jul-kaa
02.07.10, 11:17
Jakiś czas temu w tym wątku rozpętała się dyskusja o tym, jak wielkość biustu wpływa na karmienie.
Niniejszy wątek zakładam, by (bardzo) biuściaste dziewczyny mogły podzielić się swoją wiedzą i doświadczeniami dotyczącymi karmienia.
Karmienie ostatnimi czasy obrosło mnóstwem legend i mitów. Wiele z naszych (mówię o młodych mamach) mam i babć „nie miało pokarmu”, „miało za duże/za małe piersi”, „złe brodawki” itp. (zainteresowanym polecam lekturę. Niestety – te mamy i babcie (które nie karmiły) teraz doradzają swoim córkom i wnuczkom. Chciałabym, żeby biuściaste mamy (i ciężarne) mogły poczytać o doświadczeniach innych biuściastych, które karmią/karmiły/nie mogły karmić :)
Zacznę oczywiście od siebie, bo to moje teorie wywołały dyskusję w linkowanym na wstępie wątku.
Mam piersi w rozmiarze ok. 38HH/J (Effuniak 85J – na razie z przedłużką). Piszę „około”, bo karmię i rozmiar się zmienia w ciągu doby. Mój syn za kilka dni skończy 3 miesiące i prawdopodobnie podwoił już swoją wagę urodzeniową (!), jest pogodnym chłopcem, który za pierś dałby się pokroić. Nie dopajam go, nie dokarmiam, nie podaje smoczka ani butelki (kiedy mnie nie ma je moje mleko ze strzykawki).
Rodziłam w szpitalu, który jest bardzo nastawiony na karmienie piersią, ale nie pomaga jakoś szczególnie mamom (a może pomaga, ale nie na oddziale patologii, gdzie leżałam po porodzie). Tuż po porodzie położna pomogła mi przystawić synka do piersi. Na początku karmiłam na leżąco (na boku), potem także na siedząco. Brodawki na początku bolą, bo muszą się zahartować, ale po kilku pierwszych pociągnięciach ból ustępuje, a jeśli nie, znaczy to, że dziecko za płytko chwyta i trzeba poprawić „uchwyt”. Mnie przestały boleć po dwóch dniach (zupełnie, nawet jak synek szarpie). Nie mogę powiedzieć, że nie miałam żadnych problemów. Kiedy pojawiło się mleko właściwe i zaczęło szybko płynąć, synek się zalewał i krztusił. Wtedy pomogła nam położna zalecając karmienie „pod górkę” - dziecko leży brzuszkiem na brzuchu mamy leżącej na plecach. W czwartej dobie Jaś trafił na oddział Patologii Noworodka z bardzo wysoką bilirubiną. Zakazano mi wyjmowania go spod lamp, musiałam karmić strzykawką po palcu – a nie butelką! – to bardzo ważne dla późniejszego ssania piersi. Jaś jadł „po palcu” zaledwie 1,5 doby, ale i tak mechanizm ssania troszeczkę mu się popsuł (naprawianie trwało mniej więcej 2 dni). Teraz karmienie idzie mi świetnie, potrafię karmić w dowolnym miejscu i w dowolnej pozycji.
Jaka jest recepta na sukces? Złożona. Po pierwsze WIEDZA na temat laktacji. Trzeba jeszcze w ciąży naprawdę dużo poczytać. Polecam forum Karmienie Piersią i ewentualnie konsultacje z jego ekspertem, a także książkę „Warto karmić piersią” Magdaleny Nehring-Gugulskiej (chętnie napiszę co moim zdaniem warto wiedzieć, ale już chyba nie w tym kilometrowym poście). Po drugie w szpitalu system rooming in, czyli przebywanie z dzieckiem 24h na dobę. Po trzecie (choć to chyba najważniejsze) – jak najszybsze przystawienie dziecka do piersi po porodzie (i po naturalnym, i po cc). Po czwarte – dobrze mieć wsparcie rodziny - warto wytłumaczyć jej pewne rzeczy żeby potem nie słuchać „daj smoczek’, „dopajaj”, „podaj mleko modyfikowane”. Ja jeszcze pożyczyłam wagę elektroniczną do ważenia niemowląt i miałam ją w domu jakieś dwa tygodnie (Jaś miał bardzo silną żółtaczkę, początki anemii i konflikt serologiczny) – ważyłam synka co dwa dni i kiedy zobaczyłam, jak dobrze przybiera na wadze, przestałam go budzić co 3 godziny na karmienie. Rosnąca waga jest bowiem jedynym wskaźnikiem tego, czy dziecko się najada. Warto też mieć poduchę do karmienia – mnie ułatwiło to początki.
Podsumowując: nie ma reguł – piersi różnią się od siebie i ich wielkość nie ma wpływu ani na ilość mleka, ani na szybkość jego wypływania, ani na ilość odciąganego pokarmu i szybkość odciągania (piersi bardzo różnią się pod tym względem), ani na to, czy będzie nawał. Karmić można i piersiami w rozmiarze 65A, i w rozmiarze 85K – dziecko nie wie, że piersi są duże – dla niego są one jedyne i najlepsze :)