Wczoraj podczas kolacji, kiedy to Srajdzinka wykonała kilka pokazowych figur
tanecznych samymi rekoma, przyszła mi do głowy myśl z serii "ciekawe czy...,
ciekawe jak...". Mąż mój nie należy do ludzi, którzy pierwsi ustawiają się w
kolejce, żeby sobie bezkarnie gdybać, snuć marzenia i odległe plany, słuchał
więc w milczeniu mojego pełnego uniesień monologu i zagryzał go od czasu do
czasu grzanką.
A ów monolog brzmiał mniej więcej tak (podeaję wersję przybliżoną, z przyczyn
oczywistych - mocno skróconą

:
...Ech, ciekawe jakie talenta Srajdzinka odziedziczy po rodzinie. Mogłaby na
przykład umieć dobrze rysować (ja trochę rysuje, ale powiedzieć, żem w tym
kierunku specjalnie utalentowana, to spore nadużycie). W końcu mój dziadek
malował fantastyczne reprodukcje... Tańczyć to ona już umie, poczucie rytmu ma
i owszem... Na bębnach będzie grała pewnie, cieszysz się? (mąż kiwną głową
znad talerza i posłał mi uśmiech numer siedem, sugerujący lekkie znużenie
tematem). Może będzie też uzdolniona literacko? Och... mogłaby, mogła... Na
nauki ścisłe nie liczę specjalnie, choc mój ojciec i twój ojciec (tu machnęłam
mężowi szczypiorkiem przed nosem) to chodzące mózgi... Kto wie..? A może
będzie miała cudowny, niski wokal (fakt - Srajdzinka głos ma dość niski) i
zostanie piosenkarką jazzową? Manualnie na pewno będzie utalentowana, takie ma
zgrabne paluszki, precyzyjne... No i dobrze byłoby, żeby posiadła talent
słuchania ludzi i wnikliwego przyglądania sie światu. Taki specyficzny talent
bycia "taktownie ciekawskim"... Albo talent jasnowidzenia, he, he (połknęłam
kęs pomidora) A Ty, jakie chciałbyś dla niej talenty? (Mąż westchnął znacząco):
- Oratorski. I może jej już wystarczy, co?
No i po rozmowie

A Wy co myslicie o przyszłych talentach..?