chrisraf
22.03.08, 21:03
Nic dodac, nic ujac. :(
Prof. J. Tazbir o polskiej historii
"Polakom w ostatnich stuleciach historia nie służyła przede
wszystkim do poznania przeszłości narodowej. Na przykład w czasie
zaborów w XIX w. nasi rodacy traktowali ją jako weksel, którym
wymachiwano Zachodowi przed nosem. Mówili: "Myśmy wam pomogli pod
Wiedniem", "Gdyby nie polskie powstanie w 1794 r., to Rosja
zdusiłaby rewolucję francuską", "Żeby się odpłacić, powinniście
odbudować Polskę".
W XIX w. nie przejmowali się naszym moralnym "szantażem". Po
pierwsze, w ogóle polskich krytyk nie czytywali. Po upadku powstania
listopadowego francuski minister spraw zagranicznych
powiedział: "Porządek panuje w Warszawie". Na tym im zależało.
Churchill powiedział kiedyś, że Polska zawsze przyprawiała Europę o
ból głowy.
Drugą funkcją historii było usprawiedliwienie naszego zacofania.
To się zaczęło już w końcu XVIII w. (...). Idea "przedmurza
chrześcijaństwa" nabrała pięknego blasku w czasie zaborów.
Tłumaczyła nasze stałe nienadążanie za Europą.
Różne pokolenia Polaków zupełnie inaczej podchodzą do
przeszłości. Generacja, która pamięta II wojnę światową - albo brała
w niej czynny udział - nadal nawiązuje do myślenia zaborowego. Nadal
myśli, że historia to weksel. Wojenne pokolenie chętnie używa też
historii jako usprawiedliwienia. Dawniej - pan jeszcze wtedy nawet
nie był w projekcie - mówiło się, że musimy nadrabiać zacofanie, bo
była wojna, bo mamy kapitalistyczne przeżytki. Teraz słyszy się, że
musimy nadrabiać to, co zniszczyły komunistyczne rządy. Znowu
zwalamy winę na przeszłość.
Dzisiaj ci sami ludzie mówią często dwie sprzeczne rzeczy. Po
pierwsze, rzekomo komuniści zniszczyli Polskę bardziej niż okupacja
hitlerowska. Po drugie, pseudosolidarnośćiowcy w okresie III RP
rozkradli i zniszczyli wszystko, co narów wypracował w PRL. Jak to
jest? Wypracował czy nie wypracował?
Starsza generacja, gdy mówi o przeszłości - zwłaszcza o II wojnie
światowej, ale nie tylko - ma okazję, żeby sobie przypiąć pióropusz
waleczności. Nie twierdzę, że niesłusznie, ale takim
patriotycznym "szantażem" próbuje zmusić młodych do słuchania
niekończących się opowieści o własnych zasługach -prawdziwych czy
urojonych. Historię traktują jako jeszcze jeden nudny przedmiot - bo
ona, niestety, najczęściej jest tak uczona.
Widziałem młodych ludzi, którym się plącze powstanie styczniowe z
warszawskim W zeszłym roku na egzaminach wstępnych na Uniwersytet
Warszawski ktoś napisał, że Powstanie Warszawskie miało
ogólnonarodowy charakter, bo na barykadach stanęła nie tylko cała
szlachta, ale pospólstwo i plebs miejski.
Zaskakujące jednak jest, że do Muzeum Postania Warszawskiego
stoją kolejki. Ale po wizycie w tym muzeum można mieć wrażenie, że
to powstanie my wygraliśmy...Walka jest dla młodych pociągająca, ale
pokazywana jako zwycięstwo, a nie cierpienie.
W XIX w. szanujący się wódz i bohater narodowy w Polsce nie
musiał wygrywać. Musiał pięknie umrzeć. Na stokach cytadeli, jak
Traugutt, albo nurtach Elstery, jak książę Poniatowski. Albo jak
Emilia Plater.
Już w XX w. nasi najwięksi bohaterowie narodowi nie umierali w
walce. Mogliśmy się pocieszać, że Piłsudski - gdyby żył - nie
dopuścił do klęski wrześniowej. Paweł Jasienica powiedział, że nie
wie, co by Piłsudski robił w czasie klęski wrześniowej, ale wie, co
zrobiliby jego oficerowie - wsadziliby staruszka do auta i wywieźli
do Rumunii.
Od czasu Jana Pawła II zaczyna się w Polsce kult człowieka
sukcesu. To znamienne: Polak, który odniósł sukces nie tylko na
polskiej arenie. Myśmy bardzo mało mieli takich bohaterów. Może
Kościuszko, który walczył w Ameryce.
Historia dzisiaj - zdaniem rządzących - powinna się przekształcić
w naukę pomocniczą jubileuszomanii i obchodomanii. W 1996 r.
obchodzono z hukiem 400. Rocznicę przeniesienia stolicy z Krakowa
do Warszawy. Bzdura. Nie było żadnego przeniesienia! Aż do końca
XVIII w. Kraków pozostał nominalnie stolicą. Żadnego dworu nie
przewożono.
Kiedy powiedziano to przedstawicielowi ratusza, oświadczył, że
oni już przygotowali obchody, wybili medal i teraz niech historycy
potwierdzą, bo od tego przecież są. Historia służy do manipulacji
politycznej.
Być może nasz szczególny stosunek do historii wynika z tego, że
mieliśmy dzieje bez happy endu. Emmanuel Rostworowski - redaktor
Polskiego Słownika Biograficznego - zauważył, że w zachodnich
słownikach pisze się: "Iksiński, rolnik". U nas: "Iksiński, syn
zesłańcy lub powstańca, rolnik." Bo mieliśmy zawsze okres
międzypowstaniowy albo międzywojenny. Dlatego w Polsce nie ma
ludycznego stosunku do historii.
W historii można się też nauczyć dużo o korupcji politycznej.
Jest taka anegdota z początku XVIII w. W sejmie jakiś wniosek nie
przechodzi. Szlachcic wchodzi na ławę i krzyczy: "który to skurwysyn
dostał ode mnie za mało?"
Lubię rozmawiać z taksówkarzami. Niedawno jeden zapytał się, czy
wiem, jak zginął Rydz-Śmigły. Mówię, że nie zginał, tylko umarł w
łóżku, na serce. A on na to: "Widzę, że się pan interesujesz
historią, ale do końca pan nie wiesz.. Poszedł do partyzantki i
zginął w lesie". Czyli wódz miał prawo przegrać wojnę, ale powinien
był zginąć."
(Fragmenty wywiadu dla "Gazety Wyborczej" z 24.09.07)
Glückauf!