Dodaj do ulubionych

Gaps in employment

05.10.05, 21:01
Postanowilam zmienic prace, ale zanim pojde do nowej chcialam sobie zrobic
mala przerwe. Tak po prostu posiedziec w domu, wyspac sie, nadrobic
zaleglosci w czytaniu ksiazek i nauce. Poza tym praca, ktorej szukam jest
dosc specyficzna i wiem, ze znalezienie takiej zajmie troche czasu. Pod
wzgledem finansowym nie ma problemu, moj partner pracuje, wydawaloby sie, ze
jest OK, brak zmartwien.

Niestety ostatnio od roznych osob uslyszalam, ze w Anglii na ludzi, ktorzy
maja przerwe w karierze patrzy sie podejrzliwie. Nie mowie tu o takich ktorzy
sa chorzy, podrozuja albo wychowuja dzieci. Ja ani nie jestem chora, ani nie
mam zamiaru zjezdzic swiata w najblizszych dniach, ani nie mam dzieci.

W Polsce, przed przyjazdem do Anglii tez mialam kilkumiesieczna przerwe i na
rozmowach o prace pytano mnie o nia. Czy jak tym razem pojde na rozmowe i
powiem, ze zrobilam sobie przerwe, potraktuja mnie jak lenia? Czy moze z gory
zaloza, ze pewnie cos przeskrobalam?

Slyszalam rozne opowiesci. Ostatnio o mezczyznie, ktory na rozmowie mowil, ze
przez ostatni rok podrozowal po swiecie, a pozniej okazalo sie, ze siedzial w
wiezieniu. Oczywiscie to skrajny przypadek.

Czy w takim razie powinnam sobie znalezc jakakolwiek tymczasowa prace, chocby
pare godzin w tygodniu, zeby tylko uniknac tej przerwy? I o co w tym tak
naprawde chodzi?
Obserwuj wątek
    • jennifer_e Re: Gaps in employment 05.10.05, 21:28
      princess, jestem w identycznej sytuacji, zrobilam sobie kilkumiesieczna
      przerwe, teraz powoli rozgladam sie za praca, ale juz kilkakrotnie spotkalam
      sie z pytaniem co robilam przez ostatnie kilka miesiecy.
      W wielu formularzach aplikacyjnych, szczególnie w wiékszych firmach czy w
      councilu jest dokladna instrukcja aby podac rok i miesiac rozpoczecia i
      zakonczenia kazdej kolejnej pracy oraz wyjasnic ewentualne przerwy.
      Na rozmowach tez oczywiscie pojawia sie to pytanie.
      Zazwyczaj odpowiadam zgodnie z prawda, ze zajmowalam sie moja ukochana
      fotografia, troche podrozowalam, robie kurs ceramiki, ze potrzebowalam odpoczac
      po ostatniej niesamowicie stresujacej pracy bez urlopow...
      Nie wiem na ile to ma znaczenie i jak potencjalny pracodawca to ocenia. Ale tez
      mam dziwne przeczucie, ze takie przerwy traktowane sa podejrzliwie.

      Ale wiesz co? Ja to chrzanie ;) Nie zyje zeby pracowac tylko pracuje zeby zyc.
      A jak sie to komus nie podoba to trudno.

      I co dziwne takie podejrzenie okazuja nie tylko potencjalni pracodawcy, ale
      rowniez napotkani znajomi. Ciágle czulam, ze musze sie usprawiedliwiac dlaczego
      postanowilam przez kilka miesiecy nie pracowac, chociaz bylo mnie ta to stac.
      Wiem jedno, moj organizm bardzo potrzebowal takiego odpoczynku i wcale nie
      zaluje swojej decyzji.
      Zycze powodzenia ;)
      • princessjobaggy Re: Gaps in employment 06.10.05, 01:21
        jennifer_e napisał(a):

        > Ale wiesz co? Ja to chrzanie ;) Nie zyje zeby pracowac tylko pracuje zeby
        zyc.
        > A jak sie to komus nie podoba to trudno.

        Moze masz racje. W koncu nie mam w planach nie wiem jakiej kariery. Nie jestem
        z tych co to poswiecaja wszystko/wszystkich dla pracy. Chcialabym robic w pracy
        to co lubie, ale oprocz tego miec czas na inne rzeczy.
        --------------------------------------------------------------------------------

        I tak troche nie na temat: dzis pierwszy raz ogladalam sobie Twoje zdjecia.
        Uwazam, ze sa niesamowite. Jak ja bym chciala odwiedzic Ateny jesienia lub
        zima...
    • steph13 Re: Gaps in employment 05.10.05, 21:31
      Moja corka odeszla po 2 latach z wyokoplatnej pracy w bardzo prestizowej firmie
      w City poniewaz nie mogla psychicznie wytrzymac 14 godzinnych dni pracy i
      olbrzymiego stresu. Po miesiecznym wypoczynku zaczela szukac pracy w tej samej
      branzy ale z lepszym work to life ratio. Jedyne pytanie, ktore powtarzali
      wszyscy headhunters jak i prospective employers to bylo: jak mogla odejsc, nie
      majac uprzednio zalatwionej nastepnej pracy? Jesli powaznie trakujesz swoja
      kariere, powiedzial jej obecny pracodawca po zlozeniu oferty, to zawsze rzucasz
      aktualna prace majac nastepna in the bag, nawet jesli chcesz defer actual
      employment na pol roku z jakiegokolwiek powodu. Wtedy nie jest to juz widziane
      jako przerwa w working life bo w oczach pracodawcow masz coherent plan. Dziwne
      moze ale prawdziwe.
    • martini78 Re: Gaps in employment 06.10.05, 12:26
      Za tydzien bede w takiej samej sytuacji.Przez pewien czas staralam sie jednoczesnie pracowac i
      rozgladac sie za czyms innym.To wcale nie jest takie latwe.Moja obecna szefowa dala mi pod koniec tak
      do wiwatu, ze natychmiast wydrukowalam wymowienie( mialam juz gotowe, wiedzialam co sie swieci) i
      jestem jak nowo narodzona.Rozne osoby niezaleznie mowily mi ze lepiej wygladam,ze sie usmiecham
      itp.Od razu dostalam 2 interview.Oczywiscie boje sie, ze nie dostane pracy,ze nie bedzie mnie stac na
      wiele rzeczy, ale pomyslalam sobie, ze zdrowie psychicznie jest wazniejsze niz gaps in CV.
      • natalia.brzeska Retusz :-) 06.10.05, 14:44
        Hmm...mam troche "gaps" w rzeczywistosci, jednak na CV ich nie widac. Tak pisze
        daty, aby gaps nie bylo. Nie powiedzialabym, ze do klamanie,
        raczej "retuszowanie" :-))

        Princess, a nie mozesz napisac, ze pojechalas do Polski pomoc rodzinie, czy cos
        w tym stylu?
        • princessjobaggy Re: Retusz :-) 06.10.05, 16:25
          natalia.brzeska napisała:

          > Hmm...mam troche "gaps" w rzeczywistosci, jednak na CV ich nie widac. Tak
          pisze daty, aby gaps nie bylo. Nie powiedzialabym, ze do klamanie,
          raczej "retuszowanie" :-))

          Natalia, CV to jedna sprawa, ale gdyby ktos zamierzal mnie zatrudnic i
          skontaktowal sie z pracodawcami podanymi w referencjach, te przerwy w
          zatrudnieniu i tak wyjda. Wiec lepiej od razu o tych przerwach powiedziec,
          jesli zapytaja.


          > Princess, a nie mozesz napisac, ze pojechalas do Polski pomoc rodzinie, czy
          cos w tym stylu?

          Oczywiscie, ze moglabym cos wymyslic gdyby zaistniala taka potrzeba. Tylko, ze
          nie moge pogodzic sie z tym, ze w kraju, w ktorym czlowieka stac na zrobienie
          sobie przerwy od pracy, takie przerwy sa niemile widziane. Tym bardziej, ze
          brytyjskie pojecie pracy bardzo czesto rowna sie 1/2 pracy w Polsce, biorac pod
          uwage zaangazowanie i wysilek w nia wlozony.

          Zla jestem:(
          • glasscraft Re: Retusz :-) 06.10.05, 17:58
            princessjobaggy napisała:

            >Tym bardziej, ze
            > brytyjskie pojecie pracy bardzo czesto rowna sie 1/2 pracy w Polsce, biorac
            pod
            >
            > uwage zaangazowanie i wysilek w nia wlozony.
            >
            Przepraszam ze sie przyczepie (pewnie zle zrozumialam) - czy to znaczy ze
            Brytyjczy pracuja tylkow w polowie tak dobrze/dlugo jak Polacy?
            • princessjobaggy Re: Retusz :-) 06.10.05, 19:47
              glasscraft napisała:

              > Przepraszam ze sie przyczepie (pewnie zle zrozumialam) - czy to znaczy ze
              > Brytyjczy pracuja tylkow w polowie tak dobrze/dlugo jak Polacy?

              Glasscraft,
              Oczywiscie pewnie teraz uogolniam, ale wyciagam wnioski na podstawie
              doswiadczen wlasnych i bliskich mi osob.

              Przede wszystkim dla mnie Brytyjczycy pracuja wolniej, a kiedy jest cos do
              zrobienia, najpierw 3 godziny debatuja jak sie do tego zabrac i rozmawiaja
              jakie to skomplikowane. Na poczatku myslalam, ze to moze akurat w jednym
              przypadku, ale gdy sie sytuacja zaczela powtarzac, stwierdzilam, ze to co oni
              nazywaja praca to w polowie strata czasu.

              Ja jesli mam cos do zrobienia, po prostu to robie, a zadania, ktore moi
              wspolpracownicy nazywali nielatwymi, dla mnie byly conajmniej oczywiste i nie
              wymagajace kombinowania oraz wielogodzinnego 'obgadywania'.

              Chyba, ze to sie bierze w ogole z innego podejscia do pracy. Moze czasem warto
              zmitrezyc troche czasu na pogaduchy, zeby sie nie przepracowac?
              • steph13 Re: etyka pracy 06.10.05, 20:30
                Sorry princess, ale troche nierealna jest twoja opinia tutejszej etyki pracy.
                Nie wiem skad wynioslas takie doswiadczenie, z moim sie ono nie pokrywa.
                Uwazam, ze tutaj ludzie maja powazne podejscie do pracy, zalezy im na wlasnych
                w niej osiagnieciach i na wspinaniu sie wyzej. Moze nie jest to w 100% sama
                etyka ale bardzo realna zadza awansu, osiagniecia pewnego prestizu i poprawy
                poziomu zycia. To raczej w Polsce (przynajmniej tej dawnej) panowala
                zasada 'czy sie stoi, czy sie lezy ...'), pracownicy zostawiali marynarki na
                krzeslach i wychodzili na zakupy, do fryzjera, do dentysty w godzinach pracy i
                wszyscy sie z tym godzili. Dzisiejsza Anglia to nie jest juz kraj 9-5 jobs for
                life i dobra kariera jest wynikiem i odzwierciedleniem nakladu parcy,
                determinacji i pewnego nawet poswiecenia zycia prywatnego dla sukcesu firmy.
                Anglikow to nie dziwi i stad mlodzi graduates, po latach zabawy na studiach,
                dobijaja sie o prace wymagajace 12/14 godzin dziennie in the office, weekends
                on call, wakacje z Blackberry na plazy. I chyba raczej praca tych leniwych,
                niudolnych, powolnych i nieefektywnych ludzi jakos owocuje, bo ekonomia kraju
                wyglada nieco lepiej niz w 'ciezko' pracujacej Polsce. No i niewielu Anglikow
                jezdzi do Polski w poszukiwaniu jakiegokolwiek zatrudnienia...
                • princessjobaggy Re: etyka pracy 06.10.05, 22:06
                  Steph, na samym wstepie podkreslilam, ze moja opinia oparta jest na MOICH
                  doswiadczeniach i ze moze byc uogolnieniem. Nasze opinie zawsze beda
                  uogolnione, bo nikt nie jest w stanie pracowac we wszystkich miejscach UK i ze
                  wszystkimi Brytyjczykami. Twoja tez jest oparta na pewnych doswiadczeniach, a
                  fakt, ze sie z moimi doswiadczeniami nie pokrywaja, nie daje Ci podstawy do
                  oceniania mojej opinii jako nierealnej.

                  > Uwazam, ze tutaj ludzie maja powazne podejscie do pracy, zalezy im na
                  wlasnych w niej osiagnieciach i na wspinaniu sie wyzej.

                  A czy ja napisalam, ze im na pracy nie zalezy? Tylko, ze z tego co
                  zaobserwowalam na podstawie SWOICH doswiadczen, oni jako czesc pracy traktuja
                  wielkie, zbyteczne debatowanie nad pierdolami, a ja w tym czasie zdaze juz dana
                  rzecz wykonac. Tyle. Nijak sie to ma do oceny ich calej etyki pracy, pod ktora
                  probowalas moja wypowiedz podciagnac.

                  Bardzo to interesujace jak latwo na tym forum komus 'podpasc'. Zalezalo mi
                  raczej na wypowiedzich w stylu: 'Wiesz co, w moim przypadku jest inaczej'
                  albo 'Moje doswiadczenia sa podobne', a nie 'Jakim prawem glosisz opinie na
                  dany temat, twoja opinia jest niedorzeczna, jesli tak myslisz to wracaj do
                  Polski'.

                  Prawda jest, ze Polacy w pracy w UK sa chwaleni. Ja tez bylam zawsze chwalona,
                  dlatego tak trudno bylo mi podjac decyzje co bym chciala robic, bo we wszystkim
                  za co sie bralam bylam dobra. I chocby na tej podstawie jestem sklonna
                  stwierdzic, ze moja praca to 2 x praca Brytyjczyka.

                  Z checia poczytam o doswiadczeniach i opiniach innych:)
                  • jagienkaa Re: etyka pracy 06.10.05, 22:22
                    wg mnie różnica jest taka: w Polsce ludzie trzymają się posady, bo wiadomo że
                    na ich miejsce czeka 100 kandydatów. Chcą się wykazać, pracują ciężej fizycznie
                    gdyż zasady BHP nie są takie jak tutaj, nie ma się do kogo poskarżyć że się
                    samemu wszystko robi.
                    W Anglii jest tzw job security, można o byle co pozwać pracodawcę, można iść do
                    trade unions, wszechobecne są też tzw equal opportunity policies - uważam żę
                    pracy się tak nie szanuje jak w Polsce gdyż bezrobocie jest niskie i czasy 'job
                    for life' się zmieniły (często się zmienia pracę).
                    Mój mąż, który pracował z polskimi iżynierami w Polsce przez 1,5 roku twierdzi
                    to samo: Polacy dają z siebie wszystko. Owszem, mają swoje minusy, ale do teraz
                    powtarza że woli z nimi pracować niż z brytyjskimi inżynierami którzy pracy nie
                    szanują, nie robią nic 'poza normę' bo za to się im nie płaci. Już przeszkolił
                    3 inżynierów i każdy z nich odchodził bo np praca była za mało płatna. Teraz
                    będzie dawać ogłoszenie w Wyborczej, chce Polaka.
                    • steph13 Re: etyka pracy 06.10.05, 23:26
                      To prawda, ze tutaj sa procedury i przepisy chroniace prawa pracownika, health
                      & safety rules, equal opportunities i employment tribunals. Ale jest rowniez
                      wysoka i zdrowa konkurencja o lukratywne (?) stanowiska i czesto warto jest
                      przelknac wlasna dume aby nie byc znanym jako trouble maker(amazing jak szybko
                      negatywna jak i pozytywna reputacja rozchodzi sie po sektorze), i dochodzic
                      swoich praw poprzez wysoki standard osiagniec raczej niz uskarzanie sie na
                      niesprawiedliwosc, niski bonus itp. Try harder is the rule.
                      Jesli chodzi o job security to jest rowniez mocno zalezna od individual
                      productivity oraz sytuacji ekonomicznej. Downturn in the City nie rzadko
                      wyrzuca na ulice zdolnych i wydajnych pracownikow poniewaz tacy ludzie
                      najwiecej firme kosztuja i ich zwolnienie ulatwia quick & easy cost reduction.
                      W kwestii odchodzenia z jednej pracy do innej, lepiej platnej, to bardzo
                      normalne i zdrowe zjawisko. Malo kto w koncu chodzi do pracy, nawet tej
                      najbardziej ciekawej i inspirujacej, dla samej tylko satysfakcji dla intelektu.
                      Poziom placy jest jaknajbardziej wymiernikiem przydatnosci pracownika i
                      przyjemnie osiagnac etap, na ktorym you can name your price. Osiagnawszy dobra
                      reputacje zawodowa przychodzi moment kiedy wiecej nie szukasz pracy, tylko,
                      poniekad, praca szuka ciebie. Telefony od headhunters oznajmiaja taki etap. To
                      jest dla mnie zdrowy kapitalizm. Nota bene, wielu profesjonalnie powaznych
                      Polakow na wyspach osiagnelo juz ten szczebel, np w investment banking i IT i
                      chwala sobie bardzo taki styl rozwoju kariery zawodowej. I o dziwo, mozna to
                      wszystko osiagnac bez plecow, znajomosci i kontaktow rodzinnych.
                    • glasscraft Re: etyka pracy 07.10.05, 00:33
                      jagienkaa napisała:

                      > > W Anglii jest tzw job security, można o byle co pozwać pracodawcę, można
                      iść do
                      >
                      > trade unions... pracy się tak nie szanuje jak w Polsce gdyż bezrobocie jest
                      niskie i czasy 'job
                      >
                      > for life' się zmieniły (często się zmienia pracę).

                      Przepraszam a co z ludzmi ktorzy pracuja w Londynskim City i traca prace
                      kazdego dnia bo firmy przenosza business to Indii, gdzie taniej? Nie zgodze sie
                      z tym ze tu sie pracy nie szanuje.
                      • jagienkaa Re: etyka pracy 07.10.05, 09:06
                        pracy się nie szanuje tak jak w Polsce - napisałam. I oczywiście że dużo zależy
                        od sektora ale chyba City to w ogóle jest specyficzny sektor?...Ale ci zdolni
                        młodzi ludzie z City mogą się przenieść gdzieś indziej, prawda?
                        to też tylko i wyłącznie MOJE zdanie (chociaż wiele ludzi to potwierdza).
                        • glasscraft Re: etyka pracy 07.10.05, 13:56
                          Wiem ze to Twoje zdanie i nie mam zamiaru na Ciebie najezdzac (kazdy jest
                          uprawiony do wlasnej opinii). Moje zdanie (potwierdzone doswiadczeniami kolegow
                          i kolezanek z pracy oraz masy znajomych) jest takie ze generalnie (na pewno sa
                          wyjatki) ludzie bardzo szanuja prace i nie odchodza z wlasnej woli dopoki nie
                          maja nastepnej. Natomiast funkcjonuja zwolnienia grupowe i latwo jest
                          powiedziec ze skora mlodzi ludzie z City sa utalentowani to moga sie przeniesc
                          gdzie indziej - niestety jest ich wiecej niz zawodow (bo sa przenoszone do
                          Indii, Australii itp). Nie zapominaj takze ze City to nie tylko 20 latkowie -
                          zwolnienie ktore dotyka 45 latka bedzie duzo bardziej bolesne bo im ktos
                          starszy tym trudniej jest niestety szybko znalezc prace.
                          Mozliwe ze szacune dla pracy wynika rowniez z tego ze wiekszosc ludzi posiada
                          domy/mieszkania z 20-25 letnia hipoteka (nie uogolniam bo wiem ze cala masa
                          ludzi rowniez wynajmuje), bo nie ma tutaj tradycji kupowania domu i placenia
                          100% gotowka, co niekoniecznie bylo (poniewaz nie wiem jak jest teraz)
                          regularna sytuacja w Polsce. Utrata pracy (albo "porzucenie" tejze) bez
                          nastepnego regularnego doplywu gotowki wiazala by sie wiec z mozliwoscia utraty
                          domu.
                          Natomiast jak wczesniej pisalam, kazdy powinien podejmowac decyzje ktora
                          odpowiada ich osobistej sytuacji i jezeli uwazasz ze jest Ci potrzebna przerwa
                          to naprawde nie ma znaczenia czy komus sie to bedzie podobac czy nie. Bez
                          zwgledu na to co zdecydujesz, zycze powodzenia.
                          A
                  • steph13 Re: etyka pracy 07.10.05, 00:00
                    princessjobaggy napisała:

                    > >
                    >
                    >
                    > Bardzo to interesujace jak latwo na tym forum komus 'podpasc'. Zalezalo mi
                    > raczej na wypowiedzich w stylu: 'Wiesz co, w moim przypadku jest inaczej'
                    > albo 'Moje doswiadczenia sa podobne', a nie 'Jakim prawem glosisz opinie na
                    > dany temat, twoja opinia jest niedorzeczna, jesli tak myslisz to wracaj do
                    > Polski'.

                    Sorry, ze tak odczytalas moja wypowiedz - nie takie byly moje intencje.
                    Dlaczego mialabys mnie podpasc? Bo nie mamy wspolnych doswiadczen? Absolutnie
                    nie neguje niczyjego prawa do wlasnej oceny i wrecz nie cierpie bezmyslnego
                    przytakiwania. Jednoczesnie jednak rezerwuje prawo do wlasnych obserwacji. I na
                    pewno to twoje ostatnie zdanie nie znajduje pokrycia w moim tekscie.
                    Przepraszam za nieporozumienie.
                    Odbiegajac od twojej wypowiedzi, (podkreslam); przyznaje, ze czesto denerwuja
                    mnie krytyki nowoprzyjezdnych, typu: Anglicy sa leniwi, zle wyksztalceni, nic
                    nie wiedza, zle nas traktuja, my im dopiero pokazemy jak prowadzic business,
                    jak mieszkac, co jesc, jak sie ubierac; Angielki sa grubei brzydkie; w sklepach
                    sam rubbish i katastofalna obsluga; sluzba zdrowia beznadziejna, szkolnictwo do
                    piet polskiemu nie dorasta. Tyle nasuwa sie na mysl bez wiekszego research na
                    roznych watkach forum. Drazni mnie to, bo w koncu wszyscy (lacznie ze mna)
                    jestesmy tutaj dobrowolnie, z jakiegos powodu wolimy zyc tutaj i 'biting the
                    hand that feeds me' nie zaliczam do madrych policies. Oczywiscie, sa rozne
                    mankamenty, jest to zywy kraj nie idyllic utopia, ale nie potepiajmy nowego aby
                    sentymentalnie upiekszyc stare.
                    >
                    > Prawda jest, ze Polacy w pracy w UK sa chwaleni. Ja tez bylam zawsze
                    chwalona, dlatego tak trudno bylo mi podjac decyzje co bym chciala robic, bo
                    we wszystkim za co sie bralam bylam dobra. I chocby na tej podstawie jestem
                    sklonna stwierdzic, ze moja praca to 2 x praca Brytyjczyka.

                    Czy to znaczy, ze nie ma Brytyjczykow o takiej rozpietosci umiejetnosci czy
                    talentu, ktorzy sa rowniez chwaleni, i moze nawet znaja Polakow, ktorych
                    wartosc oceniaja na 1/4 swojej wartosci? Takie uogolnianie niczemu chyba nie
                    sluzy.
                    Jestem pewna, ze rozumiesz co chce powiedziec, ale nie wiem czy chcesz.
                    • princessjobaggy Re: do steph 07.10.05, 15:22
                      > Czy to znaczy, ze nie ma Brytyjczykow o takiej rozpietosci umiejetnosci czy
                      > talentu, ktorzy sa rowniez chwaleni, i moze nawet znaja Polakow, ktorych
                      > wartosc oceniaja na 1/4 swojej wartosci?

                      Alez oczywiscie, ze sa tacy Brytyjczycy. Czasem mi sie wydaje, ze niektorych
                      rzeczy nie da sie opisac, chyba lepiej bysmy sie zrozumialy obdyskutowujac te
                      kwestie 'na zywo'. A tak wystarczy uzyc zlego slowa czy sformulowania i juz
                      moze ono zostac opacznie zrozumiane.

                      Ja wcale nie twierdze, ze Brytyjczycy to lenie! W zadnym wypadku. Ludzie, z
                      ktorymi mialam okazje pracowac to prawdziwi profesjonalisci. Tylko, ze
                      pracowali troche wolniej niz ja bym sobie to wyobrazala, tracac przy tym zbyt
                      duzo czasu na mowienie o tym co trzeba zrobic, zamiast to robic.
                      • steph13 Re: do princess 07.10.05, 15:38
                        princess, masz racje, chyle czola. Posiadam niezaprzeczalne tendencje do
                        pieniactwa, szczegolnie 'na papierze'; milosiernie dla tego forum, dopiero w
                        jezyku angielskim jestem fully in my element. Zgadzam sie rowniez, ze wymiana
                        opinii na zywo daje duzo lepsze szanse na wykrycie niuansow i unikniecie
                        nieporozumien.Truce?
              • glasscraft Re: Retusz :-) 07.10.05, 00:30
                Niestety musze sie przyczepic - pewnie zalezy od miejsca pracy ale nie moge sie
                z tym zgodzic i uwazam (sorka!) ze jest to uogolnienie. Przyklad biore z mojego
                mezowskiego i jego miejsca pracy - nikt nie ma czasu na gadanie i marudzenie,
                jezeli rzecz nie jest wykonanana na miescu to leca glowy. U mnie podobnie a
                jestem jedyna Polska w moim miejscu pracy. Niestety nie dam sie przekonac ze
                Brytole to lenie (zwlaszcza jak widuje Stuarta glownie weekendami, bo jak wraca
                o 10 wieczorem do domy to raczej w postaci zoombie).
                Re przerwy w pracy (bo zboczylam z tematu): najwazniejsze to co Tobie pasuje i
                jezeli potrzebujesz "gapa" to go for it!!!!!
                Pozdrowienia,
                Ania
    • ewmag Re: Gaps in employment 07.10.05, 12:12
      Te wszystkie wypowiedzi swiadcza tylko o braku klasy Twojego szefa. Zastanawia
      mnie jedno, dlaczego ludzie daja sie tak traktowac? Jesli pracuje do 18, to
      wychodze o 18, chyba ze ktos mnie wyraznie poprosi o zostanie dluzej i zaplaci
      za nadgodziny albo cos zawale i musze poprawiac, tu juz sobie sama jestem
      winna. Jesli mam przerwe na lunch, do tego bezplatna, to ja wykorzystuje.
      Pracodawca, ktory odmawia przerw, urlopow itp. oraz wymaga pracy w
      nadgodzinach, za ktora nie placi dodatkowo lamie prawo. Wiem, ze niektorzy maja
      takie podejscie, ze dla kariery wszystko, pozwola traktowac siebie jak
      niewolnika, a potem, jak juz sie dochrapia tej ukochanej posady, to zaczynaja
      sobie na innych odbijac... Ale zazwyczaj jest tak, ze pracodawca bedzie robil
      to, na co pracownik mu pozwoli. A ludzie czesta daja sie zastraszac.
      • jennifer_e Re: Gaps in employment 07.10.05, 14:09
        ewmag napisała:

        > Zastanawia mnie jedno, dlaczego ludzie daja sie tak traktowac?
        > Pracodawca, ktory odmawia przerw, urlopow itp. oraz wymaga pracy w
        > nadgodzinach, za ktora nie placi dodatkowo lamie prawo.

        przeczytaj proszę dokładniej, ja nie napisałam, że ODMAWIA, tak głupi to on nie
        jest. Utrudnia, robi niezadowolone miny, komentarze, nie pasują mu żadne
        terminy... subtelna różnica.

        >Wiem, ze niektorzy maja takie podejscie, ze dla kariery wszystko, pozwola
        traktowac siebie jak
        > niewolnika, a potem, jak juz sie dochrapia tej ukochanej posady, to zaczynaja
        > sobie na innych odbijac...

        no cóż, bardzo łatwo jest tak siedzieć i komentować, że wszystko to wina
        pracowników bo dają się wykorzystać za cenę dochrapania się do posadki.
        Niestety, nie zawsze wszystko wygląda tak czarno biało. Wyobraź sobie, że nie
        wszyscy robią z siebie niewolnika tylko po to, żeby zadowolić szefa. Niektórym
        po prostu, tak normalnie, zależy na pracy i chcą ją robić dobrze. Są miejsca,
        gdzie wyjście punkt szósta jest źle widziane i są to zwyczajne angielskie
        firmy. I nie dlatego, że za każde 15 czy 30 minut po godzinach masz sobie
        liczyć na dodatkową kasę, ale dlatego, że taka jest po prostu etyka pracy
        niektórych, "go the extra mile" jak to mówią. Oczywiście nikt nie zabrania ci
        wychodzić z pracy o 18.00 czy wyjść na godzinną przerwę na lunch. Masz do tego
        święte prawo. Tylko, że potem to ty właśnie nasłuchasz się docinków i niby
        żartów, co zabawne nie tylko od szefa ale i od kolegów. I to ty otrzymasz
        etykietkę, że nie jesteś wystarczająco dedicated i flexible.
        Tak modne fast pace, demanding environment oznacza w praktyce właśnie to, że
        lunch jesz w pośpiechu przy swoim biurku a jak jest busy to robisz co jest do
        zrobienia a potem idziesz do domu. Jest jednak dużo odcieni pomiędzy byciem
        flexible a byciem niewolnikiem.

        >Ale zazwyczaj jest tak, ze pracodawca bedzie robil
        >to, na co pracownik mu pozwoli.

        Hmm, pracodawca będzie robił to na co pracownik mu pozwoli tylko na tyle, na
        ile mu to pasuje do jego wizji biznesu i tylko na tyle na ile jest to dla niego
        opłacalne. Gdy pracownik zaczyna za dużo kosztować czy wymagać zastępuje się go
        tańszym i mniej wymagającym.
        No, chyba że jest się, jak to ktoś wyżej napisał, niesamowicie utalentowanym
        profesjonalistą na szczycie kariery zawodowej, o którego zabijają się
        headhunterzy.
        Przykład? U mnie w pracy niemal otwarcie przeprowadzono akcję zastąpienia
        starszych, doświadczonych konsultantów ze stażem młodymi ludźmi bez
        doświadczenia. Tym, którzy pracowali już kilka lat co roku trzeba przecież
        zrobić pay review, poza tym mają rodziny, zobowiązania. Młodzi, tuz po
        studiach, zaczynający karierę, pracują za grosze i nie marudzą gdy trzeba w
        pracy zostać dłużej.
        Także ja raczej nie mam złudzeń, że niestety częściej to pracownik musi
        dostosować się do firmy a nie firma do pracownika.
        • steph13 Re: Gaps in employment 07.10.05, 14:49
          Jennifer, trafilas w sedno - pracownik czesto musi dostosowac sie do wymagan
          pracodawcy, czy mu sie to podoba, czy nie. Niby prawo ogranicza tygodniowa
          ilosc godzin pracy ale pracodawcy potrafia je obejsc bardzo skutecznie. W
          kontrakcie pierwszej pracy jaka moja corka dostala zaraz po studiach istniala
          klauzula, ze pracowac bedzie any number of hours reguired by the employer, up
          to 70h/week. Podpisujac kontrakt wyrazasz zgode na taki wymiar godzin i nie
          masz zadnego recourse to law. Fakt, ze oferowana placa byla trzy razy wyzsza
          niz ja tu kiedykolwiek dostalam, ale you are getting into a lifestyle, not just
          a job. Lunch dostarczali do biurka, lekarz i dentysta na miejscu, dry cleaning
          odbierali i przynosili do biura, nie aby ulatwic zycie ale zeby maksymalnie
          wykorzystac czas pracownika. Pieniadze fantastyczne, bonusy zawrotne ale
          niezbedna stamina tez nieprzecietna. Pomimo wszystko, na coroczny graduate
          recruitment programme zglasza sie okolo 2.5 tysiaca aplikantow na 30 miejsc. To
          dla mnie w duzej mierze swiadczy o stosunku ludzi do pracy. Czy ja bylabym do
          tego zdolna? Nie wiem.
          • princessjobaggy Re: Gaps in employment 07.10.05, 15:13
            steph13 napisała:

            > Niby prawo ogranicza tygodniowa ilosc godzin pracy ale pracodawcy potrafia je
            obejsc bardzo skutecznie. W kontrakcie pierwszej pracy jaka moja corka dostala
            zaraz po studiach istniala klauzula, ze pracowac bedzie any number of hours
            reguired by the employer, up to 70h/week. Podpisujac kontrakt wyrazasz zgode na
            taki wymiar godzin i nie masz zadnego recourse to law.

            Steph i Jennifer, macie racje, nie wszystko jest takie czarno-biale jak by sie
            moglo wydawac. Nie zawsze jest tak, ze jak sobie pozwolisz to cie pracodawca
            bedzie zle traktowal. Ja w swoim pierwszym kontrakcie mialam zapis:

            'You will be expected to work the hours required by the appointment with
            minimum of 40 hours per week and such additional hours as required for
            satisfactory completion of your duties. No overtime payment is made for
            additional hours worked'.

            Dostawalam pieniadze za 40 godzin tygodniowo, a czy moje obowiazki
            byly 'satisfactory completed' ocenial nie kto inny jak szefowa. Podpisujac taki
            kontrakt godzisz sie na te warunki. I teraz musisz wybrac- albo domagam sie
            swoich praw, bo chce wychodzic punkt 6 z pracy i sie na takie cos nie godze,
            albo zaczynam jakas tam kariere i jestem przgotowana na ciezka prace.
        • ewmag Re: Gaps in employment 07.10.05, 15:20
          jennifer_e nie wiem czemu jestes tak negatywnie nastawiona, ja nie atakuje
          nikogo, napisalam to, co mysle i wynika to z moich doswiadczen i kontaktow z
          wieloma roznymi pracodawcami, a pewnie tez z mojego charakteru. Poza tym fora
          sa chyba po to, zeby "siedziec i komentowac", prawda? Wracajac do tematu,
          niezadowolone miny i komentarze, utrudnianie zycia pracownikom i
          wspolpracownikom - to podchodzi pod 'harassment' i jest lamaniem prawa. Ja o
          tym odmawianiu pisalam ogolnie. Dla mnie bycie 'flexible' nie oznacza godzenia
          sie na prace w nadgodzinach bez przerwy na lunch. Co innego, jesli masz w
          kontrakcie prace np. 'up to 70 hours', to juz wtedy nie jest zostawanie po
          godzinach, sama sie zgodzilas na takie warunki (cos za cos), ale prawo do
          przerw pozostaje. Piszac 'pracodawca bedzie robil to, na co mu pracownik
          pozwoli' nie mialam na mysli dostosowania sie firmy do pracownika, ale
          podejscie pracodawcy do ludzi: jesli nie reagujesz w zaden sposob na zlosliwe
          docinki, uwagi, komentarze nie na miejscu itp. to masz zagwarantowane, ze
          pracodawca sobie bedzie na to pozwalal. Moze jestem nudna, ale to powtorze:
          nikt nie ma prawa w ten sposob traktowac pracownika i na takie cos trzeba
          reagowac - jak, to juz jest sprawa indywidualna. Prawda, ze jesli podejmujesz
          sie jakiejs pracy na jakis warunkach, to musisz sie do tego dostosowac, jesli
          Ci nie pasuje to mozesz sie meczyc i stresowac, albo zrezygnowac. Co mialam na
          mysli to przede wszystkim to, ze trzeba siebie szanowac i tego szacunku wymagac
          od innych, pracodawcy tu nie sa wyjatkiem. I tyle.
          • steph13 Re: Gaps in employment 07.10.05, 15:50
            ewmag, czy to znaczy, ze jesli szef ci powie, ze w tym tygodniu musisz pracowac
            przez lunch hour, to meet deadlines lub accomodate company's client, to
            odmowisz? Zazadasz odszkodowania? Pojdziesz na skarge? Czy moze przemilczysz, w
            nadziei, ze bedzie to one off, bo prace swoja szanujesz, lubisz i chcesz ja
            utrzymac? Przesadzasz chyba troche w druga strone z tak buntuczna postawa. Czy
            osmielilabys sie z tym w Polsce? Jak wszedzie, nalezy zastosowac doze common
            sense do kazdej indywidualnej sytuacji i rozwazyc ja na prostej ekonomicznej
            zasadzie profit/loss. A tak nawiasem, to thanks God for Mrs T. i ukrocenie
            powers of trade unions. Ja przynajmniej tak mysle.
            • ewmag Re: Gaps in employment 07.10.05, 16:21
              Nie mam bunczucznej postawy, ale szacunek do siebie i wymagam tego od innych,
              zarowno w Polsce, jak i tutaj. I owszem, zgadzam sie, ze zdrowy rozsadek przede
              wszystkim. Ale przyklad, ktory podajesz ma sie nijak do sytuacji wyzej
              opisywanych, "w tym tygodniu" to nie jest to, co "zawsze". Zrezygnowanie z
              lunchu, bo jest taka potrzeba to nie to samo, co wsuwanie lunchu w ciagu pieciu
              minut, bo inaczej mozna uslyszec niemile komentarze, tym bardziej jesli ta
              godzina na lunch nie jest platna. Poza tym jesli "prace swoja szanujesz, lubisz
              i chcesz ja utrzymac" to znaczy, ze zrowno praca, jak i ludzie, z ktorymi
              pracujesz sa w porzadku, a wtedy nie ma w ogole o czym mowic, bo to jest nie na
              temat. Nie wyobrazam sobie, zebym mogla lubic prace, w ktorej bylabym zle
              traktowana. Juz pomijam roznice miedzy "checia" a "koniecznoscia" utrzymania
              pracy.
              • steph13 Re: Gaps in employment 07.10.05, 16:32
                Wow, wow! Whatever turns you on. We are not singing from the same songbook
                here. In more ways than one. Roger & Out.
                • glasscraft Re: Gaps in employment 07.10.05, 17:08
                  Girls, girls, play nicely...... and agree to disagree...
                  Z bardzo cheeky pozdrowieniami

                  Ania
    • rakfiol Re: Gaps in employment 13.10.05, 12:39
      Co wpisac do CV jak w zeszlym roku pracowalem w Niemczech przez jakis czas jako
      painer decorator ale robilem to nielegalnie?
      Self employment ?
      Poradzcie.
      • princessjobaggy Re: Gaps in employment 13.10.05, 14:42
        rakfiol napisał:

        > Co wpisac do CV jak w zeszlym roku pracowalem w Niemczech przez jakis czas
        jako
        >
        > painer decorator ale robilem to nielegalnie?
        > Self employment ?

        Nie wiem co Ci poradzic, Rakfiol. Na pewno potencjalny pracodawca bedzie od
        Ciebie wymagal referencji. Jesli wpiszesz, ze byles self-employed to i tak
        niczego nie rozwiazuje, poniewaz bedac self-employed i tak pracujesz dla kogos,
        swiadczysz jakies uslugi i ktos Ci placi.
        • rakfiol Re: Gaps in employment 14.10.05, 12:05
          Jesli chodzi o referencje z tego okresu to moge podac nr tel. do prywatnych
          osob, moich uslugodawcow. Jak potencjalny pracodawca potrafi szprechac to moze
          dzwonic.
          Mozo ktos ma jakis inny pomysl jak to zgrabnie w CV napisac ze sie prowadzilo
          nierejstrowana dzialalnosc uslugowa??

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka