Podczytuje Was od dawna, wreszcie zdecydowalam sie napisac. Jestem wlasnie swiezo po lekturze "Powrotu nauczyciela..." i... generalnie jakas wielka klapa. Akcja powolna, bez wiekszych zwrotow, glowny bohater dosc meczacy. Kiedys przeczytalam jeszcze "Morderce bez twarzy", ale do zachwytu i w tym przypadku bylo mi dosc daleko. W czym rzecz? Czy mialam pecha wybierajac te tytuly czy po prostu Mankell mi nie lezy z definicji? Wszedzie czytam, ze Mankell to klasyka kryminalu w najlepszym wydaniu, a mnie sie zdaje, ze do predkosci akcji np. Nesbo baaaardzo mu daleko. Podpowiedzcie cos