Dodaj do ulubionych

none-native bilingualism

15.03.06, 08:34
Czy spotkaliscie sie w swoim zyciu z rodzinami, ktore staraja sie wychowac
dzieci dwujezycznie, mimo, ze jezyk, ktorego ucza dziecko nie jest ich
jezykiem ojczystym? Jakie efekty takie rodziny osiagnely, tzn. jak biegle sa
dzieci, jakimaja akcent itd.
Obserwuj wątek
    • jan.kran Re: none-native bilingualism 15.03.06, 08:48
      Nie, nie spotkałam.
      Natomiast z kilkudzesięciu osób znanych mi mówiących bdb różnymi językami mogę
      wymienić dwie które nauczyły się języka obcego absolutnie bez akcentu.
      Mam wrażenie że prawie niemożliwe jest nauczanie się języka obcego zupełnie
      perfekcyjnie jeżeli nie zacznie się tego bardzo wcześnie.
      Kran
      • osmanthus Re: none-native bilingualism 08.04.06, 12:31
        Przysiegam, ze jest to mozliwe !
        Angielskiego zaczelam sie uczyc majac lat 9, prywatnie, potem u Metodystow ale jakos ten jezyk nigdy
        mnie nie rajcowal. W liceum wybralam francuski, ktorego moglam sie uczyc w nader komfortowych
        warunkach - w klasie bylo zaledwie 12 uczniow. Po dwoch latach tak polubilam ten jezyk, ze zaczelam
        chodzic (z przyjaciolka) na dodatkowe prywatne lekcje do przemilej starszej pani, ktora przed wojna
        pobierala nauki w paryskiej Sacre Coeur. Potem skonczylam 5-letnia wowczas romanistyke co roku
        wyjezdzajac na wakacje do Francji. Efekt jest taki, ze dopoki sie nie przyznam, ze NIE JESTEM
        Francuzka, wszyscy Francuzi, z ktorymi mam kontakt biora mnie za takowa a potem dopytuja sie czy w
        takim razie cale zycie mieszkalam we Francji. Moje 10-letnie dziecko urodzone w Australii (4,5 mies do
        5 1/2 w australijskim creche, potem Petit + Moyenne Section we French -Australian Preschool,
        praktycznie w imersji, Grande Section, CP, CE1 w Lycee Franco-Australien 80% po francusku 20% po
        angielsku, CE2, CM1 francuski/angielski pol na pol tamze) mowi po francusku z perfekcyjnym
        francuskim akcentem, po angielsku z australijskim a w polskim tez nie ma zadnych obcych nalecialosci.
        • wielojezycznosc Prowadzę badania na ten temat 24.01.07, 16:14
          Witam wszystkich rodziców, którzy próbują nauczyć swoje dziecko drugiego lub nawet trzeciego języka!
          Jestem doktorantką. Pracuję nad wywodem: Non- native bi- and multilingualism.
          Praca ta jest dla mnie szalenie interesujaca, zwłaszcza ze jestem mama 17- miesięcznego chłopca, który świetnie rozumie 3 języki: polski, angielski i hiszpański. Pracuję z nim bardzo ciężko ale efekty są niesamowicie zadawalające.Nadmienię, że oboje z męzem jestesmy Polakami.Dziecko jest jednak asekurowane regularnie przez native spakr'ow jdnak tylko gościnnie.Jestem filologiem mówię w językach polski, angielski, niemiecki i hiszpański.Mam ogromne doświadcznie w nauczaniu języków, od 6 lat prowadze bowiem własną szkołę języków obcych.
          Zwracam się z prośbą do wszystkich rodziców, którzy jako non- native speakers uczą swoje pociechy języków obcych.
          Pragnę podkreślić, że badania, które prowadzę są szalenie interesujące, gdyż mam w domu najlepszy przykład dziecka jeszcze nie mówiącego w ogóle ale świetnie radzącego sobie z wielojęzycznością.
          Zwracam się z prośbą o kontakt rodziców dzieci dwu- lub wielojęzycznych uczonych przez Polaków w celu prowadzenia dalszych badań a jednoczesnie przyczynienia sie do rozwoju tak nowej dziedziny nauki.
          Pozdrawiam wszystkich i zachcam do współpracy!
          Monika Przybylska
          cjoprzybylska@op.pl
    • aggrazza Re: none-native bilingualism 15.03.06, 09:44
      Z taka sytuacja nie do konca, z podobna tak. W poludniowo-wschodnich Chinach
      posiadanie pomocy domowej z Filipin jest na porzadku dziennym. Filipinki mowia
      mniej lub bardziej lamana angielszczezna. Znam wiele dzieci ktore wlasnie od
      nich uczyly sie angielskiego przed pojsciem do szkoly i wiekszosc z tych dzieci
      mowi po angielsku o niebo lepiej niz ich nianie i maja o wiele poprawniejsza
      wymowe. Kolejna tajemnica ludzkiej mowy.
      Oczywiscie od czasu do czasu spotykam mamy ktore mowia do dzieci po angielsku
      mimo ze ogranicza sie to do nakazow i zakazow typu sit down i don't touch it,
      it's dirty. Cos takiego bardzo mi sie nie podoba i nie widze w tym
      najmniejszego sensu.
      Spotkalam sie (dokladnie widywalam czlowieka przez tydzien bo tyle czasu
      spedzilam na uniwersytecie gdzie wykladal)z jednym przypadkiem profesora
      uniwersyteckiego, ktory od urodzenia dziecka mowil do niego wylacznie po
      angielsku i ten chlopiec w wieku 4 lat rzeczywiscie ladnie mowil i to nawet bez
      wyraznego akcentu ale to moze byc zasluga srodowiska akademickiego i kontaktu z
      kilkoma rodowitymi amerykaninami.
      Moim zdaniem jesli mowisz w danym jezyku plynnie i bez wiekszych bledow mozesz
      spokojnie probowac z pomoca mediow w danym jezykow dla poprawnej wymowy. Nawet
      jesli dziecko zalapie akcent, jego jezyk bedzie lepszy od twojego a nad wymowa
      mozna przeciez popracowac. Poza tym lepszy rydz niz nic. Chyba lepiej mowic w
      jezyku obcym chocby nawet z bledami niz nie mowic wcale.
    • nionczka Re: none-native bilingualism 15.03.06, 10:34
      Ja znam odwrotny przyklad. Matka Polka mowila do corki po polsku, ojciec
      Hiszpan po hiszpansku. Dzisiaj dziewczyna na 20 lat i mowi po polsku ze
      strasznym hiszpanskim akcentem, jakby nie od matki tylko na kursie sie nauczyla.

      Co do pytania. Znam osoby, ktore mialy taki plan i odpuscily bo zabraklo
      wytrwalosci. Bo nie wszystkim wychodzi naturalnie mowienie w jezyku obcym do
      wlasnego dziecka (i niewazne jak dobrze znaja jezyk). Najpierw trzeba chyba ten
      jezyk czuc, zeby moc go przekazac. Mysle, ze wiecej to ma wspolnego z emocjami
      niz poziomem znajomosci.

      Ale probowac zawsze warto.
      • risando Re: none-native bilingualism 15.03.06, 11:00
        nionczka napisała:

        > Co do pytania. Znam osoby, ktore mialy taki plan i odpuscily bo zabraklo
        > wytrwalosci. Bo nie wszystkim wychodzi naturalnie mowienie w jezyku obcym do
        > wlasnego dziecka (i niewazne jak dobrze znaja jezyk).

        Wlasnie, tego jezyka nie mozna sie nauczyc na zadnym kursiesmile

        Na pewno trudno byc konsekwentnym, chociaz z niemieckojezycznego forum o wielojezycznosci wiem, iz rodzice mieszkajace juz dlugo gdzies za granica musza sie nawet mocno zmuszac do uzywania swojego jezyka ojczystego ("reaktywuja" go ogladajac duzo niemiecka telewizje, czytajac ksiazki).

        Mysle, ze najlepszy sposob realizacji takiego none-native bilingualismu to jest jakis funkcjonalno-czasowy podzial jezyka domowego, np. w sobote wszystkie rozmowy rodzina prowadzi w jezyku obcym.

        ---------------

        Risando (corka 11/2001, tata (to ja): niem, mama: pol, mieszkamy w Polsce)
    • marieroos Re: none-native bilingualism 15.03.06, 11:35
      kook1 napisała:

      > Czy spotkaliscie sie w swoim zyciu z rodzinami, ktore staraja sie wychowac
      > dzieci dwujezycznie, mimo, ze jezyk, ktorego ucza dziecko nie jest ich
      > jezykiem ojczystym? Jakie efekty takie rodziny osiagnely, tzn. jak biegle sa
      > dzieci, jakimaja akcent itd.


      Niestety, również nie znam rodzin, które mogły by świecić przykładem w
      powyższym temacie. Sama też jestem zainteresowana jak to jest.
      Do mojej corki (4,5 l.) mówimy w ojczystych językach tj. polski i francuski.
      Sami między sobą kontaktujemy się po angielsku (w co nie mieszamy dziecka). Ani
      mąż, ani ja nie możemy poszczycić się piękną literacką angielszczyzną, dlatego
      też staramy się by mała nie nabierała od nas złych nawyków językowych z
      niepoprawnym akcentem. I co się dzieje? córka mimo wszystko łapie angielskie
      zwroty. Zwłaszcza wtedy , kiedy rozmowa dotyczy jejsmile i oczywiście włącza się
      do rozmowy (najczęściej po polsku). Czyli chcąc czy nie dziecko "łyka" coś tam
      i chyba warto w przyszłości zadbać by ten trzeci język również był jej znany.
      Nie wiem jeszcze co zrobię, ale chciałabym utrwalać i doskonalić w małej ów
      język.
      Pozdrawiam,
      Iza-mama-pol, papa-fr
      • kalina29 Re: none-native bilingualism 15.03.06, 12:24
        Do mojej corki (4,5 l.) mówimy w ojczystych językach tj. polski i francuski.
        Sami między sobą kontaktujemy się po angielsku (w co nie mieszamy dziecka).

        A jezeli rozmawiacie razem to znaczy cala rodzina: wy i corka? Jak to wyglada?
        pozdrawiam Kalina
        • marieroos Re: none-native bilingualism 15.03.06, 13:02
          Sytuacja jest troszeczkę skomplikowana, ale dajemy radę smile Wygląda to tak, że w
          trakcie wspólnej rozmowy (używamy wtedy jęz.: pol i fr) ktoś czegoś nie
          rozumie, szybciutko tłumaczymy mu w zrozumiałym mu języku. Faktem jest, że mąż
          Francuz spędził w Polsce 7 lat, więc polski nie jest mu obcy. Ja natomiast
          będąc z nim już szósty rok też naturalnie zapamiętuję fr. zwroty. Czyli kiedy
          tato rozmawia z małą w swoim języku, ja też rozumiem, i odwrotnie.
          Pozdrawiamsmile
    • agmani Re: none-native bilingualism 15.03.06, 12:05
      Nie wiem, czy o to ci chodzilo, ale spotkalam sie wielokrotnie z sytuacja,
      kiedy rodzice Polacy mowili do dzieci po niemiecku, czesto argumentujac: po co
      polski, ja mialam/em tak trudno nauczyc sie niemieckiego, to niech dziecko ma
      latwiej. Dzieci oczywiscie mowily po niemiecku o niebo lepiej od rodzicow
      (akcent, slownictwo, styl), natomiast mysle, ze bylo to glownie zasluga
      poprawnej jezykowo szkoly, przedszkola, telewizji, rowiesnikow itd. Jako ze
      rodzice zostali na takim, nie innym etapie najomosci jezyka, owoce po paru
      latach byly z reguly nastepujace: gorsza komunikacja miedzy stronami (rodzice
      nie umieli toczyc np. potyczek slownych, nie rozumieli gagow, w gorszych
      przypadkach nie rozmawiali prawie wcale z dziecmi albo sie wstydzili mowic
      publicznie) oraz brak znajomosci polskiego i wykorzenienie wsrod dzieci. Osoby
      z takich domow, ktore poznalam na studiach, nie chwalily sobie tego modelu
      wychowania.
    • kalina29 Re: none-native bilingualism 15.03.06, 12:30
      Osobiscie tez sie nie spotkalam, ale podobno to istnieje. Zreszta nie moze byc
      inaczej w przypadkach przytaczanych czasem kiedy mama uczy dzieci nie jedego
      ale dwoch, trzech czy nawet wiecej jezykow naraz.
      Ja mysle, ze to jest jak najbardziej mozliwe i jezeli tylko dziecko ma
      dodatkowy kontakt z uczonym jezykiem to moze nawet opanowac go w stopniu
      lepszym (akcent itp.) niz uczacy go rodzic.

      pozdrawiam
      Kalina
    • aniuko Re: none-native bilingualism 15.03.06, 13:45
      To ja znam kogos takiego. Moj wykladowca z uniwestetu w Lodz, starszy juz w tej chwili pan
      opowiadam nam swoja historie. Do swojej corki od urodzenia mowil po ang. Njpierw bylo fajnie, mala
      nauczyla sie szybko ang i do pewnego wieku chetnie rozmawiala z tata. Potem mala zalapala, ze tata
      TYLKO do niej mowil po ang i ogolnie mowiac nie spodobalo sie dziewczynce! Tata pierwszy raz
      odezwal sie do nie w jej osiemnaste urodziny! I co? I mowi, ze nigdy nie mial i nie bedzie mial z nia
      takiego kontaktu jak powinien, nigy do nie nie powiedzial "kochany paczuszku, tatus da buziora w
      nozecje" (lub cos takiego, wiecie o co mi chodzi...) no i ona nie moze mu tego wybaczyc, ze tak zyciowo
      ja zubozyl....

      To tyle ode mnie...Ania
        • kalina29 Re: none-native bilingualism 15.03.06, 15:28
          To jest faktycznie dosc trudne emocjonalnie: mowic do dziecka w jezyku obcym w
          dodatku jezeli ten jezyk nie jest jezykiem otoczenia i co najwazniejsze nie
          jest tez jezykiem, ktory rodzicowi jest najblizszy w sensie emocjonalnym.

          Ja sama sporo mowilam do moich dzieci po francusku, ale tylko dlatego, ze jezyk
          ten stal sie w sumie moim pierwszym jezykiem komunikacyjnym. I moge nawet
          powiedziec, ze wlasnie moje dzieci przywrocily mi naturalnosc w poslugiwaniu
          sie jezykiem polskim!
          Nie wyobrazam sobie natomiast mowic do dziecka w jezyku zupelnie obcym, ale
          wiadomo, w zyciu rozne sytuacje sie zdarzaja. W koncu i matke Polke, ktora
          mieszkajac za granica zwraca sie do dziecka nie po polsku uwaza sie za jakas
          forme "dewiacji"wink

          pozdrawiam
          Kalina

        • aniuko Re: none-native bilingualism 16.03.06, 07:55
          witam. No mnie tez jeste troche trudno zrozumiec mojego wykladwowce (nie chce podawac
          nazwiska bto dosyc znany czlowiek w kregu anglistow). TO chyba mial byc swego rodzaju
          eksperyment czy cos bo nie mial zadnych powodow zeby mowic do dziecka po ang - mieszkali
          w Polsce, rodzice polacy....W kazdym badz razie kiedy opowiadal ta historie to troche to bylo
          smutne..i dla nas i dla niego.

          Ania
          • hanula Re: none-native bilingualism 16.03.06, 12:37
            > > > Tata pierwszy raz
            > > > odezwal sie do niej w jej osiemnaste urodziny!
            > >
            > > ? Nie rozumiem.
            >
            > Chyba po polsku po raz pierwszy.

            Aaa. Bo już miałam taką wizję jak z tego opowiadania (Paula Austera?), w którym
            facet izoluje dziecko od języka, żeby się przekonać, czy będzie mówić językiem
            aniołów. (Lub coś w tym stylu.)
              • amwoz Re: none-native bilingualism 23.03.06, 09:49
                Witam,
                od jakiegos czasu razem z Mężem zastanawiamy się nad mówieniem do naszego
                dziecka po angielsku. Właściwie zdecydowaliśmy już, że Mąż do Syna mówi tylko
                po angielsku, a ja np. mam angielskie poranki i czas, który spędzamy razem
                • risando Re: none-native bilingualism 23.03.06, 10:22
                  amwoz napisała:

                  > Witam,
                  > od jakiegos czasu razem z Mężem zastanawiamy się nad mówieniem do naszego
                  > dziecka po angielsku. Właściwie zdecydowaliśmy już, że Mąż do Syna mówi tylko
                  > po angielsku, a ja np. mam angielskie poranki i czas, który spędzamy razem
                  • amwoz Re: none-native bilingualism 23.03.06, 13:57
                    Synek ma dopiero niecałe 9 miesięcy, ale reaguje już na to, co do niego mówimy.
                    Na przykład jak powiemy 'where's the car?', to wygląda przez okno na ulicę. Na
                    dalsze owoce naszych wysiłków na razie czekamy smile.

                    Pozdrawiam,
                    Ania
                    • risando Re: none-native bilingualism 24.03.06, 21:35
                      amwoz napisała:

                      > Synek ma dopiero niecałe 9 miesięcy, ale reaguje już na to, co do niego mówimy.
                      >
                      > Na przykład jak powiemy 'where's the car?', to wygląda przez okno na ulicę. Na
                      > dalsze owoce naszych wysiłków na razie czekamy smile.
                      >
                      > Pozdrawiam,
                      > Ania


                      Zycze mam powodzenia i mam nadzieje, ze bedziecie o postepach synka tutaj pisac.

                      Pozdrawiamsmile
    • xurek Re: none-native bilingualism 23.03.06, 13:43
      Owszem. Do szkoly w jezyku angielskim, do ktorej chodzi nasz syn (chodzi do
      klasy przed-przedszkolnej) uczeszcza ok. 10% dzieci z czysto szwajcarskich
      rodzin. Blizej znam rodzine z trzema corkami (10,8,5), ktore uczeszczaja do tej
      szkoly od poczatku edukacji. Rodzice mowia do nich wylacznie Schwyzerdütsch,
      szkola odbywa sie wylacznie po angielsku.

      Dziewczynki mowia po angielsku jak nativ speaker, nie maja niemieckiego akcentu
      a miedzy soba mowia w zaleznosci od sytuacji badz tematu po angielsku badz
      szwajcarsku. Najmlodsza i moj syn automatycznie przechodza na angielski
      znajdujac sie na terenie szkoly i automatycznie na szwajcarski spotykajac sie
      poza. Ona mowi gorzej po angielsku niz jej starsze siostry, mysle jednak, ze
      jest to tylko kwestia czasu. Wszystkie trzy nie mowily po angielski przed
      pojsciem do szkoly (w wieku 4 lat).

      Osobiscie jestem zdania, ze mowic ja nativ speaker mozna nauczyc sie wylacznie
      od nativ speakerow, obojetnie czy jest to szkola, srodowisko czy niania.
    • althea35 Re: none-native bilingualism 23.03.06, 17:33
      Brat mojego meza ma zamiar uczyc swoje dziecko (w tym momencie 4 miesiace)
      jezyka, ktory nie jest dla zadnego z nich jezykiem ojczystym, ale jest jezykiem
      domowym. Nie chce go uczyc szwedzkiego, ktory jest dla niego jezykiem
      ojczystym, bo uwaza ze nigdy w szwecji nie bedzie mieszkal i do niczego mu sie
      nie przyda. Jego zona mowi do malego po rosyjsku, jest to jej jezyk ojczysty.
      Ja bym sie nie odwazyla uczyc moje dziecko obcego dla mnie jezyka. Bala bym sie
      ze nauczy sie mojej kiepskiej wymowy i gramatyki, zamiast tego jezyka.
      • skir.dhu Re: none-native bilingualism 24.03.06, 00:27
        W domu rodzice mowili do mnie po ormiansku, mama po francusku. To nie byl Jej
        pierwszy jezyk ale tez zostala wychowana z francuska nianka i stad tak
        wychowywala mnie. W domu po polsku gadalo tylko radio, potem TV smile
        Moja corke uczylismy od malenskosci ormianskiego i francuskiego, ktory jest
        pierwszysm jezykiem mojego meza. Gdy Lara poszla do daycare (odpowiednik
        przedszkola), tam poslugiwala sie wylacznie angielskim. Odkad poszla do I
        klasy, zaczelam Ja uczyc polskiego, ktory nie jest moim pierwszym jezykiem ale
        jest jezykiem dla mnie waznym.
        Ze mna jest tak - mysle i snie po ormiansku, lieterature najlepiej znam po
        polsku (np. cytowanie poezji), jezykiem domowym jest dla mnie francuski,
        jezykiem ulicy i pracy - angielski.
        Dla mojej corki pierwszysm jezykiem jest francuski, jezykiem zwierzen i
        wspomnien dziecinstwa jest ormianski, jezykiem szkoly i ulicy - angielski,
        jezykiem ktorego znajomoscia chwali sie sama z siebie - polski smile
        Moja mama miala w swoim domu francuska i niemiecka nianke, ze swoja mama i
        rodzenstwem mowila po ormiansku, nianki uczyly Ja tych dwoch jezykow, w ktorych
        z Nia rozmiawial rowniez Jej ojciec. A potem przyszla II wojna swiatowa i
        okazalo sie, ze jezykiem, ktorego Jej zabraklo byl rosyjski sad
        Skir Dhu
        • kalina29 Re: none-native bilingualism 24.03.06, 09:04
          skir.dhu napisała:

          > W domu rodzice mowili do mnie po ormiansku, mama po francusku. To nie byl Jej
          > pierwszy jezyk ale tez zostala wychowana z francuska nianka i stad tak
          > wychowywala mnie. W domu po polsku gadalo tylko radio, potem TV smile
          > Moja corke uczylismy od malenskosci ormianskiego i francuskiego, ktory jest
          > pierwszysm jezykiem mojego meza. Gdy Lara poszla do daycare (odpowiednik
          > przedszkola), tam poslugiwala sie wylacznie angielskim. Odkad poszla do I
          > klasy, zaczelam Ja uczyc polskiego, ktory nie jest moim pierwszym jezykiem
          ale
          > jest jezykiem dla mnie waznym.

          Facsynujaca mieszanka jezykow! Powiedz w jaki sposob (chodzi mi o metode)
          nauczylas corke mowic po polsku, przez konwersacje czy zaczynajac od
          strony "technicznej" i jaki byl stosunek twojej corki do tego nowego jezyka nie
          zwiazanego z rzeczywistoscia, w ktorej zyliscie?
          pozdrawiam
          Kalina
          • skir.dhu Re: none-native bilingualism 24.03.06, 14:32
            Nauczylam Ja troche slowek - dzieci lubia sie uczyc. A potem poszla w soboty na
            zajecia do Heritage Language classes. W Kanadzie jest o tyle latwo, ze
            ten "heritage" nie jest w zaden sposob weryfikowany wiec nikt nie sprawdzal czy
            Lara ma jakies polskie korzenie. Ja zreszta mowie po polsku raczej biegle wiec
            jak Ja zapisywalam to nikt sie nie dziwil. Gdy miala chyba 9 czy 10 lat
            pojechala z dziecmi moich polskich znajomych do Polski na wakacje. I to
            wlasciwie byl przelom - wrocila mowiac plynnie, znala piosenki. Z czytaniem i
            pisaniem bylo i jest kiepsko ale juz tak pewnie pozostanie. Bardzo duzo wysilku
            wlozylam w nauczenie Jej czytania i pisania po ormiansku, wiec juz odpuscilam
            troche polski. Moze kiedys, kiedys Ona sama sie zmobilizuje... Watpie wink
            Skir Dhu
            • igge Re: none-native bilingualism 09.05.06, 09:47
              Ja troszkę próbowałam ale nie od urodzenia dzieci tylko później. Niestety po 3
              latach dość niekonsekwentnej nauki obcego języka w niekonwencjonalny sposób
              wyniki mam jak dla mnie niezadowalające. Syn (9letni)jest na dobrej drodze,
              żeby kiedyś znać świetnie angielski (bez trudu i ze zrozumieniem przeczytał np
              Narnię w oryginale,słucha i rozumie Cartoon po angielsku). Córka(6lat)wg
              znajomych ze Stanów jest dwujęzyczna ale wg mnie nie. Bez rodzica, dla którego
              język docelowy jest ojczystym i bez szkoły, przedszkola, podwórka, mieszkając w
              Polsce praktycznie niemożliwe jest osiągnięcie dwujęzyczności. Oczywiście dla
              przeciętnego Polaka moje dzieci a przynajmniej córka jest dwujęzyczna ja jednak
              zdaję sobie sprawę, że mój angielski jest niedoskonały delikatnie mówiąc i jest
              to bariera nie do przeskoczenia mimo trudu włożonego w "sztucznie" stworzone
              środowisko obcojęzyczne typu kasety, książki, filmy, internet. Dodam, że oboje
              z mężem studiowaliśmy anglistykę ale mąż nie bierze właściwie udziału w
              tym "eksperymencie".
              • jan.kran Re: none-native bilingualism 13.05.06, 10:07
                igge napisała:

                >. Bez rodzica, dla którego
                > język docelowy jest ojczystym i bez szkoły, przedszkola, podwórka, mieszkając w
                >
                > Polsce praktycznie niemożliwe jest osiągnięcie dwujęzyczności. Oczywiście dla
                > przeciętnego Polaka moje dzieci a przynajmniej córka jest dwujęzyczna ja jednak
                >
                > zdaję sobie sprawę, że mój angielski jest niedoskonały delikatnie mówiąc i jest
                >
                > to bariera nie do przeskoczenia mimo trudu włożonego w "sztucznie" stworzone
                > środowisko obcojęzyczne typu kasety, książki, filmy, internet.

                ---------> Myślę że powinnaś dalej kontynuować angielski u Twoich dzieci , nawet
                jeżeli nie będą całkowicie dwujęzyczne to będą bdb znały angielski i to jet
                sporo warte.
                Poruszyłaś bardzo dla mnie istotny temat. Moje dzieci mimo że od lat mieszkają w
                Norwegii nie są związane z językiem i kulturą tego kraju.
                Moja córka twierdzi ze brakuje Jej norweskiego dzieciństwa , przyjechała tu jak
                miała 12 lat i nigdy do końca nie zidentyfikowała się z tym krajem.
                Od września mieszka w DE , była do tej pory dwa razy w Norwegii , ma tu sporo
                znajomych ale jednak nigdy norweski nie bedzie Jej językiem tak jak niemiecki.
                Kran
              • risando Re: none-native bilingualism 14.05.06, 11:57
                > zdaję sobie sprawę, że mój angielski jest niedoskonały delikatnie mówiąc

                Rozmawiajac z ludzmi o nauce jezykow czesto odnosze wrazenie, iz mamy chyba zbyt wygorowane oczekiwania. Chcemy sie nauczyc jezyka obcego "perfekt" - bez akcentu, bez zadnych bledow. Ale tak sie niestety nie da. Osobiscie zadnych zludzen juz nie mam, iz zupelnie bezblednie po polsku pisac i mowic nigdy nie bede. Ale i tak sie "dogadam" i to jest najwazniejsze. Perfekcyjna znajomosc jezykow obcych to piekna sprawa, ale wcale nie konieczna do swobodnego poruszania sie po swiecie - i w zyciu zawodowym i prywatnym.

                Powinnas kontynuowac Twoj "eksperyment", ale to bez wygorowanych celow. Na luzie i swobodnie wedlug checi i zainteresowan dzieci. Zycze powodzeniasmile
                • skir.dhu Re: none-native bilingualism 15.05.06, 01:39
                  Do uwag Risando ja dodam jeszcze, ze czytajac np. rozne fora miewam zupelnie
                  nieskromne wrazenie, ze moj polski jest wielokrotnie poprawniejszy niz polski
                  sporej liczby rodowitych Polakow, ktorzy zwyczajnie maja klopoty z gramatyka,
                  ortografia i syntaksem Ich wlasnego jezyka. Pefekcja jest wiec chyba
                  niepotrzebnie wysokim wymaganiem jakie sama sobie stawiasz. Jan Kran ma racje -
                  Twoje dzieci maja szanse poznac biegle angielski i to jest ogromne bogactwo w
                  jakie mozesz Je wyposazyc. O perfekcje sie nie martw - czy w ogole jest cos
                  takiego jak PERFEKCYJNA znajomosc jezyka? Pytanie stawiam czysto retorycznie wink
                  Skir Dhu
              • kb77 Re: none-native bilingualism 17.05.06, 10:39
                Ja tez uwazam, ze nie powinnas sie zniechecac! przeczytalam bardzo wiele
                dyskusji dot. bilingualizmu i uczenia dzieci przez non-natives. Moja prywatna
                konkluzja jest taka: w dzisiajszym swiecie jezyk angielski np jest tak
                rozpowszechniony, ze i tak kazdy stosuje jakas swoja 'odmiane'. "Native'ow"
                wcale nie jest tak latwo spotkac - nawet w samej Wielkiej Brytanii wink Mieszkamy
                teraz w Belgii i ja glownie spotykam sie z angielskim 'Unijnym' nazwijmy to, od
                wyksztalconych ludzi, poslugujacych sie tym jezykiem w pracy i w kontaktach
                pozapracowych. Moj angielski nie jest na poziomie native ale i tak w wiekszosci
                mowie lepiej od moich kolegow z pracy, bo np bez akcentu. Moje dzieci beda sie
                zatem w przyszloci spotykac w wiekszosci z non-native speakers, mysle wiec, ze
                lepiej aby byly 'bilingual' (koncept ten ulatwi im nauke kolejnych jezykow, czy
                wogole nauczy myslenia wlasciwego tej sytuacji) niz nie.
    • jan.kran Re: filolog z ambicjami 20.06.06, 00:01
      Papaja 85 napisała:

      mam pytanie czy jest sens podejmowac probe wychowania dziecka dwujezycznie
      jesli sie chce mowic do dziecka w jezyku ktory nie jest ojczysty a jedynie
      wyuczony? mam na mysli rodzica ktorego jezykiem ojczystym jest polski ale
      skonczyl filologie obca i w tym jezyku chce mowic do dziecka.
      • madziulek8 My jestesmy przykladem,ze 21.06.06, 20:46
        zycie czasami wymusza takie scenariusze.Moj synek,na moje wyrazne zyczenie
        urodzil sie w Polsce, podczas gdy wtedy mieszkalismy w Genewie.Wrocilismy do
        Szwajcarii jak maly mial 2miesiace.Poniewaz moj fran. jest kiepski uznalismy,ze
        trzeba mowic do dziecka po angielsku aby w momencie kontaktu z innymi dziecmi(w
        G. jest jednak troche tzw.expat`ow)nie czul sie odtracony.Tak sie zlozylo,ze po
        roku przyjechalismy do Dubaju.Dzieki temu,ze w domu ja mowie do niego glownie
        po ang. przedszkole okazalo sie bezproblemowe.Teraz mowi w obu jezykach(przez
        sen po ang.smile).Od przyszlego roku szkolnego w przedszkolu bedzie mial dodatkowo
        francuski i zobaczymy.Serdecznosci z cieplutkiego (jest 22.40 i jakies 37C)
        Dubaju
        PS.czy ten prof z Lodzi anglista to prof W. czy Sz. Pierwszego znam-swietny
        nauczyciel, choc ciut dziwny.
    • kaszka13 a jakie ma znaczenie, ze jezyk... 31.07.06, 03:00
      nie jest ojczysty? tylko blagam, nie krzyczcie na mnie. tak sie nad tym
      zastanawiam, bo mowie w trzech jezykach, nie mam problemow z pisaniem w zadnym z
      nich. czy w takiej sytuacji mam mowic do dziecka tylko po polsku, bo wydaje mi
      sie to troche sztuczne. nie jest to problem, ktory bedzie mnie dotyczyl przez
      nastepny miesiac, ale potem kto wie, bo termin porodu zbliza sie wielkimi
      krokamismile nie wyobrazam sobie ograniczania sie do mowienia tylko po polsku kiedy
      jestesmy w mieszanym towarzystwie (czesc rodziny ze strony meza mowi tylko po
      angielsku) i podobnie w sytuacji gdy spotykam sie z moimi przyjaciolmi z wloch.
      w koncu jest to normalne, ze wykorzystuje sie jezyk na poziomie na ktorym sie go
      zna. nie jestem w stanie stwierdzic czy to moze zaburzyc przyswajanie gramatyki
      przez malucha, moze ktos ma jakas opinie na ten temat??? zreszta to przyswajanie
      i tak zaburza sie przez uzywanie wiecej niz jednego jezyka i problem trwa dopoki
      dziecko nie zacznie samo rozrozniac jezykow, a to na pewno nie w pierwszych
      latach zycia. aha, ja i malz jestesmy z polski i w domu mowimy glownie po
      polsku, ale angielski i wloski sa na tapecie kiedy sa znajomi.
      • risando Re: a jakie ma znaczenie, ze jezyk... 31.07.06, 08:45
        kaszka13 napisała:

        > nie wyobrazam sobie ograniczania sie do mowienia tylko po polsku kied
        > y
        > jestesmy w mieszanym towarzystwie (czesc rodziny ze strony meza mowi tylko po
        > angielsku) i podobnie w sytuacji gdy spotykam sie z moimi przyjaciolmi z wloch.
        > w koncu jest to normalne, ze wykorzystuje sie jezyk na poziomie na ktorym sie g
        > o
        > zna. nie jestem w stanie stwierdzic czy to moze zaburzyc przyswajanie gramatyki
        > przez malucha, moze ktos ma jakas opinie na ten temat???

        Moim zdaniem metoda one-person-one-language (OPOL) nie oznacza, iz dana osoba musi sie w obecnosci dziecka w towarzystwie innych osob ograniczac do mowienia w jednym jezyku. Istotne jest tylko zwracac sie BEZPOSREDNIO do dziecka zawsze i wylacznie tym samym jezykiem. Czyli w gronie rodziny czy znajmowych mozesz mowic do pojedynczych osob czy do calosci towarzystwa po angielsku, ale jesli mowisz bezposrednio do dziecka, uzywasz jezyka polskiego.

        Pozdrawiamsmile
      • judytak Re: a jakie ma znaczenie, ze jezyk... 12.08.06, 14:59
        jeśli tamte języki są dla ciebie "prawie jak własne", czyli używasz je od
        naprawdę dawna, masz do nich stosunek nasycony różnymi emocjami, używasz różne
        warstwy języka w zależności od sytuacji (umiesz się wypowiadać to urzędowo, to
        uroczyście, to staroświecko, to młodzieżowo, to żartobliwie, to wulgarnie,
        itd.), to rzeczywiście moźesz używać te języki też w stosunku do dziecka, i nie
        czynić wielkiej szkody (nie licząc tego, ze dziecko może w któryms momencie
        odmówić używanie polskiego, "bo skoro mama tez potrafi tak, jak dzieci i
        nauczycielki w szkole, to po co mamy się wysilać...")

        jednak mimo wszystko bardziej się sprawdza rozróżnienie od początku, kto po
        jakiemu z dzieckiem rozmawia, w takiej sytuacji dzieci najłatwiej sie uczą
        oczywiście okazjonalne odzywanie się do dziecka w innym języku żadnej szkody
        nie czyni, dziecko doskonale pojmuje, że "to dla gości"

        > zreszta to przyswajanie
        > i tak zaburza sie przez uzywanie wiecej niz jednego jezyka i problem trwa
        dopoki
        > dziecko nie zacznie samo rozrozniac jezykow, a to na pewno nie w pierwszych
        > latach zycia.

        i tu się mylis
        dzieci są mądrzejsze, niż dorośli zakładają ;o)
        każde dziecko na początku popełnia błędów gramatycznych, to nie jest
        osobliwościa dzieci dwujezycznych
        ale też dziecko rozróżnia używane w jego obecności języków podobno od
        urodzenia, a nawet trochę wcześniej...
        w każdym razie kiedy zaczyna mówić, to już dokładnie wie, co do kogo w jakim
        języku...

        pozdrawiam
        Judyta
    • alina66 Re: none-native bilingualism 10.08.06, 19:50
      witam

      ja tak zrobiłam. Jestem germanistką, tłumaczem, ojciec mojego syna jest
      Polakiem. Syn był wychowywany dwujęzycznie od urodzenia, obecnie ma osiemnaście
      lat.
      Włada biegle niemieckim, ma dobry akcent, mówi prawidłowo gramatycznie,
      aczkolwiek zdarzają mu się błędy, rozumie wszystko, w miarę potrzeby tłumaczy
      (jestem rozwiedziona i związałam się z Niemcem, z którym prowadzimy razem
      firmę, a syn w niej pracuje np. we wakacje). Syn jest olimpijczykiem, ale
      raczej nie wiąże przyszłości z samym językiem. Oprócz niemieckiego włada
      angielskim na poziomie dobrym, (rozpoczął naukę w siódmym roku życia) oraz
      rosyjskim (nauka od jedenastego roku życia)

      Taka nauka języka wymaga dużo zaangażowania i dla mnie była czasami uciążliwa
      (rodzicielskie lenistwo !!!).
      Z synem rozmawiałam wyłącznie po niemiecku przez kilka lat, zawsze i w każdej
      sytuacji (nie zwracając uwagi na głupie docinki w mojej malej miejscowości -
      takie były czasy). Syn długo nie oglądał w ogóle polskiej telewizji, tylko
      niemiecką, miał niemieckie bajki, śpiewałam mu niemieckie kołysanki itd.
      ODradzam osobom, które nie potrafią wyrażać uczuć w obcym języku (musiałam się
      nauczyć smile i nie władają nim bardzo dobrze.
      Poza tym same plusy.
      • risando kilka pytan do alina66 14.08.06, 09:39
        alina66 napisała:

        > ja tak zrobiłam. Jestem germanistką, tłumaczem, ojciec mojego syna jest
        > Polakiem. Syn był wychowywany dwujęzycznie od urodzenia
        > Taka nauka języka wymaga dużo zaangażowania i dla mnie była czasami uciążliwa
        > (rodzicielskie lenistwo !!!).
        > Z synem rozmawiałam wyłącznie po niemiecku przez kilka lat, zawsze i w każdej
        > sytuacji

        Witam,

        niesamowity sukcessmile)

        Jesli mozna, chcialbym sie zapytac, jakie nastawienie Twoj syn mial do dwujezycznego wychowania w - jak rozumiem - polskojezycznym otoczeniu, kiedy byl juz starszy?

        Czy Twoj syn mial mozliwosc przebywac z innymi niemieckojezycznymi osobami?

        Piszesz: "Z synem rozmawiałam wyłącznie po niemiecku przez kilka lat." Czy potem rozmawialas z nim tez po polsku?

        Pozdrawiamsmile
        • alina66 Re: kilka pytan do alina66 17.08.06, 17:08

          Nastawienie miał różne, zależnie od wieku smile
          Kiedy miał tak około 5-6 lat, trochę się buntował, potem raczej zawsze doceniał.
          Był przeze mnie wysyłany do Niemiec, chodził przez kilka tygodni do niemieckiej
          szkoły, pojechał raz na oboz językowy, ale więcej razy nie chciał - miał wtedy
          12 lat, na podstawie testu zaklwalifikowano go do grupy ze studentami, którzy
          rozmawiali o rzeczach dla niego niezrozumiałych (z racji wieku- polityka,
          sztuka, praca itd), i chcieli, żeby za nich odrabiał zadania smile MImo, że
          płacili w naturze (chipsy i cola) młody się zraził smile

          Kiedy syn poszedł do szkoły, zaczęłam rozmawiać z nim po polsku, a niemieckiego
          uczyłam dalej na zasadzie zajęć 2x 45 minut tygodniowo.
          W gimnazjum posłałam go do obcego nauczyciela, którego bardzo lubił (zmęczył
          się mamusią, a mamusia nim).
          Obecnie rozważa, czy studiować w Niemczech.
          • risando Re: kilka pytan do alina66 22.08.06, 10:44
            alina66 napisała:

            > Kiedy syn poszedł do szkoły, zaczęłam rozmawiać z nim po polsku, a niemieckiego
            > uczyłam dalej na zasadzie zajęć 2x 45 minut tygodniowo.
            > W gimnazjum posłałam go do obcego nauczyciela, którego bardzo lubił (zmęczył
            > się mamusią, a mamusia nim).
            > Obecnie rozważa, czy studiować w Niemczech.

            Witam,

            niesamowite i dla mnie pocieszajace doswiadczenie, iz mozna systematycznym podejsciem do sprawy rowniez w Polsce utrzymac znajomosc jezyka na wysokim poziomiesmile

            Pozdrawiam serdeczniesmile
    • pinezka82 Re: none-native bilingualism 16.06.07, 16:58
      Widzę, że ten wątek trochę się przykurzył, a szkoda, bo temat niezwykle ciekawy, a problem coraz częściej spotykamy. Znam taki przykład z życia. Znajoma romanistka, od urodznia, a nawet od okresu ciąży rozmawia ze swoją 4-letnia obecnie córką po francusku. Poza mamą ma stały kontakt z użytkowanikami natywnymi. Bardzo dobrze mówi i po polsku, i po francusku, przy czym bezbłędnie zapamiętuje kto w jakim języku zwrócił się do niej po raz pierwszy i z tą osobą konsekwentnie mówi w odpowiednim języku smile Mamę kosztowało to wiele pracy, ale jak sama mówi skorzystała chyba na tym więcej niż córka, bo znając język bardzo dobrze razem z córką uczyła się go jeszcze raz, uzupełniając o naturalne etapy nauki języka ojczystego. Głównym probleme, który dostrzegam jest to, że dziewczynka zaczyna sobie stawiać pytanie kim jestem, dlaczego mówię w innym języku niż reszta dzieci itd. Niestety odpowiedź, że mamusia chciała ją nauczyć tego pięknego języka, jej nie wystarcza, w końcu język kształtuje tożsamośc i kulturową, ale też tę związaną z przynależnością narodową.
      • mr_cellophane Re: none-native bilingualism 16.06.07, 20:17
        Ano faktycznie, watek zapomniany az wstyd ze mnie w nim nie bylosmile
        Tak jak to juz bylo wiele razy poruszane wszystko zalezy od motywacji i
        aspiracji. Moj angieslki jest niezly choc daleki od idealnego. Nauka jezyka byla
        dla mnie swoista draga przez meke (uwarukowania dyslektyczne).Tak wiec
        spodziewam sie ze czesc z moich przypadlosci przekazalem synowi (podobno
        dyslekcja przechodzi glownie w lini meskiej).
        I byl to jeden z powodow dla ktorych zdecydowalismy sie na wychowaie
        dwujezuczne. Oczywiscie nie jedyny bo i innych motywacji nie zabraklo(pisalem
        juz o nich wiele).
        A co do aspiracji - zdaje sobie sprawe ze moj syn nigy nie bedzie mial typowego
        brytyjskiego akcentu, nigdy tez nie bedzie wladal angielskim rownie dobrze jak
        polskim, ale jesli w 5 czy 6 roku zycia bedzie tak mowil po angielsku jak ja po
        20 latach nauki to bedzie to moj i zapewnie jego sukces.
        Dla mnie osobiscie smiesznosc nie mowienia w obcym jezyku jest wieksza niz
        smiesznosc mowienia w obcym jezyku z bledami czy innym akcentem.
        Coz, jedank przyznac musze ze obawiam sie w przyszlosci pytan odnosnie innosci
        (dlaczego mowimy 2 jezykami). Znamy troche rodzin dwujezycznych wiec nie jest to
        tak dziwne dla Cinka ze rodzice mowia 2 jezykami. Jednak spodziewam sie tych
        pytan wierzac ze tak samo jak nauralna stala sie moja relacja z Cinkiem (a
        jestem z tych ojcow co roznia sie od matek jedynie tym ze nie karmia piersia)
        tak samo naturalnie przyjda odpowiedzi na te pytania.
        • risando Re: none-native bilingualism 17.06.07, 12:13
          > Coz, jedank przyznac musze ze obawiam sie w przyszlosci pytan odnosnie innosci
          > (dlaczego mowimy 2 jezykami).

          Tak na marginesie:
          Warto czasem przypomniec pytajacym, iz dwujezycznosc na terenach polskich sto lat temu byla sprawa zupelnie naturalna. Polacy w domu mowili po polsku, a w szkolach, urzedach, sklepach po niemiecku czy po rosyjsku. Co to dzielnicy rosysjkiej specjalnej wiedzy nie posiadam, ale np. na Pomorzu wysztalcony Polak nie mowil gorszej po niemiecku od Niemca. Wlasnie Polacy najbardziej zaangazowani w obronie swojego w zyciu publicznym z uplywem lat coraz bardziej represjonowanego jezyka ojczystego perfekcyjnie opanowali jezyk niemiecki. Swiadcza o tym np. prace naukowe pisane przez te osoby.
          Elita polska z oczywistych powodow nie lubila zbytnio jezyka niemieckiego, ale jednak wiedziala, iz nauka jezyka "wroga" w Prusach byla konieczna.

          Czasem mi sie wydaje, iz niektorzy Polacy podswiadomie nadal chca "bronic" swoj jezyk i moze dlatego ich nastawienie do dwujezycznego wychowania jest takie, a nie inne. W rodzinie malzonki jest kilka osob znajacych (glownie biernie) jezyka niemieckiego z powodu wymuszonej nauki podczas okupacji niemieckiej 1939-1945. Kazda osoba ma inne podejscie do tego faktu, ktore nalezy szanowac. Ciocia X lubi po niemiecku rozmawiac, a wujek Y jezyka niemieckiego uzywac nie chce.
        • pinezka82 Re: none-native bilingualism 17.06.07, 20:26
          To, że pojawi się pytanie o inność nie jest problemem. Ważne, aby zdawać sobie sprawę z tego, że ono się pojawi i mieć przygotowany jakiś "plan" smile Problem mojej znajomej polega na tym, że ona założyła, że dziecko które jest wychowywane dwujęzycznie bez jakby całego tła socjologicznego (narodowość rodziców, poczucie ich przynależności kulturowej) nie będzie miało problemów z tożsamością. I nie umie sobie z tym poradzić na razie.
          Jednak nie jest to absolutnie powód, aby nie wychowywać dziecka także w języku obcym (i dla rodzica i dla otoczenia).
          A co do błędów i akcentów, to ucząc się swojego trzeciego języka - francuskiego, bardzo mi zależało aby mieć poprawny akcent i mówić gramatycznie. Niestety pierwszy wyjazd do Francji, zreszta na studia, pozbawił mnie natychmiast złudzeń, że (przynajmniej w tym języku) poprawność językowa i standardowy akcent istnieje tylko w podręcznikach smile To wszystko jest zdecydowanie mniej ważne niż sama umiejętność komunikacji w danym języku. Podziwiam za konsekwencję i życzę dużej satysfakcji z efektów smile
          • nana_c Re: none-native bilingualism 14.01.08, 23:45
            "W koncu i matke Polke, ktora
            mieszkajac za granica zwraca sie do dziecka nie po polsku uwaza sie za jakas
            forme "dewiacji"wink"

            ??? Ja tak robie, oboje z synem poslugujemy sie bezblednym niemieckim, a tak
            zreszta, nie wyobrazam sobie, jakbym mogla sie razem dzieckiem wyobcowac
            jezykowo z niemieckojezycznego srodowiska surprised

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka