niedzwiedzica_sousie
02.07.07, 08:54
proszę o opinię, bo się zgubiłam. nie wiem, czy jestem przewrażliwiona i
robię z igły widły. jak wy byście odebrali tę sytuację.
imieniny teściowej. było 11 osób łącznie z nią, nie licząc Stasia. czyli 11
dorosłych. Moja teściowa naszykowała 10 nakryć i poinformowała mnie, że ja
przecież i tak muszę ganiać za dzieckiem. no i ja w tym momencie zwątpiłam.
Owszem, impra odbywała sie w pokoju, który miał bezpośrednie wyjście na ogród
i faktycznie, Stasiu nie usiedziałby w nim, ale z drugiej strony, nie jest
już znowu takim malenstwem, żeby trzeba było non stop chodzić za nim krok w
krok. mnie to po prostu zmroziło, poczułam się na maksa zignorowana, czułam
się tam bardzo źle. no i z braku wyboru łaziłam za Stasiem. jak już wszyscy
zjedli obiad, to moja teściowa przyszła do mnie i spytała, czemu nie zjadłam.
no wymiękłam, nie przeszła mi przez gardło odpowiedź: bo nie ma dla mnie
miejsca przy stole i talerza. miałam jeść na stojąco w rękach, czy może
poprosić kogoś żeby mi ustąpił, jak już wszyscy zjedli, żebym mogła coś na
szybko pochłonąć, z tego co po innych zostało. i co? może z czyjegoś talerza?
nie dostałam też nic do picia, zero szlaknki czy czegoś takiego, przyniosła
mi kawałek tortu od ogródka i wręczyła do ręki. ledwo to przełykałam na
stojąco, ale nie chciałam robić ostentacji. powiedzcie, jak wy to widzicie,
bo ja nie mogę się otrząsnąć.