Gość: Luka
IP: *.dynamic.chello.pl
25.04.16, 15:32
Do tenisowego nieba dotarła w Sztuttgarcie 28 letnia, mało komu dotąd znana tenisistka z Niemiec, 71 w rankingu Laura Siegmund. Dla niej finał dość prestiżowego turnieju rangi Premier osiągnięty w ciągu tygodnia bez straty seta, to niewątpliwe niebo.
Sukces tym bardziej znaczący, że po drodze nie dała ugrać nawet seta dużo wyżej notowanym rywalkom, w tym dwu byłym mistrzyniom WS, oraz dwu nieco przereklamowanym gwiazdom z czołówki rankingu. Siedem meczy grała dzień po dniu, grała zdecydowanie i wygrywała w przekonywujący sposób, w ósmym uległa dopiero w finale swojej rodaczce, aktualnej Mistrzyni AO.
Gdyby świeżo upieczona rewelacja miała trochę mniej lat, pewnie okrzyczano by narodziny Gwiazdy. Póki co zapisała się Rewelacją jednego turnieju, ale czy Laura spocznie na tym jednym, nie dozłoconym do końca laurze, tego dzisiaj nie wie nikt.
Żeby nie było za słodko, trzeba powiedzieć, ze ta dziarska i dzielna dziewczyna, tak naprawdę nie grała nic nadzwyczajnego, za to grała bardzo poprawnie, odważnie i konsekwentnie.
Tak u pań dzisiaj nie gra w turze nikt, / u panów Nole, ale to inna półka/ i to coś daje do myślenia.
W Barcelonie Rafa zgarnął dziewiąty tytuł, ale moim zdaniem zagrał bardzo słabo i ten finał oceniam dużo niżej, niż mecze z Dominem i Murkiem. Zaliczył już trzy turnieje z dziewięcioma tytułami i będzie Nadal walczył nadal, by trafić dziesiątkę, a dokładnie trzy dziesiątki i wtedy zakończy karierę.