tinley
03.02.26, 13:30
Zaczęły się ostre mrozy i słyszę w okolicy płaczącego kota. Dokarmiam, próbuję jakoś złapać, ale ile razy wyjdę na dwór to już go nie ma. Gdzieś jest w okolicy, ale nie potrafię go zlokalizować. Pewnie gdzieś na ogródkach sąsiadów jest. Obawiam się o losy tego nieszczęśnika. Wprawdzie na zachodzie nie ma takich mrozów jak gdzieś na Podlasiu, ale tak czy inaczej zwierzę cierpi a ja nie moge mu pomóc. Musi jeszcze przetrwać 2 noce, potem będzie już lepiej z temperaturami. Psychicznie mnie wykończy. jak zamiauczy to jakby dziecko gdzieś na mrozie ktoś zostawił. No, ale zrobił sie ninja - nie potrafie go zlokalizować. Z tym jedzeniem też chyba już zaczął się problem bo dziś chyba nie podjąl karmy. jest jeszcze jeden tutaj kot, ale on zadbany i wykarmiony więc doskonale sobie radzi i on chyba ta karmę podjada. Chyba jest czyjś, ale ten drugi bidak obawiam się że nie przeżyje w taki sposób do końca zimy.
Macie jakiś pomysł? Dokarmiac go karmą i zostawić jak jest czy próbowac lapać? To dziki kot od urodzenia. Nie boi się ludzi bo zyje w mieście, ale na pewno na ręce wziąć się nie da. W sumie jakby go dotuczyć to moze dałbyu sobie radę bo prognozy pogody się poprawiają.
Mam uczulenie na cierpiące koty bo pamietam jak mój biedak którego przygarnąłem męczyl się . Szkoda mi tych zwierzakow, ale za bardzo nie mam jak mu pomóc.