Dodaj do ulubionych

przi obiyraniu cebuli

16.08.06, 09:13
Jetzt ist es raus, endlich. Nach 60 Jahren! Schirrmacher, Wolffsohn,
Kempowski, sie haben doch recht: Er hat alle Gelegenheiten vorüberziehen
lassen. Die Debatte über Bitburg mit Reagan, die über Schönhuber, alles. Aus
Angst? Oder aus Eitelkeit, weil er nicht mit anderen Schicksalen verglichen
werden wollte? Er hatte jedenfalls keinen Mut zum Bruch seines Tabus, hat das
Thema seines Lebens gemieden – bis zur Seite 126 in seinem jüngsten Buch. Zum
Schluss dieser Stoff: Moral und Integrität und wie sie peinigen kann. Der
Versuch der Integrität nach all der Rigorosität. Jetzt will er diesen leeren
Raum füllen, mit seinen Worten. Wieder schafft er es, dass alle ihm zuhören.
Jetzt aber unverdient.

Beim Häuten der Zwiebel wird sich bestimmt gut verkaufen. Die Tränen dabei
werden trocknen. Aber der politische Mensch, der enttäuscht. Leser, Kollegen,
Menschenrechtler. Bleibend. Viele. Millionen. Nicht nur in Deutschland.

Obserwuj wątek
    • ballest Re: przi obiyraniu cebuli 16.08.06, 09:20
      Laband a jakou cebula uobierosz?
      • szwager_z_laband Re: przi obiyraniu cebuli 16.08.06, 10:20
        Beim Häuten der Zwiebel
        Ein Erinnerungsbuch von Günter Grass
        Vorgestellt von Sigried Wesener
        Günter Grass überrascht seine Leser mit einem Erinnerungsbuch. Der in Danzig
        geborene Schriftsteller blickt zurück auf seine ersten drei Lebensjahrzehnte,
        auf begeisterte Mal- und Schreibversuche, auf Zeiten in Uniform und Krieg, auf
        Gefangenenlager und den sensationellen Erfolg mit dem Roman "Die Blechtrommel".

        Der bildhafte Titel deutet bereits an, dass der Autor sich Schicht um Schicht
        zu sich selbst aufmacht, auch schmerzhafte, schamvolle Momente nicht ausspart.
        Grass ruft sich Szenen, Empfindungen, Zäsuren in Erinnerung, die sich
        eingekerbt haben und Erfahrungen einer ganzen Generation beschreiben. In
        Episoden, zitierfähigen Sprüchen und allerlei Merk-Würdigem liefert er Porträts
        von Verwandten, Freunden, Lehrern.

        Noch einmal erlebt er das "Hungerlager" in der Oberpfalz, in das Grass nach
        einer Kriegsverwundung geraten ist. Ein ehemaliger Chefkoch in Hotels zwischen
        Bukarest und Wien findet sich als "Kanonier der Gulaschkanone" in einem
        Kochkurs mit Kreide und Tafel wieder. Seine genüsslichen Beschreibungen beleben
        den Heißhunger auf die Zubereitungen deftiger Kost wie Schweinekopfsülze
        und "grützige Darmfüllungen" mit Stampfkartoffeln und Sauerkraut. Und Günter
        Grass gesteht, dass er bis heute leidenschaftlich mit Töpfen und Füllungen
        hantiert.


        Wybitny pisarz niemiecki, uhonorowany literacką Nagrodą Nobla, Günter Grass
        przyznał się, że pod koniec II wojny światowej odbywał służbę w dywizji
        pancernej Waffen-SS "Frundsberg". Międzynarodowy Trybunał Wojskowy w
        Norymberdze uznał SS, w tym jej siły zbrojne Waffen-SS, za organizację
        zbrodniczą.


        W najnowszej książce Günter Grass opowiada o swojej wojennej przeszłości
        (c) SEWERYN SOŁTYS
        Jak podawały dotychczasowe życiorysy urodzonego w 1927 r. w Gdańsku Grassa,
        został on w 1944 r. wcielony do artylerii przeciwlotniczej, a potem służył w
        wojsku. O skrywanej dotychczas karcie z przeszłości autor "Blaszanego bębenka"
        opowiedział w wywiadzie, jaki zostanie opublikowany w sobotnim wydaniu
        dziennika "Frankfurter Allgemeine Zeitung". Omówienie wywiadu udostępniono w
        piątek mediom. Ma on związek z planowanym na wrzesień wydaniem nowej książki
        Grassa "Przy obieraniu cebuli".

        - Jest gotowa - mówił o niej w maju tego roku pisarz w wywiadzie dla "Rz". -
        Zaznaczam, że jestem sceptycznie nastawiony do wspomnień i powracania do
        przeszłości. Autobiografia rozpoczyna się w Gdańsku 1 września 1939 r., kiedy
        miałem dwanaście lat. Tamtego dnia skończyło się moje dzieciństwo, a rozpoczęła
        wojna, która przyniosła bardzo wiele strat, również mojej rodzinie. Swoją
        historię opowiadam do momentu, gdy ukończyłem "Blaszany bębenek". Po 1959 r.
        stałem się postacią publiczną i opinia publiczna wie lepiej ode mnie, co
        robiłem.

        Pisarz, który od dawna jest znany z lewicowych i pacyfistycznych poglądów,
        informuje w nowej książce, że już jako 15-latek postanowił opuścić rodzinny dom
        i dlatego zgłosił się w 1942 r. do służby we flocie podwodnej, ale odesłano go
        z kwitkiem z powodu zbyt młodego wieku. Kiedy ukończył 16 lat, został powołany
        wraz z całym rocznikiem 1927 do paramilitarnej Służby Pracy Rzeszy (RAD), a w
        rok później do Waffen-SS. Jak podkreśla, nie zgłosił tam się na ochotnika.
        Waffen-SS były zbrojnymi oddziałami Schutzstaffel, czyli SS. Zostały utworzone
        w maju 1940 r. z rozkazu Himmlera. Służyli w nich nie tylko Niemcy, lecz także
        ochotnicy z innych państw.

        W autobiografii "Przy obieraniu cebuli" pisarz opowiada również o dzieciństwie
        w Gdańsku i późniejszym pobycie w obozie jenieckim w Bad Aibling w Bawarii,
        gdzie poznał Josepha Ratzingera, obecnego papieża, a także o początkach
        działalności pisarskiej w powojennych Niemczech. Grass przyznaje, że
        najważniejszym powodem napisania tej książki były ciążące mu wspomnienia i chęć
        wyjawienia prawdy.

        Za wybitną twórczość literacką oraz wkład w polsko-niemieckie pojednanie Günter
        Grass otrzymał m.in. tytuły doktora honoris causa Uniwersytetu Gdańskiego i
        Uniwersytetu Poznańskiego. Jest Honorowym Obywatelem Miasta Gdańska.

        Krzysztof Feusette

        • szwager_z_laband Re: przi obiyraniu cebuli 16.08.06, 10:51
          Do tej pory Grass twierdził, że od 1944 r. był pomocnikiem w artylerii
          przeciwlotniczej, a potem służył w Wehrmachcie. Dopiero w swojej najnowszej
          książce pt. "Przy obieraniu cebuli", która ukaże się we wrześniu, oraz w
          wywiadzie w FAZ przyznał, ze było inaczej. Służbę pełnił w 10. dywizji
          pancernej SS "Frundsberg"

          - Zgłosiłem się na ochotnika, ale nie do Waffen-SS, lecz do służby na łodzi
          podwodnej, co było równie zwariowanym pomysłem. Ale oni (marynarka wojenna)
          nikogo już nie przyjmowali. Natomiast Waffen-SS brała w ostatnich miesiącach
          wojny 1944/45 wszystkich, których tylko mogła dostać - mówi pisarz.

          79-letni dziś Grass twierdzi, że ukrywanie prawdy o służbie w oddziałach Waffen-
          SS bardzo go gnębiło. - Zgłosiłem się [do wojska – przy .red.] mając 15 lat i
          zapomniałem o całej sprawie. Taka sytuacja była typowa dla mojego rocznika:
          pracowaliśmy i naraz, rok później, na stole leżało powołanie do wojska. A
          potem, chyba dopiero na miejscu w Dreźnie stwierdziłem, że to jest Waffen-SS -
          mówił pisarz dziennikarzom.

          Guenter Grass przyznaje, że w czasie wojny nie odczuwał winy, która dopiero
          później "ciążyła mu jak hańba".

          Günter Grass urodził się 16 października 1927 roku w Gdańsku. Jego ojciec był
          Niemcem, zaś matka Kaszubką. Światową sławę przyniosła mu tzw. trylogia
          gdańska, do której zalicza się "Blaszany Bębenek", "Kot i mysz" i "Psie lata".
          Najważniejszą z wielu nagród jakie otrzymał Grass za swoją twórczość była
          Nagroda Nobla w dziedzinie literatury, otrzymana w 1999 r. Od 1993 r. pisarz
          jest Honorowym Obywatelem Gdańska.
          Oprawcy z Waffen-SS

          Waffen-SS były to zbrojne oddziały SS. W grudniu 1944 w jego skład wchodziło 38
          dywizji, w których służyło aż 950 tys. żołnierzy. W końcowej fazie wojny kilka
          elitarnych dywizji Waffen-SS było najlepiej wyposażonymi oddziałami armii
          niemieckiej.

          Oddziały Waffen-SS miały na koncie wiele zbrodni, z których większość popełniły
          na froncie wschodnim. Waffen-SS zostało uznane przez Międzynarodowy Trybunał
          Wojskowy w Norymberdze za organizację zbrodniczą.

          10. dywizji pancernej SS "Frundsberg", w której służył Grass, nie udowodniono
          żadnych zbrodni. Często podkreśla się, że jej żołnierze z szacunkiem traktowali
          wziętych do niewoli pod Arnhem brytyjskich spadochroniarzy.


          Wczora pokozywali we niymieckyj TV stary dokumynt kaj juz roz Hamerkynom
          prziznou sie do tego.

          ps

          "Do tej pory Grass twierdził, że od 1944 r. był pomocnikiem w artylerii
          przeciwlotniczej, a potem służył w Wehrmachcie. Dopiero w swojej najnowszej
          książce pt. "Przy obieraniu cebuli", która ukaże się we wrześniu, oraz w
          wywiadzie w FAZ przyznał, ze było inaczej. Służbę pełnił w 10. dywizji
          pancernej SS "Frundsberg"

          - Zgłosiłem się na ochotnika, ale nie do Waffen-SS, lecz do służby na łodzi
          podwodnej, co było równie zwariowanym pomysłem. Ale oni (marynarka wojenna)
          nikogo już nie przyjmowali. Natomiast Waffen-SS brała w ostatnich miesiącach
          wojny 1944/45 wszystkich, których tylko mogła dostać - mówi pisarz.

          79-letni dziś Grass twierdzi, że ukrywanie prawdy o służbie w oddziałach Waffen-
          SS bardzo go gnębiło. - Zgłosiłem się [do wojska – przy .red.] mając 15 lat i
          zapomniałem o całej sprawie. Taka sytuacja była typowa dla mojego rocznika:
          pracowaliśmy i naraz, rok później, na stole leżało powołanie do wojska. A
          potem, chyba dopiero na miejscu w Dreźnie stwierdziłem, że to jest Waffen-SS -
          mówił pisarz dziennikarzom.

          Guenter Grass przyznaje, że w czasie wojny nie odczuwał winy, która dopiero
          później "ciążyła mu jak hańba".

          Günter Grass urodził się 16 października 1927 roku w Gdańsku. Jego ojciec był
          Niemcem, zaś matka Kaszubką. Światową sławę przyniosła mu tzw. trylogia
          gdańska, do której zalicza się "Blaszany Bębenek", "Kot i mysz" i "Psie lata".
          Najważniejszą z wielu nagród jakie otrzymał Grass za swoją twórczość była
          Nagroda Nobla w dziedzinie literatury, otrzymana w 1999 r. Od 1993 r. pisarz
          jest Honorowym Obywatelem Gdańska.
          Oprawcy z Waffen-SS

          Waffen-SS były to zbrojne oddziały SS. W grudniu 1944 w jego skład wchodziło 38
          dywizji, w których służyło aż 950 tys. żołnierzy. W końcowej fazie wojny kilka
          elitarnych dywizji Waffen-SS było najlepiej wyposażonymi oddziałami armii
          niemieckiej.

          Oddziały Waffen-SS miały na koncie wiele zbrodni, z których większość popełniły
          na froncie wschodnim. Waffen-SS zostało uznane przez Międzynarodowy Trybunał
          Wojskowy w Norymberdze za organizację zbrodniczą.

          10. dywizji pancernej SS "Frundsberg", w której służył Grass, nie udowodniono
          żadnych zbrodni. Często podkreśla się, że jej żołnierze z szacunkiem traktowali
          wziętych do niewoli pod Arnhem brytyjskich spadochroniarzy."


          • szwager_z_laband Re: przi obiyraniu cebuli 16.08.06, 10:59
            www.lexikon-der-wehrmacht.de/Gliederungen/PanzerdivisionenSS/10SSPD-R.htm
            de.wikipedia.org/wiki/10._SS-Panzer-Division_%E2%80%9EFrundsberg%E2%80%9C
            venceremos.antifa.net/regional/spremberg110704.html
    • szwager_z_laband Re: przi obiyraniu cebuli 16.08.06, 11:33
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=25695&w=46961866&a=46962343
      • szwager_z_laband Re: przi obiyraniu cebuli 16.08.06, 14:08
        Lech Wałęsa oświadczył niemieckiemu "Bildowi", że gdyby był na miejscu Guentera
        Grassa, sam by zrezygnował z honorowego obywatelstwa Gdańska. Wałęsie
        odpowiada - Adam Michnik

        czytaj dalej »

        r e k l a m a





        Guenter Grass, wielki pisarz niemiecki, laureat literackiej Nagrody Nobla,
        zdecydował się ujawnić, że jako 15-latek zgłosił się na ochotnika do armii
        hitlerowskiej i przez pewien czas służył w jednostkach Waffen SS. Napisał o tym
        książkę, gdyż - jak to wyjaśnił w wywiadzie - to „był mój wewnętrzny przymus”,
        tamtą „winę odczuwałem jako hańbę”.

        Taka postawa pisarza zasługuje na podziw i szacunek. Gdy pisarz, znany z
        uczciwości i odwagi, przez nikogo nieprzymuszany publicznie wyznaje swój błąd
        sprzed 62 lat, można tylko pochylić czoło, bowiem jest to przypadek całkowicie
        unikalny. Gdy jednak odzywa się natychmiast sfora naganiaczy, która
        wykorzystuje ten akt pisarza do rozpętania przeciw niemu nienawistnej nagonki -
        można tylko ubolewać nad małością ludzkiej kondycji.

        Niestety, w tej sforze naganiaczy znalazł się także Lech Wałęsa. Uznał on za
        właściwe dorzucić swoje pogardliwe trzy grosze na łamach brukowego
        Springerowskiego dziennika „Bild”, skądinąd znanego z wrogości do Grassa, który
        wielokrotnie krytykował „Bilda” za publikacje zatruwające publiczne debaty w
        Niemczech.

        Nie wiem, czy to któryś z doradców Wałęsy zasugerował mu tę deklarację -
        niemądrą i niegodną. Jeśli tak było, to powinien on zrezygnować z usług tego
        doradcy. Jeśli natomiast był to rezultat jego bezmyślnego gadulstwa, to Wałęsa
        powinien w przyszłości chwilę pomyśleć, zanim dokona tak osobliwego bilansu
        życia wielkiego pisarza. Literaturoznawstwo nigdy nie było mocną stroną Lecha
        Wałęsy.

        O czym bowiem mowa? Chodzi o czyn - niewątpliwie naganny i pożałowania godny -
        popełniony przez nastolatka przed 60 laty. Ten czyn Grass dogłębnie przemyślał
        i wielokrotnie przekreślił całym swoim życiem; wszystkimi swoimi książkami. W
        tych książkach pisarz stworzył wspaniały pomnik Gdańska; także w
        niezapomnianym „Blaszanym bębenku” oddał hołd bohaterskim polskim obrońcom
        Poczty Gdańskiej.

        W swych powieściach i esejach, w publicznych wystąpieniach i wywiadach był
        Guenter Grass konsekwentnym krytykiem i demaskatorem nazizmu, także zbrodni
        nazistowskich przeciw Polsce. Przez długie lata nie miała Polska w Niemczech
        bardziej konsekwentnego i bezinteresownego przyjaciela.

        Płacił za to wysoką cenę. Nacjonaliści niemieccy atakowali go bezpardonowo, gdy
        uparcie powtarzał, że Niemcy muszą uznać ostateczny kształt granicy na Odrze i
        Nysie. Natomiast komuniści atakowali go, gdy wspierał uparcie, od samego
        początku, polską opozycję demokratyczną, współpracował z polską prasą pod-
        ziemną, występował w obronie więźniów politycznych w Polsce. Zapominanie o tym
        wszystkim dzisiaj jest głupotą i niewdzięcznością; przekreślanie tego
        wszystkiego z powodu błędu życiowego kilkunastolatka w 1944 r. jest po prostu
        nieprzyzwoitością.

        Kilkunastoletni młodzi ludzie popełniają różne błędy - Lech Wałęsa wie o tym
        doskonale, bowiem jako młody człowiek - pisał o tym w swojej książce
        wspomnieniowej - dopuścił się czynów, które potem sam uznał za błędne i
        pożałowania godne. Te błędy wszakże przekreślił swoim późniejszym życiem. A
        przecież i dzisiaj nie brakuje chętnych - dość nikczemnej konduity - którzy
        chcieliby, poprzez przywołanie tamtej pomyłki życiowej młodego Wałęsy,
        unieważnić dorobek całego jego życia.

        My, Polacy, domagamy się słusznie od niemieckiej opinii publicznej, by
        zrozumiała, że działania pani Eriki Steinbach i jej współpracowników obrażają
        pamięć zbiorową i zmysł moralny Polaków. Widzimy w tych działaniach - też
        słusznie - kłody rzucane na drodze polsko-niemieckiego pojednania.

        Otóż Guenter Grass, który wysiedlenia Niemców z Gdańska opisał w „Blaszanym
        bębenku” z nieporównanym realizmem; którego siostra była podczas tego
        wysiedlania kilkakrotnie gwałcona przez wysiedlających, o czym pisarz
        publicznie opowiadał podczas debaty w Gdańsku, ten sam Guenter Grass przez lata
        konsekwentnie przypominał, że właściwymi winowajcami wszystkich niemieckich
        nieszczęść są niemieccy naziści, gdyż to oni rozpętali II wojnę światową,
        napadając na Polskę. Guenter Grass zawsze wykazywał olbrzymią wrażliwość na
        polską pamięć o tamtych dramatach.

        Czyż nam, Polakom, tak trudno zrozumieć ówczesny dramat młodych Niemców
        ogłupionych totalitarną indoktrynacją propagandy nazistowskiej i Hitlerjugend,
        wciśniętych w koszmar wojny, strach przed bombami, w jeszcze większy strach
        przed bolszewizmem, który nadchodził ze wschodu? Czyż trudno zrozumieć, że
        wielu młodych Niemców pogubiło się wtedy i pobłądziło?

        Taka przecież jest prawda o ówczesnym dramacie generacji młodych Niemców. Nie
        tylko Guenter Grass pobłądził. Inny Niemiec, rówieśnik Grassa, także spędził
        pod koniec wojny kilka miesięcy w mundurze armii hitlerowskiej. Ów Niemiec
        wspominał po latach, że choć pochodził z rodziny antynazistowskiej, to w 1940
        r., podczas wielkich triumfów armii niemieckiej, odczuwał „pewien rodzaj
        patriotycznej satysfakcji”. Czy również na miejscu tego Niemca chciałby Lech
        Wałęsa z czegoś tam zrezygnować?

        Na wszelki wypadek podaję dane personalne: ów Niemiec nazywał się Joseph
        Ratzinger, ostatnio bardziej znany jako papież Benedykt XVI.

        PS Nie sporządziłem tych uwag, by zapewniać Guentera Grassa, że ma w Polsce
        wielu przyjaciół, którzy szanują go i podziwiają. Także nie po to, by go
        bronić - ten wielki pisarz i wspaniały człowiek nie potrzebuje mojej obrony.
        Napisałem to po to, by bronić Lecha Wałęsy. Przed nim samym.

    • szwager_z_laband Re: przi obiyraniu cebuli 18.08.06, 15:42
      Grass trafił do dywizji pancernej SS Frundsberg, która we wrześniu 1944 r.
      stawiała czoła polskim i brytyjskim spadochroniarzom pod Arhem, a potem
      walczyła na froncie wschodnim.

      Jak dokładnie wyglądała służba wojskowa Grassa w Waffen SS, jeszcze nie
      wiadomo. Pisarz nie palił się do walki. - W jednostce chodziło wszystkim o to,
      jak się wyrwać. Ja udawałem żółtaczkę, ale to wystarczyło tylko na kilka
      tygodni. Potem znowu zaczęło się powierzchowne szkolenie z przestarzałym
      sprzętem - wspomina pisarz. Mówi też, że wówczas nie czuł winy, ale później
      czuł się zhańbiony. - Musiałem o tym napisać. To był mój wewnętrzny przymus -
      mówi pisarz.

    • szwager_z_laband Re: przi obiyraniu cebuli 20.08.06, 06:36
      www2.txt.de/WebObjects/Frameworks/TXTUploads.framework/WebServerResources/Artikel/3-86521-340-5-Multi-20060801-121258.mp3
    • szwager_z_laband Re: przi obiyraniu cebuli 22.08.06, 20:09
      "Szanowny Panie,

      Dziękuje za Pański i list i zaufanie, którego jest dowodem. Za nim moja
      najnowsza książka "Obierając cebulę" stała się przedmiotem publicznej debaty,
      informacja na temat znamiennego wprawdzie, nie dominującego jednakże treści
      książki epizodu z moich młodzieńczych lat, wywołała konsternację, która mogła
      zdezorientować mieszkańców Gdańska, dla mnie jednak przybrała wręcz groźny
      egzystencjalnie rozmiar.

      W książce, która opowiada o mojej drodze życiowej poczynając od 12 roku życia,
      czyli roku 1939, relacjonuję, jak w młodzieńczym zaślepieniu 15-latka zgłosiłem
      się do służby na okrętach podwodnych, do której nie zostałem jednak przyjęty.
      Zamiast tego we wrześniu 1944 roku, w wieku bez mała 17 lat zostałem bez
      swojego udziału, wcielony do Waffen SS.

      Podobny los przypadł w udziale wielu z mojego pokolenia. Te dwa tygodnie mojego
      wojennego zaangażowania, od początku do końca kwietnia 1945, przetrwałem chyba
      tylko przypadkiem.

      W powojennych latach i dekadach, po ujawnieniu straszliwego wymiaru zbrodni
      wojennych Waffen SS, ten krótki, ale jakże ciążący na mnie epizod z lat
      młodzieńczych, zachowałem dla siebie, nie wymazałem go jednak z pamięci.
      Dopiero teraz, z wiekiem, znalazłem odpowiednią formę opowiedzenia o tym w
      szerszej perspektywie. To milczenie może być oceniane jako błąd - jak to się
      właśnie dzieje - może być też potępiane. Muszę też pogodzić się z tym, że
      Obywatelstwo Honorowe jest przez wielu mieszkańców kwestionowane. Nie mam też
      prawa przywoływać w tej sytuacji wszystkiego tego, co na przestrzeni pięciu
      dziesięcioleci było istotą mojego dorobku jako pisarza i zaangażowanego
      obywatela RFN. Chciałbym jednak zachować sobie prawo do stwierdzenia, że
      zrozumiałem tę bolesną lekcję, jaką życie dało mi w młodości: świadectwem tego
      są moje książki i moja polityczna działalność.

      Ubolewam, że Pana i mieszkańców Gdańska, miasta z którym jako gdańszczanin z
      urodzenia jestem bardzo związany, obarczyłem decyzją, której podjęcie byłoby
      zapewne łatwiejsze i chyba bardziej sprawiedliwe, gdyby moja książka była już
      przetłumaczona na język polski.

      Na koniec mojego listu chciałbym podziękować tym mieszkańcom Pańskiego i mojego
      miasta, którzy w dalszym ciągu darzą mnie zaufaniem.

      Kiedy bardzo wcześnie, bo już na początku lat 50-tych musiałem zrozumieć, że
      utrata mojego miasta rodzinnego, będąca następstwem niemieckich win, jest
      nieodwracalna, publicznie dawałem temu wyraz - przyznaję - bolesnemu faktowi,
      między innymi wtedy kiedy w grudniu 1970 towarzyszyłem w Warszawie ówczesnemu
      kanclerzowi Willemu Brandtowi.

      Od tamtego też czasu, ze względu na powojenną historię Gdańska, strata ta stała
      się dla mnie o wiele mniej dotkliwa, ponieważ to właśnie z Pańskiego i mego
      miasta wyszły znaczące impulsy polityczne w postaci wciąż wybuchającego ruchu
      robotników walczących o wolność, ruchu, który następnie pod
      nazwą "Solidarność", wszedł do historii, podobnie jak przywódca - Lech Wałęsa.
      W moich książkach ruch ten znalazł swoje literackie odbicie, zaś w moich
      tekstach politycznych wskazywałem na to, że to w Gdańsku po raz pierwszy
      potrafiono zapobiec rozlewowi krwi dzięki metodzie "Okrągłego Stołu". Miałem
      wiele powodów do dumy z mojego miasta rodzinnego, którego duchowa postawa
      promieniowała na całą Europę, gdy szło o to, by w bezkrwawy sposób zakończyć
      dyktaturę, jak też walnie przyczynić się do obalenia Muru Berlińskiego i
      otwarcia drogi dla prawdziwej demokracji. Wszystko to dodało mi otuchy, aby
      kontynuować raz po raz utykające w martwym punkcie rozmowy między Polakami i
      Niemcami, między Niemcami i Polakami, tak abyśmy byli wszyscy w stanie
      wyciągnąć z lekcji, jakakolwiek byłaby ona bolesna, taką naukę, która pozwala
      na wzajemne zrozumienie.

      Serdecznie pozdrawiam,

      Günter Grass
      • szwager_z_laband ps 22.08.06, 20:16
        tera je na ZDF o Grassie i SS!
        • ballest Re: ps 22.08.06, 20:31
          Patrzam, Danke!
          • sloneczko1 Re: ps 22.08.06, 21:02
            takich jak on było wielu
            • socer-schlesier Re: ps 22.08.06, 21:21
              Wałęsa już mu "wybaczył".
              • szwager_z_laband Re: ps 22.08.06, 21:25
                a kto wybaczou juz Walynsie?
                • sloneczko1 Re: ps 22.08.06, 21:28
                  Matka Boska
    • szwager_z_laband Re: przi obiyraniu cebuli 21.09.06, 12:58
      "Dla niektórych nie była to rzecz nieznana. Austriacki pisarz Robert Schindel
      poinformował gazetę "Die Presse": "Grass powiedział mi o tym przed ponad 20
      laty w hamburskim lokalu, bądź podczas ostatniego spotkania «Grupy 47» w 1990
      r. na zamku Dobris pod Pragą, gdzie byli też Hans J. Schändlich i Helga Novak".
      Włoski reżyser Pasquale Squitieri, w 1984 r. z powodu jego filmu "Claretta"
      mocno krytykowany przez Grassa, spekuluje na łamach gazety "Il Giornale",
      jakoby Szymon Wiesenthal także wiedział o SS-owskim epizodzie w życiu Güntera
      Grassa."

      je to cytat z wiynkszego tekstu z "Gazety Zydowskiej"
      • sloneczko1 to tysz je dobry artykuł 21.09.06, 13:58
        Palcem po klawiaturze
        Adam Rok

        Polska miała wielu wspaniałych ludzi, godnych wyniesienia na pomniki,
        uczynienia z nich wzoru dla potomnych. Z bólów porodowych IV RP tymczasem
        narodziła się krwawa zjawa przeszłości, człowiek niegodny nie tylko pomnika,
        ale nawet dobrego słowa.

        W ramach budowy IV Rzeczypospolitej pan Prezydent Lech Kaczyński odsłonił w
        Zakopanem pomnik Józefa Kurasia, ksywa „Ogień”. Pomniki, jak wiadomo, nie tylko
        upiększają miasta, ale mają utrwalać pamięć historyczną narodu, przypominać
        wielkość samej postaci, a także jej nieprzemijające zasługi dla ojczyzny.
        Historia jest służką polityki, to też każda formacja polityczna ma swoich
        zasłużonych, których wynosi na piedestały. Władcy PRL ustawili w centrum
        stolicy pomnik „krwawego Felka”- Feliksa Dzierżyńskiego. A władcy rodzącej się
        IV RP uznali za słuszne ufundować Polsce pomnik krwawego Kurasia.
        www.gazetazydowska.pl/?1513405111101212pl1310141228bb174bf722171d89dc7fe1e816ee20386f60e4a38ae4dcb47337
        8b33c07713ee

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka