Dodaj do ulubionych

Kursy dla ekspertów

IP: *.bazapartner.pl 30.10.04, 02:10
Do końca 2006 r. eksperci powinni ukończyc specjalny kurs, bo inaczej straca
uprawnienia. nigdzie nie ma natomiast wiadomości na temat: kto takie kursy
prowadzi, jaki zakres treści obejmują, ile godzin trwają... No i
najwazniejsze: ile trzeba za nie zapłacić! Czy ktoś ma jakies informacje?
Obserwuj wątek
    • Gość: Dana Re: Kursy dla ekspertów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.10.04, 07:08
      PODOBNO kurs ma byc drogi,60 godzin,ma się zakończyć egzaminem,szukam
      informacji na str. menowskiej.Jestem ekspertem-ale widzę,że kurs tu nic nie
      pomoże by być powoływanym do komisji-licza się znajomości z
      przewodnizcacym ,układy itd.(tak jest na moim terenie).Pozdrawiam!
      • Gość: Presto Re: Kursy dla ekspertów IP: 213.155.191.* 01.11.04, 12:57
        docieraja do mnie podobne informacje. Nikt na razie takich kursów nie
        organizuje (taką mam na dzis informację. Zastanawiawiam sie tylko, czy warto
        takich kurs za ciężkie pieniądze kończyć, bo nie wiem czego mam się rzekomo na
        nim nauczyć. Sądzę, ze to kolejna próba zarabiania na nauczycielach. Znamy to
        juz z innych sytuacji, prawda?
        • Gość: Ewa Re: Kursy dla ekspertów IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.11.04, 13:57
          To ma byc kurs kwalifikacyjny czyli co najmniej 180 godzin.Podejrzenia zbędne
          Jeszcze nie ma ustalonych obszarów szkolenia i nikt nic nie
          organizuje.Zgłoszenia pewnie będą przyjmowane przez Delegaturę.A czy warto ? To
          juz indywidualny wybór. Tak jak jest być nie może Co komisja to inna
          interpretacja.Szkolenie jest nizbędne.
          • Gość: Belfer Żaden kurs nie zmieni interesów i nawyków! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 01.11.04, 14:51
            "To ma byc kurs kwalifikacyjny czyli co najmniej 180 godzin.Podejrzenia zbędne
            Jeszcze nie ma ustalonych obszarów szkolenia i nikt nic nie
            organizuje.Zgłoszenia pewnie będą przyjmowane przez Delegaturę.A czy warto ? To
            juz indywidualny wybór. Tak jak jest być nie może Co komisja to inna
            interpretacja.Szkolenie jest nizbędne."
            Podejrzenia są słuszne - "eksperci" za swoje decyzje ponoszą w praktyce
            odpowiedzialność przed "Bogiem i historią" czyli nikim.Dlatego preferują własne
            interesy oraz sympatie i antypatie.Powinny decydować konkretne mierzalne efekty
            pracy nauczyciela z uczniami.A tak na kursie ktos zarobi a i tak będzie po
            staremu!

          • Gość: MP Bzdura! Nie szkolenia lecz klarowne przepisy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.11.04, 15:02
            Ekspert powinien mieć szczególnie wysoką wiedzę w swej dziedzinie oraz podobną
            wiedzę w obszarze dydaktyki zwiazanym z ta dziedziną. Tylko na tym może opierać
            się jego rola. Ale tego nie da się wyszkolić na żadnych kursach! O reszcie
            powinny decydować jasne, klarowne przepisy. Powinny być one na tyle klarowne,
            że człowiek z maturą powinien je rozumieć bez kursów. To przepisy trzeba czym
            prędzej wyklarować, a nie szkolic ludzi w "jedynie słusznym rozumieniu" czegoś
            co nie jest rozumem ogarnialne.
            Ten zapis w ustawie to kolejna biurokratyczna bzdura.
            • Gość: Ewa Re: Bzdura! Nie szkolenia lecz klarowne przepisy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.11.04, 14:19
              Zgadzam sie tylko z jednym.Za nisko ustawiono poprzeczke aby tytuł eksperta
              otrzymać.Bywa że terazniejszy ekspert "przepełznął" a teraz chciałby mierzyć
              matematycznie co i za ile punktów.Po to są to nauczyciele gdyż najlepiej wiedzą
              co naprawde ma wartość i pwinno być punktowane na stopien nauczyciela
              dyplomowanego a co jest zwykłym albo niezwykłym ale obowiązkiem.Za łatwo,za
              dużo pisania, za mało autorskiej innowacji.Kurs jest niezbędny.A co do
              zmartwienia o finanse.Przecież za komisje płacą.Trzeba w siebie inwstpwć.Czy
              dyplomowany ekspert to już do emerytury będzie genialny.
              • Gość: Belfer "Eksperci" to prawie wyłącznie urzędnicy - wizy- IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 02.11.04, 20:40
                tatorzy, "doradcy" metodyczni, dyrektorzy szkół.Zostawali "ekspertami" gdy
                jeszcze zaden nauczyciel(nawet z największym krajowym i zagranicznym
                dorobkiem!) nie mógł tego zrobić bo nie był dyplomowany.Tak że w poniższym
                tekście mowisz nieprawdę.
                ".Po to są to nauczyciele gdyż najlepiej wiedzą
                co naprawde ma wartość i pwinno być punktowane na stopien nauczyciela
                dyplomowanego a co jest zwykłym albo niezwykłym ale obowiązkiem.Za łatwo,za
                dużo pisania, za mało autorskiej innowacji.Kurs jest niezbędny.A co do
                zmartwienia o finanse.Przecież za komisje płacą.Trzeba w siebie inwstpwć.Czy
                dyplomowany ekspert to już do emerytury będzie genialny."
                Co do kursu, to oczywiście tak czy inaczej zapłaci podatnik, płacąc choćby
                wygórowane stawki "ekspertom".Żaden kurs nie spowoduje, żeby urzędnik zamiast
                na papierach zaczął się znać na pracy nauczyciela i umiał ją oceniać!
                Ekspertami zostają i będą kończyć kursy ci, ktorzy mają zapewnione układami
                miejsce w komisjach.To wszystko!
                • Gość: Presto Re: "Eksperci" to prawie wyłącznie urzędnicy - wi IP: *.bazapartner.pl 02.11.04, 21:02
                  Ekspert powinien byc nie tylko profesjonalistą, ale równiez czlowiekiem
                  odpornym na naciski ze strony członków komisji,ktorzy nie sa ekspertami. No i
                  etyka! Czy tego nas ktoś nauczy na kursie?!
                  Inwestować mozna tez w studia podyplomowe. Daja często dodatkowe umiejetności i
                  kwalifikacje. I wtedy wiem, za co mam zaplacic!
                  Honoraria za zasiadanie w "KOMISJACH" nie sa znowu takie oszalamiające, a na
                  posiedzenia najczęściej zapraszani są "sami swoi".Zwłaszcza jezeli rozpatruje
                  się wnioski "samych swoich"
                  • Gość: Ewa Re: "Eksperci" to prawie wyłącznie urzędnicy - wi IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.11.04, 07:15
                    Ze słów przedmóców wynika że mafia ekspertowa panuje rządzi i rozdziela komu
                    chce i za co chce.Jak to sie zatem stało, że kilku z poza ten tytuł
                    dostało.Mania prześladowcza albo chęc pokazania "Teraz ja" wyrażnie wychodzi na
                    plan pierwszy.A zarzut, że się nauczyciel przez 180 godzin niczego nie nauczy
                    albo sugestia, że wszystko umie proponuję przemyśleć.
                    Bo o czymś nieciekawym to świadczy.Czy ktoś ma wątpliwosci że w 2000 roku to
                    właśnie pracownicy Kuratorium,konsultanci,doradcy którzy ta reformę wdrażali
                    mieli największą wiedzę i dlatego otrzymali tytuł eksperta.Zawiść przemawia
                    szanowni przedmówcy i chęć podgryzienia.A jak tak mało płacą i taka praca mało
                    satysfakcjonująca z takim skorumpowanym towrzystwem to o co ten żal.
                    Ech, oświata.
                    • Gość: MP Re: "Eksperci" to prawie wyłącznie urzędnicy - wi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.11.04, 08:10
                      Gość portalu: Ewa napisał(a):

                      > Ze słów przedmóców wynika że mafia ekspertowa panuje rządzi i rozdziela komu
                      > chce i za co chce.Jak to sie zatem stało, że kilku z poza ten tytuł
                      > dostało

                      To może ktoś zna statystyki i je przytoczy? Jaki procent nauczycieli
                      dyplomowanych uzyskało tytuł dzięki ścieżce dyrektorsko-urzędniczej,
                      a jaki ścieżką spod tablicy?
                      I jaki w obu grupach był odsetek osób zostających ekspertami.

                      > A zarzut, że się nauczyciel przez 180 godzin niczego nie nauczy

                      Jest zarzutem jaknajbardziej uzasadnionym. I nie wynika nawet z oceny
                      kompetencji uczących się, ale z refleksji nad materią tego, czego
                      społecznie możnaby oczekiwać od eksperta - czy jest to materia wyuczalna
                      metodą kursową.

                      > Czy ktoś ma wątpliwosci że w 2000 roku to
                      > właśnie pracownicy Kuratorium,konsultanci,doradcy którzy ta reformę wdrażali
                      > mieli największą wiedzę i dlatego otrzymali tytuł eksperta

                      No chyba właśnie o tym była tu mowa. Zgłoszone były co do tego bardzo
                      poważne wątpliwości i myślę, że lektura tego forum idealnie je uzasadnia.
                      W trosce o dzieci moje i sąsiadów zależałoby mi, by ekspertem był ktoś, kto
                      potrafi dobrze uczyć i kto potrafi tę umiejętność właściwie zważyć u innych.
                      Ponieważ jest to umiejętność z gatunku tych nieparametryzowalnych, to musi
                      tu działać system mistrzowski - mistrz swym unikalnym i niewyuczalnym na kursie
                      zmysłem mistrzowskim rozpoznaje innego mistrza. Wdrażacze reformy żadnego
                      mistrzostwa nie wykazali. Jeśli już to mistrzostwo negatywne, udowodniając
                      nieskończoną ilość razy, że swoimi urzędniczymi działaniami potrafią tylko
                      skompromitować skądinąd ciekawie brzmiące na początku założania. Założenia
                      programowe i celowe, które za sprawą totalnej niekompetencji wdrażacy nigdy
                      nie zostały zrealizowane, a zastąpiła je bezmyślna, samonabijająca się
                      biurokratyczna piana.
                      Będę powtarzał jak mantrę, że założenia i szczegóły organizacyjne systemu (nie
                      ważne czy trwającego, czy bedącego w trakcie przemian) powinny być klarowne,
                      a ekspertem w dziedzinie ich rozumienia powinien po dwugodzinnej lekturze móc
                      się stać bez kursu każdy maturzysta. Społeczne koszty (tysiąc lub kilka za
                      semestr za każdego kursującego eksperta) powinny być przeznaczone (w jedynie
                      mikroskopijnym ułamku) na uporządkowanie systemu prawnego, doprowadzenie do
                      jego spójności i prostoty.

                      > o co ten żal.

                      Żal jest o dzieci. One w tym wszystkim są najważniejsze, gdybyś nie wiedziała.
                    • Gość: Belfer Po owocach ich poznacie!!! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 03.11.04, 19:46
                      "Czy ktoś ma wątpliwosci że w 2000 roku to
                      właśnie pracownicy Kuratorium,konsultanci,doradcy którzy ta reformę wdrażali
                      mieli największą wiedzę i dlatego otrzymali tytuł eksperta."
                      No własnie wychodzą skutki tej "wiedzy";-)Żadna wiedza o papierkach przy ocenie
                      nauczyciela i jego dorobku nie zastąpi własnego(!) nauczycielskiego
                      doświadczenia i dorobku.A tego akurat "eksperci" nie mieli i nie mają, bo ich
                      doświadczenie jest prawie wyłącznie urzędnicze!
    • Gość: Ewa Re: Kursy dla ekspertów IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.11.04, 14:27
      No coż skro takie zdania padają pod adresem wizytatorów knsultantów i doradców
      którzy twoim zdaniem na oświacie i pracy nauczycielskiej się nie znają.Są
      urzędnikami.Czyli w tym mniemaniu kims gorszym to gratuluję obiektywizmu i
      życzę dalszych sukcesów.Teraz chyba wiem dlaczego nikt nie chciałby w kmisji
      takich osób.Szacunek i mądrość w refleksji wprost poraża
      • Gość: Belfer Grunt to bobre samopoczucie;-) IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 03.11.04, 19:50
        "No coż skro takie zdania padają pod adresem wizytatorów knsultantów i doradców
        którzy twoim zdaniem na oświacie i pracy nauczycielskiej się nie znają.Są
        urzędnikami"
        Jak ci wszyscy urzędnicy znają się na oświacie i i nauczycielskiej pracy to
        widać po skutkach ich działalności.Te zaś, jakie są, każdy widzi;-)
    • Gość: abc Re: Kursy dla ekspertów IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.11.04, 19:33
      Czyli mogą was oceniać szewcy i krawcy. O jak to fajnie poczytać nauczycieli.
      To sie nadaje do śmiechu warte.
      • Gość: Belfer Oceniać nas mogą nauczyciele z dorobkiem i IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 03.11.04, 19:54
        sukcesami, a nie urzędasy.A tak na marginesie - jaki ty masz dorobek jako
        nauczyciel?
        To jest odpowiedź na następującą mądrą inaczej wypowiedź(ona też coś mówi o
        poziomie umysłowym urzędasów!):
        "Czyli mogą was oceniać szewcy i krawcy. O jak to fajnie poczytać nauczycieli.
        To sie nadaje do śmiechu warte."

        • Gość: Presto Re:A mialo byc tak pięknie... IP: *.bazapartner.pl 03.11.04, 22:44
          Nauczycielami dyplomowanymi mieli byc własnie mistrzowie, profesjonaliści. Zeby
          zostać ekspertem, a wczesniej doradcą musialam wylegitymowac sie dorobkiem
          zawodowym i zdobyc rekomendacje przede wszystkim swoich kolegów - nauczycieli.
          Czyli ekspert nie - urzedas! I nie komformista podatny na manipulacje.Raczej
          idealista - gatunek w zawodzie na wymarciu. Dlatego uważam, że nie kursy, ale
          jasne przepisy i kryteria powinny regulowac kwestie awansu. A im bardziej
          krzepnie caly system awansowy, tym więcej patologii. Bo czy ktoś zna przypadek
          ukarania nauczyciela, który "robił" awans głównie dzięki plagiatom? Wystarczy
          przesledzic niektóre fora na portalach edulacyjnych.
          • Gość: EWA Re:A mialo byc tak pięknie... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.11.04, 07:18
            Od 5 lat jestem konsultantem,12 byłam doradcą,9 nauczycielem przy tablicy.
            III stopień specjalizacji zawodowej,recenzent programów edukacyjnych,wdrażałam
            reformę oświaty.Twoim zdaniem jestem urzednikiem bez dorobku. Gdybyś znał
            warunki uzyskania tej "urzędniczej" posady byłbys bardziej wyważony w
            sądach.Kończę bo dyskusja jest bezprzedmiotowa i sprowadziła się do praktyki
            która śmieszy osoby nie będące nauczycielmi.
            Życzę dobrego samopoczucia i szacunku do ludzi.
            • Gość: Belfer Ja pytałem o dorobek w pracy z uczniami!!!! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 04.11.04, 08:31
              Ty mi odpowiadasz,że brałaś udział, uzyskałaś stopień ....To wszystko są
              elementy czysto urzędnicze i zależne od układów;-)
              Jakie sukcesy osiągnęli twoi uczniowie? Czy napisałaś jakąś książkę i w jakim
              nakładzie się sprzedała?Czy napisałaś i opublikowałaś coś przydatnego dla
              nauczycieli bądź/uczniów, coś innego niż typowa awansowa składanka-kompilacja?
              A może ułożyłaś jakiś arkusz egzaminacyjny (wykorzystany!)?;-)
              • Gość: MP Re: Ja pytałem o dorobek w pracy z uczniami!!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.11.04, 09:15
                Gość portalu: Belfer napisał(a):

                > Czy napisałaś jakąś książkę i w jakim
                > nakładzie się sprzedała?

                Tu Pan chyba lekko przesadził. Wprawdzie np. nie mam najgorszego
                mniemania o książce, z której moi synowie uczą się fizyki (w przeciwieństwie
                do nich :-)) i wiem, że sprzedaje się bardzo dobrze, ale np. o pewnej
                książce do przyrody, z której korzystają lub korzystały córki, mniemanie
                mam dość niskie. Kiedyś próbowano mnie nająć do uzupełnienia jej o
                brakujące treści. Po złożeniu proposalu, który zakładał uczciwe potraktowanie
                zapisów podstawy, okazało się, że to nieporozumienie, bo wydawnictwo
                chciało jedynie kosmetycznego dopisania akapitów lub lepiej zdań, które
                udawałyby, że realizują podstawę. Powód - bardzo przekonywujacy - był taki,
                że książka znakomicie się sprzedaje właśnie dzieki okrojeniu jej z treści
                fizycznych, których uczący przyrody nie lubią. I NIE NALEŻY TEGO ZMIENIAĆ!.
                Konkludując: w dzisiejszych czasach bycie autorem sprzedajacego się
                podręcznika nie musi być wcale chwalebną wizytówką. Zresztą pani Ewa napisała,
                że nic nie napisała, a tylko rezenzowała. Nic nie wiem o jej recenzowaniu (więc
                nie traktuj tego osobiście), ale chętnie bym się dowiedział skąd wydawnictwa
                wynajdują recenzentów (wpisanych na listy!) przepuszczających takie gnioty,
                które noszą obecnie dzieciaki w tornistrach - czasem zawierające nawet
                ewidentne brednie i nieprawdy. Rozumiem, że armia "kompetentnych wdrażacy"
                jest liczna i zawsze znajdzie się w niej ktoś chętny, by przystawić parafkę
                za odpowiednią opłatą.
                • Gość: Ewa Re: Ja pytałem o dorobek w pracy z uczniami!!!! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.11.04, 10:01
                  Można rozwmawiać na argumenty nie można na niekompetencje i wręcz nienawiść.
                  Zegnam. Nie lubie takiego towarezystwa. Choć boli, że w ramach jednego zawodu
                  taka agresja.Rozliczyć mnie z dorobku mogą ci którzy go znają.A za szacunek
                  dziękuję .Jak tak samo lubisz uczniów i tak zaocznie z nienawiścią i
                  uprzedzeniami ich oceniasz to gratuluje wyboru zawodu. Ja sie wyłączam Broń
                  Boże od takich ekspertów w komisjach w których pracuję .
                  • Gość: MP Zanosi się na długie pożegnanie :-) IP: *.fuw.edu.pl 04.11.04, 11:12
                    Wybacz, ale chyba traktujesz to zbyt osobiście. NIe przedstawiłaś się z
                    imienia i nazwiska, nie podałaś żadnych istotnych informacji o sobie,
                    występujesz anonimowo, więc Twoje wypowiedzi (i wirtualnie jedynie utozsamiana
                    z nimi Twoja internetowa kreacja) traktowane są jedynie jako pretekst do
                    rozmowy o sprawach ogólnych. Do rozmowy o zjawiskach trafniej lub mniej
                    trafnie rozpoznawanych przez dyskutantów jako ważne lub dominujące. Skoro
                    ustawiłaś się w roli adwokata systemu (z własnej, nieprzymuszonej woli) to
                    musisz liczyć się z adresowanymi do Ciebie emocjami, które ten system (jako
                    całość) wywołuje. To jest rozmowa o systemie i mechanizmach. Twój osobisty
                    przykład - choćby nawet najchwalebniejszy - będzie ważny tylko wówczas, gdy
                    przekonasz, że jest reprezentatywny lub, że jakoś inaczej wpływać może na
                    odbiór całości. A odbiór całości jest zły na każdym poziomie. Źle odbierają
                    to nauczyciele, uczniowie, rodzice, pracodawcy, badacze społeczni itp.
                    Przyczyny złego odbioru bywają nie do pogodzenia ze sobą, ale to niczego nie
                    zmienia. Potrzebna jest dogłębna, publiczna, sprawcza refleksja, a nie
                    brnięcie dalej ścieżką pozorów, absurdów, patologii, zabiegów dostosowawczych
                    do pozorów i absurdów itp. Im więcej osób się dostosuje, tym trudniej będzie
                    cokolwiek zmienić. Na każdy głos na temat ewentualnego wyprostowania
                    niektórych poplątanych scieżek podnoszą się głosy oburzenia tych, którzy już
                    przebrnęli, kupili, załatwili, zebrali, lub są w trakcie załatwiania i
                    "mogłoby im przepaść".

                    A w sprawie drobnej: nie jestem i nigdy nie byłem nauczycielem, o czym pisałem
                    tu nie raz; więc możesz nie obawiać się o moich uczniów :-)
              • Gość: EWa Re: Ja pytałem o dorobek w pracy z uczniami!!!! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.11.04, 10:05
                Czy wiesz człowieku jakie warunki obowiązywały na III stopien
                specjalizacji.Poczytaj zanim obrazisz.Więcej pokory.
            • Gość: presto kursy kwalifikacyjne dla ekspertów IP: *.bazapartner.pl 04.11.04, 10:30
              to nabijanie w butelkę nauczycieli - kolejny raz. Tak uważam. Ja nauczyciel,
              konsultant, uczestnik eksperymentów i badań, autor książek, zeszytów
              metodycznych, pomocy dydaktycznych (ogólnie dostepnych), lekcji otwartych,
              recenzent, ale doradca z nadania i rekomendacji środowiska. Dlaczego tak się
              dzieje, że wszystko, co okrzepnie obrasta u nas patologią? III stopień awansu w
              ostaniej chwili (przed reformą) też nadawano na posiedzeniach komisji
              kuratoryjnych. mam nadzieję, ze swój uzyskałas wcześniej...
    • Gość: Presto Podobno kursy już sie odbyły IP: *.bazapartner.pl 06.11.04, 21:09
      Własnie dotarła do mnie informacja, że kursy doskonalace odbyły się w
      niektórych (?) regionach. Przyjęto model kaskadowy. Ale już ich nikt nie
      prowadzi. Garstka ekspertów odbyła szkolenia, a co z pozostałymi?
      • Gość: Belfer A pozostali nie będą stanowić konkurencji;-) IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 06.11.04, 21:33
        W tej całej zabawie chodzi o całkiem przyzwoite honoraria za niezbyt trudne i
        odpowiedzialne zasiadanie w komisjach(50zł od łebka).Skoro tak to chętnych do
        tej fuchy są tłumy i trzeba jakoś odsiać swoich od nieswoich;-)Przy okazji ktos
        zarobi na kursach!I tyle!
    • Gość: Ewa Re: Kursy dla ekspertów IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.11.04, 09:32
      Jak na osoby tak zaangażowane w oświatę ,reformę i awans zawodowy wiedza
      niektórych osób faktycznie zastanawia "czy czerwony kapturek to nie wilk"
      Innymi słowy kto jest kto i czego oczekuje bo intencje są czytelne.A więc we
      wszystkich ośrodkach doskolnalenia zbierano za pośrednictwem delegatur chętnych
      do szkoleń "Ekspert."Koszt był znaczny.Nie pamietam jaki ale było to trzydniowe
      szkolenie wyjazdowe.Aby nie było wątpliwości wszystko płatne przez
      uczestników.Ten kurs poza wiedzą nic nikomu nie dał.Bo kursy doskonalące jak
      sama nazwa wskazuje doskonalą umiejętności.Kurs o którym mowa na wstepie tego
      tematu ma byc kursem kwalifikacyjnym.Więc proszę się nie denerwować że ktos cos
      ma a Inni nie.A jeśli chodzi o to wymienione 50 zł to chętnie sie dowiem gdzie
      tak naprawdę płacą bo z moich doświadczen wynika że o wiele mniej.A tak na
      zakończenie jeśli ta reforma taka bez sensu,wszystko niesprawiedliwe i
      oszukańcze to po co tacy wielcy naukowcy w to się angażują.Owszam mogłabym
      pytać te osoby o przeliczenie olimpijczyków na dzieci o specjalnych
      potrzebach,program własny na podręcznik dopuszczony do użytku,publikcje na
      wystąpienia w Akademii ale i tak odpowiedz znam ....oszuści, po
      znajomości,itp ...a mnie szkoda czasu na manie przesladowczą
      • Gość: Ewa Re: Kursy dla ekspertów IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.11.04, 11:31
        Aby było całkiem czytelnie.Ukończona forma doskonalenia "Ekspert"nie daje
        żadnych dodatkowych wskazań co do pracy w komisjach.
        Nie jest tożsama z kursm kwalifikacyjnym,nie zastępuje go, nie daje uprawnień
        aby byc zakwalifikowanym na niego.
        Kurs dał umiejętności klasyfikowania, intertpretacji i oceniania spełnienia
        wymagań niezbędnych.
        Jestm z niego zadowolona bo nauczyłam się czegoś nowego, wymieniłam
        doświadczenia z ludzmi pracującymi w innych delegaturach i miejscowościach.
        • Gość: Presto Re: Kursy dla ekspertów IP: *.bazapartner.pl 07.11.04, 13:19
          Z odpłatnościa za kurs "Ekspert" to nie do końca prawda. BYć moze kolejna
          edycja, o której nie wiem, bo pierwsze w moim regionie były bezpłatne,
          rzeczywiście trzydniowe, ale dla wtajemniczonych pracowników kuratorium i
          niektórych doradców i konsultantów.A w niektórych samorządach rzeczywiście za
          posiedzenie płacą 50 zł a nawet więcej, w kuratoriach na ogół za posiedzenie
          otrzymuje sie 30 zł brutto.
          • Gość: Ewa Re: Kursy dla ekspertów IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.11.04, 13:41
            Ja widocznie nie mam szczęścia bo częściej dostaje ok 30 niz 50 zł.A za kurs
            zapłaciłam całkowicie ze swojej pensji.Każdy ma inne doświadczenia to i opinie
            inną.Praca eksperta wcale nie jest ani lekka ani bez odpowiedzialności.Jeżeli
            musieliście dać negat to dobrze wiecie o czym piszę.I wiecie jaka procedura
            odwoławcza jest przyjęta.I wiecie jak się człowiek czuje.Takie komisje pamięta
            się przez całę życie.I jeśli ktos sugeruje że to fucha to gratuluje
            samopoczucia.
            • Gość: Presto Re: Kursy dla ekspertów IP: *.bazapartner.pl 10.11.04, 21:31
              Ja niestety znam takich ekspertów, którzy niemal zmonopolizowali komisje. Czy
              35 komisji w lipcu to mało?
              A odpowiedzialnośc jest rzeczywiście dużą, zwłaszcza jak w teczkach roi sie od
              plagiatów...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka