szwager_z_laband
01.10.09, 09:05
SŁOWIŃCY: NARODOWOŚĆ CZASU PRZESZŁEGO
Z kulturą pomorskich Słowińców zetknąłem się podczas pobytu we wsi
Kluki, leżącej na południowym brzegu Jeziora Łebsko. W czterech
budynkach z drewna i gliny w stylu pruskiego muru, tworzących
skansen, prezentowane były eksponaty obrazujące życie dawnych
mieszkańców rybackiej osady. Na uwagę zasługiwała oryginalna
konstrukcja pieca, który jak twierdził przewodnik, Niemcy
nazywali "polskim". Ale dodał również, ze większość Słowińców
wyjechała do Republiki Federalnej Niemiec. Tam, w Hamburgu, powstało
Zrzeszenie Słowińskie.
Rok 1945 i później
Kiedy w późnych latach 80. ekipa TVP usiłowała dotrzeć do członków
zrzeszenia nikt z przedstawicieli słowińskiej diaspory nie był
zainteresowany rozmową. Prawdziwa ironia losu, gdyż to właśnie ci
polscy dziennikarze poświecili wówczas Słowińcom z Kluk film
dokumentalny, w którym po raz pierwszy poruszono temat krzywd
wyrządzonych mieszkańcom wsi po 1945 r.
Polscy osadnicy traktowali Słowińców wyjątkowo wrogo, próbując zająć
(lub zajmując) ich domostwa i zagrody. Niszczono rybackie lodzie,
wiosła, przecinano sieci. Do tych "sąsiedzkich" szykan dochodziły
represje organów bezpieczeństwa, a Kluki zostały "odcięte od
świata”, czyli objęte blokada milicyjnych patroli. Słowińcy, jak
Mazurzy i Ślązacy, płacili za niedawna przynależność do Trzeciej
Rzeszy Niemieckiej. Władze w Warszawie, wbrew oficjalnej doktrynie o
ludności "autochtonicznej", długo zachowywały obojętność wobec
dramatycznego położenia niewielkiej słowiańskiej społeczności
niemieckiego Pomorza.
Młodsze pokolenia Słowińców, urodzone po wojnie, były polonizowane w
szkołach PRL-u lat 50., ponieważ używanie miejscowego
dialektu "plattdeutsch", uważano za przejaw
germanizacji "autochtonów". Małżeństwa mieszane, słowińsko-polskie,
nie należały jednak do częstych, zarówno w Klukach, jak i sąsiednich
wsiach; w Smołdzinie tylko dwie kobiety pochodzenia słowińskiego
wyszły za mąż za Polaków na początku lat 50-tych. Jednak asymilacja
postępowała szybkimi krokami, zwłaszcza tam, gdzie
przeważał "element napływowy" (Gardna, Smołdzino, Izbica, Cecenowo).
Nieco lepiej było w Klukach, w których (wg danych z 1960 r.) na 133
mieszkańców żyło 87 Słowińców, 8 Kaszubów z terenów Polski
przedwojennej i 38 repatriantów ze wschodu.
Wiara przodków
Słowińcy należeli ongiś do wielkiej wspólnoty językowej Pomorzan,
którą tworzyli również zamieszkali w Prusach Zachodnich Kaszubi oraz
sięgający od Zatoki Szczecińskiej po Meklemburgię Wieleci. Swój kraj
nazywali "Pomorsko", a mówili "po kaszubsku" (nie słowińsku). Bo też
pierwotnie Przedpomorze (Vorpommern) i Pomorze Zachodnie nosiło
nazwę Kaszubii ("Cassubia"), zaś dopiero w XV/XVI wieku pojęcie
Kaszub przylgnęło do północnych terenów dzisiejszego Pomorza
Wschodniego. Był to czas kolonizacji, kiedy krzyżackie państwo
pruskie ściągało osadników zarówno z krajów niemieckich, jak i
słowiańskich, m.in. Kaszubów z Pomorza.
Właściwy kraj Słowińców, czyli Pomorze Środkowe (Hinterpommern) było
chrystianizowane już w XIII wieku przez biskupa Ottona z Bambergu.
Od czasu śmierci ostatniego księcia pomorskiego, Bogusława XIV (1580-
1637) panowali tu Szwedzi. W 1648 r. (pokój westfalski) kraina
została przejęta przez Brandenburgię. Skutkiem reformacji w XVI
stuleciu cała ludność Pomorza przyjęła wiarę luterańską; w dialekcie
słowińskim miejscowi pastorzy odprawiali kazania. Jednak ekspansja
języka niemieckiego powodowała, zwłaszcza w XVIII/XIX wieku,
kurczenie zasięgu dialektu słowińskiego na terenie polskich parafii.
Ostatnie kazania słowińskie i kaszubskie miały miejsce w XIX wieku,
m.in. w Smołdzinie (1832), Gardnie (1845), Łebie (1850) Charbrowie
(1871), Cecenowie (1876), Główczycach (1886). Na kartach ksiąg
religijnych przetrwał język, jakim posługiwali się w kościołach
Słowińcy (np. "Duchowne piesnie D. Marcina Luthera y ynszich
naboznich męzow" Szymon Krofeya z 1586 r.). Tekst modlitwy "Ojcze
Nasz" zapisany po słowińsku w 1896 r. brzmiał następująco:
"Wojcze nasz, ktory jes Niebie, swianceno bondzie Imio twöji,
przijdze krolejstwö - stani se two wolo, chleb nasz dej nam dzis,
wopuszczaj nam nasze winie ako me wopuszczome nasze winowacy. Nie
wodza nas na pokuszenie, la nas wabawnij wote zlewo. Won twoj jest
to krolejstwö esz na wieki wiczniej. Omenka"
Ostatni Mohikanie
Mowa ludności słowińskiej i kaszubskiej zainteresował się jako
pierwszy rosyjski slawista Aleksander Hilferding, który w 1857 r.
wydal w Petersburgu książkę "Ostatki Slavjan na jużnom bieriegu
Bałtijskago Morja." Z kolei działacz i społecznik kaszubski Florian
Ceynowa, głoszący odrębność etniczną swoich krajan, opublikował
słownik kaszubsko-słowiński ("Skorb kaszebsko-słowjnskje mowe", 1866-
68). Do szczególnie cennych należą prace językoznawcze niemieckiego
etnologa Friedricha Lorentza (1870-1937), publikowane w językach
niemieckim, polskim i rosyjskim (m.in. „Slowinzisches Texte”,
Petersburg 1905). Wszyscy ci badacze języka i kultury słowińsko-
kaszubskiej zwracali uwagę na fakt zanikania tej narodowości.
Hilferding zanotował wypowiedz starszej wiekiem Słowinki z
Gardny: "Mój chłop nie rozumeje nic po słowensku, a ja roda gadają
po słowinsku, a nie mom nikogo; moje dzece nie umieją nic po
słowinsku." Tak było już w latach 50-tych XIX wieku.
Około sto lat później, w 1959 r. zmarł w Klukach ostatni mieszkaniec
umiejący jeszcze płynnie mówić w dialekcie słowińskim. Mowa
Słowińców stawała się martwym językiem; ale w oparciu o nią i język
niemiecki powstał wspaniały dialekt "plattdeutsch", którego używali
jeszcze starsi mieszkańcy Kluk w latach 50-60. Mówili np. "Dai hat
jhor kein rozumk mehr" (ten przecież już nie ma rozumu), "Wat dracht
dai ver store kurpe" (co ten nosi za stare buty), "De morze rort"
(morze szumi)itp. Jeszcze słychać było tradycyjne
pozdrowienie "dobricyn drachu", liczne przysłowia oraz dawne
określenia nazewnicze. Co ciekawe, prawie każda rodzina słowińska w
Klukach miała swój przydomek, np. Klick Lugowi, Klick Zeloni, Klick
Domowi itd. Starego Klicka nazywano w dialekcie "dai stori Klek",
stara Klikowa "dai stora Kleka", zachowując w ten sposób
rodzajnik "plattdeutsch", ale przymiotnik i imię własne w postaci
fleksji słowiańskiej.
Słownik geograficzno-krajoznawczy Polski z 1983 r. podawał pod
hasłem Kluki: "Wieś zamieszkana jeszcze przez ok. 30 rodzin
Słowińców". Obecnie nie ma już w Klukach Słowińców; młodsi
emigrowali do Niemiec, najstarsi zmarli. Na naszych oczach zniknął
naród i nie ma już komu powtarzać starego przysłowia: