ika77ika77
18.03.11, 12:21
To prawda PRAWDA, że personel na czele z panią ordynator nie pozwalają na wejście do gabientu zabiegowego!!!! Miałam niestety obowiązek siedzienia za drzwiami jak dziecko, które potrzebuje , chociaż potrzymiania ręki rodzica- wrzeszczy, bo pani mu coś robi. Niestety za pierwszym razem gry przyjmowano nas w nocy na zapalenie krtani , to nie zdążyłam zareagować , a pani orgdynator mówiła do mnie spokojnie, proszę dać dokumenty, co się dzieje, a zały wrzeszczał. To niedopuszczalne! Po raz kolejny w innym dniu , gdy miał mieć wymieniony wenflon już nie odpuściłam- weszłam. . Ale synek (wtedy 1 rok) był położony na kozetce bez podkładu z papieru, czy innego jednorazowego użytku materiału. Proszę mi wierzyć, nie wiem czy tak jeszcze jest, iniekcje były wykonywane w gołych rękach. Pielęgniarki położyły malego na wznak - trzymały na siłę ręce. Mój synek niestety miał wizyty w kilku szpitalach w Bydgoszczy: Biziel (operacja) i zakaźny. Proszę mi wierzyć NIGDZIE w tych placówkach nie wyproszono mnie, a jeszcze sugerowano proszę wziąć na kolana, przytrzymać, pogłaskać dziecko. To, co nas spotkało w Świeciu to skandal!!! Nie chciałam nigdzie składać skargi, bo mieszkam niedaleko Świecia i zawsze mogę tam z dzieckiem trafić. Ale teram już bym się odważyła, bo gronkowiec, paciorkowiec i żółtaczka z nikąd się nie biorą u pacjentów po pobycie w szpitalu. Mam tylko nadzieję, że taka informacjia trafi do GŁOWY pani ordynator i dyrekcji. ALepuję do wszystkich rodziców. M<inęły czasy , gdzie rodzic zostawial dziecko w szpitali i przez szybę były odwiedziny. NIe pozwólmy na takie traktowanie naszych kochanych dzieci. Iwona