22.02.02, 16:57
Byłyby to może dość sympatyczne ptaki, gdyby nie to, że przez nie mój balkon
wygląda jak... obora. Żebym nie wiem, jak się starał, sadził kwiaty, czyścił
skrzynki i terakotę, przepędzał gołębie, to i tak po niedługim czasie efekt
jest taki, że na zaświniony przez nie balkon i parapety nawet nie chcę patrzeć.
Co robić? Walczę już z nimi trzy lata i nic! W tej chwili, po zimie, efekt jest
naprawdę opłakany! Robert
Obserwuj wątek
    • jerzy.wozniak Re: GOŁĘBIE 23.02.02, 20:34
      No to teraz Panie od ptaków mnie ubiją!
      Jestem bowiem zdecydowanym przeciwnikiem gołębi miejskich. Głownie, dlatego że
      ich populacja nie ma nic wspólnego z przyrodą jako taką, a brak naturalnych
      wrogów doprowadził do degeneracji całej ich populacji. Po pierwsze ich odchody
      i obecność to nie tylko rzekłbym delikatnie brak estetyki, ale głownie źródło
      niezliczonej ilości chorób i pasożytów. Wysuszone odchody są roznoszone przez
      wiatr i powodują wiele infekcji dróg oddechowych. Są również nosicielami bardzo
      groźnych roztoczy wielkości pluskwy, które pija krew nie tylko gołębi ale
      również ludzi. Jeśli zagnieżdżą się wam w domu to ich likwidacja jest walką na
      długie miesiące.
      Niestety nie znam metody, (bezkrwawej) na pozbycie się intruzów. Pewną
      skutecznością cieszą się wizerunki ptaków drapieżnych w locie naklejane na
      okna. Większość gołębi boi się takich nalepek, ale niestety szybko się do nich
      przyzwyczajają. Stosowane są również modele sylwetek ptaków drapieżnych (
      najczęściej jastrzębia) które umieszcza się pod sufitem balkonu. Ruszając się
      na wietrze skutecznie przez dłuższy czas odstraszają te śmieciuchy od naszych
      mieszkań. Na koniec uwaga dla ekologów. Gołąb ten pochodzi od gołębia skalnego
      żyjącego po południowej stronie Alp. W miastach żyją wyłącznie formy pochodzące
      od gołębi domowych które po kilku pokoleniach wracają do formy wyjściowej. Jest
      to gatunek niezwykle przedsiębiorczy, mniej płochliwy i znoszący nawet
      najgorsze pożywienie i właśnie te cechy zadecydowały że w miastach rzadko
      spotykamy inne gatunki gołębi tak zwanych leśnych.
      Niestety populacji tych ptaków nikt nie ogranicza z powodu glosuj tzw. Ekologów
      nie odróżniających gatunków zawleczonych przez człowieka od prawdziwej
      przyrody. Stad jeszcze przez wiele lat będą one plagą naszych miast niszcząc
      nie tylko nasze budynki, ale i zdrowie.
      Ja nie mam problemu z głębiami, po prostu na Ursynowie jest ich niewiele –
      dlatego że większość mieszkańców przegania je ze swych balkonów i nie mogą się
      tam rozmnażać. Nie wysypują również bułeczek dla ptaszków, które później
      wracają w postaci sraczki na ich balkony. Wychodzą ze słusznego założenia, że
      balkony buduje się do wypoczynku a nie na sralnie dla zdziczałych kreatur z
      powykręcanymi nogami. Przyjrzyjcie się nogom gołębi! Reszty nie muszę tłumaczyć!
      Jurek
      • uwazna Re: GOŁĘBIE 23.02.02, 22:48
        No formalnie mnie zatkało. Dawno nie czytałam listu, w którym byłoby tyle jadu
        i nienawiści. I jeszcze ta teoria spiskowa na temat niezliczonych chorób! Na
        szczęście większość ludzi lubi te ptaki. Ja oczywiście też.
        • jerzy.wozniak Re: GOŁĘBIE 25.02.02, 23:01
          Dla uważnej, ale chyba mało czytającej!
          Oto niektóre dodatki do gołębi
          gruźlica, toksoplazmoza, roztocza obrzeżki - pluskwa przy nich do nic!, oraz
          nieco drobniejszych pasożytów układu pokarmowego jak np. węgorki.
          Co do jadu to nie widzę nic złego w pisaniu prawdy. Oprócz tego za ten stan
          jesteśmy odpowiedzialni my ludzie. Gołąb skalny w naturze jest normalnym
          zdrowym ptakiem, a chore osobniki wybijają drapieżniki jak to w naturze bywa.
          No cóż zawsze potrafimy być najmądrzejsi!
          Szkoda że nie żałuje Pani gołębia wędrownego Czytała Pani o nim? To był dziko
          żyjący ptak, stada liczyły dziesiątki milionów osobników i przesłaniały słońce
          tak że robiło się ciemno. Wybito go w ciągu bardzo krótkiego czasu. Tego ptaka
          mi żal, bo był elementem przyrody, gołębie miejskie są elementem głupoty
          (ludzkiej).
          Jerzy Woźniak
          • uwazna Re: GOŁĘBIE 26.02.02, 11:56
            Życzę Panu, żeby Pan czytał co najmniej tyle, ile ja. Ornitologią zajmuję się
            od wielu lat i doskonale wiem, że gołębie, tak jak i wszystkie inne zwierzęta,
            chorują. Do Pana listy mogę jeszcze dodać ornitozę, aspergilozę i pewnie wiele
            innych, ale to nie znaczy, że te choroby z upodobaniem przenoszą się na
            człowieka. Ja i moja rodzina pomagaliśmy wielu chorym gołębiom i nigdy niczym
            nie zaraziliśmy się, chociaż nie jesteśmy okazami zdrowia. Znam kilku hodowców
            gołębi, które im czasami chorują i też nigdy niczym się nie zarazili.
            Oczywiście to nie znaczy, że zakażenia sie nie zdarzają, ale nie jest to skala
            upoważniająca do paniki. Gołębie miejskie, wbrew temu co Pan twierdzi, mają
            wielu wrogów: samochody, spaliny bardzo skondensowane na poziomie bytowania
            ptaków, czyli przy ziemi, sól na chodnikach, bardzo zanieczyszczone, czasem
            wręcz zatrute pożywienie, choroby zwłaszcza wieku młodzieńczego. Do tego
            dochodzi brak miejsc do gniazdowania - współcześnie budowane bloki mają
            specjalnie projektowaną "antyptasią" architekturę. To wszystko sprawia, że
            wcale nie mają łatwego życia i raczej nie należy spodziewać się wzrostu ich
            liczebności. Sugestia, że należałoby wyeliminować je z krajobrazu jako
            zwierzęta sztucznie wprowadzone, nasuwa myśl: a co z psami? To też nie jest
            twór natury, też chorują i często mają koszmarne życie. Tylko, że ja nie dzielę
            zwierząt na lepsze i gorsze. Wszystkie chcą żyć. Powinniśmy starać się naprawić
            to, co sami żeśmy spaprali, ale nie metodą eskterminacji.
            Pana wypowiedź na temat gołębi wędrownych jest jakby nie na temat. Tak się
            składa, że znam ich historię podobnie jak historię wielu innych gatunków, które
            wyginęły chociażby na terytorium Polski, jak strepet, drop, czy ustępujący w
            tej chwili głuszec.
            Ma Pan irytującą skłonność do uważania ludzi za głupszych od siebie, ale jeżeli
            Pana wiedza jest równie dokładna jak ta, którą zaprezentował Pan w wątku o
            storczykach (238), to nie zazdroszczę. Ja i wielu moich znajomych z powodzeniem
            hodujemy orchidee w warunkach domowych i gdybyśmy wierzyli we wszystko, co Pan
            tam napisał, to pewnie stracilibyśmy nasze kolekcje. A niektórzy z nas mają
            naprawdę imponujące zbiory.
            Wiem, że nikt nie jest nieomylny. Sama ciągle się uczę i bywa, że doskwiera mi
            niewiedza. Mam jednak ten komfort, że nie jestem ekspertem...
            Pozdrawiam
            Uważna
        • pan_pndzelek He he uważna przestała pisać na forum. 26.09.02, 21:13
          He he uważna przestała pisać na forum. Przestała uważać i ją zeżarło jakieś
          roztocze z gołąbka jej ukochanego. Brrr zasrańce paskudne...
          _______________________________________
          >>>---
          • antares777 Re: He he uważna przestała pisać na forum. 27.09.02, 01:11
            Całe szczęście że pan_kutasik jest czujny i dopilnuje co trzeba.
            A ten pndzelek to z gołębich ogonków, prawda?
            • pan_pndzelek Re: He he uważna przestała pisać na forum. 13.10.02, 22:20
              Ulżyło głupku?
              _______________________________________
              ...i w Paryżu nie zrobią z owsa ryżu...
              >>>---
      • joola_m Re: GOŁĘBIE 25.02.02, 14:35
        ......cudowne!!!! (choc golębi mi zal)
      • mwm Re: GOŁĘBIE 01.05.02, 21:25
        Tym, ktorzy nadal bronia golebi (brrr) polecam ciekawa strone o chorobach
        przenoszonych przez te szczury powietrza:
        www.stopptak.com.pl/polversion/choroby.htm
        Trafilam na nia szukajac kolejnych sposobow zabezpieczenia balkonu przed
        golebiami.
        Pozdrawiam wszystkich, ktorzy rozumieja ten problem - Malgosia
    • uwazna Re: GOŁĘBIE 23.02.02, 23:01
      robert.m napisał(a):

      > Byłyby to może dość sympatyczne ptaki, gdyby nie to, że przez nie mój balkon
      > wygląda jak... obora. Żebym nie wiem, jak się starał, sadził kwiaty, czyścił
      > skrzynki i terakotę, przepędzał gołębie, to i tak po niedługim czasie efekt
      > jest taki, że na zaświniony przez nie balkon i parapety nawet nie chcę patrzeć.
      >
      > Co robić? Walczę już z nimi trzy lata i nic! W tej chwili, po zimie, efekt jest
      >
      > naprawdę opłakany! Robert

      Panie Robercie,
      U mnie sprawa rozwiązała się sama od momentu, gdy przygarnęłam do domu kota. Sam
      fakt, że czasami kot wychodzi na balkon, spowodował, że gołębie, chętnie kiedyś
      tu przylatujące, zaczęły tego miejsca unikać. Są to bowiem inteligentne ptaki,
      które dobrze wiedzą, gdzie może być niebezpiecznie. Jeżeli balkon jest wysoko, to
      trzeba go tak zabezpieczyć, aby kot z niego nie wypadł np. w pogoni za ptaszkiem
      lub motylem. Oczywiście, jeżeli zechce pan sobie sprawić kota.
      Pozdrawiam.

      • ptasiara_katula Re: GOŁĘBIE 24.02.02, 08:37
        Witam wszystkich bardzo serdecznie
        Po kolei
        Jurku z mojej strony nic Ci nie grozi
        Zdaję sobie sprawę z tego, ile kłopotu mogą sprawić gołębie zalatujące na balkon w ilościach kilkudziesięciu osobników
        Zdaję sobie sprawę z tego, że miejskie gołebie są bardzo schorowane i roznoszą różne paskudztwa
        Rzeczywiście bardzo dobrym rozwiązaniem problemu będzie kot, gdyż to właśnie koty są jednymi z nielicznych naturalnych wrogów gołebi miejskich
        Pewną pomocą służą pustułki, ale tylkow w stosunku do młodych gołebi. Na szczęście w Polkowicach pustułki mają się dobrze.
        Boli mni krzywda każdego zwierzęcia, ale trzeba wiedzieć gdzie leży równowaga.
        Otóż pewnego dnia rano, w ogródku w mojej firmie z krzaków dochodziło przeraźliwe kwilenie wręcz płacz czegoś męczonego przez kota.
        W trakcie błyskawicznej interwencji okazało się, że kocur męczy młodziutkiego gołebia. Kot został przegoniony, gołąb umieszczony w bezpiecznym miejscu, a nstępnie moja koleżanka stwierdziła, że weźmie go na kurację do domu.
        Gołebiem zaopiekował się jej syn, gołąb pozbierał się, wydawało się że dochodzi do siebie, ale było to złudne. Po bardzo krókim czasie zdechł, na rękach syna, a na łbie gołebia wciągu nocy zrobiła się paskudna rana . Chłopak był nie samowicie roztrzęsiony faktem, że pomimo jego wzorowej opieki, ptak skonał na jego rękach.
        I teraz apropo równowagi
        Gołąb poza tym, że był skaleczony przez kocura, był chory. Inaczej rana na łbie nie zrobiłaby się taka paskudna.Ewidetnie była zainfekowana. Chłopakopiekował się nim w swoim pokoju, nosił go na rękach, karmił , poił. Dobrze, żesię przy tym nie skaleczył.
        Trzeba było zaufać naturze i kocurowi. Zdrowy osobnik, anwet młody powinien był dać sobie radę.

        I jeszcze o gołebiach miejskich
        Ci, których ptasie wątki natym forum intersują choć troche , wiedzą, że ptaki są moją wielką pasją, ale wiedza też, że moja psja pjawiła się w momencie zamieszkania na wsi.
        Wczesniej, w moich miejskich czasach najczęściej widziałam gołębie z rachitycznie powykręcanymi nogami i brudne i niezaradne i osowiałe nie bojące się ludzi. Nie powiem, że odwracałam się ze wstrętem, nie, było i jest mi żal tych ptasząt.
        Ale wiem jaki jest stosunek większości ludzi do ptaków w najbliższym otoczeniu, którzy swoją wiedzę opeirają tylko i wyłącznie na ogromnych stadach tychże miejskich gołebi, a reszta, której się nie przyglądają to albo wróble albo wrony.
        Owszem miałam to szczęscie, że udało mi się zobaczyć w mieście i siniaka, i grzywacza i turkawkę.
        Ale dopiero na wsi odkryłam prawdzie piękno tych ptaków, hodowanych przez sąsiada.
        A jak niesamowicie wzruszające były ich powroty jak sąsiad umarł?
        Oddane komuś innemu wracały, wracały i wracały...

        Pozdrawiam
        Katula Zwariowana Ptasiara



        • jerzy.wozniak Re: GOŁĘBIE 25.02.02, 23:09

          Dzięki Katula!
          Cudowny przykład, gdy miłość do zwierząt nie przesłania rozumu. Tak właśnie
          powinno być!!!
          Mnie też żal miejskich gołębi, ale bardziej mi żal tych dziesiątków tysięcy
          młodych piskląt, które kotki zagryzają w Warszawskich parkach i działkach!
          Każdy element obcy wprowadzony do naturalnego środowiska może stać się nie
          tylko plagą, ale potwornym nieszczęściem.
          Takich przykładów można podąć dziesiątki! Niektóre to prawdziwe klęski
          ekologiczne spowodowane przez sympatyczne zwierzęta domowe. Całe szczęście, że
          biolodzy wielu krajów walcząc o rodzimą przyrodę wybujają przybyszy do nogi -
          niestety to jedyna rada!


          • piasia Re: GOŁĘBIE 26.02.02, 08:25
            Ja trochę obok tematu, chociaż tez o gołębiach.

            Gołębie są stawiane za wzór (kochają się jak dwa gołąbki) a ja czytałam kiedyś,
            że to, co wyprawia się w gołębniku, to czysty horror.
            Rodzinki leją się między sobą i z sąsiadami, walczą o lepsze miejsce, kradną co
            się da, podglądają nawzajem i dokuczają ile tylko mogą. Jak ostatnie menele w
            jakiejś norze na przedmieściach.

            Ile w tym prawdy? Oczywiście jeśli wziąć pod uwagę, że gołębnik byl przestronny
            a jedzenia pod dostatkiem?
            Jeśli istotnie tak jest, to powiedzonko o gołąbkach należy uzupełnić:

            Kochają się jak dwa gołąbki, on ją gruch, ona go gruch...
            • jerzy.wozniak Re: GOŁĘBIE 01.03.02, 19:31



              Witam ponownie miłośników gołębia skalnego!
              Oczywiście, że o kochających się gołębiach to bzdura. Są to bardzo wojownicze
              ptaki i walczą do upadłego o swój rewir. Dlatego tak trudno wywalić je z
              balkonu. TO już ich balkon!
              Stare ptaki zadzióbują pisklęta sąsiadom, aby w tym miejscu założyć swoje
              gniazdo.itd. Tak naprawdę Gołąb skalny może być z powodzeniem stawiony za wzór
              ptaka chuligana.
              TU UWAGA! to że tak się zachowuje to nie znaczy że mamy nim gardzić! Zwierzęta
              to nie ludzie i ich zachowania nie wynikają z okrucieństwa tylko z wrodzonych
              nawyków służących do podtrzymania gatunku. Stad sowa wcale nie jest mądra,
              żuraw to kretyn w porównaniu z krukiem itd. Niestety ludzie zwykli przypisywać
              swoje cechy zwierzętom na podstawie mylnych i źle interpretowanych zachowań.
              Stąd w literaturze nawet popularno naukowej do dziś pokutują schematy nie
              mające nic wspólnego z rzeczywistością.!
              Ja zaś nawet gdyby gołębie rozrywały inne ptaki w powietrzu będę miał do nich
              taki sam stosunek – czyli jest ich mi szkoda bo jako gatunek znalazły się z
              winy człowieka tam gdzie ich być nie powinno. W tej sytuacji męczą się i ptaki
              i ludzie. Ptaków mi żal, a ludziom dobrze tak! Trzeba było, aby wasi dziadowie
              uważali na lekcjach przyrody z geografią.
              Pozdrowienia,
              Jurek
    • robert.m Re: GOŁĘBIE 27.02.02, 16:52
      DZięki za rady. Ci do kota - nie mogę go sobie sprawić (chociąż oboje z żoną
      uwielbiamy te zwierzęta). Po pierwsze dlatego, że nas syn choruje na astmę (z
      tego też powodu próbuję wyprosić gołębie z balkonu), a po drugie - kiedyś jeden
      z naszych mruczusiów wypadł z piątego piętra i wtedy powiedziałem: Tak, kot,
      ale tylko w domku z ogródkiem. Niegdy wcześniej nawet nie przyszło mi na myśl,
      jak bardzo to zwierzę cierpi w zamknięciu...
      A więc do rzeczy. Czy w Polsce można kupić atrapy jastrzębi, a jeśli tak, to
      gdzie? Słyszałem też o urządzeniach pod prądem, które przytwierdza się do
      parapetów, ale nie wiem czy ta metoda pozbycia się gołębi jest humanitarna i
      czy nie ucierpią przy tym jakieś inne, rzadkie gatunki ptaków. A inne metody?
      Może ktoś mi coś jeszcze doradzi z praktyki? (nie jestem za rozwiązaniami
      krwawymi!) Robert
      • ptasiara_katula Re: GOŁĘBIE 27.02.02, 18:59
        Witaj Robert
        No to mnie "zastrzeliłeś" z tym pytaniem o to gdzie można kupić taką atrapę jastrzębia.
        Może dobry sklep myśliwski?
        Albo ogłoszenie na jakiejs giełdzie internetowej, papierowej.
        Wydaje mi się, że kiedyś takie wypychanki stanowiły wyposażenie szkolnych pracownii biologicznych.
        Ale ten sposób też może okazać mało skuteczny. Obok firmy na jednym domu stoi atrapa sowy naturalnej wielkości. Teoretycznie więc wszystkie małe ptaszki powinny omijać ja szerokim łukiem, gdyż jest przecież ich naturalnym wrogiem.
        Nic z tego. Czekam na moment kiedy jej zaczną siadać na głowie, bo cały teren obok niej mają opanowany.
        Tak więc powszechne rozumienie powiedzenia "ptasi móżdżek" wydaje się być nieaktualne.

        Pozdrawiam Katula
        • jerzy.wozniak Re: GOŁĘBIE 01.03.02, 20:18
          Co do sowy to ptaki wcale się jej nie boja a wręcz odwrotnie. Większe ptaki
          takie jak kawki czy drozdy potrafią zamęczyć sowę na śmierć, jeśli zobaczą ja w
          okolicy, a ona biedaczka nie dość dokładnie ukryje się na drzewie. Większość
          ptaków reaguje na widok sowy atakiem, co używają do dzisiaj myśliwi. Co prawda
          sposób ten jest podobno zabroniony, ale jaki skuteczny!
          Bierzemy sowę lub puchacza za łeb i przywiązujemy go za nogi do kołka wbitego w
          ziemię w szczerym polu. Siadamy pod drzewkiem lub krzaczkiem z nabita giwerą
          lub lepiej garłaczem (łatwiej trafić, a jeśli żona zbiła kryształ lub zostały
          nam papiaki z dachu teścia - efekt murowany). Na widok biedaczyny wszystko co
          lata od „kolibra” do orła leci znęcać się nad sową, a my wtedy bach bach! Tak
          się jeszcze do dzisiaj poluje chociaż prawo łowieckie zabrania polowania z
          puchaczem lub sowami. Pomijam, że zwierzęta te są pod ochroną i podobnie jak
          sokoły i inne ptaki drapieżne nie wolno ich przetrzymywać w niewoli. Niestety
          na atrapę puchacza ptaki nie reagują prawie wcale!
          Jurek
      • jerzy.wozniak Re: GOŁĘBIE 01.03.02, 20:08
        Oj Robert, wytnij atrapę i nie narzekaj!
        Niekrwawe są tylko atrapy, należy je wyciąć samemu ze sklejki korzystając z
        sylwetek ptaków w locie zamieszczanych w prawie każdej książce. Nie należy ich
        malować na kolorowo, ponieważ gołębiowi sylwetka ma przypominać widok
        drapieżnika na tle nieba. Malujemy je więc czarna farbą i wieszamy pod
        balkonem. Co pewien czas sylwetkę zamieniamy na inną. Uwaga kształt jest bardzo
        ważny! Dlatego należy wyciąć dokładny zarys lecącego jastrzębia lub krogulca.
        Jeśli to coś będzie przypominało kaczkę w locie to gołębie najwyżej uśmieją się
        do łez.

        Siatki pod prądem czy specjalne przewody na parapety zostawmy tym od cyklonu B,
        w ten sposób uczyli swoich malców odporności na nieprzyjemne widoki męczonych
        zwierząt, a przy ludziach już poszło gładko. Uważam, że takie metody powinny
        być zabronienie ( i nie tylko te), Bo my to my, ale co pomyślą sobie twoje
        dzieci jeśli podłączasz do prądu gołębie??
        Owocnego straszenia,
        Jurek
    • ima Re: GOŁĘBIE 27.02.02, 19:04
      Pod adresem www.bird-x.com znajdziesz infromację o produktach , które nie są
      dostępne u nas, ale być może podsuną Tobie jakiś pomysł (choćby siatka
      osłaniająca balkon). Fima zapewnia,że są bezpieczne dla i dla ptaków, i dla
      środowiska.
      Pozdrawiam
      ima
      • ptasiara_katula Ptasie opowieści Jurka 02.03.02, 09:04
        Witam bardzo serdecznie

        Jurek jak na zwariowaną ptasiarę przystało jestem pod wrażeniem Twoich ptasich opowieści i bardzo proszę o jeszcze.
        Byłam przekonana, że skoro do menu wielu sów należą m.in. nie tylko przecież małe ptaki to te powinny się ich bać
        Co do atrapy ptaka drapieżnego dla Roberta to gdzieś kiedys czytałam, że takiego wypychanego ptaka robi sie nie tylko z osobników specjalnie w tym celu upolowanych, czemu oczywiście JESTEM PRZECIWNA, ale z takich, które zginęły z innych powodów.
        Pozdrawiam
        Ptasiara - Katula
        • jerzy.wozniak Re: Ptasie opowieści Jurka 02.03.02, 13:18
          Tak! co ciekawe! np. puszczyki zimą polują prawie wyłącznie na wróble kryjące
          się w winobluszczu. Podlatując trzepoczą skrzydłami wypłaszając nieszczęśniki z
          ukrycia. Ponieważ to kanalie - to robią to w nocy, a wróbel po ciemku ślepy jak
          kret, więc są one łatwa zdobyczą dla zziębniętych puszczyków. Odwrotnie w dzień
          prawie nie interesują się wróblami wiedząc, że są bardzo zwrotne i trudno je
          upolować. Zresztą ich pożywienie to w 98% gryzonie, więc mieć w pobliżu działki
          gniazdo puszczyków to koniec kłopotów z nornicami. Wróble w odwecie szybko
          zawiadamiają resztę ptasząt i puszczyk jest nękany szczególnie przez drozdy
          kawki i inne większe ptaki takie jak wrony, które reagują na jego widok wprost
          histerycznie!. To właśnie on wzbudza wśród małych i średnich ptaków największe
          szaleństwo!
          Tak na marginesie trzymajcie się z dala od miejsca gniazdowania puszczyka! Nie
          boi się nikogo i przy gnieździe jest bardzo wojowniczy. Atakuje również
          człowieka i możemy nieźle oberwać! Lisy, kuny a nawet sarny są przepłaszane
          jeśli znajda się w pobliżu gniazda i czmychają jak niepyszne! Puszczyka łatwo
          poznać i jest on jedna z naszych najczęściej spotykanych sów. Podobny do sowy
          uszatej, jest bardziej „puszysty” i nie ma uszu. Obecnie, gdy sowa uszata jest
          w odwrocie, właśnie puszczyk najczęściej zakłada gniazda w parkach lub w
          pobliżu siedzib ludzkich.
          Zwykle siedzi na gałęzi przy samym pniu tak, aby jego upierzenie zlewało się z
          korą i bardzo trudno go zauważyć. Ale jest ich jeszcze w Polsce bardzo dużo!
          Jurek
          • ptasiara_katula Re: Ptasie opowieści Jurka 10.03.02, 17:10
            Witam
            Tak apropo polowań z sowami, czytałam właśnie zainspirowana Jurka opowieściami, że sprawa dotyczy tylko puchaczy, a nie wszystkich sów.
            Ale mimo wszystko bardzo mnie to zastanawia, że takie duże i mądre ptaki są przedmiotem ataków ptaków o wiele mniejszych. Będę czytać dalej, żeby poznać tą tajemnicę do końca.

            Pozdrawiam
            Katula
            • mwm Re: Ptasie opowieści Jurka 10.04.02, 22:20
              Panie Jurku! Wreszcie ktos rozsadnie napisal o golebiach! Jeste wdzieczna, choc
              zaluje, ze ta droga niewiele osob dowie sie o wszystkich plagach zwiazanych z
              tymi "szczurami powietrza". Ja sama walcze juz pare lat z golebiami na moim
              osiedlu, ale bezskutecznie. Szczegolnie starsze panie odporne sa na wiedze o
              szkodliwosci obcowania z golebiami i dokarmiaja te ptaki namietnie, wysypujac
              cale torby okruszkow i innych odpadkow ze stolu. Balkon mam nieustannie
              zaswiniony, po balkonie biegaja pchly, a ja jestem zalamana brudem, smrodem i
              wizja jakiejs ciezkiej choroby (np. zapalenie opon mozgowych!). Probuje sie
              bronic przed golebiami - zakladalam juz siatke, ale golebie i tak potrafily sie
              jakos przedostac boczkiem. Montowalam wiatraki, wieszalam plastikowe
              szeleszczace torebki - wszystko na nic. Wiatr predzej czy pozniej wszystko
              zrywal, a golebie przyzwyczajaly sie i nic sobie po jakims czasie nie robily z
              moich straszakow. Jestem wiec bezsilna i chyba tylko jakas porzadna detonacja
              na jakis czas usunelaby golebie z mojego zycia. Ubolewam, ze nie brakuje
              takich "Uwaznych" panienek, ktorym sie wydaje, ze kochaja przyrode...
              Serdecznie pozdrawiam - malgosia
              • terkas Re: Ptasie opowieści Jurka 16.04.02, 09:06
                Wreszcie znalazłam ten wątek. I mam podzielone uczucia. Wasze rozmówki nt.
                ptaków bardzo mnie wciągnęły, ale chciałam się dowiedzieć jak przegonić
                gołębie. W zasadzie nie daliście żadnej pożytecznej rady. Mój balkon nie jest
                osłonięty od góry. One siadają na gzymsie, i tak jak przedmówca napisał, u mnie
                już po 2 godzinach wygląda jak chlewie, kurniku. Bo i piór tam dostatek.
                Kiedy dziecko było małe nie korzystałam z balkonu od chwili córka została
                pogryziona przez obrzeżki. Była opuchnięta, trudne i żmudne było leczenie. A
                teraz mam ochotę wyjść na balkon z wiatrówką. To mam od strony podwórka. Ulica
                nie jest gorsza. Od godz. 7 gromadzą się na drzewach w ocekiwaniu na pnią która
                o godz. 7.30 je dokarmia. Samochody tam parkujące (a nie mają innego miejsca)
                wyglądają ...... brak mi słów. I mam tego dosyć. Fajnie się mówi o uwielbieniu
                przyrody, miłości do bliźniego etc., etc. Spróbujcie jednak tak żyć.
                pozdrawiam
                • ptasik Re: Ptasie opowieści Jurka 18.04.02, 08:28
                  Witam
                  Cieszę się, że ten wątek został oświeżony, Od momentu
                  kiedy się pojawił i kiedy zabrałam głos w sprawie mam
                  bardzo mieszane uczucia, zarówno co do słuszności
                  swoich wypowiedzi, jak i tej równowagi w przyrodzie.

                  Tak to rzeczywiście bardzo proste stwierdzić, że jest
                  problem. Tylko po tych prawie dwóch miesiącach
                  przemyślęn doszłam do wniosku bardzo prostego. Problem
                  jest nie w tym,że gołębi miejskich jest za dużo, że
                  zaśmiecają Wam balkony, że to przez to, że ludzie je
                  dokarmiają. Problem tkwi w tym, że nikt z nas nie
                  postarał się o znalezienie jakiegoś prostego i
                  skutecznego rozwiązania dla wyeliminowania nie gołebii
                  z krajobrazu miast, ale ich chorób, pasożytów i innych
                  paskudztw, które roznoszą, a z powodu których to
                  gołębie cierpią najbardziej.
                  Pewnie, że fajnie pisze się i mówi o uwielbieniu
                  przyrody. Tylko trzeba też wiedzieć, że to uwielbienie
                  nie może ograniczać się do podziwania obrazków, do
                  wydawania okrzyków zachwytu. To prawdziwe uwielbienie
                  musi oznaczać pomoc temu co nas otacza, aktywną pomoc.

                  Co do sposoóbów "walki" z gołębiami, to Jurek napisał,
                  że w zasadzie nie ma bezkrwawych metod walki z gołębiami.
                  Jako częściowe rozwiązanie proponowaliśmy tu kota,
                  atrapę ptaka drapieżnego. Balkon można zadaszyć.
                  A co do chorób i pasożytów, które roznoszą, moznaby
                  zainteresować weterynarza miejskiego, gminnego czy
                  powiatowego.Przecież maą napewno jakieś środki
                  finansowe na ochronę przyrody, które możnaby
                  przeznaczyć na to, aby do karmy wysypywanej gołębiom
                  dosypać jakiś lekarstw.

                  Smutne byłyby nasze miasta bez ptaków, naprawdę. A
                  skoro najwięcej w nich schorowanych gołębii, to może to
                  ostatni dzwonek do tego, żeby się zastanowić dlaczego?

                  Pozdrawiam
                  Katula
                • jerzy.wozniak Re: Ptasie opowieści Jurka 18.04.02, 20:44
                  Witam na forum Gazety!
                  Dość długo czekałem na taki głos, a jednak się pojawił. Wreszcie ktoś napisał,
                  że ma tego dosyć i podał argumenty. Nie chce się rozpisywać, bo na ten temat
                  nakrzyczeliście na mnie już kilka razy. Ale jak widzicie nie tylko ten kto
                  założył watek miał dosyć. A obrzeżki – myśleliście, że pisze ot tak sobie???
                  Niestety jak pisałem nie ma bezkrwawych metod. Znajomy tego sezonu już
                  kilka razy wyrzucał gniazdo z jakiem do śmietnika a gołębie się nie wyniosły.
                  Ostatnio zapytał czy stryj w spadku nie zostawił mi dubeltówki – jest u kresu
                  wytrzymałości. Podobno na zachodzie – chyba miało się już tak nie pisać- są
                  specjalne druty podłączane do niewysokiego napięcia które skutecznie (ponoć)
                  płoszy te brudasy.
                  Może skończy się wreszcie problem obrobionych balkonów. Ciekawe co na kupki
                  mówią na to przepisy sanitarne?
                  Jurek
                  • ptasik Re: Ptasie opowieści Jurka 18.04.02, 23:48
                    Witam
                    Jesteśmy zapracowani i nie mamy czasu, czy jesteśmy
                    leniuchami i najbardziej lubimy proste i
                    najwygodniejsze dla nas oczywiście rozwiązania?

                    Nie wiem narazie co to są obrzeżki, ale zaraz sobie
                    sprawdzę.

                    Jurek, a może fakt, iż tylko jeden głos w sprawie
                    obrzeżek pojawił się w tym wątku świadczy o tym, że to
                    nie jest aż taki problem

                    A na co chorują jaskółki?
                    Czy na coś poważnego, czy też tylko na kupki na
                    balkonach, że tak niesamowicie, przerażająco często
                    widzę w mieście świeże ślady po tyle co strąconych
                    gniazdach?

                    A co przepisy sanitarne mówią na temat ludzkich
                    odchodów wszędzie gdzie się da, łącznie z innymi
                    "ludzkimi" wykorzystanymi "atrybutami" sanitarnymi?

                    Katula


                    • ptasik Re: Ptasie opowieści Jurka 19.04.02, 00:02
                      Już wiem co to są obrzeżki
                      W celu uniknięcia kontaktu z nimi proponuję nie tylko
                      wystrzelać gołębie z balkonów, ale odradzam także
                      wizyty na łakąch i w lasach, tam kleszcze też są
                      zapewniam, bo w sezonie mój pies niestety przynosi tego
                      sporo, a zdarza się, że i po mnie coś łazi, fuuu
                      Katula
                • doka1 Re: Ptasie opowieści Jurka 21.05.02, 12:28
                  Moi nienormalni sasiedzi stworzyli golebnik na balkonie (zbudowali domek o
                  wymiarach metr na mert), powaga, Nie reaguja na uwagi sasiadow na zasadzie
                  wolnoc tomku... ja zaczelam sobie radzic jak zaczela sie wiosna, pełne
                  sprzatenie, nawa wykładzina, skrzykni z kwiatami i dużo kolorowych sprzetow pod
                  które nie mozna wejść , poza tym prawie cale popoludnia spedzamy na balkonie.
                  Nie wiem tylko co bedzie jak uciekniemy na urlop albo przyjndzie zima,
                  Prawdopodobnie powrot do wczesniejszego chlewika, ale jestem dobrej mysli bo
                  na razie golebie nawet nie siadaja na poreczy.
    • kasiacha Re: GOŁĘBIE 19.04.02, 09:26
      Bardzo lubiłam krakowskie gołębie, dopóki nie zamieszkałam z nimi...pod jednym
      dachem. Tak właśnie, bo te bezczelne śmierdziuchy nie tylko zaanektowały
      balkon, ale włażą do mieszkania przez uchylone okno i spacerują po pokojach pod
      naszą nieobecność. Do teraz włos jeży mi się na głowie na wspomnienie, jak
      kiedyś taki nieproszony gość zdechł mi w pokoju w ustronnym kąciku (takiego
      miejsca zwierzęta szukają przeczuwając śmierć) i długo szukaliśmy z mężem
      źródła nasilającego się smrodu. A przecież mamy prawo otwierać okna i drzwi
      balkonowe!!! Na temat konieczności ograniczenia obecności gołębi w miastach i
      przekonania ludzi, żeby ich nie karmili, bo mnożą się wówczas niemiłosiernie,
      nie będę już pisała, bo powiedzieliście już chyba wszystko. Jak niebezpieczny
      to jest problem świadczą ogłoszone kilka tygodni temu badania, wykazujące że w
      miastach „zagołębionych”, np. w Krakowie, notuje się wysoki poziom i
      niebezpieczny wzrost liczby zoonoz, czyli chorób odzwierzęcych
      Ja próbuję zniechęcić gołębie do naszego balkonu manifestując moja dominację:
      wieszam pranie, kręcę się tam często, wystawiam różne przedmioty, sadzę i
      pielęgnuję kwiaty — daję znać, że to mój teren i z niego nie zrezygnuję! Efekty
      przynosi też „owinięcie” balkonu drobną siatką; różne nadające się do tego
      rodzaje znajdziecie w składach budowlanych. I koniecznie trzeba zawrzeć sojusz
      antygołebiowy z sąsiadami, bo wasze działania nic nie dadzą, jeśli ptaki będą
      miały raj na sąsiednich balkonach. I czekam na jakieś działania służb
      sanitarnych oraz akcję uświadamiania emerytek, że zasrane przez gołebie i psy
      (przepis o obowiązku sprzątania po psach jest zupełnie martwy, a nie powinien)
      miasta to marne środowisko dla człowieka, a nie każdy może się stąd
      wyprowadzić. Kaśka
      • jerzy.wozniak Re: GOŁĘBIE 02.05.02, 09:09
        Brawo Kasiu!
        Większa część mojego życia dzieliłem między ptaki i motocykle. Ptaki zostały
        moja pasja do dzisiaj, ale z ptaków już dawno wydzieliłem zdziczałe gołębie.
        Też uważam, że należy z tym wreszcie skończyć. Kilka lat temu dostały się w
        moje ręce wyniki badań lekarzy angielskich o chorobach przenoszonych przez te
        ptaki. Włos się jeży! Uważam, że jest to problem nie tylko dotyczący ludzi ale
        i ptaków zamieszkujących miasta, a nie będącymi szarym brudasem. Wiele chorób i
        pasożytów przenosi się z gołębi na niewielkie ptaki śpiewające i kapota są zbyt
        delikatne aby przeżyć.
        Jurek
        • mwm Re: GOŁĘBIE 03.05.02, 22:41
          To moj ulubiony watek!!! Jako zagorzala przeciwniczka golebi sledze wypowiedzi
          forumowiczow. I bardzo sie ciesze, ze wlasnie tu znalazlam bratnie dusze - pan
          Jurek, Kasia. To niestety troche malo, zeby zwalczyc slepa milosc mieszkancow
          blokow do tych zdegenerowanych ptakow. Ludzie sa kompletnie nieswiadomi, jakie
          niebezpieczenstwa wiaza sie z golebiami. Mam chyba slaba sile perswazji, bo do
          tej pory udalo mi sie przekonac tylko jedna sasiadke, ktora po moich
          opowiesciach, przestala dokarmiac golebie i zaczela je przeganiac ze swojego
          balkonu. Reszta jest niewzruszona. Za malo sie o tym pisze, mowi, pokazuje.
          Panie Jurku! Pan ma wieksza sile przebicia- moze jakas wieksza akcja? :-) Tak,
          wiem - to sliski temat. Mozna sie okropnie narazic "ekologom" i
          wszystkim "milosnikom" przyrody. Wystarczy przeczytac odpowiedzi Uwaznej.
          Szkoda nerwow. Serdecznie pozdrawiam - Malgosia
          • terkas Re: GOŁĘBIE 13.05.02, 15:51
            Ja już nie wiem kogo zainteresować tym tematem, bo ogółu to dnie dotyczy.
            Administratorzy budynków lekceważą ten problem. Reszta temat lekceważy, moi
            sąsiedzi również się nie przejmują, bo ich balkony są zadaszone, brudasy
            dokarmiają się na śmietnikach, a spanie i toaletę wyprawiają nad moim balkonem.
            Myślałam o zadaszeniu, ale kto będzie go czyścił? I w jaki sposób?
            Słyszałam gdzieś o firmie, która zakłada? co? no właśnie nie wiem. Coś w
            rodzaju rozbitych butelek, aby nie miały możliwości przycupnąć. Może
            zaangażować w temat redaktorów?
            pozdrawiam
            • mwm Re: GOŁĘBIE 13.05.02, 16:27
              Redaktorow tez probowalam zainteresowac. Bez skutku...
    • jerzy.wozniak Re: GOŁĘBIE 30.09.02, 21:27
      Witam Małgosiu!
      Przyznam się ze przeoczyłem twój watek, a szkoda! Poprawię się, więc dzisiaj.
      Temat gołębi będzie wracał ciągle gdyż jest to realny problem zdrowotny i
      estetyczny. Niestety to co napisze na pewno zaważy na ocenie mojej osoby w
      oczach wielu uczestników forum, ale zasada życiową mam jedna – tylko prawda,
      reszta nie ma znaczenia. Gołębie to tu nie będę używał dosadnego stwierdzenia,
      a nie ekologia. Gołębie koty i inne stworzenia które pod bokiem człowieka
      dewastują rodzimą przyrodę maja z ekologią tyle wspolnego co samochód Syrena z
      promem kosmicznym Buran. Do gorszego Discovery jej nie porównuję. Problem
      zawleczonych przez człowieka obcych gatunków dewastujących aż do kompletnego
      zniszczenia rodzima faunę i czasem florę ma długą tradycję. Tak na oko dzięki
      naszym pupilom zniszczyliśmy bezpowrotnie jakieś 200 może nawet więcej gatunków
      zwierząt gdyż wiele wyginęło zanim je poznaliśmy. W państwach gdzie ekologią
      zajmują się ci co powinni, takie zwierzęta się po prostu tępi. Jest bowiem
      alternatywa – albo wybić czy wysiedlić, zdziczałe świnie albo koniec z
      unikalnymi gatunkami ptaków czy gadów. U nas rację mają tak zwani ekolodzy
      dokarmiający kotki w piwnicach. Pisałem już że kiedyś w programie telewizyjnym
      poradziłem im aby swój genialny patent ochrony domów przed szczurami sprzedali
      burmistrzowi Nowego Jorku gdzie szczurów jest więcej niż ludzi. Zarobią kupę
      kasy, ale głupi amerykanie do dziś jakoś nie maja ochoty osiedlać kotków co
      podobno wybijają szczurzyska w pień! He He!
      Było ogólnie teraz może o gołębiach! Nie do przewalczenia opór ze
      strony miłośników ptaków. Czy naprawdę miłośników? W tak chorej populacji jaka
      są gołębie miejskie ma ostoje wiele chorób i pasożytów atakujących drobne ptaki
      owadożerne. Czy ktoś to kiedyś badał – nie znalazłem na to pytanie odpowiedzi!
      Więc zrobiłem to sam choć po łebkach. Otóż moi drodzy w miejscach gdzie jest do
      diabla głębi pisklęta niewielkich ptaków są oblepione pasożytami, w miejscach
      gdzie mieszkają rozsądni ludzie jak np. Ursynów gdzie ilość staruszek
      wysypujących chleb na chodnik ( zrobiły by tak mieszkając w Niemczech!???!)
      jest minimalna, pisklęta są o wiele zdrowsze, a ilość pasożytów 4 krotnie
      mniejsza! Co do chorób bakteryjnych lub pasożytów wewnętrznych trudno mi to
      ocenić bez warunków laboratoryjnych, ale przypuszczam że jest tak samo. O
      pasożytach i chorobach, którymi mogą się zarazić ludzie już pisałem, więc nie
      będę się powtarzał bo dla ”ekologów” szkoda mi czasu i palców.
      Małgosiu! Nic nie zrobimy, nie dlatego ze nie mamy racji, ale ponieważ
      nasze społeczeństwo jest źle edukowane w relacjach z przyrodą, a gazety i
      miesięczniki tylko to pogarszają. A nie piszcie, że to nie prawda itd. – nie
      macie racji. Przykład proszę bardzo! Kilkakrotnie w tym roku czytałem jakim to
      potworem jest żmija (czy autorzy tych opowieści spotkali kiedyś żmiję w
      naturze??????), Wątpię czy w tym roku ktokolwiek zmarł ugryziony przez żmiję
      natomiast wiem, że co tydzień ginie ponad sto osób w wypadkach samochodowych,
      rocznie kilkadziesiąt jest pogryzionych przez psy, kilkaset truje się grzybami.
      Jednak artykułów jest o tym proporcjonalnie mniej niż o żmijach! Efekt, Co
      tydzień utrzymując swą starą tradycję kontaktu z przyrodą spędzam kilkanaście
      godzin w lasach. Ilość zabitych gadów i płazów, oraz okrzyki żmija na widok
      padalca, czy tępienie gniewoszy tak zwanych miedzianek - straszliwie
      niebezpiecznych - to częsty widok w okresie wiosennym. Czy w tak edukowanym
      społeczeństwie można się starać ograniczyć populacje gołębi ukochanych ptaków
      opiewanych w wierszach? Nie mówię tu o cudownych kotkach! Małgosiu weź pod
      uwagę, że większość miastowych jeszcze 30 lat temu mieszkała obok miasta, a co
      drugi miał gołębie. To pewna tradycja i takie uczuciowy pomst z dzieciństwem –
      jesteśmy bez szans!
      Małgosiu nawet gdybym napisał rzetelny oparty na badaniach artykuł to i
      tak mi go nie wydrukują. Ludzie nie chcą czytać tego czego nie akceptują, a
      akceptują to czego nauczyli się ze szkoły lub gazet. Miłość do przyrody ma
      bowiem różne twarze. Spróbuj zapytać swoich sąsiadów jakie ptaki żyją w
      najbliższym parku. Ile gatunków wymienią trzy może cztery nazywając gawrona
      wroną lub krukiem!
      Jak widzisz to problem bardzo złożony i to przede wszystkim władze miasta razem
      z instytucjami powołanymi do ochrony przyrody powinny się zając tym problemem.
      Na pocieszenie – w nowych osiedlach gdzie przeważają młodzi ludzie problem
      gołębi staje się marginalny, zamknięte śmietniki, resztki wyrzucane w torbach,
      brak śmiecenia o przepraszam dokarmiana ptaków, powodują ze gołębie nie maja
      możliwości rozwoju i mam nadzieję że ten problem zacznie znikać.
      Pozdrowienia,
      Jerzy Woźniak
      • mwm Re: GOŁĘBIE 01.10.02, 19:15
        Panie Jurku drogi!
        Dzieki za dlugi i fajny tekst o golebiach! Wiele cytatow z pana postow
        wykorzystuje w dyskusjach o tych ptakach. Wiem, ze temat jest drazliwy.
        Mieszkam na Gornym Slasku - a tu milosc do golebi jest szczegolnie silna. Do
        niedawna wiekszosc gornikow na strychach i w przydomowych golebnikach, hodowala
        golebie. Jak tu wiec przelamac ich przywiazanie do ukochanych ptakow? Zreszta
        nie chodzi w tym wszystkim o golebie hodowlane - te sa czyste, zdrowe i
        zadbane. Smieciuchy z duzych osiedli mieszkaniowych to zupelnie inna bajka.
        Wiem, ze walka z golebiami miejskimi to walka z wiatrakami. Wystarczy kilka
        starszych pan z torbami pelnymi okruszkow, by stada golebi na dobre zadomowily
        sie w blokowisku. Dopoki beda istnialy takie paniusie - problem nie zniknie.
        Ma pan racje piszac, ze ludzie nie chca czytac czegos, czego nie akceptuja.
        Dlatego tak malo w prasie rzetelnych tekstow o zagrozeniu niesionym przez
        golebie. A w telewizji chyba nigdy nie widzialam zadnego programu o tym
        problemie, co tez swiadczy o drazliwosci tematu.
        Na koniec moge napisac jedynie, ze jest mi lepiej majac poczucie, iz w
        podejsciu do sprawy miejskich golebi nie jestem osamotniona.
        Dzieki, pozdrawiam serdecznie - Malgosia

        PS. Panie Jurku, czy spotkal sie Pan z teoria, ze obecne miejskie golebie to
        rasa pochodzenia azjatyckiego (najprawdopodobniej z Indii), ktora przywedrowala
        do nas podczas II wojny swiatowej? Jest to "rasa" niezwykle agresywna i
        ekspansywna, ktora wyparla wczesniejsze rodzime odmiany golebi. W zwiazku z tym
        polskie golebie spotkac mozna juz jedynie u hodowcow. W naturalnych warunkach
        sa bez szans w starciu z tymi "powietrznymi szczurami". Mowil mi to historyk,
        ale nie znalazlam tego w zadnej literaturze.
        • jerzy.wozniak Re: GOŁĘBIE 02.10.02, 08:47
          Witam Małgosiu!
          To tylko teoria lub raczej chęć posiadania takowej, jakże zresztą piękna, ale
          niestety nie prawdziwa. Głębie miejskie to populacja tych samych gołębi które
          hodowane są dla wyglądu czy innych celów. W drodze krzyżówek powstały liczne
          odmiany często zupełnie nie podobne do swego pierwowzoru gołębia skalnego. Ptak
          ten podobny jest do polskiego, występującego go w stanie dzikim siniaka, który
          gnieździ się w dziuplach i jest w Polsce stosunkowo rzadki. Niewprawne oko
          nigdy nie odróżni go od gołębia miejskiego czytaj skalnego. Gołąb skalny żyje
          po drugiej stronie Alp i gdyby nie gołębiarska pasja nigdy by nie przelazł
          przez te góry. Jest hodowany od ponad 2000 lat. Niestety dla hodowców mam
          niemiłą wiadomość – po ucieczce z niewoli w naturze daje znać u wszystkich
          odmian hodowlanych tak zwany gen recesywny. Powoduje on, że pięknie upierzone
          gołąbki stają się po kilku pokoleniach takie same jak ich pierwowzór czyli jak
          gołąb skalny czyli nazwijmy go miejski choć poprawnie powinno być domowy. Gołąb
          ten różni się znacznie zachowaniem oraz pożywieniem od gołębi żyjących w naszym
          kraju zwanych ogólnie leśnymi. Np. unika siadania na drzewach gdyż w jego
          ojczyźnie żyje wyłącznie na skałach i dlatego wyjątkowo mu pasują balkony i
          gzymsy - to wierne naśladownictwo jego naturalnego środowiska.
          Natomiast co do gołębia z Indii to historyk niech się zajmie raczej historią.
          To bzdury, po wojnie w Europie zaczęła się pojawiać synogarlica turecka zwana u
          nas również sierpówką żyjąca na wschodzie i w Indiach (ma szereg ras
          geograficznych). Kiedyś 300- 400 lat temu żyła tylko w Indiach i na Cejlonie
          obecnie dotarła chyba do Anglii. W przeciwieństwie do opowieści nie wypiera
          naszych gołębi (nie są też trzymane przez gołębiarzy) gdyż zasiedla zupełnie
          inne środowisko, a mianowicie biotopy parkowe. W Europie jest mnóstwo takich
          miejsc pustych ekologicznie dla gołębi i dużych ziarnojadów stąd szybka
          ekspansja tego gatunku. Podobnie jak gołębie miejskie nie pociągnie długo bez
          pomocy, a właściwie śmieci człowieka i podobnie jak jej obrzydliwi krewniacy
          czasem odwiedza śmietniki. W odróżnieniu od nich jest fajnym i o dziwo mało
          ekspansywnym ptakiem i dobrze, że się pojawiła w naszej faunie. Co do ekspansji
          to ma ona miejsce tam gdzie zwierzę może się wyżywić i wykarmić młode. To
          ogranicza lub sprzyja rozprzestrzenianiu się gatunku. Gołąb skalny ma super
          warunki i stąd jest go od cholery, inne gołębie nie maja i jest ich mało.
          Dochodzi tu oczywiście cos co angole zwą clever tj. pewna zmyślność. Gołębie
          skalne żyjące na otwartych przestrzeniach są o wiele bardziej kumate (o wiele
          większe zagrożenie życia) niż żyjące w przytulnym lasku lub krzakach obok łąki
          polskie gatunki gołębi. Synogalica turecka vel sierpówka nieździ się na
          drzewach z dala od siedzib ludzkich. Mylona jest ze zwykłą synogarlicą. To tak
          w skrócie o tym pięknym ptaku. Zresztą naszym gołębiom tez nie brakuje urody i
          są rzadkie nie dlatego, że wypiera je coś tam, tylko jest coraz mniej miejsc
          gdzie w spokoju mogły by się gnieździć. Dużo też ginie z rąk myśliwych. No bo
          wiadomo gołąbek pyszota!!! A i postrzelać to przemiłe zajęcie.
          Pozdrowienia,
          Jurek
          P.S jak będziesz miała pytania o przyrodzie i życiu to wstaw je tutaj, a nie
          pytaj „historyka”.
          • mwm Re: GOŁĘBIE 03.10.02, 23:39
            Witam!
            Panie Jurku, jestem pod wrazeniem! Wyklad o pochodzeniu naszych golebi jest
            super! Wychodzi na to, ze historyk konfabulowal :-)
            Dzieki za odpowiedz, pozdrawiam serdecznie - Malgosia
            • jerzy.wozniak Re: GOŁĘBIE 05.10.02, 19:47
              Nie wcale tego nie mam na myśli! i sam tu na tym forum raz podałem złą
              informacje ponieważ wprowadziła mnie w błąd gazetowa publikacja podpasana
              dumnym nazwiskiem. Historyk po prostu gdzieś przeczytał taką informację, a
              ponieważ się nie zna na gołębiach i być może na ptakach - przecież nie musi -
              podał to jako rzetelną informację. Wcale nie miałem tego na myśli, aby komuś
              przygadać. Wprost przeciwnie. Napisałem tak bo uważam że informacji obecnie
              należy szukać u źródeł gdyż inaczej mogą być problemy. Pisać bowiem może każdy
              co widać po książkach i pismach, ostatnio wyczytałem kilka bzdur o moich
              kochanych sukulentach – też podpisane że ten ktoś to nawet ma kilka kaktusów
              jak by to świadczyło, że na nich się zna. Ot szum informacyjny.
              Serdecznie pozdrawiam,
              Jurek
              • mwm Re: GOŁĘBIE 06.10.02, 19:08
                jerzy.wozniak napisał:

                >Wcale nie miałem tego na myśli, aby komuś
                > przygadać. <

                Panie Jurku, witam!
                A ja nie napisalam ze Pan przygadal historykowi. Napisalam - historyk
                konfabulowal, ale nie mialo to zlosliwego podtekstu. Wrecz przeciwnie. Zgadzam
                sie z Panem, ze jestesmy zasypywani lawina nierzetelnych informacji, ktorym
                sila rzeczy ufamy. Ale jak widac, w tym przypadku nie dawalo mi to tak do konca
                spokoju, dlatego zapytalam, co Pan o tym sadzi. A swoja droga to moze moja
                wina, bo slowo konfabulacja zabrzmialo tu dwuznacznie. Wyjasniam wiec
                predziutko, ze to slowo weszlo do mojego powszedniego slownika, odkad w mojej
                rodzinie kuzyn nazwal nasza ciotke (straszna fantastke i opowiadaczke) -
                konfabulantka. To takie zabawne okreslenie, choc przyznaje, ze uszczypliwe i
                nie wszyscy musza wyczuwac moje intencje.
                Uff... to slowo pisane. Czasami powstaja przeklamania, niejasnosci i potem sie
                trzeba gesto tlumaczyc :-)
                Ale licze na wyrozumialosc! Pozdrawiam bardzo serdecznie - Malgosia
                • jerzy.wozniak Re: GOŁĘBIE 13.10.02, 22:17
                  Witam na forum Gazety!
                  Małgosiu nie tłumacz się!!! Napisałem tak bo nie chciałem oczerniać być może
                  zupełnie nieświadomego błędu historyka. Nic ze złośliwości i nie łapmy się za
                  słowa. Ja wierzę że nie macie złych intencji i tak też odpowiadam, ale
                  nauczony przykrymi doświadczeniami czasem wolę podkreślić że nic złego nie
                  miałem na myśli!
                  Pozdrowienia,
                  Jerzy Woźniak
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka