Forum Sport Sport
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Szybszy niż ekspres z P.S

    IP: *.prodigy.net.mx 07.12.01, 19:54
    MIROSŁAW OKOŃSKI to główny kandydat do pierwszej nagrody w plebiscycie 80-lecia
    Wielkopolskiego OZPN i chyba najbardziej znany symbol piłkarskiego Poznania.
    Jednocześnie człowiek-klamra, spinający czasy wielkiego Lecha dowodzonego przez
    Wojciecha Łazarka i Lecha na dorobku, maszerującego teraz do ekstraklasy.
    Kiedyś as ataku, dziś asystent Bogusława Baniaka. Według niego trudno porównuje
    się futbolowe pokolenia.

    - Czy wielki Lech pokonałby obecnego lidera drugiej ligi? Nie wiem, to przecież
    dwa zupełnie inne światy. Ciężko oceniać drużynę, w której grałem, z
    chłopakami, którym obecnie pomagam. Piłka się zmieniła - przede wszystkim jeśli
    chodzi o przygotowanie fizyczne. Na zapleczu ekstraklasy, nie ukrywajmy, często
    decyduje bezładna kopanina. Umiejętności techniczne nie są tak ważne, liczy się
    siła, zadziorność, waleczność. Z tego względu młodym graczom Lecha należy się
    ogromny szacunek. Oni potrafili się w tym trudnym otoczeniu zaadaptować.

    - Dziś patrzy pan na trenera Baniaka, kiedyś wyrocznią był Wojciech Łazarek.

    - Obaj wykonali kawał dobrej roboty. Nie wolno jednak zapominać, że trener
    Łazarek do Poznania przyjechał praktycznie "na gotowe". Miał już zbudowany
    zespół, do składu wystarczyło wprowadzić kilku młodych zawodników i powstał
    wielki team. Nasza paka była niezwykle wyrównana. Gdy grałem słabiej, strzelał
    Mariusz Niewiadomski. Wpadki zdarzały się Januszowi Kupcewiczowi, pojawił się
    Henio Miłoszewicz. Zresztą, jeden człowiek, nawet taki jak Łazarek, nie
    stworzyłby klubu walczącego o mistrza. Pomagali działacze, media, podobnie jak
    teraz. Dzięki temu Baniak pozwolił uwierzyć w siebie tym, którzy byli
    już "przeznaczeni" do trzeciej ligi.

    - Jest pan odznaczanym wieloma medalami "zasłużonym kolejarzem". Dziś
    przywileje się skończyły.

    - A kiedy ja je miałem... Nad czym powinienem boleć? Rozpieszczano nas
    wyróżnieniami, ale żadnych konkretnych prezentów nie utrzymywaliśmy. Fikcja
    byłaby niebezpieczna - na siłę nie starano się zrobić ze mnie maszynisty.
    Jedynym plusem "kolejowego małżeństwa" był fakt, że na spotkania na drugi
    koniec Polski, na przykład ze Stalą Mielec, podstawiano specjalny pociąg z
    kuszetkami. Na podróże nie traciliśmy czasu i sił.

    - Obecnie związków z PKP brak, kibice ciągle krzyczą "Kolejorz".

    - Mnie to nie przeszkadza. Proszę bardzo, możemy zmienić nazwę klubu na
    Błękitni. Tylko czy to miałoby sens? Kibic tego nie zrozumie, a w dodatku może
    się zdenerwować.

    - O Mirosławie Okońskim mówiono kiedyś, że na boisku bywa "szybszy niż
    ekspres". Widzi pan dzisiaj na Bułgarskiej wartościowych następców?

    - Będę się upierał - lata 80-te to inne czasy. Wtedy inaczej, może ciut
    łatwiej, wypracowywało się nazwisko. Dziś w pewnych sprawach mogę i bardzo
    chciałbym pomóc, odpowiadam przecież za szkolenie techniczne pomocników i
    napastników. Kilka talentów na pewno się na Bułgarskiej pojawiło. Michał
    Goliński, Bartosz Ślusarski czy obrońca Krzysztof Michalski. O nim się mówi, że
    głowę ma jak arbuzik. Trafia niesamowicie. Zobaczymy, jak młodzież się
    rozwinie. Najważniejsze, żeby nikt nas nie skłócił. Nie zamierzamy oglądać się
    na poczynania Amiki czy Groclinu.

    - Dlaczego w klubie pracuje tyle byłych poznańskich gwiazd? Panowie nie widzą
    świata poza Wielkopolską?

    - Rzeczywiście - Czesław Jakołcewicz, Damian Łukasik, ja - wielu z nas było,
    jest lub będzie w Lechu. Działacze wpadli na dobry pomysł. Zatrudniają osoby,
    które mają wiedzę, a jednocześnie prawie nic nie kosztują. To nie jest tak, że
    działamy społecznie, ale za wynajem domów, samochodów i bóg wie jakich rzeczy
    nikt nam nie płaci. Po co marnować pieniądze, skoro klub jest w tarapatach. n

    Obserwuj wątek

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka