mpd3
03.01.07, 09:56
Nie żebym narzekała, w końcu przez prawie 5 miesięcy można przestawić organizm
coby się przyzwycził, że nie ma spania kilka godzin pod rząd.Nie ja pierwsza,
nie ostatnia. Ale dziś o 2 nad ranem - przyznam się - płakałam łzami
rzewnymi, bezgłośnie by innych domowników nie obudzić. Między 19:00, kiedy to
Nat chodzi spać, a ową nieszczęsną 2 nad ranem (w środku nocy!!!, a nie nad
ranem) moja latorośl budziła się 5 razy, w tym 2 razy do cyca, a reszta pt.
"mamo daj mi rączkę, poklep mnie po pleckach, ułóż mnie na boczku, włóż mi
smoczek do buzi i czekaj minimum pół godziny aż znowu zasnę". Biorąc pod uwagę
moje problemy z zasypianiem... nie, nie będę liczyc ile spałam bo się załamię.
A o 2 znów mnie budzi. Patrzę, a on oczka otwarte szeroko, buzia roześmiana i
mówi: "mamusiu, ja się już wyspałem i dziwi mnie niezmiernie, że Ty wciąż
śpisz". No i zaczął godzinny trening głosu, polegający na wydawaniu z siebie
przeraźliwych pisków i wrzasków (czy Wasze dzieciątka też tak robią?). Po
każdym takim okrzyku śmiał się śmiechem starego dziada (basowe
łehehełehehe!!!). Nie wiem czy o ten śmiech przyprawiła go duma z dźwięków
które produkował, czy moje bezsilne łzy kapiące na poduchę.
Po godzinie rozpoczął serię 10-15 minutowych drzemek przerywanych dokładnie
wtedy kiedy mnie akurat udało się zasnąć...
Mam wrażenie że z nocy na noc jest coraz gorzej. Czy mój Potworek nie
potrzebuje snu? Energią z kosmosu się żywi czy co?
Na czym polega ten fenomen macierzyństwa, że po czymś takim wstajesz rano i
radośnie tulisz malucha w ramionach, całujesz jego pyzatą buźkę i recytujesz
głupawe wierszykiżeby znów usłyszeć to słynne "łehehe!!!"???