Forum Sport Tenis
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Po ziemi do nieba

    IP: *.dynamic.chello.pl 25.04.16, 15:32
    Do tenisowego nieba dotarła w Sztuttgarcie 28 letnia, mało komu dotąd znana tenisistka z Niemiec, 71 w rankingu Laura Siegmund. Dla niej finał dość prestiżowego turnieju rangi Premier osiągnięty w ciągu tygodnia bez straty seta, to niewątpliwe niebo.
    Sukces tym bardziej znaczący, że po drodze nie dała ugrać nawet seta dużo wyżej notowanym rywalkom, w tym dwu byłym mistrzyniom WS, oraz dwu nieco przereklamowanym gwiazdom z czołówki rankingu. Siedem meczy grała dzień po dniu, grała zdecydowanie i wygrywała w przekonywujący sposób, w ósmym uległa dopiero w finale swojej rodaczce, aktualnej Mistrzyni AO.
    Gdyby świeżo upieczona rewelacja miała trochę mniej lat, pewnie okrzyczano by narodziny Gwiazdy. Póki co zapisała się Rewelacją jednego turnieju, ale czy Laura spocznie na tym jednym, nie dozłoconym do końca laurze, tego dzisiaj nie wie nikt.
    Żeby nie było za słodko, trzeba powiedzieć, ze ta dziarska i dzielna dziewczyna, tak naprawdę nie grała nic nadzwyczajnego, za to grała bardzo poprawnie, odważnie i konsekwentnie.
    Tak u pań dzisiaj nie gra w turze nikt, / u panów Nole, ale to inna półka/ i to coś daje do myślenia.

    W Barcelonie Rafa zgarnął dziewiąty tytuł, ale moim zdaniem zagrał bardzo słabo i ten finał oceniam dużo niżej, niż mecze z Dominem i Murkiem. Zaliczył już trzy turnieje z dziewięcioma tytułami i będzie Nadal walczył nadal, by trafić dziesiątkę, a dokładnie trzy dziesiątki i wtedy zakończy karierę.
    Obserwuj wątek
        • Gość: Luka Re: Po ziemi do nieba IP: *.dynamic.chello.pl 26.04.16, 21:51
          Wygrać z najgorszą, żadna zasługa. Rzecz w tym, że Ona nie grała z najgorszymi, uwzględniając również kwalifikacje, w których dwie pokonane rywalki ugrały z nią więcej, niż faworyzowana przez niektórych pańcia, kompromitująca drugie miejsce w rankingu, a przez niektórych domorosłych komentatorów uważana nawet za drugą na świecie.
          Jeśli to nieszczęście miałeś na myśli, to wcale nie uważam że pańcia jest najgorsza, a nawet dostrzegam, że się w niektórych elementach trochę poprawiła, co niewiele zmienia w generalnie upierdliwym i do obrzydzenia bezpiecznym sposobie gry, który ma zakodowany i który się nie zmieni, nie mówiąc już o osobie.
          Natomiast ciekawą osobą pokazała się w tym turnieju Laura S i warto Jej poświęcić więcej zainteresowania. Zagrała ten turniej od początku do końca nieprawdopodobnie racjonalnie.
          Zagrać z tak różnymi rywalkami, tak logicznie prosto i do bólu konsekwentnie, w naszej rzeczywistości, nie tylko tenisowej, jawi się jako sztuka rzadka, albo nawet pewien fenomen.
          Teoretycznie może się wydać to trochę smutne, bo na korcie oczekujemy czegoś niepowtarzalnego, wyrafinowanego, kreacji. Tu tego było niewiele, albo wcale, było za to nadspodziewanie dużo wiedzy i pewności odnośnie tego, co, jak i kiedy grać i były proste argumenty, które potrafiła sensownie używać i wykorzystać.
          Generalnie zaskakiwała dojrzałością, nie mając przecież żadnych doświadczeń z tej rangi i fazy turnieju i było jeszcze coś unikalnego w jej postawie, co trudno zdefiniować, a było to mocnym i wyczuwalnym atutem.
          Czy zaprezentowane w tym turnieju atuty zaprocentują w kolejnych, trudno orzec, ale jest jakaś szansa, może i duża i może będzie jeszcze ciekawie.
          • Gość: Wypowiedź Eksperta Re: Po ziemi do nieba IP: 5.174.75.* 26.04.16, 23:12

            ja też nie śledzę rozgrywek kobiecych zbyt uważnie, co nie przeszkadza mi w posiadaniu wiedzy o tym kto gra w nich najgorzej.

            nie wiem co takiego unikalnego widzicie w tej Zygmunt. próbuje odciąć się od tego co się dzieje na korcie i koncentruje się na samej grze nawet nie patrząc na punktację. prawdopodobnie dlatego tak równo idzie, i wymusza na sobie koncentrację. sądząc po tym co się stało w finale kiedy zaczęła myśleć o wygranej, można uznać takie postępowanie za słuszne. dla niektórych jakiś haj przypominające.

            widzę że musisz jeszcze podszkolić swoją tenisową wiedzę, bo nie dostrzegasz deficytów Radwańskiej na tle wszystkich innych zawodniczek.



            • Gość: Luka Re: Po ziemi do nieba IP: *.dynamic.chello.pl 27.04.16, 13:02
              Dostrzegam podstawowe i aż nadto wystarczy. Możliwe, że ten wynaturzony forhend może i jest najgorszy co najmniej w setce, ale dla reszty niedoróbek, jest już konkurencja.
              Tylko jaki sens zajmować się dziadostwem, kiedy normalność, jak widać rośnie w cenie.
              Ta Laura grała tylko to, co nakazywał rozum i logika, do tego potrafiła zneutralizować w czasie gry własne emocje, oszczędzając w ten sposób potrzebną energię.
              To ostatnie potrafi jeszcze parę innych, ale one nie potrafią przyporządkować tej energii sile chłodnego rozumu i przełożyć na zwycięstwo. Dziewięćdziesiąt osiem procent daje się w określonych, kluczowych sytuacjach ponieść, lub poddać, a ta wizerunkowo dzierlatka, nie, tylko z żelazną konsekwencją robi swoje.
              To, co w przypadku starych wyjadaczy by nie zdziwiło, w nowym wydaniu niemal szokuje.
              Wspomnę, że w podobny sposób, Marin Cilic wygrał dwa lata temu US Open, ale nie był wtedy nuworyszem i żeby było jasne, nie sugeruję, że ta panna może wygrać szlema, chociaż nie wykluczam.
              • Gość: Wypowiedź Eksperta Re: Po ziemi do nieba IP: 5.174.75.* 27.04.16, 15:31

                no, bo już się powoli zaczynałem zastanawiać, czy aby nie mam do czynienia z kibolem.

                jak dla mnie odpowiednikiem to Zygmunta w ATP jest Paolo Lorenzi. tylko to nie wystarcza w ATP.

                Cilic to bardziej Soderling, bazowanie głównie na wzroście zasięgu i atomowym serwisie.

                chociaż Soderlinga z RG wolałem.

                aczkolwiek to najbrzydziej grający w historii Szwed.

                • Gość: Luka Re: Po ziemi do nieba IP: *.dynamic.chello.pl 27.04.16, 21:06
                  Soda dysponował chyba większą siłą rażenia, grał widowiskowy, spektakularny tenis.
                  Cilic bardziej precyzyjny, mniej efektowny, niż efektywny, potrafi również wygrywać mecze „z niczego”, taką swoją wyuczoną konsekwencją i w tym upatruję wspomniane podobieństwo, dodając, że konsekwencja nie jest przymiotem artystów, to odnosi się zresztą do całej wymienionej wyżej trójki, z której każdy jest na swój sposób interesującym, ale zupełnie innym przypadkiem.
                  Cilic też z całą pewnością nie był typowany na Mistrza WS, podobnie jak Bartoli, Franka. czy Flavia, ale to Oni zgarnęli wymarzone tytuły i niezupełnie przypadkowo, jak to próbują niektórzy sugerować.
                  Marion grała pokracznie i brzydko, ale miała charakter i głowę, potrafiła rozgrywać fascynujące mecze, szczególnie te z Henin i z Sereną. Potrafiła pokonać na Wimbledonie obie, Belgijkę w 2007 i Serenę w 2011r i te wygrane najmocniej uwiarygodniają jej mandat do tego tytułu. Włoszki nie tylko charakterne, ale też wyraziste osobowości, technicznie właściwie nie miały sobie równych, czego z kolei nie można powiedzieć o Cilicu, który się wstrzelił z życiową formą w swój czas i miejsce, czyli na USO, co też jest sztuką.
                  Teoretycznie może być tak, że Laura S jest podobnym, chociaż na mniejszą skalę przypadkiem trafienia z formą na turniej życia, ale też może być zupełnie inaczej.
                  Ten turniej może zapoczątkować zupełnie nową ścieżkę jej kariery, która zaprowadzi daleko, i choćby dlatego, warto się jej przyjrzeć.

                  • Gość: Wypowiedź Eksperta Re: Po ziemi do nieba IP: 5.174.75.* 27.04.16, 22:08

                    Cilic to taki trochę za przeproszeniem, Istomin, a trochę Berdych który wstrzymuje rękę.

                    a Soderling to taki prawie Anderson z minimalnym dopracowaniem.

                    Pennetta i Schiavone to przykład tenisistek które wbrew regułom wygrały ale w różnych okolicznościach. reguła była taka, że tenisistki ładnie ułożone technicznie grające stylowy i efektowny tenis, jeśli nie miały jakiejś atomowej broni czy dających przewagę siły warunków fizycznych raczej nie wygrywały chyba, że były z kolei bardzo regularne. było tak z wieloma zawodniczkami, Sabatini, Kurnikowa, Jo-Fernandez, Dragomir, Kurnikowa, Schett, Majoli, Schnyder, Kirilenko o Mirzach itp nie wspominając. Shciavone jednak przekroczyła tą fizyczną granicę i weszła na wielką falę w odpowiednim miejscu i czasie, grając jednak mecze na miarę liderki rankingu również pod tym "statystycznym" względem. natomiast Pennetta miała słabsze rywalki bo albo przeciwniczkę albo formę, i właściwie zagrała gorzej niż w wielu latach poprzednich ale miała tym razem więcej szczęścia i wykorzystała szansę. Schiavone najlepiej grała wtedy kiedy było trudniej (2005-2007) i jakoś na sam koniec dociągnęła formę. Pennetta część kariery zagrała najlepiej w łatwiejszych czasach ale i tak nie grała przez cały sezon regularnie - najlepszy okres koło roku 2008 kiedy jeszcze było trochę trudniej niż kilka lat później chociaż już się robiło lżej.

                    Zygmunt robi małe postępy na razie i konsekwentnie daje jakieś kroki dalej. jednak co to za objawienie na tle Rezai mistrzyni jednego turnieju czy Goerges sprzed kilku lat w Stuttgartcie.

                    myślę że takiej pozycji jak Molik np swojego czasu nie osiągnie.

                    • Gość: Luka Re: Po ziemi do nieba IP: *.dynamic.chello.pl 28.04.16, 11:12
                      Włoszki rozpracowałeś niemal idealnie. Dodam, że Frankę w dużej mierze zbudowała i przybliżyła do tytułu WS bogata i spektakularna rywalizacja z Kuzniecową. Zagrały ze sobą m In epicki mecz na RG w 2006, wtedy wygrała Swieta, dużo później Włoszka wzięła rewanż, w 2011 AO /absolutny szlagier/ i 2015 RG. Ich rywalizacja jest taką, chociaż z dużo niższej półki miniaturą rywalizacji Sióstr Williams, rywalizacji, która buduje i formuje mistrzów.
                      Pamiętam mecz z AO 2006, uważam jednak, że najbardziej dojrzały tenis Włoszka grała wtedy, kiedy sięgała po tytuł i rok później. W innych turniejach, wtedy przegrywała przeważnie z Wenus, na którą trafiała tak często, jak Bartoli w swojej karierze na Henin i Serenę.
                      Na ten moment do podobnej rywalizacji z Sereną, uważam, zdolna jest tylko Kerber i Azarenka, chociaż wyłaniają się już dobrze zapowiadające młode zadziory, choćby panny K.
                      U panów nieco podobnie, chociaż tam stara gwardia trzyma się znacznie mocniej, jednak wszystko do czasu.

                  • maksimum Re: Po ziemi do nieba 28.04.16, 08:14
                    Gość portalu: Luka napisał(a):

                    > Ten turniej może zapoczątkować zupełnie nową ścieżkę jej kariery, która zaprowa
                    > dzi daleko, i choćby dlatego, warto się jej przyjrzeć.
                    --------------
                    Laura Siegemund owszem poprawi sie troche,choc gra topornie.Gdyby przy swojej sile miala umiejetnosci Halep to zaszlaby daleko.
                      • maksimum Re: Po ziemi do nieba 28.04.16, 15:17
                        Gość portalu: Luka napisał(a):

                        > Właśnie widziałem umiejętności Halep w ich bezpośredniej konfrontacji i nie tylko.

                        Halep najnormalniej w swiecie opadla z sil i to juz od roku i stad jej slabe wyniki.Podobnie bylo z Henin,ktora w kwiecie wieku zaczela przegrywac i zrezygnowala z tenisa.



              • maksimum Re: Po ziemi do nieba 28.04.16, 08:04
                Gość portalu: Luka napisał(a):

                > Wspomnę, że w podobny sposób, Marin Cilic wygrał dwa lata temu US Open, ale nie
                > był wtedy nuworyszem i żeby było jasne, nie sugeruję, że ta panna może wygrać
                > szlema, chociaż nie wykluczam.

                Chyba zartujesz???
                Marin Cilic ma prawie 2 m wzrostu,czyli wyzszy od tych najlepszych w tenisie o okolo 10 cm jesli nie wiecej i ma kopa tak z forehandu jak i backhandu a Isia to jest chodzaca anemia o wzroscie i sile duzo PONIZEJ sredniej.
      • Gość: Luka Re: Po ziemi do nieba IP: *.dynamic.chello.pl 30.04.16, 10:12
        Dzisiaj zapowiada się bardzo interesujący mecz reprezentantów młodego i jeszcze młodszego pokolenia, Thiema z A, Zwerewem, mecz o finał ATP 250 w stolicy Bawarii.
        Faworytem jest z pewnością już utytułowany, dysponujący większym bagażem doświadczenia i umiejętności Austriak, mający na rozkładzie całkiem ciekawy zestaw skalpów, z Rafą włącznie.
        W żadnym wypadku nie skreślałbym jednak szans młodziutkiego Niemca rosyjskiego pochodzenia, który gra równie imponujący tenis, gra u siebie i nie wiem, czy bardziej z przekonania , życzeniowo, czy przewrotnie, ale na tych kortach, w nim mam ochotę upatrywać zwycięzcę tego meczu.
        Różnica rankingowa jest ogromna, Domin 15, Sasza 49, ale tu mniej o ranking idzie, bardziej o to, że będzie to ich pierwsza konfrontacja i będzie miała kapitalne znaczenie, również psychologiczne w nieuchronnej rywalizacji o najwyższe tytuły, z czasem zmierzchu Bogów.
            • Gość: Wypowiedź Eksperta Re: Po ziemi do nieba IP: 5.174.75.* 05.05.16, 11:20

              pamiętaj że prawdziwy tenisista nie musi wygrywać. ważne żeby pokazał że może wygrać. ale wygrywać tylko w wyjątkowych okolicznościach.

              tak jak wczoraj. Nishikori powinien przegrać mecz, ale Fabio jak pokazał że może go spokojnie grając od niechcenia ograć, oddał mecz, bo po co się tak przemęczać? zaraz będzie Rzym i będzie lepsza mączka.

              najlepszy tenisista gra od niechcenia i na prostych nogach.
              • Gość: Luka Re: Po ziemi do nieba IP: *.dynamic.chello.pl 05.05.16, 20:42
                Od niechcenia można dostać zatwardzenia. Potem nawet jak się bardzo chce, to nie idzie, albo ciężko idzie, a na prostych nogach to się robi martwy ciąg, który najbardziej pomaga w kształtowaniu pośladków. Z której strony by nie podejść, na dupie się kończy taka filozofia.

                A tymczasem, w ślady panny Laury, poszła w Madrycie panna Luiza Chirico, również mało komu znana niespełna 20 – letnia Amerykanka, która już zameldowała się w półfinale turnieju rangi Premier Mandatowy. Co ciekawsze, nie znalazła się tam przez przypadek, bo to dziewczę grać potrafi, do tego bestia apetyczna ma głowę na karku, z której potrafi robić użytek.
                Jak jesteśmy przy kobitkach, warto wspomnieć że do ósemki najlepszych tego turnieju dotarła tylko jedna rozstawiona, a połowę ćwierćfinalistek stanowią Rumunki, które już czują się w niebie.
                Wszystkie znaki na ziemi wskazują, że ta czerwona ziemia zwiastuje równie czerwoną rewolucję u pań na pewno, u panów daj Boże.
                • andy_lt Re: Po ziemi do nieba 10.05.16, 20:03
                  Luka napisał(a):

                  A tymczasem, w ślady panny Laury, poszła w Madrycie panna Luiza Chirico, równie
                  > ż mało komu znana niespełna 20 – letnia Amerykanka, która już zameldowała
                  > się w półfinale turnieju rangi Premier Mandatowy. Co ciekawsze, nie znalazła s
                  > ię tam przez przypadek, bo to dziewczę grać potrafi, do tego bestia apetyczna m
                  > a głowę na karku, z której potrafi robić użytek.

                  O tak.Panna Luisa Chirico wybrała się na ITF $100 000 Trnawa,tam gdzie grają nasze
                  panny Linette i Kania zapewne z nadzieją poprawienia przed Roland Garros swojej
                  76 pozycji.A tu taki afront.Już w pierwszej rundzie przegrywa z #621 Lenką Jurikovą
                  kwalifikantką ze Słowacji.Jaki ten damski tenis jest przewrotny.
                  Paula Kania wygrała z Mariną Erakovic i bardzo możliwe,że w drugiej rundzie
                  zmierzy się z Magdą Linette.


              • andy_lt Re: Po ziemi do nieba 10.05.16, 18:31
                Wypowiedź Eksperta napisał(a):

                > tak jak wczoraj. Nishikori powinien przegrać mecz, ale Fabio jak pokazał że moż
                > e go spokojnie grając od niechcenia ograć, oddał mecz, bo po co się tak przemęc
                > zać? zaraz będzie Rzym i będzie lepsza mączka.

                Nie pomogła ani lepsza mączka,ani lepsze piłki,a Fabio zbłaźnił się przed własną
                publicznoscią.Dla mnie to nie jest gracz - to jest grajek.Jego kariera polega tylko
                na wywołaniu jakiegos skandalu(zwróceniu na siebie uwagi)bez względu na to czy ma
                rację czy nie. To taki typ Kyrgiosa z Australii. Lepiej dałby już sobie spokój -narzeczona
                Flawia siedzi na trybunach i zmuszona jest oglądać takiego dziada-mógłby jej tego
                oszczędzić.
                • Gość: Wypowiedź Eksperta Re: Po ziemi do nieba IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 10.05.16, 19:09

                  Fabio i Kyrgios właśnie prezentują najlepsze podejście do tenisa. można zarzucić nieco mniej utalentowany bekhend niż forhend Fogniniemu, albo za wysoki wzrost Kyrgiosowi, ale podejścia nie można zarzucać. tak się gra w tenisa. a nie biega i stara. gra się po to żeby ładnie ładne piłki grać, a nie w każdym dniu ranking ciułać. Kyrgios - w swoim pokoleniu najwyższa jakość zagrań chyba że weźmiemy pod uwagę Thiema. a że raz gra na 90% a raz na 2, to na tym polega uroda wyższego zawodnika. on się nie musi starać. starają się ci, którzy nie są w stanie inaczej się wykazać.

                  Fognini ma najlepsze podejście do tenisa. nie gra się jak jest brzydka pogoda, piłki nie pasują, kort albo mi się nie chce grać. gram jak chcę, a nie jak rutyna każe.

                  Volandri właśnie udowodnił to co zawsze mówię że najlepszy tenis gra się w challengerach. bardzo ładna gra, trochę powalczył o seta. zmęczył się i przegrał i tak należy postępować. a nie sapać i stękać, ambicja zawodowa i rywalizacja to jest zdecydowanie choroba psychiczna i kompleksy z którymi idzie się do lekarza. rywalizacja na wysoką jakość zagrań i umiejętności prezentacja, ciekawe scenariusze i kreacja tak. regularność, siermięga i punktacja zdecydowanie dla tych co nie umieją nic innego już pokazać tak jak Radwańska.

                  Włosi znający się na tenisie bardzo cieszą się z Fogniniego. jak baloniarza czy wygibasa ośmieszał i na prostych nogach rozstrzeliwał z nadgarstka. Flavia też nie ciułała.

                  a u nas. co mamy? Przysiężny zdecydowanie za słaby charakter i za mała nonszalancja, Janowicz głowa dwa razy za wysoko umieszczona.

                  • Gość: Luka Re: Po ziemi do nieba IP: *.dynamic.chello.pl 11.05.16, 12:55
                    Jest dokładnie odwrotnie, dużo lepszy tenis w rączce, niż ułożenie w główce Włocha i Kangura.
                    Nick w przeciwieństwie do Włocha, co prawda nie zawsze, ale jak się zaprze, jest w stanie poskromić własną naturę i dlatego, On ma szanse dotknąć niebo.
                    Wymieniona wyżej trójca, to wyjątkowe talenty, szkoda że tylko jeden w pełni profesjonalny i poukładany, FF bardziej w sobie, niż tenisie zakochany, NK często gęsto narowisty, do tenisa urodzony
                      • Gość: Luka Re: Po ziemi do nieba IP: *.dynamic.chello.pl 12.05.16, 10:41
                        To równajmy do najlepszych i można postawić pytanie, ile osiągnąłby Włoch z podejściem Rafy, tyle że takie pytania są kompletnie pozbawione sensu, bo FF jest lepszy w jednym, a RN jest lepszy w czymś innym. Tyle, że w tenisie nie chodzi o to by być lepszym, czy najlepszym w czymś jednym, bo byłoby to zbyt proste i prymitywne, a tenis jest grą dużo bardziej skomplikowaną, niż bieg na 60m, czy 5km, a nawet w tych prostych konkurencjach, o byciu najlepszym decydują różne elementy, predyspozycje fizyczne, psychiczne, refleks na starcie, technika, taktyka i wytrzymałość.

                        W Twojej filozofii sprowadzasz bycie najlepszym wyłącznie do umiejętności i walorów technicznych, a w tenisie tak się nie da, bo nawet doskonałe umiejętności, czy największe zdolności nie zapewnią największego sukcesu, jeśli nie są sprzężone z odpowiednio mocnymi walorami charakteru i osobowości.

                        W tenisie różne umiejętności i parametry są daleko bardziej wygórowane, nie są zamknięte w przestrzeni czasu, tylko w specyficznej regule arytmetycznego liczenia, wymagającej sprzężenia doskonałości technicznej, fizycznej i intelektualnej, którą steruje psychika.
                        Taka wyrównana wartość, tak różnych z natury elementów, daje możliwość wyrównania szans zawodnikom mniej zdolnym, którzy wcale nie muszą być i nie są gorszego sortu.

                        Z drugiej strony rozumiem podłoże Twojego buntu, bo teoretycznie i po prostej, chciałoby się, żeby ten najzdolniejszy, któremu z największą łatwością przychodzą najtrudniejsze zagrania, był tym najlepszym, tyle że najlepszy stanowi wzorzec, również człowieka i to się na ogół w sporcie sprawdza.
                        • Gość: Wypowiedź Eksperta Re: Po ziemi do nieba IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 12.05.16, 14:06

                          najlepszy charakter to charakter człowieka który nic nie musi.

                          ci którzy muszą wygrać, wygrać więcej, zdobyć więcej, nie popełnić błędu, zdobyć punkty, dobrze się zaprezentować, nie dostać kar czy dyskwalifikacji, nie mają najlepszego charakteru i nie są najlepszymi ludźmi.

                          najlepsi są zaś ci, którzy nic nie muszą ale mogą czasem pokazać.

                          tych którzy muszą łatwiej zmierzyć bo osiągają tyle ile mogą. ci którzy nie muszą są niemierzalni przez laików i wymagają opinii takiego jak Ja Eksperta. tylko Prawdziwy Ekspert wie co to fachowa analiza.

                          • Gość: Luka Re: Po ziemi do nieba IP: *.dynamic.chello.pl 12.05.16, 16:39
                            Charakter sprawdza się w trudnych sytuacjach, trudnych wyborach, bojach, jak coś się chce osiągnąć, a nie jak się nic nie chce, czy nie musi.
                            W sporcie cudowne jest to, że nikt nic nie musi, każdy chce, każdy może, ale nie każdy może to co chce.
                            Pokazać coś czasem, żadna sztuka, nawet pańci się zdarza.
                            Sztuką jest pokazać, że się potrafi więcej od wszystkich innych, a największą sztuką jest jeszcze umieć to potwierdzić. Zdobyć tytuł też można fuksem, to się też zdarza, ale potwierdzić ten tytuł, zdarza się tylko wielkim Mistrzom, pewnie dlatego jest ich niewielu.

                            Ten jeden brakujący tytuł w Paryżu wyjątkowo mocno doskwiera Serbowi, sprawiając, że czuje się mistrzem niekompletnym i to jest dla niego podstawowe wyzwanie, na które wbrew pozorom, nie ma żadnych gwarancji, że będzie w stanie sprostać.
                            • Gość: Wypowiedź Eksperta Re: Po ziemi do nieba IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 12.05.16, 17:34

                              jeśli dobrze rozumiem co masz na myśli mówiąc o "panci" to więcej nie pisz bo zbłaźniłeś się dokumentnie.

                              bez wysiłku i starania można osiągnąć coś i pokazać tylko wtedy kiedy jest się najlepszym.

                              a ze staraniem to i każdy coś tam pracą i zaangażowaniem osiąga.

                              odpowiedziałeś wymijająco co by osiągnął Nadal gdyby tak podchodził do tenisa jak Fognini. bo wiesz że na luzie nic by nie osiągnął. on musi grać na maksa żeby wyszło dlatego tak te buteleczki ustawia. każda rzecz jest wytrenowana i musi być powielana żeby nie zaszkodziła jej spontaniczna kreacja.

                              charakter trzeba mieć żeby mimo małego zaangażowania "lepszych" ogrywać i się w rankingu jakoś utrzymywać, tudzież opinii większości (że lepszy kto wygrywa) nie schlebiać, kibolom oczekującym wyników o których wspominał ostatnio nasz forumowy kibol nie schlebiać.

                              kibol wspominał o Włochach, mając na myśli kiboli wyniku swojego reprezentanta. czyżby kibolem był każdy patriota?

      • Gość: Luka Re: Po ziemi do nieba IP: *.dynamic.chello.pl 15.05.16, 11:07
        Swego nieba na ziemi włoskiej dotknął młodziak Lucas Pouille.
        Półfinał Rzymu dla kwalifikanta z drugiej pięćdziesiątki, który przegrał eliminacje, zasłużenie i szczęśliwie wykorzystał dar losu, zaliczając spektakularne zwycięstwa nad Gulbisem i Ferrerem, na ten moment już awansował o 20 miejsc w rankingu, to nie tylko niebo, ale chwyt Pana Boga za nogi.
        Kiedyś, kiedy był poza setką zwróciłem uwagę na tego gracza, rokując mu ciekawą przyszłość, bo w jego grze można odnaleźć zalążki nieprzeciętności, podobnie zresztą jak u pozostałych jego rodaków.
        Od dawna nurtuje mnie swoisty ewenement francuskich tenisistów, w tym kobiet, którzy grają skrajnie zróżnicowany i ciekawy tenis, w najbardziej zindywidualizowany sposób w całym turze, tak skromnie odzwierciedlony w największych sukcesach.
        Moje przemyślenia w tej materii nie są kompletne, po części oscylują niebezpiecznie w oparach filozofii tutejszego eksperta, na szczęście tylko po części.
        Jako, ze ziemia tegoroczna zbliża się do najważniejszego momentu, warto podreptać trochę po tym, co się już na tej ziemi wydarzyło.
        W mojej ocenie na tej najbardziej wymagającej nawierzchni, miały miejsce dwa najlepsze mecze w tym roku, oba Japońca z Serbem.
        Uwielbiam tenis Key`a, Jego wyobraźnię na korcie i żałuję, ze tak rzadko i mało szczęśliwie w ostatecznym rozrachunku potrafi pokazać nieprawdopodobny talent i możliwości, zasługujące na jakieś niebo.
        Szczerze ubolewam nad jego delikatną konstrukcją psychofizyczną, w której trzeba upatrywać źródła niepowodzeń, na które nie do końca w takim wymiarze zasłużył.
        Półfinał z Jego udziałem w Madrycie, o niebo przekraczał poziom finału i trudno oprzeć się myśli, ze dzisiaj może być podobnie, chociaż wcale nie musi.
        • Gość: Wypowiedź Eksperta Re: Po ziemi do nieba IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 15.05.16, 13:08

          powodem braku wyraźnych wyników Francuzów jest to że jest ich za dużo w rankingu. oddają sobie mecze od urodzenia, tak żeby koledze pomóc być jak najwyżej, a jak któryś gra słabiej to nie utrudnia koledze zadania. od początku filozofia oparta na kolektywnej współpracy anihiluje parcie na szczyt i ambicje rankingowe i wynikowe. od urodzenia więc Francuzi znajdują sobie niszę w której wypadają najlepiej, i w niej się czasem sprawdzają i wyżywają, jednak żadnemu nie chodzi o dominację, tym bardziej że mogą liczyć na hojną rodzimą Federację.

          Pouille to klasyczny przykład. Tsonga oddał na 90% miejsce dla kolegi nie czując się w najwyższej formie, ten wykorzystał szansę, gdyby nie czekał Pouille bardzo możliwe że Tsonga by w półfinale Rzymu grał - łatwa drabinka.

          takich historii jest tysiące. gdyby nie koleżeńska współpraca nigdy tak łatwo tuż koło siebie nie było by 4, 5 Francuzów, licząc dziś Paire, a kiedyś Llodrę. oczywiście nie chodzi o to że mecze są totalnie ustawiane, jest to pewien współpracy niepisany model. ktoś jest za daleko, a danemu lepszemu z Francuzów, nie chce się angażować w turniej i ten słabszy dobrze gra, to jest następna runda.

          inna sprawa że Francuzi nie mają jakiegoś totalnego zawodnika poza 2 nazwiskami czyli Gasquet i Tsonga. jeden i drugi mieli kontuzje, pierwszemu zawsze przeszkadzały niedobory fizyczne i ma podejście zrozumiale kapryśne, drugi raczej bawi się tenisem, ma też pewne ograniczenia stylu gry który jest mniej skuteczny na dzisiejsze czasy.

          rzeczywiście zastanawiające są słabe wyniki takich Francuzów w ostatnich latach jak Recouderc, Millot, Devilder, Prodon, Mahut, a kiedyś chociażby dzisiejszy trener Tsongi Ascione, który jakością gry przypominał Llodrę.

          ale wszystko też da się wyjaśnić, wzrostem, zdrowiem, wagą, niedostosowanym do dzisiejszych warunków gry stylem.

          nie wiem gdzie oglądałeś wczorajszy półfinał, chyba Polsat nie nadaje półfinałów i finałów turniejów Masters których transmisje wykupuje. nie przypominam sobie żeby coś się zmieniło w tym względzie.

          szczerze powiedziawszy Pouille jest jednym z tych Francuzów którzy akurat nie zwracają mojej uwagi żadnej. podobnie było z Grosjeanem.



          • Gość: Luka Re: Po ziemi do nieba IP: *.dynamic.chello.pl 15.05.16, 15:44
            Posądzenie mocne i mocno niedorzeczne. Nawet jeśli incydentalnie mogły mieć miejsce takie sytuacje, to z całą pewnością nie jest regułą i nie determinuje znikomych sukcesów w odniesieniu do ogromnego i wartościowego potencjału francuskich tenisistów.
            Zarówno Tsonga, Monfils mieli swoje realne szanse i sporo szans na szane, których kompletnie nie potrafili wykorzystać z różnych powodów, czasem niezależnych, częściej za sprawą własnych niedoskonałości, w tym m. In takiej, nie innej, miękkiej, niefrasobliwej osobowości, nastawieniu do gry bardziej ludycznym, a nie charytatywnym i na pewno nie w stosunku do konkurencyjnych w reprezentacji rywali. W całym turze nie znajdzie się żadna inna, tak silnie zróżnicowana tenisowo i osobowościowo nacja. O każdym z Francuzów można by swoistą Odyseję napisać.
            Najciekawsza była by może z Marion Bartoli w roli głównej, zawodniczką, która nie była rozpieszczana nigdy i przez nikogo, począwszy od rodzimej Federacji, skończywszy na obśmiewających jej tenis i metody treningowe koleżanki z touru i wymagającym ojcu.
            Zimny chów na zdrowie wyszedł i zwieńczył glorią życiowe dzieło.
            Na dzisiaj więcej tenisistów od Francuzów mają w setce tylko Hiszpanie, ale to nie ilość, tylko jakość się liczy w połączeniu z silną osobowością..
            Widzę u Pouille`a jakość i przyszłość. A Wielka Serena właśnie wygrała Rzym i dalej pisze historię światowego tenisa.
            • Gość: Wypowiedź Eksperta Re: Po ziemi do nieba IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 15.05.16, 16:15

              doszukujesz się powodów w psychologii i postawie, i ja właśnie wyjaśniam Ci jej genezę, ale jak chcesz szukaj dalej.

              Bartoli i Mauresmo to patologiczny przykład tenisa, jedna siłownia i ciężki trening oraz harówa, druga to samo plus męskie hormony dzięki którym Murray pomylił ją z facetem i 2 lata musiał czekać żeby rozróżnić co za płeć ma.

              tenisista to prywatne życie zawodnika + możliwość zarobienia i osiągnięcia czegoś na umiejętnościach. patologiczną jest sytuacja pracoholika - zawodnika. z tym się idzie do psychologa i próbuje zwalczyć takie natręctwa. wiadomo że zawodowy sport to też siłownia, treningi, dieta i jakiś rytm też to wymusza. ale każdego dnia jest inny dzień, normalny człowiek różne rzeczy poza tenisem uprawia, jednego dnia się gra lepiej, drugiego gorzej, to rzecz normalna a nie nietypowa. jednego się chce grać, a drugiego nie. jednego jest lepsza pogoda albo humor albo gorsza. nie gra się tak samo przez 5, 10 czy 15 lat jak to robi Nadal. nie gania się o każdą piłkę, na kontuzje nie naraża i nie przeciąża. Bartoli tak jak Nadal to przykład pracoholika, morderczych ambicji i kariera na harpagan. z tym że tak jak w przypadku Mauresmo tak jak i u Nadala jest pewna jakość gry, i naturalny potencjał, jakiś wyróżnik wyższej klasy tenisa, poza tym że dołożona jest patologiczna ciężka praca. u Bartoli jest tylko gra na wymęczenie jak Davydenko i cała jego kariera.

              nie mówię że tacy zawodnicy jakoś nie podnoszą poprzeczki rywalom i nie stanowią wyzwania do pokonania, ale to jedyna ich rola. gdyby tenis mierzyć pracą, staraniem i przetrenowaniem to nie było w nim nic już ciekawego ani wartościowego do oglądania.

              Serena wygrała w Rzymie dlatego że jest to prestiżowy turniej WTA. niestety w ATP ma się zupełnie inaczej sytuacja dlatego Tsonga zrezygnował już przed startem a Pouille osiągnął półfinał.

              • Gość: Luka Re: Po ziemi do nieba IP: *.dynamic.chello.pl 15.05.16, 22:00
                Strasznie upraszczasz wszystko, włącznie z ludźmi, a życie, czy taki sport jak tenis są dużo bardziej skomplikowane. Widzę wszystko daleko szerzej niż Ci się wydaje, jeśli punktuję jakiś aspekt, nie znaczy, że nie uwzględniam innych.
                Jeśli nawet tenis Bartoli był toporny w formie i tylko jak sądzisz siłowy, a metody treningowe katorżnicze, to ta jak to nazywasz „patologia” z własnego wyboru, umożliwiła jej realizację życiowego celu i spełnienie marzeń.
                Widzisz ustawienie Marion i Rafy na karierę, przy pomocy chorych środków, a ja widzę dążenie osób nie obdarzonych nadzwyczajnym talentem, ale nadzwyczajnym charakterem i wartościową osobowością, do samorealizacji i osiągnięcia szczytnych celów, przy pomocy mocnego charakteru i szlachetnych pobudek. Myślę, a nawet jestem pewien, że właśnie te cechy pomogły w decydującej mierze osiągnąć sukces, jakiego nie osiągną nigdy nawet wielce utalentowane, ale próżne, czy zadufane w sobie bufony.
                W jakimś wyimku można odnieść to do dzisiejszego finału, w którym panowie jakby zamienili się głowami.
                Murray skoncentrowany, stonowany i nie kwękający, zagrał bardzo dobry mecz, momentami robił to genialnie, niby po swojemu i nagle wrzucał taki perfidny tenis, piąty gem w drugim secie palce lizać i ta piłce na bp . Widać było, że dobrze przygotowany pod każdym względem, w przeciwieństwie do Nowaka, trochę wczorajszego, podenerwowanego, poirytowanego koniecznością grania w mokrych warunkach, które mu nie odpowiadają. Nigdy wcześniej nie słyszałem też, aby tak aroganckim tonem zwracał się do sędziego.
                Po prawdzie, obaj bardzo poprawili grę na mączce, mecz był dobry, chociaż wczorajszy z Japońcem miał moim zdaniem jakościowo większy ciężar gatunkowy, chociaż tylko półfinał.

                Wilander twierdzi, że Nole w tym roku zdobędzie złotego szlema, czyli wygra wszystkie cztery szlemy plus IO.a ja uważam że nie, ale to już temat na inną okoliczność.
                • Gość: Wypowiedź Eksperta Re: Po ziemi do nieba IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 15.05.16, 23:56

                  no właśnie patologią nazywam podporządkowanie życia jednemu celowi jakim jest jakiś tam rywalizacyjny sukces. jeśli celem jest jakość w dziedzinie jaką się ktoś zajmuje to ok. jeśli sukces w postaci osiągania wyników to jest patologia. nie mówię że nie można chcieć czegoś tam chwilowo osiągnąć, nawet ten nr.1 ale pytanie wtedy jakimi metodami. na pewno nie regularnością, i pracowitością i nieporozumieniem jest robienie z takich ludzi bohaterów względem tych którzy prezentują normalniejsze podejście. stawiam to na równi z dopingiem. tak samo cel jest ten sam, a metoda wypaczona, tylko jedna prostsza a druga bardziej syberyjska i wymuszana. jeśli idolem ma być ktoś kto więcej spędzi na siłowni, bieżni i bardziej się poświęci fizycznie i zdrowotnie po to żeby osiągnąć sukces, to coś tu nie gra. patologią jest wykazywanie jakiejś przewagi takich zawodników nad tymi którzy ani się tak nie poświęcają ani tak regularnie nie grają. kogo może interesować śrubowanie wyników i rekordów? chorych z ambicji zawodników, albo ludzi którzy chcą bardzo utożsamiać się z czyimś sukcesem, albo tych co obstawiają. ale można przecież równie dobrze obstawiać przegrane jak i wygrane. granie w takich warunkach jak dzisiaj jest równie patologiczne jak przetrenowanie. wynik jest niemiarodajny. sprowadzenie tenisa do rywalizacji na wynik też.

                  nie mogę oprzeć się wrażeniu że wielu fanów takich zawodników nigdy nie próbowało tego sportu. ja nigdy nie chciałbym być takim zawodnikiem a w tenisa grałem i nawet grywam. zawsze sympatię budzą osoby luźno nastawione, utalentowane, podchodzące z dystansem i niezbyt ambitne które bardziej niż wygrać chcą rozegrać ciekawe spotkanie. a to że Novak ma takie wyniki czy do takich jest przepowiadany jest dla mnie niezrozumiałe. jako zawodnik najmniej obawiałbym się z nim gry, bo gra przewidywalnie i normalnie, ze wszystkich chyba numerów jeden odkąd 1 był gracz zwany Hewittem. ale to też dobra ilustracja co czyni bazę od wielu lat do wygrywania, i mit o wielkiej przewadze czysto tenisowej np Federera pada. ma ją względem Novaka a przegrywa z nim tak samo jak z Federerem Gonzalez czy Coria. i bardzo dobrze, nr.1 była już Azarenka a nawet Woźniacka. to są cechy do wygrywania w tenisa. a nie najlepsza gra



                  • Gość: Luka Re: Po ziemi do nieba IP: *.dynamic.chello.pl 16.05.16, 11:06
                    Nie wszyscy sami wyznaczają sobie cele życiowe, nie wszyscy, wszystko sprowadzają do wyniku, czy wyniku za wszelka cenę, chociaż niektórzy, a może i wielu na pewno i na pewno nie jest to patologia, jeśli mieści się w normach sportowych i ogólnoludzkich.

                    Pracowitość nie tylko w tenisie jest podstawowym warunkiem jakiegokolwiek sukcesu i deprecjonowanie tej cechy nie ma sensu, bo to praca w naszym świecie jest źródłem postępu.
                    Przez pracowitość można dopracować się regularności, która ma różne odniesienia i którą można wykorzystać jako środek, bądź metodę prowadzącą do osiągnięcia pożądanego wyniku. Jeśli regularność sprowadza się do wyuczonych, rutynowych zagrań, a spektrum umiejętności zawodnika na takim sposobie się koncentruje i do niego ogranicza /jak w przypadku pańci/, to można wartościować jakość takiej gry, ale nie zawsze umniejszać zasługi gracza, jeśli do tej gry potrafi wnieść inne wartości, a nawet połączyć je z sobą w sposób unikalny, jak w przypadku Rafy.
                    Zawodnicy mają bardzo różną i często skrajnie zróżnicowaną konstrukcję psychofizyczną, tym samym różne potrzeby i metody w osiąganiu przez siebie zdefiniowanego sukcesu.
                    Dla jednych sukcesem jest tylko wynik osiągnięty byle jak, czy pieniądze, jak w przypadku pańci, dla innych doskonalenie umiejętności, pokonywanie barier możliwości, własnych słabości, osiągnięcie czegoś, czego nie osiągnął wcześniej nikt, zbudowanie niepowtarzalnego wzoru sportowca, który zostanie w pamięci i historii. To oczywiście skrajne opcje, pomiędzy którymi jest wielka masa szarości, srebra, a nawet złota, które nigdy nie zostanie odkryte, a odkryte złoto też ma różne i nierówne próby, którym sport musi dać równe szanse.

                    Tak, Novak gra najbardziej prosto i przewidywalnie, ale potrafi swoją grę doprowadzić do takiej perfekcji, jak nikt inny wcześniej. Mnie jego gra nie zachwyca, ale taki doskonały sposób gry, nie ukrywam, że już tak.
                    Czasami nie mogę oprzeć się przekonaniu, że za jego sztabem, kryją się bezimienne zespoły różnych analityków, również fizyków, którzy wypracowują optymalne z naukowego punktu widzenia rozwiązania dla przewidywalnych zagrań i sytuacji, jego sztab transferuje je do gry Djoka, z którym wypracowuje idealne wykonanie.
                    Moim zdaniem, tym sposobem Serb osiąga pewien najwyższy, nie notowany dotąd pułap regularności, w którym kreacji trudno się doszukać / chociaż w ostatnich meczach z Key`em i Murkiem pojawiły się zajawki/, ale efekt bywa ogromny i nadzwyczaj spektakularny.

                    Gra Serba stanowi wyzwanie dla współczesnego tenisa, któremu na ten moment może przeciwstawić się bardzo niewielu, chociaż wielu próbuje i na moje oko to ma szanse w przewidywalnym czasie się udać.
                    • Gość: Wypowiedź Eksperta Re: Po ziemi do nieba IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 16.05.16, 11:58

                      po jednej stronie jest praca i ambicja a po drugiej kreacja, twórczość i dobrowolność postępowania przekładająca się na różnorodność i zmienność która nie daje wyniku jednoznacznego i przewidywalnego.

                      tego pierwszego powinno być najmniej, a tego drugiego najwięcej. nad przymusem i samoograniczeniem powinna stać frywolność poczynań zawodnika, w co musi być wkalkulowana duża doza ryzyka.

                      moim zdaniem Novak nie osiągnął perfekcji powyżej poziomu Federera, Nadala, Samprasa, a kiedyś Couriera czy Changa, może po prostu jego styl na dzisiejsze czasy jest bardziej od poprzedników sprzed 15 lat uniwersalny. ja gdybym miał grać w 1 rundzie jakiegoś turnieju z dużo wyżej rozstawionym zawodnikiem najbardziej nie chciałbym grać z Nadalem w okresie 2005-2012 i Federerem, ze względu na niewygodny styl gry do odbierania ich zagrań. zagrania Novaka są przewidywalne i można z nich coś kreować, nie wchodzi w grę trudna rotacja. z tego co się mówi rzeczywiście Novak prezentuje najbardziej laboratoryjne podejście do tenisa, jeśli chodzi o metodę treningową. jest to przeciwstawny biegun do tego który cenię i popieram, aczkolwiek też od 2011 nie deprecjonuję całkowicie gry obecnego lidera. jest w niej wiele swobody, ukrytych zamiarów zagrań, zmian kierunków, po prostu jest to wszystko do pewnego stopnia, nie ma nigdzie hardcora.

                      • maksimum Re: Po ziemi do nieba 16.05.16, 14:18
                        Jesli gra Novaka jest taka prosta i przewidywalna to dlaczego Rafa przegrywa z nim na maczce a Federer na twardych?
                        Moze od razu wyjasnie.
                        Federer i Nadal graja roznymi stylami i bardzo ciekawie,ale gdy przychodzi do rozstrzygajacych uderzen to Novak ich zawsze zaskakuje.
                        • Gość: Wypowiedź Eksperta Re: Po ziemi do nieba IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 16.05.16, 14:38

                          ich może tak, ale mnie nie.

                          raczej stawiałbym na podkręcanie tempa, intensywność, pewność siebie, i zdecydowanie.

                          w tej chwili Novak wygrywa z nimi akurat, bo oni grają dużo gorzej niż kilka lat wstecz.

                          wiele lat kiedy oni grali lepiej to Novak miał mało do powiedzenia, a w przypadku Nadala trudno tu mówić o różnicy pokoleniowej. do sprawności a z tego wynikających dalszych konsekwencji bym to sprowadził jednak głównie. uderzenia Nadala dzisiaj też są kręcone dużo lżejszym spinem.

                          w tej chwili też bym wolał grać z Novakiem niż z nimi, gdybym miał liczyć na prowadzeniu maksymalnie wyrównanej gry, przy nie popełnianiu przez przeciwnika błędów, ale gdyby brać pod uwagę Nadala z 2008 czy Federera z nawet tego samego okresu, to jeszcze bardziej bym wolał.

                      • Gość: Luka Re: Po ziemi do nieba IP: *.dynamic.chello.pl 16.05.16, 14:34
                        Praca, ambicja i chęć sukcesu jest po każdej stronie, tylko różna, nierówna i trochę inne motywacje.
                        Wiedza jest dla ludzi, a nauka po to, żeby z jej zdobyczy korzystać, tylko nie każdy potrafi, chce i może.

                        Solą tenisa na dzisiaj i problemem jest to, że Novak perfekcją swojej prostej i przewidywalnej gry, potrafi zniwelować każdy, również bogatszy tenis, a byli Bogowie zbliżający się do zmierzchu kariery nie są w stanie wiele zdziałać.
                        Nole wszystko ma rozpracowane i solidnie przetrenowane, zaskoczyć go można czymś nowym, niekonwencjonalnym, przyjęcie jego warunków gry jest bardzo trudne nawet dla Nadala, a dla większości wręcz samobójcze.
                        Jest to bardzo niekomfortowa i wymagająca sytuacja dla wszystkich rywali, wymuszająca poszukiwanie nowych rozwiązań, z czego zdaje sobie sprawę cała trójca, grająca z nim ostatnie mecze w Rzymie.
                        Sami pewnie prochu nie wymyślą, ale ich sztaby i paru innych, już kombinują, potem trzeba to jeszcze próbować wykonać i nie będzie to prosta ścieżka.

                        Andy w Rzymie wygrał absolutnie nadzwyczajnymi akcjami, a piłka meczowa mogłaby pretendować do piłki meczowej dekady. To pokazuje, jak trudne zadanie czeka najpoważniejszych rywali Serba nie tylko w Paryżu, ale też na IO, myślę że dla kogoś wykonalne, tylko nie wiem jeszcze dla kogo.
                        • Gość: Wypowiedź Eksperta Re: Po ziemi do nieba IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 16.05.16, 14:46

                          w takiej formie jak grał wczoraj Novak to i Vesely go pyka w 3 setach.

                          Murray grał bo grał, dużo lepiej grał z Goffinem w pierwszym secie i parę lepszych fragmentów w tym roku pokazał.

                          na trawie to paru go powinno wypykać, na mączce póki co okazale się nie prezentuje. to co grał w Rzymie to było jak kontuzjowane granie, to co zrobił Bellucci czy Nadal jest niewybaczalne. Novak prawie się nie schylał do piłek i zakopany na końcowej nie startował a ci grali jak by w pełnej dyspozycji grał. Bellucci patologia, a Nadal do optyka.
                          • Gość: Luka Re: Po ziemi do nieba IP: *.dynamic.chello.pl 16.05.16, 16:07
                            Nadal radził sobie z trudnymi, a poległ na prostych piłkach, własnym serwisie i to jest najbardziej pocieszające, bo najprostsze do naprawienia. W szlemie nie będzie potrzebował pięciu piłek setowych, bo góra w dwóch, jeśli nie przy pierwszej da radę. Tam się gra do trzech wygranych i to dla niego zupełnie inna bajka.
                            Jeśli Nishicori potrafił wypatroszyć Nowaka z formy trzema setami, to też coś mówi, a Andy, bardzo się podciągnął na mączce i ma widać duży apetyt na nowy tytuł, zresztą nie on jeden, więc powinno być bardzo ciekawie. To co teraz było grane, to tylko przygrywki, liczyć się będzie to co w szlemie i na IO. W piątek będzie drabinka i będzie można coś więcej przewidzieć, chociaż pewnie nie wszystko. Jedno jest pewne, tak, czy inaczej będzie ciekawie i zaskakująco
      • Gość: Luka Re: Kaprawy początek RG IP: *.dynamic.chello.pl 22.05.16, 19:31
        Niebo płacze w dniu inauguracji, ciekawe dla kogo te łzy.
        Nie dość że hitów w pierwszych rundach trudno uświadczyć, mecze deszczem przerywane, korty ciężkie, zimnawo, pustawo, zupełnie nie czuje się atmosfery tenisowego święta.
        Do tego, od niepamiętnych lat, to pierwszy szlem bez Federera. Jakościowo nie będzie miało żadnego znaczenia, pewnie wiele by tu nie zwojował, ale folkloru emocjonalnego dla jego kibiców i nie tylko trochę ubędzie.
        Trudno zrozumieć, że przez tyle lat Paryż nie dorobił się chociaż jednego zadaszonego kortu. Ciekawe jakby wyglądał ten szlem, gdyby natura okazała się konsekwentnie nieprzychylna i w kolejnych dniach niebo raczyło opadami. Na samą myśl ręce niżej czterech liter opadają
        Póki co, jest marnie i nic nie zapowiada, ze będzie lepiej, więc czas na spacer, albo dobrą lekturę.
      • Gość: Luka Re: Ostatni Mohikanin w Paryżu IP: *.dynamic.chello.pl 24.05.16, 18:52

        Mecz Stepanka z Murkiem, to taka perełka pierwszej rundy, która zostanie w pamięci.
        Czech należy do graczy, którzy piszą historię tenisa. Ma całą masę pomniejszych tytułów i jeden duży tytuł w deblu, ale nie o ilość idzie, ale o ducha i jakość. Radka zawsze cudownie się ogląda, bo umie bardzo dużo, o tenisie wie jeszcze więcej i na korcie zostawia serce.
        Czesi go uwielbiają, również, a może przede wszystkim za wyczyny dla reprezentacji w Pucharze Davisa. Oglądałem te historyczne mecze w 2012r, fantastyczną batalię kiedy w parze z Berdychem, potrafił wznieść się na tenisowe Himalaje i głównie dzięki niemu, jego niezwykłej waleczności i niezłomności Czesi wywalczyli wtedy PD, pokonując Włochy, Serbię i Argentynę.
        Dzisiaj jest w wieku mocno zaawansowanym, najstarszy w tym szlemie, siły już nie te, ale duch i serce do walki to samo co zawsze. Bardzo mocno musiał się Szkot napracować, żeby w pięciu setach im to zaledwie jednym przełamaniem pokonać 38 letniego Czecha i właściwie tylko przewagą siły fizycznej.
        Ten mecz miał różne oblicza, pokazał różne słabości, ale też wiele wspaniałego tenisa i tego co jest solą sportu, sportowej walki pokolenia którego już na kortach nie ma, z reprezentantem topu i jednym z faworytów do tytułu. Naprawdę warto było zobaczyć, jak walczy ostatni Mohikanin w Paryżu.
        • Gość: Wypowiedź Eksperta Re: Ostatni Mohikanin w Paryżu IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 24.05.16, 22:25

          Stepanek to zawsze był drugi szereg. mecz pokazuje tylko jaki z Murraya jest "strateg". metoda Radwańskiej na wymęczenie a jak trzeb zaryzykować to go pyka jak chce taki sobie Stepanek. jak dla mnie Czech zawsze rozgrywał najlepsze mecze na kortach ziemnych właśnie, na RG i w Rzymie. pokonał kiedyś Federera zdaje się, bo się robiły jak zwykle problemy jak się nie dało meczu wyserwować serwisem. na pewno pozytywnie trzeba ocenić różnorodność taktyczną Radosława, natomiast technicznie nie wszystko jest wspaniale. no ale przynajmniej jest różnorodnie i ofensywnie
          • Gość: Luka Re: Ostatni Mohikanin w Paryżu IP: *.dynamic.chello.pl 25.05.16, 10:14
            No właśnie, u Murka to tylko strategia często stosowana i wynikająca z przekornego charakteru Szkota, na zasadzie, to ja ci pokażę, że cię przetrzymam.
            U pańci to jedyna metoda jaką zna i stosuje, bo w przeciwieństwie do Szkota, nie potrafi inaczej. U niej wszystko jest do obrzydzenia przewidywalne w każdym elemencie, na każdym etapie i niezależnie od rywala, że zniesmacza i mierzi. Taka typowa gra gó...jada, co żyje tylko z tego co dostanie.
            Murray potrafi inaczej, potrafi się zmusić do innej taktyki, podjąć otwartą rywalizację, wymyślić coś niekonwencjonalnego i zaskoczyć. W przeciwieństwie do pracowitej i cierpliwej pańci jest leniwy, liczy na łatwiznę i tak było w pierwszych dwóch setach z Radkiem.
            Gdyby aktualnie Lendl był jego trenerem, ten mecz wyglądałby zupełnie inaczej, na pewno nie musiałby grać pięć setów przez dwa dni, tenis straciłby na blasku, a widzowie na emocjach.
      • Gość: Luka Re: Po ziemi do nieba IP: *.dynamic.chello.pl 29.05.16, 11:13
        Przeznaczenie czy odrodzenie będzie znakiem tego turnieju. Doraźne znaki wskazują na to pierwsze, ale niebo niepewne, ziemia bywa zawodna i widownia drży.
        W końcu Paryż miał kiedyś swojego Napoleona, do tego zawsze będzie kojarzyć się z rewolucją. Gasguet do grona faworytów nigdy nie należał, ale ponoć tu i teraz gra rewelacyjnie, a że potrafi grać to wiemy. Z przyjemnością patrzy się na nienaganną technikę i zupełnie nieszablonową grę. Gasguet zawsze kojarzy mi się z Bogartem, charakterystyczne sylwetki, obaj czarujący grą w swoich bajkach, dla francuskiego tenisa jest tym, kim Bogart był dla amerykańskiego kina, tylko on cały czas czeka na swoją Casablancę.
        Jedyną słabością dotąd była jego głowa, nie zawsze wytrzymać gotowa, ale głowę też można wytrenować. Być może znaki na niebie, że nie będzie grać z Nadalem, są przeznaczone dla niego, albo Nishikori`ego. To powinien być jeden z najciekawszych meczów turnieju i każde rozstrzygnięcie będzie satysfakcjonujące.
        Powszechnie znaki przeznaczenia, czyli wiadome absencje, udeptaną drabinkę, interpretuje się dla Jedynego faworyta, a ja przewrotnie węszę rewolucję i widzi mi się zupełnie nowy triumfator tego Szlema, niekoniecznie mający wiele wspólnego z żabami, czy sushi.

        • Gość: Luka Re: Fatum czy rewolucja IP: *.dynamic.chello.pl 30.05.16, 10:23
          Coraz więcej przemawia za rewolucją. Już wiadomo, że połowa ćwierćfinalistów będzie spoza pierwszej dziesiątki, a jeden nawet bardzo daleko spoza.
          Rewolucja nie musi być zwycięska, ale się dokonuje. Key`a szkoda, ale trudno, niech Francuz pokaże wszystko, na co go stać, a stać go na pewno na wyrównaną walkę ze Szkotem.
          Powinien być bardzo ciekawy mecz w ćwierćfinałach Thiema z Goffinem, zakładając że obaj dojdą do ósemki, oraz jeszcze ciekawszy zwycięzcy tego meczu z Nowakiem.
          Poukładało się wszystko pozornie banalnie, potem los namieszał jeszcze bardziej wszystko w jedną stronę i wyszło bardzo banalnie, więc trzeba mieć nadzieję, że niebanalnie się skończy.
          • Gość: Luka Re: Fatum czy rewolucja IP: *.dynamic.chello.pl 30.05.16, 14:07
            Żaden szlem nie miał dotąd tak kaprawego początku, tylu wycofań czołowych graczy, awarii, niepewnego przebiegu i ogólnego dyskomfortu. Coś wisi nad tegorocznym Paryżem, może faktycznie jakaś klątwa, skoro Mc Enroe użył określenia turniej przeklęty, coś w tym jest, albo coś się za tym kryje. To już nie jest żadne święto, nie ma wyrównanych i sprawiedliwych warunków dla sportowej rywalizacji, nie ma swobody i wolności wyboru zaplanowanych wg kalendarza meczy i wszyscy zainteresowani są niewolnikami zdanymi na łaskawość pogody.
            Być może, jak tak dalej pójdzie, coś z tego dobrego wyniknie, przyspieszone decyzje i realizacje związane z zadaszeniem i oświetleniem kortów, ale tylko być może.
            Pozostaje współczuć zawodnikom, organizatorom, widzom, nawet nie da się wnieść reklamacji na popsutą zabawę i stracony czas.
            Na plany Pana Boga nie ma siły, jest tylko nadzieja.
            • Gość: Wypowiedź Eksperta Re: Fatum czy rewolucja IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 30.05.16, 14:33

              nie dorabiaj filozofii do tego że jesteś kibolem. Nadal odpadł i doszukujesz się drugiego dna. a korty ziemne, zwłaszcza dla takiego zawodnika jak Argentyńczyk czy Hiszpan, w deszczu to rzecz naturalna. to najbardziej uniwersalna a zarazem różnorodna nawierzchnia. kort wilgotny się inaczej zachowuje, a kort suchy inaczej, na jednym można się ślizgać a na innym trzeba do piłek dobiegać. raz piłka bardziej siada i trzeba wejść pod piłkę, a raz się wysoko odbija i można robić pożytek z balona. każdy zawodnik wychowany na kortach ziemnych zyskuje na takich warunkach a na pewno nie przegrywa bo zna te wszystkie niuanse i realia i grę potrafi dostosować. chyba, że jego gra ogranicza się głównie do biegania i świdrowania. wtedy jest poważny dylemat. osobiście uważam że lekko chłodne i lekko wilgotne korty ziemne na twardo ubitym korcie jeśli chodzi o podłoże to najlepsza nawierzchnia. piłka odbija się jak kiedyś, nie ma mega odskakiwania, odbija się poniżej bioder a niekiedy i kolan. jest wreszcie od dołu gra. piłka idzie raczej bardziej płaska i można mówić o liftowaniu zagrań a nie napierdzielaniu topspina. pomaga też dobra ręka, natomiast gra takich tuzów jak Monfils, Murray czy Simon zdecydowanie na takich warunkach przegrywa. nie mówię że inna mączka jest zła, ale to naturalne korty, i taka jest ich uroda. w błocie tylko nie powinno się grać. lekko popruszona i przytrzymana do kortu mączka to wręcz rzecz idealna, piłka niżej się odbijająca, gorzej poruszający się rywal - skuteczniejsza gra pozycyjna i ofensywna. dach nad kortem jak powiedział Wilander zmienia właściwości tej naturalności, a co do oświetlenia, mieszkańcom przecież to przeszkadza, jak im reflektor taki będzie świecił do mieszkania.
              • maksimum Re: Fatum czy rewolucja 30.05.16, 14:45
                Burza przeszla i prad odcieli na RG i widok byl z jednej kamery gdzies wysoko w koncu kortu zawieszonej. Ten caly RG to jest obraza nowoczesnosci i cywilizacji XXI wieku.
                Jedynie Szelby Rogers trzeba ten turniej przy zyciu.
                • Gość: Luka Re: Łopatą po ziemi IP: *.dynamic.chello.pl 31.05.16, 12:53
                  Jak się Bozia nie ulituje, to RG 2016 zostanie skopany. W terminach na upartego zmieścić się zawsze można i skoro Dyrektor turnieju zapewnia, że zakończy się w terminie, to zapewne jest to możliwe i tak będzie.
                  Kortów ilość jest wystarczająca, więc poupycha się mecze jak trzeba i tym sposobem mecze najbardziej atrakcyjnej fazy turnieju będą grane kupą, czyli równolegle, widz na miejscu, nawet jak się rozkraczy, też mniej zobaczy. Reszcie zostanie wyników śledzenie, miała być przyjemność, będzie załatwienie. Wszystko wskazuje na to, ze ten szlem będzie zaliczony, albo raczej odwalony, bo rozwalony już jest i wszystko wskazuje, że będzie jeszcze bardziej.
                  Bo każdy stracony dzień, każda godzina, to bezpowrotnie stracony do oglądania jakiś mecz, stracony do oglądania na żywo, a częściej całkowicie i to nie jeden mecz, a wiele meczy.
                  Do tego wartością szlema są m In porównywalne warunki gry i równe zasady, ale jak deszcz leje, zmrok zapada, nic do rzeczy ma zasada. Pół biedy kiedy człowiek ulega sile natury, gorzej, jak sile własnego myślenia, przewidywania, a tu z taką sytuacją mamy do czynienia.
                  Maks ma świętą rację, to co dzieje się w Paryżu, to porażka wydmuchanej cywilizacji.
                    • Gość: Luka Re: Łopatą po ziemi IP: *.gazeta.pl 31.05.16, 20:14
                      Masz rację, w materii tenisa profesjonalistą nie jestem, za to Djokovic na pewno, a pańcia raczej teoretycznie. Tylko to praktyka weryfikuje, czy się jest profesjonalistą, czy nie. Profesjonalista m In tym różni się od amatora, że ma więcej wiedzy, środków i narzędzi, którymi potrafi w różnych warunkach się posługiwać. Zresztą pańcia sama publicznie na konferencji potwierdziła, że nie potrafi w takich warunkach, czyli mżawki i takimi piłkami, czyli mokrymi i cięższymi, grać i to prawda, oprócz tego, że nie potrafi jeszcze wielu innych rzeczy, ale o tym, już nie wspominała.
                      W takich warunkach na mączce ciężko się biega, trudniej wybiera niskie piłki i potrzeba znacznie więcej wiedzy, siły i umiejętności, samo bieganie i przebijanie może nie starczyć, a czekaniem na błąd na tym etapie daleko się nie zajedzie.
                      Dlatego daleko zajechały wcale nie faworytki, 102 w rankingu Pironkowa, która pewnie nie raz w takich warunkach trenowała i 24 Stosur, która powiedziała, ze warunki jej nie przeszkadzały, tylko czekanie.
                      No to będą dalej miały granie panie, a pańcia może lecieć po torebki.
      • Gość: Luka Re: Po ziemi do nieba IP: *.dynamic.chello.pl 03.06.16, 14:27
        W RG niespodziewanie zaczął rosnąć Gasguet, Francuz zaczął turniej świetnie, bez straty seta pokonał Kyrgiosa, zagrał bardzo dobry mecz z Nishikorim i znakomicie zaczął z Murray`em, miał swoje szanse na prowadzenie 2-0 w setach, ale nie wykorzystał. To był bardzo ciekawy mecz grany zupełnie inaczej, niż teraz przeważnie się gra.
        Lubię mecze, w których Szkot zmuszony jest do wyjścia z siebie i przejścia siebie. W tym meczu długo nie chciał, ale musiał i było to drugie fantastyczne widowisko z jego udziałem i może nie ostatnie. Andy wydaje się na ziemi być mocny i rosnąć.
        Dzisiaj w starciu z obrońcą tytułu okaże się jak mocny i czy jeszcze urośnie.
        Niewątpliwie na paryskiej ziemi pięknie rosła para młodszych ćwierćfinalistów, Thiem i Goffina, którzy zagrali kapitalny mecz, czysto męska, otwarta, ofensywna gra, od pierwszej do ostatniej piłki. Takie mięsko tygryski lubią najbardziej i tym sposobem młody tygrys jest już w półfinale WS i w pierwszej dziesiątce w rankingu.

        W półfinale pań jest tez nowa, młoda tygrysica z Holandii, która teraz właśnie walczy z Liderką o finał. Wcześniej niczym lew walczyła o SF z Sereną jeszcze młodsza i dużo drobniejsza Julia Putincewa, imponując bojowym nastawieniem i nieprawdopodobną walecznością, co ciekawsze mając realne szanse na pokonanie najlepszej tenisistki świata. Mimo przegranej, to Ona była Gwiazdą tego meczu, to Ona zachwyciła widownię i mocno zapisała się w pamięci oglądających.
        W ćwierćfinałach pań znalazły się aż cztery nie rozstawione tenisistki, w tym trzy zupełnie niespodziewane na tym etapie zawodniczki, robiąc wrażenie prezentowanym poziomem gry. Im nie przeszkadzały ciężkie piłki, gorsze warunki gry, są gry i sukcesów głodne, potrafią walczyć w każdych warunkach i przegrywać godnie.
        Kiedy pańcia z Bułgarką wychodziły we wtorek dokończyć drugiego seta przy stanie 6-2 i 3-0 dla Polki, jakoś nikt z zawodniczek, ani komentatorów nie zgłaszał zastrzeżeń, że nie ma warunków do ukończenia tego meczu, wręcz liczono na szybkie i łatwe zwycięstwo Radwańskiej, by miała czas na odpoczynek przed ćwierćfinałem. Wybiegi i zabiegi celem przerwania gry zaczęły się, jak nasza najlepsza tenisistka nie potrafiła ugrać nawet jednego gema i groziło jej przegranie seta.
        Po 3 godzinnej przerwie, w rozstrzygającym trzecim secie, warunki były jakie często się zdarzają, nie było nawet mżawki co najmniej do stanu 0-4 dla Polki, która dopiero wtedy, po przegraniu 10 gemów z rzędu, nie bacząc na pogarszającą się pogodę, zaczęła lepiej grać. Tylko było za późno na odrobienie wszystkich strat, więc zostały pretensje i lament przegranych faworytek, jakby nigdy wcześniej pańcia, czy Simona nie przegrała meczu, prowadząc w decydującym secie 3-0.

        To nie za sprawą pogody dokonuje się francuska rewolucja, to idzie nowe, idzie młodość, a weterani jak chcą utrzymać się na szczycie, muszą podnosić poziom, być lepsi na każdą, nie tylko na dobrą pogodę.
      • Gość: Luka Re: Ziemia rodzi nowych Mistrzów IP: *.dynamic.chello.pl 05.06.16, 10:09
        Czerwona rewolucja w damskim tenisie i Hiszpania znowu obejmuje królowanie.
        Nie ma Rafy, jest Garbi, nowa, młoda, zasłużona Mistrzyni RG 2016, osiągnęła swoje niebo.
        Chris Ebert mówi o niej, elegancka, spokojna, piękna. Mnie najbardziej cieszy, że mistrzynią WS została godna tego tytułu zawodniczka, dama na korcie, która wywalczyła koronę w wielkim stylu z Wielką Królową.
        Królewski tytuł w deblu, w równie wielkim stylu zdobyli również Hiszpanie.
        Lopezy, podobnie jak Muguruza walczyli z amerykańskimi multi mistrzami WS i udało się im rozwalić amerykański tandem.

        Dzisiaj ostatni finał wyłoni również nowego Mistrza. Powinien to być dobry mecz, dużo lepszy niż półfinały, które kolejny raz rozczarowały.
        Wbrew przytłaczającej większości opinii, wcale nie uważam, że Serb jest absolutnym faworytem w tym pojedynku. Andy jest naprawdę mocny, ma swoje ukryte atuty i ma swoją, może niepowtarzalną szansę na zdobycie francuskiej ziemi. Potrafi grać tenis ciekawszy, powinien grać jednak z mniejszą presją, niż Nole, ale też wiemy jaki ma charakterek i głowę.
        Gdyby ten tytuł miał być za zasługi, niewątpliwie należałby się Serbowi, ale w finale WS zasługi się nie liczą, tylko to, co potrafisz pokazać i na co się zdobyć tu i teraz.
        Obu stać na bardzo dużo, niech więc wygra ten, którego stać na coś super ekstra, coś nadzwyczajnego i niech to pokaże.
      • Gość: Luka Re: Ostatni akord IP: *.dynamic.chello.pl 05.06.16, 13:18
        Przez cały turniej RG na kanałach Eurosportu towarzyszył nam ostatni akord wygrany czarująco na rakiecie tenisowej przez Lidera i głównego pretendenta do upragnionego tytułu. Ten akord miał piękne brzmienie, mocny wydźwięk, wykonany był z ujmującym wdziękiem.
        Dzisiaj przyjdzie Nowakowi zagrać całą ostatnią partię na żywo i na korcie, o elegancję i wdzięk będzie znacznie trudniej, musi wierzyć, że ten ostatni akord będzie należał do niego.
        Zmyślny sztab Serba zakodował Mu na ten turniej mądre przesłanie ? jesteś najlepszy, potrafisz wszystko, szukaj tu we wszystkim pozytywów i przyjemności, będą cię żywić unikalną energią i pomogą.
        Może słowa były inne, ale taki sens Nole sobie przyswoił i wdraża.
        Stara się też sprawiać radość innym, wiedząc że do niego w jakiejś postaci wróci.
        Autentyczność tej magii przetestuje dzisiejszy finał, w którym wybrzmi ostatni akord.
        • Gość: Luka Re: Ostatni akord IP: *.dynamic.chello.pl 05.06.16, 21:34
          Stało się. Novak Djokovic zapisał nową, ważną kartę w historii tenisa, a my mieliśmy szczęście być świadkami tej chwili. Nawet jeśli nie cały mecz był atrakcyjny, to początek, czyli pierwszy set na pewno był zaskakujący, a końcówka wręcz ekscytująca.
          Nie dla wszystkich był to pewnie finał marzeń, ale na pewno był takim dla Nole, jego sztabu, bliskich, widowni paryskiej i ogromnej rzeszy fanów.
          Serb rzadko ma za sobą całą widownię, tutaj miał. Zaskarbił sobie nie tylko jako świetny tenisista, lider i pretendent do tytułu. Zdobył ogromną sympatię zabawami z ball boyami, rain manem, otwartą, bezpretensjonalną osobowością, no i wszyscy obecni chcieli być świadkami historii i byli.
          Ten najważniejszy w karierze tytuł zdobył zasłużenie, wywalczył przekonująco i w znakomitym stylu.
          Szkot tylko fragmentami był w stanie prowadzić równorzędną walkę, zbyt rzadko wznosząc się na poziom przebijający możliwości Serba. Płacił cenę za lenistwo i niefrasobliwość w pierwszych rundach turnieju, gdy zmuszony był grać po pięć setów.
          Niepotrzebnie też zademonstrował wredny charakter, zwracając się publicznie z gratulacjami najpierw do sztabu Serba, dopiero potem do zwycięzcy i bohatera turnieju. To było niżej pasa, ale nie aż takie dno, jakie było kiedyś udziałem naszej najlepszej tenisistki, która po finale WS nawet nie raczyła pogratulować zwycięstwa rywalce.
          Tu było profesjonalnie i miło. Ładnym akcentem był symboliczny powrót do historii tego turnieju, wyrysowane na czerwonym korcie serce, tak, jak to niegdyś zrobił Guga Kuerten.
          • Gość: Wypowiedź Eksperta Re: Ostatni akord IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 05.06.16, 22:34

            przemówienie Murraya było tak czołobitne że aż strach. po takim miernym widowisku powinien powiedzieć: zagrałem do dupy jak zwykle grywam, przepychałem piłkę i mnie Serb ten tytuł zawdzięcza. przepraszam wszystkich kibiców za oglądanie tak żenującego widowiska jak i za to że ktoś tak grający jak Djokovic ma od dawien dawna nieklasycznego wielkiego szlema.

            Serb nic nie grał, jak zwykle oczywiste warianty stosował a Murray cokolwiek przez pół godziny poodbijał. taka to jest dzisiaj tenisowa elita. ciekawe ile by ustrzelił dzisiaj spanikowany Djokovic jak by po drugiej stronie stał dawny Ferrero, Norma, czy Coria.

            • Gość: Luka Re: W zaklętym kręgu IP: *.dynamic.chello.pl 06.06.16, 12:50
              Tenisowa elita ATP poza kolejnością miejsc, niewiele różni się dzisiaj od tej sprzed pięciu, siedmiu, czy nawet dziesięciu lat. Przyjmując, że poziom elity odzwierciedla poziom i jakość tenisa, różnice są już znaczące,na niekorzyść współczesności, w której dominuje tenis bardziej uniwersalny, mniej bogaty, gra jest mniej zróżnicowana, najczęściej na mało wymagającym poziomie.
              Miałem szczęście i możliwości oglądać finały WS ostatnich ponad trzydziestu lat i patrząc z tej perspektywy, ten finał jawi się niezmiernie ubogo, chociaż zdarzały się też dużo słabsze i na zdecydowanie niższym poziomie.
              Nole upragniony tytuł i wywalczoną pozycję zawdzięcza jednak tylko swojemu sztabowi i sobie. Nie jego winą jest aktualna słabość konkurencji, słabości rywala, czy inne niedoskonałości mające wpływ na ostateczny wynik.
              Martwi to, że umownie nazywając tenis się spłaszcza i dopóki nie wyrosną na tyle silne osobowości zdolne przeciąć ten zaklęty krąg, podobnie mierne finały będą się powtarzać, tenis sam z siebie nie urośnie, ale zawsze można wierzyć ze się obroni.
      • Gość: Luka Re: Wyprany Szlem IP: *.dynamic.chello.pl 06.06.16, 22:33

        RG 2016 wyprany z blasku słońca, aury święta i świątecznej atmosfery. Chłód, wilgoć, przerywane mecze, niepewność godzin i dni, nie budowały ciepłych skojarzeń, a już na pewno nie było gorącej atmosfery wielkiego tenisowego wydarzenia.
        Sportowo było różnie, ale błysków też było niewiele. Z tego co widziałem wielkich spektakli nie było, chociaż były perełki, jak mecz Szkota ze Stepankiem, Gasqueta z Nishikorim, czy Gasqueta z Murkiem.
        Gasqueta z Kyrgiosem ES nie raczył pokazać, jako że priorytetem było pańci granie, więc skorzystał mój pies, miał spacer i s..panie.

        W tym Szlemie nie jedna, ale obie niedziele były podziurawione deszczem, więc pierwszy tydzień wszedł na drugi, poniedziałek popłynął w całości, wtorek po części, czwarte rundy i ćwierćfinały się ponakładały, pozazębiały i mecze kupą, czyli musem równolegle leciały.
        Zakończyło się już przyzwoicie, koniec końcem, faworyt, gospodarze i widownia otrzymali to, na co czekali i wyszło słońce.
        Taki widać był plan Pana Boga, który otworzył niebo dla niektórych, innym uchylił, a jeszcze innym wrzucił stop, czyli zatrzasnął drzwi przed nosem. Licząc na sztuki i kilogramy, dla pań był bardziej łaskawy, znaczy kobitki bardziej zasłużyły i prawda, nie mam jednak na ten czas weny tym tematem się zajmować.

        Pozostał niedosyt ogólny, bo niewiele zostanie w pamięci z tego szlema.
        W poprzednim Garrosie chociaż kraciaste gacie dobrze się kojarzyły, tutaj zebry poległy i to w nie najlepszym stylu.
        Wymiernym plusem RG był powrót Sidora i powierzenie finału najlepszej aktualnie parze komentatorów. Już awansem bolą zęby na myśl o cierpieniu moich uszu w czasie Wimbledonu, bo finał tam z urzędu jest przesądzony, przydzielony i dożywotnio pogrzebany. Marzy mi się Wimbledon z marnych komentatorów wyprany.
          • Gość: Luka Re Mistrz świata jeden i niezastąpiony IP: *.dynamic.chello.pl 08.06.16, 09:41

            Choynowski jest poza wszelką konkurencją i był najlepszy nie dlatego, ze wspominał Riosa, tylko dlatego, że był komentatorem z powołania, z takim darem Boga się urodził.
            W niewielu słowach przekazywał esencję sensu, każde proste i krótkie zdanie trafione było w dziesiątkę, a dodane słowo, czy równoważnik zdania, to perełka.
            Jego subtelna prostota nasycona była głęboką wiedzą, mądrością i życzliwą pikanterią.
            Komentarz w wydaniu Choynowskiego, to było dzieło sztuki jedyne w swoim rodzaju i nie do podrobienia.

            Sidor ze Stopą znakomicie się uzupełniają. Lech wnikliwie analizuje stronę techniczną i rozkłada na czynniki pierwsze, a Karol przeważnie z wyczuciem i inteligentnie ubogaca interesujące wątki, dzieląc się dużymi zasobami wiedzy około tenisowej.
            Powierzenie finału najlepszym merytorycznie komentatorom świadczy, że ES ma rozeznanie i stara się dbać o jakość i poziom przekazu. To się ceni i docenia.
            • Gość: Wypowiedź Eksperta Re: Re Mistrz świata jeden i niezastąpiony IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 08.06.16, 10:57
              dowodem tego że Choynowski najlepiej znał się na tenisie ze wszystkich komentatorów było to że najczęściej wspominał o Riosie i wiele lat po tym jak już nie grał mówił "a jak go brakuje". to się nazywa niezłe rozeznanie

              Stopa przecież tylko przerywa Sidorowi w komentowaniu, chociaż na pewno wychodzi przy nim lepiej niż kiedy sam katuje kustosza tenisa swoim marudzeniem.

              • Gość: Luka Re: Re Mistrz świata jeden i niezastąpiony IP: *.dynamic.chello.pl 08.06.16, 14:29
                Rios niewątpliwie był wybitnym talentem i tenisistą. Grał taki ?swój? charakterystyczny tenis, w innym, bardziej luzackim od całej reszty stylu. Raczej nie był lubiany, miał swoje za uszami. Mówili o nim diabeł i coś w tym było, jakiś diabeł w nim siedział.
                Nie zdobył szlema, ale był w finale AO, w którym przegrał z Kordą, potem wygrał kilka turniejów pod rząd, w tym z Agassim w Miami i był Nr 1 wyprzedzając Samprasa.
                Często miał kontuzje i długo tam miejsca nie zagrzał.
                Wygrał też z Agassim w jakimś turnieju związanym ze szlemem, grali do trzech wygranych setów, w jednym Tb dał Andre ugrać raptem 1 punkt.
                Skala talentu Marcela Riosa przeogromna, ale trochę dzikość charakteru i kontuzje sprawiły, że wykorzystał kroplę w morzu potencjału jaki posiadał.
                Teraz wszyscy mają trochę podobnie poukładany tenis, nawet jak prezentują różne style.
                Faktem jest, że styl Riosa był też nie do podrobienia.
                Czy Jego tenis może być punktem odniesienia dla tenisa wszech czasów, to pytanie bardzo otwarte i nie przez wszystkich podzielane.
                • Gość: Wypowiedź Eksperta Re: Re Mistrz świata jeden i niezastąpiony IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 08.06.16, 16:13

                  Rios był najlepszym nr1 bo powiedział że mu jest totalnie obojętne czy jest nr1 czy 500.

                  nie był lubiany bo grał tylko dla siebie, i ewentualnie publiczności a nie dla organizacji i cyklu. kpił sobie z dziennikarzy i okazywał niechęć do konferencji prasowych. popatrz za to jak się zbłaźnił Nadal czy Federer. "ambasadorzy tenisa", poprawność zachowania, dobry przykład i oczekiwany image. Rios miał to w głębokiej pogardzie i dlatego należy mu się za to medal.

                  Rios jak chciał to wygrywał a jak nie chciał wygrywać to przegrywał. czasami się zniechęcał ale to było zależne od nawierzchni i dnia a nie uznania że zawodnik po drugiej stronie jest dla niego nie do pokonania. mając przekonanie że zawsze może wygrać często zmieniał zdanie i się bawił bądź celowo przegrywał.

                  Korda zażywał nandrolon więc jego zwycięstwo się nie liczy i to oznacza że Rios ten finał wygrał.

                  jak możesz mieć wątpliwości czy Rios jest punktem wyjścia do najwyższego tenisa? do takiego tylko pretenduje magia, a sam przyznajesz że Rios to była postać diaboliczna więc mistyczna i niewyjaśniona.

                  od czasu Gonzaleza nie dzieje się w tenisie nic niezwykłego.
                  • Gość: Luka Re: Re Mistrz świata jeden i niezastąpiony IP: *.dynamic.chello.pl 08.06.16, 20:01
                    Jeśli tak było, to po co wziął się za zawodowstwo i kogo może obchodzić, czy ma chęć grać i czy nawierzchnia mu odpowiada. Zgłasza się do turnieju, znaczy gotowy do rywalizacji, za to mu płacą, a ludzie płacą za grę, nie humorki i zabawę.

                    Kto był najlepszym Nr 1 to się dopiero okaże i to może być dramat dla ?Pewnego Nr 1?, Jego fanów i sporej części tenisowego świata.
                    Nie jestem zwolennikiem porównań zdarzeń nieporównywalnych, co się z tym wiąże zawsze bawiła mnie namiętnie uprawiana szczególnie przez kibiców i komentatorów fascynacja różnego rodzaju statystykami i rankingiem. Pierwszym się nie dziwię, drugim współczuję.

                    Nie mam wątpliwości, że Rios potrafił grać genialnie, bo potrafił, ale geniuszem nie był i to też jest prawda.
                    • Gość: Ekspert Powiedział Re: Re Mistrz świata jeden i niezastąpiony IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 08.06.16, 20:40

                      widzę jednak że masz nieprawidłowy obraz najlepszych tenisistów na świecie.

                      zgłaszał się żeby zarobić i sobie pograć. kogoś kto potrafi, nie interesuje udowadnianie że nie jest wielbłądem i na prawdę potrafi. z tego też powodu, jak wiesz długo nie grał i szybko się zniechęcił do powielana startów w turniejach. chodzi o to żeby pokazać kilka razy w życiu różne warianty najwyższego tenisa, ale nikt kto jest geniuszem nie lubi tego powielać. do znudzenia jednak powielał to Federer i Nadal którym do geniusza wiele brakuje.

                      jak by w ogóle nie grał w turniejach to by wszyscy pytali a kto to jest w ogóle ten Rios, jak by nic nie wygrał to by opowiadali że nie wygrał bo nie umiał. pograł, pokazał i zajął się ciekawszymi tematami, ile można w kółko grać i się "sprawdzać". to mania z tematu kariera zawodowa a nie postawa geniusza.

                      • Gość: Luka Re: Re Mistrz świata jeden i niezastąpiony IP: *.dynamic.chello.pl 09.06.16, 22:11
                        Nie wiesz jaki mam obraz najlepszych tenisistów na świecie, o dużo za dużo i kompletnie nie w tą stronę sobie wyobrażasz.
                        Wielkich mistrzów, artystów, mistrzów świata było wielu, ale nie każdy był geniuszem.
                        Miarą geniuszu nie są same umiejętności nawet najbardziej genialne, ale dokonane dzieło wyrosłe ponad innych, ponad swoją epokę, niekiedy przerastające wiele epok.
                        W niezwykłości dzieła wygenerowanego unikalnym talentem wybitnej indywidualności materializuje się wielkość geniuszu, wiążącego się z namaszczeniem Boga, nie szatana.
                        Rios błyski geniusza miał, ale dzieła nie dokonał. Może Jego osobowość nie była w stanie dorosnąć, nawet zbliżyć się do skali talentu, jaki posiadał.
                        • Gość: Wypowiedź Eksperta Re: Re Mistrz świata jeden i niezastąpiony IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 10.06.16, 01:36


                          no i co to jest to dzieło? bo chyba nie bicie rekordów i wygrywanie szlemów.

                          Rios dzieła tworzył niepowtarzalne a dziełem może być nawet jeden mecz, jeden set, gem czy akcja, a nawet piłka. dzieła te tworzył wszystkie w wielu liczbach.

                          Bóg jest nudny i przewidywalny. dużo ciekawsza jest dysharmonia.

                          ja tam nie wiem jaki jest sens powielania tego samego. a żeby wygrywać trzeba pewne rzeczy do znudzenia powielać. Rios wszystkiego popróbował a gra na punkty go wyjątkowo wynudziła. żeby jeszcze słuchać że jakiegoś ołówka nie wypada złamać albo pogadać na konferencji o prostytutkach
                          • Gość: Luka Re: Re Mistrz świata jeden i niezastąpiony IP: *.dynamic.chello.pl 10.06.16, 09:39
                            Dzieło to ostateczny kształt, wynik aktu tworzenia o wysokiej, indywidualnej wartości.
                            Dzieło geniusza to dzieło przerastające porównywalnie wszystkie inne dzieła, epokę, osiągające doskonałość, jakiej nie osiągnął jeszcze nikt.
                            Oczywiście, że miarą geniuszu nie jest sama ilość zwycięstw, bo to są rekordy. Zdarzają się czasem rekordy, które są wynikiem geniuszu. Osiągane są w sposób, jaki nikt inny wcześniej tego nie dokonał, albo przez wprowadzenie zupełnie nowego elementu, czy inną, bardzo indywidualną cechę sprowadzającą się do genu geniusza.
                            Nie mam wątpliwości, ze Rios gen geniusza miał, ale nie potrafił go w pełni wykorzystać, zmaterializować w postaci jakiegokolwiek dzieła, dającego przepustkę do historii.

    Popularne wątki

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka