mjot1
24.01.05, 20:47
Po jakże długim okresie „nijakim” nastała u nas zima. Nareszcie!
Dziś, gdy wynurzyłem się z chałupinki by wyruszyć jak zwykle baaardzo
niechętnie do pracy wokół panowała jeszcze regularna noc. Ale jaka noc!
Gdy szedłem to każdy mój krok potwornym skrzypem śniegu pod butem rozdzierał
z trzaskiem materię ciszy spowijającą uśpiony las. Co prawda nie było to
skrzypienie takie jakie usłyszeć można dopiero poniżej –14 stopni (było
zaledwie –11) czyli jękliwe jakby „stalowoszklane” jednak każdy krok to była
potężna lawina dźwięków z ogromną siłą uderzająca w zmysł słuchu!
Dłuższą chwilę trwało nim ucho me przywykło, po czym już krokiem raźnym i
równym, choć nadal niechętnie ruszyłem rześko przed siebie czyniąc zadość mej
solidności i obowiązkowości niezwykłej :-)
Wczoraj wieczorem jeszcze dosypało i wszystko pokryte było świeżuteńką
nieskalaną warstewką bieli. A księżyc w pełni wisiał nad horyzontem i
przedzierał się swymi stalowymi błyskami poprzez pnie i konary powodując, że
las przez który człapałem to była jedna wspaniała, cudowna grafika narysowana
przez niego kreskami cieni. Bajkowa sceneria...
Wynurzyłem się z lasu i wniknąłem w strefę ugorów, na których wszystkie
chabazie pokryte leciutką zwiewną otoczką szadzi mieniły się tysiącem
jaskrawych, zimnych iskierek.
Skrzypiąc sobie rytmicznie i radośnie wkroczyłem do wsi a tam powitały mnie
pienia kogutów i symboliczne (z obowiązku jedynie) stłumione budami
poszczekiwania psów.
Doczłapawszy do przystanku tradycyjnie zapaliłem „mocnego”. I gdy tak pełną
piersią oddychałem świeżym, rześkim powietrzem nagle usłyszałem grzmot.
Zdziwiony popatrzyłem na jaśniejący księżyc i bezchmurne gwieździste niebo i
zdurniałem! Skąd u licha grzmot?
Po chwili... Jest! Jeszcze wyraźniejszy. Przeciągły głuchy tępy dudniący
pogłos przewalił się po okolicy...
I wówczas me wszystkie obie szare komory zaskoczyły. To staw.
Staw przez mróz skuwany dybami lodu tak stęka z wysiłku. Tu trzeba zaznaczyć,
że dźwięk ten miałem przyjemność usłyszeć po raz pierwszy w swym marnym
życiu. Dźwięk niezwykły a dodatkowo spotęgowany panującą wokół mroźną ciszą.
Jeszcze trzy razy było mi dane ten fantastyczny pogłos usłyszeć zanim
nadjechał autobus i wchłonął mnie by potem wyrzucić z swych trzewi wprost w
otwarte ramiona cywilizacji...
Najniższe ukłony!
Przez zimę z szpon marazmu wyrwany M.J.