hanula
22.04.06, 16:21
Na sąsiednim forum pojawił się wątek pod tytułem "Z greenpointskiego na
polski", a w nim wierszyk. Ot, fragment reprezentatywny:
Mieli hauzik maleńki, peintowany co roku,
porć na boku i stepsy do samego sajdłoku;
plejs na garbydż na jardzie, stara picies, co była
im rokrocznie piciesów parę buszli rodziła.
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10100&w=40157312
Różny mają stosunek do polszczyzny Polacy na obczyźnie. Niektórzy za wszelką
cenę starają się mówić poprawnie, obsesyjnie wręcz unikając wszelkich
podejrzeń o kalki językowe. Inni beztrosko mieszają języki i używają słowa w
pierwszym języku, jaki im wpadnie do głowy. Większość pewnie jak zwykle
sytuuje się gdzieś po środku.
A wy? Zależy wam na utrzymaniu czystości języka? W mowie, w piśmie? Czy może
jest wam wszystko jedno, o ile tylko da się was zrozumieć? Czy do Polaków w
Anglii mówicie/piszecie tak samo, jak do Polaków w Polsce?
Nie ukrywam, że wątek jest zainspirowany krótką wymianą zdań w jednym z
wątków sąsiednich. Zainteresowane pewno wiedzą, o co chodzi. ;-)