12.08.03, 23:30
Błagam pomóżcie mi pozbyć sie nornicy.Próbowałam juz chyba
wszystkiego:odstraszaczy zapachowych,dźwiękowych,różnych preparatów.Wszystko
na nic.Może ktoś z Was ma jakiś sposób
Obserwuj wątek
    • kropka Re: nornica - zupełnie niepowaznie 13.08.03, 15:58
      nie sądzę, żebyś skopiowała tą metodę, ale ja zwalczyłam nornice w taki oto
      sposób :-)

      - Mamy w domu mysz! powitał mnie Jasiek
      - Jaką mysz? Przecież mamy kota, stwierdziłam głupio
      - No właśnie takiego mamy kota, burknęła gosposia
      - Coś zjadła?
      - Tak. Kocie chrupki.
      - No to kot ma, na co zasłużył. Mądra mysz.
      - To nie mysz. Myszy są szare, a nasza jest brązowa, wyjaśnił Jaś.
      - Nasza???!!! wrzasnęłam. Żadnych myszy nie będzie. Nawet nie próbuj...
      uprzedziłam szybko
      - Ale to nie mysz! To nornica!!! Malutka i śliczna! jęczał maluch.
      - Nornic też w domu nie będzie. Niech spada do ogrodu. Trzeba ją wyrzucić.
      - Jak?
      - Tak jak pająki. Przykryć słoikiem i wywalić.
      No i się zaczęło. Polowanie w Puszczy Białowieszczańskiej na grubego zwierza to
      pikuś w porównaniu z tym, co działo się w domu.
      Najpierw została ustalona strategia: dwie osoby stają w drzwiach kuchni, jedna
      na środku. Wszyscy trzymają słoiki w pogotowiu. Jedna osoba stuka kijkiem w
      meble, dwie odsuwają po kolei szafki. Zaczynamy od lodówki, czyli od lewej
      i jedziemy zgodnie z ruchem zegara.
      Ruszyliśmy.
      Jasiek wsunął kij pod lodówkę.
      - Coś tam jest! zawołał triumfująco.
      Zachrobotało, coś się przesunęło i spod lodówki wyturlały się dwie piłki psie
      i jedna kocia. Natychmiast pojawił się pies i złapał w pysk swoją piłeczkę, ale
      jednocześnie zauważył drugą, więc wypuścił z pyska tę pierwszą i złapał tę
      drugą, ale zauważył tę pierwszą, więc wypuścił tę drugą, która wturlała się
      ponownie pod lodówkę. Na odgłosy szurania do kuchni wpadł kot. Zobaczył swoją
      piłkę i rzucił się na nią łapami. Ale pies też zauważył kocią piłkę, więc
      wypuścił swoją (tę pierwszą) i złapał kocią. W rewanżu kot usiłował złapać
      turlającą się piłkę psią (tę pierwszą) i wrzucił ją pod lodówkę. Sam też
      usiłował pod nią wejść, ale się zaklinował w połowie. Na zewnątrz pozostała
      jedynie brązowa, pękata kocia pupa. Nie wiem czy ze złości, czy z rozpędu, pies
      potraktował kocią krągłość jak piłkę i capnął za szynkę ile sił w pysku...
      Pierwszy wrzask należał do Marysi. Następny do Karoliny i kota, a potem
      wrzeszczeli już wszyscy. Bawiący się w sąsiednim pokoju wnuk rozryczał się całą
      swą niemowlęcą siłą. Gdy do kuchni wpadł przerażony Mężczyzna Życia, zobaczył
      kłębiącą się i wrzeszczącą gromadę ludzi, a na środku stojącego ogłupiałego psa
      z kotem w pysku. Kot przyjął pozycję zwisu męskiego obojętnego i sprawiał
      wrażenie bardzo zadowolonego.
      - Czy mogę dowiedzieć się co tu się dzieje? ryknął Najdroższy z Najdroższych.
      - Nic, skarbie, łapiemy mysz – usiłowałam opanować zadyszkę.
      - Nornicę! wrzasnął Jasiek.
      - Możecie już nie łapać. Na pewno zdechła na zawał, oświadczył Brunet i poszedł
      uspakajać wnuka.
      - Nie możesz tak się wszystkim przejmować, maleńki, bo Pan Bóg pokarał cię
      przynależnością do rodziny wariatów. Jeśli tego szybko nie zrozumiesz, to
      będziesz taki, jak oni, tłumaczył łagodnie. Dziecko patrzyło mu w oczy uważnie
      i ze zrozumieniem.
      - Jesteś głową tej rodziny. Powiedziałeś mu o tym? zapytałam mściwie.
      A mysz? Chyba rzeczywiście dostała zawału, bo na razie jej nie widać.
      Może założymy rodzinną firmę deratyzacyjną?
    • jerzy.wozniak Re: nornica 20.08.03, 07:37
      Witam na forum Gazety!
      Pies gryzł nornice i całe te ogrodnicze tematy, ja nie mogę się nadziwić jak wy
      piszecie> szlak mnie trafia że w tym kraju marnuje się tyle talentu, to co
      piszecie na forum to niezwykle sprawnie napisane, proste, czyste językowo
      opowiadania, a w gazetach męty sklecają trudny do zrozumienia bełkot – zaraz
      powiecie, że nie wszyscy oczywiście, wyjątek potwierdza regułę. Polska to kraj
      w którym marnują się talenty – wiem co mówię bo ci od decyzji są na tyle nie
      inteligentni że nie potrafią wyłowić takich pereł. Daję dolce przeciw złotówce,
      że gdy by takie form istniało w prężnym ceniącym ludzkie umiejętności, a nie
      jak tu cwaniactwo, wielu z was już by pisało ku radości i pożytkowi
      czytelników. Tu talentów się otoczenie boi, tu talenty się marnuje. Jeszcze raz
      podkreślam 500 razy wiem co piszę pracując w redakcjach, czytałem setki wypocin
      za pieniądze wypisywanych przez tuzy z prof. hab. Przed nazwiskiem które to
      prof. i hab. mieli wydrukowane nawet na krawatach i ramiączkach od sukienek.
      Wasze teksty pisane przecież na żywo bez gryzmolenia i poprawianie to niebo a
      ziemia. Mają jedną niezwykłą zaletę są bardzo lekkie i logiczne – to wyjątkowa
      zdolność tak pisać! Piszę to już nie po raz pierwszy, gdyż jestem urzeczony
      waszymi wątkami, a ponieważ kształcono mnie na zachodzie jestem wrażliwy na
      zdolności, miałem bowiem specjalne szkolenia jak pozyskiwać kadry, oraz ocenę
      osobowości po tym, jak miedzy innymi ktoś wyraża swe myśli na papierze, sorry
      ale oceniam również to co napisaliście właśnie pod tym kątem – takie zawodowe
      przekręcenie. Ale odstawiam na bok osobiste wstawki. Tak o przyrodzie,
      otoczeniu, odczuwaniu nie piszą żadne pisma! Sztywniactwo, szpan, tępota,
      zresztą obejzyjcie takie programy jak Styl na TVN, to co tam jest to ubliżenie
      nawet dla wsi, taki brak gustu i szpanowanie na nowatorstwo i pseudosztukę jak
      rzadko kiedy. Czy myślicie że oni napisali by taki watek jak ten o nornicy – HA
      HA Ha zdechli by, a nie stworzyli niczego takiego! Do tego bowiem trzeba mieć
      inteligencję, wrażliwość i talent, a tego ostatniego w obecnej Polskiej sztuce
      wyjątkowo brakuje, nic więc dziwnego ze po raz 48907 oglądamy czterech
      pancernych i psa.
      Szlak mnie trafił, natychmiast wysyłam maile, aby wreszcie ktoś pozwolił mi tu
      zrobić gazetę internetową w której artykuły piszą czytelnicy, a ja będę ze
      swymi wypocinami tylko sztywniacko odpowiadał na wasze listy i pytania.
      Pozdrowienia,
      Jerzy Woźniak
      • kropka Re: nornica 20.08.03, 15:16
        No nie!!! Taka recenzja! I to EKSPERTA!!! Koniec świata!
        Natychmiast rozsyłam link po wszystkich krewnych i znajomych. Niech
        wiedzą, qrna!!! :-)
        Zakładaj tę gazetę. Będziemy pisać ile wlezie. Nawet wywiad z
        pająkiem jestem gotowa zrobić. Tylko nie z krzyżakiem!!!
        dzięki :))
      • bokon Re: nornica 20.08.03, 23:08
        Dzięki za świetną recenzję opowiadania kropki,ale ja naprawdę mam problem z tą
        nornicą.Oczekuję fachowej pomocy eksperta.
        • ptasik Re: nornica 21.08.03, 09:09
          :-)))))))))))
          Melduje sie Katula, ktora tez ma zaszczyt zaliczac sie do Wariatow, Szalencow,
          Poprancow, w kontekscie swojego stosunku do tych wszystkich co skacza, biegaja
          i fruwaja :-) Wprawdzie zaliczylam sie sama, ale i tak jestem z tego
          niesamowicie dumna, choc tak jak Kropka pisac niestetynie umiem, ale, co tam i
          ja opiwiem Wam moja przygode z mysza, nie nornica, ale zwykla szara, mala
          domowa, a wlasciwie akademikowa mysza:-)))

          Otoz akademik, w ktorym mieszkalam to jest taki 11 pietrowy wiezowiec (Slezak
          we Wroclawiu) oczywiscie ze zsypami i studentami, ktorym porzadki w glowie
          bywaly rzadko.
          I tak o to, ktoregos dnia w naszym pokoju kolezanka, ktora sie panicznie bala
          myszy i wszelkich innych gryzoni zauwazyla mysz. Z prędkościa swietlna
          wskoczyla na stol, wydajac przy tym cala mase piskow, wrzaskow i okrzykow, ze w
          pokoju jest mysz i trzeba z nia cos zrobic, bo ona z nia pod jednym dachem
          mieszkac nie bedzie.
          Najpierw popatrzylam na nia lekko mruzac oczy, czy aby nie ma jakis objawow
          goraczki np. , ale nie,oprocz objawow panicznego strachu wszystko wydawalo sie
          byc w porzadku.

          No to pomyslalam, ze trzeba wspolspaczce jakos pomoc.
          Pierwsze kroki z prosba o pomoc skierowalam wiec do sasiadow, ale okazalo sie,
          ze ich drzwi sa juz zabarykadowane, bo oni tez zadnej myszy u siebie miec nie
          chcieli.
          Tedy poszlam o zaprzyjaznionych mezczyzn liczac na to, ze oni uratuja nas z tej
          mysiej opreseji.
          Przyszlo dwoch...
          Pozagladali wszedzie, poodsuwali co sie dalo, po czym stwierdzili, ze
          wspolspaczka ma zwidy i uwalili sie na naszych lozkach. Wspolspaczka wobec
          takiej sily stwierdzen, ze ma przewidzenia zlazla ze stolu i tez przysiadla na
          lozku.
          Po czym zza jadengo lozka, wspinajac sie po kocu prawie na ramie jednego z
          mezczyzn wylazla malusienka szara myszka.
          Jejku, jaki sie zrobil rwetest, a halas. Wspolspaczka wyladowala na stole, a
          chopy wzieli nogi za pas i dali dyla, powrzaskujac nie gorzej od niej :-
          )))))))))))))
          Ja natomiast dostalam ataku smiechu.
          Niestey moja mysz podobnie jak Kropkowa tego nie zniosla i dostala zawalu.

          Jak natomiast zamieszkalam na wsi, w starym dotad opuszczonym domu to myszy
          bawily sie w nim w berka, ale sprowadzilam kota ktory bardzo sprawnie
          wprowadzil porzadek.
          A teraz? Teraz myszy chadzaja swoimi sciezkami i w piwnicy, w ktorej czasem
          jakas mozna spotkac mowimy sobie dzien dobry, dowidzenia i tak jakos sobie to
          biegnie wlasnym torem. Rowniez na dworze i w ogrodku z nimi nie walczymy.
          Ba, nie mamy rowniez nic przeciwko temu, ze korzystaja z wodopoju
          przygotowanego dla ptakow i z tzw, oczka w ogrodzie.
          Faktem jest, ze nornice i mnie czasem wyprowadzaja z rownowagi, aczkolwiek wiem
          dlaczego i gdzie sie pokazuja, a wlasciwie gdzie sa na stale. Zawsze tam gdzie
          podlewam roslinki. Zakopywanie korytarzy i inne metody nic nie daja, aczkolwiek
          jedna zawarla ze mna rozejm. Przez jakis czas kilka razy po rzad robila sobie
          otwor wentylacyjny tak, ze wykopywala mi roslnke. NO to ja roslinke z powrotem
          i tak kilka ladnych razy, az w koncu odpuscila i zrobila sobie otwor tak, ze
          roslinka ma sie dobrze, tuz obok. A co - tez chciala miec kwiatki przy wejsciu
          do
          domu.
          No szkodza te cholerki, szkodza, ale ja tez nie znalzlam zadnego sposobu
          skutecznej walki czy tez rozmow z nimi. Zniszczyly troche drzewek, bo gniazda
          pod nimi pozakladaly, troche krzewow obrytych z wszystkich stron, ale wiem, ze
          ze wzgledu na lokalizacje chalupki, w szczerym polu jak jakims cudem pozbede
          sie tych to pojawia sie kolejne. To juz wole miec te zaznajomione.
          Choc ostatnio w ogrodzie pojawil sie nasz naturalny sprzymierzeniec i wrog
          nornic, a mianowicie jakas olbrzymia sowa, a zauwazyl ja moj Mezczyzna Zycia, w
          nocy. Siedziala sobie na gzymsie domu i obserwowala oczko, z ktorego nornice
          pija wode. Radosc dla mnie podwojna - sowa na moim podworku !!! i w dodatku
          regulujaca wielkosc populacji nornic.
          A poza tym lada dzien w naszym domu zamieszka kot, byle by tylko byl troche
          pracowitszy od Kropkowego :-)))))
          Z reszta kot ma byc od mruczenia i przytulania, a robota to przy okazji, jak mu
          sie bedzie chcialo, bo to bedzie pan kot.

          Bokon, wiem, ze te wszystkie moje opowiesci Ci nie pomoga.
          Jedyny skuteczny sposob, po tym wszystkim co juz zastosowales to je...polubic
          No mozesz jeszcze sprobowac kota albo sowy

          Pozdrawiam
          Katula

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka