hanys_hans
12.11.06, 23:19
Uprawia swoje pole w Czechach
data: /16-10-06/
Kuriozalny problem, od lat dotyka gospodarza Lothara Wittka, mieszkańca wsi
Rudyszwałd w gminie Krzyżanowice. Rzecz w tym, że ziemie uprawne L. Wittka
leżą częściowo w Polsce, częściowo zaś i w Republice Czeskiej (wioski
Šilheřovice i Hat).
Kłopot wynika stąd, że w latach pięćdziesiątych (ub.wieku) pomiędzy Polską a
Czechosłowacją dokonano przesunięcia linii granicznej, wskutek czego,
5-hektarowe gospodarstwo zostało podzielone na dwie części. Większa część
ziemi pozostała po stronie polskiej, natomiast 0, 8 ha znalazło się poza granicą.
Taki stan rzeczy, jest niezwykle uciążliwy dla gospodarza, ponieważ L. Wittek,
chcąc wjechać maszynami rolniczymi na część swojego gospodarstwa po stronie
czeskiej, musi uzyskać zgodę od służb granicznych.
Lothar Wittek od wielu lat redaguje pisma. Niestety działania dotychczasowe
nie przyniosły rezultatu. Z analizy pism wynika, że interwencje w tej trudnej
i uciążliwej ponad wszelką miarę sprawie, do lat osiemdziesiątych praktycznie
pozostały praktycznie bez rozpatrzenia. 14.11.1989 r. Pan Lothar Wittek
wystąpił z pismem do Ministra Rolnictwa w przedmiotowej sprawie. Od tego
momentu sprawa nabrała toku urzędowego. Do jej zbadania powołano specjalnego
Pełnomocnika Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Pan Lothar Wittek proponuje
powrót do linii granicznej, istniejącej w latach 1945-1953. W piśmie z dnia 5
maja 2005 r. Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji powiadomiono Pana L.
Wittka, że wstępny termin zakończenia prac związanych z wytyczeniem nowej
granicy zostanie ustalony na posiedzeniu Komisji Granicznej w listopadzie 2005
r. Jednocześnie zarówno Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, jak i
Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi, zapoznało się w wstępnymi propozycjami
zmian przebiegu granicy państwowej. Opracowane propozycje zostaną następnie
przedstawione rządom obydwu państw. Realizacja zmian przebiegu granicy
państwowej będzie możliwa po zawarciu stosownej umowy między Rzeczypospolitą
Polską a Republiką Czeską.
Kilka miesięcy temu, gospodarz, bezradny wobec problemu, zwrócił się z prośbą
o pomoc również do posła Henryka Siedlaczka, który wystosował pismo do
Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji – Ludwika Dorna. W uzasadnieniu
pisma czytamy, między innymi, że "istniejąca sytuacja jest tym bardziej
krzywdząca i nieusprawiedliwiona, że została spowodowana poprzez nakazowe
decyzje ówczesnej władzy, nieliczącej się zupełnie z dobrze pojętymi
interesami swoich obywateli. Dzisiaj nadszedł już chyba czas, by tego typu
problemy rozwiązywać we współpracy i zgodnie z wolą obywateli. A tym samym
zostanie położony kres prowokacyjnym zachowaniom właścicieli gruntów po
stronie czeskiej”.
W odpowiedzi na apel Wiesław Tarka, podsekretarz stanu w MSWiA z dnia 7
września br., pisze, co następuje: „problematyką długu terytorialnego zajmuje
się Stała Polsko-Czeska Komisja Graniczna, która zakończyła prace związane z
pierwszą wspólną kontrolą przebiegu polsko-czeskiej granicy państwowej w 2005
roku, w wyniku której została opracowana dokumentacja graniczna. Obecnie
pozostaje do rozwiązania sprawa długu terytorialnego, która ma znaczący wpływ
na termin wejścia w życie opracowanej dokumentacji granicznej. Przedstawiciele
delegacji polskiej Komisji Granicznej oraz Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju
Wsi przy udziale wójta gminy Krzyżanowice oraz Pana Wittka dokonali wizji
terenowej omawianego rejonu. Przeprowadzona wizja terenowa potwierdziła
celowość przedstawionych powyżej propozycji zmian przebiegu granicy.
Jednocześnie Pan Wittek został poinformowany o pozytywnym stanowisku delegacji
polskiej Komisji Granicznej oraz o czasochłonności procedur zmierzających do
zmiany przebiegu granicy państwowej. Niestety zawieszenie prac nad tą
problematyką nastąpiło z powodów leżących po stronie Republiki Czeskiej.
Delegacja polska, mając na względzie opinię Departamentu Europy Ministerstwa
Spraw Zagranicznych, podczas wszystkich spotkań Komisji Granicznej
podtrzymywała stanowisko, że regulacja długu terytorialnego powinna nastąpić w
postaci zwrotu 368, 44 ha gruntu w naturze”.
Pozostaje zatem nadzieja, że przedziwna sytuacja, o której mowa powyżej,
znajdzie pomyślne rozstrzygnięcie, a gospodarz L. Wittek będzie mógł, zamiast
pisać pisma do urzędów, zająć się uprawą roli.
/koba/