Dodaj do ulubionych

dość już mam

29.11.12, 20:20
Czy w sytuacji kiedy
najbardziej na świecie nie może się znieść, brzydzi się i nienawidzi
siebie samego i własnej rodziny,
to samobójstwo nie stanowi
kary, zemsty i lekarstwa jednocześnie ??

Może to jedyne /osiągalne/ wyjście z tej męki..

Było już prawie dobrze, a jest gorzej niż kiedykolwiek...

Nie proszę o radę, nie szukam pocieszenia, nie wystawiam się na krytykę, chciałabym... chciałabym, żeby ktoś przyznał mi rację :|

PS. To, że było prawie dobrze, to, że może być dobrze, było złudzeniem pełnym chorych nadziei nie wiem skąd wyskrobanych... Może po odstawieniu stabów zaatakowały i rozpanoszyły się w głowie...
Obserwuj wątek
    • non-grata Re: dość już mam 29.11.12, 22:00

      Nie będę teoretyzowała, skoro przerabiałam w praktyce.

      "samobójstwo nie stanowi kary, zemsty i lekarstwa jednocześnie ??"

      Kara i zemsta są tu, w tym przypadku tożsame, jasne - rozumowanie słuszne, kara do potęgi entej, tyle, że w Twoim rozumowaniu - potencjalni karani mieliby świadomość??

      Lekarstwo?
      Nie, nie masz racji.
      Słabe ujęcie, wobec faktu, iż "lekarstwo" leczy, a Ty skutków "leczenia" nie doświadczyłabyś.

      Zbawienie?
      Zdecydowanie tak, autozbawienie.

      Skąd skrobiesz nadzieje? - nie ważne, jeśli pomagały.
      Dlaczego przestały pomagać?
      Zderzenie z rzeczywistością, czy.. prozaicznie: odłożenie stabilizatorów?

      A możeby tak wrócić do poczciwych stabili...
      Pomagają..
      • czita88 Re: dość już mam 29.11.12, 23:34
        Z tą karą to bardziej miałam na myśli siebie.... Choć to równocześnie nagroda. Ulga. A kara, za zjebanie każdej szansy, mozliwości, rozwalenie każdej relacji, życia... Dlatego przede wszystkim mam siebie dość. Wciąż patrzę do tyłu, bo przed sobą nie widzę już NIC na co warto byłoby patrzeć z nadzieją, czekać... Tego syfu narobiłam tak dużo, że nic już tego nie naprawi, nie zasłoni, nie zamaskuje... Ja sama sobie nigdy nie wybaczę. Nie zasługuję by żyć, a przede wszystkim nigdy nie powinnam się urodzić, jestem straszną pomyłką ;(, od zawsze mam to w głowie ;(...

        Zderzenie, a raczej cała masa, chyba kilkaset już przeżyłam, i za każdym razem boli (choć już nie zaskakuje)... Staby odstawiłam w lipcu, w czasie kryzysu, potem było bardzo dobrze przez zaskakująco długi czas, teraz się sypie, coraz bardziej, i to przede wszystkim w głowie (w życiu bez jakichś wielkich zmian, albo raczej nic nowego, znana beznadzieja, wszystko już było, tylko wnioski nowe, zero perspektyw, bezradność).
        Leki, jak kiedyś pisałam, sprawiają jedynie, że więcej mam w dupie, otumaniają, chłodzą. To nie zawsze jest pozytywny efekt (czasami przez ten dystans zaniedbywałam wiele spraw, niszczyłam). Teraz w zasadzie, oprócz chwil strasznej złości czy momentów kiedy wszystko boli nie do wytrzymania, to też mam wszystko gdzieś... Nie byłoby mi szkoda tego skończyć, a świadomość, że mogę to zrobić, paradoksalnie pomaga...
        • non-grata Re: dość już mam 30.11.12, 00:20

          Przeszłości nie traktuj korektorem.
          Nie istota w tym, iż nie da się, a - byś przestała chcieć unieważnić.
          Rzecz w etapie, by pogodzić się.

          Kiedy efemeryczne złości na przemijających ludzi przechodzą, dotkliwiej uświadamiamy sobie nienawiść do siebie właśnie. Obrzydzenie, zohydzenie, pogardę, skrajną nienawiść, nic, tylko na siebie splunąć.

          Myślę, że to okres sine qua non dla punktu wyjściowego.

          Czita,
          dasz radę wygrzebać się.
          Po raz kolejny.

          Widziałam sporo ludzkich cudów, tych ze śmietnika, którzy mieli w planach stoczenie i powolne dogorywanie.
          Na taką jedną, która raz po raz żegnała się z życiem w otumaniającej nienawiści i zarzyganiu sobą, otoczeniem - patrzę w lustrze.
          Da się.
          Da się żyć, nie - wegetować.
          To trwa, ciężkie jest niemal niemożebnie, ale - da się.

          ZASŁUGUJESZ.

          CHOLERNIE, BARDZO ZASŁUGUJESZ!!!

          Wbrew temu, co sama o sobie sądzisz.


          Kochanie (wybacz spoufalenie, ale mam ochotę Cię przytulić),

          stabilizatory nie przygaszają, przynajmniej, te, które ja brałam (Neurotop), a dawki brałam konkretne.

          Co z terapią???
    • brz_a_sk Re: dość już mam 30.11.12, 10:35
      chciej
      znowu
      jeszcze raz chciej

      dla mnie to za trudne by Ci cokolwiek radzić

      wytrzymaj chwilę

      umiesz wychodzić

      umiesz! tylko znów chciej

    • brz_a_sk Re: dość już mam 01.12.12, 12:38
      zaglądam

      bo myślę
    • jamama03 Re: dość już mam 02.12.12, 00:45
      Przytulam cię skarbie bez przeproszenia za spoufalanie.
      proszę ...poczuj ....że ...

      poczuj te pozytywne emocje które stąd ... w Twoim kierunku...

      Liczę i na Twoje przytulenie gdy będę w potrzebie...

      proszę...bądź....

    • czita88 Re: dość już mam 02.12.12, 15:16
      Dziękuję wszystkim... Za odpowiedź, obecność czy nawet wiarę we mnie (!). Nie dostałam tego o co mi chodziło (co w sumie było głupie, sama nikomu bym nie napisała otwarcie, że rzeczywiście w jego sytuacji najlepiej sobie strzelić w łeb :/ ... nawet jeśli tak bym myślała), ale mi lepiej...

      I uspokajam... Póki co na pewno (no ok, na 95 %) nic sobie nie zrobię... Dam sobie trochę czasu. Po prostu rozważam to na chłodno, chyba po raz pierwszy... Moje życie nie zmienia się nie dlatego, że nie ma na to żadnych szans, ale dlatego, że ja nie potrafię zmienić siebie... Niby wiem, widzę (już), co jest nie tak, wiem, co jest chore, co dziwne, co bezsensowne, co niszczące, co hamujące; wiem lub domyślam się, jak powinnam postępować, w jakim kierunku dążyć, ale kurde za cholerę nie potrafię. Daję radę się wycofać, ale nie działać. A już najtrudniej uwierzyć... Łatwiej ograniczyć swoje oczekiwania, zmniejszyć wymagania... wobec wszystkiego. Życia, siebie, ludzi... Zaakceptować chamstwo, pogardę, egoizm, patologie... Doliny, nerwice, bpd.. Nie chce mi się walczyć z tym wszystkim. Nie czuję się na siłach. Kiedy staram się żyć normalnie (planować przyszłość, zdrowy związek, itp.) to mam wrażenie, że gram, przed samą sobą i innymi, jestem sztuczna... To takie uczucie, jak kiedy wychodzę z domu wystrojona i wymalowana (na codzień tego unikam), mam wtedy wrażenie, że wszyscy się na mnie dziwnie gapią, czuję, że udaję kogoś, kim nie jestem, czuję się jak nie ja...

      Z leczeniem to jest chyba podobnie, nie wierzę w nie - wiem, że jestem pojebana, słaba i zła, i nie chce mi sie udawać kogoś innego, normalnego i poukładanego ( w procesie "zdrowienia") .. Próbowałam nie raz... Tak, wiem, chodzi o próby, małe kroczki, terapia jest dla mnie a nie dla tego, co inni sobie o mnie pomyślą, itd... To takie żałosne :((... Zastanawiam się , po co mi to... Wiem co mi jest, wiem skąd się to wzięło, wiem, że wciąż popełniam te same błędy (tylko na coraz większą skalę), wiem, co robię źle... I mało z tego wynika. Nie będę szczęśliwa, żyjąc i postępując tak jak osoba normalna, nie będąc w środku normalną... Teraz też nie jestem szczęśliwa. W ciągu całego życia pamiętam tylko pojedyncze chwile, kiedy byłam. Nieco więcej takich, kiedy sobie wmawiałam, że jestem... Mogę tak sobie żyć z dnia na dzień, ale to zmierza do nikąd... Jestem samotna, a nie chce mi się zabiegać o ludzi, nienawidzę tego, a jeszcze bardziej nienawidzę tych, którzy zabiegają o mnie, robię wszystko by ich zniechęcić... Wolę czasem wybaczać/zapominać zło, gardzić sobą, niż akceptować dobro. Sama kręcę na siebie bata i nie potrafię inaczej, nie potrafię się zmusić.... Mogę się zakopać w sobie jeszcze bardziej i kisić do 50-ki, ale... po co?

      Też brałam Neurotop, 600, rano i wieczorem... Na każdego lek działa inaczej. Nie mówię, że nie działał wcale, że tylko skutki uboczne odczuwałam, czy że nie pomagał wcale... Ale to tylko lek.
      • jamama03 Re: dość już mam 02.12.12, 18:17
        Dzięki :) skarbie...że...się ...odezwałaś...
        Że ciągle można o Tobie myśleć i nawet czasem zapytać...
        Pytań trochę mam...zaczynających się od...jak ?(oczywiście :))
        Chwilowo bez pytań pocieszę się że jesteś:)

        Norma...konieczność...tak chciałabym żebyś poczuła radość z oddechu ...
        Z siebie...z tego że jesteś...
        Dzisiaj swoją obecnością sprawiłaś trochę radości ludziom...takim jednym...
        Takiej mi...
        Dzięki.

        Wiesz...nigdy nie mogłabym napisać...nie dlatego że brakuje otwarcia...ale dlatego że życie to dla mnie taka durna zagadka...takie coś co czasem zdaje się nie mieć celu...a jednak taka tajemnica...ze z mojej perspektywy taki mały ludek jak ja ( blisko 100 kg żywej wagi) ...odczuwa pewną nieśmiałość w samej myśli że mógłby się czemuś tak potężnemu przeciwstawić...nie strasznemu choć okropnie bolesnemu czasami, ale potężnemu...

        Oddychaj proszę...pozwól swojemu ciału cieszyć się ...oddechem po prostu...

        Wiem jak głupio brzmią moje słowa...czytane bez emocji które mi towarzyszą po Twoim wpisie...duuużo łatwiej mi się oddycha :)
    • 7mka7 Re: dość już mam 03.12.12, 15:28
      Często myślę tak jak ty... nawet powiedziałabym zbyt często. Wiele razy podjęłam próbę... i o dziwo zawsze na jakimś etapie dochodziłam do wniosku, że o dziwo, jednak chcę nadal żyć, że będę dalej walczyć! choć wszystko to wydaje się bez sensu i bez owocne... a jednak
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka