Forum Sport Sport
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    MVP na nba.com

    IP: *.i.tania.siec.osiedlowa.z.firmy.provider.pl 14.02.02, 14:29
    Ciekawe nie? Dziwne jest jakos że ludzie którzy moga ogladać popisy zawodowców
    na żywo potrafia docenić wyczyny starszego pana, tymczasem u nas jakaś taka
    dziwna zawiść, mimo że przeważnie nie ma okazji do zobaczenie jego gry a
    przecież a komentarze prasowe i inne wiadomości docierające zza oceanu są
    przeważnie pozytywne w stosunku do MJ. Tym dziwniejsze że na podstawie
    pozytywnych opini pojawia się u nas tyle negatywnych komentarzy. Ale to w sumie
    w naszym społeczeństwie normalne. Skąd my to znamy że gdy tylko komuś udaje się
    więcej niz nam to od razu patrzymy na niego wilkiem. Nic dziwnego że gdy to
    właśnie Jordana jego rodacy stawiaja na pierwszym miejscu to w niektótych
    osobach krew się prawie gotuje. No ale cóz, każdy musi mic jakiegos faworyta...
    Pozdrawiam w wyjatkowo dobrym humorze:)))
    Obserwuj wątek
      • Gość: easy79 Re: MVP na nba.com IP: *.i.tania.siec.osiedlowa.z.firmy.provider.pl 14.02.02, 14:54
        Zapomniałem dodać wyników. Więc tak na wszelki wypadek, gdyby ktoś nie widział:

        1. Michael Jordan - 40%
        2. Jason Kidd - 25%
        3. Kobe Bryant - 17%
        4. Allen Iverson - 7%
        5. Other - 6%
        6. Kevin Garnett - 3%
        7. Tim Duncan - 2%

        Przy okazji dodam że nieco zaskakuje mnie tylko 3% Garnetta i aż 6% "innych".
        Ciekawa jest także niska pozycja Duncana ale w sumie SAS ostatnio raczej nie
        prezentuja sie najlepiej. Podobnie zreszta jak i Wolves:(((
        Pozdr.
      • Gość: Wilt Re: MVP na nba.com IP: 195.117.2.* 14.02.02, 16:14

        Słusznie ten dobry humor - w końcu to fani decydują o wartości zawodnika, będąc
        przy tym zaskakująco konsekwentnymi w swoich poglądach (np. głosowanie przy Meczu
        Gwiazd, gdzie wygrał Carter przed Shaqiem i Kobem, a oni wszyscy - przed
        Jordanem). Natomiast Bóg zapłać za dobre słowo, easy. Jasne jest, że krytykując
        MJ MUSZĘ czynić to z powodu zawiści, że osiągnął więcej niż ja. Pomijając nawet
        konsekwencje podobnych twierdzeń (np.: czy Ty nie krytykujesz Kobego z tego
        samego powodu? A jeśli z innego, to z jakiego - i czemu akurat Tobie miałyby być
        przypisane bardziej szlachetne intencje? I czy nie dostrzegasz, że argumentując w
        ten sposób można skwitować każdą krytykę kogoś sławnego?), chciałbym nieśmiało
        zauważyć, że inną cechą typowo polską jest przypisywanie przeciwnikowi - czy to w
        dyskusji o sporcie, czy o polityce, czy o d... Maryni - jak najgorszych pobudek i
        intencji - z czym właśnie choćby przed chwilą miałem przyjemność się spotkać. Ale
        cóż; działalność na tym forum nauczyła mnie, że najczęściej na nic lepszego nie
        mogę liczyć ze strony fanów Jordana; nawet, jak się okazuje, tych umiarkowanych.

        • Gość: easy79 Re: MVP na nba.com IP: 62.89.106.* 14.02.02, 17:48
          Gość portalu: Wilt napisał(a):

          >
          > Słusznie ten dobry humor - w końcu to fani decydują o wartości zawodnika, będą
          > c
          > przy tym zaskakująco konsekwentnymi w swoich poglądach (np. głosowanie przy Mec
          > zu
          > Gwiazd, gdzie wygrał Carter przed Shaqiem i Kobem, a oni wszyscy - przed
          > Jordanem).

          W przypadku All Star Game fani decydują o aktualnej popularności zawodnika a nie
          wartości. Jak przyszło decydować o wartości właśnie to pokaują kogo stawiaja
          jednak na pierwszym miejscu:)

          Natomiast Bóg zapłać za dobre słowo, easy. Jasne jest, że krytykując
          >
          > MJ MUSZĘ czynić to z powodu zawiści, że osiągnął więcej niż ja.

          Wilt starasz się nie rozumieć czy co? Nawet w najśmielszych myślach nie próbował
          bym porównywać Ciebie (przy całym szacunku) do Jordana. Czasmi pisząc używam
          przenośni.

          Pomijając nawet
          >
          > konsekwencje podobnych twierdzeń (np.: czy Ty nie krytykujesz Kobego z tego
          > samego powodu? A jeśli z innego, to z jakiego - i czemu akurat Tobie miałyby by
          > ć
          > przypisane bardziej szlachetne intencje? I czy nie dostrzegasz, że argumentując
          > w
          > ten sposób można skwitować każdą krytykę kogoś sławnego?)

          Ja staram się nie krytykować Kobego ale opinie jego dotyczące, a mówiące o jego
          dominacji w lidze itp. A że przytaczanie przeze mnie dowodów na to jest odbierane
          jako krytyka koszykarza to już inna sprawa. Sam wielokrotnie podkreślam że jest
          wspaniałym zawodnikiem, dobrze się zapowiadającym. Ale na razie tylko to:)


          , chciałbym nieśmiało
          > zauważyć, że inną cechą typowo polską jest przypisywanie przeciwnikowi - czy to
          > w
          > dyskusji o sporcie, czy o polityce, czy o d... Maryni - jak najgorszych pobudek
          > i
          > intencji - z czym właśnie choćby przed chwilą miałem przyjemność się spotkać.

          Nie mam zamiaru przypisywać nikomu jakichkolwiek złych intencji. Po prostu uważam
          że niechęc przejawiana przez niektóre w stosunku do Jordana osoby bierze się
          właśnie z jego osiągnięc. Jego dominacja w lidze w 90-tych latach faktycznie
          mogła się znudzić, ale dla mnie nie jest to powód do umniejszania ich wartości.
          Jak widać za oceanem też tak uważają, potrafia docenić klasę koszykarza i jego
          umiejętności. U nas oczywiście też to potrafią, tylko czasami w stosunku do
          niektórych starają się tego nie robić.


          A
          > le
          > cóż; działalność na tym forum nauczyła mnie, że najczęściej na nic lepszego nie
          >
          > mogę liczyć ze strony fanów Jordana; nawet, jak się okazuje, tych umiarkowanych
          > .
          >
          Wcala nie uważam się za umiarkowanego fana Jordana. Jestem po prostu jego zwykłym
          fanem:))) Jeżeli odebrałeś moje słowa jako atak na swoją osobę to śpieszę z
          wyjaśnieniem. Nic takiego nie miałem w zamiarach, ot po prostu była to mała
          refleksja na temat stosunku do MJ, dziwnie negatywnego a nawet czasami
          obraźliwego, wyrażanego przez niektórych forumowiczów.

          Pozdr.
          • Gość: Wilt Re: MVP na nba.com IP: 195.117.2.* 15.02.02, 17:46
            Easy, jestem Ci niezmiernie wdzięczny, że pisząc o zawiści wobec Jordana etc
            nie mnie miałeś na myśli. Muszę wierzyć Ci na słowo, choćby czytając o tym, że
            użyłeś przenośni itd. cisnęły mi się na usta zwroty w rodzaju "udawanie Greka"
            (jestem dziwnie spokojny, że każdy czytający ten pierwszy post internauta
            odczytął go jako odnoszący się do mnie i reszty krytyków MJ, których zresztą
            nie działa na tym forum tak wielu, więc nie poczuć się osobiście dotkniętym
            trudno). W takim razie mam pytanie; jeśli nie do nas odnosiły się Twoje słowa,
            to u licha do kogo - szczególnie, że zawężyłeś krąg podejrzanych do polskiego
            społeczeństwa?
            A tak dla jasności, "Ja staram się nie krytykować MJ ale opinie jego dotyczące,
            a mówiące o jego
            dominacji w lidze itp. A że przytaczanie przeze mnie dowodów na
            to jest odbierane
            jako krytyka koszykarza to już inna sprawa."
            Powyższe zdanie zaczerpnąłem od Ciebie - z pewną drobną zmianą.;-)
            Co do treści merytorycznych; nie widzę żadnych podstaw, żeby rozróżniać
            głosowanie na All-Stars (w którym zresztą brało udział nieporównanie więcej
            osób) od Twojej sondy z NBA.com - tu i tam wybiera się najlepszych i werdykty
            są podobnie racjonalne - a raczej nie do końca racjonalne, bo a ani Carter nie
            zasługuje na I miejsce w All-Stars, ani MJ na MVP. Jeśli koniecznie
            potrzebowałeś wynalezienia czegoś dla pociechy po ostatnim All-Star Game i
            meczach z Lakers i Kings, to ten sondaż całkiem nieźle pasuje ;-) - natomiast
            chciałbym, delikatnie przypomnieć, że w analogicznym sondażu np. na najlepszą
            piosenkarkę wygrałaby Madonna, ewentualnie Britney Spears. :-) M.in. dlatego
            osobiście wolę ufać fachowcom - wśród których, obawiam się, MJ ma nieporównanie
            mniejsze szanse na MVP niż wśród fnaów, patrzących na niego wciąż z sentymentem
            (wielu fachowców też tak czyni, jak Patrick, ale na szczęście mniej) przez
            okulary lat 90. Tak więc, nie dojdzie chyba do jednego z najbardziej
            niesprawiedliwych werdyktów w historii (obok np. nie wybrania Barry'ego w 1975
            r.) - bo nawet gdyby zamiast wybierania po prostu najlepszego gracza ligi,
            przyjąć tę głupią moim zdaniem interpretację, że MVP to ten, który najwięcej
            znaczy dla całego zespołu (słusznie się zauważa, że to premiuje graczy ze
            słabszymi partnerami w drużynie), której zresztą i tak nie da się konsekwentnie
            stosować (bo wtedy musiałby wygrać Francis, bez którego Rockets na 20 spotkań
            wygrali 2, albo Andre Miller), to i tak MJ przegrywałby z Kiddem. Kidd jest
            daleko lepszy od niego w obronie, asystach i ogólnie kreowaniu gry,
            przechwytach, nawet zbiórkach, ustępując mu tylko w ataku - przy czym (nawet
            abstrahując od mojego przekonania, że Wizards nie utrzymają obecnej pozycji)
            doprowadził Nets jeszcze wyżej. I tyle. Natomiast wybierając najlepszego
            koszykarza, który na parkiecie potrafi w sumie najwięcej; w ataku, obronie,
            kreowaniu gry - są od niego lepsi w jednej czy drugiej kategorii, ale on jest
            najlepszy biorąc pod uwagę całość (nie mówiąc o tym, że jego zespół będzie miał
            1-2 wynik w lidze) - odpowiedź jest tylko jedna; Kobe Bryant. :-)
            I tu ciekawostka; nie odpowiedziałeś, co dla Ciebie musiałby osiągnąć, żebyś
            uznał go za naprawdę dobrego, zamiast tylko "obiecującego" (już Cię widzę, jak
            za tylko obiecującego uznawałeś Jordana gdzieś koło 1987-89 - założę się, że
            wtedy nie byłeś taki ostrożny ;-))... Ja w każdym razie przytoczę ciekawy
            tekst, potwierdzajacy zarówno klasę Kobego, jak i to, co od dawna podejrzewałem
            w odniesieniu do możliwych przyczyn krytykowania go przez fanów MJ (dla
            jasności, ja z kolei nie krytykuję ich za to zjawisko, jakże psychologicznie
            zrozumiałe; ale trzeba zdawać sobie sprawę, jak wpływa to na obiektywizm ich
            ocen, w tym Twoich ;-)). Będzie to także odpowiedź dla watto, wg którego
            żadnego nastepcy Jordana być nie może - a nie chce mi się za dużo zwracać do
            niego bezpośrednio, bo denerwuje mnie swoimi kibolskimi zagrywkami. Więc tekst
            przytaczam w poście obok - a Tobie jeszcze tylko wyjaśniam, że mówiąc o Twoim
            umiarkowaniu nie miałem na myśli temperatury uczuć do MJ (nie mam jak jej
            mierzyć i nawet nie chcę), ale pewien umiar w odnoszeniu się do jego krytyków.

            Pzdr
            • Gość: Wilt Re: MVP na nba.com IP: 195.117.2.* 15.02.02, 17:59
              To ten artykuł z ESPN:

              The torch relay in L.A.
              By Ralph Wiley
              Page 2 columnist


              Torchlight. Cathode ray tube bouncing off your face. Pixels dancing across your
              retinas. Seeing. Believing. Torch got passed in L.A. Tuesday night. Highest
              Level of Hoop now named Ko-Be. Not a matter of busting people. Not scoring
              points. Can't always see what it is in a box score
              • Gość: Wilt Re: MVP na nba.com IP: 195.117.2.* 15.02.02, 18:00
                C.d.:

                It was like back in the day, at old Boston Garden, years ago, back in the ‘80s,
                in a playoff game when Chicago Bull Michael Jordan hit 63 against the Celts,
                and Bird said he was God, disguised as MJ. Jordan had given Bi-zird a couple of
                whap-bounces between the legs and rose for a j while Bird reached out his hand
                to touch him, the way Adam reached out a hand to God on the ceiling of the
                Sistine Chapel. That was the last time the torch got passed.

                ***** ***** *****


                "He basically ... created everything," said Jordan afterward. "We ... could not
                contain ... his activity."

                It was Jordan's way of saying, "Kobe's world now."

                Somewhere, assassins were sharpening their knives.

                Uneasy lies the head that wears the crown ...

                ... best in ball ... highest level ... BAM!

                And, you know, the beauty of it is, it really doesn't matter what the Russian
                judge or anyone else says. The truth is the torchlight.

                Generalnie zgadzam się z autorem artykułu, zarówno co do przyczyn krytyki
                Jordana przez fanów MJ, jak i tego, że jeśli już szukać następcy MJ, to szanse
                ma obecnie tylko Kobe (a ponieważ wiadomo, jak nie lubię MJ, naprawdę nie
                staram się szczególnie doszukiwać podobieństw do niego; po prostu mówię o tej
                sprawie w kategorii bycia najlepszym w danym okresie). Oczywiście zawsze
                znajdziesz, easy, Ty i wielu innych, powody do uznawania wyższości MJ (choć
                obawiam się, że młodsze pokolenie, dla którego to Kobe będzie niezwyciężony,
                może być innego zdania) - ale jeśli wciąż będziecie go tylko krytykować, to
                obawiam się, że cała NBA może stać się dla Was bardzo nudna; bo po co oglądać
                show, gdzie jakiś taki sobie, dość dobry gracz jest i tak lepszy od wszystkich
                pozostałych? Lepiej zostać w domu i oglądać stare taśmy z MJ. ;-)
                • Gość: easy79 Re: MVP na nba.com IP: *.i.tania.siec.osiedlowa.z.firmy.provider.pl 17.02.02, 18:28
                  Gość portalu: Wilt napisał(a):

                  > Generalnie zgadzam się z autorem artykułu, zarówno co do przyczyn krytyki
                  > Jordana przez fanów MJ, jak i tego, że jeśli już szukać następcy MJ, to szanse
                  > ma obecnie tylko Kobe (a ponieważ wiadomo, jak nie lubię MJ, naprawdę nie
                  > staram się szczególnie doszukiwać podobieństw do niego; po prostu mówię o tej
                  > sprawie w kategorii bycia najlepszym w danym okresie). Oczywiście zawsze
                  > znajdziesz, easy, Ty i wielu innych, powody do uznawania wyższości MJ (choć
                  > obawiam się, że młodsze pokolenie, dla którego to Kobe będzie niezwyciężony,
                  > może być innego zdania) - ale jeśli wciąż będziecie go tylko krytykować, to
                  > obawiam się, że cała NBA może stać się dla Was bardzo nudna; bo po co oglądać
                  > show, gdzie jakiś taki sobie, dość dobry gracz jest i tak lepszy od wszystkich
                  > pozostałych? Lepiej zostać w domu i oglądać stare taśmy z MJ. ;-)

                  Co do młodszego pokolenie to nie przesądzał bym sprawy juz teraz. Póki co Kobe
                  zawdzięcza wiele Shaqowi, nadal twierdzę że to Shaq jest główną siła Lakers,
                  jeżeli twierdzi się że są oni głównymi kandydatami do tutułu to właśnie w dużej
                  mieże dzięki niemu. I tu właśnie odpowiedź na Twoje, Wilt, pytanie. Co musi
                  osiągnąć Kobe aby w moich oczach przestał być graczem "zapowiadającym się" a stał
                  się tym najlepszym w lidze. Otóż, co jest na razie niemożliwe, gdyby bez wsparcia
                  najbardziej dominującego gracza w lidze potrafił doprowadzić drużynę do pozimu 60-
                  65 zwycięstw, po czym zdobył dla tej drużyny tytuł, będąc traktowanym przez
                  wszystkich przeciwników(zawodników, trenerów) jako absolutny nr 1, gracz o którym
                  każdy wypowiada się z największym uznaniem, szacunkiem, przed którym częśc będzie
                  czuła nie tyle nawet respekt co prawdziwy strach(pewnie się nie zgodzisz ale
                  wielu obrońców otwarcie przyznawało że kiedy przychodziło im stawać na przeciw MJ
                  to czasami im się nogi uginały...), i oczywiście powtórzy to osiągnięcie przez
                  kilka lat, ok, wtedy przyznam jest bezwzględnie najlepszym, najbardziej
                  dominującym zawodnikiem w lidze. Napisałem że na razie jest to niemożliwe z tej
                  oczywiście przyczyny że w LA jest Shaq, to jego drużyna.
                  Co do obaw o moje znudzenie liga to nie obawiał bym się o to. Jest jeszcze wielu
                  zawodników (Garnett, Webber, Iverson, T-mac, Carter) którzy śmiało jak na razie
                  wytrzymują konkurencję z Kobem. Myślę że są oni zapewnić mi i nie tylko
                  odpowiednią porcję emocji, a przy okazji nie pozwolić zdominować tak jak Tobie
                  się wydaje tej ligi Bryantowi. Jak na razie za często przeplata on doskonałe
                  mecze kompletnie nieudanymi. Pewnie ktoś napisze żebym spojrzał na podobnie na
                  dokonania MJ w tym sezonie, ale różnica polega na tym że on nie musi już nic
                  nikomu udawadniać. Jeżeli jemu się nie powiedzie tym razem nikt mu nie zazuci że
                  nie spełnił pokładanych w nim nadziej. Jak na razie to młodsze pokolenie próbuje
                  dążyć do tego co on osiągnął wiele lat temu a co zapewniło mu taką pozycję na
                  jaką zasługuje. Więc o moje wrażenia proponuje się nie martwić. Pomyśl za to co
                  sie stanie jeżeli LA nie zdobędą w tym roku tytułu. Mit, moim zdaniem sztucznie
                  przez niektóre osoby budowany, przedwczesny, upadnie zanim stanie się tak
                  naprawde mitem... Czy liga stanie się nudna i mało cikawa dla Ciebie jeżeli
                  okaże się że drużyna i zawodnik których uważałeś za najlepszych jednak okażą się
                  słabsi? Myślę że jakoś to przeżyjesz i nadal będziesz im kibicował. Ale co się
                  stanie z osobami dla których, wydaje się, świata poza LA nie ma?
                  Pozdr.
                  • Gość: Wilt Odpowiedzi dla easy'ego i LB - cz. 1 IP: 195.117.2.* 22.02.02, 16:54
                    Gość portalu: easy79 napisał(a): ) Co do młodszego pokolenie to nie przesądzał
                    bym sprawy juz teraz. Póki co Kobe
                    ) zawdzięcza wiele Shaqowi, nadal twierdzę że to Shaq jest główną siła Lakers,
                    ) jeżeli twierdzi się że są oni głównymi kandydatami do tutułu to właśnie w
                    dużej
                    )
                    ) mieże dzięki niemu. I tu właśnie odpowiedź na Twoje, Wilt, pytanie. Co musi
                    ) osiągnąć Kobe aby w moich oczach przestał być graczem "zapowiadającym się" a
                    st
                    ) ał
                    ) się tym najlepszym w lidze. Otóż, co jest na razie niemożliwe, gdyby bez
                    wsparc
                    ) ia
                    ) najbardziej dominującego gracza w lidze potrafił doprowadzić drużynę do
                    pozimu
                    ) 60-
                    ) 65 zwycięstw, po czym zdobył dla tej drużyny tytuł, będąc traktowanym przez
                    ) wszystkich przeciwników(zawodników, trenerów) jako absolutny nr 1, gracz o
                    któr
                    ) ym
                    ) każdy wypowiada się z największym uznaniem, szacunkiem, przed którym częśc
                    będz
                    ) ie
                    ) czuła nie tyle nawet respekt co prawdziwy strach(pewnie się nie zgodzisz ale
                    ) wielu obrońców otwarcie przyznawało że kiedy przychodziło im stawać na
                    przeciw
                    ) MJ
                    ) to czasami im się nogi uginały...), i oczywiście powtórzy to osiągnięcie
                    przez
                    ) kilka lat, ok, wtedy przyznam jest bezwzględnie najlepszym, najbardziej
                    ) dominującym zawodnikiem w lidze. Napisałem że na razie jest to niemożliwe z
                    tej
                    )
                    ) oczywiście przyczyny że w LA jest Shaq, to jego drużyna.

                    No, easy, trzeba przyznać, że zdolności Kobego szacujesz o wiele wyżej, niż
                    jesteś skłonny przyznać. ;-) W odpowiedzi na swoje pytanie nie doczekałem się
                    wymienienia nawet najbardziej wyśrubowanych konkretnych osiągnięć (widać
                    milcząco uznajesz, że żadne z nich nie leży poza zasięgiem Bryanta), ale
                    starasz się jak możesz odsunąć konieczność uznania przez siebie klasy KB w
                    bliżej nieokreśloną przyszłość, uznając w tym celu za decydujące tak,
                    delikatnie mówiąc, mało mierzalne czynniki, jak... drżenie kolan defensorów
                    przed danym delikwentem (zawsze, gdyby nawet Kobe osiągnął wszystko inne o czym
                    piszesz, zawsze możesz zaargumentować, że nie zaobserwowałeś uginania się przed
                    Bryantem nóg Bowena czy Douga Christie ;-)). Przytaczasz przy tym, podobnie jak
                    LB, DECYDUJĄCY argument, że Kobe musiałby bez Shaqa doprowadzić drużynę do
                    mistrzostwa czy 60 zwycięstw. Tak, już dzwonię po Kobego, żeby wynajął Jaysona
                    Williamsa AKA "Kilerów Trzech" w celu usunięcia ww. obywatela O'Neala, aby
                    wtedy wreszcie KB mógł Wam pokazać...albo nie, jeszcze się wstrzymam i
                    zaapeluję do powagi Szanownych Panów. Czy wielkości Russella i prowadzeniu
                    przez niego Celtów do 60 zwycięstw (większe osiągnięcie niż teraz 70)
                    przeszkodziło to, że miał w drużynie Cousy'ego - i vice versa? Jakoś nie; i
                    obaj grając ze sobą zasłużenie dostawali MVP. Podobnie można argumentować w
                    przypadku Wilta i Westa, Magica i Kareema, Dr J i M. Malone'a...a teraz
                    oczywiście Kobego i Shaqa. Ja rozumiem, że Panowie przywykli widzieć wszystko,
                    co najlepsze w pewnym przereklamowanym zespoliku z zaledwie jedną
                    supergwiazdą ;-) - ale naprawdę, nie oznacza to, że dwie supergwiazdy grając
                    ze sobą są przez to gorsze (nawet jeśli, niestety, ich supporting cast zawodzi
                    nawet w porównaniu z tamtym zespołem; bo tak na serio, patrząc całościowo, to
                    zarówno dawnym Bulls, jak i obecnym Lakers dużo brakuje do superskładów lat
                    80. - tylko że Lakers jeszcze mają szansę się pod tym względem poprawić :-)).
                    Dlatego proponowałbym nie czepiać się, szczególnie, że ja mógłbym zapytać się,
                    ile to zwycięstw osiągnął MJ bez Granta i Pippena (których łączny wkład nie był
                    przecież mniejszy niż Shaqa). Niewiele, niewiele, daleko temu do 60... A ile
                    Pippen i Grant osiągnęli bez niego, to wiemy: 55 (spadek tylko o 2 zwycięstwa w
                    porównaniu z 1993! Ciekawe, nieprawdaż?). Oczywiście Bulls nie zdobyli wtedy
                    mistrzostwa; ale bez Kobego (tak samo oczywiście jak i Shaqa) nie zdobyliby go
                    i Lakers. Po prostu (chyba nie muszę tłumaczyć tego takim specom jak Wy) cały
                    skład drużyny musi być do osiągania sukcesów odpowiednio mocny; a skoro (założę
                    się) uważacie, że Bulls byli mocniejsi od dzisiejszych Lakers i jako całość
                    skład mieli lepszy; a więc i Jordan od Pippena i role players razem wziętych
                    musiał dostawać przynajmniej tyle samo, co Kobe od Shaqa i własnych role
                    players - a jednak ten czynnik nie umniejsza Wam wielkości MJ, prawda?
                    Ale nawet nie w tym wszystkim rzecz; bo ja NIE O TO pytałem! Easy, Twoja
                    sprytna akcja uników zaczęła się już wcześniej, bo ja nie domagałem się jeszcze
                    bynajmniej porównań obecnego Kobego z całością osiągnięć MJ; to oczywiście na
                    tym etapie niemożliwe. Chciałem za to wiedzieć, co takiego musiałby jeszcze
                    osiągnąć Kobe, po tych 2 mistrzostwach czy MVP Meczu Gwiazd, żebyś przestał
                    zbywać go etykietką "młodego obiecującego" (ponawiam pytanie: czy Jordan w 1987
                    też był dla Ciebie tylko "młodym obiecującym"?), żebyś uznał, że jest naprawdę
                    dobry - ale na to akurat odpowiedzi się nie doczekałem. A może jednak to
                    właśnie miałeś na myśli? Może dla ciebie każdy nie dorównujący Jordanowi to
                    tylko młody obiecujący (ewentualnie stary nieobiecujący ;-))? Ale skoro dla
                    Ciebie, jak wiadomo, nikt nawet w przybliżeniu nie dorównuje Jordanowi, to
                    powraca pytanie; co Ci pozostało w teraźniejszej, przeszłej i przyszłej NBA do
                    oglądania poza MJ? ;-)

                    ) Co do obaw o moje znudzenie liga to nie obawiał bym się o to. Jest jeszcze
                    wiel
                    ) u
                    ) zawodników (Garnett, Webber, Iverson, T-mac, Carter) którzy śmiało jak na
                    razie
                    )
                    ) wytrzymują konkurencję z Kobem. Myślę że są oni zapewnić mi i nie tylko
                    ) odpowiednią porcję emocji, a przy okazji nie pozwolić zdominować tak jak
                    Tobie
                    ) się wydaje tej ligi Bryantowi.

                    Aha, tu odpowiadasz na to pytanie; emocje mają zapewnić Ci Iverson czy Carter.
                    Czy to znaczy, że któryś z nich odpowiada przedstawionym wyżej wymogom a la MJ?
                    Nie sądzę. Czy jest przynajmniej lepszy od Kobego - a więc bardziej do tych
                    wymogów się zbliża? O tym można poważnie podyskutować - na chwilę obecną -
                    tylko w odniesieniu do Garnetta i Duncana, którzy razem z Kobem i Shaqiem
                    tworzą bezapelacyjną elitę NBA, wybijającą się ponad wszystkich pozostałych.
                    Sprawa jest do dyskusji, ale ja uważam, że jednak Kobe jest trochę lepszy - a z
                    biegiem lat ta różnica powinna powiększać się coraz bardziej - ale nawet nie w
                    tym rzecz, bo Ty nawet nie piszesz, że którykolwiek z wymienionych przez Ciebie
                    graczy jest od KB lepszy (i całe szczęście; gdybyś tak napisał o Carterze,
                    musiałbym Ci poradzić, żebyś szukał lepszych od Jordana wśród gwiazd Atlanty :-
                    )). (tu powraca pytanie; jeśli sam nie wymieniasz lepszych obecnie od Kobego,
                    to czemu nie chcesz uznać jego klasy – czyżbyś był zdania, że żaden z obecnie
                    grających nie zasługuje na uznanie jego klasy, że liga się aż tak gwałtownie
                    pogorszyła?) Więc co; może obecna różnorodność ma zastąpić Ci chwilowy brak
                    gracza na miarę MJ? Po pierwsze, takie stanowisko zdaje się potwierdzać moją
                    tezę, że obecnie jest więcej wielkich talentów niż w latach 90. (ciekawe, czy
                    jak patriota tamtego okresu to potwierdzisz ;-)). Po drugie, jeśli zapobieżenie
                    dominacji Kobego ma być dla Ciebie ciekawe, to dlaczego ciekawa była dla Ciebie
                    inna dominacja - MJ? Jedna dominacja - cacy, druga - be? ;-) Ale śpieszę Cię
                    uspokoić; Kobe nie będzie dominował w tej dekadzie tak jak MJ w latach 90. i to
                    zupełnie niezależnie od swojego talentu; po prostu właśnie dlatego, że, jak
                    widać, obecnie jest więcej wielkich graczy niż na początku tamtej dekady i
                    konkurencja będzie bardziej wyrównana. Ale czy to powód do krytykowania KB; że
                    radzi sobie, i to coraz lepiej, w warunkach ostrzejszej konkurencji niż Jordan
                    koło 1992? Ograniczając się tylko do graczy podobnego typu co ci dwaj; z
                    czołowych open floor players Kobe musi konkurować z Iversonem, McGradym,
                    Carterem, Piercem... A Jordan z tego poziomu rywali miał wtedy tylko Drexlera i
                    Wilkinsa; reszta nawet nie potrafiła odbić si
                    • Gość: Wilt Odpowiedzi dla easy'ego i LB - cz. 2 IP: 195.117.2.* 22.02.02, 16:55
                      reszta nawet nie potrafiła odbić się tak wysoko, żeby zagrozić mu w powietrzu.

                      Jak na razie za często przeplata on doskonałe
                      > mecze kompletnie nieudanymi. Pewnie ktoś napisze żebym spojrzał na podobnie
                      na
                      > dokonania MJ w tym sezonie, ale różnica polega na tym że on nie musi już nic
                      > nikomu udawadniać. Jeżeli jemu się nie powiedzie tym razem nikt mu nie zazuci
                      ż
                      > e
                      > nie spełnił pokładanych w nim nadziej.

                      Jeśli nie musi niczego udowadniać, to czemu po tych 6 pkt. zmobilizował na 100%
                      siebie i swój zespół (wszyscy podawali mu piłkę), żeby rzucić te 51? Jednak MJ
                      lubi udowadniać to i owo, tak jak zresztą lubił przez całe życie; nie ma siły
                      na chyba największe ego w historii basketu (to akurat „naj” mogę mu przyznać
                      bez zastrzeżeń ;-)). Natomiast znacznie trafniejsze jest porównanie Kobego nie
                      z Jordanem obecnym, ale tym z około 1987 (choć tu też mogą pojawić się
                      kontrowersje jak przeliczać lata college’u). Spróbuj przypomnieć sobie, choć
                      wiem, że to trudne w obliczu utrwalonej przez tyle lat tradycji mówienia i
                      pisania o MJ tylko dobrze; nie był wówczas krytykowany? Był. Za to, że gra
                      egoistycznie, oddaje zdecydowanie za dużo rzutów (wypowiadał się na ten temat
                      choćby Bird, a i Magic napisał we wspomnieniach, że Jordan szkodził przez to
                      swojemu zespołowi). I w końcu MJ się trochę zmienił i dostosował swoją grę do
                      partnerów, tak jak Kobe po kryzysie w zeszłym roku. Tyle że Kobe dostosował
                      swoją grę w większym stopniu; bo, w odróżnieniu od Jordana, musi spełniać w
                      swoim zespole funkcję głównego playmakera (i stąd się wzięła sławna wypowiedź
                      Jacksona w czasie ostatnich play offs - że Kobe jest najlepszym all-around
                      player, jakiego trenował. Pytają się go, co z Jordanem, a on na to, że Jordan
                      nigdy nie musiał być playmakerem i „make other players happy”). I to jest
                      odpowiedź zarówno na wytykanie Kobemu egoizmu (jeśli on jest egoistą, to
                      wszyscy inni super - strzelcy są super – egoistami, a zresztą śmieszą takie
                      zarzuty, najczęstsze w ustach fanów Iversona), jak i pomoc w odpowiedzi na
                      pytanie na jego rzeczywistą wartość dla zespołu. Piszecie, że znaczenie
                      Jordana’2002 dla Wizards wykracza poza statystyki, bo ustawia całą grę i
                      często poświęca się w ataku na rzecz kolegów? Kobe tak samo; z ta drobną
                      różnicą, że poświęca się na rzecz lepszych kolegów, prowadzi swój – lepszy –
                      zespół wyżej, i sam jest – w statystykach, czy nie, jak wolicie – lepszym
                      graczem. :-)
                      Oczywiście, można zawsze dorzucić argument, że Jordan musi w dużym stopniu
                      szkolić swoich młodych koszykarzy. Ale bez przesady; jeśli chcemy, by to
                      decydowało o MVP, to czemu właściwie przez te wszystkie lata Phil Jackson nie
                      wchodził z ławki Bulls jako rezerwowy SF na tę 1-2 minuty w meczu? Mógłby
                      zostać MVP zamiast Jordana. ;-)

                      Porównanie młodych Kobego i MJ jest również właściwsze z uwagi na wytykanie
                      temu pierwszemu, że zdarzają mu się nieudane mecze (tu zresztą
                      przesadzasz; „kompletnie nieudanego” nie miał już bardzo dawno). Też sądzisz,
                      że młodemu Jordanowi to się nie zdarzało? A przecież będąc w wieku Kobego nie
                      musiał grać o tak wysoką stawkę co tamten. Popełnianie coraz mniejszej liczby
                      pomyłek i zdolność do poprowadzenia zespołu do zwycięstwa nawet w momentach
                      słabszej własnej dyspozycji przychodzą wraz z doświadczeniem; i Kobe właśnie je
                      wraz z doświadczeniem stopniowo nabywa, o czym świadczy m.in. polepszający się
                      wskaźnik assists – per – turnover, czy takie mecze jak z Sonics, kiedy słabiej
                      wychodziły mu rzuty; nie próbował jednak rzucać dalej na siłę, a la Iverson czy
                      wczesny Stackhouse, - a także wcześni on sam czy Jordan, tylko poświęcił się
                      rozgrywaniu i dzięki temu poprowadził Lakers do zwycięstwa.

                      Jak na razie to młodsze pokolenie próbuj
                      > e
                      > dążyć do tego co on osiągnął wiele lat temu a co zapewniło mu taką pozycję na
                      > jaką zasługuje.

                      A to jest stanowisko, które rzecz jasna zapewnia przewagę każdemu graczowi z
                      dorobkiem w porównaniu z młodziakiem. Tylko... co to ma wspólnego z NBA w tym
                      sezonie (a tym bardziej w następnych) i z tym, kto akurat w tym sezonie
                      zasłużył na MVP? Bo przecież, jeśli będziemy przyznawać MVP za całokształt, to
                      jasne; dajmy MVP sezonu Jordanowi, Finałów – Olajuwonowi, a Meczu Gwiazd –
                      Malonowi& Stocktonowi, niezależnie od tego jak grali i czy w ogóle grali. Tylko
                      że wtedy wyjdzie druga NIKE... ;-)

                      Więc o moje wrażenia proponuje się nie martwić. Pomyśl za to co
                      >
                      > sie stanie jeżeli LA nie zdobędą w tym roku tytułu. Mit, moim zdaniem
                      sztucznie
                      >
                      > przez niektóre osoby budowany, przedwczesny, upadnie zanim stanie się tak
                      > naprawde mitem... Czy liga stanie się nudna i mało cikawa dla Ciebie jeżeli
                      > okaże się że drużyna i zawodnik których uważałeś za najlepszych jednak okażą
                      si
                      > ę
                      > słabsi? Myślę że jakoś to przeżyjesz i nadal będziesz im kibicował. Ale co
                      się
                      > stanie z osobami dla których, wydaje się, świata poza LA nie ma?
                      > Pozdr.

                      To, że ktoś przegrał, nie oznacza jeszcze, że jest słabszy – jak się chyba
                      zgodzisz, gdyby zawsze wygrywali silniejsi, sport byłby strasznie nudny...
                      Oczywiście, przeżyję ewentualne (odpukać) nie obronienie mistrzostwa przez LA.
                      Byłem z nimi również w trudnych czasach, nawet kiedy byli na dnie (co rzecz
                      jasna w ich przypadku oznacza niezakwalifikowanie się do play off, nie
                      prawdziwe dno a la obecni Bulls :-) ) i nie porzucę ich w razie porażki, jak to
                      mogliby zrobić ci, którzy kibicują zawsze mistrzom; najpierw Bulls, teraz
                      Lakers (dla mnie podejrzany gatunek kibica). A i nie jest tak, że poza Lakers
                      nie widzę ligi i wyłączam telewizor; zawsze znajdzie się coś ciekawego do
                      obejrzenia i jakaś drużyna, której zwycięstwo widziałoby się chętniej od innej.
                      Poza tym, spokojnie; przed Shaqiem, a szczególnie Kobem, jeszcze wiele lat gry
                      na najwyższym poziomie; jeśli raz przegrają, to przegrupują się i wrócą z
                      nowymi siłami i silniejszą motywacją po rewanż.

                      Co do tego, kto powinien zostać MVP; powtarzam, sytuacja jest dla mnie jasna.
                      Jeśli głównym kryterium będzie zwiększenie się liczby zwycięstw nowego,
                      poprzednio kiepskiego, zespołu danego gracza, to moglibyśmy dojść do takich
                      absurdów, że wielkie gwiazdy, którym zależałoby na MVP, specjalnie
                      przechodziłyby w tym celu do słabszych klubów, żeby móc je podciągnąć z
                      powiedzmy 20 zwycięstw do 42 i play offs, zamiast walczyć o to, żeby swój
                      stary klub poprawić z 55 zwycięstw do 60 (co w praktyce może być trudniejsze).
                      Liczba zwycięstw zespołu powinna mieć znaczenie tylko pomocnicze w porównaniu
                      do rzeczywistej klasy gracza, w tym znaczeniu, że nawet jeśli ktoś osiąga
                      znakomite wyniki, a mimo to jego drużyna gra słabiej niż to by wynikało z jej
                      potencjału (jak w tym sezonie Iverson i Sixers), to znak, że przez swoje
                      świetne statystyki nie pomaga drużynie, a może nawet szkodzi, i dlatego nie
                      powinien być brany pod uwagę przy MVP. Ale jeśli mamy Kobego, który zarówno
                      jest lepszym graczem, jak i jego drużyna wcześniej wygrywa, a z drugiej strony
                      Kidda i Jordana, którzy mimo swojej klasy są jednak od niego słabsi, a ich
                      drużyny wygrywają rzadziej, to naprawdę nie rozumiem, czemu u licha miałoby się
                      ich przedkładać nad KB?!!! Bo Kobe ma w drużynie Shaqa? Jak dla mnie za słaby
                      powód; zresztą każdy kogoś ma, Jordan nie zdziałałby wiele bez Hamiltona, a
                      Kidd – bez Van Horna. Nb. Kobe rozegrał już w tym sezonie całkiem sporo meczów
                      bez Shaqa – konkretnie 13; ¼ wszystkich spotkań! – i choć, w obliczu kiepskiej
                      nieraz gry role players, słabszych niż w Kings, Mavs czy nawet Knicks i
                      Blazers - było mu ciężko, wciąż Lakers są w tabeli na 2 miejscu, właśnie
                      pomiędzy Kings a Mavericks. To mało?
                      • Gość: Wilt Odpowiedzi dla easy'ego i LB - cz. 3 IP: 195.117.2.* 22.02.02, 16:58
                        I tutaj LB krytykuje wybór Kobego, przytaczając jego statystyki i mówiąc, że są
                        na poziomie staruszka Jordana. (tu ciekawe zagadnienie; czy Twoja nagła ufność
                        dla statystyk rozciąga się również na znaną polemikę Wilt vs. MJ? A tam
                        statystyki również mówią – i to znacznie bardziej dobitnie ;-)) Po pierwsze,
                        statystyki Kobego są jednak zauważalnie lepsze (szczególnie przyciąga uwagę
                        różnica w celności: z gry, za 3 i z wolnych). Po drugie, jasne, Jordan jest
                        obecnie grubo PO szczycie swoich możliwości – tyle że Kobe z kolei jest PRZED
                        szczytem swoich możliwości, a poza tym – jak wiemy – musi ograniczać się na
                        rzecz Shaqa, w przeciwieństwie do samodzielnie liderującego w swoim zespole MJ.
                        Ale tak w ogóle, co miałby mieć wiek Jordana tak w praktyce do rzeczy; czy za
                        każdy rok różnicy w porównaniu z Kobem mamy przyznawać mu dodatkowo punkty w
                        głosowaniu na MVP? Dalej krytykujesz z kolei Kidda, słusznie przytaczając (mnie
                        też to zaciekawiło z teoretycznego punktu widzenia), że byłby to pierwszy MVP,
                        który rzuca poniżej 20 pkt. Dodam, że jedynymi so far rozgrywającymi – MVP
                        sezonu byli Cousy i Magic; obaj, gdy rzucali trochę powyżej 20 pkt. i byli
                        czołowymi strzelcami swoich drużyn. Ale po pierwsze, obserwując ogólny spadek
                        średnich w porównaniu z latami 80. można dojść do wniosku, że te obecne 14,7
                        pkt. Kidda bardziej zbliżone jest do ówczesnych 20 pkt.; a po drugie, chyba nie
                        będziemy wzorem tomsa uważać ataku za ważniejszego od wszystkich pozostałych
                        kategorii razem wziętych? Bo nie zaprzeczasz, że we wszystkich wymienionych
                        przeze mnie kategoriach oprócz ataku to Kidd jest lepszy od MJ; a na tle całej
                        ligi jest 2. w asystach, 2. w przechwytach i 1. w triple – doubles; w sumie
                        indywidualnie prowadzi z Jordanem. A co do zespołu - większe szanse mają Nets
                        na 1. miejsce na Wschodzie niż Wizards na ostatnie kwalifikujące do play offs;
                        tu JK też ma przewagę. Piszesz, że powinno wziąć się pod uwagę też fakt, że
                        Netsi wyleczyli w porównaniu z poprzednim sezonem kontuzje. Jasne, sam zawsze
                        pisałem, że na sukcesy czy porażki zespołu nie powinno się patrzeć tylko przez
                        pryzmat jednego zawodnika. Ale tak samo jak do poprawy gry Nets oprócz
                        pozyskania Kidda przyczyniło się ustanie plagi kontuzji i trenerka Byrona
                        Scotta, tak i do poprawy Wizards oprócz MJ przyczyniła się – zapoczątkowana już
                        zresztą w końcu tamtego sezonu, ale wtedy było już za poźno, żeby wpłynęło to
                        na rezultaty zespołu – bardzo dobra gra Hamiltona, „steal” w drafcie pod
                        postacią Haywooda czy trenerka Douga Collinsa. W sumie tak samo dobrze można
                        identyfikować Kidda z sukcesem Nets, jak Jordana z sukcesem Wizards; tyle że,
                        jak już wspomniałem, w tym pierwszym przypadku i gracz, i sukces są lepsi. ;-)
                        A tak w ogóle, LB, to może się wypowiedz, kogo Ty uważasz za MVP. Bo tak z
                        jednej strony piszesz, że sam za MVP nie uważasz MJ-a (czyli może niepotrzebnie
                        tyle się na ten temat napisałem), a z drugiej – krytykujesz jego
                        najpoważniejszych rywali do tytułu. Ciągnie wilka do lasu ;-) – przyznałoby się
                        tytuł Jordanowi, co (najlepiej dożywotnio)? A jeśli napiszesz, kogo obstawiasz,
                        to dopiero wtedy będziemy mogli naprawdę rzeczowo porozmawiać.
                        A może, jako fan Kings, obstawiasz Webbera? Wtedy dopiero zacieram ręce na
                        dyskusję; jak się ma do decydowania o zwycięstwach zespołu - dla Ciebie
                        najważniejszym czynniku – fakt, że bilans zwycięstw Kings praktycznie nie
                        odnotował nieobecności Chrisa? Albo – nie obraź się – co z powszechnie znaną
                        kiepską obroną C-Webba i jego problemami z psychicznym liderowaniem drużynie? A
                        starszy jest od Kobego; już miał czas się tego i owego nauczyć.
                        I tak zupełnie na serio; każdemu w lidze rozpatrując z osobna jego przypadek da
                        się wytknąć przynajmniej tyle samo co Kobemu i idąc tym tropem w końcu można
                        dojść do wniosku, że NIKT nie zasługuje na MVP. Dlatego właśnie bardziej
                        konstruktywne będzie bezpośrednie porównanie kandydatów; żeby przekonać się,
                        kto zasługuje NAJBARDZIEJ.

                        A co do Twojej hipotezy pt. „Kobe zamiast Jordana w Wizards”; stary, to dopiero
                        byłaby jazda! :-) Jakieś 33 – 35 ppg, 8 rpg i 8 apg – Kobe będąc samodzielnym
                        liderem a la Jordan we wczesnych Bulls naprawdę mógłby sobie poszaleć. Pewnie
                        inni gracze nie słuchaliby się go aż tak jak Jordana, bo nie ma jeszcze takiego
                        dorobku i autorytetu ale jego większy osobisty wkład w grę zniwelowałby to i
                        upewniam; Wizards mieliby co najmniej tak samo dobre wyniki jak teraz. Tylko co
                        wtedy z biednymi Lakers? Nie jestem przekonany, że z Jordanem w składzie (jak
                        rozumiem, to byłaby jakaś wymiana, odrobinę wbrew salary cup) – sięgnęliby po
                        kolejne mistrzostwo. Dlatego już zaraz dzwonię do Mitcha, żeby przypadkiem nie
                        godził się na ten układ. ;-)

                        Pzdr

                        P.S. do easy'ego. Wspominasz co prawda, że główną siłą Lakers dla Ciebie jest
                        Shaq - ale na MVP też go nie typujesz. Dlatego i Ty najlepiej zdeklaruj się,
                        kto jest dla Ciebie MVP, kto jest lepszy czy bardziej wartościowy (jeśli, jak
                        sie wydaje, rozdzielasz te cechy) od Kobego i Shaqa; to ułatwi dyskusję.
                        • Gość: LB Re: Takie moje uwagi - do Wilta IP: 217.11.142.* 25.02.02, 12:14
                          Mój post był odpowiedzią na post Reggiego, w którym uważa on, że MJ ze
                          swoimi „tragicznymi” statystykami powinien zostać MVP ligi letniej. Natomiast
                          napisał, że KB zasługujejak bardziej na ten tytuł MVP. Ponieważ on tego nie
                          napisał, więc ja zapytałem: jakie to powalające na kolana osiągnięcia ma w tym
                          roku Kobe? I gdzież jest ta różnica, która pozwala twierdzić, że MJ to MVP
                          Summer League, a KB to MVP NBA?
                          I pokazałem statystyki. Wcale nie ukazujące tej miażdżącej przewagi. I to
                          tyle.
                          Jeśli ty mi ją pokażesz – będę wdzięczny.

                          Do wielu twoich argumentów nie będę się odnosił, bo albo są rzeczywiście trafne
                          i sensowne, albo są odpowiedzią na tezy, których ja nie stawiałem, raczej: easy
                          bądż toms.Pozwolisz zatem, że ja nie będę się do nich odnosił. Niech zrobią to
                          ci, którzy owe tezy stawiali.


                          ) „Przytaczasz przy tym, podobnie jak LB, DECYDUJĄCY argument, że Kobe musiałby
                          bez Shaqa doprowadzić drużynę do mistrzostwa czy 60 zwycięstw. Tak, już dzwonię
                          po Kobego, żeby wynajął Jaysona
                          Williamsa AKA "Kilerów Trzech" w celu usunięcia ww. obywatela O'Neala, aby
                          wtedy wreszcie KB mógł Wam pokazać...albo nie, jeszcze się wstrzymam i
                          zaapeluję do powagi Szanownych Panów.”


                          Chętnie bym po prostu zobaczy KB w drużynie w której to on byłby najważniejszą
                          postacią. W LA jest nią Shaq. I to bezapelacyjnie. I dlatego nie widzę powodów,
                          żeby przyznawać MVP (i to tak bezkrytycznie jak robi to Reggie) komuś, kto nie
                          jest zdecydowanym liderem nawet w swojej drużynie. (O tym, że doceniam klasę KB
                          nie muszę chyba pisać po raz kolejny?)


                          ) „ Ja rozumiem, że Panowie przywykli widzieć wszystko,
                          co najlepsze w pewnym przereklamowanym zespoliku z zaledwie jedną
                          supergwiazdą ;-)”


                          A ja mam nadzieję, że chyba mnie z kimś pomyliłeś.
                          Jestem fanem Jordana, ale nigdzie nie wychwalełem go bezkrytycznie.
                          Składam twoją uwagę na karby tego, że z wielką pasją musisz zmagać się z innymi
                          wielbicielami MJ i w związku z tym wszyscy oni są dla ciebie jednakowomyślący.


                          ) „Jeśli nie musi niczego udowadniać, to czemu po tych 6 pkt. zmobilizował na
                          100%
                          siebie i swój zespół (wszyscy podawali mu piłkę), żeby rzucić te 51? Jednak MJ
                          lubi udowadniać to i owo, tak jak zresztą lubił przez całe życie; nie ma siły
                          na chyba największe ego w historii basketu (to akurat „naj” mogę mu przyznać
                          bez zastrzeżeń ;-)).”


                          Każdy po słabszym występie chce się zrehabilitować. I twoje
                          wyimaginowane „wielkie ego” Jordana nie ma z tym nic wspólnego. KB też po
                          słabych występach mobilizuje się na kolejne. Chociażby żeby udowodnić, że może
                          poprowadzić LA do zwycięstw pod nieobecność Shaqa. Czy to też świadczy o
                          jego „wielkim ego”?
                          A zobaczysz jak będzie się mobilizował na mecze z 76-ers, za to, że wygwizdali
                          go ich kibice?
                          To też jego „ego”...?


                          ) „Co do tego, kto powinien zostać MVP; powtarzam, sytuacja jest dla mnie
                          jasna.
                          Jeśli głównym kryterium będzie zwiększenie się liczby zwycięstw nowego,
                          poprzednio kiepskiego, zespołu danego gracza, to moglibyśmy dojść do takich
                          absurdów, że wielkie gwiazdy, którym zależałoby na MVP, specjalnie
                          przechodziłyby w tym celu do słabszych klubów, żeby móc je podciągnąć z
                          powiedzmy 20 zwycięstw do 42 i play offs, zamiast walczyć o to, żeby swój
                          stary klub poprawić z 55 zwycięstw do 60 (co w praktyce może być trudniejsze).
                          Liczba zwycięstw zespołu powinna mieć znaczenie tylko pomocnicze w porównaniu
                          do rzeczywistej klasy gracza, w tym znaczeniu, że nawet jeśli ktoś osiąga
                          znakomite wyniki, a mimo to jego drużyna gra słabiej niż to by wynikało z jej
                          potencjału (jak w tym sezonie Iverson i Sixers), to znak, że przez swoje
                          świetne statystyki nie pomaga drużynie, a może nawet szkodzi, i dlatego nie
                          powinien być brany pod uwagę przy MVP. Ale jeśli mamy Kobego, który zarówno
                          jest lepszym graczem, jak i jego drużyna wcześniej wygrywa, a z drugiej strony
                          Kidda i Jordana, którzy mimo swojej klasy są jednak od niego słabsi, a ich
                          drużyny wygrywają rzadziej, to naprawdę nie rozumiem, czemu u licha miałoby się
                          ich przedkładać nad KB?!!! Bo Kobe ma w drużynie Shaqa? Jak dla mnie za słaby
                          powód; zresztą każdy kogoś ma, Jordan nie zdziałałby wiele bez Hamiltona, a
                          Kidd – bez Van Horna. Nb. Kobe rozegrał już w tym sezonie całkiem sporo meczów
                          bez Shaqa – konkretnie 13; ¼ wszystkich spotkań! – i choć, w obliczu kiepskiej
                          nieraz gry role players, słabszych niż w Kings, Mavs czy nawet Knicks i
                          Blazers - było mu ciężko, wciąż Lakers są w tabeli na 2 miejscu, właśnie
                          pomiędzy Kings a Mavericks. To mało?”

                          Co do próby zdefiniowania MVP – dla mnie jest to dość niejednoznaczna nagroda i
                          pisałem już o tym we wcześniejszym wątku poświęconym MVP. Gdybyś Wilt zechciał
                          go przeczytać – znalazłbyś w nim odpowiedzi na częśc swoich pytań, które
                          poniżej kierujesz do mnie.
                          Ja nigdzie nie piszę, że moim zdaniem MVP powinien zostać Jordan, Kidd czy KB.
                          Nie lubię tej nagrody bo jest subiektywna. Jak porównać centra i PG?
                          Przeciwstawiam się takiemu subiektywizmowi jaki zaprezentował Reggie – KB –
                          tak, MJ – nie. Dlaczego? Bo takie mam widzimisie.
                          Tak samo wkurza mnie bezzasadne krytykowanie MJ jak i KB, jaki uprawiają
                          niektórzy na tym forum. Ale to już nie moja sprawa. Ja staram się oddzielić
                          emocje od rzetelnych ocen.

                          Co do tego czy KB jest lepszy niż Kidd i MJ?
                          Tu bym się skłaniał ku temu, że raczej tak.
                          Ale czy ma większy niż oni wpływ na swoją drużynę?
                          Otóż moim zdaniem nie. Własnie dlatego, że w LA jest Shaq. I to on jest
                          fundamentem, na którym stoją Lakersi.
                          A że LA wygrywa częściej niż WW – bo po prostu są lepsi. Ale w tym miejscu znów
                          dochodzimy do definicji MVP.
                          Czy to ktoś, kto jest najlepszy w lidze w ogóle? Czy to tylko ktoś, kto się
                          wyróżnił w danym sezonie?
                          A co do argumentu, że mimo nieobecności Shaqa LA cały czas są na drugim
                          miejscu.
                          Trudno, żeby nie byli, skoro na początku sezonu (z niejakim Shaqiem w skłądzie)
                          mięli bilans 16-1 (tu się mogę mylić, ale coś koło tego). Także to, że są na
                          drugim miejscu to nie jest wyłączna zasługa KB. Po prostu dzięki temu
                          niesamowitemu początkowi, mimo częstszych porażek, wciąż utrzymują się wysoko w
                          tabeli.


                          ) „ I tutaj LB krytykuje wybór Kobego, przytaczając jego statystyki i mówiąc,
                          że są
                          na poziomie staruszka Jordana. (tu ciekawe zagadnienie; czy Twoja nagła ufność
                          dla statystyk rozciąga się również na znaną polemikę Wilt vs. MJ? A tam
                          statystyki również mówią – i to znacznie bardziej dobitnie ;-))”


                          Po piersze – dlaczego nagła? Znowu mnie z kimś pomyliłeś??
                          Po drugie – jeśli chodzi o polemikę Wilt vs. MJ to nigdzie nie napisałem, że MJ
                          jest lepszy od Wilta. Ani że jest odwrotnie. Starałem sie tylko, lepiej lub
                          gorzej zbijać twoje, często bardzo subiektywne argumenty o wyższości Wilta,
                          bądź nie do końca prawdziwe argumenty (albo takie które można róznie
                          interpretować) o Jordanie.
                          Po trzecie – nie uważam, że porównywanie zawodników grających na róznych
                          pozycjach i w róznych latach jest sensowne.
                          Na koniec: piszesz, że statystyki mówią i to dobitnie w kwestii porównania MJ i
                          Wilta.
                          OK – rozumiem, że masz na myśli średnią liczbę zdobywanych punktów ma mecz w
                          karierze i zdobyte tytuły mistrzowskie. Rzeczywiści – dobitnie i bez
                          komentarza.


                          ) „ Po pierwsze, statystyki Kobego są jednak zauważalnie lepsze (szczególnie
                          przyciąga uwagę
                          różnica w celności: z gry, za 3 i z wolnych).”


                          Są lepsze w tym względzie, ale nie uzasadniają tez Reggiego.


                          ) „ Po drugie, jasne, Jordan jest obecnie grubo PO szczycie swoich możliwości –
                          tyle że Kobe z kolei jest PRZED
                          szczytem swoich możliwości, a poza tym – jak wiemy – musi ograniczać się na
                          rzecz Shaqa, w przeci
                          • Gość: Wilt Do LB - cz. 1 IP: 195.117.2.* 26.02.02, 11:15
                            Gość portalu: LB napisał(a):

                            > Mój post był odpowiedzią na post Reggiego, w którym uważa on, że MJ ze
                            > swoimi „tragicznymi” statystykami powinien zostać MVP ligi letniej.
                            > Natomiast
                            > napisał, że KB zasługujejak bardziej na ten tytuł MVP. Ponieważ on tego nie
                            > napisał, więc ja zapytałem: jakie to powalające na kolana osiągnięcia ma w
                            tym
                            > roku Kobe? I gdzież jest ta różnica, która pozwala twierdzić, że MJ to MVP
                            > Summer League, a KB to MVP NBA?
                            > I pokazałem statystyki. Wcale nie ukazujące tej miażdżącej przewagi. I to
                            > tyle.
                            > Jeśli ty mi ją pokażesz – będę wdzięczny.

                            Miażdżącej - nie. Przewagę - tak. A jeśli nie chcesz się tłumaczyć z tez tomsa
                            (nb. nie wydaje mi się, żebym w wydzielonym tekście skierowanym do Ciebie
                            którąś Ci przypisał) , to nie zmuszaj mnie też, żebym polemizował w imieniu
                            reggiego.

                            > Do wielu twoich argumentów nie będę się odnosił, bo albo są rzeczywiście
                            trafne
                            >
                            > i sensowne, albo są odpowiedzią na tezy, których ja nie stawiałem, raczej:
                            easy
                            >
                            > bądż toms.Pozwolisz zatem, że ja nie będę się do nich odnosił. Niech zrobią
                            to
                            > ci, którzy owe tezy stawiali.
                            >
                            >
                            > ) „Przytaczasz przy tym, podobnie jak LB, DECYDUJĄCY argument, że Kobe mu
                            > siałby
                            > bez Shaqa doprowadzić drużynę do mistrzostwa czy 60 zwycięstw. Tak, już
                            dzwonię
                            >
                            > po Kobego, żeby wynajął Jaysona
                            > Williamsa AKA "Kilerów Trzech" w celu usunięcia ww. obywatela O'Neala, aby
                            > wtedy wreszcie KB mógł Wam pokazać...albo nie, jeszcze się wstrzymam i
                            > zaapeluję do powagi Szanownych Panów.”
                            >
                            >
                            > Chętnie bym po prostu zobaczy KB w drużynie w której to on byłby
                            najważniejszą
                            > postacią. W LA jest nią Shaq. I to bezapelacyjnie. I dlatego nie widzę
                            powodów,
                            >
                            > żeby przyznawać MVP (i to tak bezkrytycznie jak robi to Reggie) komuś, kto
                            nie
                            > jest zdecydowanym liderem nawet w swojej drużynie. (O tym, że doceniam klasę
                            KB
                            >
                            > nie muszę chyba pisać po raz kolejny?)

                            Ale ja przytoczyłem przykłady, gdzie w drużynie grali naraz 2 wielcy gracze
                            zasłużenie otrzymujący MVP; jak w przypadku MVP sezonu Cousy i Russell oraz
                            Magic i Kareem. Odpowiedz na pytanie; czy któremuś z nich też byś odmówił MVP,
                            bo byli "tylko" 1 z 2 liderów swoich drużyn, w przeciwieństwie do (rozumiem,że
                            bardziej dzięki temu zasługujących) Dolpha Shayesa czy Gervina?
                            A ponieważ wszyscy doskonale wiemy, że przez najbliższe lata Kobe będzie
                            występować u boku Shaqa, takie rozumowanie sprowadza się po prostu do
                            odsunięcia dyskusji o nim jako kandydacie do MVP w bliżej nieokreśloną
                            przyszłość.

                            > ) „ Ja rozumiem, że Panowie przywykli widzieć wszystko,
                            > co najlepsze w pewnym przereklamowanym zespoliku z zaledwie jedną
                            > supergwiazdą ;-)”
                            >
                            >
                            > A ja mam nadzieję, że chyba mnie z kimś pomyliłeś.
                            > Jestem fanem Jordana, ale nigdzie nie wychwalełem go bezkrytycznie.
                            > Składam twoją uwagę na karby tego, że z wielką pasją musisz zmagać się z
                            innymi
                            >
                            > wielbicielami MJ i w związku z tym wszyscy oni są dla ciebie
                            jednakowomyślący.

                            Aha, czyli nie uważasz Bulls za drużyny wszechczasów? A jeśli nie uważasz
                            (wcale się tym nie zmartwię :-) ), to skąd wzięło się u Ciebie (i nie tylko u
                            Ciebie) podważanie szans Kobego jako MVP, bo... gra w drużynie, w której w
                            przeciwieństwie do Bulls jest 2 naprawdę wielkich graczy - Lakers (choć, jak
                            wspominałem, posiadanie więcej niż jednego takiego zawodnika przez największe
                            drużyny wszechczasów było raczej regułą niż wyjątkiem)? Mógłbyś to jakoś
                            uzasadnić?


                            > ) „Jeśli nie musi niczego udowadniać, to czemu po tych 6 pkt. zmobilizowa
                            > ł na
                            > 100%
                            > siebie i swój zespół (wszyscy podawali mu piłkę), żeby rzucić te 51? Jednak
                            MJ
                            > lubi udowadniać to i owo, tak jak zresztą lubił przez całe życie; nie ma siły
                            > na chyba największe ego w historii basketu (to akurat „naj” mogę mu
                            > przyznać
                            > bez zastrzeżeń ;-)).”
                            >
                            >
                            > Każdy po słabszym występie chce się zrehabilitować. I twoje
                            > wyimaginowane „wielkie ego” Jordana nie ma z tym nic wspólnego. KB
                            > też po
                            > słabych występach mobilizuje się na kolejne. Chociażby żeby udowodnić, że
                            może
                            > poprowadzić LA do zwycięstw pod nieobecność Shaqa. Czy to też świadczy o
                            > jego „wielkim ego”?
                            > A zobaczysz jak będzie się mobilizował na mecze z 76-ers, za to, że
                            wygwizdali
                            > go ich kibice?
                            > To też jego „ego”...?

                            Kobe pod nieobecność Shaqa to mobilizować się po prostu musi i jego ego nie ma
                            tu nic do rzeczy. Natomiast owszem, na jego przyszłych meczach z Sixers odbije
                            się jego urażona godność własna. Na punkcie ego nie ma jednak większych szans
                            rywalizować z Jordanem, którego ego (o rozmiarze trafnie spuentowanym przez
                            jednego z amerykańskich komentatorów: "Think about Rhode Island. Then think
                            about something bigger". :-))bije wszelkie rekordy, o czym świadczą niezliczone
                            personalne wendetty, jakie prowadził, gdy tylko ktoś (G. Karl, Starks czy nawet
                            ostatnio Artest) w czymś mu uchybił; potrafisz wymienić koszykarza, który
                            angażowałby się choćby w zbliżoną ich liczbę? Są to wszystko fakty doskonale
                            znane, które przyznają na ogół nawet fani MJ, starajac się za to je
                            usprawiedliwiać (że to ta jego "ultra-competitiveness" itd.), więc nie bardzo
                            rozumiem, czemu akurat Ty, teraz, przeciw temu tak oponujesz.

                            >
                            > Co do próby zdefiniowania MVP – dla mnie jest to dość niejednoznaczna nag
                            > roda i
                            > pisałem już o tym we wcześniejszym wątku poświęconym MVP. Gdybyś Wilt
                            zechciał
                            > go przeczytać – znalazłbyś w nim odpowiedzi na częśc swoich pytań, które
                            > poniżej kierujesz do mnie.
                            > Ja nigdzie nie piszę, że moim zdaniem MVP powinien zostać Jordan, Kidd czy
                            KB.
                            > Nie lubię tej nagrody bo jest subiektywna. Jak porównać centra i PG?
                            > Przeciwstawiam się takiemu subiektywizmowi jaki zaprezentował Reggie – KB
                            > –
                            > tak, MJ – nie. Dlaczego? Bo takie mam widzimisie.
                            > Tak samo wkurza mnie bezzasadne krytykowanie MJ jak i KB, jaki uprawiają
                            > niektórzy na tym forum. Ale to już nie moja sprawa. Ja staram się oddzielić
                            > emocje od rzetelnych ocen.

                            A głosy; MJ - tak, KB - nie? Przeciw nim też oponowałeś? ;-) Ale nieważne;
                            przecież swoją decyzję w sprawie MVP staram się poprzeć właśnie rzetelnymi
                            ocenami i argumentami. Jeśli jednak dla Ciebie MVP jest z natury rzeczy
                            subiektywne (a jaka nagroda nie jest...), to albo - jak ja to widzę - w ogóle
                            się na ten temat nie wypowiadasz, uznając, że tu i tak nie będzie sprawiedliwej
                            oceny; albo uznajesz, że jednak i na ten temat można coś sensownego powiedzieć
                            i ewentualnie sam coś wtedy dodajesz. A Ty wypowiadasz się o kandydatach, ale
                            wyłącznie na nie (no, może oprócz MJ... ;-). Jak napisałem, odrobinę utrudnia
                            to dyskusję.

                            • Gość: Wilt Do LB - cz. 2 IP: 195.117.2.* 26.02.02, 11:16
                              > Co do tego czy KB jest lepszy niż Kidd i MJ?
                              > Tu bym się skłaniał ku temu, że raczej tak.
                              > Ale czy ma większy niż oni wpływ na swoją drużynę?
                              > Otóż moim zdaniem nie. Własnie dlatego, że w LA jest Shaq. I to on jest
                              > fundamentem, na którym stoją Lakersi.
                              > A że LA wygrywa częściej niż WW – bo po prostu są lepsi. Ale w tym miejsc
                              > u znów
                              > dochodzimy do definicji MVP.
                              > Czy to ktoś, kto jest najlepszy w lidze w ogóle? Czy to tylko ktoś, kto się
                              > wyróżnił w danym sezonie?
                              > A co do argumentu, że mimo nieobecności Shaqa LA cały czas są na drugim
                              > miejscu.
                              > Trudno, żeby nie byli, skoro na początku sezonu (z niejakim Shaqiem w
                              skłądzie)
                              >
                              > mięli bilans 16-1 (tu się mogę mylić, ale coś koło tego). Także to, że są na
                              > drugim miejscu to nie jest wyłączna zasługa KB. Po prostu dzięki temu
                              > niesamowitemu początkowi, mimo częstszych porażek, wciąż utrzymują się wysoko
                              w
                              >
                              > tabeli.

                              A kto grał w czasie tego niesamowitego początku? Przecież jasne, że oni obaj i
                              nie można zasług przypisywać wyłącznie Shaqowi, tym bardziej, że to Kobe został
                              wtedy graczem miesiąca (a więc jednak ktoś oceniał jego wkład wyżej nawet niż
                              Shaqa...).
                              A co definiowania MVP; już pisałem, że przy takiej definicji, jaką teraz
                              proponujesz, najwartościowsi są Francis czy A. Miller. Przyjmijmy (liczby
                              oczywiście mają znaczenie umowne), że ogólna wartościowość Rockets to 12
                              jakichś tam wymyślonych ad hoc jednostek, Wizards - 15, a Lakers - 20.
                              Jednostkowa wartość Francisa to 4 pkt, Jordan - też 4 pkt, najlepszych
                              teammates Francisa i MJ - po 2-3 pkt., a Kobego i Shaqa - po 5 pkt (niech
                              będzie chwilowo nawet remis). Twoje - i nie tylko Twoje - rozumowanie sprowadza
                              się w praktyce do tego, że z wymienionych na szarym końcu są Shaq i Kobe (bo
                              nie dość, że każdy z nich to "tylko" 1/4 siły swojego zespołu, to jeszcze obaj
                              mają tyle samo wartego partnera), drugi jest Francis, a trzeci Jordan; obaj są
                              zdecydowanie najlepsi w swoich drużynach, ale 1/3 siły całego zespołu, jakie
                              stanowi Francis, to więcej niż 4/15 Jordana. And the Oscar goes to..Steve
                              Fraaancis!
                              Mam nadzieję, że powyższe cyferki pomogły ukazać, że to, ile dany gracz znaczy
                              w proporcji do siły swojej drużyny, naprawdę nie powinno być czynnikiem
                              decydującym; natomiast przede wszystkim powinno nim być to, ile znaczy w
                              proporcji do całej NBA.

                              >
                              > ) „ I tutaj LB krytykuje wybór Kobego, przytaczając jego statystyki i mów
                              > iąc,
                              > że są
                              > na poziomie staruszka Jordana. (tu ciekawe zagadnienie; czy Twoja nagła
                              ufność
                              > dla statystyk rozciąga się również na znaną polemikę Wilt vs. MJ? A tam
                              > statystyki również mówią – i to znacznie bardziej dobitnie ;-))”
                              >
                              >
                              > Po piersze – dlaczego nagła? Znowu mnie z kimś pomyliłeś??
                              > Po drugie – jeśli chodzi o polemikę Wilt vs. MJ to nigdzie nie napisałem,
                              > że MJ
                              > jest lepszy od Wilta. Ani że jest odwrotnie. Starałem sie tylko, lepiej lub
                              > gorzej zbijać twoje, często bardzo subiektywne argumenty o wyższości Wilta,
                              > bądź nie do końca prawdziwe argumenty (albo takie które można róznie
                              > interpretować) o Jordanie.

                              No, w polemikę ze mną to nie angażowałeś się za bardzo (żaden zarzut czy
                              wyrzut - po prostu stwierdzam fakt) w porównaniu z innymi; a co do tych
                              kwestii, co do których wymieniliśmy posty - sądziłem, że już wszystko sobie
                              wyjaśniliśmy. A o statystykach między sobą chyba nie mówiliśmy, co nie zmienia
                              faktu, że moje statystyki podawane innym Cię nie przekonały - i o tym mówię;
                              raz słuchasz statystyk, raz nie.
                              Co do MJ: jak to, nie pisałeś, że jest numerem jeden (tj. lepszy od Wilta)?
                              Mnie się wydaje, że tak. ;-)

                              > Po trzecie – nie uważam, że porównywanie zawodników grających na róznych
                              > pozycjach i w róznych latach jest sensowne.
                              > Na koniec: piszesz, że statystyki mówią i to dobitnie w kwestii porównania MJ
                              i
                              >
                              > Wilta.
                              > OK – rozumiem, że masz na myśli średnią liczbę zdobywanych punktów ma mec
                              > z w
                              > karierze i zdobyte tytuły mistrzowskie. Rzeczywiści – dobitnie i bez
                              > komentarza.
                              >
                              Jak to - to liczba tytułów mistrzowskich stanowi indywidualną statystykę - w
                              takim razie czemu nie prowadzi jej oficjalnie NBA pod hasłem "Statistics" ; a i
                              Ty wyżej w tych kolumienkach cyfr nt. Jordana jej nie podawałeś? ;-) Ale
                              poważnie; popatrz sobie choćby na same zbiórki, albo na zsumowane pkt., zbiórki
                              i asysty, albo na czas gry, albo na cokolwiek; wszyscy się zgadzają, że
                              statystyki w sumie przemawiają w sumie na korzyść Wilta, bo to są po prostu
                              obiektywne fakty - można najwyżej próbować umniejszyć ich znaczenie poprzez
                              odpowiednią interpretację (np. że w żaden sposób nie można porównywać graczy z
                              różnych epok ;-)).

                              > ) „ Po pierwsze, statystyki Kobego są jednak zauważalnie lepsze (szczegól
                              > nie
                              > przyciąga uwagę
                              > różnica w celności: z gry, za 3 i z wolnych).”
                              >
                              >
                              > Są lepsze w tym względzie, ale nie uzasadniają tez Reggiego.

                              A jakie statystyki i osiągnięcia indywidualne wg Ciebie uzasadniałyby Kobego
                              na MVP? A jeśli nie jego, to czyje uzasadniają? Bo ja jakoś nie widzę kogoś
                              lepszego. Duncan; lepszy oczywiście w zbiórkach i blokach, ale Kobe lepszy w
                              punktach, asystach i przechwytach. Tak samo Bryant wypada w porównaniu z każdym
                              innym big man (tylko z Shaqiem zmieniają się na prowadzeniu w punktach – ale o
                              Shaqu poźniej). A bardziej porównywalni perimeter players? Iverson lepszy w
                              punktach i przechwytach, ale gorszy w asystach, zbiórkach, obronie, nie
                              wspominając już o celności z gry. T-Mac – lepszy od KB w zbiórkach, gorszy w
                              asystach i przechwytach, Carter – z kolei lepszy w przechwytach, a gorszy w
                              zbiórkach i asystach; obaj przy tym słabsi od Kobego i w obronie i – mimo bycia
                              jednoznacznymi liderami w ofensywie swoich zespołów – w ataku. No i co – gdzie
                              jest ten pan MVP, którego indywidualne osiągnięcia uzasadniają przedłożenie go
                              nad Kobego?

                              • Gość: Wilt Do LB - cz. 3 IP: 195.117.2.* 26.02.02, 11:17
                                ) „ Po drugie, jasne, Jordan jest obecnie grubo PO szczycie swoich możliwości

                                tyle że Kobe z kolei jest PRZED
                                szczytem swoich możliwości, a poza tym – jak wiemy – musi ograniczać się
                                na
                                rzecz Shaqa, w przeciwieństwie do samodzielnie liderującego w swoim zespole MJ.
                                Ale tak w ogóle, co miałby mieć wiek Jordana tak w praktyce do rzeczy; czy za
                                każdy rok różnicy w porównaniu z Kobem mamy przyznawać mu dodatkowo punkty w
                                głosowaniu na MVP?”

                                LB: Nigdzie nie pisałem nic o wieku Jordana, jako o czymś za co powinien
                                dostawać
                                handicap. Nigdzie nie używałem tego argumentu w rozważaniach na temat KB vs.
                                MJ. Chyba znowu mnie z kimś pomyliłeś.

                                LB, naprawdę; nie tomsuj, proszę. :-) Przecież jasne jest, że nie piszę, że Ty
                                z kolei tak dosłownie pisałeś (zawsze to musiałem w ten sposób wyjaśniać
                                tomsowi...); po prostu zapytuję się na przykładzie, jakie to praktyczne
                                konsekwencje dla wyboru na MVP należałoby wyciągnąć z faktu, że – jak piszesz –
                                Jordan to „staruszek”, a Kobe - nie? A jeśli nie ma to mieć żadnych
                                konsekwencji, to wybacz – po co o tym wspominać?

                                ) „ Dalej krytykujesz z kolei Kidda, słusznie przytaczając (mnie
                                też to zaciekawiło z teoretycznego punktu widzenia), że byłby to pierwszy MVP,
                                który rzuca poniżej 20 pkt. Dodam, że jedynymi so far rozgrywającymi – MVP
                                sezonu byli Cousy i Magic; obaj, gdy rzucali trochę powyżej 20 pkt. i byli
                                czołowymi strzelcami swoich drużyn.”


                                LB: Po piersze – nie krytykuję Kidda. Napisałem, że jest bardzo dobrym
                                playmakerem,

                                lepszym niż Marbury.
                                I co oczywiste – jednym z najlepszych w lidze.
                                A co do tych 20 ptk –stwierdziłem tylko fakt.

                                Podważasz wartościowość Kidda nie jako playmakera, ale kandydata na MVP. Czy to
                                nie krytyka?

                                ) „ Ale po pierwsze, obserwując ogólny spadek
                                średnich w porównaniu z latami 80. można dojść do wniosku, że te obecne 14,7
                                pkt. Kidda bardziej zbliżone jest do ówczesnych 20 pkt.”


                                LB: Sorry Wilt, ale to mało poważny argument.
                                A ile twoim zdaniem w latach 80. było by warte – powiedzmy 30 ptk dzisiaj? :-)


                                Np. tym 37,1 pkt. Jordana w 1987 – albo przynajmniej 35 bodaj w 1988. :-). Ale
                                jeśli obiektywny fakt spadku średnich punktowych w jednej epoce w porównaniu z
                                inną uważasz za mało poważny, to chciałem tylko nieśmiało zauważyć, że w takim
                                razie wytrącasz z ręki argument nie tylko wielu admiratorom Jordana, piszącym,
                                że z tego powodu nie można porównywać zdobyczy punktowych MJ i Wilta, ale chyba
                                i sobie (a z jakiego innego powodu piszesz, że nie można porównywać graczy z
                                różnych epok?).

                                (A dla wyjaśnienia, jeśli ktoś nie czytał moich postów na ten temat; uznając
                                fakt, że w obecnych czasach średnie są niższe niż dawniej, z przyjemnością
                                stwierdzam, że nie wpłynęłoby to na osiągnięcia Chamberlaina w takim stopniu,
                                żeby nie był the best; powiedzmy, zamiast 50 pkt i 27 zbiórek - 40 pkt i 20
                                zbiórek? ;-))

                                ) „A po drugie, chyba nie będziemy wzorem tomsa uważać ataku za ważniejszego od

                                wszystkich pozostałych
                                kategorii razem wziętych? Bo nie zaprzeczasz, że we wszystkich wymienionych
                                przeze mnie kategoriach oprócz ataku to Kidd jest lepszy od MJ; a na tle całej
                                ligi jest 2. w asystach, 2. w przechwytach i 1. w triple – doubles; w sumie
                                indywidualnie prowadzi z Jordanem. A co do zespołu - większe szanse mają Nets
                                na 1. miejsce na Wschodzie niż Wizards na ostatnie kwalifikujące do play offs;
                                tu JK też ma przewagę.”


                                LB: Ale ja nigdzie nie napisałem, że MJ bardziej zasługuje na tytuł MVP niż
                                Kidd.
                                Z drugiej strony zauważ, że statystyki Kidda wcale nie są jakieś porażające w
                                stosunku do innych PG.

                                Kidd
                                14.7 PPG; 7.4 REB; 10.0 AS; 38.3 FG%

                                Payton
                                22.3 PPG; 4.7 REB; 9.1 AS; 46.5 FG%

                                Miller
                                16.8 PPG; 5.2 REB; 10.8 AS; 45.3 FG%

                                Van Exel
                                21.4 PPG; 3.8 REB; 8.1 AS; 40.8 FG%

                                Nash
                                19.6 PPG; 3.3 REB; 7.8 AS; 49.2 FG%

                                Cassell
                                20.4 PPG; 4.5 REB; 6.8 AS; 46.3 FG%

                                Davis
                                19.7 PPG; 4.3 REB; 8.6 AS; 42.5 FG%

                                Marbury
                                19.7 PPG; 3.1 REB; 8.0 AS; 43.8 FG%

                                Ma więcej zbiórek niż pozostali, ale najczęściej jest od nich troszkę wyższy i
                                masywniejszy.
                                Za to beznadziejna skuteczność z gry.
                                Nie chę przez to powiedzieć, że absolutnie nie powinien dostać MVP. Chce tylko
                                pokazać, ze:
                                Po piersze – nie ma wcale tak rewelacyjnych statystyk, żeby wygrać w wyścigu po

                                tytuł MVP o kilka długości.

                                A czy ja kiedyś napisałem, że to Kidd powinien zdobyć MVP, i to „o kilka
                                długości”? Pisałem za to, że zdecydowanie najlepsi są dla mnie obecnie 4 gracz –
                                Kobe, Shaq, Garnett i Duncan – i dlatego najwięcej sensu miałoby przyznanie
                                MVP któremuś z nich (ja obstaję za Kobem). Relatywna słabość w ataku Kidda (ale
                                pamiętaj, że jest to w dużym stopniu jego świadomy wybór, płynący z roli, jaką
                                pełni w zespole; w razie potrzeby potrafi wystrzelić i na 40 pkt.) jest głównym
                                powodem, dla którego wciąż się waham, kto jest najlepszym PG – on czy Payton –
                                ale po prostu piszę, że jeśli już wychodzić poza tych rzeczywiście „the best of
                                the best” i kierować się przyrostem zwycięstw przedtem kiepskiego zespołu, tym,
                                ile zawodnik dla niego znaczy itd. – to wtedy więcej sensu miałaby kandydatura
                                Kidda niż MJ.
                                • Gość: Wilt Do LB - cz. 4 IP: 195.117.2.* 26.02.02, 11:18
                                  LB: Po drugie – chciałem, żebyśmy wszyscy się zastanowili, na ile bilans Nets
                                  to
                                  zasługa Kidda, a na ile braku kontuzji.
                                  Wszak Nets byli typowani jako powazni kandydaci do tytułu już dwa lata temu
                                  (jeszcze z Jaysonem Williamsem).
                                  I to wszystko.

                                  Z tymi kandydatami to gruubo przesadziłeś... Jeśli oni byli poważnymi
                                  kandydatami do tytułu, to Wizards są teraz poważnymi kandydatami do Finałów. ;-)

                                  ) „ Piszesz, że powinno wziąć się pod uwagę też fakt, że
                                  Netsi wyleczyli w porównaniu z poprzednim sezonem kontuzje. Jasne, sam zawsze
                                  pisałem, że na sukcesy czy porażki zespołu nie powinno się patrzeć tylko przez
                                  pryzmat jednego zawodnika. Ale tak samo jak do poprawy gry Nets oprócz
                                  pozyskania Kidda przyczyniło się ustanie plagi kontuzji i trenerka Byrona
                                  Scotta, tak i do poprawy Wizards oprócz MJ przyczyniła się – zapoczątkowana już

                                  zresztą w końcu tamtego sezonu, ale wtedy było już za poźno, żeby wpłynęło to
                                  na rezultaty zespołu – bardzo dobra gra Hamiltona, „steal” w
                                  drafcie pod
                                  postacią Haywooda czy trenerka Douga Collinsa. W sumie tak samo dobrze można
                                  identyfikować Kidda z sukcesem Nets, jak Jordana z sukcesem Wizards; tyle że,
                                  jak już wspomniałem, w tym pierwszym przypadku i gracz, i sukces są lepsi. ;-)”



                                  LB: Wszystko fajnie, tylko sam sobie odpowiedz: Którzy zawodnicy są lepsi: Van
                                  Horn, Martin i Kittles, czy Hamilton, Laettner i Popeye Jones? Dziękuję, więcej
                                  pytań nie mam.
                                  Natomiast ja, powtarzam to po raz kolejny, nie stawiam MJ wyżej w wyścigu po
                                  MVP, niż Kidda.
                                  Tylko wszyscy utożsamiają przemianę Nets z Kiddem, co nie do końca jest prawdą.

                                  Co za wszyscy? Ja np. nie – i w ogóle chyba więcej osób utożsamia przemianę
                                  Wizards wyłącznie z MJ, niż Nets z Kiddem (co owszem, w obu wypadkach nie jest
                                  do końca prawdą). A z tymi składami, sprawa też nie jest taka prosta, bo są one
                                  w dużej mierze podobne; i Van Horn, i Kittles, i Laettner to high draft picks,
                                  które nie spełniły pokładanych w nich nadziei (tylko że to Laettner zdobył
                                  wszystkie możliwe nagrody akademickie i był członkiem Dream Teamu...). Kenyon
                                  Martin to zdolny drugoroczniak; ale czy jest lepszy od mistrza NCAA i
                                  najlepszego zawodnika finałów, który teraz zdobywa po 20 pkt w meczu, w
                                  przeciwieństwie do najlepszych Nets – Hamiltona? Nb. Wizards mają również
                                  króla strzelców NCAA, Alexandra; ale, jak wspominałem, jemu akurat obecność
                                  Jordana się nie przysłużyła... W każdym razie oba składy nie różnią się tak
                                  bardzo potencjałem; przyznając Nets przewagę, opartą np. na tym, że sami mają
                                  niezłego centra, a Laettner jest już stary, nie tłumaczy ona do końca (tym
                                  bardziej, że to Wizards mają bardziej doświadczonego trenera), czemu to Nets są
                                  na 1. miejscu, a Wizards znacznie dalej (aktualnie na 9. :-)). Chyba jednak
                                  znów dochodzimy do nieuniknionego wniosku, przed którym się tak bronisz ;-) -
                                  że obecnie Kidd daje z siebie więcej niż Jordan.

                                  ) „ A tak w ogóle, LB, to może się wypowiedz, kogo Ty uważasz za MVP. Bo tak z
                                  jednej strony piszesz, że sam za MVP nie uważasz MJ-a (czyli może niepotrzebnie
                                  tyle się na ten temat napisałem), a z drugiej – krytykujesz jego
                                  najpoważniejszych rywali do tytułu. Ciągnie wilka do lasu ;-) – przyznałoby się

                                  tytuł Jordanowi, co (najlepiej dożywotnio)?”


                                  LB: Mam do ciebie szacunek Wilt, za wiedzę, dlatego nie napiszę ostrzej co
                                  myślę o
                                  twoim komentarzu.

                                  Jezu, LB, mam nadzieję, że to tylko chwilowy zanik poczucia humoru...
                                  P.S. Czy to Ty podpisujesz się jako LoveBeer na probaskecie? Chciałbym się
                                  upewnić.


                                  LB: Nigdy nie przyznałbym MJ dożywotnio tytułu MVP. Wolałem też, żeby nie
                                  wracał po
                                  raz drugi do NBA.
                                  Choć mam do niego ogromny sentyment – za to co robił na boisku i za to jaki był
                                  poza nim, i powiedzieć, że był i jest moim idolem – to mało; to staram się
                                  oddzielić własne sentymenty od racjonalnej oceny.
                                  Napisałem tylko, że jeśli WW wejdą do play-offs, to ci którzy wybierają MVP,
                                  wybiorą Jordana.
                                  To, kogo ja uważam za MVP i jaki mam stosunek do tej nagrody, mogłeś znaleść w
                                  poście dotyczącym MVP sezonu. Fajnie, gdybyś go przeczytał, jeśli chcesz z ze
                                  mną dyskutować i krytykować moje zdanie. (Choć z drugiej strony, jeśli go
                                  przeoczyłeś – widocznie nie było o czym czytać ;-)
                                  W skrócie. Nie lubię tej nagrody bo jest subiektywna. Wolę wybierać zawodników
                                  do Pierszej Piątki NBA, gdzie porównanie zawodników na poszczególnych pozycjach
                                  jest łatwiejsze.
                                  A na kogo postawiłbym pieniądze w play-offs, gdybym musiał. Na drużynę w której
                                  jest Shaq.

                                  Sam Shaq? To trochę mało. Shaq jest wielkim graczem i dodatkowo w
                                  przeciwieństwie do KB nie ma przeciwnika o w pełni porównywalnych warunkach
                                  fizycznych, ale gdyby np. w jednej drużynie grał on i Carter, a w drugiej Kobe
                                  i Duncan, to też byłbyś taki pewny wyniku? Bo ja – nie.
                                  A co do tego, że po wejściu Magów do playoffs na MVP wybiorą Jordana; chyba
                                  zbyt pesymistyczna to prognoza, zarówno co do ich wejścia, jak i – po
                                  ewentualnym wejściu – samego wyboru ;-). Śledząc wszystkie pojawiające się
                                  głosy, największe szanse ma jednak Kidd, co nie przepełni mnie entuzjazmem, ale
                                  też przesadnie nie zmartwi.

                                  ) „ A jeśli napiszesz, kogo obstawiasz,
                                  to dopiero wtedy będziemy mogli naprawdę rzeczowo porozmawiać.
                                  A może, jako fan Kings, obstawiasz Webbera? Wtedy dopiero zacieram ręce na
                                  dyskusję; jak się ma do decydowania o zwycięstwach zespołu - dla Ciebie
                                  najważniejszym czynniku – fakt, że bilans zwycięstw Kings praktycznie nie
                                  odnotował nieobecności Chrisa? Albo – nie obraź się – co z powszechnie
                                  znaną
                                  kiepską obroną C-Webba i jego problemami z psychicznym liderowaniem drużynie? A
                                  starszy jest od Kobego; już miał czas się tego i owego nauczyć.”


                                  LB: Lubię Chrisa Webbera, niezależnie od tego gdzie i jak gra (GSW, Bullets,
                                  Kings). Choć najczęściej gra bardzo dobrze.
                                  Nigdy nie pisałem o nim jako o najlepszym zawodniku. Nie uważam go też za MVP.
                                  Nie jestem z tych, którzy kibicują tylko mistrzom i najlepszym zawodnikom.

                                  Ja też nie kibicuję tylko mistrzom (patrz z poprzedniego pokolenia; Barkley
                                  albo Reggie Miller).

                                  LB: W play-off kibicuję Kings, ale jeśli zapytasz mnie o ich szanse, to ci
                                  odpowiem, że beznadziejnie bronią i słabiutko grają poza Arco. Czy mają szanse
                                  z LA? Chciałbym, ale pieniędzy bym na nich nie postawił.
                                  Będę trzymał kciuki i
                                  mam nadzieję, że wygrają. Ale obiektywnie patrząc, większe szanse w serii mają
                                  Lakersi.
                                  Co do umiejętności Webbera w defensywie, czy też jego liderowaniu – to się
                                  zgadzam.
                                  Co nie przeszkadza mi go lubić i uważać (mimo powyższych niedoskonałości) za
                                  jednego z trzech najlepszych PF w NBA.

                                  Nie obraź się, ale chyba ściśle biorąc trzeciego (po KG i Duncanie). A Kobe
                                  jest najlepszym SG, z tym się chyba zgodzisz; co chyba nie osłabia jego
                                  kandydatury w głosowaniu na MVP...

                                  ) „ I tak zupełnie na serio; każdemu w lidze rozpatrując z osobna jego
                                  przypadek da
                                  się wytknąć przynajmniej tyle samo co Kobemu i idąc tym tropem w końcu można
                                  dojść do wniosku, że NIKT nie zasługuje na MVP. Dlatego właśnie bardziej
                                  konstruktywne będzie bezpośrednie porównanie kandydatów; żeby przekonać się,
                                  kto zasługuje NAJBARDZIEJ.”

                                  • Gość: Wilt Do LB - cz. 5 IP: 195.117.2.* 26.02.02, 11:19
                                    LB: Wilt, wykaż mi zatem, że KB bardziej zasługuje na MVP niż Shaq.
                                    Thanks.

                                    Owszem, mogę. Zadanie oczywiście nie jest łatwe, bo O’Neal to rzecz jasna
                                    również gracz na miarę MVP (ale taka jest właśnie uroda Lakers, że właściwie
                                    MVP sezonu można by wybierać spomiędzy ich liderów; dlatego Twój argument, że w
                                    stosunku do KB nie wiadomo nawet, czy na pewno jest liderem swojego zespołu i
                                    dlatego nie zasługuje na MVP, uważam za nietrafiony). Statystyki są jasne. W
                                    punktach raz jeden lepszy, raz drugi, dalej typowy rozkład, gdy się porównuje
                                    gracza podkoszowego z perimeter player; jeden lepszy w zbiórkach i blokach,
                                    drugi w asystach i przechwytach itd. Ale co wychodzi z bardziej całościowego
                                    spojrzenia na grę? To na Shaqa wciąż są zorientowane trójkąty, przez co gra mu
                                    się łatwiej, a Kobemu trudniej – w większym stopniu musi sam wypracowywać sobie
                                    pozycje. Natomiast to Kobe jest go-to-guy w decydujących momentach, kiedy musi
                                    rozstrzygnąć o zwycięstwie, jak to zrobił ostatnio z Charlotte (a gdyby nie ci
                                    brzydcy sędziowie, którzy zmienili wcześniejszą decyzję ;-), to to samo byłoby
                                    i z Celtami).
                                    Poza tym, to Kobe jest najlepszym, niezależnie od pozycji, defensorem w
                                    zespole, Czyni go to kimś wyjątkowym, nie tylko na tle zespołu, ale i całej
                                    ligi; nikt inny nie zdobywa jednocześnie powyżej 25 pkt i nie jest wybierany
                                    do pierwszej albo drugiej drużyny gwiazd obrony. Tylko Shaq był blisko tego
                                    statusu – ale do pierwszej drużyny obrony się nie dostał i już się nie
                                    dostanie; bo, szczerze mówiąc, jego obrona w dużym stopniu opierała się po
                                    prostu na gabarytach – Bill Russell to nigdy nie był. Natomiast to Kobe jest
                                    najlepszy jednocześnie biorąc pod uwagę, jak mówią, „both ends”; i na obu staje
                                    się coraz lepszy.
                                    Inne ciekawe połączenie; Kobe, choć nie PG, jest jednocześnie głównym
                                    playmakerem zespołu i jego (niech będzie, ze razem z Shaqiem) jego
                                    najgroźniejszym strzelcem. Daje to mu wyjątkową elastyczność w grze; w razie
                                    potrzeby może albo wystrzelić 56 punktami, albo 15 asystami, albo jakąś wersją
                                    kompomisu między jednym a drugim. Są od Kobego lepsi, bo klasyczni playmakerzy,
                                    ale żaden nie jest tak dobry w ataku; z kolei wśród porównywalnych strzelców
                                    (bo trudno byłoby powiedzieć, że ktoś jest od niego lepszy) nie ma aż tak
                                    dobrych playmakerów. W efekcie i w tym połączeniu Kobe jest najlepszy; w
                                    dostarczaniu innym piłki (czego oczywiście Shaq tak dobrze nie potrafi) i w
                                    operowaniu piłką w ataku samemu; jest jednym z paru graczy w NBA, którzy
                                    mogliby grać na pozycjach 1-3 (niech Ci będzie, znajdują się wśród nich też
                                    Jordan i Pippen;-) - ale żaden z nich nie gra na tym poziomie co Kobe). Tak,
                                    uniwersalność gra zdecydowanie na korzysć Kobego (najlepszy all-around player);
                                    w porównaniu z nim Shaquille, choć świetny, jest dość jednostronny i w większym
                                    stopniu potrzebuje innych graczy, żeby go uzupełniali.
                                    I na zakończenie tego skrótu argument chyba ostatecznie przesądzający sprawę;
                                    Kobe rozegrał dotąd wszystkie (54) mecze po 38,5 minuty, a Shaq – 41 meczów po
                                    35, 8 minuty. Te liczby chyba wyraźnie ukazują, kto dźwiga obecnie ciężar
                                    zespołu i jest dlań najwartościowszy. W obecnych Lakers odbywa się pod tym
                                    względem podobna zmiana warty, co w latach 80.; wtedy wiek wymusił ograniczenie
                                    roli Kareema i przejęcie pierwszeństwa prze Magica; teraz nadwaga i kontuzje
                                    powodują to samo w przypadku Shaqa, a kontrolę przejmuje Kobe...


                                    A co do Twojej hipotezy pt. „Kobe zamiast Jordana w Wizards”; stary, to
                                    dopiero
                                    byłaby jazda! :-) Jakieś 33 – 35 ppg, 8 rpg i 8 apg.”


                                    LB: No, tylko jaki bilans? Ciekawe, czy WW z KB poprawiliby się o tyle samo
                                    zwycięstw co ze staruszkiem Jordanem?
                                    Wszak sam stwierdziłeś, że KB nie miałby takiego „posłuchu” wśród innych
                                    graczy. I nie wiadomo, czy grali by oni na takim poziomie, jak grają z
                                    Jordanem.
                                    A co do statystyk, to ciekaw jestem czy rzeczywiście miałby takie statystyki
                                    gdyby go w każdej akcji podwajali lub potrajali. Jak czasami robią to z
                                    Jordanem.
                                    Naprawdę, łatwo się gra, gdy w druzynie jest koleś 216 cm i 140 kg., który
                                    skupia na sobie uwagę.

                                    Pzdr,
                                    LB

                                    Napisałem przecież, że mniejszy posłuch wśród role players zrównoważyłby
                                    większy wkład osobisty KB i Wizards odnieśliby przynajmniej tyle samo zwycięstw
                                    (szczególnie że Kobe nie musiałby opuszczać meczów z powodu kłopotów z
                                    kolanami ;-)). Dalej trochę się plączesz: „gdyby go w KAŻDEJ akcji podwajali
                                    lub potrajali. Jak CZASAMI robią to z Jordanem” (podkreślenia moje). Święte
                                    słowa w tym drugim zdaniu; otóż obecnie (a nie 5 czy 10 lat temu) Jordan nie
                                    jest wcale podwajany częściej niż Kobe, i to mimo to, że przeciwnicy Lakers
                                    mają utrudnione zadanie, bo powinni właściwie naraz podwajać i Shaqa, i
                                    Kobego... Co do statystyk; jasne, że pod wieloma względami gra z Shaqiem jest
                                    łatwiejsza; ale akurat nie pod tym - wprost przeciwnie. Naprawdę sądzisz, że
                                    Kobe ma wyższe statystyki grając z Shaqiem; i czy – konsekwentnie – również
                                    Jordan miałby takie statystyki jakie miał i te wszystkie tytuły króla
                                    strzelców, grając z Shaqiem w jednej drużynie?

                                    Pzdr
                        • Gość: LB Re: Moje uwagi do Wilta - cz.2 IP: 217.11.142.* 25.02.02, 12:17
                          ) „ Po drugie, jasne, Jordan jest obecnie grubo PO szczycie swoich możliwości –
                          tyle że Kobe z kolei jest PRZED
                          szczytem swoich możliwości, a poza tym – jak wiemy – musi ograniczać się na
                          rzecz Shaqa, w przeciwieństwie do samodzielnie liderującego w swoim zespole MJ.
                          Ale tak w ogóle, co miałby mieć wiek Jordana tak w praktyce do rzeczy; czy za
                          każdy rok różnicy w porównaniu z Kobem mamy przyznawać mu dodatkowo punkty w
                          głosowaniu na MVP?”

                          Nigdzie nie pisałem nic o wieku Jordana, jako o czymś za co powinien dostawać
                          handicap. Nigdzie nie używałem tego argumentu w rozważaniach na temat KB vs.
                          MJ. Chyba znowu mnie z kimś pomyliłeś.


                          ) „ Dalej krytykujesz z kolei Kidda, słusznie przytaczając (mnie
                          też to zaciekawiło z teoretycznego punktu widzenia), że byłby to pierwszy MVP,
                          który rzuca poniżej 20 pkt. Dodam, że jedynymi so far rozgrywającymi – MVP
                          sezonu byli Cousy i Magic; obaj, gdy rzucali trochę powyżej 20 pkt. i byli
                          czołowymi strzelcami swoich drużyn.”


                          Po piersze – nie krytykuję Kidda. Napisałem, że jest bardzo dobrym playmakerem,
                          lepszym niż Marbury.
                          I co oczywiste – jednym z najlepszych w lidze.
                          A co do tych 20 ptk –stwierdziłem tylko fakt.


                          ) „ Ale po pierwsze, obserwując ogólny spadek
                          średnich w porównaniu z latami 80. można dojść do wniosku, że te obecne 14,7
                          pkt. Kidda bardziej zbliżone jest do ówczesnych 20 pkt.”


                          Sorry Wilt, ale to mało poważny argument.
                          A ile twoim zdaniem w latach 80. było by warte – powiedzmy 30 ptk dzisiaj? :-)


                          ) „A po drugie, chyba nie będziemy wzorem tomsa uważać ataku za ważniejszego od
                          wszystkich pozostałych
                          kategorii razem wziętych? Bo nie zaprzeczasz, że we wszystkich wymienionych
                          przeze mnie kategoriach oprócz ataku to Kidd jest lepszy od MJ; a na tle całej
                          ligi jest 2. w asystach, 2. w przechwytach i 1. w triple – doubles; w sumie
                          indywidualnie prowadzi z Jordanem. A co do zespołu - większe szanse mają Nets
                          na 1. miejsce na Wschodzie niż Wizards na ostatnie kwalifikujące do play offs;
                          tu JK też ma przewagę.”


                          Ale ja nigdzie nie napisałem, że MJ bardziej zasługuje na tytuł MVP niż Kidd.
                          Z drugiej strony zauważ, że statystyki Kidda wcale nie są jakieś porażające w
                          stosunku do innych PG.

                          Kidd
                          14.7 PPG; 7.4 REB; 10.0 AS; 38.3 FG%

                          Payton
                          22.3 PPG; 4.7 REB; 9.1 AS; 46.5 FG%

                          Miller
                          16.8 PPG; 5.2 REB; 10.8 AS; 45.3 FG%

                          Van Exel
                          21.4 PPG; 3.8 REB; 8.1 AS; 40.8 FG%

                          Nash
                          19.6 PPG; 3.3 REB; 7.8 AS; 49.2 FG%

                          Cassell
                          20.4 PPG; 4.5 REB; 6.8 AS; 46.3 FG%

                          Davis
                          19.7 PPG; 4.3 REB; 8.6 AS; 42.5 FG%

                          Marbury
                          19.7 PPG; 3.1 REB; 8.0 AS; 43.8 FG%

                          Ma więcej zbiórek niż pozostali, ale najczęściej jest od nich troszkę wyższy i
                          masywniejszy.
                          Za to beznadziejna skuteczność z gry.
                          Nie chę przez to powiedzieć, że absolutnie nie powinien dostać MVP. Chce tylko
                          pokazać, ze:
                          Po piersze – nie ma wcale tak rewelacyjnych statystyk, żeby wygrać w wyścigu po
                          tytuł MVP o kilka długości.
                          Po drugie – chciałem, żebyśmy wszyscy się zastanowili, na ile bilans Nets to
                          zasługa Kidda, a na ile braku kontuzji.
                          Wszak Nets byli typowani jako powazni kandydaci do tytułu już dwa lata temu
                          (jeszcze z Jaysonem Williamsem).
                          I to wszystko.


                          ) „ Piszesz, że powinno wziąć się pod uwagę też fakt, że
                          Netsi wyleczyli w porównaniu z poprzednim sezonem kontuzje. Jasne, sam zawsze
                          pisałem, że na sukcesy czy porażki zespołu nie powinno się patrzeć tylko przez
                          pryzmat jednego zawodnika. Ale tak samo jak do poprawy gry Nets oprócz
                          pozyskania Kidda przyczyniło się ustanie plagi kontuzji i trenerka Byrona
                          Scotta, tak i do poprawy Wizards oprócz MJ przyczyniła się – zapoczątkowana już
                          zresztą w końcu tamtego sezonu, ale wtedy było już za poźno, żeby wpłynęło to
                          na rezultaty zespołu – bardzo dobra gra Hamiltona, „steal” w drafcie pod
                          postacią Haywooda czy trenerka Douga Collinsa. W sumie tak samo dobrze można
                          identyfikować Kidda z sukcesem Nets, jak Jordana z sukcesem Wizards; tyle że,
                          jak już wspomniałem, w tym pierwszym przypadku i gracz, i sukces są lepsi. ;-)”


                          Wszystko fajnie, tylko sam sobie odpowiedz: Którzy zawodnicy są lepsi: Van
                          Horn, Martin i Kittles, czy Hamilton, Laettner i Popeye Jones? Dziękuję, więcej
                          pytań nie mam.
                          Natomiast ja, powtarzam to po raz kolejny, nie stawiam MJ wyżej w wyścigu po
                          MVP, niż Kidda.
                          Tylko wszyscy utożsamiają przemianę Nets z Kiddem, co nie do końca jest prawdą.


                          ) „ A tak w ogóle, LB, to może się wypowiedz, kogo Ty uważasz za MVP. Bo tak z
                          jednej strony piszesz, że sam za MVP nie uważasz MJ-a (czyli może niepotrzebnie
                          tyle się na ten temat napisałem), a z drugiej – krytykujesz jego
                          najpoważniejszych rywali do tytułu. Ciągnie wilka do lasu ;-) – przyznałoby się
                          tytuł Jordanowi, co (najlepiej dożywotnio)?”


                          Mam do ciebie szacunek Wilt, za wiedzę, dlatego nie napiszę ostrzej co myślę o
                          twoim komentarzu.
                          Nigdy nie przyznałbym MJ dożywotnio tytułu MVP. Wolałem też, żeby nie wracał po
                          raz drugi do NBA.
                          Choć mam do niego ogromny sentyment – za to co robił na boisku i za to jaki był
                          poza nim, i powiedzieć, że był i jest moim idolem – to mało; to staram się
                          oddzielić własne sentymenty od racjonalnej oceny.
                          Napisałem tylko, że jeśli WW wejdą do play-offs, to ci którzy wybierają MVP,
                          wybiorą Jordana.

                          To, kogo ja uważam za MVP i jaki mam stosunek do tej nagrody, mogłeś znaleść w
                          poście dotyczącym MVP sezonu. Fajnie, gdybyś go przeczytał, jeśli chcesz z ze
                          mną dyskutować i krytykować moje zdanie. (Choć z drugiej strony, jeśli go
                          przeoczyłeś – widocznie nie było o czym czytać ;-)
                          W skrócie. Nie lubię tej nagrody bo jest subiektywna. Wolę wybierać zawodników
                          do Pierszej Piątki NBA, gdzie porównanie zawodników na poszczególnych pozycjach
                          jest łatwiejsze.
                          A na kogo postawiłbym pieniądze w play-offs, gdybym musiał. Na drużynę w której
                          jest Shaq.


                          ) „ A jeśli napiszesz, kogo obstawiasz,
                          to dopiero wtedy będziemy mogli naprawdę rzeczowo porozmawiać.
                          A może, jako fan Kings, obstawiasz Webbera? Wtedy dopiero zacieram ręce na
                          dyskusję; jak się ma do decydowania o zwycięstwach zespołu - dla Ciebie
                          najważniejszym czynniku – fakt, że bilans zwycięstw Kings praktycznie nie
                          odnotował nieobecności Chrisa? Albo – nie obraź się – co z powszechnie znaną
                          kiepską obroną C-Webba i jego problemami z psychicznym liderowaniem drużynie? A
                          starszy jest od Kobego; już miał czas się tego i owego nauczyć.”


                          Lubię Chrisa Webbera, niezależnie od tego gdzie i jak gra (GSW, Bullets,
                          Kings). Choć najczęściej gra bardzo dobrze.
                          Nigdy nie pisałem o nim jako o najlepszym zawodniku. Nie uważam go też za MVP.
                          Nie jestem z tych, którzy kibicują tylko mistrzom i najlepszym zawodnikom.
                          W play-off kibicuję Kings, ale jeśli zapytasz mnie o ich szanse, to ci
                          odpowiem, że beznadziejnie bronią i słabiutko grają poza Arco. Czy mają szanse
                          z LA? Chciałbym, ale pieniędzy bym na nich nie postawił. Będę trzymał kciuki i
                          mam nadzieję, że wygrają. Ale obiektywnie patrząc, większe szanse w serii mają
                          Lakersi.
                          Co do umiejętności Webbera w defensywie, czy też jego liderowaniu – to się
                          zgadzam.
                          Co nie przeszkadza mi go lubić i uważać (mimo powyższych niedoskonałości) za
                          jednego z trzech najlepszych PF w NBA.


                          ) „ I tak zupełnie na serio; każdemu w lidze rozpatrując z osobna jego
                          przypadek da
                          się wytknąć przynajmniej tyle samo co Kobemu i idąc tym tropem w końcu można
                          dojść do wniosku, że NIKT nie zasługuje na MVP. Dlatego właśnie bardziej
                          konstruktywne będzie bezpośrednie porównanie kandydatów; żeby przekonać się,
                          kto zasługuje NAJBARDZIEJ.”


                          Wilt, wykaż mi zatem, że KB bardziej zasługuje na MVP niż Shaq.
                          Thanks.


                          A co do Twojej hipotezy pt. „Kobe zamiast Jordana
                          • Gość: LB Re: Moje uwagi do Wilta - cz.3 IP: 217.11.142.* 25.02.02, 12:18
                            A co do Twojej hipotezy pt. „Kobe zamiast Jordana w Wizards”; stary, to dopiero
                            byłaby jazda! :-) Jakieś 33 – 35 ppg, 8 rpg i 8 apg.”


                            No, tylko jaki bilans? Ciekawe, czy WW z KB poprawiliby się o tyle samo
                            zwycięstw co ze staruszkiem Jordanem?
                            Wszak sam stwierdziłeś, że KB nie miałby takiego „posłuchu” wśród innych
                            graczy. I nie wiadomo, czy grali by oni na takim poziomie, jak grają z
                            Jordanem.
                            A co do statystyk, to ciekaw jestem czy rzeczywiście miałby takie statystyki
                            gdyby go w każdej akcji podwajali lub potrajali. Jak czasami robią to z
                            Jordanem.
                            Naprawdę, łatwo się gra, gdy w druzynie jest koleś 216 cm i 140 kg., który
                            skupia na sobie uwagę.

                            Pzdr,
                            LB
            • Gość: LB Re: MVP na nba.com IP: 217.11.142.* 15.02.02, 20:35
              Gość portalu: Wilt napisał(a):

              > Tak więc, nie dojdzie chyba do jednego z najbardziej
              > niesprawiedliwych werdyktów w historii (obok np. nie wybrania Barry'ego w 1975
              > r.) - bo nawet gdyby zamiast wybierania po prostu najlepszego gracza ligi,
              > przyjąć tę głupią moim zdaniem interpretację, że MVP to ten, który najwięcej
              > znaczy dla całego zespołu (słusznie się zauważa, że to premiuje graczy ze
              > słabszymi partnerami w drużynie), której zresztą i tak nie da się konsekwentnie
              > stosować (bo wtedy musiałby wygrać Francis, bez którego Rockets na 20 spotkań
              > wygrali 2, albo Andre Miller), to i tak MJ przegrywałby z Kiddem. Kidd jest
              > daleko lepszy od niego w obronie, asystach i ogólnie kreowaniu gry,
              > przechwytach, nawet zbiórkach, ustępując mu tylko w ataku - przy czym (nawet
              > abstrahując od mojego przekonania, że Wizards nie utrzymają obecnej pozycji)
              > doprowadził Nets jeszcze wyżej. I tyle.


              Zastanawia mnie tylko, czy Kidd zostanie pierwszym MVP, który zdobywał poniżej 20
              ptk w sezonie?

              Pzdr,
              LB

              PS. Poza tym, czy nie uważacie (jak to gdzieś ktoś napisał), że sukcesy Nets
              bardziej wynikają z tego, że drużyna ta ma mniej kontuzji niż w zeszłym sezonie,
              niż z tego iż playmakerem jest Kidd?
      • Gość: Jaś Jordan powinien zostać MVP IP: *.216-194-7-23.nyc.ny.metconnect.net 14.02.02, 19:08
        Jordan też miał ostrych krytyków w USA. Zamknął im usta , gdy poprowadził
        Wizards do 9 zwycieztw z rzędu.
        Potem zdobywał po 40 pktów w meczu.
        Teraz już nie słychać tylu krytyk. Krytycy sie zbłaznili.
        Ci ludzie po prostu zakochali sie w nowych "gwiazdach", a Jordan psuje im humor.
        Porównywanie Bryanta, czy innych do Jordana jest doprawdy absurdalne.


        Jordan przywrócił zainteresowanie NBA u fanów. Nie tylko dla paru najlepszych
        drużyn. Teraz ogląda sie te słabsze.
        To nie przypadek, że Jordan może wygrać MVP. Wizards wygrali dzieki niemu w
        srodku sezonu tyle, co w całym zeszłym.
        O to chodzi w wyborze najbardziej wartosciowego zawodnika.


        • reggie Re: Jordan powinien zostać MVP letniej ligi 15.02.02, 16:13
          Jaki on tam MVP?
          Co takiego osiągnął? Kompromitujący mecz gwiazd, najmniej punktów od prawie 900
          spotkań w meczu, najsłabsze wskazniki statystyczne w kilku istotnych tabelkach
          w karierze, to ma być ten MVP?
          To świadczy może o upadku tej ligi, sam nie wiem. Jeżeli dziaduś z brzuszkiem
          dominuje w niej dla co niektórych fanów, a wcale nie dominuje, to polecam
          wizytę u dobrego okulisty.
          W mojej opinii w trwającym sezonie bardziej od męża(?) Huanitki zasługuje na
          ten zaszczyt choćby Kidd. Bilans Nets dużo lepszy, mają szansę na wyrganie
          Wschodu, jeśli tylko nie zaniżą zbyt drastycznie poziomu. Kidd to mózg, serce i
          ciało tego zespołu, używając terminologii szpitala:-)
          Bardziej od starego mistrza w chwili obecnej oczywiście na to trofeum zasługuje
          choćby niejaki Kobe Bryant. Wiadomo za co.
          Wyżej postawiłbym kandydaturę Garnetta i Duncana, niezależnie od postawy ich
          teamów w ostatnim czasie. Niżej chyba troszkę jest dla mnie AI.
          Zwolennicy Webbera czy O,Neala także mieliby prawo do mniej kategorycznych, ale
          jednak na miejscu sądów nt szans ich pupili w głosowaniu MVP.
          MJ, Walker, Carter, Malone graja niezle, ale do poziomu ww. graczy im trochę
          brakuje, nawet jeśli niektóre z ich zespołów są całkiem dobre lub też dani
          panowie mają przyzwoite lub wręcz bardzo dobre osiągnięcia statystyczne.
          Jednak bzdurą jest kandydatura MJ jako wielkiego lidera, samotnego wilka tytułu
          MVP. Nie zasłużył sobie na to w tym sezonie.
          Pzdr.
          • Gość: Jaś Re: Jordan powinien IP: 216.194.20.* 15.02.02, 19:42
            MVP to najbardziej wartosciowy koszykarz. Jordan był najbardziej wartosciowy
            dla swojego zespołu. To widać. Wystarczy pójść do okulisty i popatrzeć na same
            wyniki. Nawet meczów nie trzeba oglądać.

            Jordan sie zbłaźnił w meczu gwiaz? Bo raz nie włożył piłki do kosza?
            Widzę wielki znawca z ciebie.
            Komentarze były takie, że Jordan jest jednak człowiekiem i też sie myli.

            A Kidd?
            On to dopiero sie zbłaznił w meczu gwiazd. Bryant obchodził go parę razy jak
            dzieciaka (2 pkty).
            Taka jest twoja wiedza i logika. Jordan sie "zbłaznił" w meczu gwiazd, bo raz
            nie włożył piłki do kosza, wiec nie może być MVP sezonu (nie MVP samego meczu
            gwiazd - nie dziwny rozdzwięk?). A jeden z naprawdę najgorszych graczy meczu
            gwiazd Kidd może (pomijam już ten rozdzwiek).
            • reggie Re: Jordan powinien 15.02.02, 20:48
              Gość portalu: Jaś napisał(a):

              > MVP to najbardziej wartosciowy koszykarz. Jordan był najbardziej wartosciowy
              > dla swojego zespołu.

              A przepraszam jakie kryteria zastosowałes do swojej nadzwyczaj śmiałej teorii?
              W czym jest najbardziej decydujacy? W oddawaniu największej ilości niecelnych
              rzutów chyba?

              To widać.

              Tak, to rzeczywiście widać.

              Wystarczy pójść do okulisty i popatrzeć na same
              > wyniki. Nawet meczów nie trzeba oglądać.

              Czemu nie trzeba oglądać? Nie widzi się wtedy zardzewiałego 39 latka snującego
              się po parkiecie i mającego najlepsze lata kariery o lata świetlne za sobą?
              Patrzę na wyniki meczów. Pytanie: na co mam patrzec? Statystyki indywidualne,
              pisałem wcześniej. Dramat, jak na MJ. Drużynowo - cóż, wyglada na to, że tylko
              kilka osób na tym forum zna lepsze zespoły od Wizards. Czy tak trudno naprawdę
              poprawnie odczytać prosta przecież tabelkę? Wizards to klubik na miarę Clippers,
              czy naprawdę nie dostrzegacie tego, apologeci Jordana?

              >
              > Jordan sie zbłaźnił w meczu gwiaz? Bo raz nie włożył piłki do kosza?

              A kto mówi,że nie włożył? Mało mnie interesują te wszystkie wsady, te sztuczki
              naciągane, mógłby i 10 razy wsadzić ją sobie, albo i nie, mnie to naprawdę mało
              obchodzi, tak samo jak, nie interesowało mnie by to aż tak mocno u np. Kobego czy
              Cartera. Wsady, to wg ciebie jest cała NBA? Stareńki, widzę,że albo nie oglądałeś
              meczu, albo chcesz wcisnąć jakąś nieprawdeopodobną hipokryzję.
              Widziałeś jego dorobek w tym meczu? Widziałeś jego grę? Widziałeś statytyki? Ile
              minut grał? Ile rzucił punktów? Czy z zadań ofensywno-defensywnych wywiązywał się
              bez zarzutu? Czy był to mecz z Golden State, czy jednak był to mecz Gwiazd?
              Przepraszam, ale tym występem, to Jordan raczej nie zawojował żadnego młodego
              umysłu, a ci starsi też raczej o tym występie wolą jak widzę zapomnieć.
              Dlatego przemyśl synku, zanim oskarżysz mnie o jakieś bzdurne, poslednie
              problemiki, typu wsad, nieważne, udany czy nie, bo nie o to mi tu chodzi. Jordan
              zagrał słabiutko w tym meczu. Zero. Nawet nie był w stanie podjąć walki z samym
              soba. A może mu się już nie chciało?

              > Widzę wielki znawca z ciebie.

              Jak z ciebie nie większy.

              > Komentarze były takie, że Jordan jest jednak człowiekiem i też sie myli.

              Jednak człowiekiem? To dopiero po przeczytaniu, względnie usłyszeniu paru
              komentarzy na to wpadłeś?! Genialne! To kim wg ciebie był Jordan,zanim cię
              oświecono, Małym Ludzikiem z Uranu, czy moze jakimś zwierzakiem domowym? Bomba,
              wiesz, teraz tez już nawet do mnie dotarło,że to jednak musi być człowiek.
              >
              > A Kidd?
              > On to dopiero sie zbłaznił w meczu gwiazd.

              Kidd jak każdy gracz ma pewne mankamenty, ale jego formy nie oceniałbym przez
              pryzmat meczu gwiazd, jak i nie oceniam Jordana po tym jednym, kiepskim meczyku.
              Spójrz na średnie Kidda, nasz ty znawco tematu, porównaj je z jego średnimi z
              kariery, następnie sprawdz, kiedy ostatnio jego zespół miał taką przewagę nad
              rywalami na Wschodzie, tak, tak, nad Wizards też niestety i policz sobie w tym
              skołatanym umyśle(ciężkie czasy dla Jordanofilów, co nie?:-))) )następnie
              przedstaw nam, co ci tam ładnego wyszło.
              Raczej na pewno wyjdzie dużo silniejsza pozycja Kidda, który dworuje sobie z
              Jordana w tym sezonie. Smutne(dla co niektórych), ale prawdziwe...

              Bryant obchodził go parę razy jak
              > dzieciaka (2 pkty).

              Ale wiesz stareńki, Bryant to chyba jednak najlepszy zawodnik w lidze, chyba się
              z tym zgodzisz? Dlatego nie porównywałbym sytuacji, w której Kobe kogoś mija do
              postawy mijanego, bo wiadomo,że z KB 1-1 nikt się nie moze juz równać dziś. A co
              będzie jutro? Przy Kobem, jak to rzeczywiście trafnie ująłeś, wszyscy są
              takimi "dzieciakami", wliczając w to nawet tego z numerem 23 na koszulce.

              > Taka jest twoja wiedza i logika.
              Tak. Ale swoimi przymiotami, to się jasiu może nie chwal za głośno, bo zobacz, co
              z tego wychodzi...

              Jordan sie "zbłaznił" w meczu gwiazd, bo raz
              > nie włożył piłki do kosza,

              Znowu się uparłeś na te podejrzana teorie, skąd ty bierzesz te wynurzenia,
              znajdujesz je w swojej głowie? Czy gdzies czytasz to? Czy ktoś tobą manipuluje?
              Co to za wymysły, znowu ględzisz o jakimś wsadzie, włacz sobie tasiemkę i jeszcze
              raz zobacz meczyk gwiazdeczek, tym razem na "zimno", moze wtedy główka przyjmie
              te fakty do wiadomości jasiu...

              wiec nie może być MVP sezonu (nie MVP samego meczu
              > gwiazd - nie dziwny rozdzwięk?).

              Zaiste, bardzo dziwny.

              A jeden z naprawdę najgorszych graczy meczu
              > gwiazd Kidd może (pomijam już ten rozdzwiek).

              Znowu powtarzające się zarzuty. Znowu jakies rozdzwięki. Tym razem znowu Kidd.
              Spójrz chłopcze na cały sezonik, tak kompleksowo, jeśli umiesz i wtedy sobie mów,
              co slinka do buzi przyniesie, tia?



              • Gość: Jaś Re: Jordan powinien IP: 216.194.27.* 16.02.02, 06:56
                Nie chce mi sie tak rozmawiać. Ja prostuję twoje niespójne wypowiedzi (jak gra w
                meczu gwiazd ma sie do MVP sezonu)- jakoś nie pomaga- a ty znowu o czym innym i
                jeszcze sugerujesz , że to ja popełniiam błędy logiczne.
                Przeczytaj uważnie swoje wypowiedzi i zobaczysz że twoje kontrargumenty gwałcą
                logikę (jak powyżej z MVP).
                Taka dyskusja mnie nie interesuje.
                Odpowiem tylko na jedno.


                > Bryant obchodził go parę razy jak
                > > dzieciaka (2 pkty).
                >
                > Ale wiesz stareńki, Bryant to chyba jednak najlepszy zawodnik w lidze, chyba si
                > ę
                > z tym zgodzisz? Dlatego nie porównywałbym sytuacji, w której Kobe kogoś mija do

                Kompletny nonsens. Nawet statystyki tego nie potwierdzają.
                Bryant jest jedynie w pierwszej dziesiątce. A Kidd sie zbłaznił. To nie tylko
                moja teza, ale także komentatorów amerykanskich.
                Poza tym oglądaj Jordana w sezonie, a nie mecz gwiazd.
                Ostatnio znów przesądził o zwycieztwie z Suns na 0.2 sek. przed koncem.
                To jest MVP.
          • Gość: LB Re: Jordan MVP ? Całkiem możliwe... IP: 217.11.142.* 15.02.02, 21:10
            reggie napisał(a):

            > Jaki on tam MVP?
            > Co takiego osiągnął? Kompromitujący mecz gwiazd, najmniej punktów od prawie 900
            > spotkań w meczu, najsłabsze wskazniki statystyczne w kilku istotnych tabelkach
            > w karierze, to ma być ten MVP?

            Chyba nie takie najgorsze, prawda? Najsłabsze wyniki w karierze, a mimo to wciąż
            bardzo porównywalne z tymi Kobego.

            Michael Jordan
            FGM-A FG% 3PM-A 3P% FTM-A FT% TOT APG SPG BPG TO PF PPG
            482-1,150 .419 8-47 .170 221-281 .786 6.10 5.3 1.48 .48 2.75 2.10 24.9

            Kobe Bryant
            FGM-A FG% 3PM-A 3P% FTM-A FT% TOT APG SPG BPG TO PF PPG
            470-985 .477 25-88 .284 289-350 .826 5.60 5.8 1.56 .48 2.65 2.70 26.1


            > To świadczy może o upadku tej ligi, sam nie wiem. Jeżeli dziaduś z brzuszkiem
            > dominuje w niej dla co niektórych fanów, a wcale nie dominuje, to polecam
            > wizytę u dobrego okulisty.
            > W mojej opinii w trwającym sezonie bardziej od męża(?) Huanitki zasługuje na
            > ten zaszczyt choćby Kidd. Bilans Nets dużo lepszy, mają szansę na wyrganie
            > Wschodu, jeśli tylko nie zaniżą zbyt drastycznie poziomu. Kidd to mózg, serce i
            > ciało tego zespołu, używając terminologii szpitala:-)

            Napisałem już we wcześniejszym poście.
            Kidd jest bardzo dobrym plamakerem, ale beznadziejnie rzuca. Gdyby wygrał MVP -
            byłby pierwszym graczem w historii, który ją zdobył rzucając mniej niż 20 ptk w
            meczu.
            Warto też wziąć pod uwagę, że w poprzednich sezonach Nets trapiły kontuzje
            czołowych graczy, podczas gdy w tym sezonie wszyscy są zdrowi.
            Bierzcie to pod uwagę, mówiąc o wpływie Kidda na Nets.
            Choć żeby było jasne uważam go za bardzo dobrego gracza, znacznie lepszego w
            rozgrywaniu niż Marbury.

            > Bardziej od starego mistrza w chwili obecnej oczywiście na to trofeum zasługuje
            > choćby niejaki Kobe Bryant. Wiadomo za co.

            No właśnie chętnie dowiedziałbym się za co???????????
            I dlaczego zasługuje na MVP??????
            Jakież to wspaniałe statystyki ma Pan Bryant, żeby mówić o nim jako o wilku
            zmierzającym ku MVP????
            Doceniam KB, bo gra bardzo dobrze i w perspektywy ma przed sobą ogromne.
            Swoją drogą to niesamowite, że 24-letni chłopak ma już 2 tytuły i gra tak
            dojrzale.
            Ale za co niby miałby dostać to MVP już w tym sezonie? Za statystyki na poziomie
            statystyk "dziadzia z brzuszkiem". Niech się trochę postara. Niech poprowadzi
            przez cały sezon Lakersów bez Shaqa do jakiegoś przyzwoitego bilansu (powyżej 60
            zwycięstw). A może nawet do mistrzostwa?

            A swoją drogą ciekawe czy KB grając na miejscu MJ w Wizards zdołałby osiągnąć
            więcej?


            > Wyżej postawiłbym kandydaturę Garnetta i Duncana, niezależnie od postawy ich
            > teamów w ostatnim czasie. Niżej chyba troszkę jest dla mnie AI.
            > Zwolennicy Webbera czy O,Neala także mieliby prawo do mniej kategorycznych, ale
            > jednak na miejscu sądów nt szans ich pupili w głosowaniu MVP.

            Tu się zgadzam.

            > MJ, Walker, Carter, Malone graja niezle, ale do poziomu ww. graczy im trochę
            > brakuje, nawet jeśli niektóre z ich zespołów są całkiem dobre lub też dani
            > panowie mają przyzwoite lub wręcz bardzo dobre osiągnięcia statystyczne.

            To jakie w końcu MJ ma statystyki? Niby najgorsze w karierze, ale jednak
            przyzwoite lub wręcz bardzo dobre.
            Porównuj jego statystyki do osiągnięć innych graczy, a nie do statystyk jego
            samego sprzed kilku sezonów. Niby w jakim celu to robisz?
            MJ gra słabiej niż kiedyś, co nie znaczy że dramatycznie gorzej niż inni.

            > Jednak bzdurą jest kandydatura MJ jako wielkiego lidera, samotnego wilka tytułu
            > MVP. Nie zasłużył sobie na to w tym sezonie.
            > Pzdr.

            Ja go na MVP nie wysuwam, ale śmieszy mnie też bezdyskusyjne obalanie jego
            kandydatury. Tylko dlatego, że to Michael Jordan.
            A jeśli Wizards wejdą do play-offs, to gwarantuję ci, że MJ dostanie MVP.

            Pzdr,
            LB

            • Gość: Morphie Re: Jordan MVP ? Całkiem możliwe... IP: *.i.tania.siec.osiedlowa.z.firmy.provider.pl 16.02.02, 13:02
              Taaak, LB napisal wszystko to co cisnelo mi sie na usta jak czytalem posty
              reggiego. Ma najgorsze statystyki w karierze - a mimo to srednia punktowa
              mniejsza od 'mlodego wilka' Kobe Bryanta o ledwie 2 pkt. Stary dziadzio z
              brzuszkiem odstaje od byc moze najbardziej perspektywicznego gracza NBA o
              jednego kosza w meczu. Jasne, ze ma wiecej oddanych rzutow, i wcale sie nie
              spieram ze [MJ] jest obecnei najlepszym koszykarzem ligi. Najbardziej
              dominujacy jest wg mnie Shaq, ale to wcale nie znaczy ze zasluzyl na MVP.
              Reggie, ty nie widzisz czy - co bardziej prawdopodobne - nie chcesz widziec
              tego, co wyczynia 'dziadek z brzuszkiem'? Otoz ten dziadek doprowadzil bardzo
              przecietny zespol do dodatniego bilansu [jeszcze sezon temu nie do pomyslenia].
              Przy nim ci gracze - Kwame Brown czy nawet Hamilton - sie rozwijaja i graja
              lepiej. Jordan ma bezsprzecznie najwiekszy wplyw na swoja druzyne ze wszystkich
              zawodnikow grajacych w NBA, jedyni ktorzy moim zdaniem moga z nim konkurowac w
              tym wzgledzie to - jak juz pisal Wilt - Steve Francis z Rockets, Kidd z Nets,
              Shaq z Lakers...
              Jestem fanem Jordana, ale gdy wracal do NBA mialem duze watpliwosci i nawet nie
              chcialem zeby wracal. Obawialem sie, ze sie skompromituje. Ale tak sie nie
              stalo. Jak na swoj wiek gra po prostu swietnie, i widza to wszyscy w USA i
              wiekszosc w Polsce - z wyjatkiem tych, ktorzy za wszelka cene staraja sie tego
              nie dostrzec, i w swoich postach zamiast skoncentrowac sie na statystykach i
              racjonalnych argumentach sila sie na zlosliwe i malo trafne docinki pod adresem
              MJ [mowie tu o reggiem].
              Finito.
              pzdr
              • Gość: Morphie Re: Jordan MVP ? Całkiem możliwe... IP: *.i.tania.siec.osiedlowa.z.firmy.provider.pl 16.02.02, 17:39
                Kurde no, stary dziadzio z brzuszkiem znow rzucil kosza na wage zwyciestwa -
                tym razem przeciw Suns na 0,2sek przed koncem. Ale ty reggie pewnie uznasz to
                za 'lut szczescia emeryta z ery kamienia lupanego', albo w ogole pominiesz,
                zwracajac uwage ze z Wizards Hamilton rzucil wiecej punktow, a w ogole to Suns
                przegrali a nie Wizards wygrali, itd itd...
                Nie miej mi za zle reggie, szanuje opinie innych ale twoja jest tak
                niesprawiedliwa wobec MJ ze az strach sie bac :>. Nie twierdze ze MJ jest
                idealny, nie jest, ale ty kompletnie nie chcesz dojrzec jego zalet ani zaslug w
                tym sezonie w grze dla Czarodzieji.
                • reggie Jordan MVP, chyba jednak nie! 17.02.02, 01:27
                  Kurde no, stary dziadzio z brzuszkiem znow rzucil kosza na wage zwyciestwa -
                  tym razem przeciw Suns na 0,2sek przed koncem. Ale ty reggie pewnie uznasz to
                  za 'lut szczescia emeryta z ery kamienia lupanego', albo w ogole pominiesz,
                  zwracajac uwage ze z Wizards Hamilton rzucil wiecej punktow, a w ogole to Suns
                  przegrali a nie Wizards wygrali, itd itd...
                  Skąd ty wiesz koleżko, co ja powiem, czego nie, co ja sądzę. Co ty w
                  ogóle wyjeżdżasz do mnie z taką gadką? To mi bardzo przypomina styl właśnie
                  tomsa. Podpieranie się jednym meczem w wykonaniu swojego bożka, który mu
                  właśnie się udał. Gdzie byłeś po meczu z Indianą(6pkt), czy po All Star?
                  Mówiłem wtedy,że ten jeden mecz dyskredytuje kogolwiek? Nie. Bo jeden mecz nie
                  może przesłonić całego sezonu, czy choćby przekroju meczy. 6 punktów MJ to nie
                  jest tragedia, natomiast faktem jest, że caqły sezon ma dużo gorszy niż kiedyś,
                  nie zmienią tego twoje chamskie i napastliwe posty.
                  Jordan rozegrał bardzo dobry mecz, ze świetnym końcem, jak za dawnych lat.
                  Ządam podobnego tonu po występach KB, które sa przeciez znacznie lepsze od
                  postawy MJ w całym sezonie. Ale jakoś ich nigdy nie widziałem w twoim
                  wykonaniu. Widzisz? Potrafię docenić Jordana. Ale tego samego wymagam od innych
                  w stosunku do Kobego. Jeśli tego nie będzie, nie będę im na siłę smarował sam
                  wiesz czego, bo to nie jest to, co lubię.

                  Nie miej mi za zle reggie, szanuje opinie innych ale twoja jest tak
                  niesprawiedliwa wobec MJ ze az strach sie bac :>.
                  Odsyłam do poprzedniej wypowiedzi.

                  Nie twierdze ze MJ jest
                  idealny, nie jest, ale ty kompletnie nie chcesz dojrzec jego zalet ani zaslug w
                  tym sezonie w grze dla Czarodzieji.
                  Zespół gra dużo lepiej, MJ ma spory wpływ, jest tam najlepszym graczem,
                  z nim grają lepiej, maja szansę na play offs. Nie jest natomiast najlepszy w
                  Lidze, Wizards nie są najlepsi, są gdzieś w drugiej połowie overall, mają
                  problemy nawet na kiepskim Wschodzie, MJ nie będzie i nie jest MVP 2001/2002,
                  jego statystyki osobiste są kiepskie, jak na to, co pokazywał wcześniej.
                  Kolejny raz widzisz, potrafię kogoś docenić, tak samo, jak potrafię dostrzec
                  jego mankamenty, o czym ty chyba jednak zapominasz, na siłę udowadniając mi
                  swoje nieprawdzwe informacje.

                  Nie używaj mojego nicka w przyszłym wywodzie tego typu, twierdząc w nim, co
                  zaraz powiem, albo co myślę teraz, bo po prostu nie masz prawa tak mówić, bo
                  nic o mnie nie wiesz.
              • reggie Jorda 17.02.02, 01:24
                Taaak, LB napisal wszystko to co cisnelo mi sie na usta jak czytalem posty
                reggiego.
                To dobrze. Jeśli coś do mnie masz, wyraz to po prostu. Wolę, jak się
                wyjaśni wszelkie wątpliwości i pytania, bo to rozjaśnia ogólną perspektywę na
                Forum.

                Ma najgorsze statystyki w karierze - a mimo to srednia punktowa
                mniejsza od 'mlodego wilka' Kobe Bryanta o ledwie 2 pkt. Stary dziadzio z
                brzuszkiem odstaje od byc moze najbardziej perspektywicznego gracza NBA o
                jednego kosza w meczu.
                Widzę,że z tymi statystykami, średnimi nie zostałem jasno zrozumiany. MJ
                ma gorsze prawie wszystkie istotne wskazniki gry od Kobego:
                KB M-49 FGA-998 FG%-.48 3PM-25 APG-5,9 SPG-1,57 PPG-26,0
                MJ M-49 FGA-1169 FG%-.42 3PM-8 APG-5,2 SPG-1,49 PPG-24,8
                Tylko zbiórki(o 0,5) i bloki( o 0,02 ) świadczą na korzyść Jordana. W
                pozostałych elementach koszykarskiego rzemiosła Kobe jest od niego lepszy i nie
                interesuje mnie, kto tu ma 39, a kto nie, lat. Chcę wyników. Wyniki świadczą na
                korzyść Kobego, dlatego jest lepszym kandydatem na MVP od Michaela.

                Jasne, ze ma wiecej oddanych rzutow, i wcale sie nie
                spieram ze [MJ] jest obecnei najlepszym koszykarzem ligi.
                Jeśli mówisz poważnie, to jest to dla mnie dużą ulgą. Nie wszyscy fani MJ
                potrafią to obecnie powiedzieć, vide wypowiedzi głównie jednej postaci, tomsa,
                ale znalazłoby się pewnie i więcej podobnych opinii.

                Najbardziej
                dominujacy jest wg mnie Shaq, ale to wcale nie znaczy ze zasluzyl na MVP.
                Jasne,że nie zasłużył tak jak Kobe. On już zdobywał to trofeum, alewtedy
                był chyba jednak dużo bardziej dominujący niż obecnie. Mówił to chyba wcześniej
                Wilt. Aby zdobyć tą nagrodę w tym roku, Shaq musiałby grać co najmniej tak samo
                dobrze jak wtedy, kiedy ją wygrywał. Pojawiło się jednak kilku graczy, którzy w
                jakiś tam sposób ograniczają tę jego dominację, co nie znaczy, że ją jeszcze
                mocniej będą w stanie ograniczć. Jordan nie może być brany poważnie pod uwagę
                przy wybieraniu tego trofeum. Jego statystyki, gorsze od najgrozniejszych
                kandydatów(np. Kobe), a także gra jego teamu( czy mimo tego,że Wizards grają
                lepiej, niż sezon wcześniej, może to stawiać ich na równi z Lakers czy z Kings?
                Nie, bo ogólny bilans sezonu i tak jest druzgocący dla stołecznych w
                porównaniu z tymi choćby zespołami) nie upoważniają nas do takiego posunięcia.
                Po prostu są lepsi zawodnicy i lepsze zespoły, prościej tego nie można ująć.

                Reggie, ty nie widzisz czy - co bardziej prawdopodobne - nie chcesz widziec
                tego, co wyczynia 'dziadek z brzuszkiem'? Otoz ten dziadek doprowadzil bardzo
                przecietny zespol do dodatniego bilansu [jeszcze sezon temu nie do pomyslenia].
                Przy nim ci gracze - Kwame Brown czy nawet Hamilton - sie rozwijaja i graja
                lepiej.
                Skąd wiesz,że przy nim akurat grają lepiej? Nie zapominaj, że Colins to
                świetny fachowiec, potrafi prowadzić młodzież, dlatego to jego wpływ jest chyba
                najbardziej znaczący. Brown gra dobrze? To ja widocznie nie rozumiem
                pojęcia "dobrze". Czy mówimy o tym samym zawodniku?

                Jordan ma bezsprzecznie najwiekszy wplyw na swoja druzyne ze wszystkich
                zawodnikow grajacych w NBA, jedyni ktorzy moim zdaniem moga z nim konkurowac w
                tym wzgledzie to - jak juz pisal Wilt - Steve Francis z Rockets, Kidd z Nets,
                Shaq z Lakers...
                ...i McGrady z Orlando, i Carter z Toronto, i Garnett z T-Wolves, i Duncan
                ze Spurs.
                Tak, lista jest spora, dlatego śmieszy mnie stawianie Jordana akurat o stopień
                wyżej od poczynań choćby ww. panów. W mojej opinii wpływ Jordana nie jest
                większy od oddziaływania tych gentelmenów na ich zespoły. Wszystkie statsy i
                wyniki można sprawdzić choćby na nba.com. Bezsprzecznie powiadasz? Chyba jednak
                tak nie jest...

                Jestem fanem Jordana, ale gdy wracal do NBA mialem duze watpliwosci i nawet nie
                chcialem zeby wracal. Obawialem sie, ze sie skompromituje. Ale tak sie nie
                stalo.
                Tak, nie notuje oszałamiającej skuteczności z gry, jak zawsze aż sypie
                trójkami no i wcale nie notuje 6 punktów w jakimś tam meczu. To może nie
                kompromitacja, ale jednak porażka. Ratuje go jedynia gra w zespole
                przeciętniaków, gdzie może sobie wykonywać najważniejsze rzuty, a jak nie ma
                dnia, to oddaje piłkę innym. Wyobrażcie go sobie w takim Dallas na miejsce
                Finleya, albo w Kings, za Christiego. Ile wtedy by rzucał? 12, 15? Czy może aż
                16?

                Jak na swoj wiek gra po prostu swietnie, i widza to wszyscy w USA i
                wiekszosc w Polsce
                większość jego fanów, tak.

                - z wyjatkiem tych, ktorzy za wszelka cene staraja sie tego
                nie dostrzec, i w swoich postach zamiast skoncentrowac sie na statystykach i
                racjonalnych argumentach
                właśnie podałem odrobinę tych argumentów i statystyk, co, teraz nagle
                stały się takie ważne?:-) A w dyskusjach nie powiem z jakim ekspertem od
                statystyk i nie tylko, dyskretnie pomija się ten problem naiwnym
                sloganem "statystyki to nie wszystko..." Punkt widzenia zależy od...

                sila sie na zlosliwe i malo trafne
                za to twoje docinki nie są złośliwe i sa bardzo trafne. Tak. Wybacz.
                Pragnę jedynie zakomunikować, e moje tzw. "mało trafne docinki" były reakcją na
                postawę niejakiego tomsa, który to osobnik w stopniu co najmniej zatrważajacym
                używał obrazliwych i dyskredytujących sformuowań a propos najlepszego gracza w
                Lidze Kobego Bryanta. To taki sobie dość natrętny Jordanofil, który sądzi, że
                może sobie obrażać innych graczy, zakładać osobne wątki poświęcone
                gloryfikowaniu jednych, a opluwaniu drugich. Przeczytaj proszę kilka
                wcześniejszych wątków to zrozumiesz mój stosunek do Michaela, wymuszony
                niestety zachowaniem jednego głównie osobnika. Niech mój stosunek do MJ będzie
                dla Was pełniejszy. Otóż do dziś wiszą w moim domu dwa jego wielkie postery.
                Lubię go. Szanuję. Ale nie cierpię, jak niszczy się gracza lepszego od niego,
                którym na obecnym etapie kariery, w tym sezonie na pewno, jest Kobe Bryant. A
                wszystko zaczęło się właśnie od jego intensywnej krytyki w wykonaniu tomsa.

                docinki pod adresem
                MJ [mowie tu o reggiem].
                No jasne. Fajnie.

                Finito.
                pzdr
                • Gość: Morphie Re: Jorda IP: *.i.tania.siec.osiedlowa.z.firmy.provider.pl 17.02.02, 11:10
                  Nastepnym razem badz tak dobry i wez to co cytujesz z mojego posta w cudzyslow
                  bo cholernie niewygodnie sie czyta, kiedy musze sie domyslac gdzie sie konczy
                  moj a zaczyna twoj tekst.

                  'Pragnę jedynie zakomunikować, e moje tzw. "mało trafne docinki" były reakcją
                  na
                  postawę niejakiego tomsa'
                  taak, jak kuba bogu tak bog kubie? nom jak kogos nie stac na argumenty to sie z
                  nim nei dyskutuje a nei schodzi do jego poziomu nie uwazasz?
                  Napisales cos jeszcze ze nie ma prawa cos tam cos tam pisac za ciebie. A cos
                  napisalem?? Nie, napisalem ze 'prawdopodobnie' tak napiszesz, bo w takich
                  charakterze byly twoje poprzednie posty. A rozmowe z tomsem czytalem, jestem na
                  tym forum od ponad roku [koszykowce tez], a ze rzadko sie udzielam to inna
                  sprawa.
                  Strasznie jestes wrazliwy, wyluzuj troche. A co mialo znaczyc to 'jasne,
                  oczywiscie' pod moim tekstem ze docinasz MJ'owi?? To, ze taki fachowiec jak ty
                  nie bedzie sie nawet silic na komentarz takiego 'zwyklego usera' jak ja?
                  Czy znow moja nadinterpretacja? :P
                  Tak to jest jak komus brakuje argumentow to przechodzi do bluzg albo rezygnuje
                  z rozmowy dalszej.
                  Ciesze sie ze doceniasz MJ, ja tez go doceniam i tez wisza u mnie jego plakaty.
                  Tez uwazam ze obecnie Kobe jest lepszy [jako pojedynczy zawodnik, mimo wszystko
                  uwazam ze on by tak nie pociagnal druzyny w pojedynke ale to juz temat na
                  osobny watek], ale sam chyba przyznasz ze czasem po prostu przesadzales [toms
                  zreszta tez]. Czy naprawde trzeba MJ'a albo wielbic albo mieszac z blotem? A
                  nie lepiej byc po srodku?
                  • Gość: Morphie Re: Jorda IP: *.i.tania.siec.osiedlowa.z.firmy.provider.pl 17.02.02, 11:11
                    PS.' Wyobrażcie go sobie w takim Dallas na miejsce
                    Finleya, albo w Kings, za Christiego. Ile wtedy by rzucał? 12, 15? Czy może aż
                    16? '
                    Gdybanie. Gdyby babcia miala wasy to bylaby dziadkiem.
                    • Gość: Morphie Re: Jorda IP: *.i.tania.siec.osiedlowa.z.firmy.provider.pl 17.02.02, 11:21
                      AAaa i jeszcze bo tak zaszyfrowales te swoje odpowiedzi [brak cudzyslowia] ze
                      ciagle odkrywam nowy tekst.
                      'nie zmienią tego twoje chamskie i napastliwe posty.'
                      Powtarzam, jestes nadwrazliwy. Ten post nei byl ani chamski ani napastliwy, byl
                      napisany na podstawie wnioskow jakie wyciagnalem po przeczytniu kilkudziesieciu
                      twoich postow, w ktorych prezentujesz wlasnie taki styl pisania. I nie
                      zaprzeczaj, jestem pewien ze przyznaja to wszyscy ktorzy tu czytaja.
                      Gdzie bylem po All-Star czy meczu kiedy rzucil 6pkt? Zaraz zaraz, chwilke potem
                      znow piszesz ze jeden mecz nie moze rzutowac na caly sezon? To jak w koncu?
                      Chwale go po dobrych meczach i jestem zawiedziony po slabych, to chyba
                      normalne. Klase Kobe'a czy kogokolwiek innego tez potrafie docenic, i doceniam.
                      Tyle ze pisanie o Bryancie to jest juz broszka fanow Lakers nie moja, zreszta
                      za Lakers nie przepadam ale nei jestem jakims ich zajaldym wrogiem i zdaje mi
                      sie nie traktuej tego tak powaznei jak neiktorzy. To tylko gra, ot, bieganie za
                      pilka. A niektorzy oplataja to w jakeis historie, filozofie...
                      Znowu napiszesz ze cos wkladam w twoje usta, ale tak nie jest - po prostu mam
                      takie dziwne odczucie ze gdybym ja ci napisal 'gdzie byles gdy Kober rzucil 10
                      pkt a Lakers przegrali z XXX tyloma i tyloma punktami?' to odpisalbys 'a co cie
                      obchodzi gdzie ja bylem?'. Ot, ja nikomu nie zabraniam krytykowania MJ'a, sam
                      to robie, a zabralem glos na forum bo twoja krytyka przestala byc racjonalna a
                      zaczela sie - w moim odczuciu - opierac wlasnie na tym, zeby niekoniecznie
                      powiedziec tak jak jest naprawde, a zeby dopiec tomsowi i innym wyznawzom MJ :>
                      Takie jest moje odczucie.
                      • reggie Krytyka Jordana 17.02.02, 15:02
                        Morphie powiedział:

                        "Nastepnym razem badz tak dobry i wez to co cytujesz z mojego posta w cudzyslow
                        bo cholernie niewygodnie sie czyta, kiedy musze sie domyslac gdzie sie konczy
                        moj a zaczyna twoj tekst."
                        Bitte.

                        'Pragnę jedynie zakomunikować, e moje tzw. "mało trafne docinki" były reakcją
                        na
                        postawę niejakiego tomsa'
                        "taak, jak kuba bogu tak bog kubie? nom jak kogos nie stac na argumenty to sie
                        z
                        nim nei dyskutuje a nei schodzi do jego poziomu nie uwazasz?"
                        Teraz to mnie bardzo już zdziwiłeś Morphie. Jesteś fanem Jordana i
                        uważasz, że teorie tomsa były ponizej pewnego poziomu? To jesteś fanem Jordana
                        czy nie? Pierwszy raz czytam na tym Forum, że argumenty projordanowskie były
                        przesadzone, a pada to z ust kibica MJa! Zaiste, świat się jednak zmienia!
                        W teorii to jest rzeczywiście proste Morphie, pewnie,że można po prostu zamknąć
                        taki wątek, ale sam widzisz, jak moje wypowiedzi o Jordanie, w większości
                        pisane tylko jako kontra dla postów tomsa, wywołały u ciebie reakcję. Mi też
                        jest trudno nie odpowiadać na takie zaczepki na Kobego, bo prostu są
                        niesprawiedliwe i krzywdzące...

                        "Napisales cos jeszcze ze nie ma prawa cos tam cos tam pisac za ciebie. A cos
                        napisalem?? Nie, napisalem ze 'prawdopodobnie' tak napiszesz, bo w takich
                        charakterze byly twoje poprzednie posty."
                        Poprzednie, to nie znaczy,że wszystkie, poprzednie, to nie znaczy, że
                        odpowiadałem tak każdemu Morphie. Zauważ, że w tonie krytyczno-prześmiewczym,
                        może też czasem przesadnym odpowiadałem tylko tomsowi, w ogromnym stopniu tylko
                        reagując na jego uwagi i spostrzeżenia nt Lakers i Kobego. Nie mówiłem chyba
                        nic takiego do Nathana czy do LB, którzy po prostu starają się mówić inaczej od
                        tomsa i nie atakuja gdzie popadnie jednego zespołu i jednego zawodnika.

                        "A rozmowe z tomsem czytalem, jestem na
                        tym forum od ponad roku [koszykowce tez], a ze rzadko sie udzielam to inna
                        sprawa.
                        Strasznie jestes wrazliwy, wyluzuj troche. A co mialo znaczyc to 'jasne,
                        oczywiscie' pod moim tekstem ze docinasz MJ'owi?? To, ze taki fachowiec jak ty
                        nie bedzie sie nawet silic na komentarz takiego 'zwyklego usera' jak ja?"
                        Zobacz, znowu wkładasz mi w usta coś, czego nie powiedziałem. Teraz to
                        ty stwierdzasz, że jestem samozwańczym fachowcem, do tego twierdzisz, że jesteś
                        dla mnie takim sobie zwykłym userem. Nigdy tego nie powiedziałem, bo za
                        fachowca ja się nigdy nie uważałem, fachowców na forum koszykówka Morphie
                        policzysz jednym palcem jednej rączki, tylu ich tutaj w moim odczuciu jest.

                        "Czy znow moja nadinterpretacja? :P"
                        Tak, chyba tak Morphie.

                        "Tak to jest jak komus brakuje argumentow to przechodzi do bluzg albo
                        rezygnuje
                        z rozmowy dalszej."
                        Morphie, nigdy na tym Forum nie używałem tzw. "bluzg", za to każdy może
                        taką zanalezć choćby na początku twojego poprzedniego posta. Widzisz, mówisz,że
                        mało się udzielasz, ale jak już się udzielisz w końcu, to zaczynasz od
                        słów "cholera", do tego znowu wmawiasz mi chęć rezygnacji z rozmowy albo
                        używanie niecenzuralnych słów, których jeszcze raz to powiem, nie używam pisząc
                        o koszykówce. Kto czytał moje posty ten to wie. Wiesz Morphie, czasem brak
                        komentarza jest najlepszym komentarzem.

                        "Ciesze sie ze doceniasz MJ, ja tez go doceniam i tez wisza u mnie jego
                        plakaty."
                        Jasne. Mówiłem już, że to najlepszy zawodnik lat 90tych, które przecież
                        miło wspominam, bo wtedy właśnie zaczęła się moja przygoda z NBA(1991), dlatego
                        warto go trzymać na scianie, wisi sobie obok Reggiego, Paytona i Pennyego.

                        "Tez uwazam ze obecnie Kobe jest lepszy [jako pojedynczy zawodnik, mimo
                        wszystko
                        uwazam ze on by tak nie pociagnal druzyny w pojedynke ale to juz temat na
                        osobny watek], ale sam chyba przyznasz ze czasem po prostu przesadzales [toms
                        zreszta tez]."
                        Pewnie,że tak. To było zresztą moim celem. Odpowiedzieć tomsowi w
                        podobnym guście, żeby chłopak zobaczył, jak to miło jest otworzyć czyjąś
                        wypowiedz i dowiadywać się jakichś bzdur i andronów nt swojego ulubionego
                        gracza. To był,że tak powiem, cel stricte dydaktyczny, ale nie odniósł chyba
                        większego sukcesu, toms nadal zalewa nas swoją radosna twórczością, co jak
                        widzę też dostrzegasz Morphie.

                        "Czy naprawde trzeba MJ'a albo wielbic albo mieszac z blotem? A
                        nie lepiej byc po srodku?"
                        Może lepiej tak.
                        • Gość: Morphie Re: Krytyka Jordana IP: *.i.tania.siec.osiedlowa.z.firmy.provider.pl 17.02.02, 17:29
                          Dzieki za cudzyslowy. Doszlismy do jakiegos porozumienia, chcialem tylko
                          napisac ze sama 'cholera' jakims strasznym przeklenstwem nie jest, a sluzy
                          podkresleniu trudnosci z jaka mi sie to czytalo ;) tak wiec juz bez przesady.
                          U mnie obok MJ wisi tylko Scottie Pippen [moj pierwszy koszykarski idol] i
                          Steve Kerr, dla innych zabraklo scian.
                          Co do tego ze jestem fanem MJ i nie zawsze zgadzam sie z tomsem - no oczywiscie
                          ze nie bede sie zgadzal ze slepym uwielbieniem i nie zwracaniem uwagi na
                          wszystkie bledy MJ w tym sezonie - ale to dziala w obie strony, naprawde uwazam
                          ze jak na 39latka [!!!] i to grajacego na takiej pozycji [na ogol tylko
                          centrowie graja jeszcze w takim wieku - chociaz i Air zmienil jakby troche
                          pozycje na boisku, gra raczej na 3 z tego co widze, blizej deski] to idzie mu
                          b. dobrze.
                          Nie lubie skrajnosci, Air jak kazdy czlowiek popelnia bledy i ja to widze, co
                          nie zmienia faktu ze dalej jest moim ulubionym koszykarzem - i mimo ze na pewno
                          mam przez ten fakt bardzo subiektywna ocene jego gry, to przeciez nie jestem
                          jakims fanatykiem zeby opowiadac niestworzone historie o tym ze jest najlepszy
                          w lidze. Nie jest, ale przyznasz ze te jego rzuty w ostatnich sekundach
                          [ostatnio z Suns czy wczesniej z Cavs] przypominaja jego najlepsze lata :).
                          Post moze troszke nieskaldny ale strasznie sie spiesze,
                          pzdr
                          • Gość: LakerFan Re: Krytyka Jordana IP: *.chello.pl 17.02.02, 18:55
                            bleeeeeeeee bleeeeeeee bleeeeeeeeeeeeee
                            i znów pieprzenie bez sensu, osobiste wycieczki i jechanie to Kobego to MJ.
                            dajcie sobie spokój

                            pozdro
                            • reggie Re: Krytyka Jordana 18.02.02, 13:17
                              Już daliśmy, ale ty też swoją drogą mógłbyś częściej się uaktywniać na temat,
                              bo albo milczysz, albo mówisz ble!
                              Nie ma cię od dłuższego czasu. Znudzenie?

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka