rita100 22.01.09, 21:04 Musze je koniecznie pozbierać , bo takie ciekawe, a niekiedy i też smieszne, ze szkoda by gdzieś w wirtual uleciały. Tak spokojniutko pozbieram Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
rita100 Re: Gyszychty - zbiory FGGG 22.01.09, 21:07 bratjakuba Hugo Christoph to bol taki raciborski Sowizdrzoł. Wiela o nim ni ma bo postać była kontrowersyjno dlo owczesnych władz i zakozywano publikacji.Za Hitlera też nie był akceptowany przez elity bo sie kojarzył ze socjaldemokracjom iStaatsfeindlichkeit(wrogość wobec państwa). Pisze o nim trocha Herbert Hupkaale to som też wspomniynia zasłyszane w młodości. Takie obiegowe gagi to: Heute wird die Schlossbruecke gesprengt. In Sachen Ihrer Frau. Ich bin der Regierungsrad. To te co mi sie tak na teraz spominajom.Jak jakeś historyjki nie znosz to jom opowiym w całości.Jak se jeszcze jako spomnia to napisza.Pozdrowko. forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=34281&w=90119647&v=2&s=0 Odpowiedz Link
rita100 Re: Gyszychty - zbiory FGGG 22.01.09, 21:11 bratjakuba 1.Chrstiph porozlepioł plakaty kaj było napisane "Heute um 3 Uhr wird die Sclossbruecke gesprengt!(Dzisiej o trzeciej wysadzom most zamkowy).Że to było przed plebiscytem to w Raciborzu stacjonowoł cały batalion Italiokow. Toż zarozki postawiyli patrole z obu stron i pod mostym. O trzecie na most prziszoł Christoph ze giskanom i zaczon polywac most wodom.Tyn gag polego na tym,że po niemiecku sprengen,znaczy zarówno wysadzac' jak i kropic' wodą. 2.Z kuli ostudy jako durch była z policjom baba od Christofa chciała sie śnim rozwiyśc.Toż Christoph dostoł zawiadomiynie ze sondu,że sie mo stawic "In Sachen Ihrer Frau (W sprawach dotyczących żony). Chistoph prziszoł do sondu boso i we klajdzie od swoje baby. 3.Jednego razu na wszystkich słupach ogłoszyniowych były rozlepione plakaty ze fotografiom Christopha we fraku i wielkim napisym: "ich bin der neue Regierungsrad"Napis jest z będem bo ma byc Regierungsrat.(jestem nowym radcą stanu).Christoph zakładoł powszechno nie yno wtedy gupota urzyndow i urzyndnikow. Rzeczywiście,został aresztowany pod zarzutem podszywania się pod urzędowy tytuł,kiery mu nie przisługuje. Przed sondym,na pytanie co mo na swoja obrona,Christoph rozwinił tyn swoj plakat i padoł:"Neulich fuhr ich mit der Karre(taczki)und regierte(kierowałem) mit dem Rade,da war ich doch Regierungsrad. 4.Na brzegu Odry,dokładnie pod tablicom "Angeln verboten"siedzioł Christoph ze wyndkom w rynce.Prziszoł policjant i sie pyto czy nie umi czytac abo zaś chce haje ze zwiyrzchnościom.Na to Christoph wycingnoł ta wyndka z wody a na nij wisioł słony harynek(śledż). Do policjanta zaś padoł tak:Nie wiedzom,że jutro je piontek i trza słone harynki na obiod wymoczyc'? Odpowiedz Link
rita100 Re: Gyszychty - zbiory FGGG 22.01.09, 21:13 bratjakuba Wspołczesno bera o Francku. Bydzie już tymu ze dwacet lot nazot ...Francek sie ozynioł chcioł znejść jako robota.Podobało by mu sie na Annie za hajera..Poszoł na ta gruba spytać sie o robota a tam pytajom sie go ło szkoła. Łon borok godo ni mom szkoły ...w doma nos było kupa ..nie było czasu na szkoły ,biyda była.Chca robic..byda robioł wszycko co kożecie .Przikro nom panie Francek..trza miec papiór ze szkoly.Fracek poszoł do inszego werku za robotom ale tam ta samo godka ....szkoła,papiór,szlus Kiesik Fracek usłyszoł ,że w Hameryce nie cza żodnych papiorow, ino cza pokozac co sie umi ...i robota je. Nie patrzync na nic wyjechoł za ocyan......azbest,tubaje,wysokościowe,wszycko poradzioł. Przijechoł nazot za trzy roki na Ślonsk ..zebroł swoich starych kamratów...pojechali do Kamiynia kole Rybnika do fajnego hotelu i balujom..jedyn dziyń,drugi...na trzeci dziyn dyrechtor tego hotelu sie pyto dysretnie panie Francek ...jo rozumia ,balowanie ...ale jo bych chcioł wiedzieć ,czyś pon je wypłocalny.Francek pado: - chwilka, momynt!Polecioł do hotelowe izby, wzion kuferek i leci do dyrechtora.Łotwiyro kuferek,pokazuje kasa,voll od zielonych i pado tela styknie???Dyrechtora zatkało,godo panie ale mie by styknoł malutki czek i jedne szkryfniynci, podpis.... A Francek na to: -panie.. ..jak jo by umioł pisać to wiysz pon co??? To jo juz sztworty rok na Annie robia..... Odpowiedz Link
rita100 Re: Gyszychty - zbiory FGGG 22.01.09, 21:15 anton_28 ttp://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=34281&w=89953076&a=89953076 Odpowiedz Link
rita100 Re: Gyszychty - zbiory FGGG 22.01.09, 21:16 anton_28 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=34281&w=89767528&a=89767528 Odpowiedz Link
rita100 Re: Gyszychty - zbiory FGGG 22.01.09, 21:17 anton_28 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=34281&w=89923414&a=89923414 Odpowiedz Link
rita100 Re: Gyszychty - zbiory FGGG 22.01.09, 21:20 Nie wiem czy wszystkie zebrałam. Może ktoś pomoże. Odpowiedz Link
szwager_z_laband Re: Gyszychty - zbiory FGGG 22.01.09, 21:25 jak bydzie cos nowego to tysz sam pondzie doszkryfnonc:) Odpowiedz Link
rita100 Re: Gyszychty - zbiory FGGG 22.01.09, 21:29 Nie, można nowe w nowych kuntkach zakładać , rozmawiać, ja już bynde czujna. Niech to stanowi zbiór. Może Antonowi czy Braciszkowi, abo jinszym sie coś jeszcze przypomni. Bo kiedyś było tego trochę i gdzieś sie pogubiły. Odpowiedz Link
bratjakuba Re: Gyszychty - zbiory FGGG 22.01.09, 21:53 Hobby. Małżeństwo szkotow,Johny i jego baba Doris -bo tak mieli na miano,kożdy rok chodziyli na tako Fliegerparada i prziglondali sie roztomańtym akrobacjom.Kożdy rok na tych pokazach Johny zagadowoł:chciołbych sie rouz też przelecieć takim fligrym. Doris kożdy rok odpowiadała: "Wiym John, ale taki szpas we tym fligrze kosztuje 50 funtow, a 50 funtow to je jednak 50 funtow." Kieregoś roku, zaś na pokazie tych fligrow, Johny godo do Doris:Doris, mom 85 lot, jak sie latoś nie przeleca to już nigdy wiyncej moga nie mieć take przileżytości. - Dyć wiym John, ale ta uciecha by cie kosztowała 50 funtow, a 50 funtow to je jednak 50 funtow. Tej godce przisłuchowoł sie jedyn z pilotow i pado im tak: -Mom dla was gryfny gyszynk. Zabiera wos na przelot tym fligrym i jak bez całki lot nie szeptniecie ani słowka, to nic nie zapłacicie. Ale jak kiereś zagodo choć jednym słowym abo wrzasknie, zapłacicie 50 funtow Johny i Doris sie zgodziyli. Pilot w lufcie wykryncoł rozmańte akrobacje chcync ich wystraszyć tak co by zawrzeskli, ale nic z tego. Milczeli jak zaklynci. Kiej juzaś wylondowali na ziymi, pilot sie obrocioł ku Johnowi i pado tak: - To nie je możne! Robioł ech wszystko, wszystko coch mog, abyscie wrzeszczeli ze strachu. Dycki sie to z inkszymi udowało, a tym razem nic. Nie piskliście ani nowet w czasie nejstraszniejszych akrobacji. - No widzom panoczku,pado Johny: co prowda jużech wom mioł pedzieć co Doris wypadła ze fligra, ale 50 funtow to je jednak 50 funtow Odpowiedz Link
hanys_hans Re: Gyszychty - zbiory FGGG 22.01.09, 21:55 Christof z Raciborza niy chciou wpuscic´ kolendy. Pedziou niy wpuszcza, bo to i tak ksiondz ino po pieniondze przichodzom. Kedy sie ksiondz o tym dowiedziou, dou mu skozac´, ze to niy o piniondze tu idzie ino o bogosuawiynstwo, i ze niy weznie ani zuotówki. Na to Christof ich wpusciyu. Ksiondz pokropiyu, porzykou i wyszou, a organista na drzwiach napisou litery czech króli. Jak to ino Christof uwidziou to niy wyczimou i ryknou: - Toscie tacy! Naprzod toscie dali skozac´, ze zlotowki niy wezniecie a teroz to piszecie C.M.B.!!! ? - No dyc´ pszeca to wszyndzie piszymy, to jest... - Nic mi niy godejcie co to je. Umia czytac´ i wiym, ze to znaczy "Christof Musi Bulic". [Christof Muss Bezahlen] Odpowiedz Link
hanys_hans Re: Gyszychty - zbiory FGGG 22.01.09, 22:03 Grzegorz Wawoczny 23-06-2006 Żeby odpocząć w interesującym miejscu, wcale nie trzeba daleko wyjeżdżać. Będziemy o tym przekonywać w każdy piątek, przez całe lato. Dziś zapraszamy do Thiergarten, czyli zwierzyńca leżącego między Kuźnią Raciborską, Nędzą, Szymocicami a Jankowicami Rudzkimi Podanie mówi, że zły leśniczy Eliasz zabijał wszystkich, którzy wchodzili do lasu. Ofiary grzebał w piwnicy swojej leśniczówki Wildek, strzegącej wejścia do książęcego Thiergarten. Za zgodą Eliasza do lasu mogli wchodzić tylko miejscowi i robotnicy leśni. Każdy z nich musiał głośno gwizdać lub śpiewać. Zły leśniczy wiedział wówczas, że to swój. Obcy, który nieopatrznie wkroczył przy Wildku w knieje, został natychmiast zastrzelony lub pojmany i zamykany w ciemnej piwnicy leśniczówki. Tu nieszczęśnik umierał w męczarniach z głodu. Ponoć to mroczne miejsce kryło aż 99 ciał ofiar. Pewnego dnia zjawił się tu handlarz świętymi obrazkami. Robotnicy leśni kazali mu szybko uciekać. Na nic jednak zdały się ostrzeżenia. Rychło pojawił się Eliasz i wycelował w kupca fuzję. Kiedy padł strzał, nieznajomy wędrowiec, ku ogromnemu zdziwieniu leśniczego, chwycił kulę i rzekł: "Teraz skieruję ją na ciebie". Zły Eliasz zląkł się okrutnie. Poprzysiągł kupcowi, że już nikogo nie pozbawi życia. Kiedy potem pożegnał się z życiem doczesnym, nad Wildek zleciało się i krążyło przez długi czas stadu stu kruków. Goście księcia Wiktora W 1822 r. w Rudach panował głód, a ludzie nie mieli pieniędzy na zakup zboża. Rezydujący w starym pocysterskim opactwie książę Wiktor von Ratibor zatrudnił biednych wieśniaków przy budowie zwierzyńca w lesie. Wydzielono wówczas cztery tysiące mórg, czyli około tysiąca hektarów dorodnej puszczy pomiędzy Kuźnią Raciborską, Nędzą, Szymocicami a Jankowicami Rudzkimi. Teren ten oznaczony jest na starych XIX-wiecznych mapach jako Thiergarten. Po 1841 r. obszar zwierzyńca powiększono do 2,3 tys. hektarów. Zbudowano też stylowe leśniczówki i chaty myśliwskie: Rothenburg (dziś Krasiejów), Lichtenstein oraz Wiktoria w okolicy Jankowic Rudzkich, wspomniany Wildeck (obecnie używa się spolszczonego określenia Wildek) i Quid ad te w Rudzie Kozielskiej, Corvey przy Górnej Hucie oraz Waldenburg w Kuźni Raciborskiej. Rezydujący tu książęcy leśniczy pielęgnowali drzewostan, dokarmiali zwierzynę i walczyli z kłusownikami. Książęta von Ratibor urządzali w Thiergarten huczne polowania dla swoich zacnych gości. Nie brakowało wśród nich członków rodów królewskich i szlacheckich. Po łowach i rozkładzie cała śmietanka zjeżdżała na suty posiłek do rudzkiego pałacu, spędzając resztę wieczoru na słuchaniu muzyki i tańcach. Zapadłe zamczysko Niemiecka nazwa Thiergarten znikła już ze współczesnych polskich map, a o starym książęcym zwierzyńcu zapomniano. W lesie zarządzanym dziś przez Nadleśnictwo Rudy Raciborskie pozostały jednak malownicze ścieżki spacerowe i stare leśniczówki, m.in. wspomniany Wildeck w Rudzie Kozielskiej ze swoją mroczną legendą o Eliaszu, Krasiejów w Jankowicach oraz Waldenberg na skraju Kuźni Raciborskiej. Warto podczas wakacyjnych wędrówek zajrzeć w ten rejon. Wiele tutejszych zakątków ma fascynującą historię. W drodze z Wildka do Krasiejowa natrafimy na Schlossberg, czyli wzniesienie zwane dziś Górą Zamkową. W czasach książęcych był to punkt widokowy z chatą Wiktora. Legenda mówi, że dawno temu rozbójnicy zbudowali tu zamek. Zajmowali się napadaniem na podróżników podążających starym leśnym traktem na miejskie targowiska Raciborza i Gliwic. Pewnego razu zabili chłopa, który z biedy sprzedał ostatniego konia i wracał do domu z pieniędzmi. Jego żona, na drugi dzień rankiem, poszła do lasu i ujrzała wiszące na drzewie ciało męża. Jej żal był tak wielki, że krzyknęła w stronę zamku: niech cierpią ci, którzy zabili mojego chłopa. Wtem ziemia się rozstąpiła i zamek zapadł się. W czasie II wojny światowej Niemcy urządzili tu składy broni. Niedaleko Góry Zamkowej płynie w stronę Kuźni Raciborskiej potok Raczok. Na całym swym biegu jest przedzielony siedmioma groblami, które w dolnym biegu tworzą kaskadę pięciu stawów łańcuchowych. Obecnie jest to miejsce żerowania rodzin bobrów sprowadzonych tu na początku lat 90. Nietrudno trafić na ślady ich bytowania, a przy odrobinie szczęścia może i zobaczymy włochatego bobra. Jak dojechać do Thiergarten? Najlepszy wjazd do starego książęcego zwierzyńca wiedzie od Rudy Kozielskiej lub Jankowic. W Rudzie trzeba dojechać do domu strażaka i skręcić w ulicę Wildek. W Jankowicach, na trasie Racibórz - Rudy - Gliwice, skręcamy w drogę wiodącą za kaplicą św. Izydora. Co zwiedzić poza Thiergarten? - Zespół klasztorno-pałacowy w Rudach, czyli dawne opactwo cysterskie, a potem pałac książąt von Ratibor. Przy opactwie znajduje się kościół parafialny pw. WNMP z cudownym obrazem Matki Boskiej Pokornej. W centrum Rud bez problemu zaopatrzymy się w wydawnictwa ze szczegółowymi mapami tego obszaru. - Skansen kolei wąskotorowej w Rudach. W sezonie są tu dostępne przejazdy turystyczne. Z drogi Racibórz - Gliwice skręcamy przy cmentarzu z neoromańskim kościółkiem św. Magdaleny. - Liczącą 16 km, oznakowaną ścieżkę rowerową z Rud Brantolki w kierunku Kotlarni i Kuźni Raciborskiej. Na trasie, wiodącej przez lasy i teren pożarzyska z 1992 r., znajdują się tablice informacyjne opisujące historie ciekawych miejsc oraz walory fauny i flory. - Uroczysko Buk z ośrodkiem wypoczynkowym i kąpieliskiem. Dawniej było to miejsce wypoczynku książąt von Ratibor i ich gości. Znajduje się tu usypana z kamieni Góra Wiktorii, gdzie jest kamień upamiętniający wizytę w 1866 r. w Rudach Wiktorii, córki królowej angielskiej, późniejszej żony cesarza Fryderyka III. - Uroczysko Hubertus z leśnym stawem i terasą widokową. Dojazd boczną leśną dróżką łączącą się na skraju Kolonii Renerowskiej z drogą Racibórz - Gliwice. . przed opactwem knajpa, nazywa się chyba "Pod Kasztanami" (?) - tanio i smacznie tam zjesz. znacznie lepiej niż w uroczyskowej restauracji, w której w menu można znaleźć takie dania jak "zupa z Knorra"... Odpowiedz Link
bratjakuba Re: Gyszychty - zbiory FGGG 22.01.09, 21:34 Przed wojnom pociong z Glywic do Rybnika jechoł przez Makoszowy kaj była granica.Aby dojechać do tego Rybnika trza było kupić dwa bilety. Jedyn nimiecki z Glywic do Makoszow,nimiecki peron.Potym trza było przynść na polski peron i kupić drugi bilet do Rybnika.Choć po obuch stronach granice ludzie godali jednako to władze nimieckie jak i polskie nakozowały swoim byamtrom kolejowym używać t.zw.lokalnego jynzyka,po nimieckij stronie yno po nimiecku,po polskej yno po polsku. Toż jedzie jedyn Glywiczok do Rybnika i sie w Makoszowach pyto "polskigo"konduktora:Kaj sie kupuje ta polsko Fahrkarta? Konduktor pado mu:U nas sie na to godo bilet.Toż tyn Glywiczok sie pyto już po "polsku":toż kaj idzie kupić tyn bilet?Na to konduktor mu pokazuje: A dyć tam,we szaltrze. szalter-tu okiynko kasowe. Odpowiedz Link
