ciemność...
i to z franzuzka ją nawet widzę, że ona noire...
A widze ją dlatego, że ostatni tydzień spędziłem na ponownym (w dwóch
wypadkach) i dziewiczym (w kolejnych dwóch)rozkoszowaniu sie prozą Cornella
Woolricha. I jestem zachwycony i opętany pragnieniem przeczytania wszystkich
dzieł tego pana - a parę metrów półek tego nastukał. I wcale nie idzie o to,
że pana Woolricha pan Chandler okreslał jako mistrza kryminału, nawet nie o
to, że wydawany jest z wyjątkowo słuszną etykietką Poego wieku XX i zupełnie
nie o to, że na podstawie jego opowiadania powstał jeden z najlepszych
hiczkoków, czyli Okno na Podwórze, a na podstwie jednej z jego powieści,
jeden z najlepszych filmowych kryminałów w ogóle czyli Truffautowska Panna
Młoda w żałobie (aktualnie leci na alekino, czy kinoeuropa).
Nie chodzi tez w mojej miłości o jakieś szczególnie skomplikowane i
zagmatwane intrygi - choć Kobieta Widmo, ma tak rewelacyjnie zarysowana
sytuację wyjściową, że można tylko patrzeć z podziwem, jak autor z tego
splotu się wydobywa. Nie kocham go także za doskonałe rozpracowanie
schematu 'nieznajomych w pociagu', na którym zbudowana jest cała Niewinna.
Nawet genialne końcówki - takie jak choćby w Pannie młodej w żałobie nie sa
głównym elementem mojego uwielbienia.
To wszystko jest ważne, ale nie najwazniejsze - najważniejszy jest świat
opisywany przez Woolricha. Taki w którym wspomniany juz Chandler mógłby
zostac uznany z aoptymiste i piewce pozytywnych wartości. Taki, w którym
bohaterowie Rossa MacDonalda zostali by w 3 minuty zeżarci, przeżuci i
wypluci, i nikt by tego nawet nie zauwazył. Wreszcie taki, w którym taki
nieistotny duperel, jak jadeitowy posążek jakiegoś ptaszydła wzbudziłby
jedynie pogardliwe wzruszenie ramion. Świat Woolricha jest po prostu
prawdziwy - straszny, czasem komiczny, mocno oparty na cyniźmie i trust no
one, zamieszkały przez bohaterów patologicznie niezdolnych do odczuwania
jakichkolwiek emocji, poza pogardą i mściwością. Nawet pozytywni Bohaterowie
pana Cornella nie sa w stanie wzbudzić naszego zaufania - jak się okazuje
całkiem słusznie, bo poza wyjątkowym bohaterem w Kobiecie Widmie, pan Cornell
nie stworzył chyba nigdy jednoznacznie dobrej postaci. Każdy w tym świecie ma
swoje obsesje, swoje fobie, swoje powody do zemsty i swoje wymyslne i okrutne
metody wywierania tejże.
Nie jest to pisarz bedacy mistrzem warsztatu - bardziej dałoby sie go
porównac do Philipa K. Dicka - równie fatalnego technika i stytlisty, jak
fascynującego opowiadacza przedziwnych historii. Woolrich w podobny sposób
korzysta z schematów kryminału, co Dick z SF - stanowią one jedynie pretekst
do ostrego babrania się w psychice swoich bohaterów, do robienia na oczach
czytelników wiwisekcji mózgów opanowanych morderczymi dążeniami. Woolrich w
dużej dawce męczy - tak jak pewnie męczy czytanie Sartre'a czy Schopenhauera -
bo tak, jak ci dwaj panowie nie ma do powiedzenia o człowieku nawet jednego
miłego słowa.
Ale jesli ktos potrzebuje solidnej dawki mroku i psychoz, ostrej, maksymalnie
pokręconej negatywnej jazdy - to własnie Woolrich jest takim skarbem ukrytym
pośród bardziej znanych twórców noire...
Po polsku jak na razie - Niewinna, Panna Młoda w żałobie, Okno na podwórze
(zbiór opowiadań), Kobieta Widmo - wszytsko na tanich ksiązkach. Ponoć jest
jeszcze Grzeszna Miłośc, ale sie nie natknąłem.
P