kolabor86
15.10.12, 22:18
Tak sobie myślałem wczoraj na meczu: jakiż on jest?
Pierwsza refleksja - kibic sukcesu. Niestety, ale ten sezon tylko udowodnił, że wiernych kibiców, którzy przyjdą na mecz cokolwiek by się działo jest ok. 6-7 tysięcy. Mecz o medal jedziemy, a tu przełamać bariery ośmiu tyś. nie idzie. Jedyny mecz, który spowodował pospolite ruszenie, to mecz z Tarnowem. Słabiutko. A potencjał jest. Widać to po wszelakich rejestracjach. Zjeżdżają się z całego byłego toruńskiego, czy też Aleksandrowa, Bydgoszczy i Inowrocławia. I co ciekawe, są oni stałymi gośćmi pośród tych kilku tysięcy. Jakby miejscowi zawodzą.
Refleksja druga - w drugą stronę nie jest lepiej. Niby zwykli kibice to kibice sukcesu, ale kibice fanatyczni też się nie popisują. Raczej średnia ogólna ich frekwencja w całym sezonie (szczególnie w lato), słaba jakość opraw, wobec bardzo pozytywnych starań z lat wcześniejszych, zupełnie pomylona walka z nazwą "Unibax" (cały czas mam wrażenie, że prędzej czy później bokiem nam ona wyjdzie), czy takie odpalanie rac, jak na ostatnim meczu, mimo wielu próśb o zaniechanie tej czynności, wystawiają ogólnie nieciekawą laurkę. Młyn się przydaje, młyn dobrze się ogląda, z młynem dobrze się kibicuje (szczególnie na wyjazdach), ale wobec głośnego i kolorowego młyna z lat ubiegłych tegoroczny stał się jakiś dziwny, pretensjonalny - takie odnoszę wrażenie.
Inna sprawa, że kibiców ubywa, bo sam sport staje się chory przez panów w krawatach. Ale czy toruński kibic faktycznie nie zgrzybiał nam ostatnimi czasy? Być może się mylę, sam jednak odniosłem takie wrażenie, że to był chyba najnudniejszy rok na trybunach od roku 2004, kiedy walczyliśmy o wielkie nic i również wielkie nic działo się na widowni.