rudignon 16.12.19, 08:45 cześć, mam takie nietypowe pytanie - czy kiedyś zalało Wam podwórko? co robiliście w takiej sytuacji? Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
dar61 Re: pytanie 16.12.19, 21:28 A jak wysoko? Bo jeśli powodziowo, to my np. dość daleko od Odry, Obry... Odpowiedz Link Zgłoś
horpyna4 Re: pytanie 16.12.19, 21:56 Zależy od tego, czy da się zrobić odpływ. Jak się nie da, to trzeba poczekać, aż wyparuje albo wsiąknie. Odpowiedz Link Zgłoś
dar61 Więcej danych 17.12.19, 12:58 Odpowiedź zależy od wielu czynników: - jak dużo wody się zbiera, - jakie podłoże jest i na podworcu, i na przyległym gruncie, - jak pochylony jest teren, - jak głęboko można się dokopać do warstwy przepuszczalnej w gruncie, - czy istnieje możność odprowadzenia wody poza posesję (czy są sąsiedzi) - czy jest opcja wykopania/wkopania rowów/sączków poza podworcem i wiele innych. Odpowiedź główna brzmi - tak, zdarzało mi się zalane podwórko, ale tylko raz - podziałałem po inżyniersku. 1. Raz czyniąc u wylotu rynien [rur spustowych, u sąsiadów] sąsiadom tzw studzienkę chłonną, a 2. drugi raz - wbudowując w odpływ kanalizacji (zalewanej kilkakrotnie przez deszcze, właśnie z zalanego ogrodu vel trawnika vel podwórka) tzw. klapę burzową. Rok, dwa potem klapę tę uzupełniłem wokół budynku, całego jego obwodu, sączkiem rurowo-żwirowym, a instalację odpływu wody z rynien oraz samą opaskę drenarską domu wspólnie odprowadziłem podziemnie do trzech [!] studzienek chłonnych [ok. 2 m poniżej gruntu mają dno], rezygnując z nieco za małej ich wersji przy wylotach dwu rur z rynien, choć z dekadę dość dobrze się sprawowały. Teren wokół się nadmiarem wody z rynien nasycał, rośliny to chwaliły, teraz nieco się domagają nazad tej ilości wody, wsiąkającej w studzienki [2 krzewy przez tę zmianę, wieloletnie, uschły. Cały teren przyległy - podworca naszego i ogrodu - ma nadane nie bez przyczyny lekkie pochylenie i żadne oberwania chmury nam nie czynią szkody (drzewa tylko nam nadłamują), a w przeszłości było tylko lekkie zalewanie piwnicy przez syfony podłogowe, teraz wyeliminowane [klapy burzowe staniały w międzyczasie o połowę!]. Sąsiedzi, jakim to zalewanie [pkt. 1] wyeliminowałem, zmarli, ale nawet chwalili się, że wreszcie za próg swej chaty mogli wyjść tuż po burzy praktycznie suchą stopą. Ich podwórko leżało w lekkim wgłębieniu, trawa tam rosnąca powszechnie im wodę wypijała, tylko w 1997 [powódź] stała długo, bo grunt, choć piaszczysty wody więcej przyjąć nie chciał. Sposobem na to było mocne podniesienie poziomu podwórka dosypaniem gruntu, wywyższeniem, nadanie jemu spadków. Budynek ich miał i ma nadal kilka schodków do wejścia,była więc opcja. Namawiałem sąsiadów na to, ale pomarli... Słowem - wiele jest sposobów, wiele warunków i potrzebnych danych. Nawet i mapka by się, planik jakowyś, zdatna okazała... Pomijam na razie wpływ [wiekowych] nasadzeń drzew wokół, usunięcie których powoduje nagły wzrost poziomu wód gruntowych i nawet problemy z wilgocią w przyziemiu budynków, jakich przed wycinką przez setki lat nie było, a budynki czasem nie mają tu u nas [poniemieckie] żadnej izolacji poziomej - sprawdzone! Odpowiedz Link Zgłoś
horpyna4 Re: pytanie 05.03.20, 08:44 Nie zawraca się głowy straży, jeżeli można sobie poradzić własnoręcznie. Straż jest potrzebna wtedy, kiedy potrzeba specjalistycznego sprzętu, albo jak się jest inwalidą bez rąk lub z ograniczoną możliwością poruszania się. A więc nie "zawsze". Odpowiedz Link Zgłoś