Dodaj do ulubionych

Nie chce jechac na wakacje do Polski!

29.05.06, 16:24
Chyba musze sie wygadac na ta bezsensowana sytauacje. Zaplanowany mamy wyjazd
do Polski. Mialy to byc wakacje. Najpierw lecimy do znajomych na wesele. Na
drugi dzien pociagiem przez cala Polske do rodzicow jednych, pozniej drugich i
do naszego nowego gospodarstwa. Tesciowie zaczeli tam remont i oznajmili, ze
moze tak byc, ze nie zdaza skonczyc przed naszym przyjazdem. Malo tego. Maz
zaprosil naszych angielskich znajomych (malzenstwo), ciekawe wiec gdzie ich
ulokujemy, jesli tam bedzie jeszcze - hotel lub agroturystyka. Ale moze sie
juz skonczyc -fingers cross... Splywamy z nimi pozniej
kajakami...fajnie....prognozy pogody zapowiadaja sie kiepskie...znalazlam www
tylko do 14 czerwca, ale to i tak wystarczy - codziennie leje, wiec jak ma nie
lac po 14??? Czyli z kajakow moze byc poroniona wyprawa. W miedzyczasie
siostrunia meza umyslila chrzest, znowu na drugim koncu Polski. I tesciowie
nie wyobrazaja sobie ze tam nie dotrzemy, bedac w Polsce. Oczywiscie nie ich
samochodem, bo oni wioza babcie. Nic tylko z kajaki w polowie splywu w pociag
i 11 godzim w jedna strone z glowy. A Anglikow zahibernujemy na ten czas!
Odmrozimy pozniej i powiemy, ze cos im sie daty pomylimy. Tesc mowi, ze cos
sie wymysli.... taksowke na ten przyklad! Cholera by to. A my kase na chodniku
zbieramy, zeby stac nas bylo na taksowki po 600km w jedna strone, po to tylko
zeby zjesc kotleta i popatrzec jak ksiadz moczy glowe babasowi?!!! To
paranoja! Ja juz nie chce jechac! Fajne oferty wakacji sa w tym czasie na
first choice i w cieplych krajach pogoda gwarantowana. Maz uparl sie, ze chce
do Polski. Ale ja przeciez tam z nerwow z rodzinka i ze wstydu przed goscmi
zwariuje! Padne ze zmeczenia i dostane zawrotu glowy od podrozowania
pociagami, samolotami, taksowkami...moze nawet paralotnie wynajdziemy, zeby na
ten chcrzest doleciec.... zwlaszcza ze siostra tez uwaza ten pomysl za
bzdurny! I jeszcze gradobicie za oknem!!! Dzis bank holiday a ja siedze w
biurze...i nic jeszcze nie zrobilam.
Obserwuj wątek
    • formaprzetrwalnikowa Re: Nie chce jechac na wakacje do Polski! 29.05.06, 16:46
      brzmi przerazająco.
      jestes pewna, ze to mają byc wakacje? a nie np jakas pokuta? ;)
      a tak na serio: moze się uda cos 'obciąć' z tego strasznie napiętego programu?
      • liley11 Re: Nie chce jechac na wakacje do Polski! 29.05.06, 16:56
        To nie tylko pokuta, to jakas paranoja. NO wlasnie ten chrzest niesczesny
        chcielibysmy obciac, ktory wypadl jako nagly dodatek, z tej okazji, ze
        przyjezdzamy. Szkoda tylko, ze nas nikt nie zapytal o zdanie. Jeszce zebysmy
        byli chrzestnymi, to rozumiem. A oni i tak juz w niedziele przyjezdzaja, wiec
        tak czy siak sie zobaczymy.
        Na razie glowie sie nad tym, jak odwiesc meza od tej "cudownej wyprawy". Pokaze
        mu prognoze pogody dla Polski i promocje wycieczek....moze sie uda? Jak nie, to
        krucho ze mna...
        • formaprzetrwalnikowa Re: Nie chce jechac na wakacje do Polski! 29.05.06, 17:07
          próbuj, próbuj - nie ma nic gorszego niż wyczekany urlop, na którym zmuszasz
          sie do czegos, a jak masz wolną chwilę to leje.
          ale ta wyprawa kajakami brzmi swietnie -pozazdrosciłabym, gdyby nie niepewnosc
          pogody.
          A mzoe tak kajaczkiem po południu europy? mmmmm...
          • liley11 Re: Nie chce jechac na wakacje do Polski! 29.05.06, 17:13
            Dzieki Formeczko za wsparcie:)) Ide sie wymoczyc w cieplej wannie, zanim narod
            pracowity zjedzie do domu. Dzis bank holiday i koniec! Nie pracuje! MOze w koncu
            zaswieci slonce?
            • mamaliv Re: Nie chce jechac na wakacje do Polski! 29.05.06, 19:04
              A nie mozecie zrezygnowac z tych chrzcin? Mysle ze jesli jakos rozsadnie sie
              wytlumaczycie, rodzina nie powinna miec pretensji, zwlaszcza ze nie jestescie
              rodzicami chrzestnymi. A jesli chodzi o pogode to nie jest powiedziane ze caly
              czerwiec bedzie padal deszcz :-)Troszke optymizmu :-)moze po 14 bedzie piekne
              lato :-)
    • kiotano_woman Re: Nie chce jechac na wakacje do Polski! 29.05.06, 19:53
      To jakis horror!!!
      W zeszlym roku w polowie czerwca mialam splywac Krutynia i odwolalismy...bo bylo
      tak zimno, ze nikt nie mial odwagi wsadzic nogi do wody. Mam nadzieje, ze to nie
      splyw z namiotami???
      Ja jestem wielbicielka splywow, co roku gdzies plyne, ale w czerwcu...jak dla
      mnie za zimno. Sierpien, a juz najlepiej wrzesien.
      A jesli juz plynieniecie to trzeba sie przygotowac, specjalne ubranka itd. bo
      mozna sie wsciec z zimna czasem...kiedys tak mialam:-)))))

      Taka refleksja, zyjesz dla siebie ...nie dla rodzicow, wszystkich NIGDY nie
      uszczesliwisz....
      Jak nic...trzeba znalezc dobry powod, zeby nie jechac na chrzest. Nie
      przesadzajmy, nic sie chyba nie stanie , jesli przekazecie prezent i
      najszczersze zyczenia przez dziadkow???

      Powodzenia i nie daj sie....:-)))))))))))))))))))))))))))))
    • kiotano_woman Re: Nie chce jechac na wakacje do Polski! 29.05.06, 19:56
      a tak na marginesie, przy splywie w czerwcu.. nie temperatura powietrza, a wody
      jest dokuczliwa. 18 stopni w czerwcu inaczej bedziesz odczuwac niz w sierpniu...
      zwlaszcza gdy bedziesz holowac kajak , a potem sie suszyc

      ahoj :-))))))))))))))))))))))))))))
    • izabelski Re: Nie chce jechac na wakacje do Polski! 29.05.06, 20:00
      wyglada na to, ze decyzje zostaly podjete poza twomi plecami
      porozmawiaj najpierw z mezem i ustalcie co dacie rade a czego nie - wtedy
      dajcie znac rodzinie i znajomym o waszych ustaleniach
      • liley11 Re: Nie chce jechac na wakacje do Polski! 30.05.06, 11:21
        Dzieki dziewczyny za wsparcie:)! Podczas kapieli troche sie rozluznilam i
        wpadlam na pomysl, zeby zadzownic do tesciow i z nimi pogadac. Tak tez zrobilam,
        zaraz po tym, jak wyskoczylam z wanny. No i wszystko sie uspokoilo.
        Porozmawialismy bez nerwow (moj mezus dzien wczesniej zrobil im awanture).
        Uswiadomilam ich, jak tutaj ciezko pracujemy teraz 7 dni w tygodniu, zeby zdazyc
        ze wszystkim przed wyjazdem i ze jestesmy juz wykonczeni psychicznie i
        fizycznie. A do tego opisalam napiety program w Polsce, o ktorym tez nie mieli
        pojecia (eh te chlopy). Tesc wymyslil, ze zorganizuje busa, ktory powiezie z
        sobote rano nie tylko nas i naszych Anglikow, ale tez rodzinke. I jesli ten
        busik bedzie i nas zawiezie i przywiezie w ciagu jednego dnia, to pojedziemy.
        Fakt faktem caly dzien w podrozy ... ale juz jakis kompromis jest. My jedziemy,
        ale nie martwimy si eo transport. Bo wedlug tesciowej takie uroczystosci
        rodzinne sa okazjami, na ktorych rodzina "sie jednoczy i czuje ze jest razem" -
        nie wazne ze pada na pysk... coz...

        Co do kajakow, to cos mi sie wydaje, ze beda nici ze wzgledu na pogode.... ale
        przynajmniej posiedzimy sobie w naszym "Everlandzie" i poczujemy sie
        gospodarzami przez te kilka dni w roku.

        Od dzis zaczynam brac witaminy :)) zeby organizm mial sile przezyc wakacje...:)
    • ralphos Re: Nie chce jechac na wakacje do Polski! 30.05.06, 19:51
      W zeszłym cały urlop poszedł na wizyty rodzinne, tak naprawdę miałem 6 dni
      wakacji. Przerąbane.
      W tym roku się zbuntowałem - nie przyjechałem na Wielkanoc, latem pojadę w
      Tatry, potem może jeszcze wyżej, rozważę może krótką wizytę rodzinną na Boże
      Narodzenie. Mam wolne tylko 20 dni w roku, jest to bardzo mało (w Polsce miałem
      prawie 3 miesiące), urlop jest po to, żeby wypoczywać!
      • mamaliv Re: Nie chce jechac na wakacje do Polski! 30.05.06, 21:13
        Dokladnie, urlop jest po to zeby wypoczywac. My planujemy 3 tyg w Polsce, ale
        tydzien przeznaczylismy na wyjazd nad morze do Karwii, zeby lezec plackiem i
        nic nie robic. 2 tyg zostaje nam na odwiedziny. Mysle ze wystarczy;-) bo mamy
        duuuzo znajomych.
    • effata Re: Nie chce jechac na wakacje do Polski! 12.07.06, 16:50
      Hej Liley,
      Nie wiem, czy już przyjechałaś, czy nie, ale jestem ciekawa, jak było (po
      twoich katastroficznych opisach planów wakacyjnych :))
      --
      Don't guess.
      • evian5 wakacje w polsce 13.07.06, 19:58
        a ja przyjechalam wczoraj. jestem w warszawie. wybralam sie na wakacje do
        polski poniewaz mialam i tak przyjechac na slub mojego brata.
        upalllll koszmarny!!! poza tym stwierdzam ze w polsce jest drogo, przynajmniej
        w warszawie. no i wszedzie widze i slysze o kaczynskim, kczynski tu i tam, o
        kaczynskim, z kaczynskim, do kaczynskiego itd. itp. brrrrrr precz z polityka!!!
        • jagienkaa Re: wakacje w polsce 13.07.06, 20:19
          no jak to w stolycy;) oj a ja tęsknię za Warszawą, Łazienkami, knajpami,
          kawiarniami i ludźmi z biura....ach:(
        • effata Re: wakacje w polsce 13.07.06, 20:20
          A ja powiedziałam Polsce stop!
          I wszelakim dalszym podróżom, samolotowym szczególnie!
          I zanim się ktoś zdąży oburzyć to dodam, że tylko do czasu ... kiedy małe
          effaciątka nie będą w pełni odpieluszone i bezwózkowe :))
          Miłych wakacji Evian5 (że tak się oficjalnie-forumowo do ciebie zwrócę :))))
          I wciąż czekam na odpowiedź Liley11 :0)
          --
          Don't guess.
          • evian5 Re: wakacje w polsce 13.07.06, 22:28
            ach, swiat sie zmienia, dzisiaj sie spotkalam z moim dawnym dobrym znajomym z
            wroclawia. chcialam go zabrac do takiej jednej mojej ulubionej, malutkiej
            kafejki przy marszalkowskiej. zaszlismy tam, a tam juz cos innego, tej kafejki
            nie ma. a bywalam tam przez lata...
            chcielismy cos zjesc i moj brat polecil mi siec restauracji Sfinx, hmmm jedna w
            samym centrum, za moich czasow jeszcze jej nie bylo...
            no i ceny.. nic dzisiaj niby nie kupilam, nie jadlam w zadnej restauracji
            drogiej a wydalam 100zl... zastanawiam sie teraz tylk jak tu ludzie zyja jesli
            zarabiaja 1500-2000zl.
            • effata Re: wakacje w polsce 13.07.06, 23:07
              >zastanawiam sie teraz tylk jak tu ludzie zyja jesli
              > zarabiaja 1500-2000zl.

              Studiując chociażby wypowiedzi na tym forum takich ludzi nie ma :)))
              Ci co tyle zarabiali wyjechali do UK, a w Polsce zostali sami tacy, co mają
              świetne zawody, dobre prace, domy, samochody itp. :))))
              I już nic więcej nie mówię, bo wyjdzie na jaw, żem złośliwa.
              --
              Don't guess.
            • jagienkaa Re: wakacje w polsce 13.07.06, 23:09
              nie wiem czemu Polacy tak się upierają na Sfinxa - jedzenie tam wg mnie nie
              jest zachwycające, jakbym była w Warszawie w centrum to na pewno bym tam nie
              poszła! w Warszawie jest mnóstwo małych i tanich knajpek, chociażby w Bramie
              można zjeść coś za 30zł i się najeść. A co to za kafejka której już nie ma, mam
              nadzieję że nie Antykwariat?:)
              • princessjobaggy Re: wakacje w polsce 14.07.06, 11:27
                jagienkaa napisała:

                > nie wiem czemu Polacy tak się upierają na Sfinxa - jedzenie tam wg mnie nie
                > jest zachwycające, jakbym była w Warszawie w centrum to na pewno bym tam nie
                > poszła!

                Dla mnie tez jest to zagadka. Nic, ale to nic szczegolnego!
                • tuti Re: wakacje w polsce 14.07.06, 14:09
                  a ja ciesze sie jak ludzie jedza w sfinksie. przynajmniej polskie.
                  a , ze tak spytam, co niby dobrego jest w mcdonaldsie!:/

                  Ja do Polski juz jutro i normalnie w pracy wysiedziec nie moge juz!!!
                  Jade w moje piekne pieniny, bez telewizora, wiec pobyt bedzie udany, byle tylko
                  upaly sie utrzymaly!! Oh byle juz byla 5 o'clock!!:)
                  • liley11 Re: wakacje w polsce 14.07.06, 14:55
                    Tuti, Odpoczywaj i enjoyuj sie na calego!!! :)))
                  • jagienkaa Re: wakacje w polsce 14.07.06, 15:42
                    tuti, ale tyle jest lepszych knajpek w Warszawie, naprawdę!!! polskich...
                    • evian5 Re: wakacje w polsce 14.07.06, 18:26
                      no tak, wlasnie chcialam pojsc do Bramy bo bardzo ja zawsze lubilam, ale moj
                      brat mnie namawial na Sfinxa. ta kawiarenka to nie Antykwariat. Juz nie
                      pamietam nazwy, taka zwyczajna bardzo, ale zawsze chodzilam tam na pyszne
                      koktajle owocowe.
                      jest za to wciaz Pozegnanie z Afryka, i o dziwo ceny sa tez takie jak byly, no
                      i kawa pycha.
                      a co do tych ludzi co to zyja za 1000zl. Effata, moj brat zarabia 1100zl netto
                      i ma na utrzymaniu zone i dziecko, ktore ciagle trzeba wozic po lekarzach. Jak
                      poszlam dzisiaj na zakupy i zobaczylam ze wiele produktow koszuje tyle co w
                      anglii to zastanowialm sie, jak oni wiaza koniec z koncem.
                      Powoli przestaje sie dziwic tym tlumom najezdzajacym anglie...
                • liley11 Juz pedze z relacja::) 14.07.06, 14:54
                  ... Juz Effatko:) Juz pedze,..jak widac wakacje sie przedluzyly... i leniwa
                  jestem, nawet na forum malo zgladam.

                  Fakt jest taki: wrocilismy zmeczeni...z postanowieniem: nigdy wiecej na zadne
                  wesela (oprocz brata meza - bo to rodzina). Czlowiek sie nameczy podrozami, wyda
                  kupe kasy na bilety, prezenty, stenty..i musi siedziec przy stole z ludzmi,
                  ktorych nie zna (fakt, poznalismy kilka fajnych osob), jesc jedzienie niepewnego
                  pochodzenia i swiezosci (no dobra przesadzam, ale oprocz surowki z kapusty
                  pekinskiej - zbrazowialej, kapusty gotowanej,ktora wystygnieta stala juz do
                  konca na stole i ciasta wszystko bylo miesne; opchalam sie ciastem).. i musi
                  bawic sie do muzyki, ktorej nie lubi (roznego typu typu weselne przyspiewki).
                  Bez wiekszej ilosci alkoholu...ciezka sprawa. Zwlaszcza, ze znajomi, z ktorymi
                  sie "zgadalismy" siedzieli po przeciwnej stronie sali... a przy naszym
                  stoliku... dziwnosci same. Kontrowersyjnych wydarzen na weselu bylo kilka. Nie
                  chce pisac, zeby nie bylo, ze plotkuje...a noz ktos, kto tam byl tutaj
                  zaglada..? Czy ogladal ktos film "Wesele"? No az tak zle nie bylo. Bylo o wiele
                  lepiej niz na tym filmie, ale kilka watkow, jakby na zywca wzietych, a kilka
                  mozna by bylo dodac jeszcze do filmu.

                  Pochwale sie: tanczylam z ksiedzem, a pozniej byla zmiana i pan mlody z ksiedzem
                  plasal...

                  Prawdziwy szok przezylismy jadac z wroclawskiego lotniska do miasta, w ktorym
                  byla impreza. Wyjechal po nas kolega, ktory tez nie byl "stamtad",a le mial ten
                  elektorniczny GPS, ktory milym kobiecym glosem mowil:" skrec w lewo ..lekko" no
                  i tak poskrecalismy, ze wyladowalismy najpierw w polu, pozniej w
                  lesie...mijalismy wioski jeszcze nie odremontowane po powodzi. Bardzo
                  przygnebiajacvy widok. Mijalismy rowniez "czerwone nosy" na rowerach. Na tych to
                  trzeba bylo uwazac przy "skrecaniu w lewo ..lekko".

                  Na drugi dzien po weselu zebralismy manatki i wzielismy taksowke na dworzec do
                  Wroclawia. Mily pan taksowkarz opwiedzial nam przez godzine swoj smutny
                  zyciorys,.. o tym, jak go zona zostawila dla bogatszego, jak on malo zarabia i
                  jak w Polsce jest beznadziejnie i ciezko. Po czym moj maz pytal przechodniow we
                  Wroclawiu, jak dojechac na dworzec. Taksowkarz wspomnial, ze moze odwiedzi
                  szwagra, skoro juz jest we Wroclawiu..ale wahal sie, bo nie przygotowal sie w
                  sumie na kiludiowy pobyt... (bo jak zaczna pic, to...)

                  Dworzec we Wroclawiu jest piekny... kupilismy po wielkim gyrosie z surowkami i
                  poszlismy na peron, z ktorego to wlasnie policja zbierala pijanego dziadka,
                  ktory krzyczal w nieboglosy. No nic. Czekal nas pociag Intercity. A tam profesor
                  z Politechniki Wrclawskiej bawil nas interesujacym (TAK) wykladem na temat
                  powonienia i zapachow. Ten naprawde fascynujacy wyklad zakonczyl niestety
                  narzekaniem na brak funduszy na badania. Na szczescie i nieszczescie zaczelo byc
                  tak goraco, zenikomu juz nie chcialo sie rozmawiac.

                  W Warszawie wieczorem padlismy w objecia naszej kochanej cioci optymistki i od
                  razu zapomnielismy o trudach podrozy:) W poniedzlek rano przypomnielismy sobie o
                  nich znowu. Ale i tym razem poznalismy ciekawa osobe: pilotke samolotow. Wiem
                  juz wszytsko na temat latania i szkol lotniczych.

                  Wyladowalismy u moich rodzicow. Maz zaraz po tym, jak sie najadl, padl spac..a
                  ja zachowywalam sie jak Lassie, ktora wrocila do domu. Jezyki nam sie z mama
                  rozwinely, polecialysmy do banku, do urzedu miasta, male zakupy. Tato wracajac z
                  pracy nas zabral do domu, przyszla babcia.... i o 21 przyszla kreska na mnie.
                  Nie pamietam...chyba po prostu zasnelam.

                  Kolejny dzien minal nam na "body MOT" a wiczor ze znajomymi w knajpie. Sroda
                  rano "MOT - kontynuacja" i zaraz po poludniu przyjechal po nas tesc i zabral
                  dalej. Wieczorem zladowalismy w naszym "Everlandzie". Pieknie odremontowany w
                  srodku wiejski domek. Ahh, dzieczyny i chlopaki...jakie widoki... gdybym
                  wiedziala, jak tutaj sie zdjecia wkleja, to wkelilabym zdjecia zachodu slonca...
                  cos pieknego.... Maz z tesciem zabrali sie za skrecanie mebli a ja z tesciowa za
                  kuchnie. Trzeba bylo napalic w piecu, zeby byla ciepla woda. I tak zlecialo.
                  Nastepnego dnia rano przyjechali tescie z babcia, pojechali wieczorem. A
                  wlasciwie, to wymineli sie samochodami z naszymi znajomymi, ktorzy do nas
                  przyjechali. Wszystko byloby milo, gdybym nie musiala zmywac takiej ilosci
                  talerzy i kubkow... Tzn malo ich bylo i musialam caly czas zmywac, zeby mozna
                  bylo razaz ich uzyc,...kawka, herbatka, sratka...sniadanko, obiadek, desrek,..W
                  piatek mielismy czas dla siebie do 17:00. Mezus nalowil ryb i usmazyl na
                  sniadanko:miodzio:)) rybki z wlasnego jeziorka...:) ( w sumie biedne stworzonka)
                  przelezalam caly dzionek pod jablonka gapiac sie na pszczoly, baki i inne
                  fruwajstwa. Mezuus przespal w domku. Wieczorkiem rodzinka. I w sobote o 13 i
                  jescze przyjechala moja najlepsza psiapsiolka,,,i w koncu sie nagadalysmy....ale
                  to i tak za krtoko... buuuu. W niedziele pojechalismy po naszych Anglikow i tak
                  zszedl caly dzien w podrozy. Pniedzialek bylismy sami, tzn z Anglikami. A we
                  wtorek juz zaczelismy splyw. Miodzio... pierwszego dnia troche ciezko...bo rece
                  bola...ale pozniej juz poszlo. Anglicy z pocztaku nie mogli pogodzic sie z
                  wioslowaniem. Caly czas wplywali w trzciny, lub brzeg...ale juz drugiego dnia
                  mysmy ich gonili. Jeszcze przed sezonem.. pusto na szlaku... cieplo, czysta
                  woda... widoki piekne... dzikie.... rzeka,..jeziora...,... korzystalismy z
                  sauny... Bylo pieknie, czasami tylko wieczorami troche nudnawo...bo nie bylo
                  jeszcze nikogo z kim mozna byloby zrobic wspolne ognisko i posidziec i
                  pogadac...a Angole...jak to Angole... goraca krew w nich nie plynie.

                  Splyw zakonczylismy w piatek po poludniu. W sobote nadciagneli moi rodziciele z
                  przyczepa jedzenia. No dobrze, nie przyczepa...ale ogromnymi ilosciami. I
                  biesadowalismy tak do niedzieli. Jak z tego widac, udalo nam sie nie pojechac na
                  chrzciny:) Wieczorem nastapila zmiana. Tzn, moi rodzice pojechali i przyjechali
                  tescie z siostra meza i dzidziusiem. Ladny maly...gdyby tylko pozwolili mi sie
                  do niego dotknac... no nic to. Powrocilam do roli zmywarki.

                  W poniedzialek raniutko juz przyjachala po nas taksowka i pojechalismy na
                  lotnisko. Tam takie upaly,..a tutaj przyjechalismy w 13,5 stopnia tylko...

                  Zaraz zabralam sie do czyszcenia domu (glupia), korzystajac z okazji,ze nikogo
                  jeszcze nie ma. Chociaz cala soba krzyczalam: ja chce wakacji, ja musze
                  odpoczac! I na drugi dzien padlam jak dluga. Goraczka 38, ktora zaraz nastepnego
                  dnia przeszla..ale juz zostalam w lozku...:))) z ksiazeczka w reku..:))

                  Pozniej mazus zaniemogl... i tak walesalismy sie ze dwa tygdonie to tu to tam...
                  niezdecydowanie... bez sil... no i mi jescze chyba zostalo...bo jakos nei moge
                  zebrac sie sama w sobie.... bo tutaj, jak przyjechalismy, to tez wszytskicm
                  trzeba bylo opowiedac, jak bylo w Polsce... w Polsce jak tutaj jest...

                  ..i tak czlowiek stoi w rozkroku...cala rodzina w naszym "Everlandzie "
                  wakacjuje i opowiedaja co tam i jak tam.... i tak by se czlowiek jeszcze tam
                  wskoczyl na popoludnie, czy dzionek... a to tak daleko... i mamy ten swoj
                  "everland" i nie mozemy nim sie cieszyc. dobrze, ze jest ktos, kto sie nim
                  cieszy zamiast nas. Smutniej by bylo, gdyby nikt sie nie cieszyl...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka