Dodaj do ulubionych

Jak rozkradano Opolszczyznę po II wojnie światowej

14.12.12, 17:47
Trocha to tak je stary temat,My starzi to wiymy jak to bouo jak nos ta Macirz przigarla :
Jak ludzie ftedy zyli w ciaguym strachu przed grasujoncmi bandami szabrownikow.
Downo po wojnie.Niech se przeczytajom take erki ,andrejpatryki i firiduri.
https://www.nto.pl/apps/pbcsi.dll/bilde?Site=NO&Date=20121212&Category=HISTORIALOKALNA&ArtNo=121209581&Ref=AR&border=0&MaxW=666
Przez kilka miesięcy 1945 roku Śląsk stał się szabrowniczym zagłębiem mebli i sprzętów domowych. Rabowali wszyscy: Polacy, Sowieci, Czesi. Obowiązywała zasada: kto kradnie, ten żyje.
15 czerwca 1945 roku w Głuchołazach milicjanci odkryli w piwnicy jednej z miejscowych poniemieckich firm zamurowane pomieszczenie, a w nim duży skład alkoholi. Prawdziwa piwniczka konesera: 6 tys. butelek: wina białe, czerwone, muskat i tzw. szampan sudecki. Dla powojennego wygłodzonego społeczeństwa takie morze alkoholu to skarb nie mniejszy od "bursztynowej komnaty”. Milicjanci nie powiadomili władz cywilnych o odkryciu.

Ówczesny burmistrz Szymon Koszyk dowiedział się o magazynie przypadkowo. Kiedy poszedł na miejsce, milicjanci i robotnicy pod nadzorem szefa urzędu bezpieczeństwa ładowali butelki do samochodu bez liczenia, protokołowania czy inwentaryzacji. Burmistrz powołał się na uprawnienia władzy cywilnej do zajmowania mienia poniemieckiego i oświadczył "bezpiece”, że w imieniu państwa rekwiruje znalezisko. - Zastępca kierownika odpowiedział na to z uśmiechem: Nie, panie burmistrzu! - relacjonował w piśmie do starosty nyskiego Szymon Koszyk. - Wino zostało wykryte przez wydział bezpieczeństwa, przy pomocy milicji. "My tego wina nie wydamy, jesteśmy jednak gotowi podzielić się z wami”. Ponieważ zdania tego nie byłem w stanie zmienić, ograniczyłem się do obserwacji całej akcji.

Akcja przeładunkowa wina trwała dwa dni. Trzeciego dnia stacjonujący w mieście żołnierze radzieccy zorientowali się, że ktoś coś cennego wywozi pod ich bokiem i też przyjechali po swoją część łupów. Zabrali 400 butelek. Resztę milicja i UB wywiozły w sobie tylko znanym kierunku. Urzędowi miejskiemu pozostawiono na pocieszenie 100 butelek do stołówki miejskiej.
Przyjechać, ukraść, wyjechać

Szaber, czyli kradzież na wielką skalę, jest zjawiskiem towarzyszącym każdej wojnie. Przy okazji zajmowania Ziem Odzyskanych w 1945 roku miał kilka fal, różnych autorów i różne oblicze. Po przejściu frontu pierwsza rabowała Armia Czerwona i jej słynne oddziały trofiejne - zdobyczne. Żołnierze kradli na własną rękę, a władza organizowała wywózkę całych zakładów przemysłowych czy linii kolejowych w ramach tzw. wojennych reparacji, czyli naprawiania własnych szkód mieniem nieprzyjaciela.

Specyfiką przygranicznych miejscowości był rabunek czy przynajmniej próby rabunku drugiego sąsiada - Czechosłowacji. Jak pisał w maju 1945 roku starosta nyski - Czesi urządzali rabunkowe wyprawy na polską stronę granicy. Usiłowali np. zabrać całe wyposażenie młyna w Kałkowie koło Otmuchowa.

Były to jednak sporadyczne przypadki. Polska administracja po przejęciu terenu zorganizowała szaber instytucjonalny, czyli masowy wywóz dóbr do centrum kraju wraz z rozdziałem mienia pomiędzy odbudowywane urzędy. Na własną rękę kradli też stacjonujący u nas polscy żołnierze, urzędnicy i nawet przedstawiciele wyższych władz. Do tego szybko dołączyli pierwsi osadnicy, głównie z centralnej i południowej Polski, zazwyczaj zainteresowani tylko kradzieżą.

Początkowo plądrowano opuszczone budynki. Potem ofiarami rabunku padały rodziny niemieckie, które zdążyły już wrócić po frontowej zawierusze do swoich mieszkań i nie zostały jeszcze wysiedlone. Kradzieże prowadzono też w mieszkaniach autochtonów, którzy wystąpili o polskie obywatelstwo i chcieli zostać na miejscu.

Pod koniec 1945 roku zorganizowane bandy napadały już na nowych osadników. Takie grupy jeszcze wiosną 1946 roku działały m.in. w Nysie i Głuchołazach. Starosta nyski alarmował: - Zachodzi obawa, że w wypadku powtarzających się ekscesów ludność polska powracać będzie do swoich dawnych miejsc zamieszkania.

Wspomniany już burmistrz Głuchołaz Szymon Koszyk w lipcu 1945 roku napisał o pierwszych osadnikach: - Element żywiecki jest solidniejszy i mniej wymagający od reszty napływających Polaków. Duża ilość Polaków z okolic Nowego Sącza uciekła z powrotem, zabierając przy tym masę skradzionych rzeczy, których nie można było odebrać, gdyż posługują się środkami, które trudno jest zwalczyć.

20 września 1945 roku prezydent Nysy Koj donosił wojewodzie, że na ul. Wojska Polskiego doszło do jakiejś samozwańczej akcji wysiedlania miejscowych Niemców, o której władze nie miały wcześniej żadnego pojęcia.

- Rozpętał się szaber mieszkań. Ludność rzuciła się bezkarnie do plądrowania i wywozu. Wożono autami i wozami. Skutki tego są tragiczne, bo prawo traci wszelkie znaczenie. Państwo traci miliony, albowiem usuwa się z jego dyspozycji przedmioty majątkowe. (...) Materiał ludzki, jaki tu przychodzi rzekomo do pracy, jest w wielkiej części bezwartościowy. Z jednej strony część tych ludzi przychodzi z zamiarem spenetrowania okolicy, zabrania ruchomości i wywozu ich. Dla tych "praca” jest tylko pretekstem, który ułatwia kradzież. Wywiozą kilka razy po kilka walizek, zbiorą kilkadziesiąt tysięcy złotych i po kilku tygodniach są już w Kudowej czy Jeleniej Górze. I wykonują dalej swój proceder.

W podobnym tonie pisał też w sierpniu 1945 roku starosta prudnicki: - W związku z wysiedleniem Niemców do osobnej dzielnicy wzrosła ilość kradzieży mieszkaniowych, tzw. szaber. Kradzieży dokonują nie zawodowcy, ale ludność miejska i wiejska. Można ich podzielić na dwie grupy: jedni szabrują dla osobistych potrzeb. Drudzy wywożą towar na handel. Ofiarą kradzieży padają zarówno mieszkania opuszczone, jak i zajęte przez Polaków w czasie ich nieobecności. Organa MO walczą z kradzieżami, dokonując obław w mieście i na stacji kolejowej, nie są jednak w stanie całkowicie zła usunąć.
Armia się dorabia

Masowym kradzieżom sprzyjał powojenny chaos, deprawacja niektórych ludzi, zamieszkiwanie obok siebie ludności niemieckiej i polskiej. Na dodatek nowe polskie władze nie potrafiły jasno podzielić między sobą zadań i kompetencji, a potem ich egzekwować. Z jednej strony gospodarzem miast i wiosek byli burmistrzowie i wójtowie. Z drugiej strony w konkretnych firmach i majątkach działały tzw. tymczasowe zarządy państwowe. Ich przedstawiciele, nie patrząc na protesty miejscowych włodarzy, oficjalnie wywozili mienie do centrum kraju. Burmistrz Głuchołaz wyliczył, że błędne i ślamazarne decyzje urzędników tymczasowego zarządu spowodowały tylko w jego mieście kilkanaście milionów złotych strat.

Większość indywidualnych szabrowników starała się również zdobyć jakiś papier z pieczątką od kogokolwiek, potwierdzający, że meble czy inne mienie zabierane jest na cele urzędowe. W lipcu 1945 roku komendant milicji w Paczkowie prosił swoje szefostwo o instrukcje, jak traktować Polaków wyposażonych w dokumenty władz radzieckich zabierających samochody i meble - "żeby nie narazić się na nieprzyjemności ze strony władz rosyjskich”.

Innym razem pisał: - Przyjechała grupa operacyjna wydziału ekonomicznego, działając na własną rękę - uprawiają plądrowanie mieszkań z bronią w ręku. Poza tym kłócą się z magistratem miasta Paczkowa, wspólnie się oskarżając o szabrowanie i wywożenie różnych rzeczy.

Ciag dalszy <<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<
Obserwuj wątek
    • berncik Re: Jak rozkradano Opolszczyzne po II wojnie ś 2 14.12.12, 17:49
      Apogeum szabru nastąpiło jesienią 1945 roku. W grudniu 1945 w powiecie prudnickim za szaber ukarano mandatami 84 osoby, a aresztem 11. Władze wprowadziły wobec mieszkańców zakaz wywożenia czegokolwiek poza powiat, bez oficjalnej zgody. W styczniu 1946 o takie pozwolenie do starosty wystąpiło 217 osób. Tylko 57 dostało zgodę.

      Nie lepiej zachowywało się polskie wojsko, przysłane na Śląsk Opolski do pilnowania granic. Polskie oddziały kwaterujące w Głuchołazach splądrowały miasto dwukrotnie, tuż przed wyjazdem w inne miejsce. We wrześniu kradł 6. pułk piechoty, zabierając m.in. inwentarz żywy należący do miasta (70 krów, 10 koni i drób). Burmistrz Koszyk opisał sytuację tak: - Dochodzi obecnie do opróżniania mieszkań z mebli przez 6. pułk piechoty, który to meble wywozi pociągami oraz autami na wschód. Władze bezpieczeństwa w powyższych wypadkach nie interweniowały.

      W październiku władze wojskowe aresztowały w wyniku swoich śledztw kilku dowódców 6. pułku piechoty za bezprawne wywiezienie mebli i cennego inwentarza z Głuchołaz. Między innymi aresztowano byłego komendanta miasta.

      6 października 1945 roku burmistrz Głuchołaz raportował do przełożonych, że w związku z wyjazdem kolejnych oddziałów wojska z miasta wywieziono kilkanaście wagonów mebli i miasto pozostało bez mebli dla napływającej masowo ludności polskiej.

      - Meble przewożono nie w dzień, ale w nocy, chcąc uchronić się przed zameldowaniem o tym do tymczasowego zarządu państwowego. WP prowadzi niszczycielską robotę, gdyż nagromadziło takie ilości mebli i sprzętu domowego, że kiedy wszystko nie pomieściło się w wagonach, powyrzucano resztę na gołe pole i pozostawiono bez wszelkiej opieki, skutkiem czego okoliczna ludność porozkradała te rzeczy, a deszcz dopełnił zniszczenia. Nawet MO stała się bezsilna, gdyż została niejednokrotnie siłą zmuszona do ustąpienia. Upraszam o nieprzesyłanie więcej pozwoleń na wywóz mebli, gdyż będziemy zmuszeni sprawę załatwiać odmownie.
      W mętnej wodzie

      W szaber zamieszana była często elita nowej władzy, w tym osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo publiczne. Czasowo aresztowano np. burmistrza Paczkowa we wrześniu 1945 roku. Na ślady takich spraw trudno trafić, bo poszkodowani bali się cokolwiek zgłaszać. Naczelnik nyskiego wydziału lokalowego dr Stanisław Śmietana w zachowanych raportach rzucił trochę cienia na kulisy jednej z pewnie wielu spraw. Poskarżył się na niejakiego L., naczelnika więzienia w Nysie, u którego w lipcu 1945 roku znaleziono efekty "niebylejakiego szabru”: kilkanaście nowych aparatów radiowych, osiem wielkich waliz nabitych jedwabiem, sukienkami damskimi itp.

      - Nie zdołaliśmy nawet spisać protokołu, gdy ob. L. ze wspólnikami porwał i szaber, i nas. Skończyło się na krótkim ograniczeniu osobistej wolności i na pogróżkach. Do mnie odezwał się ob. L.: Pan nie wie, z kim zaczyna! Ja jestem bandyta. Nie radzę panu do mnie się dostać.

      Śmietana oparł się groźbom i spisał protokół, a potem wysłał go do prezydenta miasta. Bez efektu. Po roku, w maju 1946 roku obywatel L. dalej był dyrektorem więzienia i dalej szabrował. Wdarł się do mieszkania mieszkańca Nysy, powstańca warszawskiego, do którego nawet strzelił z pistoletu. Poszkodowany za żadne skarby nie dał się przekonać do wniesienia na niego pisemnej skargi. Za bardzo bał się o swoje życie, żonę i dwoje dzieci. Innego szabrownika - niejakiego G. wypuszczono z więzienia na rozkaz wojewody przy całkowitej bierności władz lokalnych.

      W jednym z pism do prezydenta Nysy dr Śmietana, który lubił robić spostrzeżenia socjologiczne, podzielił ówczesny aparat urzędniczy na dwie grupy: pionierów i ideowców, którym teraz przychodzi umierać z głodu, bo oficjalne pensje są bardzo niskie ("Moja waga po więzieniu gestapowskim i głodówce tamże była nieco wyższa niż obecnie!). Druga grupa to, ci którzy "sami starają się o środki do życia przez polepszenie swojego bilansu wywozem! To bardzo delikatna definicja szabrowników.
      • szwager_z_laband Re: Jak rozkradano Opolszczyzne po II wojnie ś 2 14.12.12, 18:17
        z tzw Gorolowic dyc couke bandy zorganizowanie przijyzdzauy na Slonsk krasc i wywozic

        przi okazji mordowali i znyncali sie nad niy ino Dolno i i Gornoslonzokami

        dochodziouo do tego ze Slonzoki kere siedzieli za Adolfa w KZach niy zdonzyli jeszcze pasiakow zdyjmowac w swoich domach a juz ich Gorole juzas do (tym razym polskich) KZow wsadzali - a to ino i np coby dostac odnich majontek(np dom)

        Bouy nawet wypadki przestympst w stosunku do obcokrajowcow inkszyj narodowosci jak Austryjoki, Szwajcary, Francuzy ...
        • szwager_z_laband ps 14.12.12, 18:19
          przendzcie sie jeszcze dzisiej po goroskich miyszkaniach a znondziecie pouno zrabowanych mebli i inkszych rzeczy
          • hans-jurgen Re: ps 14.12.12, 19:17
            szwager_z_laband napisał:

            > przendzcie sie jeszcze dzisiej po goroskich miyszkaniach a znondziecie pouno zr
            > abowanych mebli i inkszych rzeczy
            -----------------------------------------------------------------
            -----------------------------------------------------------------
            Ach Swagrze, jak mozesz byc taki niysprawiedliwy, dyc oni twierdzom co te antyki
            w " desie " kupiyli.:))

            www.desa.art.pl/?menu=1
            • gryfny Re: ps 14.12.12, 20:46
              dyc filmy o tym robieli,som Kargul z Pawlakiem gonieli tych "klijentow"Desy
              a tyn ino o tym:
              www.youtube.com/watch?v=C_SY8a-GRcw
              • socer-schlesier Re: ps 14.12.12, 21:53
                Kradli bo byli biydni.
              • berncik Re: ps 14.12.12, 23:58
                gryfny napisał:

                > dyc filmy o tym robieli,som Kargul z Pawlakiem gonieli tych "klijentow"Desy
                > a tyn ino o tym:
                > www.youtube.com/watch?v=C_SY8a-GRcw

                Ja gryfny Kargule robiyli ze tyj tragedi komedia ,jo se tysz niyroz usmiou. -Jak smiych Ci przeszou ,pomyslou zes potym co to richtig bouo ? Ale Ty reagujesz na te tematy tak, jak jo ,jak ech bou mody."Zas te stare pierdouy". A dzisiej bych ich chyntnie wysuchou ,ale ich juz niyma.Wiyrz mi ze to ani nie je swierc prowdy co sam opisujom.
                • cirano Re: ps 15.12.12, 09:35
                  berncik napisał:

                  "Zas te stare pierdouy". A dzisiej b
                  > ych ich chyntnie wysuchou ,ale ich juz niyma.Wiyrz mi ze to ani nie je swierc p
                  > rowdy co sam opisujom.
                  ===================================
                  ...ani ćwierć prowdy, padosz berncik?
                  to mi dowo do myślynio
                • gryfny Re: ps 15.12.12, 18:13
                  ja ,ino o co ci idzie genau...bo cie nie rozumia
                  • cirano Re: Berncik wiy 16.12.12, 08:27
                    ...i prziznom mu recht. Te stare pierdoły tsza poleku zapomnieć i do nich niy wrocać.
                    Robiom ino zło krew
                    • artjomka Re: Berncik wiy 16.12.12, 08:52
                      Witom Cia Cirano w ta adwyntowo niydziela!

                      To co ejs napisou - to po krzescijansku rychtig.
                      Eli to som pierdouy - czy by podyskutjyrowac. Ale kejsik cza przebocyc, i liczyc na to, co cud sie stanie i Poloki sie zmiyniom.
                      Ale w to niy wierza, bo jusz tyla razy nom Slonzokom w dupa dowali, co ciynczko mi poskopic, co to jusz uostatni ros.
                      Wjym, co niypjyknie pisac tako prowda w adwyntowo niydziela. co momy czas, w kery cza przebocac. No ale - teoria po jedny stronie, a zycie Slonzokow pot polckom okupacjom - druge.

                      Pyrsk! (niy zapomni czeci swjyczki zapolic).
                      • ballest Re: Berncik wiy 16.12.12, 09:09
                        Rozkradano Opolszczyzna, przeca cos takiego nie ma, jest tylko Slonsk.
                        Tu tysz cos na temat:


                        https://schlesien.nwgw.de/foto/albums/userpics/Zgoda24ada223fb.jpeg



                        https://schlesien.nwgw.de/foto/albums/userpics/Zgodae143a30372.jpeg
                      • szwager_z_laband Re: Berncik wiy 16.12.12, 09:11
                        po chrzescijansku znaczy wybaczyc ale niy znaczy zapomniec

                        zapomniec to w tym przipadku tak samo by bouo jak niy wybaczyc.
                        • socer-schlesier Re: Berncik wiy 16.12.12, 09:55
                          ballest to cos wklejol to jo je ciekawy czy Polska choc jednymu wiyzniowi odszkodowanie zaplaciylo, znosz moze jaki pszipadek?
                          Malo tygo, oni to "skrzyntnie" przed publikom ukrywajom ale mom nadzieja ze i ta prowda kedys wyjdzie na jaw tak jak i powojynne obozy.
                          • ballest Re: Berncik wiy 17.12.12, 17:05
                            Moj Onkel tysz w polskim obozioe koncentracyjnym siedziou i zmarl, ale odszkodowanie nie dostoua jego Familia nigdy.
                            • heli34 Re: Berncik wiy 17.12.12, 18:43
                              Ustawa o kombatantach oraz niektórych osobach będących ofiarami represji wojennych i
                              okresu powojennego
                              z dnia 24 stycznia 1991 r. (Dz.U. Nr 17,poz. 75)
                              tekst jednolity z dnia 14 listopada 1997 r. (Dz.U. Nr 142, poz. 950)
                              tekst jednolity z dnia 30 marca 2002 r. (Dz.U. Nr 42, poz. 371)

                              Art. 4. [Pojęcie represji] 1. Przepisy ustawy stosuje się również do osób, które podlegały represjom wojennym i okresu powojennego. Represjami w rozumieniu ustawy są okresy przebywania:
                              pkt 3 i 4.
                              3) z przyczyn politycznych, religijnych i narodowościowych:
                              a) w więzieniach oraz poprawczych obozach pracy i poprawczych koloniach pracy
                              podległych Głównemu Zarządowi Obozów i Kolonii Poprawczych NKWD, a od
                              marca 1946 r. MKWD ZSRR,
                              b) na przymusowych zesłaniach i deportacji w ZSRR,
                              4) w więzieniach lub innych miejscach odosobnienia na terytorium Polski na mocy
                              skazania w latach 1944-1956, na podstawie przepisów wydanych przez władze polskie,
                              przez sądy powszechne, wojskowe i specjalne albo w latach 1944-1956 bez wyroku- za
                              działalność polityczną bądź religijną, związaną z walką o suwerenność i niepodległość.


                              O odszkodowanie ,rentę, lub dodatek do emerytury mogą się starać wszystkie osoby,
                              nie zależnie od narodowości ale stale zamieszkujące na terenie Polski.

                              Świadczenia z tej ustawy mógł by otrzymać Morel jak i jego ofiary z obozów i więzień.
                              Morel za przebywanie w gettcie albo jeżeli uciekł między 1939 a 1941 do ZSRR to nikt mu nie jest w stanie zaprzeczyć,że nie został tam deportowany.


Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka