hanys_hans
03.11.07, 19:18
Jabtykoż i hahor.
W jednym srogim mieście, w Berlinie,
Przez ktore żyka głamboka tam płynie,
Kaj w wielkim ogrodzie są lwy a niedźwiedzie,
I hajzembana po ulicach już jedzie,
Kaj na telegrafach już listki furgają,
Szandarzi na złodziei pozór dowają,
Tam była jabtyka. To jest sklep niemały,
Kaj się rozmaite lyki przedowały.
To kropki maciczne, to lukrecyje,
Też i kamelków, co wto potrzebuje!
Tam roz szpediter towory zladowoł,
I roz się też taki hahor einfindowoł,
I abladuje, jak ino on może,
Hoć mu żoden człek tego nie koże.
Jak ón jest fertig, chce mieć zopłata,
Rzekli jabtykoż wroz do pana brata:
„Niech ci do tryngeld, wto cie najmowoł,
„Dwa czeskie ci dóm, kiebyś sie kontentowoł.”
„Dwa czeskie, Panoczku? Niech je se showają!
„Pięć czeskich jo chca, jak mie ich nie dają,
„To niech se miarkują, bo jo ich naucza,
„Jak jo ich kaj trefna, to kark im przewróca.”
„No no” se padali „ino se statkujcie,
„Dzicie ich szandara? Sofort se pakujcie!
„Zapiskna na nich, zawrzą wos do wachy,
„Cóż mocie, haharze, potem z tej zachy?”
Hłop idzie dudom, po dródze se pado:
„Czekaj, ty sapramęcko łowado.”
W wieczór, jak ćma, do jabtyki wstępuje,
A se za czeski rajcherkercli kupuje.
Ta jedna jest krziwo, a stoć mu nie chciała,
Ino się pożąd obalowała.
A coż ten hahor teraz hce robić?
On chce temu panu roz wynagrodzić!
W nocy, jak ludzie i dziecka już spali,
Wachteże już dawno dwanosto piskali,
Hłop zaszoł przed jabtyka i zwóni jak może,
Jabtykoż wylozł z łóżka i padoł: „O Boże,
„Wtóż też tak nieskoro się do mnie tu toczy?
„Jo ni móm pokoja, ni wednie, ni w nocy!”
Hłop padoł: „Niech raczą te okno otworzyć,
„A niech mi doradzą, co jo tu móm robić!
„Mie znają, jo kupił u nich reicherkercli,
„Ta jedna stoć niechce, jo zepsuł sztrajchelcli
„Hnet cało szkatułka i prosza o rada,
„Czy mi chcą zamienić ta krziwo łowada?”
Jak nasz pón jabtykorz hahara poznali,
Co mu po połedniu tyn tryngeld nie dali,
Od złości się ledwo łozerwać nie chcieli,
Na tego hahara tak klyni, wreszczeli!
Tyn hahor zaś tak se serdecznie lachowoł,
I padoł: „Dzisz, giździe, joch ci anstrajchowoł!”