rita100 Re: Gyszychty - zbiory FGGG 22.01.09, 21:41 To nie dziwota, że Slonzacy mogli krenciołka dostać we łbie ;)))) Odpowiedz Link
bratjakuba Re: Gyszychty - zbiory FGGG 22.01.09, 21:48 Jedna tako wspołczesno "bussines woman"wyjyjżdżo na dwa tydnie do Londyna. Jeji chop jom zawioz na lotnisko,sie rozłonczajom całujom a baba sie pyto:toż co Ci prziwiyśc ze tego Londyna. Noo,tako mało,słodziutko Angelka mogła by byc.. Za 14 dni baba zaś je nazot chop jom odbiyro ze lotniska,jadom już do dom a on sie pyto:toż co mi prziwiyzłaś z te Anglie? Wiysz,-robiyłach coch mogła co by ci dogodzic ale musisz jeszcze trocha poczkacco by sie dowiedziec czy to bydzie dziołszka. Odpowiedz Link
rita100 Re: Gyszychty - zbiory FGGG 22.01.09, 21:59 Aleście sia rozklepotalo co sie nie nadónży czytoć :))) Esze wypadne z tygo fligro jek ta co fligram furała z mynżam. 50 funtów to 50 funtów ;)))) Odpowiedz Link
rita100 Re: Gyszychty - zbiory FGGG 22.01.09, 22:07 To i jo cosik woma zapodam, tako gyszychte Było to w dawnych czasach. Wioska Bartąg, chociaż położona niedaleko Olsztyna, niczym się nie różniła od innych osad, ukrytych wśród lasów i jezior. W wiosce był kościół. Nad wejściem do plebanii widniał dziwny i z daleka widoczny napis: FELIX SUM VIVO SINE CURIS Kuba, który służył u proboszca, zaczął sylabizować ten napis – ‘Felix sum’ – przecież jegomościowi na imię Walenty, a nie Feliks – rozumował – A do tego sum ... zeszłego roku wydobyli rybacy z jeziora dużego suma, ale żeby człowiek nazywał się Sum, tom jeszcze nie słyszał. - Co tak kręcisz głową? – spytał jegomość. - Wiecie, jegomościu, nic z tego nie rozumiem, co tu napisane. - Bo to jest po łacinie, mój Kubolku. Po naszemu by było: ‘Jestem szczęśliwy, żyję bez kłopotów’. - Ojej! – dziwował się Kuba. – Lepiej to pismo umieścić w izbie nad drzwiami. Przez głupią zazdrość jeszcze kto narobi jegomościowi biedy. - Nie martw się, mój drogi – odpowiedział proboszcz – Jakoś damy sobie we dwóch radę. Tego samego wieczora Kuba, który lubił gromadzić różne powiedzonka i sam je tworzyć, wypisał kredą na drzwiach stodoły: FELIKS SUM BEZ GRANIC KŁOPOTY MAM ZA NIC. Tak zaczyna się bajka spisana przez Władysława Gębika. Odpowiedz Link
bratjakuba Re: Gyszychty - zbiory FGGG 22.01.09, 22:00 Idzie jedyn baca ze Zakopanego do Nowego Targu.Pod parzom mo wielgi gebetbuch a boł to szwortek,dziyń jarmaku. W tym potkoł na drodze drugigo bacy,przociela co zaś szol ku Zakopanymu. Niech bydzie pokwolony,niech bydzie pokwolony a kaj to idziecie baco pyto sie tyn potkany. A idym do Nowego Targu na jarmak a bezmaś tam tyż i nowy burdel otwarli, odpowiado tyn Zakopianiok. No toż jak,tak, godo tyn przociel to na coż wom ta ksionzecka do nabożyństwa? Ee,bo jak mi sie tam spodoboo to i do niedzieli ostanym. Odpowiedz Link
rita100 Re: Gyszychty - zbiory FGGG 22.01.09, 22:17 Ee,bo jak mi sie tam spodoboo to i do niedzieli ostanym i eszcze jydan dziyń dłużi ;))) Pomaluśku nazbieramy tych gyszychtów Odpowiedz Link
bratjakuba Re: Gyszychty - zbiory FGGG 22.01.09, 22:35 Urlop na Mississipi. Jedyn bardzo ważny i wziynty dziynnikorz z NY Times'a szykowoł sie na urlop i sie żegnol z kolegami.Pytali sie go zatym kaj sie wybiyro. Na Mississipi -pedzioł.Od poru lot dycki spyndzom urlop na Mississippi. W doma zostawiom te wszystke klamoty,telefony,radio,TV a nowet zygarek. Koża se zbić tako wielko łodka u Azarkow abo yno taki Floos -tratwa. Wsiodom i płyna tom Mississippi. Biera yno ze sobom tako staro indianka co umi dobrze warzić. Kaj nom sie spodobo tam stanymy na noc,abo i na dziyń, i zaś dali,kaj woda zaniesie. Na to jedyn młodzik sie spytoł: no toż jak ni mosz telefonu,ani radia,ani nowet zygarka to skond bydziesz wiedzioł kiej ci sie urlop kończy? No wiysz ,-pado tyn dziynnikorz,jo już mom experience-doswiadczynie.Jak mi przestanie szmakować to dobre jodło a ta staro indianka zacznie mi sie podobać,to wiym,że je czas już sie zbiyrać do dom. Odpowiedz Link
rita100 Re: Gyszychty - zbiory FGGG 22.01.09, 22:43 "Na to jedyn młodzik sie spytoł: no toż jak ni mosz telefonu,ani radia,ani nowet zygarka to skond bydziesz wiedzioł kiej ci sie urlop kończy? No wiysz ,-pado tyn dziynnikorz,jo już mom experience-doswiadczynie.Jak mi przestanie szmakować to dobre jodło a ta staro indianka zacznie mi sie podobać,to wiym,że je czas już sie zbiyrać do dom." :)Bardzo sprytnie sobie ten urlop rozplanował dziennikarz Odpowiedz Link
rita100 Re: Gyszychty - zbiory FGGG 22.01.09, 23:11 anton_28 Downi piyrwy, Hrabia von Gaschin pszijechou na koniu do Ratibor. Miou jednygo suugi dabei i oba se padali ize cza by bouo na poczoontek ludzioom jakis witz zrobic! Tak se mysleli jako idyja bydzie nojlepszo, aze minyli sie po drodze s czornym, zmaraszoonym pod same slypia kominiorzym, choby co dopiyro s komina wylos. Hrabia wpod na richtig szalono idyja i zawouou na tamtygo: "Dobry panoczku, poradzicie na koniu rajtoowac??" Kominiorz sie wejrzou na niygo i padou: "i to jak!! Pszeca wy wojnie zech konmi jezdzioou niy jedyn ros" Mikouej von Gaschin padou: "no to zaroski bydymy widziec, eli sam nos niy cyganisz" Hrabia padou suugowi coby habeta narychtowou, tyn poprowioou trocha sattel i kominiorz wloz drauf i fest sie huzdy chycioou. wtedy Hrabia puscioou swojygo konia piyrszego leciec, a tyn wydar aze sie zakopcioouo. Tyn uot suugi bou ale nauczoony wdycki za habetoom uot hrabiygo uazic, also tysz pognou wiela sioouy wy kopytach. Borok kominiorz mauo wiela niy sfurgnoou mu s pukla... Prawie w pouednie hrabia wleciou z larmym do miasta. Habeta s czornym kominiorzym pyndziooua direkt za niym. Mikouej von Gaschin wouou do ludzioow co sie tam pszigloondali: "Ludzie, ratujcie mie!!!! Dziobou mie gooni" A te zamias mu poomoc to napoczli uciykac, pod wiela sie niy kapli ze hrabia zas ich za bozna zrobioou... Odpowiedz Link
bratjakuba Re: Gyszychty - zbiory FGGG 23.01.09, 12:06 My deutsche friends.Możno in few Jährs też kommen to you solche leters od Euren Kids. Dihr Mum Ich schike diesen lätter mit der Post weil mein notbuk kaput ist. Wier sind gut hir angekomen. die fart war kuhl, Wier wollten zuerst den Plän nehmen aber das war zu dier also namen wier den Kahr. Dies ist eine kuhle Zitti mit vilen Lokäschens.. die Schobs sind auch kuhl und ich habe mir neue buhts angeschaft.Mein lawer findet sie megakuhl. Im hotell haben wier einen kuhlen ruhm mit luk auf den oschen, mit fielen schipps. Tis iwenink ist ein iwent wier gehen wol hin. wird kuhl. er heist Laf 4 ju. Kuhl sind hier die Kitts. Bis Mitneit sind sie on te striet. Kann man viel Fan mit haben! Beim Wolking hab ich ein Beu getrofen, Kuhler Tüp. hab heute Mieting. Trägt driemhafte schörts. und kuhle buhts. Wir gehen zum Bietsch. Neme mein Bikini mit Da machen wier pauer Schällenjjer Habe gleich schon Dät und mach fini jetzt. Anja mählt läter. Bis balt deine Dohter Elvira Häppi Grietinks von Kevin May sein do kupy could wir's tuplicate. Odpowiedz Link
bratjakuba Re: Gyszychty - zbiory FGGG 23.01.09, 18:44 seppel napisał: > Voll krass Alder ;) Gruss nach Flandern! Doppelt haelt besser,gilt fuer Dich und Mich. Odpowiedz Link
bratjakuba Re: Gyszychty - zbiory FGGG 23.01.09, 12:10 Choby Christoph. Nikiej trza pieronym dować pozor przi zadowaniu donukliwych pytań. W jednym z sondow w Teksasie odbywała sie rozprawa cywilno o pyskowki miyndzy somsiadami. Na poczontku oskarżyciel zawołoł jako świadka oskarżynio Mrs Jones,starszo już osoba też miyszkajonco w somsiedztwie.Kiedy siedła w boksie dlo świadkow i skończyla te wszycke procedury,kiere znocie z amerykańskich filmow,pomału idzie ku ni tyn adwokat i sie pyto: Mrs Jones ,czy wy mie znocie? A ona na to: Ja,Mr Williams,jo was znom od dziecka,i prowda pedziawszy bardzoch sie na was zawiydła.Cyganicie w tych sondach choby nojgorszy buks.Oszukujecie włośno baba.Bałamoncicie ludzi a potym sie śnich śmiejecie za plecami.Wyobrożocie se,żeście som Bog wiy kto a richig rozumu mocie yno tela coby sam machlować tymi papiorkami.Ja,ja jo was znom.... Adwokata zatkało.Chodziol chwila po sondowe sali tam i nazot a na koniec sie spytoł: Mrs Jones,a znocie też możno adwokata od oskarżonego? Toć,że go też znom,zas pado ta istno.Mr Bradleya znom jak jeszcze boł blank młody.Dycki udowoł wszandzie takigo pobożnisia a po kryjomu słepoł jak browek.Terozki z nikim nie umi zyć w zgodzie a jego kancelaria je najgorszo w cołke prowincji.Ah, jeszcze bych zapomniała,terazki procz swoje baby mo jeszcze trzi motyki,jedna śnich to je wasza baba Mr Williams. Ja,znom go,znom go dobrze. Na to syndzia zawoloł obuch anwaltow i godo ku nim po cichu:Jak kiery z was gupieloki spyto sie jom trozki,czy ona mie zno,to obuch was pośla na elektryczny stołek. Odpowiedz Link
rita100 Re: Gyszychty - zbiory FGGG 23.01.09, 21:56 Cwany syndzia, bał się prawdy od starej babuszki :)Ona powinna być syndzió. "Na to syndzia zawoloł obuch anwaltow i godo ku nim po cichu:Jak kiery z was gupieloki spyto sie jom trozki,czy ona mie zno,to obuch was pośla na elektryczny stołek. " Fantastiko ! To jo tyz łopowziem cosik: "W owych czasach sąd to była instytucja swoistego sportu jak pisze Wańkowicz - Anglik ma krykiet, Hiszpan walki byków, Niemiec kręgle, Amerykanin basket-boll, a polski autochton - pieniactwo w sądzie. A wszystko przez to, że jezykiem urzędowym w sądach był język polski, stąd na kresy przybywali sedziowie z Galicji nie znających się na miejscowych obyczajach. I tak na przykład była sprawa pewnego Iwana, który żalił się, ze oskarżony Aukim powiedział do niego "ty psie". -Iwan, sabakoaż ty, sobaka - wybucha Aukim - kaliż ja na ciabie pies kazau ? Odpowiedz Link
bratjakuba Re: Gyszychty - zbiory FGGG 23.01.09, 22:03 Niedowno we Chorzowie był taki festyn p.t."Sercym do Parku",muzyka,tańce,popijawa. Tacy moji przociele co miyszkajom w Chorzowie też sie tam wybrali ze swojymi babami.Miejsce mieli przi samiuskim parkecie toż sie na wszycko dziwali i ani nie zwożali wiela tyn "Ober " im tam nalywo. Było już kole szoste jak oba chopy zaczli du pami szkyrtać po stołkach bo za godzina mioł grać "Ruch".Jejich baby ani myślały sie zbiyrać bo sam za chwila mieli wystymp, Molesta.Vavamuffini kto tam jeszcze. Toż chopy na mecz poszli sami a baby dali sie dziwały i ciongły te swoje "Pinakolady" i "Gin-Orange". Jak wszycko dobre taki mecz i festyn sie skończyły.Chopy już downo byli doma a baby piechty,kole dwanostej kwanckały od latarnie do latarnie. Uszły już tak z poł godziny a miyszkały trocha za miastym jak im sie zachciało to co dycki sie chce jak sie mocka zjy i wypije i to przeważnie jak wiycie w złym czasie i miejscu. Biyda,miejsko ulica,domy z lewa i z prawa ale spomniało im sie co trocha na lewo za kościołym je kierhof. Toż drabkym jak yno poradziyły na tyn kierhof,za płot i już je wybawiynie. Coż kiej je nowo opresyjo, ni ma sie czym utrzyć.Ta jedna poświynciyła swoje szlipfry,załatwyła sprawa,wciepła do pobliskego kosza na śmieci i fertich. Ta drugo,ale miała nowe,markowe Slogy i było ji ich szkoda.Pooglondała sie do koła,uwidziała tako szykowno szleifka na jednym grobie,trocha zwlykała ale za chwila se przetuplikowała co to je przeca "wyższo konieczność", chlast,urwała i po ptokach. Do dom prziszły kole druge. We niedziela zaś sie wszyjscy potkali pod kościołym.Dobry,dobry,-co tam? W porzondku,baby szły warzić obiod a chopy jak we zwyku wleżli do szynku na piwo.Na razie nic nie godajom ale za chwila jedyn pado:wiysz jo tam swoi wierzoł iii wierza ale dioboł nie śpi. Prziszła wczora bez slipkow i smrodlawo,coch jom musioł kompać. Drugi na to pado:moż cołkowicie prawie.Moja po prowdzie slipki miała na rzici ale wystowała śnich złoto szlajfka z napisym; " Nigdy Cie nie zapomnimy,Orkiestra Dęta Brass Band" Odpowiedz Link
rita100 Re: Gyszychty - zbiory FGGG 23.01.09, 22:20 szykowno szlajfa, szlajfka - wstążka ( haha z wieńca grobowego) Teroz dopiyro zrozumiałach. Przyznam,że bardzo wyrozumiali byli mynżowie. Tak spokojnie przyjeli w domu żonki. Teraz mynżowie mogą przyjść popaprani śminkami na licach :) Jo tako pamietam gyszychte o tym jek łozyrok wracał z karczmy bez smyntorz do dóm i żona przycziła się za nagrobkiem ubrana w białe przescieradło i tak go wystaszyła, ze chłop już do karczmy nie zaszedł. Odpowiedz Link
sloneczko1 Re: Gyszychty - zbiory FGGG 23.01.09, 22:28 dobry pomysł miałaś Rito z tymi zbiorami,co jo sie sam uśmieja jak to czytom:) Odpowiedz Link
bratjakuba Re: Gyszychty - zbiory FGGG 23.01.09, 22:34 Jedzie baba na kole bez miasto.Na lynksztandze mo wisieć dwa spore miechy. We jednym zrobiyła sie dziura i co chwila wypaduje śnij 5 złotkow. Nogle jom wyprzedzioł policyjny autok.Policjant sie wychyloł bez okno i pado: Wypadajom pani pięciozłotowki. Baba stanyła,oparła koło o słup i chciała iść pozbiyrać te potracone piniondze. Na to jedyn policjant wysiod,zawołoł,-momencik,skąd pani właściwie ma taki worek pieniędzy? Czy nie są przypadkiem kradione? Katać tam panie władzo,godo baba.Jo mom tako działka,zegrodka kole fusbalplacu. Jak je mecz to te chopy przichodzom pod moj płot i sikajom mi do zegrodki. Toż wteda jo stowom ze hekenszerom(nożyce do żywopłotu)za krzokym i godom abo piontka, abo mosz go weg.Policjant sie zaśmioł,padoł: no,no no to trza mieć głowka. Ale toście uzbiyrali aż dwa miechy? Ni pado baba,yny jedyn. No toż co tam mocie w tym drugim miechu? No przeca wiedzom panie władzo jake som ludziska.Nie kożdy chce płacic. Odpowiedz Link
rita100 Re: Gyszychty - zbiory FGGG 25.01.09, 21:22 cha cha cha mozna sie nachichać. Fejn klepojda, fejn :) No,no no to trza mieć głowka i ostre hekenszerom Odpowiedz Link
rita100 Re: Gyszychty ło wiedźminie 25.01.09, 21:25 Musim titlowac , bo sie pogubim Gyszynk ło slonskiej wiedźminie abo Babo Jyndza anton_28 kajs na Sloonsku, na psziuogu wele lasa miyszkaua se jedna oumka. Boua uona kulawo i puklato wiync nikaj roboty niy poradzioua znejsc. Uazioua ino po tych uoonkach z miechym na puklu i zbiyraua uostomaite zielska, grziby abo uostranrzyny. Ludzie padali ize jak ta oma trefisz to dowej pozoor, bo moze byc ona bardzo zuo, ale i bardzo dobro. Legynda pado, ze kedys bajtle targali se kwiotka na tym psziuogu, no i pszi tymu pouaziyli po zbozu i je pouomali. Ouma co tych polow wachoowaua chycioua tych dzieckow, rein do miecha i pod ziymia ich wcioongua. Bestosz sie wszystek bajtle jyj boli, a jak jusz musieli is na pole to niy rojbroowali. Downi piyrwy boua se tam tysz jedna mauo dziouszka kero pasua cigi na uonce, i bes tyn czas sztrykowaua zoki do siebie i mutter. Oumka wele ni wdycko siadaua bo widziaua ize boua dobro, i dowaua pozor na te kozy, coby ta dzioucha poradzioua bes sztyrungu te fuzekle sztrykoowac. Jak jo i podziynkuja za to, dumaua se ta mauo, ale w koncu usztrykowaua jeszcze jedna pora fuzekloow i daua je ty oumce. Ta sie fest uradowaua i ze ziymie dzwigua pora suchych liscioow. Wroziooua je ty dziousze do zopaski. Kej na wieczor szua s kozoma do dom, padaua se: "ach, co mie po tych zgnioouych lisciach, zaro je wyciepna". Ale zrobiouo i sie zol ty omy i uostawioua te liscie w zopasce. Droogom ale robioouy sie te liscie coros ciynrzejsze, ize sie dziouszka z biydom do chaupy dowlykua. A w izbie - zamias lisci - wysuuy sie na dyloowka same koncki zuota!! Uot tamtygo dnia niy mieli jusz biydy... Ty oumki ale tysz jusz zodyn wele lasa ani na uonce niy widziou... Odpowiedz Link
bratjakuba Re: Gyszychty ło wiedźminie 28.01.09, 17:31 Skond sie wziyni gorole? Jak Ponboczek zaczon lepić tych ludzi a dzioło sie to kasik kole Krolhuty, to Mu sie tam niekiery i nie udoł. Takigo gizda broł za ucho, rozżynoł Sie i chlast ciepnoł za Siebie. Do połednia jak jeszcze mioł siyła zaciepowoł aż ku karpatom. No i już wiycie czamu som gorolami.Po połedniu umioł już yno zaciepnyć za Przymsza a z tego som te Antki ze zogłymbio,take same gorole,yno jeszcze gorsze. Na wieczor,a boł bez swaczyny, niy mioł już siyły ani sie schylić,toż tych niezdorokow yno nogom pyrtnoł,aż sie skulali ku takim wymołom co sie bez to nazywajom Bykowina. W nocy, po ćmoku niekierzy sie wysmyczyli z tych barzołow aż ku Glywicom.Niekierym sie udało dosmyczyc aż ku lasom zaRudami. Miyszkali po tym we Solarni ale do dzisiej sie żoudyn Solarzon do tego nie prziznowo,eno godo co je ze Dziyrgowic. Te pod Glywicami założyli po tym tako wieś co sie nazywałaSzywołd. Nie szło siy do końca śnimi dogodać,ani po naszymu,ani po nimiecku. Downi siy o nich dziecom bojki bojało.Ale przed Rusami siy wszystke straciyli.Tero misiezdo tyn Szywołd nazywo sie Bojkow. Możne łod tych bojek? Możno te Szywołdziany tera robiom we Reichu? Moja siostrzynica Luci posłała moim bajtlom tako platy ze bojkami. Jedna sie nazywo "Die Schieldburger ",som na nij genau take Szywołdziany o kierych nom za dziecka Starzik bojali. Odpowiedz Link
rita100 Re: Gyszychty ło wiedźminie 28.01.09, 22:01 To taka regionalna wasza baja. Ważne co Ponboczek nie zapomniał stworzyć i gorali :) Odpowiedz Link
rita100 Re: Pan pójdzie za mnie, ja za 31.01.09, 22:38 Wybrołech se roz na ryby do Toszka. Pod tym Toszkiem była rzyka, i zakład był taki umysłowo chorych, prowda! A ta rzyka, wom powiem, że akurat tak szła pod tym zakładem. No, nos rybaków to tam było dużo. A jo to siedziol tak naprzeciw tego zakładu. Wiecie, godzina siedza, nic! Drugo, nic! Ale co ? Jeden z tego zakładu umysłowo chorych wyloz do łokna i sie śmieje. Śmieje sie tak dziesięć minut. I patrzy na mnie. Wiycie, sie pośmioł i poszed znowu do tego zakładu. A jo ino te kije wyciągam - tam i z powrotem. Godzina tak siedza, ón znowu wyloz do tego łokna z tego zakładu i znowu sie śmieje, i patrzy na mni. No, se pośmioł, pośmioł i zaś se skrół. Tero jo ino siedza, siedza, i nic nie moge fycić. Ci drudzy wyciągają, a jo toż nic. Bóło juz terozki pół do dwunastej; ten z tego zakładu, ten umysłowo chory zaś do tego łokna wyloz, i se śmieje zaś. A wiecie, co łón mi potem powiedzioł ? Woło mie: - Hallo, panie! Fyciół juz pan co ? - A jo powiadam: - Niy jeszcze. Ón pedzioł: - Wie pan co ? To chodź, zmienimy miejsce. Pan pójdzie za mie, a jo za pana. (Józef Hanke z Pawłowa) Odpowiedz Link
rita100 Re:Smok Wawelski po Sloonsku 23.03.09, 21:04 Autor: anton_28 Uod dowiyn downa wy Krakowie nad rzykom Wisuoom je wielgo skaua, a na niyj stoi wawelski zomek. We skale pod zomkym je dziura - tako jaskinia, z keryj wielgi smok se chaupa zrobioou. Psziszou tyn pieron kajs fort z daleka, z pyska siou uogniym i ludzi stroszou. Jak sie tyn smok pod Wawel wkludziou, to krakowiony sie powystroszauy na dobre, bo smok zar wszysko co sie ruszauo. I tak tyn pieronski gizd padou: "Jak niy chcecie cobych wos zerzar, to musicie mie wdycki dowac barana na sniodanie, wiepszka na obiod i kalymba na wieczerzo!" Co mieli te ludziska robic? Futrowali tego smoka gynau tak jak uon chciou. Za pora dni zrobioua sie ta gadzina jescze barzi zachciywno i tak pado: "wiycie co? zmierzuy mie sie jusz te wasze barany, wiepszki i krowy. Zjodbych teroski jako fajno krakowsko dzioucha! dejcie mie jom jutro na obiod, bo jak niy to bydzie ciynszko z wami!" Mozno by i krakowioki tak zrobiyli, ale gynau wtedy prziszou do Krakau Swiynty Jacek. Tyn Jacek bou Sloonzokym i pochodziou ze Kamiynia Sloonskygo. Jezdzioou uon po couki Europie, bo bou dominikaner i tam godou kozania i zakuodou nowe klosztory. Praje ostatnio bou Jacek we Kijowie skond musou drapko uciykac, bo na tamte ziymie wjechauy Tatary. Pszed ucieczkom wzion se Jacek s Kijowa figurka Matki Boski, pobozno ksioonszka, psa i pora placpatronow - to bouy wtedy tatarske bomby co richtig poradziouy zabic. Kej sie Jacek dowiedziou ze krakowionom niy ma do smiychu, to wpod na idyja: dou psowi zapolono placpatrona i kozou mu ja legnonc pszed ta jaskinia. Smok se wyloz i padou: "oj, cojs sie poli, mono to pieczone miynso s ty dziouchy?" A ze bou blank gupi, to ta bomba zerzar. Zaroski go zaczuo polic w basie i suszyc w pysku, bestosz poszou ku Wisle i suepou, suepou, suepou aze puknoou i zdech. Ale Sw. Jacek bou fest skromny - jak wiynkszojs Sloonzokow - i niy pochwolou se swojom robotom. Ludziska niy wiedzieli jak to sie naprowdy stauo i bestosz wymyslyli jakojs bojka o szewczyku, abo jak mu tam leciauo. Na pamiontka tego do dzisiej dominikany w klosztorze noszom na swojym uoblyczyniu pasy ze smoczy skory, a na Sloonsku pod budoma pszedowajom do szczylanio placpatrony... forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=34281&w=93066125 Odpowiedz Link
rita100 Re:Skund na Slunsku zur ? 23.03.09, 21:07 Mało kto wie, ale ta wyśmienita zupa pochodzi z Galicji. I to było za austryjackich czasów. Taki jeden Slonzak był przi wojsku i poznał kamrata z Galicji. Barzo sie kolegowali przy tym wojsku. Jak juz sie wojsku wysłużyli i poszli do cywila to sobie przyżekli, że bydóm ło sobie pamiętać. Minoł czas, no i Slonzok pomyśloł: "Na, trzeba mojigo kamrata w Galicji odwiedzić." I wybroł sie piyknie do kamrata. Wzioł kapke ostrzejszej ze sobo i piechto polaz. Zaszed. Kamrat sie uradował i jak móg tak ugościł. Pojad se wszystko, jeszcze mu potem dali w misce takiej poliwki dobrej, co mu okropnie ta poliwka smakowała. - No powiydz mi kamracie, co to je za dobre jedzenie ? Ani to polywka ani to babraczka, ani nie wiedzieć co - takie to dobre! Krakus sie uśmiecha cało gambo i godo: - Na, żuru ci moja baba nawarzyła. - Zur, prawisz ? Musza jo tyz swojij babie chcieć, cobi mi nawarzyła. No i wiecie jak to jest, robota goni, kamrat musiał wracać, ale żeby nie zapomnieć tej najświetniejszej zupy, zaczął ją powtarzać. I szedł piechto i mówił: żur, żur, żur, żur, żur, żur...... i dali idzie..... Dawni to wiecie i mostów buło mało i kładek mniej i musiał ten Slonzak przez Kłodnice przejść. Nie było jak, to wchodzi do wody i głośno mówi: zur, żur, zur... Jak już był na środku rzeczki, nagle, jakby ucion, jekby do wody wpadło, zapomnioł słowa. No i był isty (pewny), ze to słowo wpadło mu do wody. Po próznicy nie będzie wracał do dom, to zaczął Slonzak brodzić w wodzie i sznupać - Musza to slowo noleź i fertyk! Brodzi, brodzi, rynkami szuko, maca i słowa noleź nie może. W tem pastyrz co krowy i świnie chowo widzi i pyto sie: - A cóż to chłopku tero szukacie w tyj wodzie ? - Ani sie nie pytoj! Tako zacno rzecz żech tu stracił! - Takie słowo co nalyź teroz nie mogym. A świniorz godo: - No, chłopku! Jakóż możeta noleź, kejście jak żur zbrodzili wode. - To, to synecku. Żur, żur, żur ! I poszed dóma Slonzacek. Babie opowiedzioł o galicyjskiej smakowitości, wiela tych misek żuru jodł, jakie to strasznie i okrutnie dobre było. Od tygo czasu baby slonskie warzo żur, coby dogodzić swoim chłopom jak krakowianka z Galicyji slonskiemu kamratowi chłopa ;)))))) Joł ! Odpowiedz Link
bratjakuba Re:Skund na Slunsku zur ? 23.03.09, 21:57 Przi dzwiyrzach we bloku na drugim sztoku zadzwonioł dzwonek. Otwjyro chop,własciciel miyszkania i widzi gryfno frelka. Ta zaś sie przedstawioła mianym i pado:jo je nauczycielkom waszego syna. Dzisiok we szkole fest nabrojoł aż ech musiała na nigo nawrzeszczeć. No toście dobrze zrobiyli pado ojciec od tego buksa.A co byście jeszcze chcieli? No, - chciałach wom jeszcze doniyść,że jak ech tak na nigo wrzeskła to mi pedzioł ,że mom być cicho bo mie przeleci. Toż to ci dziepro bestyjok godo tyn ojciec.Toż podzcie rajn,siednicie se na chwilka. Som szoł ku oknie,otworzył ,chwila sie dziwoł kaj to moge być tyn jego buks, ujrzoł go i woło:Patriiiik!! Podz sam yno! Coooo! woło tyn szkut ze dołu. Noo,bezmaś miołeś jakeś wonty ze nauczycielkom w szkole? Nooo, jaa, przidarzyło sie. A prowda to,żeś obiecoł nauczycielce,co jom przelecisz? Uuuummm! mruknoł tyn na dole. Dyć to piluj sam wartko na wiyrch bo ona już prziszła. Odpowiedz Link
rita100 Re:Skund na Slunsku zur ? 23.03.09, 23:07 No i sie nie dziwuj Braciejakubie , ze nauczycielki na Slonsku tych bajtlowskich piorunów i ojczulków, musiały fest mocno trzymać w ryzach ;))))) Jo to biere na smiech jek anegdotka Odpowiedz Link