Gość: Grzegorz
IP: 158.66.42.*
26.07.01, 10:04
W telewizji mówią, że tam wojna, zabijają, żona mówi - nie jedź. A ja jadę
(niestety tylko na tydzień). Na warszawskim Okęciu bardzo kontrolują i
wypytują, ale potem .... totalny odjazd. Izrael to przepiękny, bardzo
urozmaicony, ogromnie ciekawy kraj. Jestem w małej grupie (4 osoby), mamy
świetnego przewodnika (polskiego żyda) i zwiedzamy, zwiedzamy. Natanya, Hajfa,
Akka, okolice jeziora Galilejskiego, Nazaret, Tel-Aviv, Jerozolima, Morze
Martwe. Izrael współczesny, Ziemia Święta, judaizm, islam, chrześciaństwo. Cała
masa zabytków - dla każdego coś ciekawego. I jakoś nie widać walk na ulicach,
wieczorem chodząc po Tel-Avivie czy Jerozolimie czuję się o wiele bezpieczniej
niż w Warszawie. Jadamy w knajpkach żydowskich, arabskich. Wszędzie pyszne
wegetariańskie jedzenie.
Największe wrażenie to oczywiście Morze Martwe. Wiedziałem (bo tak mówili
inni), że to duże przeżycie, że można leżeć na wodzie i czytać gazetę, ale co
innego wiedzieć, a co innego to przeżyć. To jak stan nieważkości. Siedziałem po
turecku i woda mnie unosiła. Coś nieprawdopodobnego. A wokół kamienna pustynia.
Najgorsze wrażenie - to niestety Bazylika Grobu Bożego w Jerozolimie. Kilka
kościołów pod jednym dachem. Miejsce święte dla każdego chrześcianina
zamienione w tani, jarmarczny biznes.
Wszyscy mówią po angielsku, bardzo wielu po rosyjsku, można też po hebrajsku
(ale polacy chyba unikają tego języka). Wiele osób jeździ autostopem,
szczególnie młodzi żołnierze i żołnierki (bo dziewczyny także idą do wojska).
Izrael to drogi kraj - ceny srednio o 100% większe niż w Polsce np. piwo
kosztuje w sklepie około 9 zł. Ludzie są życzliwi i mili (może za wyjatkiem
ortodoksyjnych żydów, z którymi trudno się dogadać). Tygodniowy pobyt kosztował
około 6 tys. zł. Ale naprawdę warto.