Gość: kow3l
IP: *.adsl.inetia.pl
09.11.06, 01:10
Tego sie mozna bylo spodziewac. Masza po raz kolejny potwierdzila,ze jest w
rewelacyjnej formie i jest najmocniejsza psychicznie. Pierwszy set bez
historii. Jedno przelamanie, kontrola wyniku i 6:4. Drugi set zwiastowal
pewne problemy. Szwankowal troche serwis i zarowno przy pierwszym gemie jak i
trzecim moglo byc przelamanie. Jednak Clijsters tego wygrac nie mogla,bo
grala wtedy zbyt pasywnie, co rosjanka skrzetnie wykorzystywala. Belgijka
natomiast wygrywala wlasne pierwsze gemy w drugim secie stosunkowo bez
problemu,ale przy trzecim jej serwisie gra byla na styku.Papa Jurij Szarapow
dal znac,ze to odpowiedni moment na atak i bylo blsykawiczne przelamanie ;-)
Potem znakomity fragment meczu rosjanki i wydawalo sie,ze Clisjetrs juz gema
nie ugra,bo wszystkie znaki na niebie i ziemi na to wskazywaly.W tym momencie
to byla roznica jakis dwoch klas.Szarapowa chyba tez tak zaczela myslec,
troche sie odprezyla i zaczela grac,bo grac miewajac,ze mecz sam sie wygra. A
tu suprise-przelamanie... Pozniej Maszy gra siadla i przy stanie 5:4 znowu
chwila grozy. Kim miala dwa breaki,ale znowu ta sytuacja ja przerosla
psychicznie (zreszta nie pierwszy raz w karierze). Grala zachowawczo,a Masza
jak zwykle w takich momentach przyspieszala tempo i doslownie chwile pozniej
to ona mila pilke meczowa. Gem,set,mecz.W sumie gladkie zwyciestwo 6:4,6:4 i
juz standardowo w kazdym secie masza pierwsza przelamywala rywalke. Tego
meczu, mimo wyrownanych niektorych gemow, Szarapowa przegrac poprostu nie
mogla. Ciekawe z kim bedzie grala w pofinale. Hmmmm....