Dodaj do ulubionych

Władca żyrandoli

IP: *.wieszowanet.pl 22.02.15, 20:19
Słyszeliście o liście poparcia prezydentów miast dla władcy żyrandoli chrabiego bula ? Podobno podpis z Zabrza też jest na tej liście ! Nie pojmuję jak uczciwy człowiek może poprzeć takiego zdziecinniałego niedołegę i to z kompletnie obcej opcji politycznej ?
Obserwuj wątek
    • Gość: y Re: Władca żyrandoli IP: *.gl.digi.pl 22.02.15, 23:17
      Jeszcze niedawno cala ta salonowo medialna kasta III RP wraz z PO, ZSL, SLD, TR, panem prezydentem, Koziejem, Kuzniarem z palacu, Sikorskim byla zachwycona Rosja i Putlerem. Tak bylo!

      Oto co ta ekipa zaprezentowala w 2013 roku: cytat z blogera kokos26: " A już w samym zaprezentowanym dokumencie mamy taką oto perełkę: Rola NATO powinna być drugorzędna ze względu na nawarstwioną latami w świadomości Rosjan opinię o nim, jako wrogu bloku zagrażającym ZSRS, a potem Rosji. [...] Polska musi traktować to państwo [Rosję] [...] nie, jako przeciwnika, lecz istotnego gwaranta bezpieczeństwa europejskiego, w tym naszego bezpieczeństwa.

      Oto przed nami „Pierwszy Strateg III RP”, który jako zwierzchnik sił zbrojnych przewidział zagrożenia, jakie czekają Polskę w ciągu najbliższych 20 lat i wybrał nam Rosję, jako gwaranta bezpieczeństwa. Niecały rok od tej podniosłej uroczystości w pałacu prezydenckim Rosja anektowała Krym, a następnie zaatakowała Ukrainę gdzie dzisiaj toczy się regularna wojna. O zagrożeniach dla krajów bałtyckich i Polski mówią dzisiaj stratedzy z wielu państw i najlepsi spece od wojskowości. Co zatem w maju 2013 roku zafundował nam Bronek w obecności szefa sztabu Owsiaka oraz reszty tej spółki z nieograniczoną nieodpowiedzialnością?"

      I wina tego towarzycha jest to, ze taka polityke wobec Rosji rekomendowali swoim du...owatym partnerom z UE. Miast ich otrzezwiac na kazdym kroku!

      Pomimo, ze Rosja zbroila sie na potege, ze im Putin w 2008 proponowal rozbior Ukrainy, ostatnio nawet pan byly minister MSZ stwierdzil, ze Putin im wprost od dawna zapowiadal to co zrobi a oni zwyczajnie " nie wierzyli !!!!"- no tak to nazwal, to sa jego slowa. No bo to sie w glowie nie miescilo! Kpiny i amatorszczyzna. Oni dalej uwazaja sie za profesjonalistow, ktorzy beda prowadzic wlasciwie sprawy polskie. Wyzywali od chorych rusofobow tych, ktorzy wprost mowili kim jest Putin!!!!! To oni postawili na polityke odsuniecia sie od USA i postawienia na Unie Europejska, ktora jest podzielona, niezdecydowana, ktora jest totalnie niewydolna, nie ma koncepcji i autorytetu, jest spenetrowana przez Kreml!

      Przypomnijcie mi proszę jakimi epitetami rządząca dziś ekipa określała w 2008 ludzi, którzy przewidywali takie zachowanie Putina i próbowali nas zabezpieczać przed nim?
      "Bronek, historyku od siedmiu buleści, dlaczego Putin miałby się zatrzymać na Ukrainie? Hitler też się zatrzymał na Czechosłowacji? W Łotwie już twierdzą, że są w stanie wojny hybrydowej."
      • Gość: y Re: Władca żyrandoli IP: *.gl.digi.pl 22.02.15, 23:19
        "Cóż więc takiego mieli na myśli Jaruzelski i Kiszczak? Jakaż to porażająca wiedza jest dzisiaj w posiadaniu Kiszczaka, że wzbudza ona tak wielki strach salonu? Jedno jest pewne. Upublicznienie tej wiedzy wstrząsnęłoby Polakami i zmiotło ze sceny politycznej oraz życia publicznego całą „elitę” III RP. Jeżeli nie mogą być tym detonatorem inicjującym potężny wybuch teczki TW to czego dotyczy ta „wrażliwa wiedza”? Na trop naprowadza nas sam Kiszczak, który w 2009 roku w wywiadzie dla „Dziennika Gazeta Prawna” mówił: „Uważamy się za pępek i sumienie świata. A Polska jest potrzebna mocarstwom do prowadzenia gier. Amerykanie i Zachód w latach 80. kupowali Polskę za drobne, a ja te drobne, czyli setki tysięcy dolarów, przepuszczałem przez ręce. Przez związki zawodowe szły do Polski pieniądze. Kanały były opanowane przez polski wywiad. Podwładni mnie namawiali, żeby te pieniądze zbierać na Skarb Państwa. Ale po co? Wiedzieliśmy, ile pieniędzy przychodzi, do kogo idą, na co są rozdzielane. [...] Ludzie na dole wydawali po 10, 20 dolarów. To były wtedy duże pieniądze. A część z tej pomocy, jak mi meldowali podwładni, szła do kieszeni. Z tego tytułu podobno niektórzy mają dziś duże majątki"

        Teraz przypomnę sensacyjną informację, którą również w 2009 roku, na kilka miesięcy przed powyższą wypowiedzią Kiszczaka opublikował włoski dziennik „La Repubblica”. Ujawniono, że 1981 roku wysłano z Włoch dla polskiej „Solidarności” cztery miliony dolarów w złocie. Rewelację ogłosił nie byle kto, bo były szef włoskiego wywiadu wojskowego, Francesco Pazienza. Stwierdził on, że pieniądze dla „Solidarności” pochodziły ze wspólnych kont włoskiego banku Ambrosiano i watykańskiego Instytutu Dzieł Religijnych, kierowanego przez arcybiskupa Paula Marcinkusa. Tego samego, którego nazwisko padło w słynnej rozmowie Wałęsy z jego bratem Stanisławem, nagranej podczas internowania. To właśnie Marcinkus był „bohaterem” słynnej afery w watykańskim banku. W Polsce tak zwane wiodące media nie drążyły sprawy i jedynie w kierunku Bogdana Lisa padło w Polskim Radiu pytanie o owe złoto, na co ten odpowiedział: – Co ta­kie­go? Czte­ry mi­lio­ny do­la­rów w zło­cie? Chy­ba po­my­li­li da­tę tej pu­bli­ka­cji: ta­kie „re­we­la­cje” po­win­ni po­da­wać 1 kwiet­nia w pri­ma apri­lis – To prze­kra­cza gra­ni­ce ab­sur­du.

        Nerwowość i obracanie niewygodnych pytań w żart i kpinę to stała i wypróbowana taktyka. Władysław Frasyniuk pytany skąd wziął się u niego pomysł na stworzenie przedsiębiorstwa przewozowego tak odpowiadał kiedyś dziennikarce: – Wie pa­ni, pa­ni re­dak­tor, wsta­łem ra­no i po­sta­no­wi­łem ku­pić dwa­dzie­ścia cię­ża­ró­wek i ku­pi­łem. Wielu ludzi do dziś chciałoby wiedzieć skąd skromny opozycjonista Bronisław Komorowski wziął na początku lat 90. 260 tys. niemieckich marek, które zdeponował w tak zwanej „Kasie Palucha”?"
        naszeblogi.pl/52221-szafa-kiszczaka
        A w PRL robotnik zarabial 30 marek miesiecznie, a taki opozycjonista chyba sporo mniej! Ciekawe!
        • Gość: y Obiecywacze.. IP: *.gl.digi.pl 22.02.15, 23:22
          Komorowski zawsze sie troche polansuje, w mediach, ze niby bardzo troszczy sie o ludzi, a potem zawsze podpisuje ustawy, ktore mu PO podsuwa, i dojezdza ludzi. Przypomnijmy. Przed wyborami prezydenckimi 2010 finanse byly super zapewnialo PO w kampani wyborczej. Po wyborach Vat w gore! Zeby to przykryc, zrobiono awanture z przeniesieniem krzyza sprzed palacu, ktore media relacjonowaly. Przed wyborami 2011 tez finanse byly w rewelacyjnej formie zapewnial krol Europy, po wyborach podniesiono wiek emerytalny do 67 roku zycia, potem zabrano srodki z OFE. Przed wyborami samorzadowymi 2014 roku krol Europy zapewnial, ze nie bedzie zwalnial gornikow, a teraz PO znow podnosi podatki skrycie i zamyka kopalnie. Najpierw wsadzono w nie gruba kase, a teraz sie je sprzeda za grosze! Absurd! Pamietacie jak krol Europy po wygranych wyborach krzyczal " Teraz to benzyna moze byc i po 7 zl....."...FARYZEUSZE Z PO..przed wyborami to ludziom mowcie, przed wyborami. A kto twierdzil, ze " najlepsza rodzina dla panstwa to bezdzietna rodzina"? Gajowy Bul nawet w sprawie swojego hobby klamal. No i ta jego beznadziejna pamiec, gdy zeznawal przed sadem w palacu? On nic nie pamieta? Rekord swiata.

          "„Obietnice polityczne wiążą tylko tych, którzy w nie wierzą”, „Dwa razy obiecać to jak raz dotrzymać” – kpili na taśmach prawdy politycy PO – Radosław Sikorski i Jacek Rostowski. Tygodnik „Gazeta Polska” ujawnił odnośnik do serwera, na którym znajdują się nowe nagrania z taśm prawdy. "Gazeta Polska Codziennie" opisuje dziś nieznane fragmenty taśm..."
          niezalezna.pl/63024-politycy-po-drwia-ze-swoich-wyborcow-nieznane-nagrania-z-tasm-prawdy
          • Gość: wielki sceptyk Re: Obiecywacze.. IP: *.wieszowanet.pl 23.02.15, 09:53
            No tu masz rację to zakłamanie gościa jest mocnym argumentem by ludziom wybić z głowy głosowanie na bula TEN FACET NADAL KULTYWUJE SWOJE PRYMITYWNE HOBBY I PLĄCZE SIĘ PO LASACH Z FLINTĄ POLUJĄC NA ZWIERZAKI, tyle że bardzo sie z tym ukrywa, bo oficjalnie zrobił sie z niego fotosnajper. Ja głosuję na Korwina - prezydentem na pewno nie zostanie ale jak bedzie na Wiejskiej to patrząc tej zgrai na ręce życie mocno im utrudni
          • Gość: y ciekawostka platformiana IP: *.gl.digi.pl 24.02.15, 08:11
            "..Za tą pierwszą firmę jak się okazało DSS przez wiele miesięcy nie zapłaciło Skarbowi Państwa ponad 60 mln zł, a mimo tego Skarb Państwa sprzedał mu KKSS na równie dogodnych warunkach finansowych.
            Trochę światła na te dziwne transakcje rzuciła później wiadomość, że doradcą DSS w tym czasie i to za duże pieniądze był były premier Kazimierz Marcinkiewicz, który już wtedy był wielkim przyjacielem prominentnych polityków Platformy.
            3. Jeszcze dziwniejsze było otrzymanie przez DSS kontraktu na budowę odcinka C autostrady A2 pomiędzy Strykowem, a Konotopą.
            Wcześniejszy wykonawca firma Covec z Chin chciał waloryzacji wartości kontraktu uzasadniając to głównie gwałtownym wzrostem cen materiałów budowlanych i paliwa ale GDDKiA, na to się nie zgodziła i Chińczycy zeszli z placu budowy.
            Ówczesny minister transportu Cezary Grabarczyk w tzw. trybie z wolnej ręki w lipcu 2011 roku, wybrał kolejnego wykonawcę, konsorcjum na którego czele stanęła spółka DSS, mimo tego że wszystkie firmy wchodzące w jego skład nigdy samodzielnie dróg nie budowały.
            Co więcej to co Chińczycy mieli wybudować za 535 mln złotych, nowy wykonawca mógł już realizować za 756 mln zł i pod koniec maja 2012 roku, miał oddać do użytku nie w pełni wybudowaną autostradę ale miał tylko zapewnić przejezdność swojego odcinka.
            Mimo tych korzystnych warunków DSS nie dał rady i tuż przed świętami Wielkanocy 2012 roku także i ta firma zeszła z placu budowy..."
            naszeblogi.pl/52956-upadlosc-dss-ile-skarb-panstwa-do-tego-dolozyl
        • Gość: wielki sceptyk Re: Władca żyrandoli IP: *.wieszowanet.pl 23.02.15, 09:47
          Mechanizm jest banalnie prosty. Po co prowadzić wojnę demolować potencjalny rynek zbytu i narażać sie na krytykę skoro można uzależnić finansowo od siebie opozycję ( o tym pisze mój poprzednik ) i potem jak juz ta opozycja dzięki pieniądzom dojdzie do władzy, beda robić dokładnie to co zachód im każe ( widzimy to dzisiaj ) Taki schemat zrealizowano w Polsce i demoludach w latach 80tych, także w rosji niemal sie to udało, gdy władzę przejął idealista Gorbaczow a po nim nastał pijak Jelcyn, tylko nie przewidzieli że potem do władzy dojdzie Putin czyli było nie było błyskotliwy oficer KGB który te mechanizmy doskonale zna i wie jak im przeciwdziałać. Wracając do Zabrza to przykra jest ta amnezja wyraźnie widoczna u naszej władzy zwasza jesli chodzi o jakieś idee czy zasady no i złowróżebne jest to kompletne odklejenie się od szarej zabrzańskiej rzeczywistości.
            • Gość: y cyngle IP: *.gl.digi.pl 28.02.15, 23:53
              z netu:"..Dziś kolejny lisowski ogarek, dziennikarz polityczny Michał Krzymowski, zaatakował Dudę, obwieszczając czujnie światu, iż ten spiskował w ułaskawieniu wspólnika zięcia śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego i tylko on mógł mieć interes w niszczeniu ważnych dla śledztwa dokumentów. Przypomnijmy - sprawa absolutnie nie jest niczym nowym, już w 2011 roku Andrzej Duda tłumaczył: (...) Z dostępnych mi - bo powszechnie już znanych - informacji na temat merytorycznych aspektów sprawy mogę obecnie jedynie przypuszczać, że dałbym w tej sprawie opinię pozytywną co do aktu ułaskawienia, w szczególności gdyby takie stanowisko wynikało także z projektu opinii przedstawionego mi przez Biuro Obywatelstw i Prawa Łaski (...) prośba spełniała kryteria, na które prezydent Kaczyński zwracał szczególną uwagę - naprawienie szkody i dobro osób trzecich. O ile wiem, Adam S. dobrowolnie poddał się karze, spłacił swoje zobowiązania, uiścił grzywnę, jego firma dawała pracę osobom niepełnosprawnym, zaczął działać charytatywnie na rzecz innych, cieszył się dobrą opinią. W dodatku miał wyrok w zawieszeniu, więc ułaskawienie nie wiązałoby się z przerwaniem odbywania kary więzienia.

              Groteskowe jest kpienie Krzymowskiego z "niepamięci" Dudy, zwłaszcza w kontekście pomijanych przez mainstream ostatnich zeznań Komorowskiego w nieporównywalnie poważniejszej sprawie. Sprawa tego słynnego już ułaskawienia (nie uniewinnienia, warto podkreślić - każda taka sprawa zawsze budzi kontrowersje) nabiera po raz kolejny nowego życia - po niszczeniu pamięci i dobrego imienia Lecha Kaczyńskiego dziś służy do próby przedstawiania PiS-owskiego kandydata na prezydenta jako sprytnego krętacza.

              Cóż, po 8 latach rządów aroganckiej i kłamliwej sitwy mało co jest mnie w stanie zdziwić, ale wypuszczone na łowy ogary na ten moment radzą sobie wyjątkowo średnio - świeżej zdobyczy brak, a jedyne na co ich stać to promptery, narciarska ustawka i śmierdząca stęchlizną na kilometr padlina. Z drugiej strony wielu potencjalnych wyborców to padlinożercy - odporni na aferę taśmową, wyczyny Komorowskiego, arogancję Tuska i kłamstwa Kopacz uaktywniają się na niszczącego potajemnie dokumenty Dudę.

              Cóż, nie takie ogary miał Stefan Żeromski na myśli, ale jaki pan i las... To i psy na miarę możliwości."autor bloger: Marcin Tomala
      • Gość: y Re: Władca żyrandoli IP: *.zabrze.vectranet.pl 29.10.15, 19:02
        wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,19104700,cala-prawica-smiala-sie-z-ewy-kopacz-dzis-to-prezydent-zgubil.html?lokale=local#BoxNewsLink
        Podobna niezręczność spotkała prezydenta Andrzeja Dudę we Francji podczas spotkania z przewodniczącym Senatu Gerardem Larcherem. Prezydent, zmierzając w stronę czerwonego dywanu, nie zatrzymał się przed fotografami aż do chwili, gdy Larcher zablokował mu drogę.


        Piękne video.
                        • Gość: ee Re: Andżej spod żyrandola IP: *.zabrze.vectranet.pl 16.12.15, 22:16
                          ..." A tak naprawdę prezydent nigdy nie był czołowym politykiem PiS. A po wyborach, przykro mi to mówić, stał się podwładnym Jarosława Kaczyńskiego pod żyrandolem w Pałacu Prezydenckim. ..
                          www.tokfm.pl/Tokfm/1,103454,19353744,prezydent-duda-podwladny-kaczynskiego-pod-zyrandolem-w-palacu.html#BoxNewsLink
                          • Gość: Y Re: Andżej spod żyrandola IP: *.gl.digi.pl 28.10.16, 23:50
                            Tak prą do rozliczania Prawa i Sprawiedliwości, że 11 miesięcy uznali za rok

                            1. Od kliku dni pojawiają się publikacje i wypowiedzi podsumowujące rok działalności rządu Prawa i Sprawiedliwości, choć 25 października minął rok od rozstrzygnięcia wyborów parlamentarnych, a rząd premier Beaty Szydło został zaprzysiężony 19 listopada, więc do rocznicy jego funkcjonowania jeszcze prawie miesiąc.

                            Ta presja na rozliczanie rządu Prawa i Sprawiedliwości z realizacji programu wyborczego trwa zresztą od początku jego powstania, media wspierające obecną opozycję, prowadziły takie oceny już po pierwszym i po każdym kolejnym miesiącu rządów obecnej większości parlamentarnej.

                            Wprawdzie niesłychanie kontrastuje to z podejściem mediów do rozliczania rządów Platformy i PSL-u, które przez 8 lat swojego funkcjonowania niespecjalnie przejmowały się realizacją zobowiązań wyborczych, ale na stosowanie podwójnych standardów pod tym względem rzadko, kto zwraca uwagę.

                            2. Skoro to rozliczanie rządu premier Beaty Szydło przez media i polityków opozycji jednak się już zaczęło, to wypada przypomnieć, że jest on jednym z nielicznych w ostatnich 27 latach, który z taką konsekwencją realizuje deklaracje wyborcze.

                            Zacznijmy od realizacji sztandarowego programu Rodzina 500plus, który zaczął funkcjonować zaledwie po 5 miesiącach od powstania rządu, okazało się, że w budżecie przygotowanym przez poprzedników udało się znaleźć aż 16 mld zł, choć jeszcze w momencie uruchomienia pierwszych wypłat czołowi politycy Platformy twierdzili, że jest on nierealistyczny i że zaraz tych pieniędzy zabraknie.

                            A przecież było jeszcze przynajmniej kilka kolejnych decyzji rządu i Parlamentu, które poprawiają sytuacje materialną Polaków, poprawiają kondycję rodzin, tworzą dla nich godziwe warunki funkcjonowania.

                            Podniesienie płacy minimalnej etatowej do 2 tys. zł i godzinowej do 13 zł za godzinę od 1 stycznia 2017 roku, najniższych emerytur do 1 tys. zł, zapewnienie seniorom powyżej 75 roku życia darmowych leków, rozpoczęcie realizacji programu Mieszkanie plus, zniesienie obowiązku szkolnego dla 6-latków, czy zakaz zabierania przez sądy rodzinom dzieci ze względu na ich trudną sytuację materialna, to tylko niektóre z takich decyzji.

                            3. Aby było możliwe realizowanie tak prospołecznego programu, konieczne było uszczelnienie systemu podatkowego i rząd premier Szydło przeprowadził kilkanaście zmian w ustawodawstwie, które już w tegorocznym budżecie przyniesie około 13,5 mld zł dodatkowych dochodów.
                            Chodzi między innymi o dodatkowe wpływy z podatku VAT na kwotę 3,7 mld zł, wprowadzenie jednolitego pliku kontrolnego także dotyczącego VAT na kwotę 0,7 mld zł, tzw. pakietu paliwowego- 2,5 mld zł, klauzuli unikania opodatkowania w CIT- 2,7 mld zł, podatku bankowego na kwotę 3,9 mld zł czy podatku od gier, który przyniesie dodatkową kwotę 0,4 mld zł.

                            Na rok 2017 zabezpieczono w budżecie kwotę aż 40 mld zł na świadczenia rodzinne (w tym 23,6 mld zł na program 500plus), podwyżki płac dla nauczycieli, podwyżki płac dla policji, a także środki na obniżenie wieku emerytalnego do 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn od początku IV kwartału.

                            Wszystko to będzie się odbywało w warunkach stabilizacji finansów publicznych, bowiem deficyt tego sektora na rok przyszły jest zaplanowany na poziomie 2,9% PKB (a więc poniżej tzw. kryterium z Maastricht), choć jeszcze w latach 2009 i 2010 deficyt ten wynosił aż 7,5% PKB.

                            To tylko niektóre osiągnięcia rządu premier Beaty Szydło w ciągu zaledwie 11 miesięcy jego funkcjonowania i jak to dosadnie ujął w jednej z ostatnich wypowiedzi prezydent Andrzej Duda, ten rząd przez niecały rok zrobił znacznie więcej niż poprzednicy z Platformy i PSL-u przez 8 lat rządzenia.
                            autorem tego tekstu jest: Zbigniew Kuzmiuk
                            • Gość: Y Re: Andżej spod żyrandola IP: *.gl.digi.pl 28.10.16, 23:51
                              Platforma i Nowoczesna przeciw zaostrzeniu sankcji za wyłudzenie VAT

                              W ostatni piątek w Sejmie odbyło się pierwsze czytanie nowelizacji kodeksu karnego przewidujące zaostrzenie sankcji za wyłudzanie podatku VAT na wielką skalę.
                              Rząd w nowelizacji proponuje wprowadzenie kary do 25 lat więzienia w przypadku fałszowania faktur VAT przekraczających kwotę 10 mln zł i karę więzienia od 3do 15 lat w przypadku, kiedy za fałszowanie faktur przekraczających kwotę 5 mln zł, czyli podobnie jak w przypadku podrabiania i wprowadzania do obiegu fałszywych banknotów (w praktyce fałszowanie faktur i w konsekwencji wyłudzanie VAT jest o wiele łatwiejsze i w krótkim czasie pozwala na wielomilionowe dochody).

                              Zagrożenie tak wysokimi karami więzienia wynika z faktu, że jak podał wiceminister finansów Michał Wójcik, prezentując ten projekt w ostatnich latach gwałtownie przyrasta wartość fikcyjnych faktur służących tylko do wyłudzania podatku VAT.

                              W 2013 roku służby skarbowe wykryły fikcyjne faktury na kwotę 19,7 mld zł, w roku 2014 już na kwotę 33,7 mld zł, a w roku 2015 na wręcz astronomiczną kwotę 81,9 mld zł.

                              Jednocześnie do tej pory sądy niezwykle łagodnie traktują tych, którym udowodniono wyłudzenia nienależnego zwrotu podatku VAT, co najmniej dużej wartości, bowiem w latach 2014-2016 przed sądami odpowiadało za ten proceder 253 osoby, a na karę bezwzględnej odsiadki, skazano zaledwie 31 osób.
                              W debacie nad tym projektem posłowie Nowoczesnej złożyli wniosek o odrzucenie tej nowelizacji, ale niezwykle krytycznie wypowiadali się o nim zarówno posłowie Platformy jak i klubu Kukiz15 i tylko posłowie Prawa i Sprawiedliwości projekt popierają.
                              Na szczęście posłowie Prawa i Sprawiedliwości mają większość w Sejmie i w związku z tym wniosek Nowoczesnej zostanie na najbliższym posiedzeniu odrzucony, ale z tej debaty wyraźnie wynika, kto chce bronić status quo i kto godzi się na masowe wyłudzania podatku VAT.

                              Tej propozycji zaostrzenia kar za fałszowanie faktur i wyłudzanie VAT towarzyszą głębokie zmiany w samej ustawie o podatku VAT, którą rząd przygotowuje i która ma być uchwalona do końca tego roku.

                              Tzw. duża nowelizacja ustawy o podatku VAT dotyczy między innymi ograniczeń w kwartalnym systemie rozliczania tego podatku, rozszerzenia systemu tzw. odwróconego VAT, ograniczeń w rejestracji tzw. słupów, zwiększenia rozmiarów sankcji finansowych za wyłudzenia VAT, wreszcie wprowadzenie Centralnego Rejestru Paragonów (CRP) i Centralnego Rejestru Faktur (CRF).

                              System kwartalnego rozliczania podatku VAT zostanie utrzymany dla tzw. małych podatników (do 1,2 mln euro obrotów rocznie), a więc zdecydowanej większości podatników, natomiast firmy duże (obroty powyżej 1,2 mln euro rocznie) oraz firmy nowo zarejestrowane (przez pierwszy rok swojej działalności), będą rozliczały i odprowadzały podatek VAT w okresach miesięcznych.
                              Rozszerzony zostanie także system odwróconego poboru podatku VAT (podatek zamiast sprzedawcy płaci nabywca będący czynnym podatnikiem podatku VAT), między innymi na obrót procesorami, a także niektórymi towarami w kategorii złota i srebra.

                              Duże zmiany obejmą obszar rejestracji firm dla celów VAT, między innymi zostanie wprowadzona tzw. kaucja rejestracyjna (stosowana w przypadkach, kiedy zaistnieje ryzyko, że nowo rejestrowana firma może generować zaległości podatkowe), a także odmowa zarejestrowania, bądź jego szybkie wykreślenie z rejestru podmiotu, jeżeli czynności sprawdzające wykażą, że podmiot jest fikcyjny albo też nie składa deklaracji VAT albo składa tzw. „zerowe”.

                              Wprowadza się również sankcje dla pełnomocników osób, które pomagają w rejestracji tzw. słupów, za zaległości podatkowe powstałe przez pierwsze pół roku po zarejestrowaniu takiej firmy, odpowiadałby właśnie taki pełnomocnik (do wysokości 10 miesięcznego przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce – obecnie byłoby to około 42 tysięcy złotych). 4. Ważne jest również przywrócenie sankcji finansowych w systemie poboru podatku VAT, zniesionych przez rząd PO-PSL.

                              Za zaniżanie podatku należnego, zawyżanie podatku naliczonego, czy niewpłacenie należnego zobowiązania wiążącego się z niezłożeniem deklaracji podatkowej, groziłaby sankcja finansowa w wysokości 30% kwoty zaniżenia lub zawyżenia.

                              Aż 100% sankcja dotyczyłaby największej obecnie plagi w systemie podatku VAT, czyli wyłudzeń podatku w oparciu o tzw. fikcyjne faktury, które nie dokumentują rzeczywistych transakcji.
                              Jak z tego wynika, rząd Prawa i Sprawiedliwości w sprawie ograniczenia wyłudzeń podatku VAT, działa kompleksowo, przygotowując głębokie zmiany w samej ustawie o podatku VAT, a także w kodeksie karnym i w związku z tym może dziwić postawa posłów opozycji, którzy znając rozmiary tego zjawiska w Polsce, robią wszystko, aby to tych zmian nie doszło.

                              Szczególnie bulwersująca jest postawa posłów Platformy, którzy w tej sprawie przez 8 lat swoich rządów nie zrobili nic, ale także posłów Nowoczesnej, którzy wręcz nie chcą, aby obecny Sejm pracował nad zmianami prawa, które mają poważnie ograniczyć wyłudzanie podatku VAT.
                              zdjęcie Zbigniew Kuźmiuk
                              autor: Zbigniew Kuźmiuk
                              • Gość: Y Re: Andżej spod żyrandola IP: *.gl.digi.pl 28.10.16, 23:51
                                Finanse państwa na dobrej drodze

                                Aż o ponad 18 mld zł wyższe dochody z podatków wpłynęły do budżetu od stycznia do końca września br. w porównaniu z podobnym okresem w ub.r. To wiadomość, która nastraja optymizmem. Oznacza to, że wysiłki ministerstwa finansów na rzecz ukrócenia oszustw podatkowych poprzez uszczelnianie ściągalności podatków, podjęte jeszcze przez poprzedniego ministra finansów, nie poszły na marne.

                                To dzięki tak dużemu wzrostowi dochodów budżetu państwa (zwiększonemu wskutek jednorazowym wydarzeniom: wpływom z tytułu aukcji na częstotliwości szerokopasmowego internetu LTE w lutym i lipcu br. na łączną kwotę 9,2 mld zł oraz wpłaty w lipcu br. zysku z NBP w wysokości 7,9 mld zł.) nie będzie w tym roku problemów z wypłacaniem świadczeń społecznych, w tym z programu 500 plus.

                                Z opublikowanego przez ten resort komunikatu ws. szacunkowego wykonania budżetu państwa w pierwszych trzech kwartałach br. wynika, że w tym okresie deficyt wyniósł 20,6 mld zł, tj. 37,7 proc. zaplanowanego na cały rok w tegorocznej ustawie budżetowej. Tym samym okazał się niższy o 10,5 mld zł w stosunku do wykonania po wrześniu 2015 r. (wówczas: 31,1 mld zł).
                                Co istotne, o ile wydatki wyniosły 259,2 mld zł, to dochody budżetowe osiągnęły w tym okresie poziom 238,6 mld zł, tj. 76,0 proc. zaplanowanego. Były więc wyższe o 13,6 proc. w porównaniu z tym samym okresem w ub.r. Dochody z podatków wzrosły w tym okresie o 7,4 proc. Cieszy fakt, że wzrost dochodów w stosunku do podobnego okresu w ub.r. odnotowano we wszystkich głównych podatkach - podkreśliło w wydanym komunikacie ministerstwo finansów.

                                Najwięcej wzrosły dochody z podatku VAT. Okazały się wyższe o 7,7 proc. w porównaniu z ub.r. (tj. o ok. 6,8 mld zł). Ponadto odnotowano wzrost dochodów z podatku akcyzowego (za sprzedawane wyroby alkoholowe, tytoniowe oraz paliwa oraz z podatku od gier) - o 4,4 proc. w porównaniu z ub.r. (tj. o ok. 2,1 mld zł).

                                Także dochody budżetu państwa z podatku PIT okazały się wyższe niż w takim samym okresie ub.r. o 7,6 proc. (tj. o ok. 2,4 mld zł). Zaś dochody budżetowe z podatku CIT (od przedsiębiorstw były wyższe o 2,6 proc. (tj. o ok. 0,5 mld zł). Dodatkowo dochody z tytułu wprowadzonego w tym roku od początku marca podatku od niektórych instytucji finansowych do końca września wyniosły 2,4 mld zł. Łącznie więc wzrost dochodów budżetowych z tytułu podatków wyniósł w porównaniu z I-III kwartałami ponad 18 mld zł.

                                W trzech pierwszych kwartałach 2016 r. dochody niepodatkowe były o 14,7 mld zł wyższe niż w ub.r., (głównie tytułu aukcji LTE - łącznie 9,2 mld zł oraz wpłatę z zysku z NBP - 7,9 mld zł.). Jak podkreśla ministerstwo największe różnice w wykonaniu wydatków w stosunku do ub.r. odnotowano w ramach budżetów wojewodów, co jest głównie związane z wypłatą w okresie kwiecień – wrzesień br. świadczeń wychowawczych w ramach programu rodzina 500 plus.autorem tego tekstu jest bloger: Maciej Pawlak
                                • Gość: Y Re: Andżej spod żyrandola IP: *.gl.digi.pl 28.10.16, 23:52
                                  niezalezna.pl/85597-tak-lech-kaczynski-dzialal-wobec-reprywatyzacji-w-warszawie-przyszla-hgw-i-co-zrobila
                                  Patryk Jaki przypomniał jak wyglądał mechanizm „dzikiej reprywatyzacji”.
                                  Mecenas cwaniak za 50 zł odkupił kamienicę wartą kilkanaście milionów. Następnie sędziowie to klepali, a prokuratorzy nic nie widzieli. Dlaczego my jesteśmy biedniejszym społeczeństwem, niż te na Zachodzie? Dlatego, że pod nadzorem Platformy Obywatelskiej odbywały się tak ordynarne złodziejstwa jak w Warszawie — stwierdził. kk autor: Zespół wPolityce

                                  Mówicie państwo o niezależności sędziów. To wystarczy posłuchać wystąpień na wczorajszym Kongresie, one były przesycone retoryką antypisowską. Proszę sobie teraz wyobrazić, że taki sędzia osądza członka PiS i jeszcze jest sędzią karnym. No to się w głowie nie mieści! - mówił wzburzony wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki w TVP Info.

                                  - Gdzie jest wasza niezależność, gdzie jest wasza niezawisłość? - pytał. - Dlaczego nie mam szacunku do niektórych ważnych prawników? Jeżeli jakiś prawnik odkupuje od starszej kobiety za 50 złotych majątek warty kilkanaście milionów i jeszcze potem bezczelnie żąda 5 milionów, to chcę powiedzieć, że nie będę miał szacunku dla takiego prawnika - mówił Jaki.

                                  – Jeden z powodów, dla których wszedłem do polityki, to głęboka krzywda wyrządzana zwykłym ludziom przez wymiar sprawiedliwości. Po 1989 r. była grupa, która kompletnie niezweryfikowana przeszła do III RP. Ludzie, którzy wydawali w okresie PRL wyroki śmierci, również świetnie się mieli w III RP. Bijemy się o to, żeby sądownictwo wyglądało inaczej – mówił Patryk Jaki.

                                  – Sędziowie nas nienawidzą, te elity sędziowskie, szczególnie dlatego, że chcemy wprowadzić normalne kryteria awansu dla młodych sędziów – dodał wiceminister sprawiedliwości.tekst z onet

                                  Joachim Brudziński „kontrował”:
                                  Jeżeli słyszymy, że sprawami tej dzikiej reprywatyzacyjnej będzie zajmować się osoba, której najbliższa rodzina weszła w posiadanie kamienicy z rąk szmalcowników i ona ma odpowiadać wyjaśnianie wszystkich patologi związanych z tzw. reprywatyzacją to ogarnia mnie gorzki śmiech

                                  Jest to tak podłe, że aż niewyobrażalne, że w tej sprawie potrafi pan wycierać sobie gębę śp. Lechem Kaczyńskim.

                                  Patryk Jaki: Musimy wrócić do początku i przypomnieć jak w Polsce zostało zbudowane sądownictwo. W PRL-u była to jedna z najbardziej zdeprawowanych grup ludzi skazujących oficerów Armii Krajowej na śmierć. Przeszła ona do III RP bez żadnej weryfikacji. Jeden z sędziów, który skazywał oficerów AK na śmierć, a potem odmówił rehabilitacji rot. Witolda Pileckiego do dzisiaj dostaje 13 tys. zł. emerytury. Później okazywało się, że w sądach nie można osądzić żadnych zbrodniarzy komunistycznych. autorem tych slow jest: Patryk Jaki wpolityce

                                  - Akt notarialny podpisano w mieszkaniu, które nie istniało, z udziałem notariusza, którego nie było. Mimo to prokuratura przeszła nad tym do porządku dziennego. Nie przesłuchała nawet lokatorów kamienicy przy ulicy Narbutta 60 w Warszawie, którzy poskarżyli się na oddanie ich domu w ręce rzekomych spadkobierców jego właścicieli. Postępowanie umorzono - relacjonuje informator Onetu, który ujawnił nowe fakty.

                                  Portal pisze, że na historycznych zdjęciach z okresu powojennego pod warszawskim adresem Narbutta 58 jest tylko gruzowisko. A właśnie tu, w swoim mieszkaniu, w styczniu 1947 roku, właściciel sąsiedniej nieruchomości pod numerem 60 miał podpisać akt notarialny o jej sprzedaży. Tak wynika z tego aktu.

                                  Wątpliwości jest jeszcze więcej. Podpisanego pod dokumentem Zygmunta Anyżewskiego nie ma w spisie asesorów sądowych z lat powojennych. A sprzedający i kupujący posłużyli się fałszywymi Kenkartami jeszcze z czasów okupacji. Mimo to zastępca dyrektora stołecznego Biura Gospodarki Nieruchomościami Jerzy Mrygoń podpisał w maju 2014 roku decyzję o zwrocie nieruchomości
                                  —dowiedział się Onet.

                                  Prokuratura Rejonowa Warszawa Śródmieście nie dopatrzyła się jednak nieprawidłowości. Ponowne zbadanie sprawy zlecił Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro.
                                  pc/onet.pl autor: Zespół wPolityce.pl
                                  • Gość: Y Re: Andżej spod żyrandola IP: *.gl.digi.pl 28.10.16, 23:53
                                    Bananowe media III RP. Owszem, nasz cyrk, ale czy nasze małpy?

                                    O co może chodzić gazecie, która w przeddzień święta niepodległości pisze, że zabory były dobre dla narodu? Z kolei przed rocznicą powstania - bohaterskiego zrywu okupowanej przez Niemców Warszawy – pisze, że powstańcy mordowali Żydów. W rocznicę śmierci Jana Pawła II oznajmia, że polski papież popełnił mnóstwo błędów. Oczywiste jest, że wymowa takich tekstów jest antypolska, a publikacja w tych konkretnych terminach świadczy o premedytacji.

                                    Co można powiedzieć o redaktorze, który naczelnego ubeka uważa za człowieka honoru? Sowieckiego namiestnika w Polsce ogłasza polskim patriotą. Pozostaje w serdecznej komitywie z goebbelsowskim propagandystą stanu wojennego. Nie ulega wątpliwości, że taki redaktor cały czas stoi tam, gdzie kiedyś stało ZOMO. No, bo jak określić przynależność ideową człowieka, który sam zalicza siebie do wrażliwej lewicy, a w przeszłości zrobił wszystko co w jego mocy, by wyeliminować z życia politycznego autentyczną lewicę, jednocześnie popierając postkomunistyczną atrapę?

                                    Jak nazwać dziennik, który odsądza od czci wiary brukowce, a jednocześnie przyznaje otwarcie na własnych łamach, że publikuje plotki? Rzecz jasna wymyśla na poczekaniu pretekst, że to w celu deprecjonowania tychże plotek. W takiej logice można mieć pewność, że bez wahania publikują kłamstwa, kiedy im pasuje. Oczywiście po to, żeby je prostować. W czyim imieniu występują media, które pochwalają decyzję rządu oddającą śledztwo smoleńskie w ręce kagiebisty? Ta sama gazeta stręczyła Polakom pojednanie z putinowską Rosją, gdy jej to pasowało, a teraz zarzuca putinizację rządowi, który jej nie pasuje. Ten proceder kwalifikuje się do Korony Himalajów w dziedzinie hipokryzji i zakłamania.

                                    Jakie pojęcie o wolności mają media, w których esbek regularnie występuje jako ekspert od wojskowości, a inny szkolony przez sowietów agent jest wyrocznią w sprawach patriotyzmu i bohaterstwa? Te same media zaklinają się, że są neutralne religijnie, a zapraszają wyłącznie duchownych kwestionujących boskie prawa oraz ludzi rzekomo wierzących, którym jednakowoż przeszkadza krzyż w publicznym miejscu. Tygodnik mający w nazwie „katolicki” atakuje katolików za wierność katolickiemu kościołowi. Może być większy absurd? To są media, które nie przeoczą kilkuset sfanatyzowanych kobiet, dla których zabicie dziecka jest prawem człowieka, a nie widzą stu tysięcy katolików w pokutnej modlitwie na Jasnej Górze.

                                    Jak wam podobają się „ludzie z antykomunistycznymi biografiami”, którzy zażarcie walczą przeciwko rozliczaniu komunizmu i lustracji? Ludzie, którzy na przemian deklarują niewiarę w dokumenty bezpieki i wiarę w zeznania byłych ubeków, gdy te sprzyjają ich faworytom. Ci sami ludzie zwracają order prezydentowi, gdyż nie podoba im się towarzystwa niektórych innych odznaczonych, a jednocześnie nie przeszkadza im towarzystwo esbeckiego kapusia w redakcji. Co trzeba mieć w głowie i w sercu, aby dzień w dzień dokonywać takich moralnych hopsztosów?

                                    Co powiecie o mediach, które na obrońcę demokracji kreują durnia utrzymującego, że dzisiejsza Warszawa przypomina mu Berlin z 1933 roku? Jakim trzeba być z kolei durniem, aby uwierzyć, że strażnikiem konstytucji i praworządności jest prezes Trybunału Konstytucyjnego, który wraz z partią wtedy rządzącą sprokurował szalbierczą ustawę przeciwko przyszłemu rządowi? Czy normalny człowiek da wiarę dziennikarzowi powszechnie znanemu jako „pluszak” poprzedniej władzy, a dzisiaj kreującemu się na Katona demokracji? Jaki ocean zakłamania musi być w redakcjach, które demonstrujących przeciwko poprzedniemu rządowi oskarżały o „podpalanie Polski”, a dzisiaj przyklaskują pomysłowi, by podczas marszów wzniecać rozruchy?

                                    Kto o zdrowych zmysłach i uczciwych intencjach może promować płatnego donosiciela bezpieki na „polską markę” zagranicą? Albo weekendową obsceniczną grandę na ulicach przedstawiać jako obronę demokracji? Co to za demokracja z mediami, które latami przemilczają złodziejski proceder dzikiej reprywatyzacji pod egidą partii rządzącej, by uderzyć na alarm dopiero, gdy ich faworyzowana partia straci kompletnie wiarygodność? Jaki stosunek do bezpieczeństwa państwa mają media, które wzywały, aby otworzyć granice przed uchodźcami islamskimi, mając pełną świadomość, że praktycznie niemożliwa jest weryfikacja ich związków z terroryzmem, tożsamości i pochodzenia? Czy można bardziej ucieszyć Kreml niż deprecjonując modernizację armii?

                                    Co to są za dziennikarze, którzy nie są w stanie utrzymać swojej gazety w wolnym kraju i wzywają na pomoc międzynarodowego hochsztaplera? Cóż powiedzieć o dzienniku, prywatnym przecież przedsięwzięciu, które nie może istnieć bez łaski spółek skarbu państwa? Z kim w ogóle mamy do czynienia? Małpiarnia? Bananowe media? Putinowska ekspozytura autorem tego tekstu jest: Stanisław Januszewski wpolityce
                                    • Gość: Y Re: Andżej spod żyrandola IP: *.gl.digi.pl 28.10.16, 23:53
                                      Polski rząd zakończył rozmowy w sprawie offsetu do umowy o zakupie śmigłowców Caracal. Francuscy komentatorzy piszą o upokorzeniu, zdradzie i zadaniu ciosu nożem. Za 50 maszyn wraz z „pakietem logistycznym i szkoleniowym” Polska miała zapłacić 13,5 mld zł – czyli jedna kosztowałaby 270 mln zł. Pakiet miał obejmować gwarancję stałych cen części zamiennych, szkolenie pilotów, symulatory i centrum serwisowe. Kwota ta jednak nie obejmowała ustaleń offsetowych, a właśnie niepowodzenie negocjacji w sprawie offsetu było przyczyną, że kontrakt nie doszedł do skutku. Co ciekawe, w sierpniu tego roku Kuwejt podpisał umowę na dostawę 30 caracali za 4,5 mld zł, czyli po 150 mln zł sztuka. W ramach kontraktu Francuzi gwarantują pakiet wsparcia i serwisu, w tym m.in. symulatory. Ponadto 4–5 maszyn ma być przystosowanych do działań morskich. Nie znamy wszystkich szczegółów obydwu umów, ale z dostępnych publicznie informacji wynika, że Polska miała zapłacić o 80 proc. więcej niż Kuwejtczycy. Kto zatem i kogo chciał upokorzyć, zdradzić czy wbić mu nóż w plecy? Kto działał w złej wierze? Zachód pokazuje, że jeśli tylko mu pozwolić, traktuje nas jak kolonię.Autor: Andrzej OlszewskiŹródło: Gazeta Polska Codziennie

                                      Przy walce o intratny kontrakt na śmigłowce wielozadaniowe dla polskiej armii firma Airbus Helicopters korzystała z usług firm doradczych, wpływowych prawników i lobbystów. Centralne Biuro Antykorupcyjne będzie musiało dokładnie zbadać te umowy. Szczególnie ciekawa jest ta zawarta z firmą związaną z zaufanymi ludźmi gen. Marka Dukaczewskiego, byłego szefa Wojskowych Służb Informacyjnych. Podmiot ten miał otrzymać setki milionów złotych tzw. succes fee, wynagrodzenia za osiągnięcie określonego celu (nawet w wypadku 1 proc. od wartości kontraktu byłoby to grubo ponad 100 mln zł) po formalnym zawarciu umowy na zakup przez wojsko caracali. Przedstawiciele Airbusa z niewiadomych powodów w pierwszej połowie 2015 r. pogonili jednak ludzi Dukaczewskiego. Czyżby już wówczas czuli, że wielomiliardowy kontrakt mają w kieszeni? Można tak przypuszczać. Koncern mógł bowiem liczyć na przychylność nie tylko polskich dyplomatów (w tym niektórych wysokich rangą urzędników MSZ-etu), ale także Bronisława Komorowskiego, prezydenta RP.Autor: ​Piotr NisztorŹródło: Gazeta Polska Codziennie
                                      • Gość: Y Re: Andżej spod żyrandola IP: *.gl.digi.pl 28.10.16, 23:54
                                        Kim pan jest, panie Petru? ”Misiewiczem Balcerowicza”?
                                        Jest rok 1995 zaledwie 23 – letni Ryszard Petru zostaje asystentem Leszka Balcerowicza, wówczas przewodniczącego Unii Wolności. Dwa lata później w wieku 25 lat zostaje doradcą Leszka Balcerowicza, wtedy wicepremiera i ministra finansów. W roku 2001 Ryszard Petru jako jedynka podwarszawskiej listy Unii Wolności nie dostaje się do Sejmu. Podziela los Unii Wolności, partii która choć współrządziła, nawet nie dostała się do Sejmu. Wyborcy srogo ukarali unitów. Ryszard Petru, choć startujący z pierwszego miejsca otrzymał kompromitujący wynik, ledwie ponad 4 tysiące głosów. Ale nie przeszkodziło to w karierze pana Petru. Już kilka tygodni później dostaje intratną posadę w warszawskim biurze Banku Światowego. Nie ma wówczas nawet 30 lat. Ciepła posadka na osłodę przegranych z kretesem wyborów. Odrzucony przez wyborców, zostaje przygarnięty przez bankierów.

                                        Czy niespełna 30 letni Petru wygrał konkurs pokonując setki konkurentów? A może miał unikalne doświadczenie zdobyte podczas długoletniej pracy w międzynarodowych instytucjach finansowych, a może habilitację albo choć doktorat z ekonomii? Nic z tych rzeczy? Magister stosunków międzynarodowych, tytułujący się ekonomistą, miękkie lądowanie zawdzięcza decyzji Leszka Balcerowicza, wówczas szefa NBP. Praca w Banku Światowym to nie tylko wysokie wynagrodzenie ale także przepustka do dalszej kariery, przepustka której nie otrzymałby gdyby nie polityczne wsparcie i znajomość z Leszkiem Balcerowiczem. Cała kariera Ryszarda Petru opiera się na Balcerowiczu.

                                        Później też są kolejne ciepłe posadki w spółkach skarbu państwa. Najpierw w banku PKO BP, a potem w radzie nadzorczej PKP. Z tej ostatniej szybko rezygnuje, ale fakt pozostaje faktem, że przyjął funkcję z politycznego nadania. Jakoś wtedy „Misiewiczowi Balcerowicza” nie przeszkadzało, że są to spółki skarbu państwa, a zajęcie tak eksponowanych stanowisk nie jest możliwe bez poparcia politycznego.

                                        Specjalnie używam tego sformułowania „Misiewicz Balcerowicza”, żeby pokazać obłudę Ryszarda Petru. Ta gra słów pokazuje jak bardzo niewiarygodny jest poseł Petru, kiedy ubiera się w szaty jedynego sprawiedliwego. Warto przypomnieć jego karierę i fakt, że liczne posady, zdobyte także w młodym wieku, zawdzięcza politycznym koneksjom i znajomości z Leszkiem Balcerowiczem.
                                        autorem tego tekstu jest: Krzysztof Łapiński wpolityce
                                        • Gość: Y Re: Andżej spod żyrandola IP: *.gl.digi.pl 28.10.16, 23:55
                                          O monteskiuszowskim trójpodziale władzy wg klucza Michnik-Tusk-Rzepliński

                                          Poseł Borys Budka, dyżurny Monteskiusz Platformy Obywatelskiej, powiedział kiedyś przy wyborze sędziego TK, że jego partia nie może poprzeć kandydata, bo nie ma pewności, „czy będzie szanował trójpodział władzy”. Ten monteskiuszowski podział władzy na ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą stał się dla opozycji pretekstem do traktowania Trybunału Konstytucyjnego jako ostatniego bastionu demokracji, a z prezesa Rzeplińskiego uczyniono tym samym mitycznego strażnika konstytucji.

                                          Tymczasem sędzia Rzepliński zdecydowanie bardziej nadaje się na symbol łamania trójpodziału władzy, na co są niezliczone dowody. Będąc prominentnym reprezentantem władzy sądowniczej ,pisał ustawę o TK, co jest domeną władzy ustawodawczej. Po drugie pisał tę ustawę pod siebie i swoich kolegów sędziów z TK, wchodząc w klasyczny konflikt interesów. Po trzecie pisał ustawę w porozumieniu z partią polityczną PO, która wówczas sprawowała rządy i desygnowała głowę państwa, czyli władzę wykonawczą. Po czwarte wreszcie, prezes Rzepliński będąc uczestnikiem posiedzenia komisji sejmowej życzliwie milczał, gdy w maju 2015 poseł Kropiwnicki z PO zgłosił niekonstytucyjną poprawkę o przedwczesnym wyborze sędziów TK, co było zarzewiem obecnego konfliktu o TK.

                                          A należy także przypomnieć, iż ów Rzepliński, ta rzekoma ikona niezawisłości władzy sądowniczej, podczas procedowania ustaw o TK aktywnie uczestniczył w pracach władzy ustawodawczej, zawsze po stronie jednej partii, czyli PO. Jeśli to wszystko nie jest podeptaniem trójpodziału władzy, to już doprawdy nic nie jest. Jest także oczywiste w tym kontekście, że poseł Budka zwyczajnie wstydu nie ma, jednocześnie akceptując postępowanie prezesa Rzeplińskiego oraz deklarując głębokie przywiązanie do zasady trójpodziału władzy. Prezesowi Rzeplińskiemu do roli strażnika konstytucji jest równie daleko, jak posłowi Budce do formatu Monteskiusza.

                                          Biorąc więc pod uwagę te konstytucyjne wybryki prezesa TK, niebywale błazeńsko brzmią słowa jednego z liderów KOD w czasie pikiety w obronie TK:

                                          My zawsze będziemy stać tutaj po to, aby bronić wartości, na których nam zależy.

                                          Będą więc zawsze tam sterczeć, bo im zależy, aby Trybunał pozostał trzecią izbą parlamentu, do czego zamierzał doprowadzić prezes Rzepliński na spółkę ze swoją ulubioną partią polityczną. W imię wartości będą stać na straży prawno-politycznego szachrajstwa.

                                          Trójpodział władzy w Polsce jest w gruncie rzeczy tylko politologicznym mitem, wydmuszką nie mającą nic wspólnego z rzeczywistością. Parlamentarzyści stanowiący władzę ustawodawczą często bywają jednocześnie ministrami i premierami rządu (prawie zawsze). Sędziowie także bywają ministrami, podobnie prokuratorzy i adwokaci. Potem wracają do trzeciej władzy-wymiaru sprawiedliwości i udają nieskalanych powiązaniami z władzą wykonawczą. To jest raczej kpina z podziału władzy niż podział.

                                          Sam poseł Budka wchodzi w skład Krajowej Rady Sądownictwa, która jest przecież elementem władzy sądowniczej, ale nie przeszkadza mu to, żeby w mediach gardłować o swoim umiłowaniu trójpodziału władzy. Sędziów Trybunału Konstytucyjnego wybiera władza ustawodawcza-Sejm, w skład którego wchodzą partie polityczne tworzące rząd–władzę wykonawczą.

                                          Parodię rzekomej niezależności poszczególnych władz w Polsce mogliśmy zaobserwować podczas wyborów samorządowych 2014. Wówczas to na skinienie prezydenta Komorowskiego zlecieli się prominenci najwyższych władz sądowniczych i ochoczo mu przyklaskiwali, że kwestionowanie rzetelności wyborów to są „odmęty szaleństwa”. Tamten pokaz bezwstydnej służalczości symbolizuje fałsz deklarowanego podziału władzy.
                                          W tym kontekście, traktując nazwiska jako symbole środowisk, można założyć, że poseł Budka walczy o trójpodział władzy według klucza Michnik-Tusk-Rzepliński. Czyli podobnie jak znana reżyserka pragnie, „żeby było tak jak było”. To jest ludzkie pragnienie i żeby je zrozumieć nie trzeba wertować Monteskiusza. No, ale Monteskiusz brzmi nieporównanie dumniej niż Budka i to także można zrozumieć. autor: Stanisław Januszewski wpolityce
                                          • Gość: Y Re: Andżej spod żyrandola IP: *.gl.digi.pl 28.10.16, 23:58
                                            Parę dni przed wyborami przeprowadzałem wywiad z przyszłą premier Beatą Szydło. Zadałem pytanie o rozgrywanie jej przeciwko Jarosławowi Kaczyńskiemu. Zarysowałem pokrótce, jakie socjotechniki zostaną wobec niej użyte. Beata Szydło bez cienia zaskoczenia czy zmieszania odparła: ale my o tym wszystkim wiemy, jesteśmy na to przygotowani, wszystko mamy przećwiczone.

                                            Diabeł z wyższej półki i zahukane marionetki
                                            „Prezydent już do końca będzie chłopcem na posyłki. Kaczyński go zastraszył. Wiedział, że Duda jest uległy i nie ma żadnego oparcia w nikim, więc się ugnie”
                                            – mówi w najnowszym „Newsweeku” Sławomir Sierakowski. Jest to zabawne o tyle, że to on sam, niegdyś bojowy, obrońca biednych, nie pozyskawszy poparcia bodaj jednego „prekariusza”, stał się chłopcem na posyłki oligarchów.

                                            Reakcja prezydenta? Cisza. A publicyści tygodnika Tomasza Lisa nerwowo zagryzają wargi: jak to?! Czemu nie działa?

                                            A przecież jeszcze 10 lat temu działało tak pięknie. Kryterium podziału na mężów stanu oraz marionetki bez charakteru było w mediach oligarchii bardzo czytelne. Mąż stanu to ten, kto zajmując ważne stanowiska, sprzeciwia się Kaczyńskiemu. Ten zaś, kto z Kaczyńskim współdziała, robi to z niskich pobudek. W grę wchodzą haki, które ma na niego prezes. Charakteryzuje go też strachliwość, niskie kwalifikacje intelektualne, brak asertywności.

                                            W mediach owa marionetka Kaczyńskiego staje się jeszcze bardziej godna pogardy od niego samego. On, owszem, jest wcieleniem zła, wynikającego z jego licznych życiowych traum i kompleksów, ale jest to diabeł z wyższej półki, makiaweliczny, z rozmachem.

                                            A marionetka to tylko jego popychadło, zahukane, bezrefleksyjne, działające na własną szkodę, które prezes wykorzysta, a potem wyrzuci na śmietnik.

                                            Młodym wyda się to absurdalne, ale 10 lat temu to naprawdę działało. W owej konstrukcji wykluczona była tylko jedna możliwość: by ktokolwiek wstąpił do PiS dlatego, że się z Kaczyńskim… zgadza. To wykluczone, przecież poglądy Kaczyńskiego wynikają z jego kompleksów, a Beata Szydło jest mężatką, Andrzej Duda zaś ma żonę i córkę, a na dodatek jest wysoki, więc jego kompleksów mieć nie mogą.

                                            Swawolny Kazio i bufonowaty Radek

                                            Ileż razy w historii III RP rozgrywał się ten teatrzyk? Media plujące bez opamiętania na Jarosława Kaczyńskiego, straszyły, ale i jednocześnie kusiły innych liderów PiS. Straszyły tym, że zniszczą ich wizerunek. Kusiły zaś perspektywą, iż będą traktowani lepiej, a nawet mogą – z ich pomocą – zastąpić Kaczyńskiego.

                                            I żałosny „Kazio” mrugał w rządowym samolocie okiem do dziennikarzy: tego, co chcecie, nie mogę powiedzieć, bo będę miał przerąbane, wiadomo u kogo. A bufon z Chobielina mrugał nie tylko do dziennikarzy, ale i do szefów WSI. Chyba najbardziej żałosną postacią był Marek Migalski – facet, którego Jarosław Kaczyński wyciągnął ze śmietnika i zrobił eurodeputowanym. Migalski odwdzięczył mu się przy pierwszej nadarzającej się okazji i został nonkonformistą. A definicja nonkonformisty w III RP jest bardzo prosta: to ktoś, kto wraz z wielkimi mediami pluje na Kaczyńskiego i jest za to wynagradzany.

                                            Dodajmy, że „nonkonformiści” przestawali być potrzebni często już kilka miesięcy później. I media wymierzały niedoszłym mężom stanu soczystego kopa w tylną część ciała lub zmuszały do żebrania o ich łaskę.

                                            Kariery kacyków postkolonialnej III RP

                                            Co kierowało „nonkonformistami” z PiS? To było tak naprawdę przyjęcie przez nich mentalności, którą establishment III RP zaraziło środowisko Aleksandra Kwaśniewskiego z lat 80. Studenccy działacze komunistyczni olewali ideały, w tym także marksizm–leninizm, i robili kasiorę. A potem szli w ministry, ba, nawet w prezydenty.

                                            Ów cynizm zaimponował niektórym ich rówieśnikom z NZS, którzy trafili do PO. Ideały dobre są do robienia motłochowi wody z mózgu, a my jesteśmy cyniczni i wiemy, że chodzi tylko o kasę. Z PO z kolei mentalność ta przeszła na owych działaczy PiS.

                                            Co powiedziałby o nich zachodni politolog? Ano to, że tak, owszem, robi się kariery, ale kariery kacyków w krajach postkolonialnych. Natomiast mężowie stanu obok przebiegłości mają jeszcze takie cechy jak wierność kilku najważniejszym sprawom, twardy charakter i grubą skórę, niepopadanie w histerię w konfrontacji z atakami, ironię i dystans wobec siebie (przeciwieństwo bufonady).

                                            Kaczyński i Macierewicz mają następców

                                            „Bolało mnie od dawna, że w społeczeństwie polskim nie było szerokiego rozmachu, gniotła mnie małość życia i aspiracji, wynik niewoli” – pisał Józef Piłsudski. Mam wrażenie, że obóz niepodległościowy po 10 kwietnia 2010 r. dojrzał wreszcie, by odrzucić owo dziedzictwo niewoli. Zmężniał i sprofesjonalizował się nie tylko w tym sensie, że potrafi korzystać z umiejętności PR-owców, lecz także – to było widać w kampanii Andrzeja Dudy, którą kierowała Beata Szydło – że to politycy wyznaczali PR-owcom zadania, a nie PR-owcy kazali zmieniać poglądy politykom.

                                            Prezydent Duda i premier Szydło zachowując się dziś „jak trzeba”, pokazują, że nie sprawdziły się obawy, iż obóz niepodległościowy nie ma następców Kaczyńskiego i Macierewicza. Właśnie w tej chwili dowodzą, że to nieprawda.
                                            Autor: Piotr Lisiewicz Gazeta Polska
                                            • Gość: Y Re: Andżej spod żyrandola IP: *.gl.digi.pl 29.10.16, 00:00
                                              Olaboga, co się dzieje? Jak tak można? Co o nas pomyślą? Czy się nie obrażą? – znowu usłyszeliśmy te tony z ust polityków opozycji oraz dziennikarzy - budowniczych III RP. Olaboga i inne labiedzenia wywołał, a jakże, Jarosław Kaczyński swoim wywiadem dla największej niemieckiej gazety, „Bild”. No, bo jak można bez ogródek powiedzieć, że „Angela Merkel jest dla nas, Polaków, najlepszym rozwiązaniem. (…) z polskiej perspektywy mogę powiedzieć: byłoby dobrze, gdyby pani Merkel została ponownie wybrana”? I jak można mówić prawdę o polskich interesach w związku z kanclerz Merkel oraz polityką Niemiec? Przecież, jeśli nie powie się prawdy publicznie, biedni Niemcy i sama pani kanclerz, nie będą wiedzieli. Wszak w ich dyplomacji i tajnych służbach pracują same matoły, które, jeśli czegoś nie przeczytają w gazecie i nie usłyszą w telewizorze, to nie wiedzą. Dyplomacja polega bowiem na mówieniu ogólnikowych dyrdymałów. Dlatego opozycja i dziennikarze – budowniczowie III RP drżą z oburzenia, zgrozy i podniecenia, gdy premier Beata Szydło, minister Witold Waszczykowski czy Jarosław Kaczyński w rozmowie z „Bildem”, mówiąc bez ściemniania, „wysłali na drzewo” wiceszefa Komisji Europejskiej Fransa Timmermansa, kiedy ten po raz kolejny ujawnił kilka dni temu swoje fiksum dyrdum na punkcie praworządności w Polsce rządzonej przez PiS. Że to fiksacja, zauważają już nawet niektóre niemieckie media, np. „Tagesspiegel”.

                                              O przywódcach innych państw lepiej nic nie mówić albo ich wyłącznie chwalić – to dewiza obowiązująca w III RP. Mało tego, powinno się nasłuchiwać, czego oczekują oni od czołowych polskich polityków i natychmiast te ich oczekiwania zaspokajać.
                                              A jeśli ktoś powie choćby słowo zakwalifikowane jako nieprawomyślne, trzeba się pokajać i na kolanach błagać o przebaczenie. Modelowo taką postawę zademonstrowali byli szefowie MSZ III RP Władysław Bartoszewski, Andrzej Olechowski, Włodzimierz Cimoszewicz, Adam Daniel Rotfeld i Dariusz Rosati w październiku 2011, gdy, a jakże, Jarosław Kaczyński, w wywiadzie prasowym wypowiedział jedno zagadkowe zdanie o Angeli Merkel. Wtedy ex-ministrowie padli na twarz i objawili światu, że czują „moralny obowiązek powiedzenia Pani Kanclerz Merkel: solidaryzujemy się z Panią”. Tak, tak, „solidaryzowali się” nie z byłym premierem własnego państwa, tylko z szefową obcego. Potem jeszcze wiele razy różni dygnitarze III RP, wtedy z pozycji władzy, kajali się i prosili o wybaczenie różnych obcych przywódców. Przynajmniej do jesieni 2010 r., czyli jeszcze kilka miesięcy po katastrofie smoleńskiej, padali na twarz i kajali się także przed „słońcem demokracji” Władimirem Putinem.
                                              Nie wiem, jak można prowadzić suwerenną politykę dużego europejskiego kraju, klęcząc albo leżąc plackiem przez przywódcami czy tylko politykami obcych państw. Jak można cokolwiek wynegocjować, gdy inni uczestnicy tych negocjacji z góry wiedzą, że na pewne rzeczy ich partner negocjacyjny nigdy się nie odważy?

                                              Jesli się odważy, natychmiast to odwoła i będzie przez pół roku przepraszał, klęcząc i całując po rękach. Zasada jest taka, żeby nikt nie powiedział o polskich przywódcach złego słowa, czyli w żaden sposób nie skrytykował naszej polityki. Tyle że to jest możliwe wyłącznie wtedy, gdy żadnej samodzielnej polityki się nie prowadzi. Doszliśmy po latach funkcjonowania III RP do absolutnie aberracyjnego i chorego rozumienia polityki zagranicznej i polskich interesów. Jedyna dobra dla III RP polityka, to ta grzeczna, a najlepiej „podnóżkowa” czy wręcz wycierająca kurze z posadzek. Bo inaczej ktoś powie złe słowo czy krzywo spojrzy, a wtedy budowniczowie III RP wpadną w drżączkę, panikę czy dotknie ich pomieszanie zmysłów ze zgrozy i przerażenia.
                                              Ukształtowała się w polskiej polityce oraz w gronie tzw. autorytetów III RP ogromna i wpływowa grupa tchórzy, klakierów, oportunistów, lizusów, konformistów i podnóżkowych, którzy faktycznie są zwykłymi niewolnikami i sługusami obcych.
                                              I ci ludzie próbują sprowadzić polską politykę zagraniczną do klakierstwa oraz potakiwactwa czy kajania się za jakiekolwiek odstępstwa od niewolniczej normy. A polskie interesy rozumieją wyłącznie w kategoriach tego, czy są one akceptowane i koncesjonowane przez obcych. Jeśli są, jest świetnie, gdy nie są, mamy labiedzenie, płacz i zgrzytanie zębów, bo „zniszczono wizerunek” - długo i pracowicie budowany. Naprawdę trudno pojąć, jak postawa „raba” mogła się stać w III RP wzorcem, normą i ideałem. Ale stało się i teraz ci niewolnicy, będąc w opozycji, są strażnikami podnóżkowej poprawności i uległości. I wpadają w panikę oraz dotyka ich pomieszanie zmysłów, gdy ktoś nie chce podnóżkowej polityki realizować.

                                              Owszem, dyplomacja czasem polega na „ściemnianiu” i mówieniu „na okrągło”, ale nie polega na chorobliwie tchórzliwym klakierstwie i realizowaniu filozofii raba. To filozofia raba jako teoria i praktyka polskiej polityki zagranicznej jest ciężko chora, a nie odwrotnie.
                                              Nie można nikogo zmusić do wstania z kolan czy poniesienia się z leżenia plackiem, ale warto mu uświadomić, że normalna jest postawa wyprostowana.a Autorem jest: Stanisław Janecki wpolityce
                                              • Gość: Y Re: Andżej spod żyrandola IP: *.gl.digi.pl 29.10.16, 00:01
                                                Rozbita, sfrustrowana, kompletnie bez pomysłu i hurtowo przegrywająca wszystkie głosowania w Sejmie opozycja zgłasza głównie o wnioski o przerwę w obradach i sili się na coraz bardziej pogardliwe i kabotyńskie ataki na polski rząd. Nie rozumieją i nadal do nich nie dociera, że ta władza może być na znacznie dłużej niż się im wydaje w najgorszych snach.

                                                Stwierdzenia tego typu jak; posłanki Nowoczesnej K.Gasiuk-Pihowicz, że „oto 22 lipca przestała obowiązywać Konstytucja w Polsce”, już tylko śmieszą, a nie przerażają. Posłanki partii Ryszarda Petru prawiące dorosłym mężczyznom w Sejmie o honorze i odwadze, a jednocześnie tak jak posłanka Scheuring-Wielgus, która twierdzi, że Narodowcy spod znaku ONR są dla Polski większym zagrożeniem niż terroryści i jednocześnie wstrzymujące się przy ostatniej uchwale Sejmu o ludobójstwie na Polakach w czasie Rzezi Wołyńskiej - to prawdziwy obraz nędzy i rozpaczy i upadku intelektualnego. Ta bezsilna wściekłość ze strony przedstawicieli PO, PSL i Nowoczesnej nie przynosi żadnych efektów politycznych poza kompromitacją.

                                                Ostatnio posłanki Nowoczesnej sięgnęły nawet po groźby karalne, kierowane pod adresem niektórych posłów PIS, po to, by zabłysnąć choć na chwilę w TVN-24. Można być głośnym niczym dzwon i pustym zarazem w środku. Opozycja bardzo liczyła na szybkie załamanie gospodarcze i finansowe i miała wielką nadzieję, że TK kierowany przez prezesa Rzeplińskiego nie dopuści do realizacji sztandarowego programu Rodzina 500 plus.

                                                Tymczasem dobra zmiana jest skutecznie realizowana, a program 500 plus napędza polską gospodarkę i koniunkturę, aż miło.
                                                Rośnie sprzedaż detaliczna, produkcja przemysłowa, aż o 10mld zł, wyższe są wpływy podatkowe, (w tym zwłaszcza z VAT-u o 4,5mld zł) wyższe, niż w I-szym półroczu 2015r. Wszystkie wpływy podatkowe to już ok. 152mld zł, a podjęte ostatnio działania uszczelniające system podatkowy i wymierzone w wyłudzenia, głównie VAT-u, w tym tzw. pakiet paliwowy może dać dodatkowo jeszcze 3-4mld zł wpływów. Wyraźnie spada bezrobocie do poziomu 8,8 proc., o blisko 30 proc. niższe jest wykonanie deficytu budżetowego. Zanosi się na to, że program Rodzina 500 plus wyciągnie z autentycznej biedy ok. 1,5 miliona Polaków.

                                                Juz zauważono spadek obrotów wśród lichwiarzy na rynku tzw. „chwilówek”. Wrażenie na potencjalnych przestępcach podatkowych zrobiła też zapowiedź Prokuratora Generalnego Z.Ziobry o możliwości kary 25 lat więzienia dla osób dokonujących wielkich wyłudzeń i oszustw na kwotę powyżej 5 mln zł czy karania lichwiarzy za zawyżone odsetki. Banki już zapłaciły blisko 1,2 mld zł z tytułu podatku bankowego. Departament d/s Zorganizowanej Przestępczości wszczął ostatnio śledztwo w sprawie ewentualnego niedopełnienia obowiązku przez wysokich urzędników KNF przy tzw. kredytach frankowych opiewających na 140 mld zł, wkrótce przyjdzie też czas na zajęcie się kolejną wielką aferą z lat minionych tzw. oszukańczych polisolokat, gdzie złapano w pułapkę blisko 5 milionów Polaków, na ogromną kwotę 50 mld zł. Te pieniądze trzeba będzie Polakom, polskim klientom najzwyczajniej zwrócić. Przed nami kwestia przynajmniej ograniczenia tzw. optymalizacji podatkowej, poszerzenie listy darmowych leków dla osób starszych i praktyczna realizacja, przyjętej już decyzji o przywróceniu poprzedniego wieku emerytalnego 60 i 65 lat. Stopniowo przyjdzie też czas na głęboką reformę systemu ubezpieczeń emerytalnych i ZUS-u oraz systemu opieki zdrowotnej.

                                                Minimalna stawka godzinowa 13 zł to niewiele, ale jednak ją podniesiono czy też 2 tys. zł minimalnego wynagrodzenia też zaczną dawać efekty. Rządowa machina wydaje się coraz lepiej funkcjonować, a szansa na historyczny sukces Polski i Polaków w sferze gospodarczej i finansowej, jak i na arenie międzynarodowej na prawdziwą repolonizację naszego państwa coraz większa. Coraz bardziej więc absurdalnej i ciągle nie mogącej się otrząsnąć z porażki opozycji warto zadedykować wiersz A. Asnyka;
                                                Daremne żale, próżny trud, bezsilne złorzeczenia przeszłych kształtów żaden cud nie wróci do istnienia. Bo, trzeba z żywymi naprzód iść, po życie sięgać nowe, a nie w uwiędłych laurów liść z uporem stroić głowę. Autorem tekstu jest: Janusz Szewczyk wpolityce
                                                • Gość: Y Re: Andżej spod żyrandola IP: *.gl.digi.pl 29.10.16, 00:02
                                                  Sadow i Trybunałów ci u nas dostatek - tylko sprawiedliwości brak. Zdaniem milionów Polaków sądy w Polsce to taka swoista „mafia w togach” i próżno tam szukać sprawiedliwości.
                                                  Niewiele więc współczują i interesują się „zakodowaną wojną hybrydową” jaką właściciele III RP prowadzą dziś przeciwko legalnie wybranemu rządowi i prezydentowi. Sekta Trybunalska na czele z „najwyższym Ajatollahem” jak sam siebie określa prezes TK Andrzej Rzepliński właśnie pokazała Sejmowi i rządowi oraz milionom Polaków i wyborców Prawa i Sprawiedliwości gest Kozakiewicza. Młody, ale jak widać niezbyt mądry sceniczny fircyk M. Stuhr zrobił sobie niewybredne żarty ze Smoleńska i wypadku samochodowego prezydenta A. Dudy, a prezes TK A. Rzepliński zażartował sobie w podobnym stylu wraz ze składem sędziowskim, z wyjątkiem dwóch nowych sędziów z Konstytucji RP i fundamentalnej zasady trójpodziału władzy.
                                                  Debilne żarty z ludzkiej tragedii, to mimo wszystko mniej groźne, niż demolowanie systemu władzy w Polsce i to pomimo tego, że bezprawne działania, nawet sędziów nie wywołują skutków prawnych, choć skutecznie „podpalają” Polskę. Chodzi bowiem o przywrócenie „Ojczyzny Dojnej”, w której nadal mamy blisko 25 tysięcy emerytur esbeckich, o średniej wysokości ok. 4-6tys. zł, a często powyżej 10tys. zł, Ojczyzny gdzie „alimenciarze”, w tym również ci aktywnie udzielający się politycznie nie płacą alimentów na własne dzieci i łącznie winni są polskiemu państwu blisko 8 mld zł, za których płacimy my wszyscy podatnicy, kraju gdzie blisko 3 miliony Polaków żyje na poziomie minimum egzystencji i biologicznego przetrwania, a kolejne 3 miliony w biedzie, a jednocześnie prezesi banków potrafią zarabiać 25-36 tyś zł dziennie, gdzie opozycja żałuje 500 zł na dziecko, a jednocześnie pozwala na budowę kopalni miedzi na pustyni w Chile, za blisko 20 mld zł i swobodny transfer za granicę, legalny i nielegalny blisko 90 mld zł co roku.
                                                  Ta „trybunalska wojna” toczy się właśnie o to, by przywrócić owe półkolonialne państwo i nie chodzi tu o żadną praworządność i demokrację, ale o tzw. stołki i konfitury. Przed nami Polakami, przed rządem i Sejmem, PIS-em z pewnością zapowiadane już przez opozycję działania siłowe, sabotażowe, organizowanie ulicznych zamieszek i prowokacji, głównie ze strony tych „odspawanych”od stołków. Z pewnością czekają nas kolejne, jeszcze bardziej chamskie i brutalne akty medialnej agresji, a niektórzy przedstawiciele PO, Nowoczesnej, PSL-u, KOD-u zapowiadają nawet majowy „Polski Majdan”, inni ze łzami w oczach błagają o obcą interwencję, jeszcze inni apelują do UE o srogie kary finansowe i odebranie unijnych dotacji, wyrzucenie z NATO i ognie piekielne spuszczone na nowy rząd i prezydenta.
                                                  Wszystko to z powodu złowrogo-milczącego prezesa J.Kaczyńskiego, który według niemieckiej prasy wyjątkowo szkodzi Polsce i być może nawet bardziej niż Niemcy w czasie II Wojny Światowej. Opozycja za wszelką cenę nie chce dopuścić do pierwszych pozytywnych efektów naprawy polskiego państwa i tzw. Dobrej Zmiany. Nie chcą, by zwykli Polacy, polskie rodziny, w tym rodziny wielodzietne mali przedsiębiorcy i klienci oraz podatnicy odczuli wreszcie pozytywne skutki, choćby programu 500+, 12zł płacy za godzinę, by dostrzegli pierwsze finansowe efekty uszczelnienia systemu podatkowego czy prawa wyboru przejścia na emeryturę w wieku 60-65 lat.
                                                  Nie chcą dać szansy i nadziei 1,5 miliona polskich kredytobiorców tzw. „frankowych”, których to problem musi być rozwiązany, przede wszystkim z korzyścią dla polskich rodzin, a nie głównie z troską, o to, by banki nie utraciły nieuprawnionych, gigantycznych zysków z tego tytułu, szacowanych na kwotę od 40 do nawet 90mld zł. Wybór jest prosty, albo te pieniądze posłużą do naprawy polskiego państwa, poprawy koniunktury gospodarczej i wzrostu dochodów podatkowych i budżetowych albo wyjada za granicę, jeśli już dawno nie wyjechały. Oni nie chcą naprawy polskiego wymiaru sprawiedliwości, którą z takich trudem i rozmachem podjął MS, Prokurator Generalny Zb.Ziobro. Po to właśnie potrzebny jest obecny TK, by wszystko zostało po staremu, by nic w tym półkolonialnym systemie, obdzierania Polaków z finansowej skóry nie uległo zmianie, by żadna ustawa nowego rządu nie miała szans na realizację. Polacy mają jednak zupełnie inne oczekiwania i codzienne troski, chcą, by wreszcie sprawiedliwość w Polsce „nie była jak pajęczyna, przez którą bąk się przebije, a ugrzęźnie muszyna”, że zobaczą na ławach oskarżonych prawdziwych inspiratorów i beneficjentów wielkich afer minionego 8-lecia, na razie skutecznie zamiecionych pod dywan, że zobaczą prawdę o niektórych prywatyzacjach, w tym drugie dno prywatyzacji Ciechu, zapoznają się z rzetelnością i sprawnością nadzoru finansowego KNF-u i Prokuratury w aferze Amber Gold, SKOK-u Wołomin czy spółdzielczego SK Bank-u.
                                                  Pobłażliwość niewątpliwie rozzuchwala złoczyńców. J.K.M wzywa nawet, by wojsko wyszło na ulicę, R.Petru z Nowoczesnej nawołuje do kryterium ulicznego obalania legalnej władzy, przewodniczący PO G.Schetyna napuszcza unijną biurokrację na własny kraj, a niektórzy zwolennicy KOD-u życzą prezydentowi RP śmierci w męczarniach. Nie ma więc najmniejszego sensu podejmowania jakiejkolwiek debaty i to jeszcze w studiach TVN-24, szczującej i atakującej od rana do wieczora polski rząd i polskie władze i to znacznie bardziej niż Państwo Islamskie. Nie ma co głaskać głodnego krokodyla i rozprawiać ze stadem krwiożerczych hien.
                                                  Trzeba zachować spokój, robić swoje, a nawet przejść do kontrataku. Trzeba przede wszystkim, a właściwie wyłącznie rozmawiać bezpośrednio z Polakami, obszernie i rzeczowo wyjaśnić plan naprawy polskiego państwa, proponować konkretne rozwiązania, ułatwiające codzienne życie Polaków, które mają nam ulżyć w biurokratycznej mitrędze, obniżyć wysokie koszty utrzymania i poprawić zasobność polskich portfeli, a wtedy nie tylko „diabły weneckie” powrócą do swych kanałów, ale i obecna opozycja znajdzie się na śmietniku historii.autor: Janusz Szewczak
    • Gość: fac Re: Władca żyrandoli IP: *.dynamic-ra-2.vectranet.pl 19.02.16, 19:44
      ...Faktem jest, że dziś nie ma żadnego podpisanego dokumentu w tej sprawie. Natomiast sędzia audytor stwierdza: "Tylko podsekretarz stanu Andrzej Duda uprawniony był do podpisania wymienionych pism [trzech notatek i opinii - przyp. red.]". Na ten temat w trakcie śledztwa wypowiada się sam minister Andrzej Duda. - Czy pamięta pan sprawę ułaskawienia Adama S.? - zapytał prokurator. - Nie pamiętam - odpowiedział Andrzej Duda. Równocześnie zapewniał śledczego, że prezydent "do spraw ułaskawień podchodził zawsze obiektywnie i wnikliwie je analizował". Duda zeznał ponadto: - Nie pamiętam, czy podpisywałem się pod dokumentami. Nie pamiętam, czy dyrektor Krzysztof K. przekazywał mi te dokumenty. (…) Nie przypominam sobie rozmowy z panem prezydentem na temat tej sprawy.

      Czytaj więcej: www.dziennikbaltycki.pl/artykul/563049,kulisy-sledztwa-ws-ulaskawienia-adama-s-przez-prezydenta-kaczynskiego,5,id,t,sa.html
    • Gość: y Re: Władca żyrandoli IP: *.dynamic-ra-09.vectranet.pl 09.07.16, 23:23
      www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/sierakowski-lewicowy-publicysta-emocjonalnie-skomentowal-szczyt/kt8v58t...Sławomir Sierakowski, lider lewicowej Krytyki Politycznej, dosadnie wyraził swoją opinię o zdarzeniach na szczycie NATO. - O ku..., ale wstyd! - napisał na swoim portalu, po tym jak prezydent USA Baracka Obama poruszył temat sporu o Trybunał Konstytucyjny....

      O kim ta mowa ?
    • Gość: y Re: Władca żyrandoli IP: *.dynamic-ra-09.vectranet.pl 06.08.16, 20:27
      ..."W pierwszym roku urzędowania prezydenci wskazują głównych partnerów zagranicznych, dlatego warto w tym czasie przyglądać się kierunkom ich podróży. Od 6 sierpnia 2015 r. Andrzej Duda odbył 30 wizyt zagranicznych. Odwiedził 19 krajów, zaczynając od Estonii i Niemiec. Zachodniego sąsiada odwiedzał najczęściej – 4 razy. Najdłużej trwała wizyta prezydenta w Chinach (5 dni). Najwięcej czasu spędził w Stanach Zjednoczonych (2 wizyty, w sumie 7 dni).

      Najczęściej podróżował po Europie (26 razy), z krajów pozaeuropejskich odwiedził Stany Zjednoczone, Kanadę i Chiny. Łącznie w podróżach zagranicznych prezydent spędził 65 dni....
      'wiadomosci.onet.pl/kraj/czemu-sluzyly-podroze-zagraniczne-prezydenta-andrzeja-dudy/r6f864.
    • Gość: y Re: Władca żyrandoli IP: *.dynamic-ra-05.vectranet.pl 25.11.16, 23:02
      www.gloszabrza24.pl/wydarzenia/16268-zakonczyla-sie-wizyta-prezydenta-w-zabrzu-na-spotkaniu-z-mieszkancami-andrzej-duda-mowil-przede-wszystkim-o-gornictwie
      ..." - Ja chodziłem do 8-letniej podstawówki i 4-letniego liceum i bardzo dobrze wspominam ten czas. Ten system, kiedy nauczyciel ma czas, żeby dobrze poznać ucznia, a uczeń szkołę, to dobre rozwiązanie. Odebrałem dzięki niemu znakomite wykształcenie, które umożliwiło mi studia i późniejszą karierę naukową."

      Promotor doktoranta UJ chyba tego nie czytał !
    • Gość: Y Re: Władca żyrandoli IP: *.dynamic-ra-11.vectranet.pl 28.01.17, 22:50
      www.newsweek.pl/polska/4-tys-miesiecznie-dla-ojca-andrzeja-dudy,artykuly,404305,1.html?src=HP_Section_1Od 30 listopada 2016 r. prof. Jan Tadeusz Duda pełni funkcję członka Rady Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Oznacza to, że na jego konto co miesiąc wpływa 4 tys. złotych. Kto zgłosił jego kandydaturę do konkursu? Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego unika odpowiedzi na pytania „Newsweeka”.


      Duda POmoc dziala w ramach dojnej zmiany.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka