krzysiek.wa_wa
25.11.02, 18:42
Czytałem opinie "ekspertów", że dobrze się dzieje, że
prezesi, dyrektorzy i menedżerzy utrzymują swoje
wysokie zarobki (a nawet jeśli dostają podwyżki)
w czasie recesji, bo oni zwalniając pracowników lub
tnąc im zarobki "ratują kondycję finansową firmy".
Mnie zaś przypomniała się zasada znana na giełdzie
papierów wartościowych:
"TO CO JEST DOBRE DLA JEDNEGO GRACZA, NIE JEST DOBRE
DLA CAŁEJ GIEŁDY".
Znaczy to, że jeśli jeden gracz na giełdzie dokona
trafnej inwestycji, to dobrze na tym zarobi, zaś jeśli
cała giełda dokona takiego samego manewru, to nikt na
tym nie zyska.
Analogicznie do sytuacji firm: jeśli jedna firma
zwolni część pracowników, to na tym zyska na kosztach
płac podnosząc swoją konkurencyjność wobec firm, które
tych zwolnień nie dokonały. Natomiast jeśli wszystkie
firmy w kraju zwolnią taki sam procent pracowników,
to... żadna firma na tym nie zyska, bo spadną im nie
tylko koszty... ale i POPYT NA RYNKU TEŻ SPADNIE,
spowodowany utratą zarobków przez masy pracowników,
którzy przecież są także KONSUMENTAMI generującymi
popyt.
A to znaczy SPADEK WPŁYWÓW i sytuacja w firmach wraca
do punktu wyjścia (czyli znowu trzeba zwalniać). I tak
w kółko. I tak w kółko.
A dyrektorzy utrzymują swoje wysokie, nieadekwatne do
spadku zysków wynagrodzenie, albo co gorsza dostają
jeszcze podwyżki, pogarszając tym samym i tak słabą
kondycję firmy.
Wiem, że brzmi to jak herezja, wiem że nie ma po co
pytać się ekspertów, co myślą o herezjach (i
heretykach), więc chciałem się zapytać was
internautów, co o tym myślicie.