samirnasri5
15.12.14, 17:00
O kryminałach Jacka Joachima (Zbigniewa Kubikowskiego) coś tam już wcześniej słyszałem, ale kiedy po nie sięgnąłem, to jedna rzecz zaskoczyła mnie zupełnie.
Jest to jedyny znany mi przypadek powieści kryminalnej czy też cyklu kryminalnego, w którym zastosowano formułę imiennej tożsamości autora (ściślej - pseudoautora), narratora i bohatera.
Przy czym zaskoczenie było podwójne, bo ten fajny, oryginalny chwyt nie został przez autora (i wydawcę) tak naprawdę wyzyskany, jest elementem pozbawionym większego znaczenia, nie ma istotnych konsekwencji.
A przecież taka formuła, imitująca jakby autobiografię, otwiera ciekawe możliwości gry z konwencją literatury non-fiction, pozwala pójść w gatunkową ambiwalencję.
Myślę, że Kubikowskiego to nie interesowało, i że formuła PA=N=B wynikła mu trochę przypadkiem. Stworzył swego powieściowego bohatera-narratora, Jacka Joachima, a ponieważ potrzebował jeszcze pseudonimu, bo nie chciał tych książek wydawać pod własnym nazwiskiem, to uczynił owego Joachima dodatkowo pseudoautorem - wprowadzanie kolejnej osoby wydało mu pewnie się nadmierną komplikacją. (A może odbyło się to zupełnie inaczej.)
W recenzji „Sztyletu weneckiego”, którą znalazłem w serwisie klubmord.com dziennikarz Piotr Kitrasiewicz stwierdza, że „u nas zabiegi utożsamiania autora z fikcyjnym bohaterem [na gruncie literatury kryminalnej] można by policzyć na palcach jednej ręki” – i wymienia m.in. przykłady Joe Alexa i Jonathana Trencha.
Otóż i u Alexa, i u Trencha mamy właśnie tylko tożsamość (pseudo)autora i bohatera, natomiast narracja jest zobiektywizowana, trzecioosobowa – PA≠N, PA=B, N≠B. (Podobnie jest w przypadku amerykańskiego cyklu o Ellerym Queenie, na którym miał się - wedle Kitrasiewicza - wzorować Słomczyński/Alex.) To istotna różnica - taki dziwaczny układ lokuje te książki od razu dość wyraźnie po stronie fikcji. Dlatego zestawianie ich z Joachimem wydaje mi się naciągane.
Ale Kitrasiewicz przywołuje też powieść „Złota czasza księcia Bogusława” Tadeusza Lembowicza (późniejszą od większości kryminałów Joachima). Nie znam jej, ale wstępny rekonesans wskazuje, że tam akurat mamy pełną formułę A=B=N (!), jednak potraktowaną mniej więcej tak, jak u Joachima/Kubikowskiego. Niestety, jest to chyba rzecz dość nędzna.
A może ktoś z bywalców forum zna inne przykłady, może bardziej świadomego i produktywnego, udanego zastosowania podobnego chwytu w literaturze kryminalnej?