Dodaj do ulubionych

Dla zwolennikow Balcerowicza-polecam

IP: *.acn.pl / 62.121.96.* 06.08.02, 20:58
www.przeglad-tygodnik.pl
wywiad z prof M.Nutim
Obserwuj wątek
    • Gość: eMisiek Dla zwolennikow - całośc wywiadu, warto przeczytac IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 06.08.02, 22:31
      Cudów nie ma. Jest Kołodko


      z prof. Mariem Nutim
      rozmawiał Robert Walenciak


      Niskie stopy obniżyłyby kurs złotego. To wspomogłoby produkcję krajową,
      ułatwiło eksport

      Mario Nuti - profesor ekonomicznych studiów porównawczych Uniwersytetu
      Rzymskiego oraz Ośrodka Badań nad Nowymi i Wschodzącymi Rynkami London Business
      School.
      Specjalista od rynków państw postsocjalistycznych. Doradca Komisji Europejskiej
      ds. Europy Środkowej, konsultant Banku Światowego, Międzynarodowego Funduszu
      Walutowego, NATO i OECD. W latach 1994-1997 był doradcą polskiego rządu z
      ramienia Unii Europejskiej. Autor książek i artykułów poświęconych gospodarkom
      krajów naszego regionu.


      - Jak polska gospodarka wygląda z perspektywy Zachodu? Dlaczego stanęła?
      - Wpływ na stan polskiej gospodarki miała, z jednej strony, koniunktura
      międzynarodowa - recesja światowa, wydarzenia 11 września, spadki na giełdach,
      afery Enronu i WorldComu. Z drugiej strony - czynniki krajowe.

      - Jakie?
      - Bardzo wysokie stopy procentowe. Wysokie w ujęciu realnym. A także wysoki
      kurs złotego, który zależy od wysokości stóp. Porównajmy to, co dzieje się w
      Polsce, z tym, co dzieje się w Republice Czeskiej. Tam w zeszłym tygodniu
      prezes Banku Czeskiego, Zdenek Tuma, obniżył stopy procentowe z 3,75 do 3%.
      Czyli poniżej poziomu stóp procentowych Europejskiego Banku Centralnego.
      Dlaczego? Dlatego, że umacniał się kurs korony. Więc żeby korona nie doszła do
      poziomu niestabilnego, żeby chronić konkurencyjność rodzimych wyrobów, obniżył
      stopy procentowe. W Polsce inflacja spadła do bardzo niskiego poziomu w
      porównaniu nie tylko z krajami Europy Wschodniej, ale i Europy Zachodniej. Ale
      stopy procentowe nie są porównywalne do europejskich. Są o wiele wyższe.

      - Dlaczego?
      - To pytanie do Rady Polityki Pieniężnej. Niezależny bank może robić, co chce.
      Lecz powinien opierać swe decyzje na faktach, a nie na jakichś
      przypuszczeniach. Cel inflacyjny został wyznaczony na 3%, plus minus 1%. Tak
      miało być na koniec 2004 r., czyli za dwa i pół roku. Ale - odnoszę wrażenie -
      ten cel inflacyjny, który jest środkiem na drodze do dobrej gospodarki,
      potraktowano jako cel absolutny. Jak plan. I uznano, że trzeba przyspieszyć. Że
      trzeba w ciągu jednego roku zrealizować to, co miało być rozłożone na trzy lata.

      - I to zrealizowano...
      - ...zupełnie niesłusznie. To jest mentalność gospodarki planowej - że trzeba
      przekroczyć plan. Zastanawiam się, czy dla członków Rady Polityki Pieniężnej
      były przewidziane premie, jeśli ten plan przekroczą. Właśnie słyszę, że kurs
      złotego to wynik czystej gry rynkowej, bo kurs jest płynny. Czy na pewno jest
      to czysto rynkowa gra? Oczywiście, że nie, w Polsce nie ma żadnego czystego
      rynku. Gdy kurs waluty jest czysto rynkowy, gdy waluta jest stabilna, to stopy
      procentowe powinny być realnie takie same jak w innych krajach o podobnej
      stabilności waluty. A czy tak w Polsce jest? Nie jest - mamy dużą różnicę
      między wysokością stóp w Polsce i w krajach sąsiednich. To powoduje napływ
      kapitałów finansowych zza granicy, co wzmacnia kurs złotego. Taka sytuacja nie
      zachęca do inwestycji bezpośrednich, w sferę produkcji, przyciąga tylko kapitał
      spekulacyjny. Różnica między wysokością stóp procentowych w Polsce i w krajach
      sąsiednich działa jak dotacja, subsydiowanie. To tak, jakby bank centralny
      dotował inwestorów finansowych z zagranicy, natomiast inwestorów chcących
      lokować kapitał w obiektach produkcyjnych opodatkował.

      - Członkowie RPP tłumaczą, że wysokie stopy procentowe to efekt wysokiego
      deficytu budżetowego. Że budżet, pożyczając pieniądze, ściąga je z rynku i to
      powoduje, że stopy są tak wysokie.
      - Gdyby to było takie sprzężenie... Członkowie RPP ustalają stopy procentowe i
      w związku z tym mają wpływ na deficyt państwowy, bo to oni ustalają wysokość
      spłacanego przez państwo oprocentowania. Ale nie tylko - bo budżet obciążają
      też koszty bezrobocia. Nie tylko chodzi tu o zasiłki wypłacane ludziom
      niemającym pracy. Bezrobocie to efekt braku inwestycji oraz trudnej sytuacji
      finansowej przedsiębiorstw. Takie przedsiębiorstwa często nie płacą podatków
      albo otrzymują pomoc z budżetu państwa. A to też kosztuje. Na deficyt wpływają
      także tzw. operacje otwartego rynku - w wyniku wysokich stóp procentowych
      operacje te kosztują Polskę pół punktu PKB.

      - Jak więc na Zachodzie tłumaczone jest zachowanie NBP?
      - Bank centralny pilnuje tylko inflacji. Z kolei rząd myśli też o wzroście
      gospodarczym, o zatrudnieniu. To nie są identyczne cele. Tak więc zawsze między
      tymi instytucjami toczą się spory. Właśnie dlatego potrzebna jest wola
      współpracy.

      - A czy ona jest?
      - Spójrzmy, co robi prezes czeskiego banku centralnego, a co robi jego polski
      odpowiednik.

      - Polska ma w tej chwili wzrost gospodarczy 0,5% PKB. Czy gdyby stopy
      procentowe były takie jak u sąsiadów, to wzrost byłby wyższy?
      - Wysokość stóp ma przede wszystkim wpływ na inwestycje. Na przykład na
      budownictwo. A sytuacja w budownictwie ma natychmiastowy wpływ na poziom
      bezrobocia. Na niższe stopy procentowe pozytywnie reagowałaby również giełda.
      Bo zniechęcają one do oszczędzania na rachunkach bankowych, ale zachęcają do
      inwestowania na giełdzie. Niskie stopy obniżyłyby kurs złotego. To wspomogłoby
      produkcję krajową i ułatwiło eksport. Gdybyśmy mieli niższe stopy, trudności
      polskiej gospodarki nie byłyby tak poważne.

      - Wynika z pańskich słów, że bank centralny prowadzi złą politykę. Z jakich
      powodów?
      - To chyba efekt tradycji. Niektóre dogmaty traktowane są jak święte krowy,
      wyznaje się teorie ekonomiczne, w których odbija się ideologia. Tak się robi,
      tak po chłopsku, bo tak się robiło w ostatnich 12 latach. Poza tym bank czuje
      się niezależny, więc tę niezależność podkreśla... To dobrze, że jest
      niezależny, ale nie powinien być głuchy na argumenty. Powinniśmy mieć
      współdziałanie polityki budżetowej i pieniężnej, bardzo surową politykę
      fiskalnę i trochę bardziej miękką politykę pieniężną. Obecny deficyt łatwo da
      się pokonać, ale pod warunkiem współpracy rządu z bankiem centralnym. Inaczej
      grozi nam następujący scenariusz: kapitał finansowy płynie do kraju, kurs
      złotówki robi się tak wysoki, że w pewnym momencie inwestorzy międzynarodowi
      zaczynają się zastanawiać, jak długo to wytrzyma. Wtedy pojawiają się oznaki
      niestabilności, a chwilę później moment, kiedy niektórzy zaczynają uciekać. Tak
      rodzi się panika. I kryzys.

      - Czy Zachód zna przykłady podobnej wojny między bankiem centralnym a rządem?
      - Tu nie ma wojny.

      - Więc braku koordynacji.
      - Rzadko spotyka się taką sytuację. Na przykład w Anglii gdy laburzyści wygrali
      wybory, ustanowili niezależny Bank of England. Ale ta niezależność dotyczyła
      instrumentów działania. Bo cel inflacyjny wyznacza tam rząd. Weźmy przykład
      Czech. Tam, chociaż bank centralny nie musi przyjmować poleceń i sugestii
      rządu, istnieje współdziałanie. I rząd, i bank mają wspólne cele.

      - Czy tylko wysokie stopy procentowe hamują na tempo rozwoju polskiej
      gospodarki?
      - Trzeba tu przeprowadzić jeszcze cały pakiet reform strukturalnych. Polska ma
      nadal dużo do zrobienia. Są na przykład problemy z zadłużeniem banków. W roku
      1996 tylko 12% ich wierzytelności stanowiły tzw. złe wierzytelności. Teraz jest
      to już 18%. I ta suma rośnie. Trwa proces przystosowania się do Unii
      Europejskiej. Deutsche Bank podaje tzw. indeksy konwergencji. Ocenia on m.in.
      strukturę gospodarki, poziom dochodu, stopę bezrobocia i wzrost wydajności
      pracy. Polska ma w nich 63,8%. Natomiast Słowenia 73,5%, Węgry - 73,1%, Czechy -
      72,9%, a Bułgaria - 57,9...

      - Czy Grzegorz Kołodko może prowadzić skuteczną politykę gospodarczą w
      sytuacji, jaką zastał?
      - Kołodko może robić dużo... W telewizji czasami pokazują taki cyrkowy wyczyn -
      człowieka wiąże się łańcuchami, zamyka w skrzyni i wrzuca do wody. On się z
      tych łańcuchów uwalnia, wydostaje ze skrzyni, wypływa
      • Gość: eMisiek Re: Dla zwolennikow - całośc wywiadu, warto przec IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 06.08.02, 22:32
        - Czy tylko wysokie stopy procentowe hamują na tempo rozwoju polskiej
        gospodarki?
        - Trzeba tu przeprowadzić jeszcze cały pakiet reform strukturalnych. Polska ma
        nadal dużo do zrobienia. Są na przykład problemy z zadłużeniem banków. W roku
        1996 tylko 12% ich wierzytelności stanowiły tzw. złe wierzytelności. Teraz jest
        to już 18%. I ta suma rośnie. Trwa proces przystosowania się do Unii
        Europejskiej. Deutsche Bank podaje tzw. indeksy konwergencji. Ocenia on m.in.
        strukturę gospodarki, poziom dochodu, stopę bezrobocia i wzrost wydajności
        pracy. Polska ma w nich 63,8%. Natomiast Słowenia 73,5%, Węgry - 73,1%, Czechy -
        72,9%, a Bułgaria - 57,9...

        - Czy Grzegorz Kołodko może prowadzić skuteczną politykę gospodarczą w
        sytuacji, jaką zastał?
        - Kołodko może robić dużo... W telewizji czasami pokazują taki cyrkowy wyczyn -
        człowieka wiąże się łańcuchami, zamyka w skrzyni i wrzuca do wody. On się z
        tych łańcuchów uwalnia, wydostaje ze skrzyni, wypływa na powierzchnię. To
        właśnie przykład Kołodki - jest wyjście z sytuacji, ale trudne.

        - Jest więc szansa na rozwój? Nawet jeżeli nie będzie współdziałania banku
        centralnego?
        - Jest szansa. Ten brak współpracy to jak włączający się co jakiś czas hamulec.
        Można tak jechać samochodem, chociaż nie jest to łatwe.

        - Jak ocenia pan politykę schładzania gospodarki, którą podjęto w 1998 r.?
        - To był właśnie ten hamulec. Zresztą włączony niespodziewanie, akurat w
        momencie, kiedy wszystko szło dobrze, gospodarka się rozwijała. Ten hamulec nie
        był potrzebny. Zawsze jest tak w gospodarce, że jak się stworzy bezrobocie, jak
        się już wyhamuje, to trudniej potem powrócić na prostą i odzyskać wcześniejsze
        tempo. Ekonomiści mają na to nazwę - efekt histerezy.

        - W Polsce coraz więcej zakładów bankrutuje, zwłaszcza dużych firm. Ta
        tendencja się nie odwróci? Tak ma być?
        - Po bankructwie firmy mogą kontynuować swoją działalność. Tak samo jak w
        Stanach Zjednoczonych, gdy funkcjonuje tzw. bankructwo z art. 11. Wygląda to
        tak, że pierwotni inwestorzy wszystko tracą, a zakład przejmują wierzyciele i
        kontynuują produkcję. Takie bankructwo nie chwieje gospodarką.

        - Czy transformacja polskiej gospodarki wymaga bankructw?
        - Kiedy nie ma już innych możliwości, trzeba ogłosić bankructwo. Ale fakt, że
        dane przedsiębiorstwo ponosi straty, nie oznacza koniecznie, że trzeba je
        zamknąć. Bo jeśli tworzy wartość dodaną, zatrudnia ludzi, którzy w innym
        przypadku poszliby na bezrobocie... Sytuację takich przedsiębiorstw trzeba
        rozpatrywać z punktu widzenia ogólnokrajowego. Jeżeli można stworzyć im program
        pomocy - trzeba pomagać.

        - A nie lepiej od razu prywatyzować?
        - Można prywatyzować. Ale niekoniecznie. Przecież Stocznia Szczecińska była
        sprywatyzowana. I co? Wszystkie problemy zostały w ten sposób rozwiązane?
        Wszystko zależy od tego, jak się prywatyzuje, jak szybko, jaki jest dostęp do
        nowych technologii i technik zarządzania. Prywatyzacja pomaga, ale to nie jest
        taki znowu cud. Szczególnie w momencie, w którym następuje kryzys kapitalizmu
        typu amerykańskiego, kiedy okazuje się, że menedżerowie wielkich koncernów
        robili to samo, co menedżerowie firm państwowych w gospodarce planowanej -
        manipulowali księgowością, żeby dostać premię.

        - Polskie firmy mogą rywalizować z zachodnimi?
        - Nie wszystkie w tym samym stopniu... Poza tym, że można być konkurencyjnym
        przy jednym kursie waluty, a przy innym już nie.

        - Czy w Polsce w 2003 r. wzrost gospodarczy rzędu 3% PKB jest realny?
        - Pod paroma warunkami: jeśli nie pogorszy się sytuacja międzynarodowa, nie
        zmienią się tendencje euro-dolar, a zmienią się kurs złotego i stopy
        procentowe. Bo nawet niezależny bank centralny nie może ignorować tendencji
        rynku. A na rynku są oczekiwania, że stopy będą co najmniej o jeden punkt
        niższe. Więc w przyszłym roku wzrost jest możliwy. Tym bardziej że pierwsze
        efekty powinna przynieść intensywna działalność ministra finansów. Gdy w
        gospodarce coś się ruszy, może to dać efekt przyspieszenia. Ponieważ wtedy
        zmieniają się perspektywy, poglądy i oczekiwania.

        - Nie jest pan wielkim optymistą.
        - Powiedziałem: cudów nie ma. Nie ma jednego cudownego rozwiązania. Ale można
        wykonać całą masę drobnych kroków i to da w końcu dobry efekt. No i trzeba
        korzystać z dobrych przykładów. Ja polecam czeski.


        • Gość: MACIEJ Wysokosc st% a wzrost gospodarczy. IP: *.ny325.east.verizon.net 06.08.02, 23:17
          Gość portalu: eMisiek napisał(a):


          > - Polskie firmy mogą rywalizować z zachodnimi?
          > - Nie wszystkie w tym samym stopniu... Poza tym, że można być konkurencyjnym
          > przy jednym kursie waluty, a przy innym już nie.

          Wszyscy rozsadni ludzie na calym swiecie widza juz to ze wzmocnienie zlotowki w
          ciagu ostatnich 2 lat o ok 20% zaczyna owocowac rozkladem gospodarki.
          Bo Balcerowicz i RPP mysleli ze jest to ich slodka tajemnica,o ktorej glupi lud
          polski nigdy sie nie dowie.


          > - Czy w Polsce w 2003 r. wzrost gospodarczy rzędu 3% PKB jest realny?
          > - Pod paroma warunkami: jeśli nie pogorszy się sytuacja międzynarodowa, nie
          > zmienią się tendencje euro-dolar, a zmienią się kurs złotego i stopy
          > procentowe.

          Po co maja sie zmieniac kurs zlotego i st% skoro prezes NBP i RPP juz maja
          upatrzone posadki w ECB i ta walka na przetrwanie zajmie im tylko poltora roku.


          > Bo nawet niezależny bank centralny nie może ignorować tendencji
          > rynku. A na rynku są oczekiwania, że stopy będą co najmniej o jeden punkt
          > niższe.

          A co to za rynek? 40 mln ludzi.
          Nie takich klientow NBP ignorowalo.
          NBP i RPP maja zagwarantowane konstytucyjnie ze 40 mln narod moze im
          skoczyc,albo i narobic na trawnik jak nie beda chcieli obnizyc stop
          procentowych.


          > Więc w przyszłym roku wzrost jest możliwy. Tym bardziej że pierwsze
          > efekty powinna przynieść intensywna działalność ministra finansów. Gdy w
          > gospodarce coś się ruszy, może to dać efekt przyspieszenia. Ponieważ wtedy
          > zmieniają się perspektywy, poglądy i oczekiwania.


          Nic sie nie zmieni.
          Grzesiu juz zostal uglaskany przez PREZESA NBP i RPP.


          > - Nie jest pan wielkim optymistą.
          > - Powiedziałem: cudów nie ma. Nie ma jednego cudownego rozwiązania. Ale można
          > wykonać całą masę drobnych kroków i to da w końcu dobry efekt.

          Balcerowicz i RPP maja w planie wejscie do EU i euro i zaden narod go od tego
          nie odwiedzie.
          Setki ,a moze nawet i tysiace posad w administracji EU juz czekaja na bohaterow
          obecnego kryzysu w Polsce.

          > No i trzeba
          > korzystać z dobrych przykładów. Ja polecam czeski.

          W 1939 nie wzielismy przykladu z Czech i rzucilismy sie cala armia na
          Niemcow,to niby dlaczego mamy brac przyklad teraz.
          Wyglada na to ,ze caly czas znajduja sie w Polsce jacys medrcy,ktorzy potrafia
          przeciwstawic sie 40 mln narodowi i wepchnac ten narod na sciezke kolejnej
          kleski.
          • Gość: Andrzej Re: Wysokosc st% a wzrost gospodarczy. IP: *.chello.pl 06.08.02, 23:55
            Gość portalu: MACIEJ napisał(a):

            >
            > Po co maja sie zmieniac kurs zlotego i st% skoro prezes NBP i RPP juz maja
            > upatrzone posadki w ECB i ta walka na przetrwanie zajmie im tylko poltora
            roku.
            >

            A ja myślę Macieju, że tutaj raczej chodzi o Nobla z ekonomii na którego wciąż
            liczy Balcerowicz. Dlatego będzie robił wszystko, żeby zmusić rzeczywistość do
            potwierdzenia jego teorii. Za to płacimy...
            Ale jeżeli w Polsce nastąpi załamanie, co jest całkiem prawdopodobne po
            przegranym dla traktatu z Nicei referendum w Irlandii na jesieni tego roku
            (tzn. gdy Polska nie będzie traktowana przez inwestorów jako prawie członek
            UE), te nadzieje prysną i Balcerowicz może skończyć jak Cavallo.

            Ten wywiad z Nutim jest bardzo dobry. Ale to jest dokładnie to samo co piszesz
            od ponad roku Ty, Fizyk i inni dyskutanci (również ja w dużo skromniejszym
            stopniu). Taki w Polsce wymyślono system, tak dobrano ludzi do NBP/RPP, że
            wszystko zmierza w stronę katastrofy.
            • Gość: MACIEJ Re: Wysokosc st% a wzrost gospodarczy. IP: *.ny325.east.verizon.net 07.08.02, 03:01
              Gość portalu: Andrzej napisał(a):


              > A ja myślę Macieju, że tutaj raczej chodzi o Nobla z ekonomii na którego
              wciąż
              > liczy Balcerowicz.

              Oj ,grubo sie przeliczy.
              A jak myslisz,gdyby chapnal prawie banke,to podzielilby sie z Robertem za to
              mocne wsparcie moralne.

              > Dlatego będzie robił wszystko, żeby zmusić rzeczywistość do
              > potwierdzenia jego teorii. Za to płacimy...

              Niestety cena jest wysoka.
              A ten jego referacik w Sejmie byl zenujacy.

              > Ale jeżeli w Polsce nastąpi załamanie, co jest całkiem prawdopodobne po
              > przegranym dla traktatu z Nicei referendum w Irlandii na jesieni tego roku
              > (tzn. gdy Polska nie będzie traktowana przez inwestorów jako prawie członek
              > UE), te nadzieje prysną i Balcerowicz może skończyć jak Cavallo.

              Ja mysle ze EU postraszy Irlandie ze nie dostana ani grosza i oni dojrzeja do
              swiadomosci ze nadszedl czas wdziecznosci.


              > Ten wywiad z Nutim jest bardzo dobry. Ale to jest dokładnie to samo co
              piszesz
              > od ponad roku Ty, Fizyk i inni dyskutanci (również ja w dużo skromniejszym
              > stopniu). Taki w Polsce wymyślono system, tak dobrano ludzi do NBP/RPP, że
              > wszystko zmierza w stronę katastrofy.

              To nie tylko ja,Ty i Fizyk o tym piszemy,ale jest nas co najmniej siedmiu.
              Zaraz zebym nikogo nie przeoczyl:
              1-Ty
              2-ja
              3-Fizyk
              4-kofizyk
              5-feezyk
              6-eMisiek
              7-wiedzialem ze o kims zapomne.
              • Gość: Andrzej Re: Wysokosc st% a wzrost gospodarczy. IP: *.chello.pl 07.08.02, 09:08
                Gość portalu: MACIEJ napisał(a):

                >
                > To nie tylko ja,Ty i Fizyk o tym piszemy,ale jest nas co najmniej siedmiu.
                > Zaraz zebym nikogo nie przeoczyl:
                > 1-Ty
                > 2-ja
                > 3-Fizyk
                > 4-kofizyk
                > 5-feezyk
                > 6-eMisiek
                > 7-wiedzialem ze o kims zapomne.


                Na pozycji 7. powinien być Biz. Ale pewnie są jeszcze inni.
    • Gość: RYBA Re: Dla zwolennikow Balcerowicza-polecam IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 07.08.02, 00:35
      To nie wywiad tylko przedstawienie. Ten proefesor mowi to co chce uslyszec ten
      dziennikarz. Beznadzieja. Co to za ekonomista ktora bierze pod uwage tylko
      jedna przyczyne kryzysu (post hoc ergo propter hoc).
      • Gość: eMisiek Re: Dla zwolennikow Balcerowicza-polecam IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 07.08.02, 01:04
        Gość portalu: RYBA napisał(a):

        > To nie wywiad tylko przedstawienie. Ten proefesor mowi to co chce uslyszec
        ten
        > dziennikarz. Beznadzieja. Co to za ekonomista ktora bierze pod uwage tylko
        > jedna przyczyne kryzysu (post hoc ergo propter hoc).

        Zamiast błyszczec łacina lepiej pomyśl i odpowiedz na pytanie:

        "Dlaczego profesor Nuti, min. profesor jednej z najlepszych uczelni biznesowych
        w Europie i doradca Banku Światowego mówi to co "chce usłyszeć" dziennikarz
        pewnej prowincjonalnej gazety?"

        Może mu dobrze zapłacili? Kto wie, 200 zł to kupa kasy dla takiego profesora,
        nie, przeciez nie płaci sie za wywiady. Wiem - pewnie chce zostac sławny, żeby
        go ktos w końcu dostrzegł.

        No spróbuj. Ciekawe co mi odpowiesz.

        ================

        Mario Nuti - profesor ekonomicznych studiów porównawczych Uniwersytetu
        Rzymskiego oraz Ośrodka Badań nad Nowymi i Wschodzącymi Rynkami London Business
        School.
        Specjalista od rynków państw postsocjalistycznych. Doradca Komisji Europejskiej
        ds. Europy Środkowej, konsultant Banku Światowego, Międzynarodowego Funduszu
        Walutowego, NATO i OECD. W latach 1994-1997 był doradcą polskiego rządu z
        ramienia Unii Europejskiej. Autor książek i artykułów poświęconych gospodarkom
        krajów naszego regionu.
        • Gość: Robert Re: Dla zwolennikow Balcerowicza-polecam IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 07.08.02, 02:15
          Wywiad banalny i czasami wręcz na żenującym poziomie. Proszę zwrócić uwagę
          choćby na pierwsze zdania, w których mówi o aferze Enronu i Worldcomu. Jaki to
          ma związek z Polską? Co do sławnej szkoły londyńskiej. Otóż głupoty można pleść
          niezależnie od tego co się kończyło i gdzie się zasiada. Pewien z profesorów
          LSoB był doradcą wszystkich po kolei ministrów finasów w Polsce. także tych,
          którzy mieli zupełnie odmienne poglądy gosp. Równie dobry dla Kołodki jak i np.
          Balcerowicza. Oczywiście można postawić pytanie: z którym się zagadzał. Ze
          wszystkimi nie mógł.
          • Gość: MACIEJ Re: Dla zwolennikow Balcerowicza-polecam IP: *.ny325.east.verizon.net 07.08.02, 05:10
            Gość portalu: Robert napisał(a):

            > Wywiad banalny

            Popatrz Robert jak banalnie skonczyles.
            Chodziles do szkoly kupe lat,pozniej po swiecie rozjezdzales sie nie w pelni
            swiadom celu.
            Wrociles do Polski dzielic sie swoim "bogatym" dorobkiem.
            I popatrz co sie dzieje.
            Jedyny czlowiek ktory podziela twoje poglady akurat skonczyl mature.
            Juz ci wrozylem ze bedziesz musial po podworkach wykladac swoja ekonomie.
            Jakos wszyscy ci ktorzy maja odmienne zdanie od twojego,nie mieli problemu z
            ukonczeniem studiow,uzyskaniem doktoratow czy wykladaniem na London SoE.
            P.S. Travis rozgryzl was szybko i bez skrupulow.
            • Gość: Robert Re: Dla zwolennikow Balcerowicza-polecam IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 07.08.02, 12:01
              Gość portalu: MACIEJ napisał(a):

              > Gość portalu: Robert napisał(a):
              >
              > > Wywiad banalny
              >
              > Popatrz Robert jak banalnie skonczyles.
              > Chodziles do szkoly kupe lat,pozniej po swiecie rozjezdzales sie nie w pelni
              > swiadom celu.
              > Wrociles do Polski dzielic sie swoim "bogatym" dorobkiem.
              > I popatrz co sie dzieje.
              > Jedyny czlowiek ktory podziela twoje poglady akurat skonczyl mature.
              > Juz ci wrozylem ze bedziesz musial po podworkach wykladac swoja ekonomie.
              > Jakos wszyscy ci ktorzy maja odmienne zdanie od twojego,nie mieli problemu z
              > ukonczeniem studiow,uzyskaniem doktoratow czy wykladaniem na London SoE.
              > P.S. Travis rozgryzl was szybko i bez skrupulow.

              Bla, bla, bla. Jakaś opinia, poza tradycyjnymi, nieudolnymi próbami opisania
              mnie?
            • Gość: RYBA Re: Dla zwolennikow Balcerowicza-polecam IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 07.08.02, 13:48
            • Gość: RYBA Re: Dla zwolennikow Balcerowicza-polecam IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 07.08.02, 13:49
              Nie majac argumentow znow czepiasz sie wieku? Juz jestem studentem a nie
              maturzysta nie zapominaj o tym.
        • Gość: RYBA Re: Dla zwolennikow Balcerowicza-polecam IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 07.08.02, 13:45
          Jak zapewne wiesz kazdy ekonomista ma swoj poglad na pewne zjawiska. Mowi tak
          bo tak uwaza to oczywiste. ON poprostu tak podchodzi do tego problemu. Ale
          wlasnie dlateg ze on wini wysokie stopy procentowe za stagnacje w Polsce to
          Kaleciak z nim przeprowadzil wywiad.

          Odpowied zmi na pytanie czemu nie przeprowadzil wywiadu np z prof Beksiakiem
          czy prof Winieckim?
          • Gość: MACIEJ Re: Dla zwolennikow Balcerowicza-polecam IP: *.ny325.east.verizon.net 07.08.02, 14:26
            Logika dzialania tych ktorzy maja sukcesy jest calkiem inna niz RPP i NBP.
            Stany stosuja polityke monetarna zeby rozkrecic gospodarke a NBP i RPP sa takim
            rozwiazaniom przeciwne ,choc z niecierpliwoscia czekaja az Stany pomoga Polsce
            wyjsc z kryzysu.
            To taka przekorna polska mentalnosc-zawsze odwrotnie niz Czesi.
            I skutek bedzie taki ze ich nigdy nie dogonimy.
    • Gość: Tomasz pp.Ryba i Robert IP: *.ibch.poznan.pl 07.08.02, 14:40
      Musicie się trochę wysilić. Póki co Wasze argumenty są raczej kiepskie.
      Wytłumaczcie lepiej dlaczego prywatyzacja w Polsce nie prowadzi do
      naprawy przedsiębiorstw a często kończy się ich upadkiem?
      • Gość: Biolog o dyskusji i argumentach IP: *.mtnet.com.pl 07.08.02, 15:28
        Ona nie jest kiepska. Ona jest nieuczciwa. W ekonomii nie mozna przeprowadzić
        eksperymentu w tym znaczeniu, że nie można się cofnąć do 2000 r. i obniżyc
        stopy zdecydowanie i ostro i sprawdzić jak reaguje gospodarka. I zrobić
        eksperymen w kilku wariantach Wykorzystują to niestety głównie obrońcy RPP
        (+równiez niemierzalne argumenty "bo to są Profesorowe" i "Bo tego nie można
        było przewidzieć" - to ostatnie jest podstawową ostatnio taktyką NBP (i
        analityków, którzy powinni nie wykonywac zawodu prognostyków), co jest
        niezgodne z prawdą, bo dla osób rozumiejących związek między stopami %, kursem
        walutowym, deficytem, bezrobocie było oczywistym przynajmniej w 1999 r.jak
        skończy się polityka RPP)

        Zwróć uwagę na taktykę jednego z rozmówców powyżej - naśmiewa sie z chyba Prof.
        Gomułki, ale nie podaje żadnego jego złego tekstu, nietrafionej prognozy (to
        był chyba jeden z pierwszych ważnych publicytsów w Polsce, które powiedział
        kilka lat temu "Jeżeli RPP nie zmieni kursu będziemy mieli kryzys") itd. On
        mówi "Skoro Prof. G. doradzał kilku ministrom to jest niewiarygodny, taka
        chorągiewka na wietrze, zero własnych poglądów". A ja miałem okazję niedawno
        ogladać wywaid z nim i był to człowiek przekonywująco, bez jadu, jednym zdaniem
        pokazał korelację między kryzysem a RPP.

        Albo argument z gatunku "Rozmyjmy odpowiedzialność RPP" - np. nie tylko stopy
        decydują. Tyle, że w tamtym okresie polskiej historii był to jedyny zmienny
        element - nierealne były i są do dziś zmiany np. w ZUS-ie i kosztach pracy.
        Tak więc obserwacja tej dyskusji uczy rozpoznawanie kiedy dany rozmówca jest
        uczciwy, a kiedy wykorzystuje to, że nie można przeprowadzić dowody winy RPP i
        po prostu śmieje się z oponenta.

        A marne efekty prywatyzacj - ona dotyczyła przejmowania rynków, najlepiej
        będących małymi monopolami (pozostała jeszcze energetyka). Znamienne jest, że
        Trancuzi wtedy zapłacili za TP SA jak dostali pisemną gwarancję, że ie będzie
        liberalizacji rynku tele w Polsce. Odbyło się to poprzez niewydanie
        rozporządzeń do Prawa Telekomunikacyjnego


        Biolog
        • Gość: Robert Re: o dyskusji i argumentach IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 08.08.02, 01:15
          Gość portalu: Biolog napisał(a):

          > >
          > Zwróć uwagę na taktykę jednego z rozmówców powyżej - naśmiewa sie z chyba
          Prof.
          >
          > Gomułki, ale nie podaje żadnego jego złego tekstu, nietrafionej prognozy (to
          > był chyba jeden z pierwszych ważnych publicytsów w Polsce, które powiedział
          > kilka lat temu "Jeżeli RPP nie zmieni kursu będziemy mieli kryzys") itd. On
          > mówi "Skoro Prof. G. doradzał kilku ministrom to jest niewiarygodny, taka
          > chorągiewka na wietrze, zero własnych poglądów". A ja miałem okazję niedawno
          > ogladać wywaid z nim i był to człowiek przekonywująco, bez jadu, jednym
          zdaniem
          >
          > pokazał korelację między kryzysem a RPP.

          rzeczywicie chodzi o Gomułkę. Być może Pana to nie dziwi, ale mnie owszem, że
          zawsze można być doradcą niezależnie od tego jaka polityka jest realizowana.
          Przykładów nietrafnych prognoz p. Gomułki nie podam Panu, bo ich nie mam. Nie
          kolekcjonuję wypowiedzi, ani artykułów. Chętnie jednak zapoznam się z tym
          jednym zdaniem, w którym Gomułka wytłumaczył zależność między polityką RPP, a
          obecną stagnacją gospodarczą.
          • Gość: RYBA Re: o dyskusji i argumentach IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 08.08.02, 13:10
            Robert wejdz na expandera i znajdz jego felieton o kryzysie czy recesji tam o
            tym mowi.

            Pozdrawiam
          • Gość: RYBA Re: o dyskusji i argumentach IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 08.08.02, 13:11
            Robert wejdz na expandera i znajdz jego felieton o kryzysie czy recesji tam o
            tym mowi.

            Pozdrawiam
        • Gość: Robert Re: o dyskusji i argumentach IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 08.08.02, 01:33
          Gość portalu: Biolog napisał(a):

          > Ona nie jest kiepska. Ona jest nieuczciwa. W ekonomii nie mozna przeprowadzić
          > eksperymentu w tym znaczeniu, że nie można się cofnąć do 2000 r. i obniżyc
          > stopy zdecydowanie i ostro i sprawdzić jak reaguje gospodarka. I zrobić
          > eksperymen w kilku wariantach Wykorzystują to niestety głównie obrońcy RPP
          > (+równiez niemierzalne argumenty "bo to są Profesorowe" i "Bo tego nie można
          > było przewidzieć" - to ostatnie jest podstawową ostatnio taktyką NBP (i
          > analityków, którzy powinni nie wykonywac zawodu prognostyków), co jest
          > niezgodne z prawdą, bo dla osób rozumiejących związek między stopami %,
          kursem
          > walutowym, deficytem, bezrobocie było oczywistym przynajmniej w 1999 r.jak
          > skończy się polityka RPP)
          >
          Argument o niemożności przeprowadzenia ekspeymentu wstecz działa w dwie strony.
          Pan również go wykorzystuje propagując tezę nie do udowodnienia: gdyby polityka
          RPP była inna to.....
          Związek między stopami% a kursem wcale nie jest oczywisty. Można zbudować różne
          modele, ale nie jest tak: wysokie stopy (realne)= wysoki kurs. Proszę się
          chocby przyjrzeć Japonii - stopy praktycznie 0, jen coraz mocniejszy. Albo
          Czechy - spadek stóp i wzmacnianie się korony. Zwrócę uwagę, że w 99 nikt nie
          narzekał na kurs zł. $ kosztował mniej więcej tyle co teraz, realne stopy %
          były wyższe niż teraz. Nikt nie narzekał na politykę RPP. W 2000 nastąpiło
          odbicie inflacji. I miało miejsce coś czego zwolennicy majstowania przy
          pieniądzach nie rozumieją: wzrost inflacji i spadek dynamiki PKB.
          I na koniec jedna uwaga: dla kogo w 1999 było oczywiste jak skończy się
          polityka RPP? Mogę Panu tylko powiedzieć, że rzeczywiście pod koniec 99 dla
          niektórych było oczywiste, że bez radykalnych zmian czeka nas bezrobocie i
          stagnacja gosp. Ale to nie miało żadnego związku z RPP.
          • Gość: biolog Re: o dyskusji i argumentach IP: *.mtnet.com.pl 08.08.02, 15:49
            Tylko nie Pan i nie jestem ani zwolennikiem ani przeciwnikiem RPP - chcę
            zrozumieć ich motywy. Na dziś sądzę, że polityka ta w mediach uzasadniana jest
            walką z inflacją a od dawna chodzi tylko o wprowadzenie zł do strefy euro w
            sposób dający 300% wypełnienie kryterium Unii - RPP uznała, że Polska zyska
            rezygnując ze złotówki. Dyskusja w kontekście inflacji nie ma tu sensu, bo nie
            o inflację RPP chodziło. A potem doszedł jeszcze strach o zadłużenie firm w
            walutach polskich.

            Nie dostrzeganie związku pomiędzy sytuacji Polski a RPP jest dużym ryzykiem.
            Polityka kursowa przynajmniej od 1995 r. promowała firmy importujące
            podzespoły, a nie produkujące w kooperacji. Obawiam się, sejest mitem, ze
            importowano to co w Polsce z uwagi na przepaść technologoczną było niedostępne
            Jest to przykład wpływu polityki pieniężnej (+celnej +podatkowej), która
            trwając długo może decydować o kształcie realnej gospodarki


            Ja i ludzie, którzy tworzyli krąg moich przyjaciół w tamtym okresie mieliśmy
            przybliżony obraz w 1999 r. przyszłości Polski do dnia dzisiejszego. Bardzo
            żałuję, że nie zaniosłem mini-prognoz, które tworzyliśmy wtedy do notariusza.
            Choć pewnie to nie ma żadnego znaczenia, bo zawsze można zanieść optymistyczną
            i pesymistyczną i decydować, którym papierkiem machać.
            Nasza przewaga nad analitykami z Warszawy wynikała z miejsca na jakie
            patrzylismy na Polskę. Podróżowałem wtedy pomiędzy kilkoma miejscami w Polsce B
            (dziś Z) i miałem jednocześnie kontakt z Krakowem i Warszawą, w mikro skali
            widziałem to czego nie chcieli dostrzec analitycy w biurowcach w Warszawie -
            falę emigracji, wstrzymywanie inwestycji, degradację firm opierających się o
            polskich kooperantów i rozkwit firm robiących montaż dla Zachodu. Potem się
            zainteresowałem jak to wygląda patrząc na dane w więcej skali niż kilkadziesiąt
            firm i kilkanaście miast - np. prognozami co do rynku pracy w związku z wyżem
            demograficznym, popatrzyłem na raporty spółek giełdowych, ich poziom zadłużenia
            w podziale na złotówka,euro no i wyszło, że źle będzie z PKB i bezrobociem,
            koszty pracy Pomyliłem się z poziomem stóp procentowych i kursem dolara. Dla
            mnie obraz przyszłości był tak makabryczny, że oczywistym była polityka a'la
            FED w ub. r i podjęcie ryzyka niższych stóp procentowych i zatrzymanie
            aprecjacji. W sytuacji recesji inflacja sama by spadała niezależnie od poziomu
            stóp tak jak dzieje się dziś. W tamtym okresie poznałem wielu ludzi po prostu
            martwiących się jakie będą konsekwencje decyzji polityków i RPP dla Polski,
            wielu z nich podjęło decyzję o emigracji.

            Osób tak widzących świat było dużo - natomiast powoływanie się na to, że tak
            nie pisała GW jest smutne. Dziennikarze z reguły nie potrafię wyjść poza
            obowiązujący pogla, zachowują się jak inwestorzy oceniający spółkę na podstawie
            historycznego P/E.


            Sądzę, ze jeżeli ktoś pisze "Nie dało się przewidzieć" nie powinien wykonywać
            zawodu prognostyka. Inaczej mamy do czynienia z osobą, która wróży. Pamiętam,
            ze jedna z osób z tej paczki nie dostała pracy jako analityk po napisaniu
            trafnej jak się okazało prognozy dla polskiej gospodarki.


            Na argumenty typowe zawsze odpowiadam:

            o Japonii "Ile wynosiłby wzrost w Japonii, gdyby stopy były takie jak dziś W
            Polsce" nie ma równości pomiędzy Japonia zero PKB i zero stopy = stopy są
            nieistotne dla wzrostu

            o braku protestów na politykę pieniężną w 1999 r. - sądzę, że zgoda na tą
            polityką była zgodą warunkową, towarzyszyła jej wiara w jej zmianę wraz ze
            spadkiem inflacji. Jeżeli ktoś z moich znajomych kupował mieszkanie na kredyt
            był wtedy przekonany, że takie stopy realne będzie płacił tylko do czasu
            zduszenia inflacji a nie do 2007 r.

            nie ma było wzrostu inflacji w znaczeniu jakim posługuje się NBP w 200 r. -
            wtedy ropa i żywność poszły do góry, ropa z 10 dolarów na 30. Belka w Sejmie
            śmiał się z RPP "Pokazywaliście mi wykresy z tamtego okresu i na nich po
            oczyszczeniu z tych dwóch czynników nie było szoku inflacyjnego", Patrz np. na
            wskaźnik inflacji na poziomie cen producentów.


            Gomułka - jeżeli znajdę to stanie to dołączę do któregoś z Twoich listów


            Biolog
    • feezyk Powinienem sie cieszyc, ale sie martwie 07.08.02, 22:14
      No wlasnie. Prof. Nuti pisze tak, ze mozna by
      go oskarzyc o plagiat z Forum GW (inna sprawa,
      ze to samo mozna napisac o mowie L.B. w
      Sejmie, tylko kogo innego plagiatowal).

      Trzeba, niestety, jasno stwierdzic, ze ten wywiad
      jest tylko wyrazem pogladow autora, nie ma w nim
      zadnych logicznych argumentow, co trafnie
      podsumowal RYBA lacinska sentencja.
      Nie znaczy to jednak, ze nie ma racji. Zanczy
      to tylko, ze ten wywiad nie jest na wysokim
      poziomie i na jego podstawie nie mozna
      stwierdzic, czy ma racje.

      Dalej: "Przeglad" jest tygodnikiem srodowisk
      przy-sldowskich, a prof. Nuti blisko wspolpracowal
      z Kolodka i duze pisze o trzeciej drodze
      (mozna znalezc jego publikacje na sieci).
      Jesli wiec ufamy prof. Nutiemu, to powinnismy
      tez wierzyc mu, ze trzecia droga istnieje oraz
      zdawac sobie sprawe, ze ma powody, by
      podzielac zdanie Kolodki. Niekoniecznie jest wiec
      autorytetem, ktoremu trzeba wierzyc bez zastrzezen.

      Konkluzja: uwazam, ze polityka monetarna RPP
      jest i byla zbyt restrykcyjna, ale tekst z Przegladu nic
      dla mnie do tematu, ktory walkujemy tu od ponad
      roku, nie wnosi.

      Z podrowieniami
      F.


      • Gość: eMisiek Re: Powinienem sie cieszyc, ale sie martwie IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 07.08.02, 22:35

        > Jesli wiec ufamy prof. Nutiemu, to powinnismy
        > tez wierzyc mu, ze trzecia droga istnieje oraz
        > zdawac sobie sprawe, ze ma powody, by
        > podzielac zdanie Kolodki. Niekoniecznie jest wiec
        > autorytetem, ktoremu trzeba wierzyc bez zastrzezen.
        >

        Nikt z nas nie mówi o wierze, wiarę zostawmy w spokoju. Padło tutaj na Forum
        wiele logicznych argumentów z których wynikają podobne wnioski jak Nutiego, ja
        się cieszę, że jeszcze ktoś oprócz nas tutaj myśli podobnie i w ogóle dostrzega
        problem jaki Polska ma z RPP.

        > Konkluzja: uwazam, ze polityka monetarna RPP
        > jest i byla zbyt restrykcyjna, ale tekst z Przegladu nic
        > dla mnie do tematu, ktory walkujemy tu od ponad
        > roku, nie wnosi.

        Bo sprawa od dawna jest prosta i nie sądzę aby było trzeba poszukiwać nowych
        argumentów na potwierdzenie tezy o błędnej polityce RPP.

        Zastanawiające jest dla mnie co innego – że druga strona tj. zwolennicy
        Balcerowicza nie podają racjonalnych argumentów które mogły by podważyc nasze
        tezy – np. o wpływie stóp na siłę waluty (mechanizm opisywaliśmy wielokrotnie),
        o negatywnym wpływie silnego złotego na wzmocnienie importu i zahamowanie
        exportu.

        I to mnie martwi. Myślenie w tym kraju wciąż ma przed soba tylko przyszłość.
        • feezyk Re: Powinienem sie cieszyc, ale sie martwie 07.08.02, 23:17
          Gość portalu: eMisiek napisał(a):

          > Nikt z nas nie mówi o wierze, wiarę zostawmy w spokoju.
          > Padło tutaj na Forum wiele logicznych argumentów z
          > których wynikają podobne wnioski jak Nutiego,

          Zgoda.

          > ja się cieszę, że jeszcze ktoś oprócz nas tutaj myśli
          > podobnie i w ogóle dostrzega problem jaki Polska ma z
          RPP.

          Niestety, opinia Nutiego jest tu bez znaczenia.
          Problem z RPP polega na tym, ze zabrneli juz tak
          daleko, ze zle skutki lawinowo narastaja. W obecnej
          chwili, ich przyznanie sie do bledow wymagaloby
          chyba dymisji. A do tego, z oczywistych przyczyn, nie
          dojdzie.

          >
          > > Konkluzja: uwazam, ze polityka monetarna RPP
          > > jest i byla zbyt restrykcyjna, ale tekst z Przegladu
          nic
          > > dla mnie do tematu, ktory walkujemy tu od ponad
          > > roku, nie wnosi.
          >
          > Bo sprawa od dawna jest prosta i nie sądzę aby było
          > trzeba poszukiwać nowych argumentów na potwierdzenie
          > tezy o błędnej polityce RPP.
          >

          Niestety, takich argumentow przybywa szybko
          zupelnie samorzutnie. Ostanie klopoty bankow
          bardzo zle wroza.


          > Zastanawiające jest dla mnie co innego - że druga
          > strona tj. zwolennicy Balcerowicza nie podają
          racjonalnych
          > argumentów które mogły by podważyc nasze tezy -
          > np. o wpływie stóp na siłę waluty (mechanizm
          > opisywaliśmy wielokrotnie),

          Bo ich nie ma. Najprosciej: jesli reglamentuje sie
          ilosc towaru - zlotowki - to jego cena wzrasta.
          Proste jak drut i przetestowane w praktyce,
          m.in. przez Reagana i Volkera.

          Prawda jest taka, ze silna zlotowka jest RPP
          na reke, bo silnie tlumi inflacje. Ale nie maja
          guts, zeby sie do tego przyznac.

          > o negatywnym wpływie silnego złotego na wzmocnienie
          > importu i zahamowanie exportu.
          >

          Tez nie ma dobrych argumentow przeciw tej tezie
          (oprocz twierdzen, ze volumen eksportu reaguje
          z opoznieniem).

          Jest tylko jeden mozliwy argument za polityka RPP -
          spada deficyt obrotow biezacych w stosunku
          do PKB. Mysle, ze przy mniej restrykcyjnej
          polityce monetarnej i slabszej zlotowce
          spadalby jednak szybciej.


          > I to mnie martwi. Myślenie w tym kraju wciąż ma
          > przed soba tylko przyszłość.

          Tak: najlepszy przyklad to banki. Myslaly, ze
          zarobia tanim kosztem na restrykcyjnej polityce RPP,
          wiec bronily jej jak niepodleglosci, z panem Jankowiakiem
          z BRE Banku w roli glownej.
          Ale - there is no free lunch - klopoty gospodarki
          ich dosiegly i BRE ma 123 mln zl straty za II kwartal.

          Mam nadzieje, ze pan Jankowiak ma wiecej racji
          co do perspektyw Polski z RPP niz mial co do
          strategii inwestycyjnej macierzystego banku.

          Pozdrawiam
          F.
          • feezyk PS: A moze jeszcze gorzej? 07.08.02, 23:24
            Napisalem:

            > Problem z RPP polega na tym, ze zabrneli juz tak
            > daleko, ze zle skutki lawinowo narastaja. W obecnej
            > chwili, ich przyznanie sie do bledow wymagaloby
            > chyba dymisji. A do tego, z oczywistych przyczyn, nie
            > dojdzie.

            w chwile potem uswiadomilem sobie, ze byc
            moze jest juz znacznie gorzej: ze obecnie
            znaczne obnizenie stop niesie juz ryzyko
            katastrofy. Jesli tak byloby, to:
            buenos nocias amigos!

            F.
            • Gość: RYBA Re: PS: A moze jeszcze gorzej? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 07.08.02, 23:40
              Mysle ze sytuacja nie jest az tak zla. Sa symptomy ozywienia - wzrost eksportu
              o 8.5%, wzrost produkcji przemyslowej. Bez przesady ze sytuacja jest tak
              dramatyczna.

              Zgodziles sie ze mna Fizyku ze ten wywiad to klakierstwo. Zero merytorycznych
              pytan tylko "dlaczego?" ,"po co?" Kaleciak chcial zeby Nuti powiedzial o zbyt
              wysokich stopach.

              Chcialbym zauwazyc ze dyskusja o polityce RPP jest bardzo merytoryczna z jednej
              jak i drugiej strony. Niektore watki sa ciekawe i intersujace a ten wywiad
              akurat niczego nowego nie wprowadzil. Traktuje go jako atrakcje bez konkretnego
              celu.

              Pozdrawiam
              • Gość: deLUC Re: Stumulanty IP: *.braniewo.sdi.tpnet.pl 08.08.02, 00:00
                W obecnej sytuacji:
                Konsumpcja krajowa - brak szans na wzrost - w podtekscie spadek.
                Eksport - brak szans na wzrost.
                Interwencjonizm panstwowy - brak srodkow.
                Inwestycje zagraniczne (know-how, produkcja proeksportowa) - e nie ma o czym
                mowic (a zapominalem o Toyocie ;)))) - nie ta skala
          • Gość: eMisiek Re: Powinienem sie cieszyc, ale sie martwie IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 07.08.02, 23:33
            feezyk napisał:


            > Niestety, opinia Nutiego jest tu bez znaczenia.
            > Problem z RPP polega na tym, ze zabrneli juz tak
            > daleko, ze zle skutki lawinowo narastaja. W obecnej
            > chwili, ich przyznanie sie do bledow wymagaloby
            > chyba dymisji. A do tego, z oczywistych przyczyn, nie
            > dojdzie.

            Będzie dopiero „mądry Polak po szkodzie”


            > > Bo sprawa od dawna jest prosta i nie sądzę aby było
            > > trzeba poszukiwać nowych argumentów na potwierdzenie
            > > tezy o błędnej polityce RPP.
            > >
            >
            > Niestety, takich argumentow przybywa szybko
            > zupelnie samorzutnie. Ostanie klopoty bankow
            > bardzo zle wroza.

            Słyszałem o BRE ale PKO ma się bardzo dobrze.

            Najprosciej: jesli reglamentuje sie
            > ilosc towaru - zlotowki - to jego cena wzrasta.
            > Proste jak drut i przetestowane w praktyce,
            > m.in. przez Reagana i Volkera.
            >

            To jest jasne.

            > Prawda jest taka, ze silna zlotowka jest RPP
            > na reke, bo silnie tlumi inflacje. Ale nie maja
            > guts, zeby sie do tego przyznac.
            >
            > > o negatywnym wpływie silnego złotego na wzmocnienie
            > > importu i zahamowanie exportu.

            > Tez nie ma dobrych argumentow przeciw tej tezie
            > (oprocz twierdzen, ze volumen eksportu reaguje
            > z opoznieniem).

            Tak, natomiast po drodze, wczesniej rośnie zatrudnenie
            I popyt.


            > > I to mnie martwi. Myślenie w tym kraju wciąż ma
            > > przed soba tylko przyszłość.
            >
            > Tak: najlepszy przyklad to banki. Myslaly, ze
            > zarobia tanim kosztem na restrykcyjnej polityce RPP,
            > wiec bronily jej jak niepodleglosci, z panem Jankowiakiem
            > z BRE Banku w roli glownej.
            > Ale - there is no free lunch - klopoty gospodarki
            > ich dosiegly i BRE ma 123 mln zl straty za II kwartal.

            Straty BRE sa spowodowane ich agresywną polityka
            iwestycyjną i kłopotami Szeptela, Elektrimu, chyba Optimusa.


            > Mam nadzieje, ze pan Jankowiak ma wiecej racji
            > co do perspektyw Polski z RPP niz mial co do
            > strategii inwestycyjnej macierzystego banku.

            Mam nieodparte wrażenie że to partacze.
            • Gość: RYBA Re: Powinienem sie cieszyc, ale sie martwie IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 07.08.02, 23:44
              Chcailbym Cie poprawic w jednym z moich postow udowodnlem ze bezrobocie nie
              spadalo w Polsce gdu zlotowka spadala. Nie jestemy jeszcze w tej fazie
              przemian. Wejdz na strone GUSu i sie przekonaj. Udowodnilem juz ze kurs nie ma
              duzego znaczenia dla eksportu w Polsce. Poszukaj w zeszlym tygdoniu byl o tym
              artykul w rzeczpospolitej.
              • Gość: eMisiek Re: Powinienem sie cieszyc, ale sie martwie IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 07.08.02, 23:54
                Gość portalu: RYBA napisał(a):

                > Chcailbym Cie poprawic w jednym z moich postow udowodnlem ze bezrobocie nie
                > spadalo w Polsce gdu zlotowka spadala. Nie jestemy jeszcze w tej fazie
                > przemian. Wejdz na strone GUSu i sie przekonaj. Udowodnilem juz ze kurs nie
                ma
                > duzego znaczenia dla eksportu w Polsce. Poszukaj w zeszlym tygdoniu byl o tym
                > artykul w rzeczpospolitej.

                Rybko, dane jeśli dostarczysz - bedziemy wdzięczni i przejrzymy. Przyjrzymy sie
                i Twojemu dowodowi.

                Co do kursu i exportu - hmmm masz jakikolwiek kontakt z zakładami pracy,
                exporterami i przemysłem? Na jakiej podstawie opierasz swoje "dowody'?
              • feezyk Re: Powinienem sie cieszyc, ale sie martwie 07.08.02, 23:56
                Gość portalu: RYBA napisał(a):

                > Chcailbym Cie poprawic w jednym z moich postow
                udowodnlem ze
                > bezrobocie nie spadalo w Polsce gdu zlotowka spadala.

                Oczywiscie, ze nie od razu. Przy tak sztywnym kodeksie
                pracy firmy najpierw chca uzyskac zyski, potem zdobyc
                nowe zamowienia, a na koncu zatrudnic ludzi.

                Do tego dochodzi, ze jest wiele rownoleglych czynnikow
                wplywajacych na poziom zatrdnienia: wygasanie
                umow prywatyzacyjnych, restrukturyzacja gornictwa,
                zmiany koniunktury, popyt wewnetrzny, struktura
                wiekowa spoleczenstwa. Niemniej, realtywny spadek
                kosztow pracy, zwiazany z oslabieniem zlotowki
                powinien przyczyniac sie do zmniejszenia bezrobocia
                lub przynajmniej oslabienia tempa jego wzrostu.

                Nie mozesz takze zaprzeczyc, ze bezrobocie
                zaczelo szybko rosnac po zaciesnieniu polityki
                monetarnej w 1998 roku.


                > Udowodnilem juz ze kurs nie ma
                > duzego znaczenia dla eksportu w Polsce.

                Sorry, ale wydawalo mi sie, ze obalilem Twoj dowod
                i wykazalem cos przeciwnego. Moze odszukasz
                swoj "dowod" i sprawdzisz?


                > Poszukaj w zeszlym tygdoniu byl o tym
                > artykul w rzeczpospolitej.

                Czytalem: garsc luznych opinii kilku przedstawicieli
                firm eksportujacych. To ma byc istotne zrodlo?

                Pozdrawiam
                F.
                • Gość: RYBA Re: Powinienem sie cieszyc, ale sie martwie IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 08.08.02, 18:25
                  Sam przyznajesz ze bezrobocie nie zalezy tylko od kursu ale ten czynnik
                  strasznie wyolbrzymiasz - niepotrzebnie, bo nie mam on az tak duzego znaczenia.
                  • feezyk Re: Powinienem sie cieszyc, ale sie martwie 08.08.02, 18:36
                    RYBO. Wyobraz sobie , ze wszystkie zarobki w Polsce
                    rosna realnie w ciagu pol roku o 20%, przy wolno
                    rosnacej wydajnosci pracy. Mozliwe, bez skutkow
                    ubocznych? Nie?

                    No wlasnie. To sie wlasnie stalo w pod koniec
                    2000 roku. W mniej sztywnej gospodarce zarobki by
                    spadly, choc bylby to takze klopot. W takiej gospodarce
                    jak polska, po prostu zwolniono ludzi lub firmy upadly.

                    Pozdrawiam
                    F.
            • Gość: RYBA Wspomniany artykul z Rzeczpospolitej IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 07.08.02, 23:53



              Informacje o dokumencie
              Autor Dział Ekonomiczny
              Tytuł Tylko niektórzy są zadowoleni
              Podtytul Czy mocne euro jest korzystne dla eksporterów
              Data wydania 2002.07.31
              Dział gazeta/Ekonomia
              Artykuł w ROL Tylko niektórzy są zadowoleni

              Handel zagraniczny

              Czy mocne euro jest korzystne dla eksporterów

              Tylko niektórzy zadowoleni

              Komentarz: Kurs ma dwa końce


              Rząd, forsujący różnymi metodami osłabienie polskiej waluty, stara się pomóc
              eksporterom, a okazuje się, że dla wielu firm silne euro oznacza wzrost
              kosztów. Z rozmów "Rz" z eksporterami wynika, że także oni ostrożnie podchodzą
              do osłabienia złotego. Dla nich ważne jest, by kursy były w miarę stabilne i
              przewidywalne.


              Dla eksporterów, którzy nie muszą kupować półproduktów za granicą, w obecnej
              sytuacji jedno jest jasne.

              - Silne euro jest bardzo korzystne dla naszej firmy, gdyż kupujemy surowce w
              kraju, a gotowe wyroby eksportujemy - powiedział Krzysztof Raczyński, prezes
              Tricomedu, jedynej w Polsce i jednej z nielicznych na świecie firm
              produkujących materiały wszczepialne do organizmu człowieka. - Nie
              przeceniałbym jednak sprawy wahań kursowych. Dziś euro jest silne, wczoraj było
              słabe, jakie będzie jutro - nie wiadomo. Staramy się tak ustawić koszty, aby
              móc konkurować w każdych warunkach - dodał.


              Kosztowny import komponentów

              Wzmocnienie europejskiej waluty jest niekorzystne dla Grodziskich Zakładów
              Farmaceutycznych Polfa. - Nie jest to jednak duży problem - powiedział Marek
              Januchowski, prezes Polfy Grodzisk. Firma zaopatruje się w surowce i dobra
              inwestycyjne w krajach strefy euro. Eksport trafia zaś głównie na wschód, do
              państw byłego ZSRR, które z Polfą rozliczają się w słabnącym dolarze. - Importu
              nie udaje nam się w tej sytuacji zrównoważyć eksportem - powiedział prezes
              Januchowski. Silne euro podnosi także koszty finansowe firmy. Polfa spłaca
              kredyt inwestycyjny denominowany w euro.


              Odsetki puchną

              Umocnienie euro jest niekorzystne dla firm, które zaciągnęły w tej walucie
              kredyty. Koszt odsetek wzrósł znacznie niemal z dnia na dzień. Rząd, upominając
              się o dewaluację, nie wspomniał też o niemałej grupie osób fizycznych, które
              zaciągnęły kredyt w euro na zakup mieszkania. Teraz dopiero okazało się, że
              ryzyko kursowe, które jeszcze niedawno było czymś odległym i nie do końca
              uświadomionym, jest zupełnie realne i może znacząco odchudzić konto.

              Jan Kurkus, prezes Krosna, przyznaje, że jest bardzo zadowolony z obecnego
              silnego kursu euro wobec złotego, gdyż przychody firmy w europejskiej walucie
              są znacznie większe od wydatków. Jego zdaniem, nie należy się spodziewać, że w
              najbliższym czasie polskie przedsiębiorstwa będą skłonne do obniżenia cen w
              kontraktach rozliczanych w euro, żeby w ten sposób zwiększyć udział w rynku i
              pozyskać nowych klientów.

              Prezes Krosna uważa, że polityka cenowa polskich eksporterów może się
              uelastycznić, jeżeli przez najbliższych kilka miesięcy cena euro będzie
              utrzymywała się na obecnym poziomie, a rynek będzie oczekiwał, że kurs
              pozostanie stabilny w przyszłości. Dodatkowym impulsem do zmian cen może być
              zachowanie konsumentów na rynku europejskim, którzy w ostatnim czasie
              przywiązują coraz większą wagę do ceny produktu. Zdaniem Jana Kurkusa, bardziej
              skłonne do elastycznego negocjowania cen będą te firmy, które w ostatnich
              miesiącach pod presją kursu podjęły wysiłek restrukturyzacyjny i obniżyły
              koszty działalności.


              Odrabianie strat

              Adam Krzanowski, prezes Nowego Stylu, uważa, że dopiero obecny kurs euro
              gwarantuje rentowność polskiego eksportu. Przy takiej relacji złotego do euro
              firmy mogą planować inwestycje i realizacje nowych pomysłów. Wcześniej musiały
              myśleć o tym, jak przetrwać, a nie jak się rozwijać.

              - Potencjalni nabywcy polskiego eksportu obserwują kurs złotego i usiłują
              wywierać naciski na obniżkę cen. Polskie firmy raczej nie będą do tego skłonne.
              Jeżeli ich eksport był konkurencyjny po cenach liczonych w euro kilka miesięcy
              temu, będzie konkurencyjny obecnie - powiedział Adam Krzanowski.




              Prezes Nowego Stylu nie wyklucza, że przy utrzymującym się obecnym kursie
              ulegną jednak naciskom i dopuszczą kosmetyczne zmiany cen. Adam Krzanowski
              podkreśla, że niezależnie od obecnej wysokości kursu podstawowym problemem
              polskich eksporterów jest nieprzewidywalność cen dolara i euro.

              - To nadal loteria, która utrudnia planowanie działalności, w tym inwestycji -
              dodał. W projekcie tegorocznego budżetu firmy zarząd założył, że średni kurs
              euro wyniesie 3,8 zł. Na razie nie zmienił tej prognozy.


              Dobrze negocjować

              Rosnący kurs euro nie ma znaczenia dla wielkości wpływów z eksportu
              realizowanego przez fabrykę Opla w Gliwicach. Według przedstawicieli General
              Motors Poland, wartość eksportu oceniana jest w skali roku i z tego powodu
              obecne osłabienie złotego wobec euro wyrównuje się kilkumiesięcznym okresem
              wzmocnienia.

              Obecny spadek kursu złotego optymistycznie ocenia Paweł Kosmala, dyrektor
              sprzedaży Daewoo-FSO, która w II połowie roku będzie realizować większość
              dostaw eksportowych na Ukrainę i do Chin. - Jesteśmy zadowoleni, bo
              wynegocjowaliśmy dobre ceny w euro i dolarach, a obecny spadek wartości złotego
              zwiększy nasze wpływy z tych transakcji - powiedział. Daewoo-FSO wysyła na
              eksport wyłącznie lanosy, które na Ukrainie sprzedawane są za euro, zaś w
              Chinach za dolary amerykańskie.


              Gorzej albo bez zmian

              Droższy złoty ma wpływ na wyniki tych firm z branży AGD, które importują
              podzespoły i gotowy sprzęt. - Kiedy złoty słabnie, oznacza to dla nas problemy,
              bo nasz import przewyższa eksport. Każde osłabienie złotego wpływa więc
              negatywnie na nasz bilans płatniczy - powiedziała "Rz" Agnieszka Grygiel z
              Wrozametu.

              Niedawno Amica podawała, że wahania kursu złotego nie wpływają na jej wyniki.
              Spółka z Wronek uzasadniała to tym, że wprawdzie część podzespołów do swojego
              sprzętu AGD importuje, ale duża część jej produkcji sprzedawana jest poza
              Polską. Obecnie 40 proc. przychodów Amiki pochodzi z eksportu, a w przyszłości
              ma to być połowa przychodów.

              - W naszych wyrobach jest coraz mniej importowanych podzespołów, więc wahania
              kursowe nie wpłyną na podwyżkę cen sprzętu AGD z Wronek. Kiedy złoty był mocny,
              zmniejszyliśmy walutowe zobowiązania spółki - powiedziała "Rz" Lidia Holewa,
              rzeczniczka Amiki.

              Artur Burak, Adam Maciejewski, Mariusz Przybylski, Marcin Piskorski





              Komentarz

              Kurs ma dwa końce

              Okazuje się, że trwające od kilku tygodni osłabienie polskiej waluty wcale nie
              cieszy eksporterów tak, jak się wcześniej wydawało. Polskie firmy, które
              eksportują znaczącą część produkcji, są także najczęściej importerami. A w tym
              wypadku tańszy złoty - to wyższe koszty.

              Pojawiło się także lobby firm, które narzekają na tańszego złotego, bo wysokie
              stopy procentowe zniechęcały je do brania kredytów w kraju, a zagraniczne
              wydawały się znacznie atrakcyjniejsze. Teraz drożejące waluty powodują, że
              obsługa takiego zadłużenia stała się kosztowna.

              Natomiast nie wiadomo, gdzie podział się chór eksporterów domagających się
              gremialnie obniżenia kursu polskiej waluty. Najwyraźniej okazuje się, że polska
              gospodarka jest już tak związana z gospodarką światową, że nie ma firm, które
              byłyby "czystymi" eksporterami.

              Polscy przedsiębiorcy chcieliby przede wszystkim, aby kurs złotego był nie tyle
              nawet niski, co stabilny. Tego im niestety nie jest w stanie zapewnić ani rząd,
              ani Rada Polityki Pieniężnej. Pozostaje inne narzędzie rynkowe - ubezpieczenie
              od ryzyka kursowego.

              Natomiast jeśli chcą utrzymać konkurencyjność, muszą przede wszystkim usprawnić
              system zarządzania w firmie oraz wprowadzić dobry i skuteczny system marketingu
              i sprzedaży. Bo bez tego nie ma co marzyć o podboju zagranicznych rynków. Nie
              mówiąc już o dobrym produkcie.

              Danuta Walewska


          • Gość: tomaka Re: Powinienem sie cieszyc, ale sie martwie IP: *.pkobp.pl 08.08.02, 14:31
            Pisząc o
            >
            > > o negatywnym wpływie silnego złotego na wzmocnienie
            > > importu i zahamowanie exportu.
            > >
            >

            feezyk napisał:

            > Jest tylko jeden mozliwy argument za polityka RPP -
            > spada deficyt obrotow biezacych w stosunku
            > do PKB. Mysle, ze przy mniej restrykcyjnej
            > polityce monetarnej i slabszej zlotowce
            > spadalby jednak szybciej.
            >
            >

            Przez większą część 1999 r. polityka monetarna była mniej restrykcyjna, byliśmy
            właśnie po pierwszej fali luzowania polityki monetarnej. W ciągu 1998r. do
            stycznia '99 NBP obniżał stopy wielokrotnie łącznie o 11 pp z 24% na początku
            98 do 13% w styczniu '99. W sierpniu '98 przytrafił się przykry dla polskiej
            gospodarki kryzys rosyjski, który odbił się m. in. spadkiem eksportu i znacznym
            pogorszeniem CA. Wydawało się, że może obniżenie stóp pociągnie za sobą spadek
            kursu i wspomoże eksport. Co się stało? Złoty osłabił się, eksport stał w
            miejscu, natomiast import i CA rósł, rósł i rósł (podobnie jak podaż pieniądza
            za czym stał wówczas głównie wzrost kredytu). W pewnym momencie deficyt na CA
            sięgnął 8,5% PKB - więcej niż w Czechach w 1997r. za co oni zapłacili kilkoma
            kwartałami recesji, przy czym u nich PKB spadł pomimo tego, że w 1997r.
            koniunktura na świecie była znacznie lepsza niż obecnie, a oni mają wyższy
            udział eksportu w PKB. W obawie o to, że scenariusz czeski powtórzy się u nas
            NBP zaczął podwyższać stopy (wrzesień 1999 i potem jeszcze kilka razy na
            jesieni i dwukrotnie w 2000r.). Co się stało po serii podwyżek? Ano złoty
            zaczął się umacniać, spadł kredyt, pojawiły się problemy z popytem wewnętrznym
            i przedsiębiorstwa zaczęły szukać popytu za granicą. Eksport zaczął rosnąć
            pomimo umacniającego się złotego. Rósł w każdym bądź razie szybciej niż import,
            dzięki czemu CA zaczął spadać (obecnie 4% PKB).
            Nie twierdzę, że cenowa elastyczność eksportu jest zerowa - ona istnieje i jest
            dodatnia ale znacznie mniejsza niż dochodowa elastyczność naszego CA. Większym
            bodźcem dla przedsiębiorstw jest widmo braku sprzedaży w ogóle(na rynku
            krajowym) niż podejmowanie ryzyka produkcji eksportowej za tę parę procent
            więcej zarobionych na kursie.
            Nie powinieneś mieć złudzeń Fizyku.


            • feezyk Re: Powinienem sie cieszyc, ale sie martwie 08.08.02, 18:17
              Gość portalu: tomaka napisał(a):

              > Pisząc o
              > >
              > > > o negatywnym wpływie silnego złotego na wzmocnienie
              > > > importu i zahamowanie exportu.
              > > >
              > >
              >
              > feezyk napisał:
              >
              > > Jest tylko jeden mozliwy argument za polityka RPP -
              > > spada deficyt obrotow biezacych w stosunku
              > > do PKB. Mysle, ze przy mniej restrykcyjnej
              > > polityce monetarnej i slabszej zlotowce
              > > spadalby jednak szybciej.
              > >
              > >
              >
              > Przez większą część 1999 r. polityka monetarna była
              mniej restrykcyjna,
              > byliśmy właśnie po pierwszej fali luzowania polityki
              monetarnej.
              > W ciągu 1998r. do stycznia '99 NBP obniżał stopy
              wielokrotnie
              > łącznie o 11 pp z 24% na początku 98 do 13% w styczniu
              '99.
              > W sierpniu '98 przytrafił się przykry dla polskiej
              > gospodarki kryzys rosyjski, który odbił się m. in.
              spadkiem
              > eksportu i znacznym pogorszeniem CA. Wydawało się, że
              > może obniżenie stóp pociągnie za sobą spadek
              > kursu i wspomoże eksport. Co się stało? Złoty osłabił
              się, eksport stał w
              > miejscu, natomiast import i CA rósł, rósł i rósł
              (podobnie jak
              > podaż pieniądza za czym stał wówczas głównie wzrost
              kredytu).
              > W pewnym momencie deficyt na CA
              > sięgnął 8,5% PKB - więcej niż w Czechach w 1997r.
              > za co oni zapłacili kilkoma
              > kwartałami recesji, przy czym u nich PKB spadł pomimo
              tego, że w 1997r.


              Swietnie. Tak wlasnie bylo. Na pewno wiesz jednak, ze w
              latach
              1999 i 2000 Polska otrzymala ogromne wplywy z
              prywatyzacji
              i troche FDI. Czy mozesz mi odpowiedziec, czy zostaly one
              wliczone
              w CA? Jak wplynely te transakcje na podaz pieniadza?


              > koniunktura na świecie była znacznie lepsza niż
              obecnie, a oni mają wyższy
              > udział eksportu w PKB. W obawie o to, że scenariusz
              czeski powtórzy się u nas
              > NBP zaczął podwyższać stopy (wrzesień 1999 i potem
              jeszcze kilka razy na
              > jesieni i dwukrotnie w 2000r.). Co się stało po serii
              podwyżek? Ano złoty
              > zaczął się umacniać, spadł kredyt, pojawiły się
              problemy z popytem
              > wewnętrznym
              > i przedsiębiorstwa zaczęły szukać popytu za granicą.


              Ja tego zaciesnieia nawet nie krytykuje, tylko tego, ze
              na czas nie rozluzniono, gdy niebezpieczne czynniki
              zniknely.


              > Eksport zaczął rosnąć pomimo umacniającego się
              złotego.
              > Rósł w każdym bądź razie szybciej niż import,
              >

              Oj, chyba nie do konca tak bylo.
              Poszukam w danych, jak bede mial czas.
              Istotny jest stosunek eksport: import.
              Mozesz to zreszta sam sprawdzic na
              stonach NBP.

              > dzięki czemu CA zaczął spadać (obecnie 4% PKB).

              Czy sa w tym uwzgledniane pozyczki dla rzadu?
              Jesli tak, to pyrrusowe zwyciestwo.
              J


              > Nie twierdzę, że cenowa elastyczność eksportu jest
              zerowa - ona istnieje i jest
              >
              > dodatnia ale znacznie mniejsza niż dochodowa
              elastyczność naszego CA. Większym
              > bodźcem dla przedsiębiorstw jest widmo braku sprzedaży
              w ogóle(na rynku
              > krajowym) niż podejmowanie ryzyka produkcji eksportowej
              za tę parę procent
              > więcej zarobionych na kursie.
              > Nie powinieneś mieć złudzeń Fizyku.
              >

              W zasadzie zgoda, ale zapominasz o oplacalnosci
              eksportu, ktora, jesli wyzsza, pozwala na wzrost poziomu
              oszczednosci i inwestycji. Zapominasz tez o oplacalnosci
              produkcji krajowej, ktora dostala duza konkurencje
              poprzez tani import. Apracjacja zlotowki w 2000 roku
              byla rzedu 20%. To bardzo duzo, prawda?
              10 000 zl na sredniej klasy samochodzie...
              Jest roznica?
              Pozdrawiam
              F.
              • Gość: BIOLOG Re: Powinienem sie cieszyc, ale sie martwie IP: *.mtnet.com.pl 08.08.02, 20:26
                dane, o których rozmawiacie to jest właśnie przykład gry na statystyce. która
                zawiera sprawozdanie NBP, od której zaczęła się dyskusja

                W przykładzie z szkolnej fizyki jest tak, że pasażer pociągu ocenia
                subiektywnie szybkość swojej podróży w odniesieniu do przyjętego punktu
                odniesienia. Brak punktu to dla niego brak ruchu. Argument typu

                "w 1994 r stopy były 35% przemysł kwitł, dziś są 8% przemysł pada. Wniosek:
                stopy nie mają wpływu na firmy, decyduje kodeks pracy"

                jest sprytnym nadużyciem. Brakujące tu punkty odniesienia to np. zyskowność
                sprzedaży firmy, podatki, poziom zamożności klienta w 1994 r. i odpowiednio
                2002r.

                Np. w analizie tomalki, która komentuje fizyk brakuje pokazania źródeł zerowego
                wzrostu eksportu po kryzysie rosyjskim i wzrostu importu. Jednym z czynników
                było wyparcie z rynku rosyjskiego choćby poprzez dotowaną żywność z Unii i
                jeżeli dobrze pamiętam wpływ ich towarów równiez do Polski. Nie można w ten
                sposób pokazywać, że kurs walutowy i stopy są nieistotne dla - w tej rozmowie -
                eksportu. Tym bardziej, że okres 1997 / 98 to idiotyczne restrykcje dla
                nierejestrowanego handlu ze Wschodem pomysł wiz i ogólna niechęć do tego
                kierunku w obozie AWS.

                W dyskusji toczonej na tym forum zwolennicy obniżenia stóp kilka lat temu i
                dewaluacji złotówki - taki odnoszę subiektywne wrażenie - zazwyczaj nie mówią:

                "Gospodarka ma kłopoty zawsze obniżaj stopy, dewaluuj walutę". Oni w moim
                odczucie mówią "W tej konkretnej sytuacji tak należało postąpić, to był jeden z
                czynników, na który mieliśmy wpływ, a naturalny efekt w postaci minimalnie
                większej inflacji w konkretnej sytuacji w jakiej tkwi od kilku lat Polska
                miałby nieistotny wpływ dla gospodarki". Te dwa elementy - stopy i kurs - są
                jak zapora przed Wrocławiem - decydują o tym czy rzeka będzie decydować kiedy
                Wrocław zalewany czy też będziemy to robić raczej my sami. Natomiast osoby,
                które z definicji odrzucają jakąkolwiek inżynierie w polityce pieniężnej są za
                tym żeby Wrocław został zalany podając różne argumenty ("bo to
                kosztuje", "Rosjanie i Chińczycy zawracali rzeki - jesteś komunista", "samo
                wyschnie", "bo Niemcy jak Wrocław był ich nic takiego nie zrobili" i mój
                ulubiony typ argumentacji "bo jestem za naturalną antykoncepcją"). Świadomość
                że jest taka zapora ma wpływ na realną gospodarkę w dwóch np. obszarach -
                dyrektor finansowy firmy nie ma takiej gwarancji jak w Polsce dziś, że kredyt w
                dolarze pozostanie bezkarny (i będzi emógł szantażować albo płakać "bo
                zbankrutuję") i przedsiębiorca wie, że rozpoczynając produkcję w oparciu o
                polskich kooperantów nie przegra z montowniami tylko dlatego, że jest
                Polakiem.

                BIOLOG

                Jest w liście Tomalki jeden ciekawy wątek - Czechy i ich kryzys. Ja sądzę, ze
                oni zrobili na tym świetny interes. To tak jak przyznanie "Jestem chory" i
                zgoda na to, aby cialo miało przez kilka dni gorączkę i samo powalczyło z grypą
                albo napakowanie - tak jak zrobiono w Polsce - w końskiej dawce antybiotyków po
                to, aby się Broń boże "Pracodawca nie dowiedział", co wyleczyło grypę, ale
                wprowadziło śpiączkę. Z jednej strony tydzień leżenia i niskie koszty, z
                drugiej droga klinika i wiele lat stanu bycia rośliną i utrata pracy. Ten drugi
                sposób myślenia jest np. typowy dla pierwszych działań kas chorych w Polsce
                kiedy wykazywano, ze jest wszystko OK, bo Polacy przestali chorować, a oni
                przestali być tylko rejestrowani.
                • Gość: deLUC Re: Swiadomosc IP: *.braniewo.sdi.tpnet.pl 08.08.02, 21:57
                  Otoz niejaki A.Smith sie mylil - jego analiza konkurencji dotyczyla jedynie
                  pojedynczych jednostek (uczestnikow rynku) pomijac role grup uczestnikow -
                  model taki stworzyl Nash wiele lat potem - patrz: film "Piekny umysl" -
                  co zdaje sie umknelo "polskiej szkole" ekonomii - dowodem na to jest polityka
                  monetarna, kursowa i celna wspierajaca import tzw. prywatej inicjatywy kosztem
                  przedsiebiorstw (czesto panstwowych, czyli wg. rzadzacych z definicji "be").
                  Jeszcze ostrzej to widac w przypadku prywatyzacji - gdzie przejecia firmy z
                  branzy wiaze sie ze zniszczeniem lancucha kooperantow (rosnie koszt produkcji w
                  branzy) a w konsekwencji calej branzy - poniewaz jak juz tu na tym forum nie
                  jeden raz wspomniano - inwestycje w rozwoj (produkcje) sa dla zagranicy
                  nieoplacalne (patrz polityka monetarna, kursowa, celna) = DEMONTAZ. Stara
                  historia z 'specjalnymi strefami ekonomicznymi' to kolejny przyklad kretynizmu -
                  firmy inwestujace tam otrzymywaly ulgi - a pozostale poza strefa nie -
                  powstawala razaca nierownosc warunkow prowadzenia dzialnosci. I stad tak
                  wysokie bezrobocie. Przy czym wydaje mi sie ze te 20% oficjalnego bezrobocia to
                  wcale nie jest gorna granica (maksimum) - sa wszak kraje (nieprzemyslowe)
                  gdzie to % o wiele wyzsze.

              • Gość: tomalka Re: Powinienem sie cieszyc, ale sie martwie IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 08.08.02, 23:04
                Jeżeli deficyt handlowy jest finansowany poprzez inwestycje bezpośrednie to nie
                ma problemu: budujesz fabrykę możesz sprowadzać nawet gwoździe na budowę ze
                swojego macierzystego kraju. Z wpływami z prywatyzacji chyba jednak już nie -
                jeżeli mają one służyć finansowaniu konsumpcyjnego importu to nie jest to
                rozsądne. Zresztą później piszesz, że

                > Ja tego zaciesnieia nawet nie krytykuje,

                i tutaj mamy chyba pewien punkt styczny, tak samo zresztą jak dalej...

                >tylko tego, ze
                > na czas nie rozluzniono, gdy niebezpieczne czynniki
                > zniknely.
                >
                >
                Wielką wadą tej Rady jest to, że zawsze reaguje po a nigdy przed - tak było w
                1999, tak było potem w II połowie 2000 i przez większą część ub.r. Tak samo
                będzie pewnie również teraz: obniżą 50 w sierpniu i drugie 50 gdzieś na jesieni
                (po budżecie?)- bo nie wiadomo co z ropą, bo gospodarka reaguje z opóźnieniem,
                bo perspektywy rozwoju poprawiły się, bo budżet niepewny itd. Lista przeciw
                jest zawsze długa, lista za zawsze krótka. Najbardziej rozśmieszyło mnie jak w
                lipcowym komunikacie napisali, że wzrost PPI może wynikać ze zwiększonego
                popytu.
                Problem jednak, Fizyku, jest w tym, że RPP z opóźnieniem bo z opóźnieniem, ale
                reaguje - koszty dostosowania są przez to większe, ale jednak pożądane
                dostosowania następują. A co robi rząd?
                W Twoich postach, które skąd inąd lubię, brakuje mi odpowiedniego wyważenia
                akcentów. Przez to odnoszę wrażenie, że jesteś jak Nuti - niby dostrzegasz
                konieczność zmian strukturalnych, niby widzisz inne problemy - ale i tak
                wszystkiemu winna jest RPP,
                pozdrowienia
                • Gość: Biolog Re: Powinienem sie cieszyc, ale sie martwie IP: *.mtnet.com.pl 08.08.02, 23:18
                  nie zgadzam się co do oceny jednostronności listów fizyka. Każdy rozsądny
                  człowiek widzi konieczność zmian, które są w gestii polityków. Ale Fizyk -
                  jeżeli dobrze odczytuję jego intencje - wychodzi z założenia, że:

                  A Politycy nie zrobią rzeczy ważnych typu reforma kosztów płacy czy zniesienie
                  monopoli
                  B Efekt tego będzie za trzy lata patrz hasło "Siostro tlenu"

                  Z A i B mozna też sformułować zarzut w stosunku do RPP. Skoro od kilku lat
                  wiedzą powszechną w Polsce była świadomość, że politycy nic nie zrobią to
                  mówienie "Czekamy na Wasze reformy" było pustą retoryką. BElka w swoim słynnym
                  artykule w Polityce użył porównania "Jesteśmy jak załoga kajaka, gdzi eprawa
                  strona przestała silnie wiosłować a lewa zamiast się dostosować wciąż naciska
                  mocno na wiosło. W efekcie kręcimy się w kółko"

                  Gdyby każdy chciał tu przedstawiać pełny program naprawy to post miałby 6
                  strion i byłby o wszystkim i o niczym.

                  Biolog
                  • Gość: RYBA Re: Powinienem sie cieszyc, ale sie martwie IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 09.08.02, 00:34
                    Osobiscie zgadzam sie po czesci z Toba i Tomalka. Posty Fizyka sa intersujace i
                    ciekawe. Zrwaca on uwage na caly szereg problemow ale nie potrzebnie tak sie
                    uczepil RPP. Moj poglad jest taki stopy maja wplyw na wzrost gospodarczy ale
                    tylko wtedy gdy gospodarka jest elastyczna a panstwo sprawnie funkcjonuje. W
                    Polsce jest jeszcze wiele do zrobienia dlatego denerwuja mnie posty Macieju ze
                    u nich w Ameryce stopy obnizyli i jest wzrost. Ale USA ma bardzo elastyczna
                    gospodarke. U nas wazniejsze sa reformy, polityka monetarna jest na dalszm
                    planie.
                    • Gość: MACIEJ Mechanizmy ewolucji IP: *.ny325.east.verizon.net 09.08.02, 06:06
                      Gość portalu: RYBA napisał(a):

                      > Osobiscie zgadzam sie po czesci z Toba i Tomalka.

                      Dlatego po czesci sie zgadzasz,bo po czesci ich rozumiesz.
                      Wiesz jak to w szkole jest,co sie da wytlumaczyc -to dobrze ,a reszty trzeba
                      sie na pamiec nauczyc jak slynnych klasykow.

                      > Posty Fizyka sa intersujace i
                      > ciekawe. Zrwaca on uwage na caly szereg problemow ale nie potrzebnie tak sie
                      > uczepil RPP. Moj poglad jest taki stopy maja wplyw na wzrost gospodarczy ale
                      > tylko wtedy gdy gospodarka jest elastyczna a panstwo sprawnie funkcjonuje.

                      Elastycznosc gospodarki uzalezniona jest od elastycznego myslenia ludzi
                      zamieszkujacych dany kraj.

                      > W
                      > Polsce jest jeszcze wiele do zrobienia dlatego denerwuja mnie posty Macieju
                      ze
                      > u nich w Ameryce stopy obnizyli i jest wzrost.

                      Zawsze jest wiele do zrobienia i oby tak zostalo bo w przeciwnym wypadku
                      zapomnij o rozwoju.

                      > Ale USA ma bardzo elastyczna
                      > gospodarke. U nas wazniejsze sa reformy, polityka monetarna jest na dalszm
                      > planie.

                      Tylko genetyka.
                      Ewolucja opiera sie na zmiennosci,selekcji i dziedziczeniu.
                      Gen,za ktorym stoi cecha faworyzowana przez srodowisko rozprzestrzenia sie.
                      Natomiast gen niepotrzebny przegrywa i znika.
                    • feezyk Po raz setny. 09.08.02, 11:02
                      Gość portalu: RYBA napisał(a):

                      O F.:
                      > Niepotrzebnie sie uczepil RPP.
                      > Moj poglad jest taki stopy maja wplyw na wzrost
                      > gospodarczy ale tylko wtedy gdy gospodarka jest
                      > elastyczna a panstwo sprawnie funkcjonuje.

                      Niestety, nie masz racji.
                      Sa zjawiska uniwerslane. Jesli dzialania Banku
                      Centralnego prowadza do problemow z plynnoscia,
                      to kazda gospodarke to rozlozy.

                      Nie wiem, czy zauwazyle, ze w Polsce, wskutek
                      braku zlotowek w latach 2000, 2001, inne
                      rodzaje pieniadza musialy zostac uzyte:
                      a to: euro, USD, CHF - w kredytach
                      mieszkaniowych, takze w zarobkach.



                      Nadto, rozne weksle, wierzytelnosci itp.
                      Po prostu, polityka NBP zagrozila plynnosci!
                      Dokladnie, ten sam blad, ktory popelnin FED
                      podaczas Wielkiej Depresji.

                      Friedmann sie martwi o to, ze ta sama polityka
                      monetarna moze zaszkodzic UE, bo powinna
                      byc inna np. dla Niemiec i Wloch. A to drobiazg,
                      w porownaniu z tym, co wyprawia RPP.

                      Pozdrawiam
                      F.
                      • Gość: JOrl Do Fizyka IP: 212.160.124.* 10.08.02, 10:53
                        feezyk napisał:

                        > Niestety, nie masz racji.
                        > Sa zjawiska uniwerslane. Jesli dzialania Banku
                        > Centralnego prowadza do problemow z plynnoscia,
                        > to kazda gospodarke to rozlozy.
                        >
                        > Nie wiem, czy zauwazyle, ze w Polsce, wskutek
                        > braku zlotowek w latach 2000, 2001, inne
                        > rodzaje pieniadza musialy zostac uzyte:
                        > a to: euro, USD, CHF - w kredytach
                        > mieszkaniowych, takze w zarobkach.
                        Nie sadzi Pan, drogi Fizyku, ze bylo odwrotnie? Jako ze na wskutek naplywu
                        walut wymienialnych do Polski, jako wplywy z prywatyzacji jak i mozliwosc
                        zaciagania kredytow walutowych w kraju poprzez firmy czy obywateli polskich
                        TRZEBA bylo zmniejszyc ilosc zl na rynku aby ograniczyc summe pieniadza? Bo ta
                        suma pieniadza przekraczala ogromnie mozliwosci produkcyjne kraju i, jako ze
                        byly to wymienialne waluty, umozliwiala ten ogromny import (dokladnie rzecz
                        biorac deficyt). I jako ze RPP/rzad nie mial praktycznie zadnego wplywu na
                        naplyw walut zachodnich byl ZMUSZONY ograniczyc w ten skladnik sumy pieniedzy w
                        Polsce na ktory mial wplyw, czyli zl.
                        W zadnym normalnym kraju swiata nie kraza po kraju w takim wielkim procencie
                        cudze pieniadze jak to jest w Polsce. A furtke do tego otworzono prywatyzacja
                        bankow. Jak i sprzedarza (bo niby oplacalna!) majatku narodowego na Zachod.
                        Wiec jeszcze raz, najpierw byl naplyw euro, USD, a potem pomniejszenie ilosci
                        zl, a nie odwrotnie, jak to Pan, drogi Fizyku wyzej twierdzi.
                        Balcerowicz zareagowal prawidlowo, ale oczywiscie usiluje leczyc symptomy, a
                        nie przyczyny. Bo wtedy leczenie musialoby byc inne. I niemozliwe praktycznie
                        do przeprowadzenia geopolitycznie.
                        Pozdrowienia
                  • Gość: tomalka Re: Powinienem sie cieszyc, ale sie martwie IP: *.pkobp.pl 09.08.02, 10:15
                    Gość portalu: Biolog napisał(a):

                    > nie zgadzam się co do oceny jednostronności listów fizyka. Każdy rozsądny
                    > człowiek widzi konieczność zmian, które są w gestii polityków. Ale Fizyk -
                    > jeżeli dobrze odczytuję jego intencje - wychodzi z założenia, że:

                    Ja, nie twierdzę, że one są jednostronne tylko, że są źle wyważone.


                    > A Politycy nie zrobią rzeczy ważnych typu reforma kosztów płacy czy
                    zniesienie
                    > monopoli
                    > B Efekt tego będzie za trzy lata patrz hasło "Siostro tlenu"

                    Jeżeli tak, jeżeli rzeczywiście politycy nie zrobią swojego, to oznacza to, że
                    jedynym sposobem będzie dostosowania, przywrócenia racjonalnych proporcji w
                    gospodarce będzie dostosowanie poprzez kryzys ze wszystkimi tego konsekwencjami.
                    Nie chcę spekulować na temat jak on będzie wyglądał. Wiem, że się tego boję. Z
                    drugiej strony coraz bardziej skłaniam się do Twojego poglądu, że jest on
                    konieczny, w przeciwnym przypadku choroba może się jeszcze ślimaczyć i
                    ślimaczyć.

                    Pozdrowienia
                • feezyk Moze bardziej sie przylozymy? 09.08.02, 10:54
                  Drogi Tomalka. Tez lubie Twoje posty.
                  Moze jednak przylozymy sie bardziej.

                  Kiedys, dla RYBY zrobilem taka mala tabelke:

                  Bilans platniczy na bazie transakcji (dane z NBP), w
                  mld USD:

                  .............................................1999......2000........Zmiana

                  Saldo obrotow towarowych -15 ......-12.3..... -18%
                  Rachunek biezacy ...............-12.5 ..-10........-20%
                  Eksport.....................................
                  30.........36 ........+20%
                  Import
                  .......................................45.........48
                  .........+7%
                  Ex/Im......................................
                  0.667......0.75 .....+12%


                  Trzeba pamietac, ze w 2000 roku, zlotowka byla slabsza
                  niz w 1999 roku. Co o tym powiesz? Wyraznie widac,
                  ze slaba zlotowka w 2000 roku jest jakos skorelowana z
                  poprawa CA.

                  Dalej: jak wyjasnisz, ze mimo tak wysokich, ponoc,
                  deficytow, prawie nie zmieniaja sie rezerwy
                  walutowe Polski?

                  Dalej: dane NBP pokazuja, ze glowny wklad do wzrostu
                  zadluzenia zagranicznego RP w 1999, 2000 roku mialy
                  kredyty (zwlaszcza handlowe!) dla inwestorow
                  bezposrednich!

                  To przeciez musialo towarzyszyc inwestycjom zagranicznym
                  i szybkiej prywatyzacji! W dodatku, wtedy wlasnie
                  (1998/99) zmieniono sprawozdawczosc, objeto rejestracja
                  poziomu zadluzenia wiecej podmiotow i ten wzrost wpisano
                  po prostu w latach 1998-1999! Toz to zwykla manipulacja!

                  Dalej: trzeba pamietac, ze czesc obecnej poprawy CA
                  zawdzieczamy tylko aprecjacji zlotowki do koszyka walut.
                  Dzieki temu, nominalny PKB w USD wzrosl o 20-25%!
                  To jest jednak poprawa na bardzo slabych podstawach,
                  uzyskana sztucznie.

                  Cena jaka placimy: spowolnienie gospodarcze,
                  bezrobocie, narastanie zadluzenia budzetu jest
                  zbyt wielka, w stosunku do dyskusyjnych sukcesow
                  w ograniczaniu CA, tym bardziej dyskusyjnych, ze
                  po roku 2000 znaczenie FDI, ktore generowalo
                  czesc deficytu CA bardzo spadlo.

                  Pozdrawiam
                  F.

                  • feezyk PS. 09.08.02, 11:18
                    Zarzuciles mi zbyt duza koncentracje na sprawie RPP.
                    Wyjasniam od razu: co do oceny wiekszosci dzialan
                    politykow mamy konsensus. Niemniej, trudno nie
                    zauwazyc, ze obecny rzad ma dosyc waskie pole
                    manewru, prawda? Pisze to bez sympatii dla tego
                    rzadu, ale: 20% bezrobocia, 5% deficytu,
                    1% wzrostu, to nie sa rzeczy, ktore mozna zmienic
                    w ciagu roku.

                    Natomiast, dyskusje na temat RPP sa tak
                    gorace, bo tu jest punkt sporny.
                    Zwolennicy potrafia twierdzic jednoczesnie,
                    ze tlumienie inflacji jest zasluga RPP oraz, ze
                    polityka RPP nie ma wielkiego wplywu na
                    wygenerowanie obecnego kryzysu.
                    Potrafia dostrzec zyski z aprecjacji waluty (moga
                    kupowac taniej), a nie widza tego, ze musza
                    byc i koszta.

                    Wreszcie: M. Friedmann twierdzi, ze zla polityka
                    monetarna FED wywolala Wielka Depresje 1929.
                    A w Polsce, wplyw polityki monetarnej na gospodarke
                    ciagle jest lekcewazony przez srodowiska, ktore
                    sie na Fiedmanna powoluja!
                    Czy to nie swiadczy o tym, ze czytali Friedmanna
                    wybiorczo lub bez zrozumienia?

                    Pozdrawiam
                    F.


                  • Gość: tomalka Re: Moze bardziej sie przylozymy? IP: *.pkobp.pl 09.08.02, 18:43
                    feezyk napisał:

                    > Drogi Tomalka. Tez lubie Twoje posty.
                    > Moze jednak przylozymy sie bardziej.
                    >
                    > Kiedys, dla RYBY zrobilem taka mala tabelke:
                    >
                    > Bilans platniczy na bazie transakcji (dane z NBP), w
                    > mld USD:
                    >
                    > .............................................1999......2000........Zmiana
                    >
                    > Saldo obrotow towarowych -15 ......-12.3..... -18%
                    > Rachunek biezacy ...............-12.5 ..-10........-20%
                    > Eksport.....................................
                    > 30.........36 ........+20%
                    > Import
                    > .......................................45.........48
                    > .........+7%
                    > Ex/Im......................................
                    > 0.667......0.75 .....+12%
                    >
                    >
                    > Trzeba pamietac, ze w 2000 roku, zlotowka byla slabsza
                    > niz w 1999 roku. Co o tym powiesz? Wyraznie widac,
                    > ze slaba zlotowka w 2000 roku jest jakos skorelowana z
                    > poprawa CA.


                    Z tymi kursami to nie jest takie oczywiste. W ciągu 2000 złoty był słabszy do
                    dolara i mocniejszy do euro niż w poprzednim roku. Przy czym rzeczywiście do
                    dolara stracił więcej niż zyskał w stosunku do euro. Zmiany kursu bardziej
                    oddziaływały na hamowanie importu niż wzrost eksportu. Jeżeli przedłużysz swoją
                    tabelkę na rok 2001 to zobaczysz, że w 2001 r. eksport wzrósł o 7,1%, import
                    zaś tylko o 1,3% natomiast złoty był mocniejszy i do euro i do dolara niż rok
                    wcześniej nominalnie (po uwzględnieniu spadającej inflacji realna aprecjacja
                    była dużo większa).
                    Nie twierdzę, że korelacja między kursem i deficytem na rachunku obrotów
                    bieżących będzie zawsze ujemna. Twierdzę tylko, że restrykcyjna polityka RPP w
                    2000 i 2001 miała większe znaczenie dla obrotów z zagranicą niż kurs, co
                    oddaliło niebezpieczeństwo kryzysu walutowego. Podzielam zapewne Twój pogląd,
                    że zostało to osiągnięte zbyt dużym kosztem.

                    > Dalej: jak wyjasnisz, ze mimo tak wysokich, ponoc,
                    > deficytow, prawie nie zmieniaja sie rezerwy
                    > walutowe Polski?

                    To wyjaśniłeś już za mnie, problemów ze sfinansowaniem deficytów nie mieliśmy
                    było ono zapewnione przez przez prywatyzację i FDI, a w późniejszym okresie
                    również przez pożyczki w walutach. Problem w tym, że znaczny wzrost stosunku
                    deficyt/PKB rodził poważne zagrożenie, że to finansowanie skończy się w sposób
                    skokowy. Przy odpowiednio dużej skali paniki rezerwy NBP zmieniłyby się
                    diametralnie w ciągu tygodnia. Przypomnij sobie maj 2000, bodaj wtedy zaczęły
                    się zjazdy na NASDAQ i NBP podał jakieś stosunkowo złe dane o CA - dolar
                    poleciał chyba gdzieś do 4,7. Niebezpieczeństwo istniało.


                    >
                    > Dalej: dane NBP pokazuja, ze glowny wklad do wzrostu
                    > zadluzenia zagranicznego RP w 1999, 2000 roku mialy
                    > kredyty (zwlaszcza handlowe!) dla inwestorow
                    > bezposrednich!
                    >
                    > To przeciez musialo towarzyszyc inwestycjom zagranicznym
                    > i szybkiej prywatyzacji! W dodatku, wtedy wlasnie
                    > (1998/99) zmieniono sprawozdawczosc, objeto rejestracja
                    > poziomu zadluzenia wiecej podmiotow i ten wzrost wpisano
                    > po prostu w latach 1998-1999! Toz to zwykla manipulacja!
                    >

                    Deficyt 4-5% PKB - OK, ale nie 8,5%. Popatrz też jak zachowywały się wówczas
                    należności sektora bankowego od gospodarstw domowych (do Q2 2000 włącznie, dane
                    na koniec kwartałów)
                    q1 1999: 25,2 mld PLN;
                    q4 1999: 36,5 mld PLN;
                    q2 2000: 50,7 mld PLN;
                    q4 2000: 48,1 mld PLN; (można już było spokojnie redukować, tym bardziej, że
                    bezrobocie wzrosło i spadał a należności od podmiotów wzrastały powoli)
                    q4 2001: 55,2 mld PLN

                    > Dalej: trzeba pamietac, ze czesc obecnej poprawy CA
                    > zawdzieczamy tylko aprecjacji zlotowki do koszyka walut.
                    > Dzieki temu, nominalny PKB w USD wzrosl o 20-25%!
                    > To jest jednak poprawa na bardzo slabych podstawach,
                    > uzyskana sztucznie.

                    Zgoda, z małym zastrzeżeniem, do wyliczania CA/PKB bieżemy również kursy
                    średnioroczne.


                    > Cena jaka placimy: spowolnienie gospodarcze,
                    > bezrobocie, narastanie zadluzenia budzetu jest
                    > zbyt wielka, w stosunku do dyskusyjnych sukcesow
                    > w ograniczaniu CA, tym bardziej dyskusyjnych, ze
                    > po roku 2000 znaczenie FDI, ktore generowalo
                    > czesc deficytu CA bardzo spadlo.
                    >

                    Pozdrawiam,
                    tomalka
                    • Gość: ps Re: Moze bardziej sie przylozymy? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 09.08.02, 22:42
                      Tak jeszcze myślę o tym finansowaniu deficytu obrotów bieżących, rzeczywiście
                      napływ inwestycji bezpośrednich był wtedy duży i te prywatyzacje - ale pamiętam
                      jak wszyscy śledzili dane o eksporcie i imporcie, szczególnie w I połowie 2000
                      r., i jak często pojawiało się słowo kryzys. Obserwując to co działo sie w
                      Argentynie i Urugwaju widać, że nagłe odwrócenie sie od waluty krajowej nie
                      musi wcale wiązać się z ucieczką kapitału zagrannicznego. W Argentynie to
                      przecież ludność miejscowa straciła wiarę w peso - chcieli nagle wybrać je z
                      banków i zamienić na dolary.
                  • Gość: RYBA Re: Moze bardziej sie przylozymy? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 09.08.02, 22:40
                    Moze ja teraz zrobie tabelke dla Ciebie:

                    1999 2000
                    Eksport 27 mld USD 31 mld USD
                    Import 45 mld USD 48 mld USD

                    To sa dane GUS, ktore specjalnie poszukalem zeby sprawdzic czy nie chcesz nas
                    oszukac. Dodam ze w 99r kurs USD to 4.09 (srednioroczny) a w 2000 4.34. Jak
                    widzis mimo znacznego spadku kursu nie poprawilo to eksportu.

                    Sprawdzilem inne dane w 2000 roku placa realna wzrosla o 5% a w pierwszym
                    kwartale 2000 roku nominalnie o 14%. Nie wiem skad wziales dane o 20% relanym
                    wzroscie.

                    Mowisz ze brakowalo zlotowek? Srawdzilem dane podaze pieniadza sie caly czas
                    zwiekszala. Ludzie brali kredyty w walucie bo byly lepiej oprocentowane.

                    Pozdrawiam
                    • Gość: BIOLOG Do Ryby IP: *.mtnet.com.pl 10.08.02, 14:52
                      zabawiłeś sę cyframi = dokładnie tak samo jak zrobił NBP w swoim sprawozdaniu.
                      (Abstrahuję od tego czego próbował dowieść Twój rozmówca - odpowiedż to już
                      jego działka)

                      Teza, że te dane są dowodem, że kurs walutowy nie ma wpływu na eksport jest
                      chwytem retorycznym. Nie ma żadnej wartości. Dlatego, że nie piszesz nic o
                      podstawowych Twoim zdaniem determinantach wpływających na eksport i import w
                      tamtym okresie. Być moze okazałoby się po analizie przyczyn i skutków, że gdyby
                      nie nastąpiła ta niby nieistotna zmiana kursu eksport byłby mniejszy np. o
                      połowę. To tak jak teza o zerowym wpływie stóp na wzrost w Japonii i wniosek,
                      iż stopy nie mają na wzrost PKB w każdym kraju przy braku odpowiedzi na pytanie
                      co by się stało gdyby szalaniec podnióśł tam kredyt do 15%.

                      Zastosuj Twoją analizę np. do raportu finansowego WBK. Został przyjęty
                      entuzjastyczie, mimo że w II kwartale 2002 bank zarobił jeżeli pamiętam o 23 %
                      mniej niż w II kwartale 2001 r. Ale rynek wziął patrząc na te cyfry pod uwagę
                      świetny wynik za całe półrocze, kwestie zwrotu podatku w danych porówanwczych i
                      trudną sytuację banków dziś i uznano, że jest to sukces. Gdyby zastosowac Twoją
                      metodę bez zapytania co kryje się za cyframi to WBK jest fatalnym bankiem.


                      Wydaje mi się, że prawidłowa analiza wpływu ruchów kursu walutowego na eksport
                      powinna być dwuetapowa:

                      Etap 1 założenie a'priori, że uwierzenie przz firmy, że będzie trend do 4,3-
                      4,5 zł za dolara z wyjściowego 4,0 powinno zwiększać wolumen eksportu

                      Etap 2 jezeli nie sprawdza się założenie z Etapu 1 szukanie przyczyny dlaczego
                      tak się dzieje. Tu są pytania ile firmy tracą importując podzespoły i
                      technologie, jakie mają realne możliwości zastąpienia tego importu kooperacja w
                      danym kraju, a moze ktoś walczy z nami polityką protekcjonistyczną itd.

                      BIOLOG
                      • Gość: RYBA Re: Do Biologa IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 11.08.02, 10:43
                        Osobiscie uwazam ze kurs nie ma az tak duzego wplywu (jak to niektorzy uwazaja)
                        na wolumen eksportu. Podalem te dane bo one to czesciowo potwierdzaja. Chyba
                        zgodzis sie ze mna ze producenci byli przyzwyczajeni do stopniowej deprecjaji
                        zlotego wzgledem koszyka walut co ulatwialo im zawieranie dlugotrminowych
                        kontraktow. Teraz czyli gdzies od drugiej polowy 2000 roku pojawilo sie ryzyko
                        kursowe. Firmy sobie z tym nie radza bo musza zaczac konkurowac jakoscia a nie
                        tylko cena. Do tego potrzebna jest restrukturyzacja i odnowa majatku trwalego i
                        wtworczego. Brakuje im pieniedzy bo amortyzacje z lat ubieglych "przejadali". W
                        skutek wlasnej niegospodarnosci wiele firm bedzie musialo upasc. Oczyszczajacy
                        charakter cyklow koninkturalnych.

                        W jednym ze swoich postow pokazalem na podstawie danych ze po tych "zyskach"
                        eskporterow w 2000 roku, w 2001 nie nastapil znaczacy wzrost inwestycji a
                        wbudownictwie wrecz spadek.

                        Chyab sie z tym zgadzasz?
                        • Gość: Biolog Nie zgadzam się IP: *.mtnet.com.pl 11.08.02, 15:02

                          Oczywiście, że się nie zgadzam. Ale w sumie zaczynam rozumieć dlaczego można
                          tak myśleć jak Ty i będzie mi łatwiej rozmawiac z takimi osobami

                          Myślę, że Ty akutar popełniasz błąd analizując dane za zbyt krótki okres i
                          myląc skutek z przyczyną.

                          Ryzyko walutowe nie pojawiło się w 2000r. Dla osób śledzących gospodarkę Polski
                          od co najmniej 1997 roku jest widoczny strach przed dolarem np. po 5 zł.
                          Czytałem w jednym z wywiadów, że w tym okresie przybyła misja MWF, która prawie
                          błagała o walkę z nieuchronnym kryzysem. Jeżeli przejrzysz gazety z tamtego w
                          tym również wywiady Balcerowicza zapowiedzi kryzysu nie ma - mieliśmy mieć taki
                          wzrost PKB jak Chiny i mlekiem i miodem płynące rzeki. Każda rozgarnięta istota
                          kupująca mieszkanie na walutowy kredyt miała dygot patrząc na ewolucję
                          wskaźników. Akurat prawie wszyscy moi znajomi w tamym okresie kupowali
                          mieszkania na taki kredyt i mieli niezłego stracha - niepotrzebnie, ale jeszcze
                          byliśmy bardzo naiwni i nie spodziewaliśmy się, że RPP zdecyduje się zdusić
                          wzrost PKB na niewiadomo ile lat i uwzględniając rzeczywisty poziom bezrobocia
                          3,5 - 4 mln ludzi bez pracy (w Polsce uruchomione są skuteczne mechanizmy
                          prawne zmniejszające oficjalny wskaźnik bezrobocia) byle nie dopuścić do
                          gwałtownych (i źle wyglądających w życiorysie), ale oczyszczających gospodarkę
                          wahań walut.

                          W tamym okresie krajowi przedsiębiorcy (myślę o tych nie związanych z kapitałem
                          zachodnim) nie byli przygotowani do aprecjajcji złotówki - ich oczekwiania były
                          dokładnie odwrotny, o czym świadczy casus kontraktów Stoczni Szczecińskiej. Nie
                          wiem kto tam oceniał trendy w zakresie walut, ale to przedsiębiorstwo
                          eksportuje wszystko i sądzę (może naiwnie), że tu akurat starali się być
                          dokładni. Pamiętam też straty jakie poniósł fundusz DWS kiedy inwestował w
                          obligacjie denominowane w USD licząc - oni dokładnie widzieli co sie dzieje w
                          gospodarce, choć nie wiem jak dobrym d.i. jest Bogusz - na dewaluację. Nie
                          dlatego, że byli jej zwolennikami, ale dlatego że była to naturalna reakcja
                          gospodarki na jej óczesne choroby i staranie analizowali dane

                          Sądzono na poziomie przedsiębiorstw, że polityka RPP w zakresie aprecjacji ma
                          charakter tymczasowy, a nie że jest metodą z premedytacją wykorzystaną do
                          obniżenia inflacji mającej wtedy główne źródło w podnoszeniu cen urzędowych i
                          podatków pośrednich i zabijajacej gopodarkę. Myśle, że w mniejszosci były osoby
                          rozumiejącę różnice, że NBP ma dbać o pieniądza, a nie o pieniądza i wzrost
                          gospodarczy. Do dziś trudno mi myśleć o Grabwskim czy Dąbrowskim jako o
                          ludziach mowiących "My nie jesteśmy odpowiedzialni za gospodarkę",

                          Twierdzenie ,że przyczyną kryzysu jest przejadanie zysków przed głupich
                          przedsiębiorców w okresach poprzednich, nieinwestowanie nie jest Twoją
                          obserwacją tego co się działo. To dotyczy kilku trudnych w każdym kraju branż
                          jak hutnictwo i górnictwo, lae nie całej gospodarki. To slogan, bo zawsze można
                          mówić nawet pewnie Intelowi i Microsoftowi - "Za mało inwestujesz, jesteś
                          nienowoczesny" Życzę powodzenia w zakresie dokonywania inwestycji przy takim
                          poziomie stóp procentowych jaki był wtedy, polityce od co namniej 1995
                          promującej import, barierach protektocjonistycznych mądrze stosowanych choćby
                          przez Niemców, ubożeniu Polaków do tego stopnia, że renta 400 zł podwyższa na
                          dużym obszarze Polski statut społeczny o czym Warszawiacy do dziś nie chcą
                          uwierzyć, tego newsu przypisując wyłącznie zwolennikom Leppera albo LPR.
                          To jest zresztą jedna z typowych niekonsekwencji zwolenników wolnego rynku -
                          "Rynek ma zawsze rację" oznacza, że jeżeli zachodzi jakiś proces w gospodarce
                          ma on swoją obiektywną przyczynę - przedsiębiorca w swej masie nie jest ani
                          winien ani niewinny. Kiedy pojawia się sytuacja, że polscy przedsiębiorcy
                          dostają po d..... osoby odpowiedzialne za ogólny klimat inwestycji a w tym
                          gronie bez żadnych wątpliwości Leszek Balcerowicz (o czym przekonasz się
                          czytając podręczniki akademickie z ekonomii za 15-20 lat i wolną od aktualnego
                          polityczego bełkotu wokół tego człowieka ocenę jego decyzji)
                          mówią "Przedsiebiorcy są głupi, rozrzutni i nie znają jezyków"


                          TO odbyło się zupełnie inaczej. Bardzo wielu przedsiębiorców przez długi okres
                          próbowało walczyć z negatywnymi wskaźnikami równiez w zakresie walut i stóp,
                          ale w miarę upłuwu czasu dawali sobie spokój. Im wcześniej rezygnowali z
                          inwestycji tym dziś mają lepszą systuację.

                          Biolog
                          • Gość: citizen Do Biologa IP: *.90.84.149.Dial1.Chicago1.Level3.net 12.08.02, 00:31

                            Chociaz sam nie jestem zawodowym ekonomista, to mysle, ze Pan jest, i to
                            b.dobrym. Prawdopodonie jakby Pan byl na miejscu Balcerowicza, to mnie nie
                            byloby w USA, a w Polsce byloby teraz duzo lepiej.

                            Pozdrowienia
      • feezyk Bledy RPP? - ciag dalszy dyskusji 11.08.02, 21:18
        Wyrazy uszanowania!

        Przede wszystkim, bardzo serdecznie dziekuje za
        znakomite posty polemiczne i te zawierajace
        podobny do mojego punkt widzenia.

        do RYBY (w pierwszej kolejnosci, ze wzgledu
        na podstawowy charakter polemiki - dane):

        1) Podales chyba dane bilansu handlowego na bazie
        platnosci.
        Ja podalem na bazie transakcji (ciekawe, jaka jest
        roznica?). Sprawdzilem jeszcze raz na stronie NBP, moje
        dane sa scisle. Z obydwu zestawow danych wynika,
        ze eksport w 2000 wzrosl:
        na bazie platnosci - o 14%
        na bazie transakcji - o 20%.
        To bardzo duzy wzrost.


        2) Masz racje, ze napisalem blednie.
        Place realne nie wzrosly wtedy o ponad 20%.
        O mniej-wiecej tyle wzrosly jednak place
        (wraz z pochodnymi) i emerytury wyrazone w Euro
        (wzrost nominalny plac 1999, Q1 2000, aprecjacja
        zlotego).

        Pomijajac ten istotny moj blad terminologiczny,
        wlasnie ten wskaznik (placa za godzine w EU)
        decyduje o konkurencyjnosci polskiego pracownika
        na najwazniejszym dla nas rynku europejskim.
        Reszta argumentu idzie, jak byla.


        3) Podaz pieniadza musi rosnac, jesli
        gospodarka sie rozwija i sa pewne oczekiwania
        inflacyjne (oparte na celu inflacyjnym NBP).
        Pytanie, czy rosla wystarczajaco szybko dla potrzeb
        szybko rosnacej gospodarki. Moze mozesz podac dane,
        wraz z ich interpretacja?

        Napisales:

        "Ludzie brali kredyty w walucie bo byly lepiej
        oprocentowane."

        Dzieki za podpowiedz!
        A dlaczego byly lepiej oprocentowane?
        Bo oprocentowanie kredytow NBP ustalil
        na poziomie zaporowym i bardziej oplacalo
        sie poniesc ryzyko kursowe na CHF np.,
        mimo, bylo i jest duze.


        do tomalki:

        W sumie, bardziej sie zgadzamy, niz nie zgadzamy.

        Masz racje, wolumen eksportu w 2001 roku nadal
        przyzwoicie rosl, mimo bardzo niekorzystnego kursu.
        Tu zadzialal korzystnie stlumiony popyt wewnetrzny
        i (spekuluje) korzystne ceny, ktore zaproponowaly swoim
        partnerom polskie firmy, na bazie kursow wymiany z 2000
        roku i oczekiwan dalszej deprecjacji zlotowki.
        Nieoczekiwana aprecjacja Euro pod koniec 2000 roku
        zmusila eksporterow do:
        - zwolnien
        - zaniechania inwestycji
        - pozbawila ich zysku (zyski przedsiebiorstw netto
        w 2001 roku sa 0.2% obrotu, oprocz tych, co padly).

        Zobacz tez, co ludzie sadzili o kursach w 2000 roku:
        www.businessweek.com/2000/00_18/b3679193.htm
        Jak slusznie pisze Biolog, przedsiebiorstwa oczekiwaly
        w 2000 roku dalszego oslabiania sie zlotowki, zamiast
        tego przyszlo spektakularne umocnienie (Euro, swoja
        droga, tez dalo popalic). Dlaczego przyszlo umocnienie?
        Bo rynki uznaly, ze nie ma juz zagrozenia kryzysem
        walutowym oraz inflacja! RPP zas tego nie wyczula
        pod koniec 2000 roku (kiedy LB zastapil HGW) i
        utrzymywala
        bardzo wysokie stopy! Twoje dane o kredytach wskazuja
        wyraznie: przedwczesna obnizka stop w 1998 roku i
        zbyt wolne lagodzenie polityki monetarnej od konca
        2000 roku, poczynajac. Po prostu, rynki ocenily, ze
        nie ma juz ryzyka, a RPP nadal oceniala, ze jest.
        Niestety, do dzis daja sobie margines 2-3% zapasu
        przy ustalaniu stop.

        Masz takze racje, ze powazni inwestorzy budujacy
        fabryki, nie uciekliby z Polski przy znacznym
        oslabieniu zlotowki i prosperujacej gospodarce.
        Euro oslablo do USD o 30% (1999-> 2001, i co?).


        do Pana JOrla.

        Nie odnosze sie do Pana hipotezy o celowym
        zawyzaniu kursu zlotowki i rozdawaniu pieniedzy
        przez Zachod, bo to tak powazne odejscie od mojego
        punktu widzenia, ze potrzebuje czasu, zeby to
        przemyslec. Niechybnie jednak odpowiem w przeciagu
        tygodnia.

        Tylko ad vocem: tak, to naplyw inwestycji, w tym
        tych do bankow, z przeznaczeniem na kredyty, mialo
        wielki wplyw na aprecjacje zlotowki. Czy jest to
        zjawisko
        pozytywne czy negatywne (ten naplyw) to inna
        historia.

        W ramach mojego punktu widzenia:
        Ekspansje kredytowa bankow wyhamowano w polowie
        2000 roku, prosze spojrzec na post tomalki. Potem, nie
        bylo
        juz ryzyka kryzysu walutowego, zaczynal sie kryzys
        gospodarczy i mozna bylo znacznie szybciej obnizac
        stopy NBP. To pozwoliloby uniknac aprecjacji zlotowki
        i zmniejszysloby glebokosc dzisiejszego kryzysu
        gospodarczego.

        do Biologa: wyglada na to, ze sie zgadzamy.


        Pytania do wszystkich:
        1) czy polityka RPP 2000,2001,2002 okazala
        sie trafna? Jesli nie, to gdzie bylo zle?
        2) Jakie stopy procentowe powinny obowiazywac
        wedlug Was w Polsce po sierpniu 2002 roku?
        3) Czy Polska wyjdzie w 2003 roku z kryzysu
        gospodarczego? Pod jakimi warunkami?


        Bardzo serdeczne pozdrowienia dla wszystkich!
        F.





        • feezyk Artykul w Business Week 11.08.02, 22:13
          Link, ktory podalem
          www.businessweek.com/2000/00_18/b3679193.htm
          jest, jak zauwazylem, do diagramu.

          Trzeba kliknac:

          Return to main story

          Pozdrawiam
          F.
    • Gość: ula Re: Dla zwolennikow Balcerowicza-polecam IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 07.08.02, 23:26
      Podziwiam wytrwałość i zaciętość dyskutantów.Nawet urlopów nie biorą.A pogoda
      taka piękna.
      Wpadłam na forum,aby oznajmić,że żyję i mam się dobrze ku pokrzepieniu moich
      zwolenników i zmartwieniu zwolenników zgnojenia złotówki z MACIEJEM,Miśkiem i
      Fizykiem na czele.
      Tym ostatnim radzę wziąć się do pracy,a nie dzień i noc spędzać przy
      komputerze.Nie liczcie na łatwy zarobek poprzez wzrost wartości Waszych dolców.
      Stopy % nie będą obniżane i złotówka będzie mocna dopóki Komuchy nie zaczną
      zmieniać struktury budżetu i obniżać deficytu.O tym również mówił prof.Nuti,a
      czego jak prostaki nie zauważacie i klepiecie w kółko o drukowaniu złotówek
      dla "uszczęśliwienia" 40 milinowego narodu.
      Do zobaczenia w końcu sierpnia chyba,że pogoda się wcześniej popsuje.
      • feezyk Do uli 07.08.02, 23:42
        Ula,

        Twoja obecnosc na forum mnie ani ziebi ani grzeje.
        W toku naszych dlugich utarczek zauwazylem jednak,
        ze uwielbiasz mnie obrazac, na co chyba jeszcze
        nigdy w podobny sposob nie odpowiedzialem.

        To jednak glupstwo, w porownaniu z tym, jak
        monotonna i nieciekawa w kwestaich merytorycznych
        jest dla mnie Twoja pisanina. Do tej pory, Twoja
        zlosliwosc
        mi to kompensowala, ale ostatnio i ona jest coraz nizszej
        proby.

        Po co mam dyskutowac z kims tak nieciekawym?
        Wiecej juz nie bede.

        Milych wakacji
        F.
        • Gość: MACIEJ Re: Do uli. ZADLO WSTYDU IP: *.ny325.east.verizon.net 08.08.02, 05:39
          feezyk napisał:

          > Ula,
          >
          > Twoja obecnosc na forum mnie ani ziebi ani grzeje.
          > W toku naszych dlugich utarczek zauwazylem jednak,
          > ze uwielbiasz mnie obrazac, na co chyba jeszcze
          > nigdy w podobny sposob nie odpowiedzialem.
          >
          > To jednak glupstwo, w porownaniu z tym, jak
          > monotonna i nieciekawa w kwestaich merytorycznych
          > jest dla mnie Twoja pisanina. Do tej pory, Twoja
          > zlosliwosc
          > mi to kompensowala, ale ostatnio i ona jest coraz nizszej
          > proby.
          >
          > Po co mam dyskutowac z kims tak nieciekawym?
          > Wiecej juz nie bede.
          >
          > Milych wakacji
          > F.

          To juz kaplica dla ciebie ula.
          To jest gorsze niz klatwa.
          Juz lepiej zebys nogi polamala w czasie ulewnych wakacji niz zadarla z F.
          Musze szczerze przyznac ze ci wspolczuje.
          Juz widze na tobie te objawy:
          kolatanie serca,pocenie sie rak,uczucie goraca,rumieniec na twarzy,plonace
          poliki,czerwieniace sie uszy.
          A nawet szyja.
          Kazdemu moze sie zdarzyc potkniecie-doslowne,towarzyskie,obyczajowe.
          Pol biedy ,jesli nikt tego nie widzi.
          Gorzej gdy zdarza sie w miejscu publicznym,wsrod anonimowego tlumu ludzi.
          A najgorzej,jesli podczas wystepu na akademii ku czci..,koncercie lub przyjeciu.
          Ze o forum gospodarka juz nie wspomne.
          Czujemy sie wtedy
          zawstydzeni,zazenowani,skrepowani,zmieszani,speszeni,zaambarasowani,zaklopotani,
          skonsternowani,skonfudowani,zdeprymowani....slowniki maja jeszcze wiecej
          okreslen,ale chodzi o to samo.
          Takich objawow nie maja ani lek,ani zlosc,ani zazdrosc.
          Wstyd przejawia sie identycznie we wszystkich nawet bardzo egzotycznych
          kulturach i ZAWSZE JEST REAKCJA NA POCZUCIE NIEDOSTOSOWANIA DO NORM SPOLECZNYCH.
          Shame on You ula.
        • Gość: ula Re: Do uli IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 08.08.02, 15:20
          Chyba Fizyk nie jesteś tak zaślepiony abyś nie zauważył,że z Wami tzn.z
          MACIEJEM,Miśkiem i Tobą ja już dawno przestałam dyskutować.Czy ja używam
          zwrotów "do MACIEJA,Miśka czy Fizyka"?.To Wy ciągle przywołujecie mój nick.
          Fałszujecie dane gospodarcze,dobieracie ich tendencyjnie,zawsze musicie mieć
          racje,a kto uważa inaczej to jest dureń i zostaje wyśmiany.Nie umiecie
          przegrywać.Na rzeczowe argumenty dawersarza macie tylko wycieczki osobiste w
          postaci wieku,rodzaju szkoły, miejsca zamieszkania czy ortografi i prostackie
          skwitowanie"piszesz banały".W tej sytuacji próba przekonania Was do
          czegokolwiek to syzyfowa praca,a ja jestem człowiekiem czynu,a nie
          siusiumajtkiem.[Już widzę tytuł postu autorstwa czubka MACIEJA].
          Ja piszę do tych co są otwarci na świat i ludzi oraz zostali dobrze wychowani,a
          tych jest większość na tym forum.
          Jeżeli chodzi o Ciebie Fizyk to rzeczywiście różnisz się zasadniczo od swoich
          kumpli w jednym,ale ważnym punkcie.Raczej nie ubliżasz swoim dawersarzom,ale
          czasami Cię ponosi.Świadczy Twoje zachowanie w stosunku do RYBY kiedy udowodnił
          Ci Twoje matactwo.Mój główny zarzut do Ciebie to to,że jesteś jednowymiarowy
          [tylko stopy mogą zbawić Polskę],nie umiesz przegrywać,manipulujesz danymi na
          czym kilka razy przyłapałam Cię i,że dajesz poniżać się nie mnie,ale temu
          czubkowi MACIEJOWI.On ciągle powtarza kiedy napiszesz coś co Jemu
          odpowiada."Fizyk to moja szkoła słuchaj mnie dalej".Oczywiście to jest
          oszczerstwo.Niestety nie spotkało to się z Twojej strony z żadną reakcją.Nie
          napiszę jak takich ludzi,a zwłaszcza mężczyzn nazywają kobiety.Nie napiszę bo
          będę zbyt złośliwa.Dodam tylko puentę:
          Kto się z kim zadaje takim się staje.Aby odciąć się od złego towarzystwa trzeba
          odwagi.Jeżeli takiej cechy nie posiada osobnik płci męskiej to utrata takiego
          towarzystwa jest dla mnie małą stratą.Cenię mężczyzn mądrych,ale odważnych.
          • Gość: MACIEJ Re: Do uli IP: *.ny325.east.verizon.net 08.08.02, 17:21
            Gość portalu: ula napisał(a):

            > Chyba Fizyk nie jesteś tak zaślepiony abyś nie zauważył,że z Wami tzn.z
            > MACIEJEM,Miśkiem i Tobą ja już dawno przestałam dyskutować.

            To do kogo jest ten twoj post ula?
            Przeciez F. juz na ciebie lache polozyl.


            > przegrywać.Na rzeczowe argumenty dawersarza macie tylko wycieczki osobiste w
            > postaci wieku,rodzaju szkoły, miejsca zamieszkania czy ortografi i prostackie
            > skwitowanie"piszesz banały".

            Te wycieczki osobiste maja o tyle sens,ze ortografii uczysz sie w podstawowce i
            szk.sredniej a ekonomii na studiach.
            Czyli jak robisz bledy ortograficzne-to tym samym nie mozesz miec zadnego
            pojecia o ekonomii.
            Identycznie jest z miejscem zamieszkania.
            Tak sie sklada ze najmadrzejsi sa najbogatsi i mieszkaja w Warszawie.
            Jezdzilas po swiecie,swiat ten przeszczep odrzucil i mieszkasz tam gdzie
            powinnas,na zabitej dechami prowincji i taka wlasnie prezentujesz umyslowosc.


            > W tej sytuacji próba przekonania Was do
            > czegokolwiek to syzyfowa praca,a ja jestem człowiekiem czynu,a nie
            > siusiumajtkiem.

            Pojecia nie mam ,jak to masz zamiar udowodnic.




            > Jeżeli chodzi o Ciebie Fizyk to rzeczywiście różnisz się zasadniczo od swoich
            > kumpli w jednym,ale ważnym punkcie.Raczej nie ubliżasz swoim dawersarzom

            Juz drugi raz wystawiasz moje nerwy na probe z "dawersarzom"


            > Nie
            > napiszę jak takich ludzi,a zwłaszcza mężczyzn nazywają kobiety.Nie napiszę bo
            > będę zbyt złośliwa.Dodam tylko puentę:
            > Kto się z kim zadaje takim się staje.Aby odciąć się od złego towarzystwa
            trzeba
            >
            > odwagi.

            I on sie wlasnie od ciebie odcial.


            > Jeżeli takiej cechy nie posiada osobnik płci męskiej to utrata takiego
            > towarzystwa jest dla mnie małą stratą.Cenię mężczyzn mądrych,ale odważnych.

            Jestem pewien ula ,ze F. jest szczesliwy w swoim obecnym zwiazku.
      • Gość: x-ray x-ray wyłącznie do Uli IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 08.08.02, 21:49
        Rozmawiasz jeszcze z tymi baranami?
        • Gość: MACIEJ Re: x-ray wyłącznie do Uli IP: *.ny325.east.verizon.net 09.08.02, 08:18
          Gość portalu: x-ray napisał(a):

          > Rozmawiasz jeszcze z tymi baranami?

          Wlasnie na chwile przerwala,zeby sie tutaj wpisac,ale juz niedlugo znajdzie dla
          ciebie wiecej czasu.
    • Gość: Tomasz Jak zreformować RPP? IP: *.ibch.poznan.pl 08.08.02, 11:32
      Radę Polityki Pieniężnej należy zreformować wprowadzając zakaz obejmowania przez pięć lat posad w
      instytucjach finansowych i bankach komercyjnych. Pozwoliłoby to uniknąć posądzeń o działania w
      interesie tych instytucji, w sytuacji gdy dochodzi do sprzeczności interesów pomiędzy nimi a skarbem
      państwa.
      Daję przykłady wątpliwych etycznie awansów pp. Hanny Gronkiewicz-Waltz i Jana Krzysztofa Bieleckiego.
      Rezygnacja ze stanowiska przewodniczącego banku centralnego w trakcie kadencji na rzecz instytucji
      komercyjnej jest możliwa tylko w "republice bananowej", w porządnym kraju jest nie do pomyślenia. W
      Polsce panią Hanię się hołubi i wszyscy jej zazdroszczą kariery, podczas gdy powinna być pariasem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka