Brzoza himalajska

22.04.03, 01:47
Mam klopot. Zeszlej wiosny posadzilam przed domem mloda brzoze himalajska.
Mielismy okropnie suche lato i nie wiem, czy nie podlewalam jej za malo.
Zima byla bardzo sniezna wiec grunt wciaz jest mokry. Ale moja brzoza nie
puszcza jeszcze zadnych paczkow. Urwalam mala galazke i cos tam w srodku
widac zielonego - podobno tak sie sprawdza, czy tli sie w niej jeszcze zycie
ale mimo tego zielonego, brzoza wciaz wyglada marnie. Inne dzrewa dookola,
zwlaszcza moje drzewo owocowe (czeresnia) i krzaki (bzy) juz maja calkiem
spore paczki, nawet klon zaczyna puszczac male listki a brzoza nic.
Czy to znaczy, ze ona juz calkiem jest martwa, czy ma jeszcze szanse sie
odrodzic? Mam na nia rok gwarancji wiec moge ja wykopac i zamienic na nowa
ale przywiazalam sie do niej i zal by mi bylo zyc ze swiadomoscia, ze
pozwolilam jej umrzec. Czy cos moge zrobic zeby jej teraz jeszcze pomoc?
Bardzo dziekuje za jakiekolwiek rady,
Jagusia
    • jerzy.wozniak Re: Brzoza himalajska 24.04.03, 20:42
      Witam na forum Gazety!
      Niestety brzozy to ciężkie rośliny do przesadzania. Gdy wiele lat temu
      chodziłem na wykłady w ogrodzie botanicznym w Hamburgu – w zdumienie wprawiał
      mnie człowiek od nasadzeń miejskich który po 50 razy opowiadał jak trudno
      przyjmują się duże egzemplarze brzóz i jak troskliwie należy je pielęgnować po
      posadzeniu. Myślałem wtedy brzoza – przecież to takie żywotne drzewo. Otóż
      brzozy wyparowują ogromne ilości wody i trudno regenerują system korzeniowy,
      stad są bardzo podatne na usychanie!. Posadzone i słabo podlewane szczególnie,
      gdy grunt jest suchy i przepuszczalny, mogą długo odchorowywać przesadzenie.
      Dam przykład posadziłem mojej redakcyjnej koleżance 15 świerków w balotach i 10
      brzóz w balotach. Świerki mimo suchego lata i ciężkiej mało przepuszczalnej
      gleby rosną dobrze do dziś, z brzóz po roku wypadła połowa. Wniosek jest jeden.
      Brzozy najlepiej kupować młode, niewielkie osobniki, dobrze przygotować podłoże
      i obficie podlewać – wtedy ryzyko że się nie przyjmą jest około 30%.
      Pozdrowienia,
      Jerzy Woźniak
      • yagnieszka Re: Brzoza himalajska 27.04.03, 00:43
        Bardzo dziekuje za odpowiedz choc nie brzmi ona zbyt pocieszajaco. Obserwuje
        brzozy w mojej okolicy i jeszcze zadna nie ma paczkow, wiec moze i dla mojej
        jest jeszcze jakas szansa. Gdyby jednak moja brzoza nie puscila lisci, to ja
        oddam (jak wspomnialam, jest na gwarancji wiec to tylko problem wykopania jej
        i odwiezienia dla garden centre) ale chcialabym posadzic wtedy nowa.
        Czy mam rozumiec, ze po posadzeniu nalezy ja jakos szczegolnie duzo podlewac?
        Ile razy dziennie, w jakich ilosciach, przez cale lato i jesien?
        Bede wdzieczna za kilka slow na ten temat.
        Z gory dziekuje,
        Jagusia
        • barbinator Re: Brzoza himalajska 27.04.03, 19:37
          yagnieszka napisała:

          > Bardzo dziekuje za odpowiedz choc nie brzmi ona zbyt pocieszajaco. Obserwuje
          > brzozy w mojej okolicy i jeszcze zadna nie ma paczkow, wiec moze i dla mojej
          > jest jeszcze jakas szansa. Gdyby jednak moja brzoza nie puscila lisci, to ja
          > oddam (jak wspomnialam, jest na gwarancji wiec to tylko problem wykopania jej
          > i odwiezienia dla garden centre) ale chcialabym posadzic wtedy nowa.
          > Czy mam rozumiec, ze po posadzeniu nalezy ja jakos szczegolnie duzo podlewac?
          > Ile razy dziennie, w jakich ilosciach, przez cale lato i jesien?
          > Bede wdzieczna za kilka slow na ten temat.
          > Z gory dziekuje,
          > Jagusia


          Bez urazy, ale zanim polecisz reklamować roślinę należałoby chyba wcześniej
          upewnić się jak to było z tym podlewaniem. Jeśli nie podlewałaś, to chyba
          trudno wymagać od sprzedawcy uznania takiej reklamacji. W ogóle to ciekawa
          sprawa z tą reklamacją na rośliny, nigdy się z czymś takim nie spotkałam.
          Trzeba by chyba jakoś udowodnić, że roślina padła z winy sprzedawcy a nie z
          naszej własnej albo przez nikogo niezawinionej jak np ostatnie przymrozki?
          Osobiście nigdy nie reklamowałam roślin, wydaje mi się to bez sensu...
          Pozdr. B.
          • yagnieszka Do Barbinator 27.04.03, 20:34
            Gwarancja jest na rok na kazdy krzak lub drzewo. Nikt nie pyta dlaczego sie
            nie przyjelo czy w ogole dlaczego oddajesz - zawozisz do garden centre
            i wymieniasz lub odbierasz pieniadze jesli nie chcesz juz zadnej rosliny. Nikt
            nie robi z tego zadnego problemu - to normalne, ze czesc roslin sie nie
            przyjmie z roznych wzgledow i nikt by inaczej wieloletniej rosliny nie kupil -
            za duze ryzyko. Poza tym masz rok zeby sie przekonac, czy Ci sie naprawde ta
            wlasnie roslina podoba tam, gdzie ja sobie zasadzilas - ja juz pare razy
            wymienialam rosliny tylko dlatego, ze przestaly mi sie podobac i uznalam, ze
            nie pasuja do calej kompozycji tego, co mam posadzone.
            Czy mam rozumiec, ze w Polsce w garden centres nie mozna wymieniac roslin
            i nie ma gwarancji na rosliny wieloletnie?
            • barbinator Re: Do Barbinator 28.04.03, 15:30
              yagnieszka napisała:

              > Gwarancja jest na rok na kazdy krzak lub drzewo. Nikt nie pyta dlaczego sie
              > nie przyjelo czy w ogole dlaczego oddajesz - zawozisz do garden centre
              > i wymieniasz lub odbierasz pieniadze jesli nie chcesz juz zadnej rosliny.
              Nikt
              > nie robi z tego zadnego problemu - to normalne, ze czesc roslin sie nie
              > przyjmie z roznych wzgledow i nikt by inaczej wieloletniej rosliny nie kupil -

              > za duze ryzyko. Poza tym masz rok zeby sie przekonac, czy Ci sie naprawde ta
              > wlasnie roslina podoba tam, gdzie ja sobie zasadzilas - ja juz pare razy
              > wymienialam rosliny tylko dlatego, ze przestaly mi sie podobac i uznalam, ze
              > nie pasuja do calej kompozycji tego, co mam posadzone.
              > Czy mam rozumiec, ze w Polsce w garden centres nie mozna wymieniac roslin
              > i nie ma gwarancji na rosliny wieloletnie?


              Może niech napiszą osoby, które próbowały kiedykolwiek reklamować - to ciekawy
              temat, przyznam, ze choc mieszkałam parę lat za granicą, to w tym okresie jakoś
              nie miałam okazji kupować roślin wieloletnich, więc nie wiem jak to wygląda.
              To co piszesz wygląda tak dobrze, ze aż obawiam się że w Polsce byłoby nie do
              pomyślenia, niestety... W okolicy w której mieszkam wielu ludzi ma pobudowane
              domki letniskowe i widzę jak obchodzą się z roślinami: przyjadą, posadzą, raz
              podleją i wrócą za miesiąc... Mam wrażenie, że sklepy by pobankrutowały gdyby
              miały przyjmować wszystkie takie reklamacje. A jeszcze w dodatku ta ostatnia
              zima bardzo się dała we znaki - czy w kraju w którym mieszkasz przyjmują także
              reklamacje roślin które zmarzły w wyniku mrozu, także wtedy gdy nie zostały
              właściwie zabezpieczone? A co z chorobami i szkodnikami, czy jeśli roślina coś
              podłapie już po posadzeniu, to sklep też zwraca kasę?
              Chyba będe musiała spróbować coś zareklamować w naszym Obi... ale mam złe
              przeczucia, obawiam się, że mnie spławią...:((
              Pozdr. B.
              • yagnieszka Gwarancja 28.04.03, 18:10
                Mieszkam w Kanadzie. To tak a propos klimatu - tez bywa okrutny :-)
                Tak w skrocie to to jest tak: gdy kupuje rosline wieloletnia, dostaje gwarancje
                na rok, ktora wyglada podobnie jak gwarancja na sprzet czy cos w tym rodzaju.
                Dotyczy to nie tylko wyspecjalizowanych garden centres ale tez takich sklepow
                jak Home Depot czy Canadian Tire specjalizujacych sie bardziej we wszystkim, co
                tylko mozliwe dla domu i samochodu - te sieci maja jednak sezonowe stoiska
                z roslinami i podobnie jak specjalistyczne placowki ogrodnicze, respektuja
                roczna gwarancje na drzewa i krzewy. Jak na tym wychodza finansowo, trudno mi
                powiedziec ale jako klient nigdy bym nawet nie brala pod uwage kupowania
                rosliny wieloletniej bez pewnosci, ze jesli cos sie z nia nie uda w ciagu roku,
                to na tym strace.
                Podejrzewam, ze ilosc sprzedawanych roslin i srednia ceny pokrywaja ewentualne
                straty. Poza tym oni tez sa przeciez tylko posrednikiem - te oddane, pechowe
                egzemplarze trafiaja pewnie z powrotem do oryginalnego hodowcy/producenta.
                Kilka lat temu oddalam krzak, ktory padl po kilku miesiacach, pamietam
                komentarz osoby przyjmujacej go z powrotem - w tlumaczeniu to bedzie
                takie "coz, tak mu widac bylo pisane" :-)
                Nikt tego nie traktuje jako powod do przesluchan klienta czy podlewal, czy
                dbal, czy wiedzial, co robic. Zaklada sie, ze klient zainwestowal czas
                i pieniadze wiec zapewne pragnal pozytywnych efektow i postepowal jak najlepiej
                potrafil zeby bylo OK. Skoro mimo wszystko roslina padla, klientowi nalezy sie
                nowa lub zwrot pieniedzy. Myslalam, ze to typowe postepowanie we wszystkich
                miejscach sprzedajacych rosliny wieloletnie.
                Moja brzoza tymczasem chyba ma kilka nowych takich zwisajacych kotkow/baziek -
                to chyba dobry znak? Mam nadzieje :-)
              • yagnieszka Gwarancja 28.04.03, 18:10
                Mieszkam w Kanadzie. To tak a propos klimatu - tez bywa okrutny :-)
                Tak w skrocie to to jest tak: gdy kupuje rosline wieloletnia, dostaje gwarancje
                na rok, ktora wyglada podobnie jak gwarancja na sprzet czy cos w tym rodzaju.
                Dotyczy to nie tylko wyspecjalizowanych garden centres ale tez takich sklepow
                jak Home Depot czy Canadian Tire specjalizujacych sie bardziej we wszystkim, co
                tylko mozliwe dla domu i samochodu - te sieci maja jednak sezonowe stoiska
                z roslinami i podobnie jak specjalistyczne placowki ogrodnicze, respektuja
                roczna gwarancje na drzewa i krzewy. Jak na tym wychodza finansowo, trudno mi
                powiedziec ale jako klient nigdy bym nawet nie brala pod uwage kupowania
                rosliny wieloletniej bez pewnosci, ze jesli cos sie z nia nie uda w ciagu roku,
                to na tym strace.
                Podejrzewam, ze ilosc sprzedawanych roslin i srednia ceny pokrywaja ewentualne
                straty. Poza tym oni tez sa przeciez tylko posrednikiem - te oddane, pechowe
                egzemplarze trafiaja pewnie z powrotem do oryginalnego hodowcy/producenta.
                Kilka lat temu oddalam krzak, ktory padl po kilku miesiacach, pamietam
                komentarz osoby przyjmujacej go z powrotem - w tlumaczeniu to bedzie
                takie "coz, tak mu widac bylo pisane" :-)
                Nikt tego nie traktuje jako powod do przesluchan klienta czy podlewal, czy
                dbal, czy wiedzial, co robic. Zaklada sie, ze klient zainwestowal czas
                i pieniadze wiec zapewne pragnal pozytywnych efektow i postepowal jak najlepiej
                potrafil zeby bylo OK. Skoro mimo wszystko roslina padla, klientowi nalezy sie
                nowa lub zwrot pieniedzy. Myslalam, ze to typowe postepowanie we wszystkich
                miejscach sprzedajacych rosliny wieloletnie.
                Moja brzoza tymczasem chyba ma kilka nowych takich zwisajacych kotkow/baziek -
                to chyba dobry znak? Mam nadzieje :-)
                Pozdrowienia,
                Jagusia
    • jerzy.wozniak Re: Brzoza himalajska 28.04.03, 21:55
      Witam na forum Gazety!
      W Polsce również jest to praktykowane w różnych szkółkach. Często wymienia się
      rośliny nawet indywidualnym klientom, a zawsze architektom zieleni, szczególnie
      tym którzy stale kupują rośliny. Jednak ponieważ sprzedawcy się nieźle znają,
      nie mają zwykle trudności z określeniem dlaczego padła zwracana roślina. Na
      niektóre gatunki nie udziela się takiej gwarancji.
      Pozdrowienia,
      Jerzy Woźniak
Pełna wersja