczy.
      Niedługo złoży ją do trumny. Po krótkiej chorobie wczoraj zmarła. Potem patrząc
      w moją stronę powiedział:
      - Każdy dzień, który przeżywasz jest to specjalna okazja. Nasze okazje już
      minęły. Nie warto było zostawiać wszystkiego na potem."

      Te słowa zapadły mi w pamięć, mam je ciągle na myśli, one zmieniły moje
      życie... Teraz więcej czytam a mniej sprzątam. Siadam na tarasie i rozkoszuję
      się urodą okolicy bez poczucia winy, że nie wypieliłem ogródka. Spędzam więcej
      czasu z moimi bliskimi i przyjaciółmi a mniej pracując. Zrozumiałem, że życie
      to ciągłość doświadczeń, które trzeba przeżywać w radości, a nie próbować je
      przetrwać lub ścierpieć. Już niczego nie odkładam na potem, piję codziennie z
      moich antycznych, kryształowych kieliszków. Zakładam nowe ubranie na zakupy w
      supersamie, jeżeli tylko zdecyduje, że mam na to ochotę. Nie zachowuję moich
      najlepszych perfum na specjalne imprezy, tylko używam ich codziennie, kiedy
      pragnę poczuć je na sobie. Zdania zaczynające się od "pewnego dnia", "kiedyś"
      znikają z mojego słownika. Jeżeli coś jest warte zobaczenia, usłyszenia lub
      przeżycia, chcę to zobaczyć, usłyszeć i przeżyć teraz.

      Nie wiem co zrobiłaby żona mojego przyjaciela, gdyby wiedziała, że nie będzie
      jej tu dzisiaj miedzy nami i przyjmujemy to z taka nieświadoma lekkością, mam
      nadzieje, że poszłaby z z nami do restauracji chińskiej, jej ulubionej.

      To te malutkie nie zrobione rzeczy najbardziej by mnie bolały gdybym wiedział,
      że moje godziny są już policzone. Byłbym niepocieszony, że przestałem widywać
      się z moimi dobrymi przyjaciółmi odkładając to na "najbliższy czas", że nie
      napisałem listów, które miałem zamiar posłać już jutro. Byłbym niepocieszony i
      smutny, że nie mówiłem wystarczająco często moim braciom i dzieciom jak bardzo
      je kocham. Od już i teraz nie staram się opóźnić, przeczekać ani trzymać
      niczego co mogłoby wprowadzić mnie w dobry humor, dać powód do radości i
      śmiechu, i każdego dnia powtarzam sobie, że dzień dzisiejszy jest wyjątkowy.
      Każdy dzień, każda godzina, każda minuta nią jest.
    • gunnera Re: Opowiastki z morałem 08.09.06, 08:26
      Pewien młody człowiek nie miał łatwego charakteru.
      Jego ojciec dał mu pewnego dnia worek gwoździ i kazał wbijać w okalający ogród
      płot - każdy brak cierpliwości, każdą kłótnię miał dokumentować jeden gwóźdź w
      płocie.
      Pierwszego dnia wbił ich 37. W następnych tygodniach nauczył się panować nad
      sobą i liczba wbijanych gwoździ malała z dnia na dzień: odkrył, że łatwiej jest
      panować nad sobą niż wbijać gwoździe.
      Wreszcie nadszedł dzień, w którym nie wbił ani jednego. Poszedł więc do ojca i
      powiedział mu to. Wtedy ojciec kazał mu wyciągać z płotu jeden gwóźdź każdego
      dnia, w którym nie straci cierpliwości i nie pokłóci się z nikim.
      Mijały dni i w końcu młody człowiek mógł powiedzieć: - Wyciągnąłem z płotu
      wszystkie gwoździe.
      Wtedy ojciec zaprowadził go przed płot i rzekł:
      - Spójrz ile w płocie jest dziur. Płot nigdy już nie będzie taki, jak dawniej.
      Kiedy się z kimś kłócisz, kiedy kogokolwiek i w jakikolwiek sposób obrażasz
      zostawiasz w nim ranę. Możesz wbić człowiekowi nóż, a potem go wyciągnąć, ale
      rana pozostanie. Nieważne, ile razy będziesz przepraszał, rana pozostanie; rana
      zadana słowem boli tak samo, jak rana fizyczna. Mów więc ludziom miłe rzeczy,
      uśmiechaj się zamiast martwić i denerwować, nie narzekaj, nie patrz na wroga
      wilkiem, a jeśli to możliwe postaraj się zrobić coś, co wywoła choć niewielki
      uśmiech na jego twarzy. Wiem, to nie jest łatwe, ale nikt nie mówi, że życie
      jest usłane różami i nie wymaga od nas żadnego wysiłku.
      • ewa553 Re: Opowiastki z morałem 08.09.06, 10:00
        piekne historie, gunnero! Jedna z nich nawet znalam, ale gdzies lezala
        zakurzona w zakamarkach pamieci. dobrze jest przypomniec sobie od czasu do
        czasu o tym malych sprawach, ktore decyduja o tym czy bedziemy szczesliwi, czy
        nie. bede o tym myslala dzis przez caly dzien, pewnie... pozdrawiam.
    • gunnera Re: Opowiastki z morałem 09.09.06, 09:42

      Pewna kobieta podlewała rośliny w swoim ogrodzie, kiedy zobaczyła trzech
      staruszków, z wypisanymi na twarzy latami doświadczenia, którzy stali naprzeciw
      jej ogrodu.
      Ona nie znała ich, więc powiedziała
      - Nie wydaje mi się, abym Was znała, ale musicie być głodni, wejdźcie proszę do
      domu i zjedzcie coś.
      Oni odpowiedzieli
      - Nie ma w domu męża?
      - Nie nie ma go w domu
      - W takim razie nie możemy wejść - odpowiedzieli
      Przed zmierzchem, kiedy mąż wrócił do domu, kobieta opowiedziała mu to, co się
      zdarzyło.
      - A więc, skoro wróciłem zatem zaproś ich teraz, aby weszli.
      Kobieta wyszła, aby zaprosić trzech mężczyzn do domu.
      - Nie możemy wejść wszyscy do domu - wyjasnili
      - Dlaczego? chciała się dowiedzieć kobieta
      Jeden z mężczyzn wskazał na pierwszego ze swoich przyjaciół i wyjaśnił
      - On ma na imię "Dostatek"
      a następnie wskazał drugiego
      - On ma na imię "Sukces", a ja mam na imię "Miłość" teraz wróc i zdecyduj z
      mężem,którego z nas zaprosicie do waszego domu.
      Kobieta weszła do domu i opowiedziała swojemu mężowi wszystko,co powiedzieli
      jej trzej mężczyźni. Ten się ucieszył.
      - Jak pięknie!!!! - zaprosimy Dostatek, aby wszedł i wypełnił nasz dom!!!
      Jego żona nie zgodziła się i spytała
      - Mój drogi dlaczego nie mielibyśmy zaprosić Sukcesu?? Ich córka słuchała tej
      rozmowy i weszła im w słowo
      - Nie byłoby lepiej, gdybyśmy zaprosili Miłość?
      W ten sposób nasza rodzina byłaby pełna miłości
      - Posłuchajmy rady naszej córki - powiedział mąż do żony.
      - Pójdź i zaproś Miłość, niech będzie naszym gościem
      Żona wyszła i spytała
      - Który z Was to Miłośc? niech wejdzie proszę i będzie naszym gościem.
      Miłość usiadła na wózku i ruszyła w kierunku domu, także dwaj pozostali wstali
      i ruszyli za nią.
      Trochę zdziwiona kobieta pyta Dostatek i Sukces
      - Zaprosiłam Miłość, dlaczego idziecie także i Wy?
      Oni odpowiedzieli razem
      - Jeżeli zaprosiłabyś Dostatek lub Sukces, pozostali dwaj zostali by na
      zewnątrz, ale zaprosiłaś Miłość, a tam gdzie idzie "ona", idziemy i My.
      -Tam gdzie jest MIŁOŚĆ, jest też dostatek i sukces.
      • ira.mak Re: Opowiastki z morałem 09.09.06, 12:02
        -Pięknie i mądrze opowiadasz.Dzięki...
      • grenka1 Re: Opowiastki z morałem 09.09.06, 13:26
        gunnera napisała:
        > Miłość usiadła na wózku i ruszyła w kierunku domu

        Czyżby Miłość była inwalidą?
    • grenka1 Aniołek na czubku choinki 09.09.06, 13:21

      Pewnego Bożego Narodzenia, bardzo dawno temu, Święty Mikołaj przygotowywał się
      do swojej corocznej podroży. Jednak wszędzie piętrzyły się problemy... Czterech
      z jego elfów zachorowało, a zastępcy nie produkowali zabawek tak szybko jak
      elfy, wiec Mikołaj zaczął podejrzewać, że może nie zdążyć...
      Następnie pani Mikołajowa oświadczyła mu, że jej Mama ma zamiar wkrótce ich
      odwiedzić, co bardzo zdenerwowało Mikołaja.
      Na domiar złego, kiedy poszedł zaprzęgać renifery, okazało się, że trzy z nich
      są w zaawansowanej ciąży, a dwa inne przeskoczyły przez plot i zwiały - Bóg
      jeden wie dokąd. Mikołaj zdenerwował się jeszcze bardziej ...
      Kiedy zaczął pakować sanie, jedna z płóz złamała się. Worek runął na ziemie, a
      zabawki rozsypały się dookoła.
      Wkurzony Mikołaj postanowił wrócić do domu na kawę i szklaneczkę whisky. Kiedy
      jednak otworzył barek, okazało się, ze elfy ukryły cały alkohol i nic nie było
      do wypicia...
      Roztrzęsiony Mikołaj upuścił dzbanek do kawy, który roztrzaskał się na
      kawałeczki na podłodze w kuchni. Poszedl wiec po szczotkę, ale okazało się, że
      myszy zjadły włosie, z którego była zrobiona...
      I właśnie wtedy zadzwonił dzwonek do drzwi... Mikołaj poszedł otworzyć. Za
      drzwiami stal mały aniołek z piękna, wielka choinka. Aniołek radośnie zawołał:
      - Wesołych Świat, Mikołaju! Czyż nie piękny mamy dziś dzień? Przyniosłem dla
      Ciebie choinkę. Prawda, że jest wspaniała? Gdzie chciałbyś, żebym ją wsadził?...

      Stad wzięła się tradycja aniołka na czubku choinki....
    • ewa553 Milosc inwalida? 09.09.06, 18:08
      Jasne, milosc jest slepasmile)))
      • grenka1 Re: Milosc inwalida? 09.09.06, 18:23
        Ale przecież niewidomi nie jeżdżą na wózkach, tylko chodzą z białą laseczką.
        • ewa553 Re: Milosc inwalida? 09.09.06, 19:04
          Tak, ale ten milosc wypuscil sie w swiat ze swoimi dwoma kumplami, ktorzy sie
          strasznie denerwowali, ze on taki powolny jest z ta laseczka. Wiec powiedzial:
          OK, kumple, wywalam laseczke, zalatwcie mi wozek. I oni mu i wozek zalatwili i
          jeszcze postanowili go wszedzie ze soba wozicsmile))) Tak to bylo.
      • gunnera Bajka o Miłości i Szaleństwie 09.09.06, 19:22

        Powiadają, że pewnego razu spotkały się na Ziemi wszystkie uczucia i cechy
        ludzkich istot. Gdy Znudzenie ostentacyjnie ziewnęło po raz trzeci, Szaleństwo,
        jak zwykle obłędnie dzikie, zaproponowało:
        - Pobawmy się w chowanego!
        Intryga, niezmiernie zaintrygowana, uniosła tylko lekko brwi, a Ciekawość, nie
        mogąc się powstrzymać, spytała z typowym dla siebie zainteresowaniem:
        - W chowanego? A co to takiego?
        - To zabawa – wyjaśniło żywo Szaleństwo – polegająca na tym, iż ja zakryję
        sobie oczy i powolutku zacznę liczyć do miliona. W międzyczasie wy wszyscy
        dobrze się schowacie, a gdy skończę liczyć, moim zadaniem będzie was odnaleźć.
        Pierwsze z was, na którego kryjówkę trafię, zajmie moje miejsce w następnej
        kolejce.
        Podekscytowany Entuzjazm zaczął tańczyć w towarzystwie Euforii, Radość
        podskakiwała tak wesolutko, iż udało się jej przekonać do gry Wątpliwość, a
        nawet Apatię, której nigdy niczym nie dało się zainteresować.
        Jednakże nie wszyscy chcieli się przyłączyć. Prawda wolała się nie chować, w
        końcu i tak zawsze ją odkrywano. Duma stwierdziła, że zabawa jest głupia, ale
        tak naprawdę w głębi duszy gryzło ją, iż pomysł wyszedł od kogo innego.
        Tchórzostwo z kolei nie chciało ryzykować.
        - Raz, dwa, trzy – zaczęło liczyć Szaleństwo.
        Najszybciej schowało się Lenistwo, osuwając się za pierwszy lepszy napotkany
        kamień. Wiara pofrunęła do nieba, a Zazdrość ukryła się w cieniu Triumfu, który
        z kolei wspiął się o własnych siłach hen! Na sam szczyt najwyższego drzewa.
        Wspaniałomyślność długo nie mogła znaleźć dla siebie odpowiedniego miejsca,
        gdyż wszystkie kryjówki wydawały się jej idealne dla przyjaciół: krystalicznie
        czyste jezioro było wymarzonym miejscem dla Piękności, dziupla – w sam raz dla
        Nieśmiałości, motyle skrzydła stworzono dla Zmysłowości, powiew wiatru okazał
        się natomiast najlepszy dla Wolności. W końcu Wspaniałomyślność schowała się za
        promyczkiem słońca.
        Z kolei Egoizm znalazł sobie, jak sądził, wspaniałe miejsce: wygodne i
        przewiewne, a co najważniejsze – przeznaczone tylko, tylko dla niego. Kłamstwo
        schowało się na dnie oceanów, a może skłamało i tak naprawdę ukryło się za
        tęczą? Pasja i Pożądanie w porywie gorących uczuć wskoczyli w sam środek
        wulkanu. Niestety wyleciało mi z pamięci, gdzie skryło się Zapomnienie, lecz to
        przecież mało ważne.
        Gdy Szaleństwo liczyło - dziewięćset dziewięćdziesiąt dziewięć tysięcy
        dziewięćset dziewięćdziesiąt dziewięć Miłość jeszcze nie zdołała znaleźć sobie
        odpowiedniego miejsca. W ostatniej chwili odkryła jednak zagajnik dzikich róż i
        schowała się wśród ich krzaczków.
        - Milion – krzyknęło na końcu Szaleństwo i dziarsko zabrało się do szukania. Od
        razu, rzecz jasna, odnalazło schowane parę kroków dalej Lenistwo. Chwilę potem
        usłyszało Wiarę rozmawiającą w niebie z Panem Bogiem. W ryku wulkanów wyczuło
        natomiast obecność Pasji i pożądania. Następnie, przez przypadek, odnalazło
        Zazdrość, co szybko doprowadziło je do kryjówki Triumfu. Egoizmu nie trzeba
        było wcale szukać, gdyż jak z procy wyleciał ze swej kryjówki, kiedy okazało
        się, iż wpakował się w sam środek gniazda dzikich os.
        Trochę zmęczone szukaniem Szaleństwo przysiadło na chwilę nad stawkiem i w ten
        sposób znalazło Piękność. Jeszcze łatwiejsze okazało się odnalezienie
        Wątpliwości, która, niestety, nie potrafiła się zdecydować, z której strony
        płotu najlepiej się ukryć.
        W ten sposób wszyscy zostali znalezieni: talent wśród świeżych ziół, Smutek – w
        przepastnej jaskini, a Zapomnienie... cóż, już dawno zapomniało, iż bawi się w
        chowanego.
        Do znalezienia pozostała tylko Miłość. Szaleństwo zaglądało za każde drzewko,
        sprawdzało w każdym strumyczku, a nawet na szczytach gór i już, już miało się
        poddać, gdy odkryło niewielki różany zagajnik. Patykiem zaczęło odgarniać
        gałązki... Wtem wszyscy usłyszeli przeraźliwy okrzyk bólu. Stało się prawdziwe
        nieszczęście! Różane kolce zraniły Miłość w oczy. Szaleństwu zrobiło się
        niezmiernie przykro, zaczęło prosić, błagać o przebaczenie, aż w końcu
        poprzysięgło zostać przewodnikiem ślepej z jego winy przyjaciółki.

        I to właśnie od tamtej pory, od czasu, gdy po raz pierwszy bawiono się na Ziemi
        w chowanego, Miłość jest ślepa i zawsze towarzyszy jej Szaleństwo.

    • gunnera Nie chcę tak... 09.09.06, 19:37

      Na cmentarnej ławce siedziała staruszka i gorzko płakała. Zapytana – kogo
      opłakuje, odpowiedziała, że płacze z tęsknoty za swoim imieniem.
      - Mam wiele miłych osób wokół siebie, mówią do mnie Mamusiu, Ciociu, Babciu,
      Pani Krystyno, ale od wielu lat nikt nie powiedział do mnie po prostu
      Krysiu....
    • gunnera Re: Opowiastki z morałem 11.09.06, 08:51

      Kiedy Bóg tworzył kobietę, był to już jego 6 dzień pracy i w dodatku po
      godzinach... Pojawił się anioł i spytał:
      - Czemu tyle czasu ci to zajmuje?
      Bóg mu odpowiedział:
      - Widziałeś zamówienie? Musi być całkowicie zmywalna, ale nie plastikowa, ma
      200 ruchomych części wszystkie wymienne, działa na kawie i resztkach jedzenia,
      ma łono, w którym się mieści 2 dzieci naraz, które znika, kiedy (pojęcia nie
      mam), ma taki pocałunek, który leczy każdą ranę, od startego kolana do
      złamanego serca. Anioł starał się powstrzymać Boga:
      - To jest za dużo pracy na jeden dzień, lepiej poczekać ze skończeniem do jutra.
      - Nie mogę, powiedział Bóg. Jestem tak blisko skończenia tego dzieła, które
      jest tak bliskim memu sercu.
      Anioł zbliżył się i dotknął kobiety:
      - Ale zrobiłeś ją taką miękką?
      - Ona jest miękka, ale zrobiłem ją także twardą. Nawet nie wiesz ile może
      znieść lub osiągnąć.
      - Będzie myśleć? Spytał anioł.
      Bóg odpowiedział:
      - Nie tylko będzie myśleć, ale rozumować i negocjować.
      Anioł zauważył coś z bliska i dotknął policzka kobiety.
      - Wydaje się, że ten model ma skazę. Powiedziałem Ci, że starałeś się dać za
      wiele rzeczy.
      - To nie jest skaza - sprzeciwił się Pan - to jest łza.
      - A po co są łzy? - zapytał anioł.
      Bóg powiedział:
      - Łza to jest forma, która ona wyraża swoją radość, wstyd, rozczarowanie,
      samotność, ból i dumę.
      Anioł był pod wrażeniem.
      - Jesteś geniuszem, pomyślałeś o wszystkim, to prawda, że kobiety są,
      zdumiewające.
      - Kobiety mają siłę, która zdumiewa mężczyzn. Mają dzieci, przezwyciężają
      trudności, dźwigają ciężary, ale obstają przy szczęściu, miłości i radości.
      Uśmiechają się, kiedy chcą krzyczeć, śpiewają, kiedy chcą płakać, płaczą, kiedy
      są szczęśliwe i śmieją się, kiedy są zdenerwowane. Walczą o to, w co wierzą,
      sprzeciwiają się niesprawiedliwości, nie zgadzają się na "nie" jako odpowiedź,
      kiedy wierzą, że jest lepsze rozwiązanie. Nie kupią sobie nowych butów, ale
      swoim bliskim tak... Idą do lekarza z przestraszonym przyjacielem, kochają
      bezwarunkowo, płaczą, i cieszą się, kiedy przyjaciele odnoszą sukcesy. Łamie
      się im serce, kiedy umiera przyjaciel, cierpią, kiedy tracą członka rodziny,
      ale są silne, kiedy nie ma skąd wziąć siły. Wiedzą, że objęcie i pocałunek może
      uzdrowić zranione serce.
      Kobiety są różnych wielkości, kolorów i kształtów. Prowadzą, latają, chodzą lub
      wysyłają ci maile, żeby powiedzieć ci, że Ciebie kochają. Serce kobiety jest
      tym co powoduje, że świat się kreci.
      Kobiety robią więcej niż to, że rodzą dzieci. Przynoszą radość i nadzieje,
      współczucie i ideały. Kobiety mają wiele do powiedzenia i do dania. Tak, serce
      kobiety jest... zadziwiające! - rzekł Pan".

    • gunnera Re: Opowiastki z morałem 12.09.06, 08:01
      Podczas potyczki z sąsiednim królestwem, młody Król Artur został wzięty do
      niewoli. Monarcha zdecydował się pozbyć kłopotliwego sąsiada, jednak zaskoczony
      męstwem i inteligencją młodego króla postanowił dać mu jedną szansę.
      Zaproponował mu, że oszczędzi jego życie jeśli ten odpowie precyzyjnie w ciągu
      roku na zadane pytanie.
      Artur nie mając innego wyjścia zgodził się i usłyszał takie oto pytanie:
      "Czego naprawdę pragną kobiety?"
      Artur mógł podróżować po świecie w poszukiwaniu odpowiedzi na to pytanie,
      jednak przysiągł na honor, że po roku czasu wróci, obojętne czy z odpowiedzią
      czy bez. To pytanie jednak wprawiało w zakłopotanie każdego. Odpowiedzi na nie
      nie znały ani księżniczki ani prostytutki, ani uczeni ani mędrcy ludowi. Jednak
      niektórzy twierdzili, że jest pewna wiedźma znająca wszystkie tajemnice świata
      i że ona z pewnością rozwiąże i tę zagadkę. Jedynym problemem może być cena
      jaką sobie za to zażyczy. Artur nie chciał korzystać z usług wiedźmy. Jednak
      ostatniego dnia roku danego mu na znalezienie odpowiedzi, kiedy zrozumiał że
      naprawdę potrzebuje jej pomocy, zszedł do podziemi zamku i zapytał ją:
      "Czego naprawdę pragną kobiety?".
      Wiedźma zgodziła się odpowiedzieć pod jednym warunkiem. Zażyczyła sobie ręki
      Gawaina, jednego z rycerzy Okrągłego Stołu i najlepszego przyjaciela Artura.
      Kiedy Artur popatrzył na jej zaropiałą, brudną twarz, wielki nos, jedynego
      włosa na głowie i poczuł jej obrzydliwy zapach zrozumiał, że nie może prosić
      przyjaciela o tak wielkie poświęcenie i odmówił jej. Kiedy Gawain dowiedział
      się o warunku jaki postawiła wiedźma, natychmiast poprosił Artura o rozmowę.
      Stwierdził, że żadne poświęcenie nie jest zbyt duże w porównaniu z życiem
      przyjaciela i trwałością Okrągłego Stołu. Tego samego dnia ogłoszono więc
      zaręczyny Gawaina z wiedźmą i wyznaczono datę ślubu.
      Wiedźma zaś odpowiedziała Arturowi na jego pytanie:
      "To czego kobiety pragną to możliwość kierowania własnym losem" (pamiętajcie,
      że to średniowiecze).
      Wieść o tym, że król uzyskał odpowiedź na zagadkę rozniosła się lotem
      błyskawicy. Teraz wszyscy byli pewni, że Artur ocali swoje życie. I tak też się
      stało. Monarcha sąsiedniego królestwa oszczędził Artura i zagwarantował mu
      wolność. A wesele Gawaina i wiedźmy było niesamowite. Artur był rozdarty
      pomiędzy ulgą a niesmakiem.
      Sam Gawain zachowywał się jak zawsze grzecznie, kurtuazyjnie i po rycersku.
      Natomiast wiedźma dopiero teraz pokazała na co ją było stać. Bez przerwy
      puszczała bąki, bekała, jadła rękami i sprawiała, że wszyscy w jej towarzystwie
      czuli się wyjątkowo źle. Kiedy wesele się skończyło, Gawain zdał sobie sprawę,
      że nadszedł czas na noc poślubną. Spodziewał się obrzydliwego widoku w swoim
      łóżku, ale kiedy wszedł do komnaty zobaczył coś, czego na pewno się nie
      spodziewał. Na jego łożu leżała naga kobieta najpiękniejsza z wszystkich, które
      do tej pory widział bądź mógł sobie wyobrazić. Kiedy zapytał co się stało,
      odpowiedziała mu, że zmieniła się w piękną dziewicę w podzięce za jego postawę
      podczas ceremonii ślubnej, za to że cały czas był dla niej miły pomimo tego, że
      była odrażającą wiedźmą. Obiecała mu też, że codziennie będzie się dla niego
      zmieniać w piękną kobietę, ale będzie wyglądać w ten sposób tylko przez pół
      dnia. Drugie pół będzie tą samą co zawsze wiedźmą.
      Zapytała go więc jaka ma być nocą a jaka podczas dnia. Gawain zamyślił się
      ponieważ było to trudne pytanie. Podczas dnia mógłby z nią pokazywać się na
      dworze królewskim, popisywać się przed zazdrosnymi kolegami i uczestniczyć w
      wielu uroczystościach, ale nocą miałby paskudną czarownicę.
      Ale gdyby wybrał noc, czekałyby go niesamowite chwile uniesienia z piękną
      kobietą w łóżku, ale za dnia miałby potwora u swego boku. Długo nie mógł się
      zdecydować. A co wy byście wybrali?

      To co odpowiedział Gawain znajduje się poniżej, ale zanim to sprawdzicie, sami
      dokonajcie najlepszego waszym zdaniem wyboru.







      Szlachetny Gawain poprosił ją żeby sama za siebie zadecydowała. W odpowiedzi
      usłyszał, że skoro uszanował ją i pozwolił jej kierować swoim własnym losem,
      ona z wdzięczności będzie piękną kobietą zarówno w dzień jak i w nocy.

      A jaki jest morał z tej niewątpliwie uroczej historii? Otóż nieważne czy
      kobieta jest piękna czy nie. I tak zawsze pod skórą będzie wiedźmą!
      • ewa553 Re: Opowiastki z morałem 12.09.06, 08:11
        ja bym dopisala jeszcze jeden moral: nawet najwieksza wiedzme mozna poskromic,
        szanujac jej wolesmile))))
    • gunnera Re: Opowiastki z morałem 13.09.06, 08:30
      Małżeństwo obchodzące 25 rocznicę ślubu świętuje jednocześnie 50 rocznicę
      urodzin każdego z małżonków.Podczas ceremonii wśród gości zjawia się pewna
      wróżka, która mówi:
      - Jako nagrodę za waszą wierność przez te lata małżeństwa pragnę spełnić wam po
      jednym największym marzeniu!
      Żona podekscytowana ogłasza:
      - Pragnę odbyć podróż z mężem dookoła świata!
      Po dotknięciu różdżką przed żoną pojawiają się bilety lotnicze oraz stos
      voucherów do hoteli na całym świecie.
      Mąż patrzy na żonę... zastanawia się przez chwilę i mówi:
      - Wizja wspaniała! Taka okazja może się już nie powtórzyć... wybacz kochanie!
      Moim pragnieniem jest mieć żonę o 30 lat młodszą niż ja!
      Żona stoi jak wryta lecz słowo się rzekło. Wróżka patrząc na żonę dotyka męża
      różdżką i zmienia go w 80-cio letniego staruszka.

      Morał?
      Fakt, że mężczyźni to dranie, ale wszystkie czarownice i wróżki to właśnie
      kobiety!
      • del.wa.57 Re: Opowiastki z morałem 13.09.06, 18:57
        Swięta prawda,wróżki to kobietysmile)))))))))))))
    • gunnera Re: Opowiastki z morałem 14.09.06, 08:05
      Bóg stworzył osła i rzekł do niego: Ty będziesz osłem. Będziesz od rana do
      wieczora pracował i ciężkie rzeczy na swoich plecach nosił. Będziesz jadł trawę
      i będziesz mało inteligentny. Będziesz żył 50 lat. Na to odparł osioł: 50 lat
      tak żyć to dużo za dużo. Daj mi proszę nie więcej jak 30 lat.
      I tak się stało.

      Następnie Bóg stworzył psa i powiedział do niego: Ty będziesz psem. Będziesz
      pilnował dobytku ludzi, których będziesz oddanym przyjacielem. Będziesz jadł
      to, co człowiekowi z jedzenia zostanie i żył będziesz 25 la t. Pies
      odpowiedział: Boże, 25 lat takiego życia to za dużo. Daj mi nie więcej jak 10
      lat życia.
      I tak się stało.

      Później stworzył Bóg małpę i rzekł do niej: Będziesz małpą. Masz skakać z
      drzewa na drzewo i zachowywać się jak idiota. Masz być wesoła i żyć 20 lat.
      Małpa rzekła: Boże, 20 lat żyć jako klown świata to za dużo. Proszę, daj mi nie
      więcej jak 10 lat.
      I tak się stało.

      W końcu Bóg stworzył człowieka i powiedział do niego: Ty będziesz człowiekiem,
      jedyną racjonalnie myślącą istotą, która będzie zamieszkiwać ziemię. Będziesz
      używał swojej inteligencji, ażeby podporządkować sobie inne stworzenia.
      Będziesz panował na ziemi i żył 20 lat. Na to powiedział człowiek: Boże, bycie
      człowiekiem tylko 20 lat to jest mało, Proszę daj mi te 20 lat, które osioł
      odrzucił, 15 psa i 10 małpy.
      I tak się stało. Człowiek 20 lat żyje jak człowiek, później 20 lat jak osioł od
      rana do wieczora haruje i ciężkie rzeczy nosi. Potem ma dzieci i 15 lat żyje
      jak pies. Opiekuje się domem i je to co mu rodzina zostawi. Później na starość
      żyje 10 lat jak małpa. Zachowuje się jak idiota i zabawia swoje wnuki.

      I tak jest ...
    • gunnera Re: Opowiastki z morałem - ostatnia 15.09.06, 08:35
      Po wielu latach Bóg spojrzał znów na ziemie i stwierdził, ze się bardzo źle
      dzieje. Ludzie byli zepsuci i skłonni do przemocy, wiec postanowił znów zesłać
      potop i zniszczyć ludzkość. Ale przedtem zawołał Noego i powiedział: "Zbuduj
      arkę z drzewa cedrowego, tak jak wtedy: 300 łokci długą, 50 łokci szeroka, 30
      łokci wysoka. Zabierz żonę i dzieci, i z każdego gatunku zwierząt po parze. A
      za 6 tygodni ześlę wielki deszcz".
      Noe nie był zachwycony - znów 40 dni deszczu, 150 dni bez wygód na arce, bez
      telewizora i z tymi wszystkimi zwierzętami - ale był posłuszny i obiecał
      spełnić wymagania Boga. Po 6 tygodniach zaczęło padać dzień i noc. Noe siedział
      w ogródku i płakał, bo nie miął arki. Bóg wychylił się z nieba i
      zapytał "Dlaczego nie spełniłeś mojego rozkazu?"
      Noe odpowiedział: "Panie, cos mi uczynił? Jako pierwsze musiałem złożyć podanie
      o budowę. W urzędzie myśleli, ze chce budować stajnie dla baranów. Potem nie
      podobała im się architektura - za wymyślna dla baranów, a w budowę statku na
      ladzie nie chcieli Wierzyc. Także wymiary nie znalazły poparcia, bo dziś nikt
      nie wie, jaka miara jest łokieć. Po przedłożeniu nowych planów dostałem znów
      odmowę, bo budowa stoczni w terenie zamieszkanym jest niedozwolona. Po kupnie
      odpowiedniej działki zaczęły się nowe kłopoty. W tej chwili np. chodzi o to, ze
      w planach nie są uwzględnione systemy do gaszenia w czasie pożaru. Na moja
      uwagę, ze będę przecież otoczony woda, przysłali mi psychiatrę powiatowego.
      Kiedy psychiatra upewnił się, ze jednak buduje statek, zadzwonili do mnie z
      województwa, żeby mi uświadomić, ze na transport statku do morza będzie
      potrzebne nowe zezwolenie, a będzie o nie trudno, bo minister podął się do
      dymisji. Kiedy powiedziałem, ze statku nie musze transportować, bo będzie i tak
      otoczony woda, kazali mi z ministerstwa marynarki wojennej, według przepisów
      unii, złożyć podanie do Brukseli w ośmiu odbitkach i trzech urzędowych językach
      o zezwolenie na zalanie terenów zamieszkałych.
      Z drzewa cedrowego musiałem tez zrezygnować - nie wolno go już ze względów
      ekologicznych sprowadzać. Próbowałem kupić tutejsze drzewo, ale nie dostałem
      tej ilości ze względu na przepis o ochronie środowiska, najpierw musiałbym
      zadbać o sadzenie drzew zastępczych. Na moja wzmiankę o tym, ze i tak będzie
      potop i nie opłaca się tu sadzić żadnych drzew, przysłali mi nowego psychiatrę,
      tym razem z województwa.
      Krotko mówiąc - dąłem kilka łapówek, kupiłem drzewo, znalazłem nawet cieśli do
      budowy, ale oni najpierw utworzyli związki zawodowe. Kiedy się okazało, ze nie
      mogę ich płacić wg taryfy, to rozpoczęli strajk, tak że budowa arki znów się
      odwlekała.
      W międzyczasie zacząłem sprowadzać zwierzęta. Tylko ze wmieszał się związek
      ochrony zwierząt i zabronił mi (zarządzenie unii europejskiej Nr 733/6/987)
      transportu jeleni w okresie rykowiska. Poza tym musiałem podąć cel transportu
      tych zwierząt, jestem na stronie 22 pierwszego formularza z 47, moi adwokaci
      sprawdzają, czy przepisy dotyczące królików obejmują również zające. A
      działacze z Greenpeace wskazali na konieczność specjalnego urządzenia do
      pozbycia się gnoju i innych odpadów pochodzących z hodowli zwierząt.
      Panie Boże, teraz jeszcze podał mnie mój sąsiad do sadu, twierdząc, ze buduje
      prywatne Zolo bez zezwolenia. Moje nerwy są zszarpane, nie mogę spać, arka nie
      gotowa, a ty już zesłałeś deszcz."
      W tej chwili przestało padać, wyszło słonce i tęcza. Noe spojrzał w niebo i
      powiedział: "Czyżbyś się Boże rozmyślił i nie chcesz już zniszczyć ludzkości?"
      Bóg odpowiedział: "Nie trzeba. To załatwi biurokracja".


      Morał: arkę zbudował amator, Titanica zbudowali fachowcy
    • grenka1 Re: Opowiastki z morałem 16.09.06, 09:54
      On: No to zacznijmy kochanie. Najpierw usiądźmy sobie wygodnie.
      Ona: Dobrze. A teraz powiedz mi jak to się robi? Tyle o tym słyszałam od
      koleżanek.
      On: Najpierw weź go do ręki.
      Ona: ALE OBLEŚNE
      On: Zapewniam cię, nie ma w tym nic obleśnego. Chwyć go za główkę jedna ręką.
      Ona: Tak? I co dalej?
      On: Tak, a później pociągnij druga ręką.
      Ona: Ach tak
      On: No właśnie, widzisz jak dobrze idzie?
      Ona: I co teraz?
      On: Teraz possij.
      Ona: NO Ty chyba żartujesz???
      On: Nie, nie żartuję. Zacznij ssać.
      Ona: Obleśne. Naprawdę ludzie tak robią???
      On: Tak.
      Ona: Jesteś pewny?
      On: Tak, mówiłem ci ze jestem doświadczony. Dla mnie to nie pierwszy raz.
      Uwierz mi. Possij chwile.
      Ona: (ssie) Hmmmmmmmm...
      On: No, co uważasz?
      Ona: Słonawy w smaku.
      On: No, to chyba dobre nie?
      Ona: Nawet nie głupie. I co teraz?
      On: Teraz rozsuwasz nóżki.
      Ona: CO, co ty powiedziałeś??
      On: Rozsuwasz nogi.
      Ona: Tak miałeś na myśli?
      On: Tak, tylko musisz bardziej odgiąć nogi bo będzie ciężko dojść. Pokażę ci.
      Ona: A, rozumiem.
      On: Właśnie. I znowu bierzesz go w rączkę.
      Ona: Hmmm...
      On: Jak go już wyciągniesz to wsadzasz go do buzi.
      Ona: Taaak.
      On: Ooo, właśnie tak.
      Ona: A co zrobić z tym żółtawym? To tez się połyka?.
      On: Zależy od upodobania. Można połknąć jak się chce.
      Ona: Spróbuję... Hmmmmmmmm. PYCHAAA
      On: Hmm, no nie głupie.
      Ona: -
    • grenka1 Ptak i myszka 20.09.06, 17:57
      Idzie sobie mała, biedna myszka, aż dochodzi do rzeki. Ponieważ to była duża
      rzeka z bardzo mocnym prądem to myszka się wystraszyła, że nie przepłynie i
      mówi do ptaka stojącego obok:
      - Ja taka mała biedna myszka, a Ty taki wielki i silny, prosze złap mnie i
      przewiez na druga stronę...
      - Nie.
      - No proszę...
      - Nie!
      - No ale blagam...
      - NIE!
      Ptak odleciał... Myszka się wkurzyła, zebrała wszystkie siły, wskoczyła do wody
      i ostatkiem sił przepłynęła na drugi brzeg. Wychodzi cała mokra, zupełnie
      przemoczona.

      - Jaki z tego morał?

      - Jak ptak jest twardy, to myszka musi być mokra.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka