stix
11.11.06, 20:23
archiwum.wiz.pl/1999/99092800.asp
Bezpośrednio po I wojnie światowej polska karykatura za całe zło, jakie
spotkało nasz kraj, obwiniała nie Niemców jako takich, lecz Prusaków,
utożsamiając ich czasami - na sposób zupełnie ahistoryczny - z Krzyżakami
(biały płaszcz z czarnym krzyżem łączy się na rysunku z pruskim hełmem).
Elementem ironii było samo znaczenie słowa Prusak. Prusak bowiem w języku
polskim to również rodzaj owada (Blattella germanica) występującego na całej
kuli ziemskiej, żyjącego w mieszkaniach i żywiącego się odpadkami.
Wykorzystując homonimiczność tego słowa, rysowano zatem alegorię Germanii
jako starej baby toczonej przez prusactwo, zestawionej z pięknym i młodym
Polakiem. Prusactwo jako synonim robactwa równocześnie sugerowało, że to
właśnie Prusacy odpowiedzialni są za upadek kraju.
Karykatura ostrzegała przed zbytnim lekceważeniem żywiołu niemieckiego. Jej
twórcy przedstawiali wizje utraty suwerenności, rysując otyłego junkra z
wielkim cygarem w zębach, przyjmującego hołd od Polaków ubranych w tradycyjny
strój sarmacki. Nie należał do rzadkości wizerunek Prusaka jako monstrum
ociekającego śliną, ściskającego nóż, żądnego mordu, ciemiężyciela polskości.
Był to typowy zabieg propagandowy, świetnie pokazujący zależność karykatury
od bieżącej polityki.
W pierwszych latach po wojnie Prusak był przez polskich karykaturzystów
postrzegany czasem jako istota niezdolna zagrozić "potężnemu narodowi
polskiemu". Rysowano polskiego robotnika, jak wypędza Prusaka solennym
kopniakiem czy symboliczną polską pięść nokautującą pruskiego żołnierza
("Mucha" 1922)
Sytuacja w 1921 roku w naszych stosunkach z zachodnim sąsiadem była,
delikatnie mówiąc, nie najlepsza. Przypomnijmy sprawę "płonącej granicy",
której de iure jeszcze nie było. Kształtowała się ona w ogniu walk na
wszystkich frontach. Powstanie wielkopolskie (1918) i trzy kolejne powstania
śląskie (1919-1921) ugruntowały ją w części byłego zaboru pruskiego. W
tamtych czasach często karykaturowano przedplebiscytowe poczynania rządu
niemieckiego, polegające na sprowadzaniu przybyszów z głębi Niemiec w celu
wzięcia udziału w plebiscycie na Górnym Śląsku pod pretekstem urodzenia się
na tym terenie. Karykatura przerażonego Niemca odkopującego zwłoki na
cmentarzu w Opolu w poszukiwaniu uprawnionych do wzięcia udziału w
głosowaniu, a przypadkowo trafiającego na polską mogiłę - to świetny przykład
kpiny z owej praktyki. Prócz tego, iż rysunek wydrwił działania rządu
berlińskiego, próbował także dostarczyć argumentu za polskością Śląska, na
którym znajdują się też wszak polskie (!) groby.
W okresie weimarskim satyra polska jest nadal równie ostra i dosadna, jak w
czasie normowania stosunków po wojnie światowej, choć liczba tematów
niemieckich okresowo spada na rzecz spraw krajowych. Zawsze jednak wśród
zagranicznych obiektów kpiny Niemcy i problemy z nimi związane biją wszelkie
rekordy. Szczególnie widoczne było to w latach 1925-1930. Do najczęściej
wykorzystywanych tematów należały tradycyjnie stereotyp Niemca - militarysty,
sprawa Gdańska, wojna celna, indoktrynacja młodych pokoleń i in. Ekonomiczny
aspekt stereotypu antyniemieckiego, którym próbowano tłumaczyć gospodarcze
trudności Polski w dobie wojny celnej i wielkiego kryzysu, odbiła oczywiście
również i karykatura. Postać - symbol niemieckiego Michela - Michałka, zawsze
w nieodłącznej szlafmycy i z fajką, pojawiała się w całym omawianym okresie.
Początkowo przedstawiany jako obłudnik utożsamiający najgorsze cechy
drobnomieszczaństwa, podżegający do wojny i odwetu, stał się "wizytówką"
Niemca w karykaturze, stopniowo wypierając typ Prusaka. Również w czasach
hitlerowskich Michel znajdzie dla siebie miejsce. Doda mu się jedynie
swastykę w formie opaski na ramię lub jakąś część munduru szturmowca jako
swoisty znak czasu i przemian.
Przełom, jaki nastąpił w Niemczech na początku lat trzydziestych za sprawą
Hitlera, znalazł także odbicie w naszej satyrze rysunkowej. Liczba karykatur,
jakie poświęcano Hitlerowi i jego ugrupowaniu, rosła systematycznie z
sukcesami NSDAP. Stąd rozmaite przedstawienia kanclerza III Rzeszy: a to jako
Frankensteina, a to zakochanego amanta z bukietem fiołków zionących siarką, a
to Don Kichota, malarza, dzieciaka z wybuchowymi zabawkami czy
demagogicznego, prehistorycznego wodza przemawiającego do swych
współplemieńców.