myslacyszaryczlowiek1
09.03.12, 04:00
Przecież, na podstawie tego prostego schematu prosperuje cały ten przemysł finansowy. W bankach całe sztaby pracują, aby zawinąć w sreberka produkty finansowe. Do call center spływają dane klientów banków, którzy mają dochody powyżej 2 tysiące złotych. Panienki z call center wydzwaniają do nich i próbują namówić na coś tam, kusząc ekstra zarobkiem. Gazety podpuszczają informując, że na czymś tam można było zarobić. Daje się zarobić pierwszym iluś tam klientom. Wieść się rozchodzi, że nawet czyściciele butów kupują akcje, tak jak podczas kryzysu w 1928 roku. A potem następuje okradanie naiwnych. Tak było z opisanymi inwestycjami przez gazetę w inwestowanie w japońskie jeny, tak było z akcjami, tak było z opcjami walutowymi. I tak było z OFE, gdy podczas kryzysu, nagle kasa wyfrunęła. Tak też było z kredytami walutowymi, które były bardzo opłacalne na początku. Przecież gazeta kilka lat temu w zmowie z bankierami upewniały naiwnych, że złotówka to tylko będzie rosnąć, jesteśmy tygrysem Europy itd, itp.
Różnica między tą panią a finansjerą , jest tylko taka że ta pani nie ma licencji na bezkarność.
Bo kiedy akcje mogą rosnąć, tylko wtedy, gdy się znajdą jacyś nowi chętni na dołożenie się do puli. To widać wyraźnie na historycznym wykresie giełdy USA, gdzie wzrosty akcji są skorelowane z obniżeniem podatków dla bogatych.